17.04.11, 12:25
Temat wałkowany pewnie z miriad razów, ale nie mam za bardzo co robić, więc sobie etiudy czynię zanim na dobre zabiorę się za swój kulinarno-"blogerski" projekt. To znaczy mam co robić, bo zaraz się wybiorę rowerkiem do Parku Feniksa pooglądać jelenie i papieski krzyż, a potem wstawiam tażina z kurzego udziola, teges-szmeges...

No więc kciałam znowu o przyprawach, bo to one nadają ostatecznego charakteru jedzeniu. Przez przyprawy rozumieć będę przede wszystkim suche dodatki aromatowe, suche w odróżnieniu od ziół (czyli świeżych dodatków aromatowych). Są jeszcze oczywiście suszone zioła, ale to taki trochę zgniły kompromis pomiędzy zieloną świeżością a suchą trwałością. No sorki, ale świeża gałązka tymianku omieciona w gorącym tłuszczyku to jest poezja, podczas gdy suchy tymianek dosypany na pomidora dajmy na to, to zaledwie recytacja wiersza podczas uroczystego apelu z okazji XXV rocznicy wybuchu... O bukiecie ziołowym w duszonym mięsie nawet nie wspomnę, bo do obiadu jeszcze długie nogi, a chcę się wypościć dobrze.

Zatem przyprawy, abo po staremu korzenie to będą albo suszone ziarna, albo owoce, albo zdrewniałe części rozmaitych roślin, charakteryzujące się zdecydowaną nutą zapachowo-smakową, na tyle przemożną, że potrafiącą, nawet w minimalnych proporcjach, diametralnie odmienić smak potrawy. To jasne, że nie każda roślina nadać się może na przyprawę. Po pierwsze, jej toksyczność mieścić się musi w dopuszczalnych zakresach, a po drugie jej wartość odżywcza musi być na tyle niska, żeby liczył się tylko jej aromat i niewiele więcej. Tłumacząc prościej, to dlatego cynamon nadaje jabłku aromatu, a nie odwrotnie, bo się jeszcze cynamonem nikt nie najadł, a jabłko, takie surowe, prosto z drzewa, to zbawca niejednego utrudzonego wędrowca. Kto nie wierzy, niech obejrzy i spróbuje w domu sam, choćby łyżeczkę:

www.youtube.com/watch?v=mNQEcTGkAgM

Oczywiście poza roślinnymi można wskazać także zwierzęcego pochodzenia przyprawy, na przykład taką pastę z fermentowanych krewetek, bardzo popularną w kuchni Indochin, i inne takie... No i mineralne przyprawy, z solą, przyprawą życia, na pierwszym miejscu.

Na poniższym zdjęciu jest zestaw najczęściej używanych przeze mnie przypraw. Jest cymanon, są gwoździki, komin, gauka, czyli, kardamon, sól i pieprz.


https://fotoforum.gazeta.pl/photo/1/rf/qg/vvk5/iyFrSsqtf31yyBKTbB.jpg


A jeszcze niżej tutaj są jeszcze wyciągi z chińskiej pietruszki, czyli ziarna kolenderskie i ususzone liście. Roślina ta, do złudzenia przypominająca pietruszkę ma na tyle interesującą perfumę, że co po niektórym kojarzy się z dzikim zwierzem. Wrrrrrrrrrrauuuuuuuuuuuu!!!

https://fotoforum.gazeta.pl/photo/1/rf/qg/vvk5/ByTuuUTETZ381AfIqB.jpg

Kombinując różne przyprawy otrzymamy mieszanki, niektóre z nich na tyle klasyczne, że przydają potrawom wręcz narodowego charakteru. I tak:

- sól plus pieprz to najprostsze połączenie, tak rozpowszechnione w europejskiej tradycji kulinarnej, że wie o nim każde białe dziecko.

- cymanon plus goździki plus gałka, utarte i zmieszane w proporcjach 4:2:1, to tzw. mixed spice, dla anglosasów nieodzowny przy słodkich wypiekach, szczególnie tych jabłkowych i bakaliowych. Dodając do tego jeszcze suszony, starty imbir otrzymamy klasyczną przyprawę do pierników.

- kardamon to ten dżunglowy aromat rozciągający się od Lewantu aż po najdalsze zakątku subkontynentu indyjskiego. Arabowie nie wyobrażają sobie picia kawy bez niego. Bez kardamonu nie ma masali. Ścierając razem kardamon, cymanon, imbir, pieprz i gaukę kawie po turecku przydamy orzeźwiającego, cudnie pachnącego kopa. Nie zapomnijcie o cukrze, w rozsądnych ilościach równie ważkiej przyprawie. Najprosztsza garam masala to rozgrzana na tłuszczu kora cynamonu, kilka łupin zielonego kardamonu, kolendra i kmin.

- Chili, jedna z najważniejszych (obok ziemniaków, kakao, indyka i pomidorów) kulinarnych zdobyczy Nowego Świata, jest nośnikiem kapsaicyny, oleistej substancji tak drażniącej śluzówki, że wyparło pieprz jako symbol pikantości. Owszem, w zacofanych kulturowo krainach jeszcze się mówi o pieprznych sprawach, ale to kwestia kilku pokoleń zanim tamtejszy język (i ten mówiony i ten trzymany za zębami) zmodernizuje się na tyle, że będzie się mówić "niezła z niej naga jolokia", puszczając przy tym oczko.

- cynamon, słodkawa kora drzewa cynamonowego, w Europie stosowana najczęściej do słodkich wypieków, na przykład drożdżowych odrywańców, (które jak miały kumy zachwycić, skoro nie zachwycają?), albo jabłeczników, albo ciniminich, albo krysiowych twarożków z cukrem i kwaśną śmietaną, podczas gdy w Oriencie i tym bliskim i tym dalekiem, wiele mięs, a przede wszystkim jagnięcina, bez cynamonu wydaje się naga i wcale nie jolokia. Warto przy tym zwrócić uwagę na to:

https://fotoforum.gazeta.pl/photo/1/rf/qg/vvk5/dSgPcK2bkolfJTaHaB.jpg

To ciemniejsze to kora Cassi, bardzo podobna we właściwościach do cynamonu, choć za cynamon właściwy uznaje się tylko ten cejloński, jasny. Różnica cenowa pomiędzy nimi jest zasadnicza. W smaku Cassia ma bardziej orzechową, wytrawną nutę, przez to moim zdaniem, nieco lepiej się spisuje jako dodatek do mięs. Poza tym jest tańsza. A poza tym to z imienia przywołuje wspomnienia mojej ostatniej lesbijskiej kochanki, takiej karnalnej właśnie, z gatunku tych, co się myśli myśliwej, że upolowała i zjadła, pochłonęła wręcz z kopytami, a to na odwrót, ona (czyli ja) zjadana jest od środka, całe bebechy i połowa serca. A potem wypluta...

No, a wy jakie tam przyprawy stosujecie, takie sygnaturowe aż, że nikt nie ma pomyłki potem, czy to mama czy tata, czy może kucharek Vegety zrobił takie dobre?
Obserwuj wątek
    • very.martini Re: Przyprawy 17.04.11, 19:21
      > No więc kciałam znowu o przyprawach, bo to one nadają ostatecznego charakteru j
      > edzeniu. Przez przyprawy rozumieć będę przede wszystkim suche dodatki aromatowe
      > , suche w odróżnieniu od ziół (czyli świeżych dodatków aromatowych). Są jeszcze
      > oczywiście suszone zioła, ale to taki trochę zgniły kompromis pomiędzy zieloną
      > świeżością a suchą trwałością.

      Nie zgadzam się!

      No dobra, poniekąd się zgadzam.

      No sorki, ale świeża gałązka tymianku omieciona
      > w gorącym tłuszczyku to jest poezja, podczas gdy suchy tymianek dosypany na po
      > midora dajmy na to, to zaledwie recytacja wiersza podczas uroczystego apelu z o
      > kazji XXV rocznicy wybuchu...

      Taka argumentacja mnie poniekąd przekonuje, ponieważ z całego serca nie znoszę ususzonego tymianku, ale tymianek to niejedno zioło, które suszymy. Majeranku świeżego natomiast nie lubię, a suszony, mmmm, Martiniowa kocimiętka taka... Twardo będę stać na stanowisku, że suszone zioła nie są zgniłym kompromisem, Krysiu, one są po prostu bardzo inne i nie ma co porównywać szałwii smażonej na masełku do chleba posmarowanego masłem i posypanego kozieradką.


      16%VOL
      22%VAT
      • krysia2000 Re: Przyprawy 17.04.11, 20:02
        > Taka argumentacja mnie poniekąd przekonuje, ponieważ z całego serca nie znoszę
        > ususzonego tymianku, ale tymianek to niejedno zioło, które suszymy.

        Ależ to jasne. Taką sobie konwencją pojechałam, trochę teoretycznie rozdzielając korzenie i zioła. Może uściślając należałoby rozróżnić zwykły susz ziołowy od ziół oksydowanych, czyli takich prażonych letko. No herbata czarna Krysi skromnym zdaniem bogatszy smakowo daje napar od tej białej czy zielonej. Nie wiem nawet, czy można cokolwiek sensownego zaparzyć ze świeżych liści chińskiej kamelii. Tytuniu zielonego to też by się pewnie palić nie dało.
        • momas Re: Przyprawy 18.04.11, 08:07
          a ja w obronie suszonego tymianku....

          ususzony na sloncu na krzaczku, zebrany wysoko w gorach Rodos - poltora roku temu. W sobote otworzylam pojemnik i az usiadlam z powodu zapachu smile
          Kupowany w PL niestety nie umywa sie do tamtego....
          • bene_gesserit Re: Przyprawy 18.04.11, 15:10
            No wlasnie, nie wiem, co oni robią z tym biednym zielem.
            Kupny tymianek smierdzi po paru miesiacach jak PRLowski chlorochinaldin, a taka pozbierana na wakacjach (niekoniecznie w gorach Rodos, moze byc w gorach Bieszczad albo z jakis plaskich Mazur) macierzanka pachnie macierzanką.
      • lashqueen Re: Przyprawy 18.04.11, 08:32
        > Majeranku świeżego natomiast nie lubię, a suszony, mmmm

        Majeranek i oregano (kuzyni zresztą) to wyjątki, które po ususzeniu są bardziej wartościowym produktem. Tracąc wodę nabierają mocy, w przeciwieństwie do innych zielenin.
    • mysiulek08 Re: Przyprawy 18.04.11, 18:43
      Na klombie przed domem rosna: rozmaryn, tymianek, oregano, szalwia, melisa, trzy rodzaje miety, bazylia i cos lokalnego czego nazwy nie pamietam ale ma ciekawy slodkogorzki smak.Bazylia jest niestety najbardziej kaprysna sad

      Zdecydowanym krolem przypraw w moje kuchni jest pospolity majeranek, regularnie dostarczany przez rodzicielke. Raz pokazal sie lokalny, byl po prostu mistrzowsko aromatyczny i wtedy to ja slalam mamie smile Niestety po pierwszej partii zniknal ze sklepow.

      Poza wyzej wymieniony w ruch ida jeszcze papryki, w tym lokalne mieszanka merken, swietna smile Oczywiscie uzywam tez laur, galke, ziele angielskie, gozdziki, cynamom, kardamon, wanilie, szafran i co tam mozna od czasu do czasu egzotycznego upolowac.

      Natomiast zdecydowanie nie znosze kuminu! Od wielu, wielu lat. Nawet niewielka ilosc przyprawia mnie o mdlosci. To juz predze przezyje kolendre niz kumin, ktory ma dla mnie zapach ludzkiego potu. Niechec do kuminu ogranicza moja konsumpcje o lokalne wedliny, pasztety, niektore calkiem udane mieszanki przypraw czy tez gotowce zabierane na wyjazdy. Z powodu kuminu zycie knajpowe, a nawet szybkie co nie co nieco na miescie tez jest ograniczone bo nigdy nie wiem czy w potrawie nie ma kuminu a nie zawsze kelner wie. Idac 'w gosci' zawsze uprzedza, ze nie toleruje kuminu ale niestety czasami trafia sie oporna gospodyni, ktora za punkt honoru ma prezentacje kuchni chilijskiej obcokrajowcom i wtedy jest totalny klops sad
      Zadna inna przyprawa tak na mnie nie dziala tongue_out
      • krysia2000 Re: Przyprawy 18.04.11, 21:11
        > Natomiast zdecydowanie nie znosze kuminu!

        A to bardzo mi przykro czytać, bo właśnie upichciłam na jutro do pracki libańską zupę soczewicową, której smak nadaje, oprócz cytrynowego soku, podprażony starty kumin właśnie. Hmmmm...

        > ma dla mnie zapach ludzkiego potu.

        A to ciekawe, bo mi z szatnią hokeistów w przerwie przed ostatnią tercją kojarzy się szatkowana świeża czerwona cebula. Dlatego świeżej nie znoszę, podczas gdy taka skonfitowana, w occie, z kozim serkiem to zupełnie inna bajka.
        • mysiulek08 Re: Przyprawy 19.04.11, 00:01
          > A to bardzo mi przykro czytać, bo właśnie upichciłam na jutro do pracki libańsk
          > ą zupę soczewicową, której smak nadaje, oprócz cytrynowego soku, podprażony sta
          > rty kumin właśnie. Hmmmm...

          Krycha, niech Ci przykro nie bedzie smile Ja w ogole jestem bardzooo daleko z kuchnia orientalna (wsio ryba czy chinska, indyjska, arabska, libanska, tajska) po prostu nie moje smaki.Przez lata eksperymentow kulinarnych doszlam do porozumienia z wlasnym smakiem i 'robie' kuchnie srodziemnomorska (tez szeroko pojeta) z elementami kuchni polskiej i pobratymcow.Nie stroniac jednak od wygibasow, tyle ze bez kuminu i nasion kolendry (zielona znosze lepiej)

          > A to ciekawe, bo mi z szatnią hokeistów w przerwie przed ostatnią tercją kojarz
          > y się szatkowana świeża czerwona cebula. Dlatego świeżej nie znoszę, podczas gd
          > y taka skonfitowana, w occie, z kozim serkiem to zupełnie inna bajka

          I tak wlasnie jest dobrze smile Bez roznic nie byloby kuchni smile

          p.s kozich serkow tez nie lubie tongue_out
      • at.at Re: Przyprawy 18.04.11, 21:58

        > kumin, ktory ma dla mnie zapach ludzkiego potu.

        Tak! Dokładnie! Używam go bardzo umiarkowanie, bo ZAWSZE tak mi się kojarzy! Za zapachem kolendry też nie przepadam, ale już lepiej. Obie przyprawy są dla mnie, hmmm, zastanawiające. Rozumiem, że pasują do pewnych dań, ale nie używam ich poza tymi żelaznymi zestawami.
    • truscaveczka Re: Przyprawy 18.04.11, 20:33
      A gdzie anyż? Ja tak kocham anyż!
      • krysia2000 Re: Przyprawy 18.04.11, 21:17
        Ja tam anyż umiarkowanie. Zbyt anyżowy jest. W dzieciństwie od landrynków anyżowych aż mnie mdliło. Z alkoholi więc stronię od pastisów, sambuki i ouzo (w ogóle zresztą nielikierna jestem). Pernod chluśnięty do muli marynarskich to najlepszy sposób na to żebym nie zjadła... wszystkiego.

        Za to z anyżowców lubię fenkuł (i "cebulę" i ziarna)... kmin i kminek.
        • azaheca Re: Przyprawy 18.04.11, 22:18
          Kumin identycznie mi się kojarzy,chyba coś jest mocno na rzeczycrying
          • truscaveczka Re: Przyprawy 18.04.11, 23:41
            Kumin lubię bardzo smile
        • truscaveczka Re: Przyprawy 18.04.11, 23:40
          Krysiu, z rozczuleniem wspominam z dzieciństwa anyżetki, takie miniaturowe ciasteczka w kształcie odcinka koła, wielkości obecnych 50 groszy. I cukierki anyżowe - kopalniaki smile Teraz chcę anyż pradziwy do prawdziwego gotowania zaangażować, na razie wypróbowałam go w szpinaku i wyszło ... ciekawie wink Trzeba się oswoić smile
          • kasia_bzdeta_wons Re: Przyprawy 19.04.11, 21:41
            to mnie z kolei jedynie anyż jest w stanie doprowadzić do odruchów wymiotnych. tak pożeram wszystko dobrze zrobione, mam na prawdę szerokie spektrum, ale anyż jest poza. świeży koper jest na granicy wink)

            co do dyskusji to liście laurowe też tak tracą smak. te co sam ususzyłem, starczyły na długo i dawały tyle smaku ze az ojciec się buntował, dając pół takiego włoskiego listka osiągałem lepszy efekt niz gdybym dał 7 tych ze sklepu, tez ciekawe gdzie gubią ten smak.
            • truscaveczka Re: Przyprawy 21.04.11, 11:36
              O widzisz, u mnie koper to sam środeczek smaku smile a jednej strony ogranicza go cynamon (anyż po drodze z kuminem właśnie) - z drugiej czosnek. Ja na przykład słabo toleruję bazylię i estragon. Nawet śledź w zalewie estragonowej mi nie wchodzi.
Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka