Dodaj do ulubionych

Spadochroniarze OUN

27.06.10, 08:51
Czytanka o szpiegach OUN zrzuconych pod Lubaczowem i na Ukrainie
portalwiedzy.onet.pl/4869,68489,1615486,1,czasopisma.html
Późnym wieczorem 14 maja 1951 r. sowieckie posterunki nadgraniczne
zauważyły lecący na niskim pułapie czterosilnikowy samolot. Choć
nadlatywał od strony socjalistycznej Rumunii, to jednak dane
wywiadowcze nie pozostawiały żadnych wątpliwości. Po czterech dniach
wyczekiwania na niebie pojawił się wreszcie brytyjski transportowiec
z desantem. Wielogodzinny lot z Malty zmęczył załogę. Na szczęście
sowiecka obrona przeciwlotnicza nie zareagowała. Po kilkudziesięciu
kilometrach samolot zmniejszył wysokość i skrył się w głębokiej
dolinie Dniestru. Lot w ciągłym napięciu, zrzut pod Tarnopolem,
potem kurs na zachód, kolejna granica i następny zrzut pod
Lubaczowem. Szybkie nabranie wysokości i powrót do bazy...
Przytoczony powyżej opis na pierwszy rzut oka wygląda jak fragment
scenariusza z niskobudżetowego filmu szpiegowskiego, ale
przedstawione w nim wydarzenia są jak najbardziej realne. W
pierwszej połowie lat 50. XX w. wykorzystujące ukraińskich
nacjonalistów wywiady Wielkiej Brytanii i Stanów Zjednoczonych
dokonywały zrzutów grup szpiegowsko-dywersyjnych w Polsce i na
Ukrainie. Desanty pod Tarnopolem i Lubaczowem były częścią szerszej
operacji prowadzonej przez aliantów.
W realiach zimnej wojny działania te na pierwszy rzut oka nie
różniły się od typowych potyczek szpiegów. Ogromne nadzieje wiązane
przez Zachód z ukraińskimi nacjonalistami okazały się daremne.
Skuteczna interwencja sowieckich służb specjalnych (przy niemałym
współudziale polskiego Urzędu Bezpieczeństwa Publicznego)
doprowadziła nie tylko do wieloletniej dezinformacji aliantów, ale
także do likwidacji resztek zbrojnego podziemia i rozłamu w
emigracyjnych centrach Organizacji Ukraińskich Nacjonalistów.

Zamiast wstępu
W ostatnich latach II wojny światowej nieuchronnie nadciągająca
klęska hitlerowskich Niemiec ostatecznie uświadomiła ukraińskim
nacjonalistom potrzebę poszukiwania nowych opiekunów. Starania
podjęte jeszcze podczas trwania działań wojennych przyniosły
zamierzony efekt dopiero po rozpoczęciu zimnej wojny. Zaostrzenie
konfliktu pomiędzy dawnymi sojusznikami sprawiło, że stosunkowo
nieliczna organizacja, starająca się za wszelką cenę ukryć swoje
zbrodnie i konszachty z III Rzeszą, nagle urosła do roli poważnego
partnera światowych mocarstw.
Wewnętrzne konflikty w ruchu nacjonalistycznym pomiędzy nowym
kierownictwem OUN, skupionym wokół Mykołaja Łebedzia (twórcy i szefa
ounowskiej Służby Bezpieki), a wypuszczonym z niemieckiego więzienia
Banderą doprowadziły do rozłamu. W lutym 1946 r. zwolennicy Bandery
utworzyli Zagraniczne Formacje OUN (w skrócie ZCz OUN), a zwolennicy
Łebedzia skupili się wokół Ukraińskiej Głównej Rady Wyzwoleńczej.
Obie frakcje zaczęły szukać nowych opiekunów, którzy nie tylko
wsparliby je finansowo, ale – co najważniejsze – zapewnili niezbędne
szkolenie oraz środki umożliwiające kontynuowanie walki z Sowietami.
Rozłam w ruchu dość skrupulatnie wykorzystali alianci, którzy
podzielili pomiędzy siebie poszczególne frakcje – Wielka Brytania
zajęła się współpracą z Banderą, z kolei USA postawiły na Łebedzia.
Na pierwszy rzut oka układ taki był korzystny dla obu stron.
Ukraińscy nacjonaliści otrzymywali niezbędne do przetrwania wsparcie
finansowe, a zachodni alianci uzyskiwali dostęp do szerokiej bazy
kandydatów na szpiegów. W niniejszym artykule zajmiemy się jedynie
brytyjskim wątkiem wywiadowczego wykorzystania OUN.
[Adam Kaczyński, Wiedza i Życie]
Obserwuj wątek

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka