czyli wegetarianki na weselu;>
bylam wczoraj, na weselu siostry.bliskiej siostry, pomijam fakt ze
nie zostalysmy potrakowane odpowiednio, bo na 4 cieple dania
wszystkie byly miesne, i nikt nie uprzedzil ze ktos bedzie chcial
cos niemiesnego,coz, blad siostry,mimo ze sama sie od niej o to
upominalam

wiem, podle;P
gdy upomnialysmy sie u kelnera o cos bezmiesnego, wegetarianskiego..
dostalysmy.. rybe

usmialam sie jak dzika norka, bo lokal niby full
wypas, swiatowy,elegancki i bog jeden raczy wiedziec co jeszcze.
wyjadalam wiec ziemniaki,kluchy i salatki w miesnych dan

jak wspominalam lokal niby super, a sosy w salatkach,byly z torebki!
wszedzie poznam ten potworny slony smak torebkowych paskudztw. o
torcie z kremem w ktorym jakis proszek mi miedzy zebami szorowal nie
wspomne

nie ze obgaduje siostre, bron boze! oni nie wiedzieli jak beda
wygladaly posilki(tu znow ich blad, bo ja bym wszystkiego probowala
przed zamowieniem sali)
strona jedzeniowa tego wesela to byla tragedia, a bylo w
restauracji, przy ktorej jest tez hotel, a wlsciwie w hotelu przy
ktorym jest restauracja,czy nawet dwie
zeby dopelnic obrazu tragedii, obsluga byla potworna;> prl jak
zywy
wraz z obrazem z kuchni, w ktorej mialam okazje jeden dzien
przepracowac, doszlam do wniosku, ze im drozsza restauracja, czy
bardziej wypasnie wygladajaca, tym gorsze jedzenie;>
dobrze ze zabawa byla swietna

bo bym sie chyba zalamala