Dodaj do ulubionych

Gimnazjum-dobre rady mam juz doswiadczonych ???

22.07.08, 14:28
Zainspirowana postem verdany, w ktorym mowila ze pierwszy okres w
gimnazjum byl jak rozumiem i dla syna i dla niej (chocby
finansowo !!!) trudny, i oczekujac 1 wrzesnia w nowej szkole z
pewnym zdenerwowaniem i emocjami (aczkolwiek z bardzo pozytywnym
nastawieniem)....

chcialam zapytac czy mamy, ktore te zmiane szkoly maja juz za soba,
maja jakies doswiadczenia, ktorymi by sie ze mna podzielily ? Na co
zwracac uwage, czego nie przeoczyc, jakie moga byc problemy itp
itd. Moze jakies pouczajace historie z tych poczatkow w nowej
szkole, ku przestrodze ? a moze wrecz odwrotnie kilka uspokajacych
niczym krople walerianowe przemyslen ?
Obserwuj wątek
    • verdana Re: Gimnazjum-dobre rady mam juz doswiadczonych ? 22.07.08, 15:48
      Zaopatrz sie w duzo kasy.
      Jesli to dobre gimnazjum, to wypij walerianke przed wywiadówka, może
      uda Ci się nie zamordować rodziców, ktorzy marudza, ze dzieci mają
      jechać na wycieczke, a plan edukacyjny wycieczki nie jest im
      znany. "jak to, bez nauki - szkoła nie jest dla zabawy, dzieci mają
      się uczyć, a nie integrować", "Wycieczki do kina w czasie lekcji -
      mowy nie ma", "Jaka średnia jest potrzebna do czerwonego
      paska", "jakie wymagania są z najwazniejszych przedmiotow na 6-ke" -
      to pytania z pierwszej wywiadowki w elitarnym gimnazjum ( i to mniej
      elitarnym niz Twoje).
      • agatka_s Re: Gimnazjum-dobre rady mam juz doswiadczonych ? 22.07.08, 16:11
        Eeeee spoko, na rodzicow to ja juz sie uodpornilam. (np teraz mamy 2
        kolegow z ktorymi moj syn chodzil do podstawowki i dostali sie do
        tego samego gim, namawialy mnie abym napisala podanie aby dzieci
        nasze chodzily do jednej klasy i aby mialy niemiecki na wyzszym
        poziomie, bo juz sie uczyli....mamom powiedzialam ze zlozylam (a
        niech maja i sie ciesza), a co tam-ale wcale nie zlozylam-niech
        bedzie co ma byc, nie bede dziecku jeszcze kolegow do klasy
        wybierac....TYLKO MNIE NIE WYDAJKCIE !!!!)

        W czerwcu bylam na zebraniu na Nowowiejskiej, kiedy teoretycznie moj
        syn byl tam jeszcze zapisany do pierwszej klasy. Rodzice sobie
        zazyczyli aby na stronie zawisla lista lektur ktore beda w pierwszej
        klasie, bo dzieci sobie w wakacje przeczytaja....

        No i wisi.

        A co do kasy, mam taka nadzieje ze po szkole spolecznej, jednak moj
        portfel odpocznie. Fakt ze wszystkie oplaty byly w czesnym, ale juz
        np wycieczki, czy inne zielone szkoly, albo obiady byly bardzo
        drogie. Mam nadzieje ze w szkole publicznej bedzie jednak wieksza
        tendencja do oszczedzania....


      • malila Verdana 22.07.08, 16:19
        nie oslabiaj mnie!wink
        • verdana Re: Verdana 22.07.08, 17:37
          Alez ja tylko co lagodniejsze przykłady podalam - w podstawowce
          dzieci nie pojecahaly na wycieczke, bo mialy nocowac w schronisku
          mlodziezowym dwie noce (na wspólnej sali? W TAKICH warunkach? A jak
          się będa myly?), drugi raz, bo program edukacyjny byl zbyt ubogi...
          słowo daję.
          Trzeba tez przygotowac się na pytania o to, czy jest w szkole
          narkomania (i oburzony glos matek z sali - nie ma!!!!). Jest.
          • kkokos Re: Verdana 22.07.08, 18:10
            >drugi raz, bo program edukacyjny byl zbyt ubogi...
            > słowo daję.

            może było drogo po prostu albo wydawało się, że za TE pieniądze to
            powinny być cudawianki. u nas w podstawówce tak bywało - matki
            cichutko między sobą mówiły, że coś jest za drogie, ale głośno żadna
            tego nie mówiła, za to wysuwały argumenty czasem głupawe, ale honor
            był uratowany

            ale co do ambicji w gimnazjum - obawiam się, że masz rację. mój syn
            idzie do klasy dwujęzycznej z niemieckim, sześć godzin tygodniowo
            niemieckiego plus WOT i historia gdzieś od drugiej chyba klasy też
            częściowo po niemiecku. nigdy w tej klasie nie było drugiego języka,
            bo szkoła uważała, że szesć godzin to i tak dużo, są jeszcze inne
            przedmioty - ale w tym roku rodzice przeforsowali dwie godziny
            hiszpańskiego. wiadomo, że w tej sytuacji to ozdobnik, ale uczyć się
            trzeba będzie. a wcale nie uważam, by 12-latkowi był niezbędny
            trzeci język (zakładam, ze skoro można uczyć sie w tej klasie
            niemieckeigo od podstaw, to przynajmniej część dzieci uczyła się, a
            teraz będzie uczyć poza szkołą, angielskiego)?
            • verdana Re: Verdana 22.07.08, 18:15
              Nie, matkigosno i wprost chcialy DROŻEJ i bardziej luksusowo, b jak
              biedactwa na piętrowych łóżkach, bez specjalnego edukacyjnego
              przewodnika wycieczki spędzą te trzy dni? - na tanie wyjazdy
              godziłam się ja i jeszcze jedna matka.
              • maksimum Na wywiadowki nie ma sensu chodzic. 22.07.08, 21:29
                Najpierw przegladasz ranking szkol.
                www.greatschools.net/city/Brooklyn/NY#from..BigPicture
                Pierwsza u gory jest podstawowka,to odpuszczasz sobie.
                Dwa najlepsze gimnazja(I.S.) na Brooklynie dla bardzo zdolnych,to
                IS-187 i IS-239 trzecie ewentualnie dla mniej zdolnych to IS-98 oraz
                IS-201.
                W tych najlepszych szkolach(187 i 239) ZADNYCH problemow nie ma.Wszystkie
                dzieciaki przechodza z klasy do klasy,zadnych papierosow,narkotykow czy alkoholu
                tam nie uswiadczysz.
                Dzieci wiedza po co chodza do szkoly i zadnych bojek tam tez nie ma.
                Nikt nikogo nie podsrywa,ani innych podchodow tez nie ma.
                Na wywiadowki chodzi sie w celach czysto towarzyskich.
                W pierwszej klasie gimnazjum chodzilem na wywiadowki,ale w 3-ciej klasie bylem
                tylko raz,a sa 3.
                Szkola jest publiczna,czysta,zadbana,porzadek,nie ma sie do czego przyczepic i
                nie ma o co piany bic.
                Jest tam 50% Chinczykow,okolo 40% bialych,
                www.greatschools.net/cgi-bin/ny/other/1898#students
                Wyniki testow z tej szkoly,a pod nimi jest podana srednia stanowa.
                www.greatschools.net/modperl/achievement/ny/1898
                Jedyne co mozna robic,to pilnowac dzieciaka w domu,bo chodzeniem do szkoly
                niczego sie nie wskora.

                • marina2 Re: Na wywiadowki nie ma sensu chodzic. 22.07.08, 22:03
                  cóż nie wiem jak w waszej szkole z językami.moja
                  córka "przedawkowała"liczbę języków.dwa kontynuowała-ok te zna bdb.
                  doszła jej łacina.ok zgodnie z programem.ale dobrowolnie dołożyła
                  sobie jeszcze dwa od pierwszej klasy.i to było za dużo w jednej
                  dawce tym bardziej,że językowych godzin było sporo i tempo bardzo
                  dobre.gdzyby dobrała sobie jeden język w pierwszej klasie -ok ,a
                  drugi wcale albo w drugiej ok.ale wzięła za dużo srok za ogon.jeden
                  musiała odpuścić po roku.
                  dlaczego piszę tak szczegółowo o językach? na początku gimnazjum
                  wydawało jej się ,że języki to jej bajka.po drodze okazało się,że
                  jezyki są środkiem,a nie celem-odetchnęlam szczerze mówiąc z
                  ulgą.gimnazjum okazało się dla niej czasem
                  próby,poszukiwań,weryfikacji zainteresowań.zrobiła w połowie 3
                  klasy zwrot o 180 stopni.okazało się,że nie języki są jej miłością
                  i historia-tu doszła do wniosku,że trzeba ją znać ,ale to nie jej
                  pasja-pomimo konkursów hist.
                  agatko w gimnazjum wszystko może się zdarzyć.gdyby mi ktoś kiedyś
                  powiedział,że moje dziecko zrobi w swoim życiu tak wielką
                  rewolucję....to był dobry czas i dłuuugi lot.bardzo owocny czas.
                  • maksimum Re: Na wywiadowki nie ma sensu chodzic. 23.07.08, 05:31
                    marina2 napisała:

                    > dlaczego piszę tak szczegółowo o językach? na początku gimnazjum
                    > wydawało jej się ,że języki to jej bajka.po drodze okazało się,że
                    > jezyki są środkiem,a nie celem-odetchnęlam szczerze mówiąc z
                    > ulgą.gimnazjum okazało się dla niej czasem
                    > próby,poszukiwań,weryfikacji zainteresowań.

                    A gdzie Ty bylas,w czasie tych poszukiwan i weryfikacji zainteresowan?
                    Jezyk jest kluczem do wiedzy.
                    Musisz znac jezyk swiatowy(angielski)-bo w tym jezyku jest najwiecej publikacji
                    w kazdej dziedzinie.
                    Drugim jezykiem jest jakis regionalny,czyli w Polsce jest to niemiecki.
                    A trzeci jest jezykiem rodzimym.
                    Wieksza ilosc jezykow jest po prostu zbedna.
                    Czy jakbys miala w buzi dwa jezyki,to bys lepiej lub wiecej jadla lub lepiej mowila?
                    Dobra znajomosc jednego jezyka jest duzo wazniejsza niz slaba znajomosc trzech
                    jezykow.
                    Znajac trzy jezyki slabo praktycznie nie wglebisz sie nie tylko w zadna prace
                    naukowa,ale tez i w zaden ambitniejszy tekst nt ogolne.
                    To tak jakbys znala tabliczke mnozenia w trzech jezykach,a inna osoba
                    znalaby matematyke wyzsza ale tylko w angielskim.

                    > zrobiła w połowie 3
                    > klasy zwrot o 180 stopni.okazało się,że nie języki są jej miłością
                    > i historia-tu doszła do wniosku,że trzeba ją znać ,ale to nie jej
                    > pasja-pomimo konkursów hist.

                    Historia,to juz powazna sprawa i dobrze ja znac,nawet jak sie studiuje nauki scisle.

                    > agatko w gimnazjum wszystko może się zdarzyć.gdyby mi ktoś kiedyś
                    > powiedział,że moje dziecko zrobi w swoim życiu tak wielką
                    > rewolucję....to był dobry czas i dłuuugi lot.bardzo owocny czas.

                    W tych szkolach o ktorych pisze(IS-187 i IS-239) nie mozna sobie tak dowolnie
                    programu wybierac i dzieki temu nie mozna tylu bledow zrobic.
                    Jest oczywiscie wybor jezyka,ale tez niezbyt duzy,bo jest
                    wloski,francuski,hiszpanski i cos jeszcze.Zdecydowana wiekszosc wybiera jezyk
                    hiszpanski,bo to jest jezyk regionalny po angielskim.
                    Za to nagradzana jest dobra nauka.
                    W IS-239 z kazdej klasy z kazdego przedmiotu wybieraja po 2-3 najlepszych
                    uczniow i tworza dla nich oddzielna klase.Tam jest chyba 13 rownoleglych klas.
                    Jak sie dostaniesz do takiej super klasy z kilku przedmiotow,to glowa boli z
                    jakimi wiadomosciami szkole opuszczasz.
                    Generalnie nie chodzi o rozszerzanie zakresu nauczania lecz o podnoszenie
                    poziomu nauczania.
              • inus_123 Re: Verdana 01.08.08, 22:00
                Powiem szczerze, że nie do końca rozumiem dlaczego tak się
                oburzacie, że np. rodzice chcą wiedzieć podstawowe rzeczy takie jak
                średnia na świadectwo z paskiem czy jasno określone wymagania na 6 z
                przedmiotów. Są to dość istotne sprawy, które powinny być jasno
                sprecyzowane właśnie na początku roku, zeby nie budziły wątpliwości.
                Co jest dziwnego w tym, że rodzice chcą wiedzieć jaki jest program
                wycieczki. Dla mnie bezsensowne włóczenie się po mieście lub 4
                godziny czasu wolnego to poprostu strata czasu. Lepiej, żeby dziecko
                zostało w domu niż marnotrawiło czas na źle zorganizowanej
                wycieczce, a dobra wycieczka to taka, nz której 90% czasu, to czas
                zorganizowany. A co jest dziwnego w trosce o odpowiednie warunki
                noclegu? To chyba normalne, że w XXI wieku ważna jest czysta toaleta
                i ciepła woda (w pokoju, a nie na korytarzu). Znajomość listy lektur
                wcześniej też jest uważam bardzo pożyteczną rzeczą. Więc nie "kumam"
                z jakiego powodu tak się oburzacie.
    • joa66 Re: Gimnazjum-dobre rady mam juz doswiadczonych ? 23.07.08, 09:50
      Co prawda mamą gimnazjalisty będę dopiero po wakacjach, ale ponieważ
      to „przedłużenie” podstawówki (społecznej) szkołę znam i wiem czego
      mogą się spodziewać rodzice kilku nowo przyjętych uczniów. Jeżeli
      chodzi o finanse :

      -podręczniki (chyba, że rodzice zakupili je już w czerwcu bo była
      taka możliwość)
      -standardowe wyposażenie typu zeszyty, długopisy , etc
      -ubezpieczenie ok. 50 zł na rok
      - zielona szkoła wiosną – rodzice raczej wolą tańsze wersje
      -bilety komunikacji miejskiej (jeżeli uczeń nie ma biletu
      miesięcznego) na przejazdy do kina, teatru czy muzeum
      -obiady –oczywiście nieobowiązkowe, możliwość wykupywania na
      indywidualne dni, ok. 8 zł dwudaniowy

      Atmosfera:

      Z tego co wiem nowi uczniowie (jeżeli byli, zdarzało się, że nie
      było wolnych miejsc) bardzo dobrze aklimatyzowli się w klasie.


      Powiem natomiast dlaczego dwie osoby zrezygnowały z kontynuacji
      nauki w tej szkole (bo rodzice tych dzieci pojawią się w innych
      szkołach, może w Waszych wink ):

      -brak wymiany zagranicznej/wycieczek zagranicznych
      - jedna mama chwaliła się, że znalazła gimnazjum, gdzie zajęcia są
      nawet do 20.00 (!!!)
      -za mało…prac domowych, a dzieci powinny nawet do północy odrabiać
      lekcje, żeby być coraz lepszymi

      -odmowa dyrektora, żeby ze szkoły usuwać dzieci ze średnią niższą
      niż 4,5

      Dodam, że dzieci uzyskują doskonałe wyniki w
      sprawdzianach/egzaminach gimnazjalisty i wiele z nich ma dużo
      zaintersowań i pasji.


      Podsumowując: Pierwsze tygodnie dla "nadpobudliwych" edukacyjnie
      rodzicow mogą być trudne , dla nowych uczniów raczej nie.
      • piastka Re: Gimnazjum-dobre rady mam juz doswiadczonych ? 23.07.08, 10:03
        w szkole córki nadal obowiązują mundurki - więc dochodzi koszt
        mundurków dla pierwszoklasistów. Na szczęście wystarczy po jednym
        komplecie, bo mundurek ma obowiązywać tylko w dni "galowe".
        • marina2 Re:ddp do maksimum 23.07.08, 11:05
          gdzie byłam ?
          przy mojej córce.pozwoliłam jej szukać ,popełniać JEJ
          błędy,weryfikować JEJ zainteresowania.
          podobnie jak wtedy gdy uczyła się jeździć konno,grać w
          tenisa,wchodzić w wolontariat,harcerstwo.teraz zaczyna się wspinać -
          też jestem obok wink)
          angielski zn niemal biegle-naprawdę neźle,niemiecki troszkę
          gorzej,rosyjski śrerdnio.nie spodobał się jej hiszpański-JEJ wybór.
          • maksimum Re:ddp do maksimum 24.07.08, 00:19
            marina2 napisała:

            > podobnie jak wtedy gdy uczyła się jeździć konno,grać w
            > tenisa,wchodzić w wolontariat,harcerstwo.teraz zaczyna się wspinać -

            Ja wyobrazam sobie,ze systwem edukacyjny powinien byc zorganizowany w ten sposob
            by dziecko swoimi pomyslami nie bylo w stanie nic zepsuc.
            NP.ze nie wolno sie jednoczesnie uczyc 2 lub max 3 jezykow obcych.
            Na wzor amerykanski sklad klas powinien byc co roku zmieniany i najlepsi
            uczniowie grupowani w jednej klasie itd.
            • evee1 Re:ddp do maksimum 25.07.08, 02:03
              > Na wzor amerykanski sklad klas powinien byc co roku zmieniany i
              najlepsi
              > uczniowie grupowani w jednej klasie itd.
              U nas (Australia) tez co roku sklad klas jest zmieniany (nawet w
              podstawowkach), ale celem jest wlasnie wymiesznie poziomu klas i
              umozliwienie dzieciom integracji z jak najwieksza iloscia innych
              dzieci.
    • allija Re: Gimnazjum-dobre rady mam juz doswiadczonych ? 23.07.08, 22:09
      A czymże sie tu stresować? po prostu zmiana szkoły. I tak naprawdę
      to jest bardzo indywidualna sprawa. Ja na pierwszym zebraniu, co
      prawda w liceum ale to bez wiekszego znaczenia, dowiedziałam sie
      jakie to szkoła /publiczna/ ma duze wydatki i w zwiazku z tym
      dyrekcja oczekuje miesięcznej wpłaty na RR w wys. nie mniejszej niz
      65 zł, to dopiero był stres. Ale juz u drugiego syna było zupełnie
      inaczej, tu raczej zestresowało mnie grono nauczycielskie.
      Tak wiec trudno mieć jakies specjalne rady.
      Zas co do kolegów w tej samej klasie to wcale nie był taki głupi
      pomysł, no, chyba, ze syn akurat za nimi nie przepada. Moje dziecko
      przeszło do gim. ze swoimi przyjaciółmi, chcieli być razem i byli,
      zawsze to raźniej na początku. Zresztą do tej pory są przyjaciółmi
      choć ich szkolne drogi już się rozeszły.
      • ale80ssandra Re:co z tymi językami? 24.07.08, 09:07
        Moje dziecko po wakacjach będzie w IV klasie SP. Od pierwszej klasy ma j.
        angielski (2 razy w tygodniu). W czwartej klasie będzie kontynuacja angielskiego
        + dochodzi obowiązkowy niemiecki (podejrzewam, że 1 godzina). Dla chętnych
        będzie rosyjski (podejrzewam 1 godz.). Za dużo tych języków??? Moje dziecię
        zadeklarowało, że chce ten rosyjski. Namówić, żeby zrezygnowało?
        • maksimum Re:co z tymi językami? Jakosc a nie ilosc. 24.07.08, 19:39
          ale80ssandra napisał:

          > Moje dziecko po wakacjach będzie w IV klasie SP. Od pierwszej klasy ma j.
          angielski (2 razy w tygodniu). W czwartej klasie będzie kontynuacja angielskiego
          > + dochodzi obowiązkowy niemiecki (podejrzewam, że 1 godzina). Dla chętnych
          > będzie rosyjski (podejrzewam 1 godz.). Za dużo tych języków??? Moje dziecię
          > zadeklarowało, że chce ten rosyjski. Namówić, żeby zrezygnowało?
          -----------
          To zalezy od tego na ile jest zdolna.
          Jesli jest rzeczywiscie zdolna,to wystarcza jej dwa jezyki obce znane dobrze,ale
          jesli jest malo zdolna lub srednio zdolna,to czym wiecej jezykow tym wiecej
          szans na prace.
          Ci najzdolniejsi nie maja problemu ze znalezieniem pracy w swoim zawodzie i
          angielski plus niemiecki im w zupelnosci wystarcza.
          Ci srednio zdolni beda chodzili od pracy do pracy,a tam co raz to inne wymagania.
          Czlowiek bardzo zdolny bez problemu nauczy sie ponad 50 tys slow w jednym
          jezyku,a srednio zdolny nie wiecej niz 20 tys.
          Po co tracic czas na uczenie sie 3 jezykow na przecietnym poziomie,skoro mozna
          nauczyc sie 2 na wyzszym poziomie?
          I wiesz chyba,ze gdy przychodzi do dobrych prac,to liczy sie jakosc a nie ilosc.
          • maksimum Re:co z tymi językami? Jakosc a nie ilosc. 24.07.08, 19:43
            Czy czytajac wypowiedzi na forum,jestes w stanie zorientowac sie po jakosci
            jezyka z kim masz do czynienia?
            • agatka_s Re:co z tymi językami? Jakosc a nie ilosc. 24.07.08, 20:04
              Jak chcecie analizy tego jak znajomosc jezykow wplywa na znalezienie
              pracy to moge Wam powiedziec (od 10 lat zajmuje sie szukaniem
              wyzszych specjalistow w kilkudziesieciu krajach):

              Po pierwsze angielski, Po drugie angielski i po trzecie angielski

              Jak sie chce pracowac w koncernie francuskim to trzeba znac
              francuski-nawet jak mowia ze jezykiem "urzedowym" jest angielski to
              i tak potem sie okazuje ze bez francuskiego jest ciezko. Firmy
              francuskie sa bardzo specyficzne i jesli sie nie jest frankofonem to
              lepiej je omijac z daleka.

              Czasem szuka sie specjalistow angielsko_niemieckojezycznych, ale
              wbrew pozorom nie jest to takie czeste (zdarza sie to np w
              bankowosci, w Polsce np w Poznaniu, Wroclawiu-taka specyfika ciut
              lokalna).

              Trzecim trendem sa jezyki bardzo niespotykane-to wynika z
              popularnosci roznych Call Centers i Centrow BPO (business Process
              Outsourcing)-wtedy siedza ludzie np w Pcimiu Dolnym i obsluguja np
              Shella po holendersku, albo po portugalsku-wtedy Polacy ktorzy mowia
              np biegle po holendersku albo szwedzku-sa w cenie. Tylko ze to jest
              praca dla ludzi mlodych, tu sie kariery nie zrobi, ale szybkie
              pieniadze na poczatku zycia zawodowego tak.

              Kariere w Europie robia ludzie nie ze wzgledu na znajomosc jezykow,
              tylko ze wzgledu na inne umiejetnosci. Znajomosc angielskiego do
              zdobycia KAZDEJ pracy w Europie jest absolutnie wystarczajaca. Tzn
              ja mowie o pracy w firmach miedzynarodowych-bo pewnie jak ktos chce
              pracowac w lodziarni w Palermo, to raczej bez wloskiego sie nie
              obedzie.....
              • verdana Re:co z tymi językami? Jakosc a nie ilosc. 24.07.08, 21:39
                Tak, tylko ze y mowimy o poszukiwaniu pracy za 10-15 lat
                najwczesniej. A wtedy sytuacja jest nieprzewidywalna - łacznie z
                tym, ze znajomość językow bedzie zbedna (poza najwyższym poziomem),
                bo wszedzie będą translatory...
                • marina2 Re:co z tymi językami? Jakosc a nie ilosc. 24.07.08, 22:18
                  gdyby moje dziecko nie uczyło się jednocześnie kilku języków może
                  wcześniej odkryłoby ,że najbardzej na świecie kręci ją
                  fizyka.może.ale tam-laseczka.teraz może czytać w oryginale-pięknie.
                  cieszę się,że cokolwiek dziecko wskaże palcem mówię ";jasne
                  próbuj".i to jest dla mnie najfajnieszym aspektem wieku
                  gimnazjalnego.próbuj ,dotykaj ,może coś dla siebie znajdziesz.
                  w liceum cóż na dzień dobry właściwie trzeba myśleć jakie
                  przedmioty zdaje się na maturze.ale to już inny wątekwink)

                  co do języków hmm właśnie okazało się ,ze mój Mąż potrzebuje w
                  pracy oprócz ang również niem.nie mówił w tym języku ohoho
                  kilkanaście lat,ale odkurzył go i ma asa w rękawie.z dnia na dzień
                  baaardzo się przydał.
                • evee1 Re:co z tymi językami? Jakosc a nie ilosc. 28.07.08, 05:15
                  > tym, ze znajomość językow bedzie zbedna (poza najwyższym
                  poziomem),
                  > bo wszedzie będą translatory...
                  smile). To chyba byl dowcip?
                  Ja jestem niemal pewna, ze za 10-15 lat nadal angielski bedzie tym
                  samym czym jest dzisiaj, czyli jezykiem najbardziej uniwersalnym.
                  Tym bardziej, ze na rynki wchodzi cala Azja i Indie, a tam to
                  wlasnie angielski kroluje. Poza tym Ci ludzie, ktorzy teraz
                  posluguja sie angielskim nagle nie wymra, wiec na zasadzie
                  bezwladnosci chyba jednak angielski sie utrzyma.
    • kkokos kurczę, taki fajny wątek, a wy znów karmicie troll 26.07.08, 12:10
      taki fajny i potrzebny wątek agatka założyła, a wy marnujecie go
      karmiąc trolla maksimum....
      • radiata Re: kurczę, taki fajny wątek, a wy znów karmicie 30.07.08, 18:51
        i skupiając się na językach, które są akurat najmniej ważne w gimnazjum.
        Wiadomo, że dzieciak z Warszawy będzie znał angielski, a jak mu będzie potrzebny
        inny język to też go pozna. Wyjedzie na miesiąc, albo na pół roku i załatwione.
        To nie języki są problemem gimnazjalistów i ich rodziców, tylko najgłupszy wiek
        zgromadzony w dużej dawce, pierwsze imprezy, papierosy, alkohol. Pyskowanie i
        próba utrzymania kontaktu, z jednoczesnym puszczaniem w dorosłość. To pytanie
        czy po tych trzech latach nasze dziecko stanie się rozsądnym licealistą z
        pierwszej dziesiątki czy dwudziestki, z którym już można się dogadać, czy też po
        trzech latach miotania się, awantur i szlabanów wylądujemy w CIXies.... (słynna
        szkoła na Ursynowie)
    • peliczapla Re: i ja mam pytanie 04.08.08, 20:15
      Wszystko co tu czytam o gimnazjach żywo mnie interesuje, bo już za rok (gdzie
      tam, wcześniej!) decyzja o wyborze tej szkoły przede mną. Nurtuje mnie zwłaszcza
      taka kwestia: czy akurat gimnazjum to jest okres nauki szczególnie ważący na
      dalszych szczeblach edukacji dziecka, czy ze względu na to, w jakim wieku są
      uczniowie, właściwie bardziej nastawiony na rozwój społeczny? A co za tym idzie:
      czy posłanie bardzo dobrego ucznia do gimnazjum "za rogiem" (o poziomie jako
      takim, ale bez rewelacji, jeszcze zależałoby, do jakiej trafiłoby się klasy), a
      nie startowanie do renomowanych, niestety dość mocno oddalonych placówek (Kraków
      - centrum lub drugi koniec miasta - i tylko komunikacja miejska wchodzi w
      rachubę) to w Waszej opinii zaniedbanie i podcinanie dziecku skrzydeł, czy
      zdrowy kompromis z rzeczywistością?
      • joa66 Re: i ja mam pytanie 04.08.08, 20:24
        Moim zdaniem nie ma jednoznacznej odpowiedzi. Musisz wziąc pod uwagę
        zdanie swojego dziecka i uświadomić mu pewne sprawy np. o której
        musiałby wstawać rano, żeby dojechac do szkoły, ile czasu musiałby
        poświęcać na prace domowe itd. Ważnej jest tez to czy Twój syn
        będzie uczęszczał na jakieś dodatkowe zajęcia, które będa musiały
        się zmieścić w "grafiku", czy ma grupę przyjaciół , z którymi
        chciałby kontynuować naukę. W sumie miliony pytań. Na Twoim miejscu
        postarałabym się dowiedzieć jak najwięcej o wybranych szkołach, tych
        za rogiem i tych dalej i rozmawiać o tym z synem. Jeżeli syn sam nie
        będzie wiedział do jakiej szkoły chciałby iść, pewnie będziesz
        musiała podjąć decyzję sama, ale gdyby był przekonany na 100% , że
        to ma być konkretna szkoła, ja chyba zgodziłabym się na wybór
        dziecka.
        • to_ja_a Re: i ja mam pytanie 05.08.08, 15:17
          Przygotuj się na ZMIANY:

          - być może Twój syn poczuje się niesamowicie dorosły
          - bardzo ważna stanie sie dla niego grupa rówieśnicza
          - znajdzie sobie dziewczynę (i związek potrwa aż 2 miesiące!)
          - zacznie mieć ciekawość do używek (oby to była tylko kawawink)
          - pod Twoją nieobecność wypije z kolegami butelkę szampana, który został od
          Sylwestra, bo nikt z dorosłych domowników tego paskudztwa nie lubi
          - będzie spędzał godziny w łazience cyzelując fryzurę
          - zacznie czytać Kierkegaarda
          - mając marne oceny wymyśli, że chce zdawać do IB
          - koniecznie będzie chciał chodzić na całonocne imprezy, bo przecież inni
          rodzice pozwalają
          - będzie nosił spodnie w taki sposób, że będzie mu widać prawie całe majtki
          (koniecznie bokserki we wzorki!)
          - zacznie się uczyć grać na gitarze, więc po pracy będziesz musiała słuchać tego
          samego motywu, smętnie wybrzdąkiwanego w kółko po wielokroć
          - będą mu potrzebne różne kosztowne gadżety, które wszyscy koledzy dawno już mają
          - zawirusuje na amen swojego lub co gorsza Twojego PC-eta, ściągając z netu co
          popadnie
          - zacznie strasznie niewyraźnie mówić, właściwie - mamrotać i będzie się
          potwornie denerwować, że go nikt z rodziny nie rozumie
          - w czasie koncertu muzyki klasycznej będzie próbował chyłkiem słuchać swojego iPoda
          - na każdy temat będzie miał swoje jedynie słuszne zdanie
          ...
          - a może nic się nie zmieni

          Jednak lepiej przygotować spory zapas cierpliwości, humoru, stanowczości,
          stoickiego spokoju i gotówki
          • verdana Re: i ja mam pytanie 05.08.08, 16:39
            smile)))))
            U mojego nie spełnił sie ani jeden z w/w punktów....Oprócz ostatniego
            Natomiast:
            -Zamiast I-Poda marzy o chodzeniu do filharmonii, ale mnie się nie
            chce, bo nie znoszę muzyki klasycznej
            -Nie ma dziewczyny, ma za to kolezanki, ktore zwierzaja mu się z
            zawodów miłosnych, oraz daja grafomańskie wierze do zrecenzowania.
            -Zamiast odrabiac lekcje czyta, czyta też pod ławką, i zamiast - jak
            wielokroć go ostrzegałam, zostać skarcony przez nauczyciela, zaczął
            z panem od polskiego wymieniac się książkami
            -Niestety, nic z internetu nie ściąga, ządając zakupu oryginałów,
            bo "piractwo to kradzież"
            -na pytanie "co ci kupic" odpowiada "wszystko mam, nic nie
            potrzebuje".
            -nie chce nosić proponowanych przeze mnie świetnych bojówek,
            albowiem spodnie maja być proste i eleganckie
            -pije kawę na wyraxne polecenie matki i lekarza. O zgrozo, na
            polecenie lekarza już dwa razy pił równiez koniaczek - pluł godzinami
            Zaczynam zastanawiać się, które z nas jest mlodzieżą. I co z tego
            czegos wyrosnie. Księgowy (nikogo nie obrażając)???
        • peliczapla Re: i ja mam pytanie 05.08.08, 18:58
          No tak, nieprecyzyjnie się wyraziłam, pisząc o "uczniu", gdy chodzi o
          dziewczynę, przyszłą gimnazjalistkę, ale mniejsza z tym. Tę niejednoznaczność
          sytuacji doskonale odczuwam. Na przykład sprawa dojazdów (samodzielnych) nie
          jest córce obca, bo już podstawówka wybierana była na zasadzie "może być dalsza,
          byle dość dobra, niewielka, jednozmianowa, ta, do której chodzą fajni znajomi
          jeszcze z przedszkola" (my się przeprowadziliśmy trochę dalej). Dojazdy są do
          przeżycia, tyle że te do dobrych gimnazjów byłyby jeszcze dłuższe, i to w
          miejsca zagrożone najgorszymi korkami. Logistyka swoją drogą, ale pewne wzajemne
          "wjeżdżanie sobie na ambit" przez samą młodzież to kolejna sprawa. Licytacje na
          ten temat już od jakiegoś czasu się toczą, nadzieje i aspiracje wrą i przyznanie
          się "przy takiej średniej", że w planie może wcale nie być nic z miejskiej
          top-3, tylko "po prostu rejonowe", wywołuje wielkie zdziwienie połączone z
          dezaprobatą ("No co ty, nie zależy ci? I twoim rodzicom nie zależy?! Ja to bym
          przy takich ocenach na pewno..."). Jasne, że to dla mnie nie są argumenty, ale
          dla dziecka (przynajmniej w sferze pozaracjonalnej) jednak tak. Obawiam się, że
          powstaje w całej tej sytuacji komunikat trochę deprymujący dla zdolnej
          uczennicy. Trochę już rozmawiałyśmy, ale widzę, że ona raczej nie jest w stanie
          do końca wyważyć między jednak trochę rozczarowującą wersją "bliską" a nie
          wiadomo jak bardzo uciążliwą logistycznie wersją "daleką". Niestety prawda jest
          taka, że prawie nie da się stwierdzić, czy warta skórka wyprawki, zanim się już
          porządnie nie wypróbuje. Ale może ktoś z Was jednak podjął podobny wybór? Może w
          lepszych gimnazjach status "dojeżdżającego z dość daleka" to raczej reguła niż
          wyjątek i odpada poczucie pewnego wyobcowania? Opinii! Doświadczeń! Podzielcie
          się, proszę!

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka