Dodaj do ulubionych

Mój syn nie chce chodzić na religię

15.10.03, 09:27
Mój syn nie chce chodzić na religię, ponieważ tuż przed jego 1-sza komunią
katechetka go uderzyła (ponieważ "przeszkadzał" podczas cwiczeń
przygotowujacych do tak wielkiego dnia). Byłam bardzo oburzona tym
zdarzeniem, a mój syn jest świadomy tego, że nikt nie ma prawa go bić.
Nie jestem zwolenniczką bezstresowego wychowania i uwazam , że kary sa
potrzebne, ale wymierzane TYLKO przez rodziców. Katechetkę zjechałam równo za
to co zrobiła, bo to nie sa czasy że nauczycielom wolno wszystko. Obcy ludzie
moga co najwyżej zwrócic sie z pretensjami bezposrednio do rodziców.
Obserwuj wątek
    • sanis Re: Mój syn nie chce chodzić na religię 15.10.03, 09:38
      Zapomniałam dopisac, że nie jestem jakąs tam fanatyczka, ani nie chodzę do
      kościoła i tym bardziej nie bede zmuszała dziecka, aby uczestniczylo w tych
      zajeciach z religii. Poszedł do komuniii, bo bardzo tego chciał i to był JEGO
      wybór.
      • mam-darynka Re: Mój syn nie chce chodzić na religię 15.10.03, 13:08
        I ta katechetka jeszcze pracuje w tej samej szkole? W ogole uczy jeszcze
        dzieci? Gdyby jakikolwiek nauczyciel, wychowawca, katecheta, trener,
        instruktor uderzyl kiedykolwiek moje dziecko, zrobilabym WSZYSTKO zeby juz
        nigdy wiecej ZADNYCH DZIECI nie uczyl. To jest niedopuszczalne zachowanie ze
        strony personelu pedagogicznego, nic tego nie usprawiedliwia. Twojemu synowi
        sie nie dziwie - tez bym wiecej nie poszla na zajecia z taka pania.
        • anulex Re: Mój syn nie chce chodzić na religię 15.10.03, 13:38
          Nauczycielka uderzyla kiedys moja siostre cioteczna i wujek poszedl z tym do
          kuratorium. Nie pamietam juz czy dostala nagane, czy moze tylko upomnienie,
          ale w kazdym razie o zwolnieniu z pracy nie moglo byc mowy.
    • praktycznyprzewodnik Re: Mój syn nie chce chodzić na religię 15.10.03, 15:34
      A czemu własciwie o tym piszesz ?
    • nurek69 O co Ci chodzi ??? 15.10.03, 22:33
      Dostał bez powodu ???
      Skatowała go do nieprzytomności, czy dała klapsa ???
      Jak nie chce chodzić to bardzo dobrze, przynajmniej inne dzieci na tym
      skorzystają.
      Bezstresowe wychowanie to sobie ćwicz w domu i nie utwierdzaj jeszcze dziecka
      w przekonaniu, że mu wszystko wolno i nauczyciele mu mogą skoczyć.
      Mało masz dookoła przykładów co się teraz dzieje z młodzieżą?

      Pozdrawiam
      R
      • sanis Re: O co Ci chodzi ??? 16.10.03, 01:14
        nurek69 jesli jeszcze raz przeczytasz mój post, zrozumiesz o co mi chodzi.
        Nie wychowuje dziecka bezstresowo, bo nie popieram takiego wychowania.
        Mój syn potrafi sie zachowac i często spotykam sie z pochwałami ,ze jest dobrze
        wychowany. Jednakze nie popieram wymierzania kar przez inne osoby, które nie są
        do tego upowaznione. Uważam, że TYLKO rodzice maja prawo do wymierzania kar a
        zwłaszcza cielesnych.
        • nurek69 Faktycznie ... 16.10.03, 01:54
          nie zauważyłem tego "Nie" przy bezstresowym wychowaniu.
          Za to mocno do mnie przemawia: "Katechetkę zjechałam równo za
          to co zrobiła"
          Nie mogę oczywiście wydawać wyroku na podstawie kilku zdań, ale Twoja wypowiedź
          wydała mi się taka typowa ostatnio. Nauczyciele są do bani, to matoły, a w
          zasadzie są po to żeby służyć naszym dzieciom i nie podskakiwać.
          A we mnie się gotuje jak słyszę, że nauczycielka na lekcjach u mojej córki
          większość czasu traci na użeranie się z jakimiś nadpobudliwymi gnojami zamiast
          realizować program.
          Widziałem też taką dziwną niepewność w oczach wychowawczyni kiedy skarżyła się
          na moje dziecko na zebraniu (jakby się bała, że na nią zaraz naskoczę).

          Pozdrawiam
          R
    • nurek69 W sumie objechać nauczyciela... 16.10.03, 02:01
      jest stosunkowo najłatwiej.

      A co robisz kiedy uderzą go rówieśnicy, albo dzieciaki na podwórku?
      Też jesteś taka stanowcza?
      Kogo wtedy objeżdżasz, sprawców czy może idziesz do ich rodziców?
      Pytam poważnie, bo sam miałem ostatnio podobny problem.

      Pozdrawiam
      R

      • mam-darynka Re: W sumie objechać nauczyciela... 16.10.03, 02:17
        Nurek - czy naprawde uwazasz, ze nauczyciel wymierzajacy kary cielesne uczniom
        jest najlepszym wychowawca? Czego dokladnie on uczy w takich okolicznosciach?
        Wedlug mnie, glownie tego, ze jak sie ma przewage fizyczna, to mozna swoje
        racje "wbic" komus w glowe lub "wybic" jakis pomysl z tej samej glowy. W takim
        razie czyz to nie bedzie logiczna konsekwencja, ze uczniowie starszych klas
        potraktuja podobnie nauczyciela? Albo nawet mlodsi uczniowie zbiora sie w
        grupe i zrobia nauczycielowi przepisowa "kocowe"?
        Nie rozumiem dlaczego niechec do bicia dzieci stawiasz na rowni z wychowaniem
        bezstresowym? Jedyny "stres" jakiemu mozesz poddac dziecko to bicie? No to
        wybacz, ale masz mala wyobraznie. Nie twierdze, ze dawanie klapsow przez
        rodzicow to przestepstwo - zdarza sie - nie ma sie czym chwalic ale i nie ma
        co rozdzierac szat. Ale przemoc fizyczna ze strony nauczyciela jest wedlug
        mnie NIEDOPUSZCZALNA. O ile ja - rodzic - mam prawo nie znac sie dokladnie na
        wychowaniu i mam prawo popelniac bledy, bo postepuje glownie w oparciu o
        instynkt i dobre checi, to nauczyciel jest FACHOWCEM, od ktorego ja - laik -
        oczekuje, ze bedzie wiedzial jak postepowac z dzieckiem niegrzecznym,
        agresywnym, wstydliwym, leniwym, zahukanym, chamskim, smutnym, madrym, glupim,
        jakimkolwiek. Jezeli dla nauczyciela jedynym rozwiazaniem jest przylac, to dla
        mnie jest to rownoznaczne z tym, ze nie mam do czynienia z fachowcem a nie
        zycze sobie by w szkole moim dzieckiem zajmowali sie ludzie do tego nie
        przygotowani. Amatorstwo w wychowywaniu to praktykuje ja, od nauczyciela
        oczekuje profesjonalizmu.
        • Gość: agatka_s Re: W sumie objechać nauczyciela... IP: *.aster.pl / *.acn.pl 16.10.03, 08:48
          Według mnie po pierwsze to, że to była lekcja religii nie ma tu nic do rzeczy.
          Problem tkwi w zachowaniu nauczyciela. Ja zastanowiłabym się czy pozwolenie
          na niechodzenie na lekcję religii jest najlepszym rozwiązaniem tego problemu.
          A gdyby to była nauczycielka polskiego ? Pozwoliłabyś dziecku zrezygnować z
          lekcji polskiego ? Zastanów się czy, aby nie robisz krzywdy dziecku w ten
          sposób, moze jednak można tę sprawę załatwić inaczej, tak aby dziecko nie
          musiało rezygnować z lekcji religii.

          Nauczyciel nie ma prawa bić dziecka i to jest dogmat, z którym nie ma co
          dyskutować. Jednak zanim zrobi się awanturę trzeba zrozumieć co zaszło i czy
          rzeczywiście zaszło. Dlatego lepsza jest spokojna i rzeczowa rozmowa z
          nauczycielką niż jej jak to nazwałaś "zjechanie". W rozmowie takiej musisz
          jasno dać do zrozumienia, że takie zachowanie wobec twojego dziecka (i innych
          też oczywiście ) jest nieakceptowalne. Dopiero po takiej rozmowie można
          podejmować następne kroki. Ja nie wiem jakbym sie zachowała gdyby np ta pani
          przyznała ze puściły jej nerwy, przeprosiła dziecko i mnie, chyba bym
          wybaczyła (no cóż mnie czasem tez puszczają nerwy) i potem bardzo bacznie bym
          obserwowała co się dzieje dalej. Tak sobie głośno myślę.

          Ja skolei miałam ostatnio inny problem, odbierając swojego syna ze świetlicy
          widziałam jak Pani świetliczanka (nie mojego syna tylko jakaś "obca")
          krzyczała (bardzo głośno, ekspresyjnie i z dużą doza agresji i troche szarpało-
          poszturchiwała pierwszoklasiste, który guzdrał się z ubieraniem w szatni.
          Trochę się we mnie zagotowało ale naprawdę nie wiedziałam czy powinnam
          zareagować czy nie. Nic nie zrobiłam, ale cały czas mam trochę kaca
          moralnego ? Powinnam cos zrobić (wtedy ? teraz ? )?



          • sanis do agatki s 16.10.03, 19:50
            Jeśli chodzi o religię, to temat mojego postu nie był taki przypadkowy. Chodzi
            mi również o katechetów, którzy z jednej strony nauczając o miłości do Boga i
            do BLIŹNICH robią rzeczy, które temu wszystkiemu przeczą.
            Moje dziecko nadal chodzi na lekcje religii (udało mi się w końcu je przekonać)
            i tak samo chodziłoby na lekcje polskiego. Jednak nie można porównywać tych dwu
            przedmiotów, bo religia nie jest obowiązkowa i myślę, że nie stałaby się wielka
            krzywda, gdyby ostatecznie z niej zrezygnował.
            Wracając do "zjechania" przeze mnie katechetki, w pierwszej kolejności
            wysłuchałam wersji swojego dziecka, następnie próbowałam porozmawiać z
            katechetka, lecz ta uznała ,ze należało mu się. Wtedy wybuchłam (niestety).
            Sama nie ukarałbym NIGDY niczyjego dziecka w taki sposób za zwyczajne szeptanie
            podczas lekcji. Fakt, że nie należy się tak zachowywać, ale sami przecież
            wiemy, że dzieci już takie są i zdarza im się nieuważać podczas zajeć.
            W takim przypadku powinno się zwrócić uwagę, nawet podnieść głos, wpisać uwagę
            do dzienniczka a ostatecznie wezwać rodzica do szkoły.

            Co do zdarzenia w świetlicy (które opisałaś) to rozumiem, że miałaś dylemat czy
            zareagować czy tez nie wtrącać się w " nie swoje sprawy". To smutne,że
            współtworzymy społeczeństwo, które dziś jest POZORNIE obojętne na cudza krzywdę
            (mamy jednak tego moralnego kaca). Może bierze się to z tego, że sami jesteśmy
            osaczeni naszymi własnymi problemami i zwyczajnie nie starcza nam chęci ani
            siły, aby walczyć z innymi.
            • Gość: agatka_s Re: do agatki s IP: *.aster.pl / *.acn.pl 17.10.03, 16:09
              Nie jestem pewna czy nie opacznie rozumiesz, to że religia jest
              nieobowiązkowa. To chyba nie jest tak że religia to jedno z zajęć dodatkowych
              dla dziecka (jak taniec czy kółko matematyczne...), z którego po kilku
              zajęciach, bo mu się nie spodobało może się wycofać. To, że jest wybór czy
              dziecko chodzi czy nie, dotyczy wyboru czy chcesz dziecko wychowywać, (sorry
              za skrót myślowy) "po katolicku" czy nie. Jeżeli się decydujesz (lub dziecko
              gdy jest starsze i moze odpowiedzialnie podjąć taką decyzję) to już jest to
              lekcja taka sama jak inne obowiązkowa, no i nie za bardzo chyba mozna tak
              sobie z niej zrezygnować. To sa oczywiście moje osobiste przemyślenia, nie
              jakaś tam oficjalna wykładnia.

              Jeżeli katechetka (nauczycielka, pedagog bo to jest clou, a niekoniecznie to
              że akurat od religii ) nie widzi problemu w tym, że uderzyła dziecko, to
              bardzo jest to niepokojące i ja chyba nie zostawiłabym tego tak, tylko
              porozmawiałabym o tym incydencie, ale raczej o tym że dla Pani Katechetki jest
              to poprawny sposób rozwiązywania problemów, z przełożonymi nauczycielki.

              Apropos świetlicy nie zareagowałam z 2 powodów: aby sie nie wtrącać (tak jakoś
              mi głupio było), a po drugie bo gdzieś mi tam chodziło po głowie że potem mój
              syn może mieć nieprzyjemności w swietlicy. No i z tego ostatniego powodu mam
              wielkiego kaca moralnego i cały czas biję się z myslami...
            • praktycznyprzewodnik Re: do agatki s 19.10.03, 11:47
              sanis napisała:

              > Jeśli chodzi o religię, to temat mojego postu nie był taki przypadkowy.
              Chodzi
              > mi również o katechetów, którzy z jednej strony nauczając o miłości do Boga i
              > do BLIŹNICH robią rzeczy, które temu wszystkiemu przeczą.

              "I wszedłwszy do swiatyni zaczął wyrzucać tych, którzy tam sprzedawali i
              kupowali..., powywracał stoły i ławki... mówiąc "Nie czyńcie z domu Ojca
              mojego targowiska".
        • sanis mam-darynka :) 17.10.03, 19:39
          mam-darynka napisała:

          > Nurek - czy naprawde uwazasz, ze nauczyciel wymierzajacy kary cielesne
          uczniom
          > jest najlepszym wychowawca? Czego dokladnie on uczy w takich okolicznosciach?
          > Wedlug mnie, glownie tego, ze jak sie ma przewage fizyczna, to mozna swoje
          > racje "wbic" komus w glowe lub "wybic" jakis pomysl z tej samej glowy. W
          takim
          > razie czyz to nie bedzie logiczna konsekwencja, ze uczniowie starszych klas
          > potraktuja podobnie nauczyciela? Albo nawet mlodsi uczniowie zbiora sie w
          > grupe i zrobia nauczycielowi przepisowa "kocowe"?
          > Nie rozumiem dlaczego niechec do bicia dzieci stawiasz na rowni z wychowaniem
          > bezstresowym? Jedyny "stres" jakiemu mozesz poddac dziecko to bicie? No to
          > wybacz, ale masz mala wyobraznie. Nie twierdze, ze dawanie klapsow przez
          > rodzicow to przestepstwo - zdarza sie - nie ma sie czym chwalic ale i nie ma
          > co rozdzierac szat. Ale przemoc fizyczna ze strony nauczyciela jest wedlug
          > mnie NIEDOPUSZCZALNA. O ile ja - rodzic - mam prawo nie znac sie dokladnie na
          > wychowaniu i mam prawo popelniac bledy, bo postepuje glownie w oparciu o
          > instynkt i dobre checi, to nauczyciel jest FACHOWCEM, od ktorego ja - laik -
          > oczekuje, ze bedzie wiedzial jak postepowac z dzieckiem niegrzecznym,
          > agresywnym, wstydliwym, leniwym, zahukanym, chamskim, smutnym, madrym,
          glupim,
          > jakimkolwiek. Jezeli dla nauczyciela jedynym rozwiazaniem jest przylac, to
          dla
          > mnie jest to rownoznaczne z tym, ze nie mam do czynienia z fachowcem a nie
          > zycze sobie by w szkole moim dzieckiem zajmowali sie ludzie do tego nie
          > przygotowani. Amatorstwo w wychowywaniu to praktykuje ja, od nauczyciela
          > oczekuje profesjonalizmu.

          Sama lepiej nie ujęłabym tego. Dziękuję za zrozumienie. smile
      • sanis Re: W sumie... do nurka69 17.10.03, 19:31
        nurek69 napisał:

        > jest stosunkowo najłatwiej.
        >
        > A co robisz kiedy uderzą go rówieśnicy, albo dzieciaki na podwórku?
        > Też jesteś taka stanowcza?
        > Kogo wtedy objeżdżasz, sprawców czy może idziesz do ich rodziców?
        > Pytam poważnie, bo sam miałem ostatnio podobny problem.
        >
        > Pozdrawiam
        > R
        >
        Odpowiem więc powaznie. Mój syn sam rozwiązuje takie problemy. Nie wtrącam się
        w jego układy z rówiesnikami. Dzieci takie już są. Kłócą sie, a następnego dnia
        (czasem o wiele później) godza się. Nie ma sensu kłócić się o to z rodzicami.
        Jeśli sytuacja okazałaby się bardzo poważna (np. ciężkie pobicie), próbowałabym
        porozmawiać z rodzicami dziecka, które nawyraźniej przejawia sporą agresję.
        Niestety agresja jest coraz częstszym zjawiskiem wsród młodzieży a także dzieci.

        Kiedyś, kilka lat temu ganiłam moje dziecko za to ,że próbowało uzywać siły (a
        raczej łopatki do piasku) aby miec rację. Przestało tak robić i myślałam, że na
        tym koniec. Ale kiedy (po jakimś czasie) moje dziecko przychodziło z podwórka
        poobijane, z podbitym okiem czy rozerwaną wargą, doszłam do wniosku, że nie
        moze tak być.
        W końcu ma prawo się bronić, i jeśli ktoś go uderzy (czy tylko będzie próbował)
        musi reagować. Niestety nie obeszło się bez "wymiany zdań" z nadopiekunczymi
        mamusiami, które święcie były przekonane o tym, że ich "dzieciatka" są bite
        przez mojego syna. No cóż, każdy kij ma dwa końce.
        A dzisiaj nasze dzieci chodzą razem do sklepu, jeżdzą razem na rowerach i
        pewnie zimą razem będą zjeżdzac z górki.

    • Gość: matematyk Re: Mój syn nie chce chodzić na religię IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 16.10.03, 08:57
      Powiedzcie proszę tak dla mojej własnej ciekawości;Dlaczego najczęsciej słyszy
      się ,że to ksiądz, albo katecheta na lekcji religii uderzył dziecko?
      • Gość: agatka_s Re: Mój syn nie chce chodzić na religię IP: *.aster.pl / *.acn.pl 16.10.03, 09:06
        Ja tego nie słyszę, ale to pewnie zależy gdzie kto ucho przykłada...
      • kathy38 Re: Mój syn nie chce chodzić na religię 16.10.03, 09:07
        a) Bo takie zachowanie ze strony katechetów nas najbardziej szokuje - ludzi,
        którzy własnym zachowaniem zaprzeczają naukom, które wpajają młodzieży i takie
        zachowania się nagłaśnia

        b) nie są to "prawdziwi" pedagodzy - czytaj, nie są obyci z dziećmi, nie umieją
        sobie radzić z ich wybrykami, nie potrafią okiełznać klasy, itp. Nie wiem czy
        aby zostac katechetą trzeba zaliczyć kurs pedagogiczny, praktyki w szkołach tak
        jak to odbywają przyszli nauczyciele, być może religii ucza ludzie (oczywiście
        nie wszyscy), którzy nie nadają się do pracy z dziecmi, stąd ich nerwowość i
        wychodzenie z siebie.

        Takie sa moje przypuszczenia.
        • Gość: Paola już odpowiadam IP: *.daminet.pl 16.10.03, 20:02
          Już wam odpowiadam, ponieważ sama jestem katechetką i mam nadzieję, że
          rozwieję co niektóre wątpliwości.
          Aby uczyć religii w szkole bądź w przedszkolu trzeba skończyć 5-letnie studia
          teologiczne i mieć wyższe wyksztalcenie pedagogiczne wraz z praktykami. Tak
          więc to nie jest tak, że religi uczy sobie ot ktoś z ulicy. Ponadto nauczyciel
          religii ma prawo do takiego samego awansu zawodowego jak nauczyciele z innych
          przedmiotów, oraz do wynagrodzenia opartego na identycznych zasadach. W
          prawach i obowiązkach nauczyciel religii też nie różni się od innych
          nauczycieli...może tych obowiązków ma więcej, bo musi chodzić na konkretne
          spotkania przygotowujące do I Komunii, różaniec dla dzieci w parafii i za to
          nikt mu nie płaci. Tu przydaloby się trochę tego katechetę docenić kiedy w
          zime nie zimę towarzyszy dzieciom w kościele za darmo.
          A co do tej syt. z uderzeniem dziecka uważam, że faktycznie nie powinna tego
          zrobić tym bardziej katechetka. Ale faktem jest, że dzieci też powinny mieć
          wpojony szacunek do nauczyciela, powinny wiedzieć gdzie są granice. Jeśli
          rodzice tych granic nie uczą w domu, to ich sprawa, ale w szkole muszą być
          granice, bo inaczej będzie więcej takich przypadków jak z tym naucz. z
          angielskiego.
          Z wlasnego doświadczenia wiem, że niektóre dzieci potrafią być bezczelne i
          okrutne wobec nauczycieli, a ich zachowanie przechodzi wszelkie granice. I
          czesem bywa, że nauczyciel musi zamiast realizować program, to te dzieci
          wychowywać, czyli odwalać robote za niektórych rodziców. Bez stanowczości
          nauczyciel zginie w dzisiejszych czasach, a zwlaszcza katecheta, bo to dzieci
          w domach są świadkami nagonki na religię kościol, katechetow i z domów często
          wynoszą swój stosunek do katechety.
          Kiedy u mnie dzieciaki są nie do wytrzymania, wyprowadzam je po prostu na
          rozmowę do p. dyrektorki. To jest już wystarczający dla nich obciach, a i ja
          nie muszę szarpać zdrowia na użeraniu się z nimi. Nigdy nie poniżylabym się do
          takiego poziomu, żeby uderzyć dziecko. Staram się zauważać też dobre
          zachowanie poprzez jakieś nagrody w postaci naklejek i to często brak tej
          nagrody jest już karą dla dziecka, które nie było grzeczne. Karą, a zarazem
          wydarzeniem po którym dziecko wnioskuje, że jednak warto byż dobrym.
          A Pani, która rozpoczęła ten wątek, uważam, że niewłaściwie się wyrazila o
          swoim zachowaniu do katechetki, i to właśnie chyba gożej świadczy nie tyle o
          katech. ale właśnie o tej Pani. Przykro mi to pisać, ale tak już jest, że
          jeśli dzieci widzą u rodziców w rozmowie ton pogardzający katechetą, czy
          kościolem, to myślą, że ten katecheta wlaśnie taki jest jakigo go widzą
          rodzice. I tu pytanie do rodziców, a raczej prośba: zanim coś mówicie w
          towarzystwie dziecka, zastanówcie się, czy nie wyrządzicie mu większej szkody,
          niż jakbyście zachowali to czy tamto dla siebie. Autorytet nauczyciela może
          bowiem upaść nie tylko przez jego zachowanie, ale też przez zachowanie
          rodziców.
        • sanis do kathy38 17.10.03, 19:35
          kathy38 napisała:

          > a) Bo takie zachowanie ze strony katechetów nas najbardziej szokuje - ludzi,
          > którzy własnym zachowaniem zaprzeczają naukom, które wpajają młodzieży i
          takie
          > zachowania się nagłaśnia
          >
          > b) nie są to "prawdziwi" pedagodzy - czytaj, nie są obyci z dziećmi, nie
          umieją
          >
          > sobie radzić z ich wybrykami, nie potrafią okiełznać klasy, itp. Nie wiem czy
          > aby zostac katechetą trzeba zaliczyć kurs pedagogiczny, praktyki w szkołach
          tak
          >
          > jak to odbywają przyszli nauczyciele, być może religii ucza ludzie
          (oczywiście
          > nie wszyscy), którzy nie nadają się do pracy z dziecmi, stąd ich nerwowość i
          > wychodzenie z siebie.
          >
          > Takie sa moje przypuszczenia.
          >

          kathy38 , cieszę się ze Ty takze rozumiesz o co mi chodzi. W pełni popieram
          kazde słowo, które napisałas w powyższym poście.
      • wasza_bogini Re: Mój syn nie chce chodzić na religię 16.10.03, 22:08
        tez mnie to ciekawi- jak uczylam w szkole to dzieci najabrdziej nie lubily
        katechetki.
    • grrrrw Re: Mój syn nie chce chodzić na religię 16.10.03, 22:28
      Interesuje mnie:
      1.Czy byłas swiadkiem tego pobicia dziecka, czy tylko znasz to z relacji
      dziecka ?
      2. Czy uderzyła, pobiła, klepneła po plecach ?
      3. Dlaczego uwazasz, ze nauczyciel nie ma prawa karac twojego dziecka ?
      4. czy nie sadzisz, ze to dość obciazające dla dziecka, by samo miało decydowac
      o tym,czy chce isc do Komunii. Moze jego nadpobudliwe zachowanie w kosciele
      wynikało z tego, ze było "skołowane". NAwet w sadzie rodzinnym w tak młodym
      wieku dziedcko nie decyduje za siebie w rozpatrywanych tam kwestiach.
      Psychologowie uwazają,ze to za wczesnie. Dziecko moze zeznawać, moze sie
      wypowiadać, ale sad nie ma obowiazku brac dziecka zdania pod uwagę.
      • Gość: Paola Re: Mój syn nie chce chodzić na religię IP: *.daminet.pl 16.10.03, 22:32
        Grrrww całkowicie się z Tobą zagadzam.
      • Gość: melmire Re: Mój syn nie chce chodzić na religię IP: *.w80-8.abo.wanadoo.fr 16.10.03, 23:54
        Zawsze mi sie wydawalo ze komunia to przystapienie do wspolnoty i tak dalej.
        Ale dziecko nie ma o tym prawa decydowac bo za mlode? To czemu nie polaczyc
        chrztu z komunia, mniejsze koszty. Ja zadecydowalam sama - i nie poszlam smileI
        zyje!
        • beata5555 Re: Mój syn nie chce chodzić na religię 17.10.03, 09:52
          Moje zdanie jest takie że jeżeli rodzice są wierzący i PRAKTYKUJĄCY to dziecko
          przejmuje od nich szacunek do kościoła i religii.
          Mi osobiście nigdy nie przyszłoby do głowy źle wyrażać się o nauczycielu w
          obecności dziecka.
          Tak uczyła mnie mama i ja tak uczę moje dziecko.
          Może któraś z mam poszła by na lekcję i zobaczyła jakie są teraz dzieci.
          Niedawno byłam świadkiem jak pani z zerówki zwróciła uwagę mamie na
          niestosowne zachowanie jej syna wobec kolegów i jej samej, a mama na to że jej
          syn jest grzeczny tylko mu pewnie inne dzieci przeszkadzają.
          Fakt jest taki że to on wszystkich zaczepia a mamusia tego nie widzi i wierzy
          tylko synowi.
          Nauczyciel jest takim samym człowiekiem jak my tylko on ma ok 20 dzieci a my
          jedno lub dwoje i nerwy nam puszczają.
          • sanis Re: Mój syn nie chce chodzić na religię 17.10.03, 19:00
            beata5555 napisała:

            > Moje zdanie jest takie że jeżeli rodzice są wierzący i PRAKTYKUJĄCY to
            dziecko
            > przejmuje od nich szacunek do kościoła i religii.
            > Mi osobiście nigdy nie przyszłoby do głowy źle wyrażać się o nauczycielu w
            > obecności dziecka.

            Nie wyrażam się NIGDY źle o nauczycielu przy dziecku.

            Paola i Ty Beato nie czytałyscie dokladnie mojego postu. NIGDZIE nie
            napisałam , że rozmowe z katechetka przeprowadziłam przy swoim dziecku czy
            kimkolwiek innym. Rozmowa w pierwszych momentach był spokojna, ale gdy
            katechetka stwierdziała, ze należało mu sie, ze nastepnym razem dostanie
            mocniej, to pusciły mi nerwy.

            > Tak uczyła mnie mama i ja tak uczę moje dziecko.
            > Może któraś z mam poszła by na lekcję i zobaczyła jakie są teraz dzieci.

            To prawda, że dzieci w obecnych czasach sa rozbrykane. to efekt bezstresowego
            wychowywania, czego ja absolutnie nie popieram.

            > Niedawno byłam świadkiem jak pani z zerówki zwróciła uwagę mamie na
            > niestosowne zachowanie jej syna wobec kolegów i jej samej, a mama na to że
            jej
            > syn jest grzeczny tylko mu pewnie inne dzieci przeszkadzają.

            Właśnie. Czujesz do mnie niechęć, ponieważ (jak podpowiedziała Ci wyobraźnia)
            zrobilam to przy świadku (czyli moim dziecku). Z drugiej strony bronisz
            nauczycielki, kóra także beszta mamę tego dziecka przy świadku ( czyli przy
            Tobie). Błąd nauczyciela.

            > Fakt jest taki że to on wszystkich zaczepia a mamusia tego nie widzi i wierzy
            > tylko synowi.
            > Nauczyciel jest takim samym człowiekiem jak my tylko on ma ok 20 dzieci a my
            > jedno lub dwoje i nerwy nam puszczają.

            Nauczyciel to PEDAGOG. Podczas studiów uczy sie także psychologii dziecka i jak
            z nim postepować, gdy jest niegrzeczne. Wychowawczyni mojego syna "uważała" na
            wykładach, dlatego dzis jest znakomitym pedagogiem i cieszy sie ogólnym
            szacunkiem dzieci i ich rodziców. Daje sobie znakomicie rade z rozbrykaną
            grupką (bez używania przemocy).Podziwiam JĄ za to i szanuję.
      • sanis Re: Mój syn nie chce chodzić na religię 17.10.03, 18:41
        grrrrw napisała:

        > Interesuje mnie:
        > 1.Czy byłas swiadkiem tego pobicia dziecka, czy tylko znasz to z relacji
        dziecka ?

        Zdarzenie znam z relacji mojego dziecka. Wierzę mu, ponieważ darzymy się
        wzajemnym zaufaniem i ono wie, że może mi powiedzieć wszystko, co je trapi.
        Wtedy razem (jeśli to konieczne) próbujemy znaleźć rozwiazanie problemu.

        ɮ. Czy uderzyła, pobiła, klepneła po plecach ?

        Uderzyła go „w pupę”, co wywołałąo ogólną sale smiechu wśród zebranych dzieci.
        Mój syn poczuł się zawstydzony i poniżony. Wiemy przecież, ze bicie kogoś czy
        obrzucanie go epitetami przy innych wywołuje takie uczucia.

        ɯ. Dlaczego uwazasz, ze nauczyciel nie ma prawa karac twojego dziecka ?

        Ma prawo. Lecz posuwanie się do przemocy nie jest najlepszym świadectwem dla
        pedagoga.
        To my, rodzice powinniśmy uczyć się od nauczycieli, jak radzić sobie z
        nieposłuszeństem.
        Wychowawczyni w klasie mojego syna jest właśnie takim wzorem do naśladowania.
        Wyobraź sobie, że doskonale radzi sobie z 28 – osobową grupą. Jest wymagająca,
        czasem surowa , ale sprawiedliwa. Wystarczy że wypowie magiczne słowo „ PROSZĘ
        O CISZĘ” i jest spokój.

        > 4. czy nie sadzisz, ze to dość obciazające dla dziecka, by samo miało
        decydowac
        o tym,czy chce isc do Komunii.

        Moje dziecko nie było tym obciazane. W mojej rodzinie wszyscy starają się
        zachować tradycję i dzieci te idą do Komunii i koniec (czy chcą czy nie). Mój
        syn chciał i dlatego nie musiałam go do niczego przekonywać. Jeśli upierałby
        się, że nie chce , nie zmuszałabym go to tego.

        Moze jego nadpobudliwe zachowanie w kosciele
        wynikało z tego, ze było "skołowane".

        Tak. Był skołowany, szczęśliwy. Był pod wrażeniem tego „Wielkiego Dnia”,
        mówionych z pamięci wierszyków i w ogóle całej ceremonii. Po kilku próbach
        dzieci zaczęły się niecierpliwić, rozmawiały, szeptały, chichotały. Wiadomo,
        że mój syn też. No i dostało mu się.

        NAwet w sadzie rodzinnym w tak młodym
        > wieku dziecko nie decyduje za siebie w rozpatrywanych tam kwestiach.
        > Psychologowie uważają,ze to za wczesnie. Dziecko moze zeznawać, moze sie
        wypowiadać, ale sad nie ma obowiazku brac dziecka zdania pod uwagę.

        Racja. Lecz ono ma prawo decydować o tym, jakiego koloru maja być buty, która
        chce spodnie (oczywiście w zbliżonej cenie). Ale także ma prawo decydować jakie
        chce mieć zainteresowania, w co ma wierzyć, kim chce zostać i która dziewczyna
        (kiedyś , kiedyś ) zostanie jego żoną.
        Dla mnie moje dziecko jest przede wszystkim CZŁOWIEKIEM takim jak ja , Ty czy
        ktokolwiek inny, który ma swoje prawa.
        Jeśli już mówimy o prawach, to jest takie jak „NIETYKALNOŚĆ CIELESNA” (nie mam
        pewności czy słyszałaś o tym).
        • Gość: Paola Re: Mój syn nie chce chodzić na religię IP: *.daminet.pl 17.10.03, 20:46
          "Uderzyła go „w pupę”, co wywołałąo ogólną sale smiechu wśród zebranych
          dzieci.
          Mój syn poczuł się zawstydzony i poniżony. Wiemy przecież, ze bicie kogoś czy
          obrzucanie go epitetami przy innych wywołuje takie uczucia."

          Saniu, odnoszę wrażenie, że jakkolwiek zareagowalaby katechetka, nawet jeśli
          bylaby to zwykla uwaga upominająca...to też mogloby spowodować podśmiechiwanie
          się dzieci....też wówczas mialabyś pretensje, że Twój syn zostal zawstydzony i
          poniżony? A jak myślisz katechetka ma uspokoić grupę, glaskaniem i blaganiem,
          czy w razie nieposluszeństwa konsekwentnością. Ja bym conajmniej twojemu
          synowi zwrócila uwagę-upomnienie, jeśli w ogóle bym się nie spotkala z Tobą i
          nie postawila sprawy jasno: że są pewne reguly i to nie ty byś mi wygarnęła,
          tylko ja Tobie skoro nie potrafisz nauczyć syna szacunku. Nie uderzyłabym
          Twojego dzieciaka, ale na pewno dalabym mu do zrozumienia, że jego zachowanie
          nie jest mile widziane. Takie są metody mojej pracy pedagogicznej....i wierz
          mi: nie trzeba być wychowawczynią, żeby na lekcjach byl spokój. Na moich
          lekcjach jest spokój i nikt nigdy nie mial pretensji do mojego nagradzania czy
          karania dzieci. Ale panują też jasne reguły: jeśli dziecko uważa, że na
          religii jest w buszu i zachowuje się jak niewyżyta malpka....to po pewnym
          czasie tlumaczę rodzicom, że chodzenie tego dziecka na religię mija się z
          celem i tracą na tym inne dzieci. Daję to rodzicom pod rozwagę i sami dochodzą
          do wniosku, że ich dziecko nie będzie chodzić, skoro jego zachowanie świadczy
          o tym, że jest niezainteresowanie treściami wiary.
          • Gość: melmire Re: Mój syn nie chce chodzić na religię IP: *.w80-8.abo.wanadoo.fr 17.10.03, 20:56
            Z tego co pamietam przygotowanie do komunii niewiele ma wspolnego z
            zainteresowaniem "wiara". Ja zrezygnowalam po tym jak zakonnica mnie
            opieprzyla za to ze nauczylam sie katechizmu....nie na pamiec slowo w slowo,
            tylko ze zrozumieniem. Efekt : ja nigdy nie mialam trudnosci ze zrozumieniem o
            co chodzi z "zamienieniem sie w slup soli", "staniem jak zona Lota" itp
            podczas gdy moje bardzo wierzace i "komuniujace" kolezanki z klasy musialy
            szukac w slownikach.
            • Gość: Paola Re: Mój syn nie chce chodzić na religię IP: *.daminet.pl 17.10.03, 21:07
              zainteresowanie wiarą ujęłam w bardzo szerokim tego slowa znaczeniu....pewne
              modlitwy z katechizmu są niejako elementem wiary...elementem, który ma pomóc
              czlowiekowi, a tym bardziej dziecku porozumieć się z Bogiem.
          • sanis odp. dla Paoli 17.10.03, 21:57
            Szkoda, że nie przeczytała Pani moich poprzednich postów. Uważam, ze zbyt
            pochopnie ocenia Pani zachowanie mojego syna. Mój syn jest jest lubiany przez
            dzieci i innych nauczycieli. nie słyszałam nigdy zadnych uwag pod adresem mego
            dziecka. Sama nie mam z nim wiekszych problemów wychowawczych. Jest mądrym
            chłopcem i naprawdę (tu będę nieskromna )niektóre mamy mogą mi pozazdrościć
            takiego dziecka. Rozumie, o co mi chodzi, jeśli mam jakieś uwagi co do
            zachowania.

            Saniu, odnoszę wrażenie, że jakkolwiek zareagowalaby katechetka, nawet jeśli
            > bylaby to zwykla uwaga upominająca...to też mogloby spowodować
            podśmiechiwanie
            > się dzieci....też wówczas mialabyś pretensje, że Twój syn zostal zawstydzony
            i
            > poniżony?

            Chyba nie do końca rozumie Pani moje myśli. Proszę nie usprawiedliwiać
            zachowania tej katechetki, bo NIKT (czy to osoba obca, czy ciocia czy też
            nauczyciel) NIE MA PRAWA bić innych dzieci.

            Ja bym conajmniej twojemu
            > synowi zwrócila uwagę-upomnienie, jeśli w ogóle bym się nie spotkala z Tobą i
            > nie postawila sprawy jasno: że są pewne reguly i to nie ty byś mi wygarnęła,
            > tylko ja Tobie skoro nie potrafisz nauczyć syna szacunku.

            Właśnie o to mi chodzi. Jeśli moje dziecko zachowało sie niegrzecznie, to
            oczekuję od nauczyciela, ze zwróci na to uwagę, porozmawia ze mną, następnie ja
            w domu z dzieckiem i napewno było by dzis po sprawie.
            Co do okazywania szacunku, bardzo się Pani myli. Moje dziecko wie, jak należy
            odzywać sie do dorosłych, na dowód tego słyszę wiel pochlebnych słów od innych
            osób, nawet obcych. Nie zapomina o magicznych
            słowach "przepraszam", "dziekuję", "proszę". Wchodząc do sklepu zawsze móiw"
            dzień dobry" i przy wyjściu "dowidzenia" o czym zapominają nawet dorośli.
            Jeśli chodzi o zachowanie mojego dziecka owego feralnego dnia, to myślę, że i
            grzecznym dzieciom zdarza sie być czasami niegrzecznymi. Osoby, które mają
            swoje dzieci wiedza, o czym mówię.
            I nie trzeba sobie nic wygarniac, aby dojść do porozumienia. Jeśli ktoś bije
            moje dziecko, poniżając je w ten sposób , to nie znajdzie u mnie szacunku.
            Proszę przeczytać moje poprzednie posty i proszę rozeznać sie w sytuacji.

    • Gość: moboj Re: Mój syn nie chce chodzić na religię IP: *.magma / 192.168.4.* 17.10.03, 17:09
      nauczyciel nie ma prawa do tego, by ucznia uderzyć. sama jestem nauczycielem z
      wykształcenia i do głowy by mi to nie przyszło, żeby na ucznia podnieść rękę.
    • Gość: Ginny Re: Mój syn nie chce chodzić na religię IP: 81.15.254.* 26.10.03, 00:12
      A ja nie rozumiem jednej rzeczy: dlaczego w tylu postach pojawia się zdanie, że
      nie wolno przy dziecku skrytykować nauczyciela? W końcu nauczyciel nie jest
      bogiem, popełnia błędy, czasem bardzo rażące - zatem w imię czego nie wolno
      osłabić jego "autorytetu" przy dziecku (które o tych błędach samo wie)? Czy Wy,
      rodzice, na tej samej zasadzie nie przyznacie się przed dzieckiem do własnego
      błędu? Jeśli od tego ma upaśc autorytet, to musi być on oparty na bardzo
      słabych podstawach...
      • Gość: anma Re: Mój syn nie chce chodzić na religię IP: *.wroclaw.dialog.net.pl 26.10.03, 09:26
        Myślę, że chodzi o krytykowanie w nieodpowiedni sposób. To znaczy ja uważam,
        ze można skrytykować i nauczyciela i rodzica, ale własnie w sposób nie
        obrażający go, nie poniżający. Można wskazać, ze nauczyciel czy rodzić się
        pomylił, że w tej sprawie postąpił źle, że mamy inne zdanie na dany temat. Ale
        nie należy mówić, ze nauczyciel, rodzić, jest głupi, beznadziejny, na niczym
        sie nie zna, nie nadaje się do tego co robi...bo wtedy krytykujemy osobę a nie
        postępowanie tej osoby i wtedy rzeczywiscie moze stracić jakokolwiek szacunek
        i może stwarzać jeszcze większe problemy wychowawcze. To taka moja refleksja.
        Ja czy ąż w domu często zawsze przyznajemy się do błędu przed dzieckiem,
        zawsze mówię, ze się pomyliłam jeśli tak jest, mówię jeśli czegoś nie wiem, ze
        musze sprawdzić w książce. Nie sądzę zeby to wpływało na nasz autorytet, a
        jeśli tak to raczej pozytywnie. Mam nadzieję.
        • Gość: anma Poprawka... IP: *.wroclaw.dialog.net.pl 26.10.03, 09:28
          Troszkę w pośpiechu pisałam, i sporo błędów się wkradłosmile) Sprostuję tylko ze
          w mijscu gdzie pisze o kłopotach wychowawczych chodzi mi o kłopoty wychowawcze
          sprawiane przez dziecko, bo z kontekstu wynika jakoś tak, ze te kłopoty może
          sprawiać nauczyciel...smile
          Przepraszamsmile

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka