Dodaj do ulubionych

Zapomnijcie o Giedroyciu [GW, 24.05.]

25.05.08, 21:16
Odtrącony dr Motyka ("polski intelektualista" z listy hańby
narodowej Berdychowskiej) próbuje "rozprawić się" z IPN...
wyborcza.pl/1,76498,5240814,Zapomnijcie_o_Giedroyciu__Polacy__Ukraincy__IPN.html
W liście z 2 kwietnia 1976 r. Jerzy Giedroyc pisał do ukraińskiego
polityka i dziennikarza Iwana Kedryna-Rudnyckiego: "Dużo jest spraw
między Polakami i Ukraińcami - spraw przykrych czy bardzo ciężkich.
Nie sądzę jednak, by należało operować informacjami nieścisłymi. W
interesie chyba naszych narodów leży znormalizowanie stosunków, co
wymaga powiedzenia sobie w oczy całej prawdy - ale tylko prawdy".
Niewątpliwie Giedroyc miał na myśli przede wszystkim krwawy
konflikt, który podzielił Polaków i Ukraińców w latach 1943-47.
Od Wołynia do akcji "Wisła"
Na jego przebieg ogromny wpływ wywarła banderowska frakcja
Organizacji Ukraińskich Nacjonalistów i podległe jej oddziały
Ukraińskiej Powstańczej Armii. Na przełomie lat 1942/43 kierownictwo
OUN-B postanowiło, by nie czekając na koniec wojny, usunąć Polaków z
wszystkich ziem uznawanych za ukraińskie. Na Wołyniu podjęto decyzję
o fizycznej likwidacji całej polskiej ludności, a w Galicji - o jej
wypędzeniu pod groźbą śmierci. Operację tę określano w meldunkach
ukraińskich jako "antypolską akcję".
Obserwuj wątek
    • liberum_veto Szuchewycz: "likwidacja ludności polskiej" 26.05.08, 07:16
      9 lutego 1943 r. oddział UPA Hryhorija Perehijniaka "Dowbeszki-
      Korobki" wymordował pierwszą wieś - Parośle (powiat Sarny). W marcu
      i kwietniu 1943 r. doszło do wielu napadów na polskie miejscowości -
      np. nocą 22/23 kwietnia w Janowej Dolinie zamordowano ok. 600
      Polaków. Największe nasilenie napadów miało miejsce 11 lipca 1943
      r., kiedy to zaatakowano jednocześnie co najmniej 99 miejscowości -
      m.in. Kisielin i Poryck. W atakach niejednokrotnie uczestniczyli
      zmobilizowani przez UPA chłopi z okolicznych wsi uzbrojeni jedynie w
      siekiery i widły. Nierzadko miały miejsce akty zwyrodniałego
      okrucieństwa.
      W obronie ludności wystąpiła AK, tworząc bazy samoobrony. W
      najsłynniejszej z nich, w Przebrażu, przetrwało kilkanaście tysięcy
      Polaków. Z bazami samoobrony współdziałały oddziały partyzanckie AK,
      które na początku 1944 r. utworzyły 27. Wołyńską Dywizję Piechoty
      AK. Duża grupa polskiej ludności szukała ratunku w miastach pod
      opieką Niemców, 5-7 tys. trafiło do partyzantki sowieckiej.
      Antypolska akcja UPA w Galicji Wschodniej rozpoczęła się na
      przedwiośniu 1944 r. Także i tu nierzadko niszczono wsie z całą
      ludnością. Dopiero po wejściu Armii Czerwonej dowództwo UPA
      zrezygnowało z czystek. Pierwszy rozkaz nakazujący przerwanie ataków
      przeciw bezbronnej ludności wydano 1 września 1944 r., ale jeszcze
      na przełomie 1944/45 r. w województwie tarnopolskim dokonano
      krwawych napadów na kilkadziesiąt wsi polskich, m.in. na Ihrowicę.
      W lipcu 1944 r. na zjeździe Ukraińskiej Głównej Rady Wyzwoleńczej -
      ciała pomyślanego jako ponadpartyjna platforma polityczna UPA -
      dowódca UPA Roman Szuchewycz "Taras Czuprynka" przyznał, iż na
      Wołyniu miała miejsce "likwidacja ludności polskiej (...), która
      zakończyła się latem 1943 r.", a w Galicji "dowództwo UPA wydało
      rozkaz wysiedlenia Polaków, jeśli sami się nie przesiedlą. Ataki są
      kontynuowane". I dodał: "Tworzymy dla siebie wygodne pozycje,
      których nie można osiągnąć przy zielonych stołach [rozmów]. Nie damy
      siebie okłamać. Ukraińskie masy w naszych rękach".
      wyborcza.pl/1,76842,5240814,Zapomnijcie_o_Giedroyciu__Polacy__Ukraincy__IPN.html
    • liberum_veto donos na Żaryna 12.06.08, 06:33
      Dr Grzegorz Motyka, do 2007 roku pracownik IPN, który miał monopol
      na interpretację historii OUN-UPA, złożył donos na dr Jana Żaryna,
      obecnego szefa Biura Edukacji IPN. Chodzi rzecz jasna o UPA. W
      obszernym artykule pt. „Zapomnijcie o Giedroyciu: Polacy, Ukraińcy,
      IPN” („Gazeta Wyborcza”, 24-25.05.2008) pisze o UPA, o potrzebie
      pisania o jej zbrodniach, ale nad całością unosi się jakiś dziwny
      opar relatywizmu. Motyka jest zbyt wytrawnym historykiem, by
      zaprzeczać faktom, tak jak robili to „uczniowie” Jacka Kuronia –
      Zbigniew Bujak czy Władysław Frasyniuk, którzy wmawiali, że na
      Wołyniu była wojna domowa. Ba, mimo że z uporem godnym lepszej
      sprawy wciąż używa kuriozalnego terminu „antypolska akcja OUN-UPA”,
      to w tekście nie przeczy, że mieliśmy do czynienia z ludobójstwem.
      Czytamy m.in.: „Największe nasilenie napadów miało miejsce 11 lipca
      1943 r., kiedy to zaatakowano jednocześnie co najmniej 99
      miejscowości – m.in. Kisielin i Poryck. W atakach niejednokrotnie
      uczestniczyli zmobilizowani przez UPA chłopi z okolicznych wsi
      uzbrojeni jedynie w siekiery i widły. Nierzadko miały miejsce akty
      zwyrodniałego okrucieństwa (...) W lipcu 1944 r. na zjeździe
      Ukraińskiej Głównej Rady Wyzwoleńczej – ciała pomyślanego jako
      ponadpartyjna platforma polityczna UPA – dowódca UPA Roman
      Szuchewycz "Taras Czuprynka" przyznał, iż na Wołyniu miała
      miejsce "likwidacja ludności polskiej (...), która zakończyła się
      latem 1943 r.", a w Galicji "dowództwo UPA wydało rozkaz wysiedlenia
      Polaków, jeśli sami się nie przesiedlą. Ataki są kontynuowane". I
      dodał: "Tworzymy dla siebie wygodne pozycje, których nie można
      osiągnąć przy zielonych stołach [rozmów]. Nie damy siebie okłamać.
      Ukraińskie masy w naszych rękach". To ważne, bo na Ukrainie
      Szuchewycz został uznany za „bohatera narodowego”.
      www.myslpolska.org/?article=949
    • mat120 Zapomniec o głupiej polityce wschodniej. Gedoycia! 15.06.08, 09:14
      Nie ulega wątpliwości, że Stepan Bandera był terrorystą i bandytą-
      ludobójcą, że jest współodpowiedzialny za rzeź ponad 100 000 Polaków
      na Wołyniu i w Małopolsce Wschodniej oraz wypędzenie ponad 300 000
      Polaków z tych terenów w latach 1943-44.
      Ukraińcy uważają go za swego bohatera narodowego tylko dlatego,
      że "walczył" o niepodległą i wielką Ukrainę, obejmującą również
      sporne tereny polsko-ukraińskie (przez co podjęto decyzję
      wymordowania Polaków na tych terenach). Stawia mu się pomniki na
      Ukrainie, m.in. w tak bardzo polskim przez 600 lat Lwowie.
      To tak jakby dzisiaj Niemcy uważali Adolfa Hitlera za bohatera
      narodowego i stawiali mu pomniki tylko dlatego, że i on walczył o
      wielkie Niemcy - obejmujące terytoria mieszane etniczne państw
      sąsiednich, a nawet nieniemieckie, które on uważał za niemieckie,
      dokonując czystek etnicznych!
      Odpowiedzią polską na tę wyjątkowo podłą prowokację nacjonalistów
      ukraińskich powinno być wzniesienie pomnika (ale nie ze spiżu!)
      Stepana Bandery w centralnym punkcie Warszawy w postawie terrorysty-
      bandyty z zezwoleniem na jego bezustanne - codzienne obrzucanie
      zgniłymi jajami i pomidorami. Jednocześnie pomnikiem powinien
      opiekować się specjalny ogólnopolski komitet, który zbierał by
      fundusze na oczyszczanie pomnika ze śmieci każdej nocy.
      Na pohybel nacjonalistom ukraińskim!
      Nie potrzeba nam takiego "partnera strategicznego", który czci
      ludobójców narodu polskiego, który prześladuje Polaków na Ukrainie i
      nie chce zwrócić nam tak bardzo POLSKICH dóbr kultury, które ukradł
      nam Stalin w 1945 roku wraz z anektowaniem Lwowa i Ziem Wschodnich!
      Zapomnieć o głupiej i de facto antypolskiej tzw. wschodniej polityce
      Giedroycia. Samostijna Ukraina to nic innego jak nowe państwo
      krzyżackie na naszej granicy, które również stworzyła głupia polska
      polityka, a które później przyczyniło się do rozbiorów Polski.
      Trzymać z Europą i Ameryką oraz znaleźć jakiś modus vivendi (nie mam
      na myśli kapitulacji) z Rosją.

      Marian Kałuski, Australia

      forum.gazeta.pl/forum/72,2.html?f=902&w=80860436&a=80888390
    • liberum_veto Światowy Związek Żołnierzy AK protestuje 20.07.08, 08:19
      W Gazecie Wyborczej dnia 24 maja ukazał się artykuł pod tytułem
      Zapomnijcie o Giedroyciu: Polacy, Ukraińcy, IPN autorstwa doktora
      Grzegorza Motyki, byłego pracownika Instytutu Pamięci Narodowej,
      jednego z najlepszych znawców tragicznego okresu stosunków polsko-
      ukraińskich w latach wojny i tuż po niej. Tekst wzbudził w Światowym
      Związku Żołnierzy Armii Krajowej ostry sprzeciw. Niniejszy list
      przedstawia stanowisko Związku odnośnie spraw poruszonych przez
      autora.
      Na wstępie dr Motyka opisuje w skrócie, ale bardzo rzetelnie
      zbrodnię popełnioną przez OUN i UPA na ludności polskiej Kresów
      południowo-wschodnich II Rzeczpospolitej. Definiuje sprawców,
      określa liczbę pomordowanych Polaków (80-100 tys.), podkreśla
      okrucieństwo stosowane przez wykonawców, potwierdza udział chłopów
      ukraińskich uzbrojonych w siekiery i widły. Nie wspomina o żadnej
      prowokacji ze strony polskiej, ani też o jakiejś skutecznej polskiej
      obronie
      Po czym autor mógłby postawić kilka pytań pod adresem Ukraińców i na
      tym zakończyć artykuł. A pytania te powinny wyrażać zainteresowanie,
      dlaczego Ukraińcy nie potępiają tej zbrodni i zbrodniarzy, natomiast
      próbują uczynić ich bohaterami narodowymi. Tak powinien był
      postąpić, gdyby rzeczywiście chciał zakończenia tego sporu polsko-
      ukraińskiego.
      Jednak widocznie tego nie chce, ponieważ dalszą część długiego
      artykułu poświęca licznym ubocznym problemom, szeroko stosując
      taktykę pomijania jakichś szczegółów, dla wprowadzenia polskiego
      czytelnika w błąd.
      (Andrzej Żupański)
      www.wolgal.pl/art40.html

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka