Moja sąsiadka Ela po rozwodzie otrzymała mieszkanie, które chciała przeznaczyć dla syna, gdy dorośnie. Syn został w Polsce z ojcem, podczas gdy ona z drugim dzieckiem wyjechała do Niemiec . Mieszkanie - duże, zadbane M5 wynajęła trzy-osobowej rodzinie. I wszystko było dobrze do czasu, dopóki to małżeństwo (które wynajmowało mieszkanie) dobrze zarabiało. Ale ich rodzinna firma padła i przestali płacić – nie płacili czynszu do Spółdzielni, ani nie płacili Eli za wynajem. No i nie chcieli się wyprowadzić.
Ela wystąpiła do sądu o ich eksmisję. I tu mam pytania:
1. Czy sprawa sądowa była formalnością, czy ciągnęła się z problemami?
2. Jak długo trwała zanim zapadł ostateczny werdykt?
3. Kto wygrał?
4. Co było atutem tej rodziny wynajmującej mieszkanie i w jaki sposób działali w trakcie procesu?
5. Co było atutem Eli (poza tym, że była właścicielką) i w jaki sposób ona działała w trakcie procesu?
6. Kto teraz jest właścicielem tego mieszkania – Ela, jej syn, tamto małżeństwo, czy też ktoś inny?
Mam nadzieję, że temat - bardzo życiowy - zainteresuje Was

,
życzę owocnych rozkładów