stracony rok dla dzieci rocznika 2002

08.04.09, 12:57
Trzy tygodnie temu do szkół podstawowych przyszły wytyczne, czego i w której
klasie dzieci mogą się dowiedzieć. Gdy o tym usłyszałam, przeraziłam się. W
pierwszej klasie którą rozpoczną we wrześniu powtarzać będą okrojoną zerówkę,
czyli powtórka tego co zrobili. W drugiej klasie np. tabliczka mnożenia tylko
do 25. Rozumiem, że wprowadza się reformę szkolnictwa, ale dlaczego dzieci,
które w zeszłym roku rozpoczęły zerówkę, potrafią czytać i pisać, mają o tym
zapomnieć. Dlaczego cofa się je do punktu wyjścia. Jak zmotywować dziecko, by
szło do przodu.....ale nie teraz. Dlaczego pozwala się na uwstecznianie
dzieci. Niestety o przeniesieniu do wyższej klasy nie ma mowy-brak świadectwa
z pierwszej. Moje dziecko nie jest "geniuszem" ale trzecim dzieckiem z kolei.
Mam porównanie do starszych i twierdzę, że nowe wytyczne obniżają poziom
umiejętności drastycznie.
    • lolinka2 Re: stracony rok dla dzieci rocznika 2002 08.04.09, 13:07
      zawsze można wystarać się o indywidualny tok nauki, i niech robi dwa
      lata w rok...

      moja córka (2002) poszła do 1 klasy w 2008, w klasie jest najlepsza i
      aktualnie nudzi się tam jak mops. Zaczynamy starania o indywidualny
      tok nauki, tym bardziej, że w wakacje zaliczamy przeprowadzkę i
      szkoła, do której młoda trafi (z konieczności, bo wybór nijaki) nie
      jest supernajwyższych lotów, tj. są nauczyciele, którym się chce, ale
      specyfika szkoły (przy pogotowiu opiekuńczym i domu dziecka, połowa
      dzieci w klasach mniej więcej jest z placówki, reszta spoza, te z DD
      na ogół mocno zaniedbane, dysfunkcje, obniżone wymagania itp. -
      nauczyciele stawiają przede wszystkim na rozwinięcie tych dzieciaków)
      powoduje, że klasy realizują raczej tylko zasadniczą część programu,
      rozszerzenia jakiekolwiek raczej rzadko...
      • apsik1 Re: stracony rok dla dzieci rocznika 2002 08.04.09, 13:17
        Niestety prawie wszystkie dzieci kończące obecne zerówki ( w naszej szkole jest
        ich prawie 70) są na takim poziomie jak nasz syn. Nie pozwolą większej ilości
        dzieci na indywidualny tok nauczania.
        To nie chodzi tylko o naszego syna, ale o cały rocznik dzieci
        • lolinka2 Re: stracony rok dla dzieci rocznika 2002 08.04.09, 15:53
          wiesz, apsik1, ja do pewnego momentu myślałam podobnymi kategoriami
          "cały rocznik" "klasa mojej córki" itp itd. Trochę się jednak
          poobijałam (i ja, i niestety również dziecko), co zmieniło mi
          percepcję zdecydowanie. I uznałam, że od dbałości o klasę jako całość
          jest nauczyciel, bo za to mu płacą (że mało płacą to inna baja, ale
          przymusu pracy w zawodzie nie ma - chce, może zrezygnować); natomiast
          moja działka to troska o to co dla MOJEGO dziecka dobre. I wtedy
          będzie porządek, jeśli każdy zrobi swoje smile
          Dlatego w tej chwili myślimy o i.t.n., i dlatego doradzam ci to samo.
    • lernakow Re: stracony rok dla dzieci rocznika 2002 08.04.09, 13:29
      Wytyczne rzeczywiście nie napawają optymizmem. Ale w praktyce do pierwszych klas
      idą siedmiolatkowie po zerówkach i bez zerówek oraz najlepiej przygotowani
      sześciolatkowie (pozostałych rodzice wyślą do zerówek). I to nieprzedszkolni
      siedmiolatkowie będą kamieniem u nogi dla postępów, a nie rocznik 2003.
      Ja osobiście mam nadzieję, że nauczyciele dostosują tempo do dzieci i będzie ono
      szybsze, niż wytyczne. Bądź co bądź ze starym (szybszym) tempem w zeszłym roku
      radzili sobie nieprzedszkolni siedmiolatkowie z rocznika 2001 i nie ma powodów
      przypuszczać, że dzieci z 2002 i 2003 są gorsze.
      • apsik1 Re: stracony rok dla dzieci rocznika 2002 08.04.09, 13:36
        Nie ma już siedmiolatków, którzy nie kończą właśnie "zerówek" Jest ona albo w
        przedszkolach, albo w szkołach obowiązkowa.
        W naszej szkole (duże miasto) nie będzie żadnego dziecka w pierwszej klasie z
        rocznika młodszego -2003. nikt nie zapisał takiego dziecka do pierwszej klasy. W
        zerówce będą dzieci 6 -cio i 5- cio letnie (te ostatnie jeżeli z dziwnych
        powodów nie dostaną się do przedszkola na osiedlu lub osiedlach obok pomimo,iż
        jest obowiązek przyjmowania ) Rodzice nie chcą jeździć po 20 km do przedszkola w
        jedną stronę, a do pracy w drugą
    • wgra Re: stracony rok dla dzieci rocznika 2002 08.04.09, 13:59
      Moim zdaniem aby rocznik 2002 nie miał straconego roku ,powinni
      przerabiać program II klasy wg nowej podstawy programowej.W innym
      przypadku ponad 200tys.dzieci to bębą ofiary tej reformy.Dlaczego
      nikt o tym nie pomyślał?Skoro pierwszą klasę przerobili już w
      zerówce to chyba logicznym byłoby dostosowanie programu II klasy
      NOWEJ PODSTAWY PROGRAMOWEJ do umiejętności tych dzieci a rocznik
      2003 poszedł by w wieku 6 lat nową podstawą programową dla I
      klasy.Wtedy uniknęłoby się mieszania w jednej klasie dwóch roczników
      o róznych umiejetnościach(jedni po zerówce drudzy bez)
      intelektualnych,społecznych... i td.
      • apsik1 Re: stracony rok dla dzieci rocznika 2002 08.04.09, 16:19
        Niestety, tak się stało, że podczas wprowadzania każdej reformy ktoś straci, a
        ktoś zyska. W zerówce od września nie można wprowadzać liter, cyfr. Nawet na
        ścianach klasy nie można ich powiesić. Te dzieci mają się tylko bawić!!!. A te
        które normalnie idą od września do pierwszej klasy, po zerówce obojętnie gdzie
        (szkoła,przedszkole)w pierwszej klasie zamiast tak jak piszesz, przerabiać drugą
        klasę, powtórzą zerówkę, raz jeszcze, a na podręcznikach zmieni się tylko
        okładka!!!
        • aniaop Re: stracony rok dla dzieci rocznika 2002 08.04.09, 19:46
          Moja corka tez jest z 2002. Chodzi do szkolnej zerowki. W naszej
          szkole nie bedzie oddzielnej pierwszej klasy tylko dla 6-latkow.
          Chetne zostana przyjete, pod warunkiem, ze zostana wolne miejsca po
          przyjeciu wszystkich 7-latkow z rejonu. Nie wiem, czy beda i ile ich
          bedzie, bo rekrutacja trwa do konca miesiaca. Jesli chodzi o
          podreczniki w/g nowej podstawy widzialam je na zebraniu. Faktycznie
          identyczne, jak przerabiane aktualnie w zerowce. Poznawanie literek.
          Moja corka tez z tych czytajacych i piszacych, wiec wspolczuje jej
          nudzenia sie przez caly przyszly rok. Ale obecna wychowawczyni
          powiedziala, ze tak naprawde wszystko zalezy od nauczyciela. On ma
          prawo zdecydowac, czy wybierze te podreczniki, czy zdecyduje sie na
          cos innego. Zobaczymy wiec, co okaze sie na czerwcowym zebraniu
          rodzicow przyszlych pierwszoklasistow.
          • mama303 Re: stracony rok dla dzieci rocznika 2002 08.04.09, 21:23
            aniaop napisała:

            > Moja corka tez jest z 2002. Chodzi do szkolnej zerowki. W naszej
            > szkole nie bedzie oddzielnej pierwszej klasy tylko dla 6-latkow.
            > Chetne zostana przyjete, pod warunkiem, ze zostana wolne miejsca
            po
            > przyjeciu wszystkich 7-latkow z rejonu.

            To akurat nie jest prawda. Kazdy sześciolatek, który był w
            przedszkolu i rodziec wyrażą chęć zapisania go do I klasy musi
            zostać przyjęty na równi z siedmiolatkiem /a nie jak zostaną wolne
            miejsca/.
            • aniaop Re: stracony rok dla dzieci rocznika 2002 08.04.09, 21:44
              mama303 napisała:

              > aniaop napisała:
              >
              > > Moja corka tez jest z 2002. Chodzi do szkolnej zerowki. W naszej
              > > szkole nie bedzie oddzielnej pierwszej klasy tylko dla 6-latkow.
              > > Chetne zostana przyjete, pod warunkiem, ze zostana wolne miejsca
              > po
              > > przyjeciu wszystkich 7-latkow z rejonu.
              >
              > To akurat nie jest prawda. Kazdy sześciolatek, który był w
              > przedszkolu i rodziec wyrażą chęć zapisania go do I klasy musi
              > zostać przyjęty na równi z siedmiolatkiem /a nie jak zostaną wolne
              > miejsca/.

              Nie chrzan mi co jest prawda, skoro nie znasz szkoly. Ja pisze o
              naszej i to bylo napisane w oficjalnym liscie dyrektora szkoly do
              rodzicow dzieci 7-letnich, ktory nam odczytal. Widocznie u ciebie
              jest inaczej, chociaz z tego co trabia w mediach to i tak ostateczna
              decyzje o przyjeciu 6-latka podejmuje dyrektor danej placowki.
              • mama_misi Re: stracony rok dla dzieci rocznika 2002 08.04.09, 22:01
                Wydaje mi się, że od górnie jest ustalone, że 6 latki zostaną przyjęte jeżeli
                będą miejsca bo taka informacja i w naszej szkole jest.
                Wydaje mi się, że w tym roku w większości 6 latki idące do pierwszej klasy
                posiadają takie same umiejętności jak 7 latki. Moja córka nawet bez reformy
                poszłaby rok wcześniej do szkoły i dla niej I klasa z obecnym programem też jest
                krzywdząca. Zobaczymy jak to będzie wyglądało "w praniu".
            • jakw Re: stracony rok dla dzieci rocznika 2002 13.04.09, 09:07
              mama303 napisała:

              > To akurat nie jest prawda. Kazdy sześciolatek, który był w
              > przedszkolu i rodziec wyrażą chęć zapisania go do I klasy musi
              > zostać przyjęty na równi z siedmiolatkiem /a nie jak zostaną wolne
              > miejsca/.
              Wiesz, ta ustawa jest tak napisana, że 6-latek ma prawo zostać
              przyjęty do szkoły, a równocześnie dyrektor szkoły może odmówić
              przyjęcia 6-latka...
    • alabama8 Re: stracony rok dla dzieci rocznika 2002 09.04.09, 10:22
      apsik1,
      ja ci powiem, że ty dobrze kombinujesz ale nie masz racji wink Czym
      innym jest "nowa podstawa programowa", wytyczne ministrstwa, plany,
      wskazówki i inne dyrdymały (teoretyczne), a czym innym to co
      naprawdę poszczególne szkoły będą z dziećmi przerabiać.
      U nas w podstawówce o reformie nie zająknięto się ani razu,
      podręczniki wybrano już w lutym (mimo że wówczas nie było
      zatwierdzonych podręczników). Poradnia psychologiczno-pedagogiczna
      bada moje dziecko (rocznik 2003 które chcę posłać do pierwszej
      klasy) tak jakby wciąż obowiązywała stara podstawa programowa. Nobo
      gdyby obowiązywała nowa, to czy poradnia badałaby sześcilatka pod
      kątem możliwości poradzenia sobie z podstawą programową dla
      sześciolatków? Bzdura nie?
      Tak więc podstawa programowa jest tylko podstawą, a nauczyciele i
      tak będą robić swoje - bo ile można w kółko macieju przerabiać z
      dziećmi to samo?
      • wgra Re: stracony rok dla dzieci rocznika 2002 09.04.09, 14:41
        Oby tak było.Myśle jednak,ze nie będzie tak różowo.W mojej szkole o
        wyborze podreczników mają poinformować dopiero w lipcu.Podręczniki
        mają być zgodne z nowa podstawa programową.
    • lila1974 Re: stracony rok dla dzieci rocznika 2002 09.04.09, 14:50
      Wybaczcie, ale dla mnie takie wątki trącą histerią.
      Moja córa jest obecnie w pierwszej klasie i na początku rzeczywiście robili to,
      co zerówka, ale jakoś dzieciom wyszło to tylko na plus.

      Bez przesady z tym "nudzeniem" i zaniżaniem poziomu.
      • tititu Re: stracony rok dla dzieci rocznika 2002 09.04.09, 15:39
        Ja tez mysle, ze to troche histeria. Jesli dziecko po zerowce bedzie
        sie nudzilo, bo jest zdolniejsze i tresci do przerobienia juz umie,
        to wg. starej podstawy tez pewnie by sie nudzilo.
        Coz, jesli dziecko naprawde jest duzo zdolniejsze to trzeba albo
        przerobic program starszej klasy i przeniesc albo starac sie o
        indywidualny tok. I u nas w klasie takie dzieci sa. Do bani z
        czytaniem ale super zdolne matematycznie. I matki ruszyly sie do
        dyrektora i zalatwily co trzeba. Na forum chyba mama_kotula tez ma
        to za soba, wiec pytaj Ja jak to zrobic.
        A co do tych super zdolnych dzieci z 2002r i nie douczonych z 2003r:
        w grupie nawet kilkunastoosobowej mieszanej rocznikowo sa dzieci z
        roznymi deficytami i zdolnosciami: "urodzeni matematycy", super
        czytajace dzieci ale i majace trudnosci z koncentracja,
        do "poprawki" logopedycznej, fatalnie rozwiniete manualnie, i
        roztargnione, zwykle dzieciaki. I dobrze dla nich, ze powtorza czesc
        materialu, bo nie beda potem hamowac reszty klasy.
        A dla mojego zawsze moge poprosic o zadanie czegos wiecej lub sama
        cos z nim ciekawego po szkole zrobic.
        Reforma wyszla jak zawsze ale ile mozna sie obrazac na
        rzeczywistosc? Trzeba bylo reagowac rok temu.
        • mamadaniela7 Re: stracony rok dla dzieci rocznika 2002 27.04.09, 12:49
          zgadzam sie w zupelnosci
    • bazylea1 Re: stracony rok dla dzieci rocznika 2002 09.04.09, 16:32
      czy dzieci w obecnej zerówce uczą się pisać pisanymi literami? bo w
      1klasie (nowej) bedzie od początku wprowadzanie liter razem z
      pisanymi. moj syn jest z 2003 i idzie do 1 klasy, umie czytac, pisac
      i bardzo dobrze liczy, wiec tez mam obawy ze sie bedzie nudził. no
      ale pisanych liter nie zna (tzn nie umie pisac) wiec moze nie bedzie
      tak zle. a co do matematyki to mamy zamiar pogadac z nauczycielem
      zeby moze dawał mu jakies trudniejsze zadania. ale nie tak od razu,
      najpierw zobaczymy jaki bedzie faktyczny poziom w stosunku do
      umiejetnosci dziecka. i nie chodzi mi wcale o przyspieszanie rozwoju
      tylko o fakt ze moj syn jak sie nudzi to rozrabia i nie mam ochoty
      wysłuchiwac ze łazi po scianach dlatego ze nie jest dojrzały do
      szkoły i zrobiłam mu krzywde wysyłając jako 6latka do 1 klasy - bo
      niestety takie jest nastawienie wsrod nauczycieli.

      jakbym była matką dziecka z 2002 to tez bym sie wkurzyła reformą, a
      jesli dziecko jest z początku roku i mocno do przodu pomyslała o
      puszczeniu od razu do 2 klasy. ale tez myslę ze jesli cała klasa
      bedzie po zerówce i dzieci bedą sobie radziły z programem to
      nauczyciel pojdzie do przodu, przeciez nie bedzie na siłę ograniczał
      dzieci do podstawy programowej. a może naiwnie myslę? w sumie
      jeszcze ze szkolnictwem aktualnym nie miałam bliskiej stycznosci
      • aniaop Re: stracony rok dla dzieci rocznika 2002 09.04.09, 18:23
        bazylea1 napisała:

        > czy dzieci w obecnej zerówce uczą się pisać pisanymi literami?

        tak, cale linijki kaligrafujasmile
        • przeciwcialo Re: stracony rok dla dzieci rocznika 2002 09.04.09, 19:57
          Mój syn w zerówce pisze drukowanymi a nie pisanymi.
          • szarpei Re: stracony rok dla dzieci rocznika 2002 11.04.09, 08:48
            przeciwcialo napisała:

            > Mój syn w zerówce pisze drukowanymi a nie pisanymi.

            Podobno stąd sie biorą potem problemy dzieci z pisaniem. Ktoś kiedyś
            sztucznie oddzielił czytanie od pisania /czytanie w zerówce, pisanie
            w I klasie/a to powinno iść równolegle - dzieci powinny poznawać
            litery drukowane i pisane jednoczasowo.
          • lila1974 Re: stracony rok dla dzieci rocznika 2002 12.04.09, 00:18
            DRUKOWANE
        • tititu Re: stracony rok dla dzieci rocznika 2002 09.04.09, 21:56
          Dobrze ujete pytanie "czy ucza sie pisac pisanymi literami?". Ucza
          sie. Niektore mamy definiuja to, ze "pisza pisanymi literami" ale ja
          widzialam zeszyty i ... jeszcze beda musialy sobie pocwiczyc.
          Tak samo uwielbiam tekst "moja corka juz dobrze czyta". Zachecona
          przez mame dziewczynka siega po ksiazke i ... radzi sobie ze
          slowami.
          Nie nabijam sie tutaj z dzieci ale: miedzy tym, co chcemy widziec, a
          tym jak naprawde dziecko opanowalo poszczegolne umiejetnosci jest
          spora przepasc. I nad nia sie pracuje zapewne w 1 klasie.
          • mama_misi Re: stracony rok dla dzieci rocznika 2002 09.04.09, 22:27
            Co do pisanych liter - część pewnie będzie musiała poćwiczyć ale widziałam
            zeszyty dzieci i niektóre mnie zachwyciły. Naprawdę dzieci w zerówce (co
            niektóre) piszą pisanymi literami. (moja nie pisze)
            Co do czytania - wszystkie dzieci w zerówce w której bywa moja córka czytają. W
            tym 5 łącznie z moją - niemal płynnie i nie ma tu żadnej przesady. Liczą do 50,
            wykonują zadania do 20 - oczywiście jedne szybciej inne wolniej.
            Jedyna nowa rzecz jakiej nauczy się moje dziecko w szkole to faktycznie to
            pisanie pismem pisanym bo póki co nie bardzo jej to wychodzi.
          • lila1974 popieram 12.04.09, 00:19
            w pełni
        • szarpei Re: stracony rok dla dzieci rocznika 2002 11.04.09, 08:40
          aniaop napisała:

          > tak, cale linijki kaligrafujasmile

          To jest ponad obowiązujący program obecnej zerówki.
          • aniaop Re: stracony rok dla dzieci rocznika 2002 11.04.09, 09:56
            szarpei napisała:

            > aniaop napisała:
            >
            > > tak, cale linijki kaligrafujasmile
            >
            > To jest ponad obowiązujący program obecnej zerówki.

            To co, mam zglosic zastrzezenia do wychowawczyni??? Mloda jakos nie
            narzeka, wrecz przeciwniesmile
            • szarpei Re: stracony rok dla dzieci rocznika 2002 11.04.09, 21:53
              aniaop napisała:


              > To co, mam zglosic zastrzezenia do wychowawczyni??? Mloda jakos
              nie
              > narzeka, wrecz przeciwniesmile

              Gdyby miała z tym problem, miałabyś jak najbardziej prawo mieć
              pretensje do wychowawczyni smile
              Ale nie o to chodzi w dyskusji. Dyskutujemy, co ma zerówka w
              obowiązkowym programie - jedynie czytanie, pisania nie.

    • aluc Re: stracony rok dla dzieci rocznika 2002 09.04.09, 22:03
      nooo pracować trzeba z dzieckiem po szkole wink

      pierwsza klasa to i tak w znacznej mierze powtarzanie zerówki, jak
      kto miał tę zerówkę solidnie prowadzoną, to w pierwszej klasie wielu
      fascynujących rzeczy się nie nauczy wink w październiku w klasie
      mojego syna był pierwszy konkurs wymagający biegłego czytania -
      wzieła w nim udział ponad połowa klasy, chociaż teoretycznie
      przerobili dopiero jedną trzecią alfabetu

      nie mam żadnych złudzeń, że młody w ciągu pierwszych trzech lat
      dowie się w szkole czegoś, czego już by nie wiedział
      • kanna Re: stracony rok dla dzieci rocznika 2002 10.04.09, 09:42
        > nie mam żadnych złudzeń, że młody w ciągu pierwszych trzech lat
        > dowie się w szkole czegoś, czego już by nie wiedział

        A ja jestem pewna, że mój sie dowie smile Choc jest po rewelacyjnej
        zerówce w której sobie świetnie radzi, a pójdzie do rejonowej
        szkoły. Nie ma fizycznej mozliwości, żeby przez 3 lata nic nowego
        sie nie dowiedział. wink

        Poza tym, w szkole nie chodzi tylko o wiedze, ale gł. o
        umiejętności - graficzne, spoleczne, matematyczne i mnóstwo innych.
        I te beą zdobywane.

        pozd. Ania
      • lila1974 aluc 12.04.09, 00:21
        i ty takie herezje siejesz? tongue_out
    • mami7 Re: stracony rok dla dzieci rocznika 2002 09.04.09, 23:30
      syn jest po szkolnej zerówce, teraz w pierwszej klasie DODAJĄ I ODEJMUJĄ DO 20.
      czaem pojawia się jakies rozszerzone zadanie. nie było jeszcze nawet wstępu do
      tabliczki mnożenia (mamy połowe kwietnia), choc nawet moje dziecko ( z którym
      nie pracuję po szkole dodatkowo)zna juz ją trochę.
      czego syn nauczył się w piwrszej kalsie??????? jak dla mnie kompletnie niczego
      wink sorry, całkiem sporo nawet ale z angielskiego.

      reforma to koniecznosc, własnie po to, zeby 7 latki przestały sie nudzic w
      szkole. ale przeciez dla niektórych to jeszcze maluchy.

      • lila1974 Re: stracony rok dla dzieci rocznika 2002 12.04.09, 00:36
        Nie, no ręce opadają ... z zerówki wychodzą tacy geniusze, ze przez następny rok
        się nudzą? Proszę Cię ...

        Moja córa wyszła spod skrzydeł świetnej nauczycielki zerówkowe z materialem
        opanowanym powyżej przeciętnej, a jakos chętnie w tej pierwszej klasie powtarza
        to, czego uczyla się w zerówce i chętnie doskonali swoje umiejętności.

        O czyms raczycie drogie koleżanki zapominać - przejście z zerówki do pierwszej
        to bodaj jedyny taki moment na edukacyjnej ścieżce, gdy dziecko wlasnie POWTARZA
        to co już poniekąd umie. I to WIELE mu daje - przede wszystkim to, że utrwala
        PODSTAWY bez których ani rusz, po drugie daje mu poczucie MOCY i WŁASNEJ
        WARTOŚCI. Dzieciaki powtarzając to, co juz znają (a o tym wiemy własciwie
        bardziej MY RODZICE niż same dzieci) zyskują przekonanie, że nauka jest ŁATWA i
        że SOBIE PORADZĄ.

        A jeśli tak się martwicie o rozwój swoich dzieci, to poniekąd pomóżcie szkole
        wyposażając dzieci w "nadprogramową" wiedzę o swiecie. Jeśli będzie moglo się
        pochwalic przed pania i kolegami czymś EKSTRA, to nie dość, że znów podniesie
        swoją wartość w SWOICH oczach, to być może zaszczepi w innych dzieciach nowe
        zainteresowania a w nauczycielce chęć i zapał do nauki TAKICH FAJNYCH dzieciaków.

        Pamietajcie, że dzieci SLYSZĄ wasze rozmowy, narzekania, marudzenie i nabieraja
        przekonania, że z tą szkola jest coś nie tak.

        PO CO?
        • smerfeta7 Re: stracony rok dla dzieci rocznika 2002 13.04.09, 02:23
          lila1974 napisała:
          > A jeśli tak się martwicie o rozwój swoich dzieci, to poniekąd
          pomóżcie szkole
          > wyposażając dzieci w "nadprogramową" wiedzę o swiecie. Jeśli
          będzie moglo się
          > pochwalic przed pania i kolegami czymś EKSTRA, to nie dość, że
          znów podniesie
          > swoją wartość w SWOICH oczach, to być może zaszczepi w innych
          dzieciach nowe
          > zainteresowania a w nauczycielce chęć i zapał do nauki TAKICH
          FAJNYCH dzieciakó
          > w.
          >


          Co ty opowiadasz, to zalezy od nauczyciela na jakiego trafi dziecko.
          Corka powiedziala wiele ciekawych rzeczy, rozszerzając temat w
          klasie, pani powiedziala jej, że to nie jest wazne, dzieci nie
          rozumialy o czym mowi.
          Od tej pory jest karana za wiedze ponad programową. Aby nie byc
          karaną przestala wogole w szkole dyskutowac na temat tego co wie. Za
          to jest szczęsliwa jak spotyka dzieciaki na warsztatach odbywajacych
          się w uniwersytecie, ktore prowadzi profesor. Tam dopiero
          promienieje.
          A z tym zapalem nauczyciela to chyba żart. Wiedza ponad program w
          szkole, to jak mowi corka kara u pani.
          Obecnie nie mowi i nie wychyla się z wiedzą w szkole, ale poza nia
          osiąga sukcesy i jest szczęsliwa.

          Zapał nauczyciela to odpowiednie wynagrodzenie, a jak go nie ma to i
          o zapal trudno.
          Takie dzieci to problem dla nauczyciela (bez uogolnien) czasami sam
          musi udoskonalić swoja wiedze, aby podyskutowac z dzieckiem.


          > Pamietajcie, że dzieci SLYSZĄ wasze rozmowy, narzekania,
          >marudzenie i nabieraja
          > przekonania, że z tą szkola jest coś nie tak.

          Nie muszą slyszeć same doswiadczają na wlasnej skorzesmile
          A rodzic może tylko neutralizowac stres dziecka.
          • przeciwcialo Re: stracony rok dla dzieci rocznika 2002 13.04.09, 07:45
            Kara to chyba za duże słowo. Z tego co piszesz o córce to ona z
            tych "niepokornych" dzieci jest. Nie dziwie sie nauczycielom ze nie
            pozwalaja jej prowadzic wykładów- dla wielu dzieci to s-f które
            zabiera czas potrzebny na realizacje programu.
          • bazylea1 Re: stracony rok dla dzieci rocznika 2002 13.04.09, 09:06
            smerfeta7 napisała:


            > Corka powiedziala wiele ciekawych rzeczy, rozszerzając temat w
            > klasie, pani powiedziala jej, że to nie jest wazne, dzieci nie
            > rozumialy o czym mowi.
            > Od tej pory jest karana za wiedze ponad programową. Aby nie byc
            > karaną przestala wogole w szkole dyskutowac na temat tego co wie.
            Za

            rany jak mi smutno jak to przeczytałam, czyżby nic w polskiej szkole
            nie zmieniło się od lat 80-tych? ja sobie radziłam z tym biorąc do
            szkoły książki i czytając pod ławką. nauczyłam się że lepiej się nie
            wyróżniać... dopiero w liceum i na studiach nieco odżyłam.

            mój mąż z tych mniej pokornych, do wieku 14 lat usiłował dyskutować
            z nauczycielami, piątki od góry do dołu a zachowanie nieodpowiednie,
            teściowa siwiała na wywiadówkach. obawiam się że to samo czeka
            mojego syna sad
            • lila1974 Re: stracony rok dla dzieci rocznika 2002 13.04.09, 21:36
              Hmm ... niepokorna byłam i jestem nadal, ale jakoś nikt mnie za to
              nie karał. Wręcz odwrotnie nauczyciele liczyli się poniekąd z moim
              zdaniem.
          • lila1974 Re: stracony rok dla dzieci rocznika 2002 13.04.09, 21:34
            Rozumiem smerfekto, że mając tak beznadziejną nauczycielkę swego
            dziecka podjęłaś rozmowy z nią? Jeśli zaś one nie przyniosły
            rezultatu to z dyrekcją?

            Czy może cała ta szkoła jest tak beznadziejna?
            • smerfeta7 Re: stracony rok dla dzieci rocznika 2002 13.04.09, 22:35
              lila1974 napisała:

              > Rozumiem smerfekto, że mając tak beznadziejną nauczycielkę swego
              > dziecka podjęłaś rozmowy z nią? Jeśli zaś one nie przyniosły
              > rezultatu to z dyrekcją?

              Dokladnie.
              Rozmowy z dyrekcją szkoly, dużo wniosly zmian na lepsze, i nie tylko
              dla corki, ale wszystkich dzieci, ale to praca długofalowa, jak mówi
              pani dyrektor, gdzie czasami spada jakas bomba, ale z mniejszym
              wybuchem.

              >
              > Czy może cała ta szkoła jest tak beznadziejna?

              Wiesz co, nie cala szkola. Dyrekcja jest w porzadku i stara się duzo
              zmienic, co zaczyna być zauwazalne i duzo robi dla dzieci.
              Nauczyciele w starszych klasach, z mojego kontaktu, sympatyczni i
              otwarci. W mlodszych zalezy jak trafisz, sa super dajacy z siebie
              wiele dla dzieci, ale i są nieudolni, lub niezaradni, ktorym się nic
              nie chce. Własciwie nie wiem jak ich okreslic.
              Pracuja tak jak zarabiają. Ale znajdziesz tam i wybitnych
              nauczycieli, lubianych przez dzieci.
              Szkoła jak by zmieniła kilku nauczycieli, lub zmusila ich do lepszej
              pracy z dziecmi, to byla by na wysokim poziomie w mojej ocenie.
              Ale tych kilku psuje opinie szkole i nie mozna jej zaliczyc do
              najlepszych w dzielnicy a szkoda.
              A co najwazniejsze to wymienila bym jedna pania w sekretariacie, bo
              podwaza autrytet dyrekcji, na co nie zasluguje dyrekcja tej szkoly.
              Pozostałe panie bardzo miłe i sympatycznesmile


        • mami7 Re: stracony rok dla dzieci rocznika 2002 13.04.09, 15:15
          tak, wychodza tacy geniusze (co genialneg wdziecku ktore liczy do 20?), albo tak
          nieciekawy jest program. ilez mozna liczyc do 20? co tam mozna rozszerzyc, jak
          uatrakcyjnic? matematyka jest na fatalnym poziomie i takie sa fakty.

          czywiscie dzieci ucza sie czegos, wiedzy o swiecie, o zyciu, o srodowisku.
          doskonala poznane umiejetnosci, ale nie na poziomie 7-8 latka, tylko własnie 6
          latka.
          zmierzam do tego ze moim zdaniem (matki dziecka konczacego pierwsza klase)
          reforma edukacyjna jest niezbedna.

          nie narzekam, nie marudze, wrecz przeciwnie. i popieram reforme.

    • wgra Re: stracony rok dla dzieci rocznika 2002 10.04.09, 12:41
      Liter pisanych dzieci uczą się z zerówce.Na podstawie obserwacji
      tegorocznego
      pierwszoklasisty.
      1.Powtórki tego co w zerówce to był niecały miesiąc a i tak z nowymi
      elementami nie sama powtórka.2.Piszą całe zdania np.ze słuchu lub
      napisane na tablicy i starte przez panią.3.Muszą napisać kilka zdań
      np.na temat przeczytanego przez panią opowaiadania lub co robia w
      wolnym czasie.4.Z matematyki licza w zakresie 20 a grupa dzieci
      chętnych brała nawet udział w konkursie matematycznym
      Kangurek.5.Czytaja lektury...Można by jeszcze długo wymieniać.Mój
      syn skończł taka samą zerówkę i chciałabym aby w pierwszej klasie
      robił przynajmniej podobne rzeczy a nie od nowa poznawał literki,a
      niestety wg nowej podstawy programowej na tego typu rzeczy można
      liczyć dopiero w klasie drugiej.Ja wiem ,że nie wszystkie dzieci
      rozwijają sie jednakowo i dla niektórych powtórka z zerówki będzie
      jak najbardziej wskazana ale skoro można było zaplanować badanie
      całego rocznika 2003 pod kątem dojrzałości szkolnej(z czego
      zrezygnowano) to chyba można byłoby zaplanować takie badanie dla
      rocznika 2002 pod katem dojrzałości do II klasy wg nowj podstawy
      programowej.To co 90 % rodziców z rocznika 2002 ma wystepować o
      indywidualny tok nauczania?To przecież absurd.A skoro tegoroczni
      pierwszoklasiści przerabiaja w pierwszej klasię druga z nowej
      podstawy ,to i nasze dzieci dadzą radę.
      • lila1974 Re: stracony rok dla dzieci rocznika 2002 12.04.09, 00:38
        Dzieci z TEGO SAMEGO ROCZNIKA również różnią się między sobą i to ZNACZNIE - nie
        zapominaj o tym.
    • smerfeta7 Re: stracony rok dla dzieci rocznika 2002 10.04.09, 17:07
      apsik1 książki to nic. Obecnie poradnie zalecają zabranie i nie
      kupowanie dziecku książek do czytania, bo za dużo czyta, zabranie
      wszelkich książeczek np. matematyka, rebusy, polski, gramatyka do
      ćwiczen, bo za dużo wiedzą i za szybko sie rozwijają itd.. i
      wyprzedzają rowiesnikow. Dodam, że corka sama w księgarni sobie
      wybiera książki, rzeczywiście są to: matematyka na poziomie 3-4
      klasy i wiele innych.
      Wlasnie takie zalecenia wydala mloda pani psycholog w poradni.
      Corka od 4 roku uwielbia czytać i nie tylko bajki, a obecna rada
      zabrać jej to, czyli to co najbardziej lubi, a nawet uwielbia.
      Może i poradnie PPP obniżaja poziom dzieciom ze względu na nową
      ustawę, bo co te dzieci idące dużo do przodu z wiedza i nauka, będą
      robić w klasie 1-3 skoro nauczyciel ma 25 uczniow i dla 1 jednego
      nie będzie dostosowywał nauczania. Więc stymulowanie rozwoju
      dziecka, jego wysoki poziom, nie idzie w parze z programem nauczania.
      Ja mimo zaleceń nie odbiore corce książek, nadal będe kupować jej te
      ktore sobie wybierze w księgarni, bez względu na to, czy to będzie
      astronomia, historia, matematyka-Kangurek-Alfik, gramatyka, czy
      poprostu opowieśc.
      Może zle postapię nie sluchając pani psycholog z poradni PPP, ale
      nie mogę zabronić jej czytac to co sama sobie wybierze.
      W szkole nie ma zadnych problemow z niczym, niczego nie musi się
      uczyć dodatkowo w domu, wrecz zanudza się na lekcjach, poniewaz
      obecny materiał na lekcji zrobi w 15 minut, a pani nadal tlumaczy
      dzieciom po 5-6 razy te same zadanie, ponieważ nie wszyscy rozumieją.
      Stąd jej nuda.
      Zalecenie pani psycholog z ppp na nudę, odebrać dziecku książki, aby
      nie nudzilo się w szkole.
      Obniżenie programu nauczania chyba idzie w parze z obniżeniem
      stymulacji dzieci do dalszego rozwoju nawet w poradni PPPsmile
      Mnie także martwią te nowości. Ciekawe co będa robic dzieci w 3
      klasie, czy także powtarzać druga? Bo jezeli tak, to nie wyobrazam
      sobie corki w 3 klasie nudzącej się nastepny rok i powtarzającej ten
      sam program nauczania.
      Może wiesz jak to wygląda dla trzecich klas? Czy także obecnych 2
      klasistów obejmie ta ustawa?
      Bo jezeli tak, to czy ktoś sie zastanowił, na tym co będą robić w
      nowym roku szkolnym dzieci w 3 klasach.
      • lila1974 Re: stracony rok dla dzieci rocznika 2002 12.04.09, 00:54
        Do pomyslu poradni się nie odniosę, bo slyszalam psycholog, a Twoja
        interpretacja to już nie to samo.

        Twoje dziecko się nudzi i wyglada na to, ze dziewczynka jest sporo powyżej
        przeciętnej - zatem zwróć na to uwagę jej wychowawczyni, poproś o dodatkowe
        zadania dla niej.

        Ja również bylam takim dzieckiem, które miguniem wszystko łapało i pani po
        wyraźnym sygnale ODE MNIE samej i mojej mamy wymyśliła coś ekstra dla mnie -
        załozyła mi zeszyt, w którym dopisywałam dalszy ciąg róźnym historyjkom z
        elementarza (np. historyjka o Gapciu, który wpadl do wody doczekala się mojego
        "dorobienia").

        ZAWSZE w klasie znajda się dzieci, które wiedza więcej, ładniej czytają, biegle
        licza, pięknie rysują ... i jakiś przedmiot lub nawet przedmioty sprawiają im
        niesamowita łatwość - czy to wina założeń programowych? NIE! To "wina"
        szczególnych zdolności i predyspozycji samego dziecka. Zatem w takiej sytuacji
        szuka się ROZWIĄZANIA we współpracy z nauczycielką a jak trzeba to i
        organizacyjnych (np. przerzucenie do klasy wyżej).

        Dotychczas wiecznie się słyszało przez całe lata, że nasz system edukacyjny jest
        PRZEłADOWANY, tornistry za ciężkie, nauczyciele wymagają BÓG wie czego .... i
        co? I nagle w obliczu zmiany na teoretycznie ŁATWIEJ okazuje się, że "eee nie,
        marudzilismy dla samego marudzenia", bo Polak to se musi pomarudzic?

        Każda zmiana rodzi niepokój, bo lepsze zło, które znamy, niż niepewność,
        niemniej system edukacyjny zmienia się od wieków i jakoś nic strasznego się nie
        działo i nie dzieje.
        • smerfeta7 Re: stracony rok dla dzieci rocznika 2002 13.04.09, 02:35
          lila1974 napisała:

          > Do pomyslu poradni się nie odniosę, bo slyszalam psycholog, a Twoja
          > interpretacja to już nie to samo.
          >

          To nalezalo posłuchać podczas omawiania opinismile
          Dopiero byla byś zaskoczona.
          Pani psycholog nie powinna ogladac TV a wiecej praktykowac, może
          staz pracy jej duzo pomoże. Bo jak narazie to potrafi zepsuć
          zaufanie nie jednego rodzica do siebie.

          Co do reszty to mialas super nauczycielkę. Moja corka nie miala
          takiego szczęścia.


          > Każda zmiana rodzi niepokój, bo lepsze zło, które znamy, niż
          niepewność,
          > niemniej system edukacyjny zmienia się od wieków i jakoś nic
          strasznego się nie
          > działo i nie dzieje.

          Moze i nic strasznego, ale zdolne dzieci traca swoje mozliwości, a
          te wytrwałe szybko wyjezdzaja za granice. Bo tam mają dużo wieksze
          szanse na prawidlowa edukację i osiagnięcia.
          Najlepsi specjaliści, najzdolniejsza mlodziez i wielu innych
          wybitnych wyjechalo i wyjezdza. Moze dlatego w polskim systemie
          edukacji nigdy nie będzie dobrze.
          Mam wrażenie, że polski system edukacyjny stawia tylko na sredniakow
          i nie radzacych sobie.
          A coraz niższe wymagania edukacyjne, nie wrożą niczego najlepszego.
          • jakw Re: stracony rok dla dzieci rocznika 2002 13.04.09, 08:59
            W tej chwili szkoły, zwłaszcza podstawowe i gimnazja, są rozliczane
            chyba głównie z wyników "testów po". Dodatkowy wysiłek włożony w
            zdolniachę nie spowoduje, że napisze test po podstawówce na 50
            punktów zamiast na 40. Za to może zabrać czas przeznaczony na
            nauczanie tych średnich i słabszych - jeśli oni dostaną np. 35
            punktów zamiast 30 czy 27 zamiast 20 to podwyższy to średnią
            uzyskaną przez uczniów szkoły.
            • smerfeta7 Re: stracony rok dla dzieci rocznika 2002 13.04.09, 20:42
              jakw świetnie to napisalaś.
              To jedyny cel tych szkół. Teraz wiele rozumiem, ale bardzo mi jest
              szkoda tych zdolnych, co się tylko meczą nudnym materialem.
              Nuda i zniechęcenie przez kilka lat, może spowodować, że wedlug tego
              co napisałaś to i zdolni zaczną potrzebować pomocy.
              A szkola nie bedzie mogła liczyć na wyższą średnią, bo zdolni jej
              nie podniosą. Więc srednia bedzie usredniona.
              • lila1974 Re: stracony rok dla dzieci rocznika 2002 13.04.09, 21:38
                Zdolne dzieci się nie nudzą, zdolne dzieci wiedzą, jak z lekcji
                wynieść coś dla siebie.

                Jesli w przypadku twojej córki jest tak źle, jak opisujesz, to
                najwyższa pora, by zmienić nauczycielkę.
                • smerfeta7 Re: stracony rok dla dzieci rocznika 2002 13.04.09, 21:59
                  lila1974 napisała:
                  > Jesli w przypadku twojej córki jest tak źle, jak opisujesz, to
                  > najwyższa pora, by zmienić nauczycielkę.

                  Zastanawiamy się, nad przeniesieniem jej do prywatnej szkoly.
                  Dostaliśmy propozycje juz z kilku szkół w ktorych poziom nauczania
                  jest bardzo wysoki i chętnie ją przyjma.
                  Corka zna dośc duzo dzieci z tych szkól i swietnie się czuje w ich
                  towarzystwie.
                  Obecna szkola corki, ma swietną dyrekcję, otwartą na dzieci, duzo
                  jest tam bardzo dobrej kadry w starszych klasach, , a nauczyciel to
                  zależy jak się trafi, ale nie ma nic gorszego jak nauczyciel obniża
                  sam poziom klasy, co nie stwarza mu dodatkowej pracy z dziećmi.
                  I tu tkwi problem.
                  Łatwiej jest rownac w dół, niż robić sobie dodatkowa prace.
          • lila1974 Re: stracony rok dla dzieci rocznika 2002 13.04.09, 20:43
            smerfetko nadinterpretujesz
            Wlaśnie dlatego polscy naukowcy są tacy rozchwytywani, bo polska
            system wykształcił świetnych specjalistów.
            Wyjeżdżają zdolni, wykształceni ludzie ale nie z powodu edukacji a
            tego, co czeka ich po niej.
            • smerfeta7 Re: stracony rok dla dzieci rocznika 2002 13.04.09, 21:49
              lila1974 napisała:

              > smerfetko nadinterpretujesz
              > Wlaśnie dlatego polscy naukowcy są tacy rozchwytywani, bo polska
              > system wykształcił świetnych specjalistów.
              > Wyjeżdżają zdolni, wykształceni ludzie ale nie z powodu edukacji a
              > tego, co czeka ich po niej.

              lila1974 znam wielu ludzi, ktorzy wyjechali i nie wyobrazają sobie
              poslania dziecka do polskiej szkoły. Obecny poziom nauczania budzie
              wiele pytań i niezrozumialości.
              Tutaj nauczycielom odechcialo sie wszystkiego, robia tylko to co
              muszą i nic poztym (bez uogolnien) a kto na tym najbardziej
              ucierpi?, tylko dzieci ich przyszlośc.
      • kanna Re: stracony rok dla dzieci rocznika 2002 13.04.09, 17:04

        > apsik1 książki to nic. Obecnie poradnie zalecają zabranie i nie
        > kupowanie dziecku książek do czytania, bo za dużo czyta, zabranie
        > wszelkich książeczek np. matematyka, rebusy, polski, gramatyka do
        > ćwiczen, bo za dużo wiedzą i za szybko sie rozwijają itd.. i
        > wyprzedzają rowiesnikow.

        o matko, o matko.. załamałam się po raz kolejny sad

        Jeżeli dziecko postanowi się nauczyć czytać, rodzice są bezradni wink
        Co by nie robili nauczy się i tak. zadaniem rodzica jest podsuwać
        sensowne ksiązki - bo miałam np. na konsultacji czytającego
        trzylatak, co się nauczuł na pamięć mapy Warszawy z dojazadami.
        CZEMU matka mu nic sensownego nie zaproponowała??!

        Natomiast w wychowaniu najważniejsza jest równowaga.Może więc ta
        niszczęsna pani psycholog z poradni mówiąc o "zabronieniu czytania
        ksiązek" miała na myśli to, żeby w inne sfery rozwoju inwestować
        (społeczne, emocjonalne, fizyczne itp.) bo one zwykle (choć nie
        zawsze) u dzieci zdolnych w tyle zostaja.
        Znaczy, mam nadzieję, że pani psycholog to miała na mysli, tylko nie
        potrafiła zwerbalizować wink
        Bo inaczej pozostaje mi tylko byc załamaną, lub zdobyc - tajnymi
        kanałam wink - nazwisko tej pani psycholog i ja doedukowac, co by
        obciachu innym psychologom nie robiła wink

        pozd smile Ania

        btw: odsetek dzieci zdolnych wśród 5-o latków jest WYZSZY niz w
        populacji ogólnej. Wśród 8-o latków - juz taki sam jak w populacji.
        ktoś ma pomysł dlaczego?
        Dla mnie fakt, że moje dzieci iśc do szkoły muszą, jest źródłem
        stresów od dawna uncertain
        • jakw Re: stracony rok dla dzieci rocznika 2002 13.04.09, 20:03
          kanna napisała:

          > bo miałam np. na konsultacji czytającego
          > trzylatak, co się nauczuł na pamięć mapy Warszawy z dojazadami.
          Hm, czy to "naumienie się" planu Wwy było przyczyną konsultacji wink?


          > Znaczy, mam nadzieję, że pani psycholog to miała na mysli, tylko
          nie
          > potrafiła zwerbalizować wink
          Ja bym jednak oczekiwała od psychologów tego, żeby jednak potrafili
          zwerbalizować swoje myśli - tak czy siak załamka.

          > btw: odsetek dzieci zdolnych wśród 5-o latków jest WYZSZY niz w
          > populacji ogólnej. Wśród 8-o latków - juz taki sam jak w
          populacji.
          > ktoś ma pomysł dlaczego?
          Ja mam hipotezę, że to nauka typu szkolnego redukuje inteligencję.
          • smerfeta7 Re: stracony rok dla dzieci rocznika 2002 13.04.09, 21:34
            jakw napisała:
            > Ja mam hipotezę, że to nauka typu szkolnego redukuje inteligencję.

            W 100% zgadzam się z toba. Szczegolnia redukcja nastepuje w
            nauczaniu poczatkowym.
            • lila1974 Re: stracony rok dla dzieci rocznika 2002 13.04.09, 21:41
              A ja się nie zgadzam.
              Widziałam wśró swoich koleżanek i kolegów, że szkoła dawałą na
              prawde dużo możliwości - nie korzystal z nich tylko ten, kto nie
              chciał.

              Podobne spostrzeżenia mam teraz, gdy do skzoły chodzi moja córka.
            • kanna Re: stracony rok dla dzieci rocznika 2002 13.04.09, 21:42
              Raczej redukuje myślenie twórcze, takie odbiegające od schematów,
              nieliniowe, oryginalne. Szkoła, niestety, dopycha kolanem wszystkie
              dzieci do średniej sad(
              • lolinka2 Re: stracony rok dla dzieci rocznika 2002 16.04.09, 19:07
                anna napisała:

                > Raczej redukuje myślenie twórcze, takie odbiegające od schematów,
                > nieliniowe, oryginalne. Szkoła, niestety, dopycha kolanem wszystkie
                > dzieci do średniej sad(

                Mimo zasad, zacytuję całość - bo to święta prawda.
                btw, właśnie rozpoczęłam kampanię pt "Indywidualny tok nauki dla
                Nutelli". Zaczęłam od rozmowy z pedagogiem szkolnym. Zobaczymy, co
                będzie dalej...
        • smerfeta7 Re: stracony rok dla dzieci rocznika 2002 13.04.09, 21:28
          kanna napisała:
          > Natomiast w wychowaniu najważniejsza jest równowaga.Może więc ta
          > niszczęsna pani psycholog z poradni mówiąc o "zabronieniu czytania
          > ksiązek" miała na myśli to, żeby w inne sfery rozwoju inwestować
          > (społeczne, emocjonalne, fizyczne itp.) bo one zwykle (choć nie
          > zawsze) u dzieci zdolnych w tyle zostaja.

          Te sfery także nie zostają w tyle i nie ma z nimi żadnych problemów
          u corki.

          > Znaczy, mam nadzieję, że pani psycholog to miała na mysli, tylko
          nie
          > potrafiła zwerbalizować wink
          > Bo inaczej pozostaje mi tylko byc załamaną, lub zdobyc - tajnymi
          > kanałam wink - nazwisko tej pani psycholog i ja doedukowac, co by
          > obciachu innym psychologom nie robiła wink

          Obciach innym psychologom to juz zrobila swoim zachowaniem się,
          zaleceniami, pomylką z powodu nie czytania wniosku rodzica z czym
          przyszedł do poradni, a dopiero czytala po omowieniu opini, jak
          powiedzialam, że ja nie wnioskowalam o to co powiedziala i zrobila
          testy. Dopiero wtedy poszla razem z pania pedagog i ze mną czytać
          mój wniosek w mojej obecności. Po omowieniu opinii, przeczytaniu
          wniosku, stwierdzila, że ja myslalam, że pani o to wnioskowala i z
          tym przyszłasmile To dopiero obciach dla psychologa w poradni PPP,
          który robi testy dziecku, opiniuje i dowiaduje się, że my nie po to
          zglosiliśmy się do poradnismile dobrze, że chociaż nasz wniosek
          przeczytała po omowieniu opini. Aby bylo smieszniej pani pedagog
          robiąca także testy dziecku, także nie czytala wniosku i wtórowała
          pani psycholog.
          Mam wrazenie, że pani psycholog nie rozumie nawet co to etyka
          zawodowa skoro rozmawia w obecności wszystkich o dziecku, łacznie
          przy czekających rodzicach na korytarzu, w sekretariacie.
          Nie myslalam, że omawianie testów i rozwoj mojej corki jest do
          wiadomości publicznej, a ja naiwna myslalam, że tylko dla nas
          rodzicow i za naszą zgodą szkolysmile) Oj wiele jeszcze musze sie
          nauczyć w tym kraju.
          Powiedziala konkretnie, wyszczegolniając po kolei, a nawet odwazyła
          sie podwazać wszelkie opinie psychologa klinicznego prowadzącego
          dziecko od niemowlaka do dzisiaj. Osoby wybitnej, ktora przez 7 lat
          wiele pomogla dziecku i nam rodzicom.
          Bo na pozor wychowywanie dzieci zdolnych wcale nie jest łatwe, budzi
          wiele watpliwości i pytan, stąd fachowa pomoc zawsze sie przydaje.
          Wiesz mi, pani psycholog z poradni PPP państwowej kompletnie sie
          skompromitowala i podwazyla nasze zaufanie do poradni. Bo jak mozna
          powierzyć dziecko osobom, ktore nie wiedzą, z czym przyszedl rodzic
          z dzieckiem, wykonuje się testy w innym celu, o co wogole nie prosił
          rodzic, poniewaz jeszcze aktualne sa badania poprzednie.


          > Bo inaczej pozostaje mi tylko byc załamaną, lub zdobyc - tajnymi
          > kanałam wink - nazwisko tej pani psycholog i ja doedukowac, co by
          > obciachu innym psychologom nie robiła wink
          >

          Hej, nie zalamuj sięsmile nie warto.
          Ale doedukowanie pani psycholog przydało by się, by nie krzywdzila
          innym dzieci i rodzicow swoimi opiniami.
          Moge zrozumieć, że jest mlodzitka osobą, ale to nie upowaznia jej do
          wydawania błednym zaleceń i robienia testow dziecku, nie wiedząc po
          co je robi. Zreszta okres miedzy testami także obowiazuje czego nie
          zachowala pani psycholog, bo nie czytala wogole dokumentacji corki.
          Nie wiedziala kompletnie nic o niej, a przeciez cała dokumentacja
          leży w poradni, wystarczylo tylko zapoznać sie z nią.
          To wstyd dla panstwowej poradni i zawodu psychologa.
          Dziwi mnie tylko, że pani pedagog wtorowala pani psycholog do czasu,
          zakończenia omawiania opinii i dopiero przeczytania mojego wnioskusmile
          Tu nie widomo czy się smiać czy plakac w jakie rece mozna powierzyć
          dziecko i od jakich osob zalezy ich los.
          Przy tej pani psycholog kiepski jest los dzieci.
          Kanna jak możesz to doedukuj ta panią, bo jak trafi na takich samych
          rodzicow, to los państwowej poradni PP może się zmienić.
          Myslę, że tej pani jest to bardzo potrzebne, dla jej dobra, dzieci
          tam trafiajacych, rodzicow a przedewszystkim zawodu psychologa.
          No chyba, że poradnie mają za cel obniżanie poziomu dziecka,
          uśrednianie jego, aby pasowało do nowych wytycznych MEN i nie
          wychylalo sie w gore.
          Z takimi dziećmi latwiej sie pracuje w szkole, niz z tymi zdolnymi o
          duzym zasobie wiedzy. Dodaj jeszcze nową ustwę, ktora obniża program
          nauczania, to takie dzieci, będą tragedią dla nauczyciela, a
          przedewszystkim będzie to tragedia dla tych dzieci.
          Ale co tam, jak calkowicie sie zniecheca, to chociaz poradnia bedzie
          miala co robić i nauczyciele, aby je wyrownac do średniej.
          • monstermama różnicowanie programu w klasie 16.04.09, 09:35
            Ależ nauczyciel ma narzędzia, by różnicować program w klasie!

            Przynajmniej w książkach Już w szkole, które ma moja córka. Pani po paru
            tygodniach już zorientowała się, jaki poziom mają dzieci w klasie, część ma
            dodatkowe lekcje wyrównawcze, a część dostaje dodatkowe zadania w szkole i do
            domu. Przy czym na zebraniu powiedziała, że na bieżąco patrzy, jak sobie radzą i
            steruje właśnie tymi dodatkowymi zadaniami.

            A nawet przy nowej podstawie programowej, to dla własnej wygody, by zająć
            dzieci, które szybko radzą sobie z programem, nauczyciel może dawać przecież
            dodatkowe zadania. Nikt go przecież za to nie wtrąci do więzienia...
            • przeciwcialo Re: różnicowanie programu w klasie 16.04.09, 09:43
              W szkole syna juz zapowiedzieli że bedzie mozliwość lekcji
              wyrównawczych- 2 godz w tygodniu.
              Będzą tez zajęcia dla dzieci z dysfunkcjami ze specjalista od takich
              zajec.
            • smerfeta7 Re: różnicowanie programu w klasie 03.05.09, 23:17
              monstermama napisała:

              > Ależ nauczyciel ma narzędzia, by różnicować program w klasie!

              Ale to trzeba chcieć, gorzej jak sie nauczycielowi nic nie chce.


              >
              > Przynajmniej w książkach Już w szkole, które ma moja córka. Pani
              po paru
              > tygodniach już zorientowała się, jaki poziom mają dzieci w klasie,
              część ma
              > dodatkowe lekcje wyrównawcze, a część dostaje dodatkowe zadania w
              szkole i do
              > domu. Przy czym na zebraniu powiedziała, że na bieżąco patrzy, jak
              sobie radzą
              > i
              > steruje właśnie tymi dodatkowymi zadaniami.

              Twoja corka ma super nauczycielkę, więc wiele mozna zrobic dla
              dzieci.
              Tylko wystarczy chcieć.

              >
              > A nawet przy nowej podstawie programowej, to dla własnej wygody,
              by zająć
              > dzieci, które szybko radzą sobie z programem, nauczyciel może
              dawać przecież
              > dodatkowe zadania. Nikt go przecież za to nie wtrąci do
              więzienia...

              To samo co poprzednio, trzeba tylko chciec. Są tacy, ktorym nic się
              nie chce.
    • mama_misi nowa podstwa programowa w przedszkolach 16.04.09, 11:08
      Koleżanka, która jest przedszkolanką, właśnie otrzymała książki dla
      5 latków z nową podstawą programową - dzieci we wrześniu poznają już
      aż 5 liter...
      W takim przypadku nie bardzo wiem po co ta zmiana programowa w
      szkołach?
      • przeciwcialo Re: nowa podstwa programowa w przedszkolach 16.04.09, 11:10
        Hmmm...no to faktycznie.
    • apsik1 Re: stracony rok dla dzieci rocznika 2002 17.04.09, 14:33
      Zmiany w dół dotyczą tylko rocznika 2002, część książek ma tylko zmienione
      okładki z -Do klasy 0 na Do klasy I. W zerówce w której znajdą się dzieci z
      rocznika 2003 i może z 2004 nie będzie można wywiesić nawet literek i cyferek na
      ścianach w salach!!.

      Więcej informacji będę miała po zebraniu w przyszłym tygodniu. Zmiany nie obejmą
      obecnych uczniów klas pierwszych, drugich i wyżej. W zerówce syna piszą
      literkami pisanymi i znają też litery drukowane. Z obserwacji widzę, że
      nauczyciele nauczania początkowego są załamani nowym programem.
      • kanna Re: stracony rok dla dzieci rocznika 2002 17.04.09, 18:29
        Nie rozumiem sad

        Jedna z was pisze, że 5 -o latki we wrzesniau mają poznac 5 liter, a
        druga - z w zerówkach nie bedzie mozna wywieszac liter na ścianach.
        Wiec jak?
        • mama_misi Re: stracony rok dla dzieci rocznika 2002 17.04.09, 21:04
          No właśnie, spora rozbieżność. A widziałaś już te książki? Czy tylko "tak
          mówią". Moja koleżanka-przedszkolanka, ma te książki "namacalnie" nie w teorii smile
          • aniaop Re: stracony rok dla dzieci rocznika 2002 17.04.09, 22:45
            Ja widzialam ksiazki do pierwszej klasy w/g nowej podstawy.
            Wychowawczyni zerowki corki pokazala nam, rodzicom na marcowym
            zebraniu. Zalamka, dokladnie, jak ktos napisal wczesniej, ksiazka
            identyczna z przerabiana przez corke aktualnie w zerowce, tylko
            okladka inna. Poznawanie poszczegolnych literek.
            • minkapinka Re: stracony rok dla dzieci rocznika 2002 17.04.09, 22:54
              uważam, ze to wszystko napisane powyżej to trochę histeria.
              Nam nauczycielka w szkolnej zerówce powiedziała, ze nauczyciel
              dostosowuje program do poziomu uczniów.
              • aniaop Re: stracony rok dla dzieci rocznika 2002 17.04.09, 23:17
                minkapinka napisała:

                > > Nam nauczycielka w szkolnej zerówce powiedziała, ze nauczyciel
                > dostosowuje program do poziomu uczniów.

                a nam powiedziala, ze wszystko bedzie zalezalo od nauczyciela.
                Zalezy wiec na kogo sie trafi big_grin Niemniej jednak nie czuje
                sie "komfortowo", hehe, z tym, ze corka bedzie przerabiala jeszcze
                raz prawie identyczne podreczniki. Tobie to nie przeszkadza?
                • magda0 Re: stracony rok dla dzieci rocznika 2002 26.04.09, 14:12
                  a skad ja mam wiedziec do kogo ten nauczyciel bedzie dostosowywal
                  program, do mojej corki wrazliwej emocjonalnie , na poziomie wieku w
                  rozwoju emocjonalnym czy do dzieci-geniuszy ktore trafia do tej
                  samej klasy?
    • pestkaa2 Re: stracony rok dla dzieci rocznika 2002 26.04.09, 14:58
      Czytam Was i niesmak mam.Zgadzam się że to histeria i jakaś śmieszna panika o
      nie wiadomo co.No i przerobią program podobny dla zerówki.Dzieci nic nie
      stracą,dajcie im spokój,poradzą sobie lepiej niż Wam się wydaje.Że też u mojego
      syna w zerówce matki takich problemów nie mają.A są dzieci które czytają płynnie
      i takie które jeszcze potrzebują czasu.I tak się zastanawiam,co w tym takiego
      niesamowitego że 6 latek czyta,liczy do 100?Takie dzieci zawsze były i ich nauka
      dalsza różna była,w różnym kierunku poszła.Bo nauczenie się czytać czy liczyć to
      nie problem,problem zaczyna się z głębszą nauką i kiedy jej trzeba znacznie
      więcej czasu poświęcić.Ogromnym zaskoczeniem dla wielu uczniów jest 4
      klasa,dopiero tu zaczyna się nauka,jest duży przeskok.
      • magda0 Re: stracony rok dla dzieci rocznika 2002 07.05.09, 17:33
        ja mam podobne zdanie, moj starszy syn umial czytac pisac od
        zawsze, "pewnie od urodzenia", za to mial problemy w kontaktach
        spolecznych , taki maly einstein, poszedl do szkoly gdzie niczego
        wiecej sie nie nauczyl niz umial w zrowce, a jest w 2 klasie za to
        ten czas posluzyl mu na rozwoj artystyczny , emocjonalny i przede
        wszystkim społeczny, magda
        • kanna do magda0 08.05.09, 12:43

          I mam nadzieję, że mój bystry , sylwestrowy siedmiolatek, też gł. na
          to poświeci czas w szkole - czyli na rozwój emocjonalny i spoleczny.
          I chyba mi nawet pasuje, ze nie bedą lecieli z programem - bo jak
          wróci ze szkoły bedzie miał więcej czasu na rower, aikido,
          kotłowanie się z siostrą i inne rzeczy, co lubi.

          pozd smile Ania
          • pysiaaa1 Re: do magda0 11.05.09, 12:14
            szok!
            poczytalam troche tych wypowiedzi mamus i wlos mi sie na glowie
            zjeżyl ( dobrze ze mam krótkie)
            drogie mamy genialnych dzieci- gratuluje tych zdolnych
            dzieciaczkowsmile
            ale robic takie larum z programu? tożto zakrawa na paranoje- czyje
            aspiracje wasze dzieci spelniaja? nie wasze czasem? a gdzie czas
            takiego 7 latka na zabawe na pobieganie po podworku? na rower? na
            kolezanki czy kolegów?
            a spojrzcie wstecz na wasze dziecinstwo i edukacje? i co głąby z was
            wyrosły? kiedy uczylyscie sie literek?
            wiadomo teraz dzieci szybciej sie rozwijaja ale to sa nadal dzieci -
            a nie studenci juz.
            jest czas na zabawe i na nauke smile
            moj 7 latek pojdzie do 1 klasy i jak trzeba bedzie to powtorzy to co
            juz umie z zerowki i korona mu w glowy nie spadnie- a napewno mu to
            nie zaszkodzi.podstawy porzadnie utrwalone dadza podwaliny pod
            dalsza nauke.
            • magda0 Re: do magda0 11.05.09, 13:32
              Mnie martwi jednak to, że podstawa programowa swoje a nauczyciele
              swoje i rodzice tego wymagaja. Od Pani nauczycielki uslyszalam, że
              ona w swojej klasie wybierze trudniejszy podrecznik, ktory ofeuje
              wydawnictwo i zadawala do domu zwykle i bedzie zadawala, powalilo
              mnie. Skoro wg podstawy dzieci maja uczyc sie dopiero literek to co
              ona bedzie im do tego domu zadawac? A rodzice chca zeby dzieciom
              zadawac duzo bo co beda baki zbijac....? magda
              • pysiaaa1 Re: do magda0 11.05.09, 15:36
                nie pozostaje nic innego jak czuwac nad naszymi pociechami ale nie
                kosztem ich dzieciństwa
                wiadomo ze nauczyciel nauczycielowi nie rowny ale nie dajmy sie
                zawariowac- swoja droga dziecko tez powinno miec prawo do tzw
                zbiajania bakow bo czyż my dorośli nie robimy tego czasem?
                sami bedac dziećmi tylko patrzylimsy zeby na podrowko czmychnac do
                kolezanek czy kolegow- a swoim dzieciom czas na full chcemu
                zorganizowac? kilka godzin w szkole , po szkole jakies zajecia
                dodatkowe, potem odrabianie lekcji ( dodatkowych na prosbe mamus nie
                ktorych i dobrze zeby byly trudne) wieczorynka ( jak bedzie czas)
                kolacja kąpiel i spać?
                i za kilka lat sie okaze ze nasze dziecko niema zadnych kolegow po
                sąsiedzku smile jest odludkiemsmile
                umiar we wszystkimsmile
      • tititu Re: stracony rok dla dzieci rocznika 2002 10.05.09, 22:05
        Jak czytam posty dziewczyn to martwie sie, ze do "naszej" klasy
        jakies tlumany chodza. smile
        Bo mimo, ze od strony literkowej bedzie trzeba im program nowy
        przygotowac, to z matematyki nawet zapis operacji musza sobie
        jeszcze poutrwalac, bo maja problemy ze znakami.
        Ja stawiam na rozwoj spoleczny i emocjonalny dziecka. Pochodzimy na
        jakies zajecia ruchowe zeby sie wyzyc po szkole, porozwijamy sie
        artystycznie i ogolnie w interesujacych go dziedzinach.
        Bedziemy spotykac sie z ludzmi i "cwiczyc na nich" odpowiednie
        zachowanie.
        Mamy strasznie napiety grafik w planach na przyszly rok. tongue_out
    • majmajka Re: stracony rok dla dzieci rocznika 2002 08.05.09, 10:46
      Zgadzam sie z Toba. Zastanawiam sie i mysle, ze to wielka krzywda dla zdolnych dzoeci z 2002. Nie popisali sie, jak zwykle zreszta.
Pełna wersja