Dodaj do ulubionych

historie rodzinne

29.11.08, 12:23
Spróbujmy zebrać do kupy rodzinne historie związane z banderowskim
ludobójstwem na Kresach.
Obserwuj wątek
    • pisz_pan_na_berdyczow Czerniczyn koło Hrubieszowa 29.11.08, 12:26
      Czerniczyn koło Hrubieszowa

      Rodzina mojej Babci - wówczas Heleny Malinowskiej została ostrzeżona
      przez sąsiadów
      Ukraińców o zaplanowanej rzezi Polaków we wsi Czerniczyn. Wówczas
      przeprowadzili
      się na jakiś czas do Hrubieszowa. Tak uczynili również inni Polacy
      z Czerniczyna.
      Jedynie bracia Pliszkowie zdecydowali się pozostać.
      Wkrótce domy wszystkich Polaków zostały spalone przez banderowów. Z
      Hrubieszowa
      widać było łunę pożarów. Widząc nadjeżdżającą watahę rizunów, jeden
      z braci Pliszków
      wyskoczył przez okno i uciekł do lasu. Drugi postanowił stawić czoła
      rizunom, być może
      zatłukł paru przed śmiercią, walcząc o swoje prawo do życia na
      własnej ziemi.
      (UWAGA - jeśli gdzieś napotkam informację, że w Czerniczynie zginęła
      niewinna ludność
      ukraińska - skopię dupę autorowi)
      Babcia Helena i jej siostra Emilia jako młode dziewczyny nie za
      bardzo zdawały sobie
      sprawę z sytuacji i po kilku dniach poszły w tajemnicy odwiedzić
      swoich ukraińskich
      znajomych. Jedna z nich odwiedziła rodzinę Źbujaków. Ukraińscy
      sąsiedzi byli
      przerażeni. Mówili "tebe wbijut". Nie mówili "mohut wbity" ale jak o
      zdarzeniu pewnym...
      Schowali ją do lochu na kartofle i po zmierzchu kazali wracać, tylko
      nie główną drogą ale
      opłotkami. Kazali też iść powoli i nie biec, bo wcześniej w innej
      wiosce banderowcy
      zastrzelili polską dziewczynkę, która biegła.
      Drugą z dziewczynek zauważył Ukrainiec Woźniak, który grabił siano.
      Pierwsze jego
      słowa brzmiały także "tebe wbijut". Kazał jej położyć się na polu,
      przykrył ja sianem
      i prosił, aby tak przeleżała do zmierzchu i potem wróciła do domu.
    • pisz_pan_na_berdyczow Stanisławówka k. Włodzimierza 29.11.08, 12:38
      Stanisławówka k. Włodzimierza (wołyńskiego)

      Moi przodkowie z rodziny Plitznerów (Plicnerów) byli niemieckimi
      osadnikami na Wołyniu.
      Większość z nich szybko się spolonizowała. Pewnego dnia w 1943 roku
      Władysław
      Plicner został ostrzeżony przez kolegę Ukraińca o zbliżającej się
      rzezi. Władysław
      był synem mojej Prababci Weroniki Plicner z domu Garbacz i bratem
      mojej Babci
      Anny Plicner-Wesołek.
      Władysław zorganizował ewakuację Polaków i Niemców ze Stanisławówki
      i coś
      w rodzaju samoobrony. Niestety wielu ludzi mu nie uwierzyło, nawet
      tych z własnej
      rodziny. Nie uwierzyła w to nawet jego własna matka, która była
      akuszerka i odbierała
      wszystkie porody we wsi i w najbliższej okolicy. Stosunki między
      Polakami, Niemcami
      wołyńskimi i Ukraińcami były tam do tamtego czasu bardzo dobre...
      Kiedy Władysław wrócił do Stanisławówki, znalazł tam zmasakrowane
      ciało Prababci
      Weroniki...
      Łącznie w wyniku banderowskiej rzezi zginęło 25 osób z rodziny
      Plicner. Na temat ogólnej
      liczby ofiar w Stanisławówce informacji nie mam.
      • mat120 Re: Stanisławówka k. Włodzimierza 30.11.08, 12:16
        Czy Stanisławówka i Kolonia Stanisławów w gminie Olesk to ta sama miejscowość?
        Siemaszkowie w swojej książce "Ludobójstwo....." podają na str. 883 informację o
        Kolonii Stanisławów. Wśród 150 ofiar z dnia 28.08.1943r. wymienia się tam
        Feliksa (Antoniego?) Pilcnera z żoną
        i dzieckiem.
        • pisz_pan_na_berdyczow Re: Stanisławówka k. Włodzimierza 30.11.08, 15:46
          mat120 napisał:

          > Czy Stanisławówka i Kolonia Stanisławów w gminie Olesk to ta sama
          miejscowość?
          > Siemaszkowie w swojej książce "Ludobójstwo....." podają na str.
          883 informację
          > o
          > Kolonii Stanisławów. Wśród 150 ofiar z dnia 28.08.1943r. wymienia
          się tam
          > Feliksa (Antoniego?) Pilcnera z żoną
          > i dzieckiem.

          Nie. Stanisławów to co innego...a Stanisławówek na Wołyniu też jest
          kilka...ale najprawdopodobniej to też rodzina, bo nazwisko Plitzner
          rzadkie nawet w Austrii i Niemczech...
    • pisz_pan_na_berdyczow Re: historie rodzinne 29.11.08, 13:58
      I co? Nikt nie ma nic do zapisania? Wiem, że mat120 mógłby sporo
      napisać...warto to zrobić jak najszybciej, zanim naoczni świadkowie
      umrą a my zapomnimy o ich opowieściach...
      • mat120 Re: historie rodzinne 29.11.08, 15:17
        Moi dziadkowie pochodzili z podolskiej wsi Głęboczek położonej
        w najbardziej na płd.-wsch. wysuniętym powiecie Borszczów. Wieś zamieszkana była
        w połowie przez Ukraińców i Polaków. Po banderowskich napadach na okoliczne
        wioski zorganizowano dość silną samoobronę, która została znacznie uszczuplona w
        okresie późnowiosennym gdy wraz z przyjściem Sowietów do wojska polskiego
        zabrano większość mężczyzn.
        W dniu 22.11.1944r. banderowcy napadli na 9 mężczyzn pracujących na drodze przy
        ustawianiu zapór przeciwśniegowych, planując po ich zamordowaniu spalić polską
        część miejscowości i wymordować jej mieszkańców. Zaskoczenie było kompletne,
        ponieważ upowcy ubrani w mundury sowieckie udawali sowieckich żołnierzy.
        Uratował się tylko jeden mężczyzna. Zginął tam brat mojej babci oraz kuzyn dziadka.
        Atak na Głęboczek banderowcom nie powiódł się jednak; zdążono szczupłymi siłami
        zorganizować obronę - kilku mężczyzn i nastolatków /w tym mój dziadek oraz
        nastoletni ojciec/ a także kobiety. Ogniem
        z posiadanej broni powstrzymano podchodzących do wsi upowców, zmuszając ich do
        zalegnięcia w szczerym polu. Po kilkugodzinnej walce, banderowcy wycofali się
        unosząc kilku rannych, mieli
        i zabitych.
        Po tym zdarzeniu dowództwo samoobrony, biorąc pod uwagę szczupłość posiadanych
        sił, zdecydowało o ewakuacji mieszkańców do pobliskiego Borszczowa. Niestety
        większość ludzi nie podporządkowała się, pozostając na miejscu i licząc na
        przetrwanie. W nocy z 9 na 10 stycznia 1945r. banderowcy dużo większymi siłami
        zaatakowali powtórnie. Zginęło ponad 70 osób, w tym wiele torturowano. Zginął
        kolejny kuzyn dziadka, a drugiemu zabito żonę i kilkunastoletnią córkę.
        W napadzie udział brały kobiety ukraińskie, którym najczęściej dawano role
        podpalaczek. Niektóre z nich są znane z imienia i nazwiska.

        Literacki opis tego zdarzenia /autorstwa Wł. Tokarczyka - emigranta /
        zamieściłem pod linkiem:

        forum.gazeta.pl/forum/72,2.html?f=48782&w=81260569&a=81602067

        • pisz_pan_na_berdyczow Głęboczek 29.11.08, 15:43
          mat120 napisał:
          > W nocy z 9 na 10 stycznia 1945r. banderowcy dużo większymi siłami
          > zaatakowali powtórnie. Zginęło ponad 70 osób, w tym wiele
          torturowano. Zginął
          > kolejny kuzyn dziadka, a drugiemu zabito żonę i kilkunastoletnią
          córkę.

          Czyli jak mieli dużą przewagę i nieuzbrojonego przeciwnika, to
          odnosili duże "sukcesy militarne"...

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka