Dodaj do ulubionych

No i uległam....

19.11.07, 09:01
Przez 2 miesiące walczyłam i udawałam, że zdrady są zarezerwowane
wyłącznie dla wrednych heter rozbijających związki...No i w ostatnią
sobotę stało się i przeszłam na stronę złych mocy sad. Co jest
zadziwiające to: nie mam wyrzutów sumienia (choć wiem, że powinnam
je mieć...pewnie przyjdą z czasem), mam zadziwiającą i idiotyczną
ochotę opowiadania o tym (dlatego piszę...)
Głosy potępienia - mile widziane wink
Obserwuj wątek
    • yuka4 Re: No i uległam.... 19.11.07, 09:17
      nie potepiam , gratuluje odwagi i zycze miłych chwil smile
      • debest3 Re: No i uległam.... 19.11.07, 09:21
        jakby to powiedzieć...nie uważam że ten sport jest wyłącznie męską
        dyscypliną...dlatego nie potępiam
        • alicja_z Re: No i uległam.... 19.11.07, 09:30
          A tak liczyłam na zimny prysznic...smile
          Btw - nie traktuję tego jako dyscypliny sportu. Niestety.
          • debest3 Re: No i uległam.... 19.11.07, 09:35
            tego wyrażenia użyłem w przenośni..a tak na marginesie..spodziewałaś sie
            potępienia ..ale trafiłaś na ludzi którzy to widocznie mają za sobą i nie musza
            słuchac tłumaczeń bo sami są w stanie stwierdzić jak to jest ..jakie powody tym
            kierują..a całkowicie dalecy sa od potępienia...ale jeżeli jest te potępienie ci
            potrzebne..moze sie ktoś odezwie i to zrobi..smile)))
            Gdy jesteś gotowy do walki udawaj rozbitego...
            • yuka4 Re: No i uległam.... 19.11.07, 09:45
              nie mam tego za sobą , ot tak po prostu pogratulowałam odwagi
              znam to tylko z opowiadań przyjaciółki, która strasznie długo na cos
              takiego czekała a jak już się doczekała , to strach ją obleciał a
              potem żałowała, ale już było za późno
              • alicja_z Re: No i uległam.... 19.11.07, 09:56
                Nie jestemm odważna - w pewnym sensie jestem przerażona tym co
                zrobiłam. Równocześnie jednak jestem zachwycona smile. Równocześnie
                czuję sie i podle (czasem) i wspaniale (częściej).... To
                skomplikowane...
    • ravenheart1 Re: No i uległam.... 19.11.07, 10:40
      Człowiekiem jestem i nic co ludzkie nie jest co obce...

      Pytanie tylko co dalej z Waszym związkiem?
      • alicja_z Re: No i uległam.... 19.11.07, 11:00
        Rozumiem, że chodzi Ci o związek z moim mężem/niemężem ? Trwa...jak
        trwał. Nie chcę się usprawiedliwiać, ale gdyby było wszystko OK w
        moim związku to nawet Mister Universe nie miałby u mnie szans wink
        • ravenheart1 Re: No i uległam.... 19.11.07, 11:34
          Raczej o to czy zamierzasz sie do tego przyznać, czy też raczej zamieśc fakt pod
          dywan i żyć dalej po staremu, jak gdyby nic sie nie stało?
          • alicja_z Re: No i uległam.... 19.11.07, 11:47
            Przyznać się !!? Na razie to nie wchodzi w rachubę. Jestem we
            wstępnej fazie znajomości...która przerosła moje oczekiwania wink. Na
            razie myślę linearnie i na krótki dystans...do następnego spotkania.
            • ravenheart1 Re: No i uległam.... 19.11.07, 11:53
              alicja_z napisała:

              > Przyznać się !!? Na razie to nie wchodzi w rachubę. Jestem we
              > wstępnej fazie znajomości...która przerosła moje oczekiwania wink. Na
              > razie myślę linearnie i na krótki dystans...do następnego spotkania.

              Trochę to egoistyczne ...

              zresztą sama wiesz najlepiej czego Ci potrzeba
              nie oceniam, nie doradzam, tylko przedstawiam swój - mimo wszystko męski - punkt
              widzenia.
              • alicja_z Re: No i uległam.... 19.11.07, 12:17
                Egoistycznie w stosunku do czego/kogo ? Wiem, że to może być głupie,
                niemoralne, niedobre (choć wcale tak nie uważam w tym przypadku) ale
                dlaczego egoistyczne ?
    • khinga Re: No i uległam.... 19.11.07, 12:06
      Mężczyzna jak i kobieta, kiedy przez długi czas coś złego dzieje się w związku
      ucieka w ramiona innej/innego. Nie znam dokładnie Waszych relacji, ale widocznie
      musiałaś mieć powody. Czy potępiam? Jak wspomniałam Ty wiesz najlepiej, jakie są
      wasze stosunki.
      Mam przyjaciółkę, która też zdradziła. Jednak znam jej sytuację dokładnie. I
      tutaj z jednej strony ją rozumiem. Choć potępiam zdradę. To najgorsze, co może
      wydarzyć się w związku / małżeństwie.
      Alicjo, to Twoja decyzja. Jesteś zapewne dorosłą dziewczynką i wiesz, co robisz...
      • alicja_z Re: No i uległam.... 19.11.07, 12:26
        Jak słusznie piszesz zawsze są okoliczności łagodzące i powody...
        Jeśli zdradę można usprawiedliwić to mój przypadek właśnie taki
        jest...Przynajmniej ja tak myślę.
        Jestem rzeczywiście dorosłą dziewczynką winki dokładnie wiem co
        robię. Chociaż w pewnych sytuacjach zdrowy rozsądek i rozum zostają
        skutecznie wyłączone gdy w grę wchodzą emocje i czynniki
        dodatkowe ... wink o których przez skromność nie wspomnę smile Tak było
        w moim przypadku ...smile
        • khinga Re: No i uległam.... 19.11.07, 13:39
          Zdrowy rozsądek nie zawsze idzie w parze z rozumem. Tak jak serce i rozum...
          • sefdzi Re: No i uległam.... 19.11.07, 15:27
            Głowa do góry, początki są zawsze trudne, potem następuje
            uspokojenie, przyzwyczajenie, a potem zaczynają się schody i jest
            naprawdę żle...

            Odmienna psychika kobiet i mężczyzn, najpełniej się to uwidacznia w
            związkach nieformalnych właśnie. Mówiąc w skrócie i uogólniając,
            kobieta ma większą skłonność do zakochania, facet do seksu. Kobieta
            jest bardziej zazdrosna i chce wyłączności, facet niekoniecznie. Nie
            ma żadnych schematów na związki nieformalne, to wszystko trzeba
            ustalać i mnóstwo jest potencjalnych konfliktów.

            No i kiedyś przyjdzie czas gdy będziesz musiała coś wybrać:

            Wariant 1: powrót do małżonka, zwalczenie w sobie skłonności do
            romansów. Zagrożenie - pogłębiająca się frustracja, bo zdrada znikąd
            się nie bierze, zaspakaja jakąś niezaspokojona potrzebę

            Wariant 2: rozwód i nowy związek. Zagrożenie – w nowym związku
            będzie tak samo jqak w obecnym, oczywiście po jakimś czasie

            Wariant 3: kolejno następujące po sobie romansy lub podwójne życie.
            Zagrożenie – zbytnie rozbicie emocjonalne, relatywizm, w efekcie
            pogarda do siebie

            Ale powodzenia na nowej drodze zycia ;-P
            • alicja_z Re: No i uległam.... 20.11.07, 08:31
              Dziękuję za analizę i za życzenia smile. Oczywiście mam prawo wierzyć,
              że będzie miał miejsce Wariant 4: przeżycie przygody i seksu życia
              i...grzeczny powrót do normalności.
              • sefdzi Re: No i uległam.... 20.11.07, 10:28
                alicja_z napisała:

                > Dziękuję za analizę i za życzenia smile. Oczywiście mam prawo
                wierzyć,
                > że będzie miał miejsce Wariant 4: przeżycie przygody i seksu życia
                > i...grzeczny powrót do normalności.

                Twój warinat 4 to mój wariant 1, bo jeśli przeżyjesz sex życia, to
                nie tak łatwo Ci będzie przyzwyczaić się do sexu małżeńskiego z
                mężem znanym na pamięć i frustracja będzie się pogłębiać, ale fajnie
                mieć nadzieję że będzie inaczej, więc już znikam i nie mącę w Twojej
                głowie..
                • alicja_z Re: No i uległam.... 20.11.07, 10:39
                  Nie mącisz - wręcz przeciwnie smile. Ponieważ stan mojego seksu
                  małżeńskiego przypominał linię w pobliżu zera więc sfrustrowana
                  byłam przez 90% mojego stażu partnerskiego (6 lat). Słowem - jeśli
                  nie może być gorzej to musi być lepiej...bo gorzej niż gorzej być
                  nie może wink
    • bettina75 Re: No i uległam.... 20.11.07, 08:18
      Ja tez nie rzuce kamieniem..... bo wiem, ze milosc nie panuje nad rozumem.

      Kazdy z nas jest wolnym czlowiekiem, nawet po slubie!
      i kazdy z nas ma prawo wyboru.....
      i kazdy z nas musi ponosic jego konsekwencje...
      to jedyna sprawiedliwosc.....a na sile i tak nic dobrego niewyjdzie.

      Uwazam jednak ciagle, ze na cudzym nieszczesciu
      swego szczescia sie nie zbuduje....
      .....jakos nie potrafie uwierzyc, zeby moglo byc inaczej?
      • alicja_z Re: No i uległam.... 20.11.07, 08:34
        W momencie, gdy w grę będzie wchodziło czyjeś nieszczęście z
        pewnością się wycofam - niezależnie od stanu zaangażowania. Na razie
        w układzie czterech osób przynajmniej dwie są szczęśliwe. To wyrażny
        postęp w stosunku do stanu poprzedniego...
        • bettina75 Re: No i uległam.... 20.11.07, 08:42
          Alicjo, to jest Twoje zycie i tylko Ty musisz widziec, co komu sluzy najlepiej,
          nie nam potepiac...smile

          Kazdy z nas jest inny, bo kazdy z nas przezywa inne sytuacje zyciowe z roznymi
          ludzmi i kazdy z nas zbiera te doswiaczenia zyciowe, ktore maja nam pomoc w
          podejmowaniu kolejnych decyzji.

          Juz Twoje serce podyktuje Ci dalszy scenariusz Twojego postepowania, ale z tym
          nieszczesciem innych to bardzo sliski temat, bo tak naprawde nigdy nie
          wejdziemy we wnetrze innego czlowieka...niestetysad
          • alicja_z Re: No i uległam.... 20.11.07, 09:22
            Bałabym się wchodzić we wnętrze innego człowieka. Niech każdy ma coś
            nietykalnego i swojego...
            Aktualnie nie jestem dobrą partnerką do dyskusji, bo zdaję sobie
            sprawę z mojego emocjonalnego rozchwiania i z pewnościa nie jestem
            obiektywna. W każdym razie miło jest ..po drugiej stronie lustra smile
            • bettina75 Re: No i uległam.... 20.11.07, 09:36
              Z tym wejsciem we wnetrze drugiego czlowieka mialam na mysli to, ze niektorzy
              ludzie perfekcyjni potrafia ukryc swoje uczucia, zarowno te pozytywne jak i
              negatywne...wiec nie zawsze mozna wiedziec, czy kogos ranimy czy nie...dlatego
              to dla mnie sliski temat jest.

              Mozna zapytac...ale czy otrzyma sie szczera odpowiedz?
Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka