Dodaj do ulubionych

samemu sobie.

30.05.07, 19:44
takiego wątku chyba jeszcze nie było.
dla przykładu - był wczoraj znajomy u mnie (takie pierwsze poważniejsze
stawianie kart komuś, fajne bo nie na zasadzie, czy dziewczyna z tramwaju ,
która się na mnie popatrzyła dwa tygodnie temu coś do mnie czuje, ale tak
bardziej psychologicznie). Wszystko szło jak złoto. Nie widziałam się z nim
jakiś czas, więc nie bardzo wiedziałam, co u niego słychać. Miałam wrażenie,
że karty 'mówią', wiedziałam w którą stronę intepretować.
A dla siebie tak nie potrafię. Dlaczego? Pamiętam o zasadzie 'nie kłam sobie,
a nikt ci nie skłamie\, ale wciąż mam wrażenie, że zawsze w którąś stronę
przesadzam. Albo po prostu karty się zupełnie nie składają.
Co robicie w takich sytuacjach?
Obserwuj wątek
    • coill Re: samemu sobie. 30.05.07, 23:16
      nicsmile
      A jak juz musze to prosze kogos o wylosowanie dla mnie/za mnie.
      Zawsze mozna oprosic o pomoc,czy w miare ok sie ientreporuje,czy tez nie przesadza.
    • promyczka2 Re: samemu sobie. 30.05.07, 23:25
      Nie przejmuj się tym smile w ogóle trudno jest zachować obiektywność
      kładąc karty dla siebie, w grę wchodzą przecież emocje...obawy...
      Normalne smile
      Ja pokonałam ten problem tak że stawiałam karty dla siebie na rzeczy na prawdę
      błache i proste, na tematy mało emocjonujące.
      Łatwiej wyczuć na takich przykładach co mówią do nas karty o nas samych.
      Teraz bardzo lubię podpowiedzi Tarota, zawsze tak bardzo szczere.
      Czasem nawet przekombinować sie nie da, kawa na ławę i tyle smile
      pozdrawiam!
      • kawa_malinowa Re: samemu sobie. 31.05.07, 00:12
        > Łatwiej wyczuć na takich przykładach co mówią do nas karty o nas samych.
        > Teraz bardzo lubię podpowiedzi Tarota, zawsze tak bardzo szczere.
        > Czasem nawet przekombinować sie nie da, kawa na ławę i tyle smile


        a to jest inna sprawa. szczegolnie zabijają mnie karty w pozycjach 'czego nie
        widzisz', 'czego nie chcesz widziec'. odjazdy większe niż po chemikaliach. ale
        nie o to chodzi.
        raczej o to co dalej...

        a rzeczy błache jakoś idą.
        smile
        • promyczka2 Re: samemu sobie. 31.05.07, 00:33
          Trzeba mieć stalowe nerwy żeby sobie wrózyć na pewne sprawy i potrafić
          bezapelacyjnie przyjąć wynik... smile
          Jeśli dobrze zrozumiałam słowa " raczej o to co dalej..."
          Może kaliber pytań zbyt ciężki?
    • dori7 Re: samemu sobie. 31.05.07, 00:45
      Mysle, ze to nie jest tylko problem interpretacji. Jest jeszcze kwestia
      chciejstwa i zbyt wielkich emocji, zarowno pozytywnych, jak i negatywnych. Sporo
      osob ma niezle zdolnosci i potrafi - nawet podswiadomie - wyciagnac z talii
      karty, ktore zamiast dac obiektywna osobe, pokaza leki lub zludne nadzieje. Ja
      dlatego w moich waznych sprawach prosze o karty kogos innego, nie ma zmiluj.
      • kawa_malinowa Re: samemu sobie. 31.05.07, 00:52
        Spor
        > o
        > osob ma niezle zdolnosci i potrafi - nawet podswiadomie - wyciagnac z talii
        > karty, ktore zamiast dac obiektywna osobe, pokaza leki lub zludne nadzieje

        fakt. tak to też działa.Dori, masz rację, że nie tylko interpretacja kuleje.

        ale najlepsza jest moja współlokatorka, która dociąga karty i mówi "a teraz
        wyciągnę..." i faktycznie wyciąga. albo potrafi powiedzieć, jaką kartę trzymam
        w ręce. smile
      • pani.jazz Re: samemu sobie. 31.05.07, 09:37
        Wlasnie dlatego zazwyczaj sobie nie wroze.
        Z tym zreszta zwiazana jest ostatnio sytuacja, ktora mnie bardzo konsternuje.
        W desperacji polozylam sobie Tarota, ciagnelam Runy, losowalam Symbole Sabianskie na pewna sprawe, ktora bardzo mnie teraz zajmuje, a ktora jest z rodzaju wybitnie osobistych i trudnych do znalezienia dystansu do. Wszystkie odpowiedzi, ktore dostalam byly na wskros pozytywne, popychajace mnie do dzialania, napelniajace otucha.
        Rzadko sobie wroze, bo najczesciej znam odpowiednie rozwiazanie dla swoich klopotow i nie potrzebuje sobie macic w glowie kartami. Dlatego tez jestem bardzo zaskoczona wynikiem wrozb na te sprawe - sa odwrocone o 180 stopni od tych odpowiedzi, ktorych bym sie spodziewala. Nie wiem czy na karty/runy/sabianskie dziala tu moje podswiadome pragnienie, zeby mi sie udalo, czy tez cos naprawde jest na rzeczy. Szczerze nie wierze, ze cos mi sie udac w tej konkretnej sprawie moze. Ba, mam nawet watpliwosci nautry moralnej. Oczywiscie, gdzies w glebi marze o tym, zeby wszystko poszlo po mojej mysli, ale wyrzucam to. Więc co działa?

        Zdecydowanie powinnam udac sie do kogos na karty, bo wszyscy dokola mowia mi rozsadkowo, tak samo jak ja mysle, a wrozby wychodza przeciwne rozsadkowi. Pogubilam sie :]. Gupi Tarot. wink
    • anahella Re: samemu sobie. 31.05.07, 01:34
      Nie wroze sobie. NIe mam dystansu. Gapie sie i zastanawiam czy to co widze to
      jest to co chce zobaczyc, czy to co jest naprawde.
      • rawita7 Re: samemu sobie. 31.05.07, 11:43
        Myślę, że czasami wróżenie sobie jest bardzo pożyteczne - pokazuje nasze lęki,
        postawy, pozwala sobie uświadomić różne rzeczy. Głównie jednak jako autoanaliza.
        W rozkładaniu na przyszłość, tudzież w celu "podglądnięcia" powiedzmy uczuć
        innej osoby względem nas wink, ciężko uwolnić się od "chciejstwa". Ja nie
        potrafię. Albo daję się ponieść "chciejstwu", albo czarnym myślom i zaczynam
        wyglądać katastrofy.
    • mysza012 Re: samemu sobie. 31.05.07, 14:58
      Stawiam karty wylacznie sobie i przyznaje, ze o obiektywizm w interpretacjach
      bardzo trudno, a zwlaszcza jesli mi na czyms zalezy. Nad jednym rozkladem
      siedze bardzo dlugo (dla wiekszej pewnosci z ksiazka w rece) a potem i tak
      jeszcze czesto do niego wracam i jeszcze raz sie nad nim zastanawiam. Np wyszlo
      mi, ze w przyszlym tygodniu bede sie z czegos cieszyc jednak pozostale karty
      wskazujace na powod owej radosci wcale mnie nie ciesza. Wyjasni sie to pewnie
      dopiero za tydzien, bo teraz mam mase watpliwosci.
    • canada53 Re: samemu sobie. 31.05.07, 19:48
      No tak, wszyscy się tu zgadzają, że samemu sobie najtrudniej. Chyba najlepszym
      rozwiązaniem w takiej sytuacji jest pójście do innej tarocistki, najlepiej
      niezbyt bliskiej znajomej i jej za tę usługę zapłacić. Ale jak się nie chce
      uciekać do tak "drastycznych" rozwiązań, albo jak się nie ma właściwej osoby pod
      ręką to trzeba stawiać karty własnoręcznie. Ja w takiej sytuacji zaczynam
      klasycznie, tzn. robię rozkład, interpretuję go, a następnie zadaję sobie
      podchwytliwe pytanie, czy gdybym robiła tę interpretację dla kogoś innego, to
      czy ona by była taka sama. Najczęściej okazuje się wtedy, że nie. Wyobrażam więc
      sobie, że przede mną siedzi obca mi osoba i że to właśnie dla niej interpretuję
      karty. Aby efekt był lepszy dobrze jest wyobrazić sobie tę osobę jako mało
      sympatyczną i przez to nie wzbudzającą żadnej litości, czy też innych uczuć
      które mogłyby sprawić, że pewne rzeczy miałoby się ochotę podać w nieco bardziej
      złagodzonej formie. Jeszcze lepiej jest zrobić taką interpretację na głos.
      Oczywiście upewniwszy się najpierw, czy jest się samą w domu, żeby się inni
      domownicy głupio nie patrzyli i nie pytali dlaczego sama do siebie gadam. To
      mówienie na głos jest o tyle ważne, że często dopiero słysząc własne słowa
      uświadamiamy sobie ich prawdziwe przesłanie. Czasami też wyartykułowanie czegoś
      pozwala lepiej zebrać w całość chaotyczne myśli. Zdarza się też tak, że nasz
      sposób myślenia i sposób mówienia znacznie się od siebie różnią. Poza tym, kiedy
      mówimy łatwiej jest się wczuć w rolę interpretującego klientowi, który siedzi
      naprzeciwko.
    • nauthiz7 Re: samemu sobie. 03.06.07, 10:37
      Ja wróżę niemal wyłącznie sobie, innym osobom praktycznie wcale. W dodatku nie
      lubię, żeby mi wróżono, pozwalam i proszę o to wyłącznie w ekstremalnych
      przypadkach. smile

      Cierpię niestety na taką przypadłość, że nie lubię znać przyszłości i przykrej
      prawdy, czasem wolę się oszukiwać... trochę uciążliwe dla kogoś, kto chce się
      poważnie zajmować tarotem. :-p Bywa tak, że rozkładam karty, ale kompletnie
      zamykam się na ich znaczenie, nie interpretuję. Karty natomiast zawsze, choć
      czasem w nieco przewrotny sposób, mówią mi prawdę. Najczęściej jednak
      potwierdzają dokładnie to, co sama wiem - typowa moja wróżba wygląda tak, że
      tasuję, wyciągam karty, wybucham śmiechem, bo Tarot znowu trafił w samo sedno.

      Właściwie przesąd, że nie należy wróżyć samemu sobie, ma pewne logiczne
      uzasadnienie. Jeśli boimy się znać prawdę, boimy się ją przyjąć jaka jest, mamy
      skłonność do deprecjonowania wróżby, umniejszania skuteczności Tarota. Jeśli
      pocieszamy się: "eee, na pewno się nie sprawdzi" - to po jakimś czasie żadne
      wróżby nie będą się sprawdzać. Ale to jest właśnie ważne zadanie dla wróżki -
      nauczyć się wróżyć bez względu na towarzyszące temu emocje, dostrzegać prawdę
      niezależnie od tego, czy jest przyjemna czy nie. To kwestia poczucia
      bezpieczeństwa. Słyszałam o wielu osobach, które straciły serce do Tarota
      dlatego, że wywróżyły sobie coś nieprzyjemnego, co się sprawdziło.
Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka