Znowu musze zasiegnac opinii szerszej. Problem dotyczy chlopca z
rodziny patologicznej ktorej pomagam jako wolontariuszka juz 4 lata.
Chlopiec we wrzesniu skonczy 10 lat.
Chodzi o to czy pozwolic mu jechac na "normalne" kolonie, takie
odplatne ponad 1000 zl ale on dostal miejsce darmowe, z gory
przeznaczone dla jakiegos "biednego" dziecka. To są kolonie o
charakterze sportowym, splywa kajakami, wspinaczki, zjazdy na linie,
wycieczki rowerowe, basen itd. Program super, chlopiec uwielbia
sport i tryska energia.
Problem jest z jego zachowaniem. Pochodzi z rodziny wielodzietnej (7
dzieci od niemowlecia do 12-latki), matka uposledzona umyslowo,
ojciec alkoholik z ograniczonymi prawami rodzicielskimi. Nikt
chlopca nie wychowuje, nie poswieca mu czasu. W szkole jest
utrapieniem dla wychowawczyni, uwielbia sie bic z innymi, zaczepia,
prowokuje, nie slucha pani, rozwala lekcje. To w grupie (tak,
wszyscy wiemy ze probuje zwrocic na siebie uwage), w pojedynke
zmienia sie w spokojnego i uczynnego dzieciaka.
Jednak jego zachowanie jest naprawde starszne, mial juz jedno
podejrzenie o kradziez ale nie zostalo mu to udowodnione. Objety
jest wolontariatem juz 4 lata, jezdzil wiele razy na kolonie, mial
setki rozmow z wychowawczynia i wolontariuszka, ktorą wręcz
kocha

. Niestety wszystko bierze w łeb gdy chlopiec znajdzie sie w
grupie.
Wlasnie wrocil z jednych kolonii, takich dla biednych [czytaj:w
wiekszosci patologicznych] dzieci. Zachowywal sie tak skandalicznie
mimo rozmow z wychowawca, mimo telefonow przy nim do matki, mimo
grozb odeslania go do domu - ze powiedziano nam ze wiecej tego
dziecka nie wezma ze soba. Chlopiec przed wyjazdem obiecywal ze
bedzie "grzeczny" - oczywiscie rozmawialismy o konkretnych
sytuacjach i zachowaniach.
Za niecale 3 tygodnie ma jechac na te kolonie "normalne" gdzie beda
dzieci ze srednio zamoznych rodzin, z niepatologicznych srodowisk.
Dostal miejsce za darmo. Ma byc wycieczka na Slowacje. Jednak
chlopiec nagminnie nie wykonuje polecen wychowawcy - wyobrazam sobie
ze nie bedzie sie sluchal plynac kajakiem albo zacznie sie popisywac
zjezdzajac na linie... i nieszczescie gotowe.
Matka dziecka wlasnie tak sie obawia, ze on "sie zabije na tych
koloniach". Jednak jak teraz synek zaczal ją ze lzami w oczach
przekonywac jaki to grzeczny bedzie na tychy drugich koloniach,
znowu chce zeby jechał. A decyzje musi podjac wolontariuszka czyli
ja...
Gdyby jechal, kazalabym matce podpisac oswiadczenie ze to byla jej
decyzja aby nie miala do mnie pretensji jak mu sie cos stanie.
Poza tym nie chcę zeby stał sie utrapieniem dla kolejnego wychowawcy
i przeszkadzal kolegom.
jedni mowia: daj mu szanse skoro obiecuje, dla takich dzieci tylko
dobre przyklady i wysilek wychowawczy cos daje. rozumiem ale z
drugiej strony nad chlopcem pracuje grono ludzi od 4 lat a jego zle
zachowania sie tylko poglebiaja.
moim zdaniem jak dziecko ma 10 lat czas przesunac akcent z "dawania
szansy" na wyciaganie konsekwencji - "nie dotrzymales slowa, zobacz
co straciles"
ale moze sie myle, co radzicie?
ps. moderatorke prosze o nieusuwanie watku nawet jesli o to samo
zapytam psycholog na innym forum, zalezy mi na roznych opiniach