Piszę do Was, żeby mnie ktoś albo utwierdził w tym, że myślę dobrze, albo żeby mnie wyprowadził z błędu.
Mam 4(ipół) letniego bratanka i żeby nie rozwijać się za bardzo powiem od razu, że chciałabym opłacić mu (w prezencie) kurs językowy, za pewne będzie to angielski. Wiem, że takie kursy są, ba! jest nawet angielski w niektórych żłobkach.
Sama wychowałam się w dwujęzycznej rodzinie i potem nauczyłam się jeszcze kilku języków. Uważam to za mój osobisty skarb i bilet do wielu ciekawych miejsc, prac itd, wiecie o co chodzi. Dlatego zależy mi, żeby mały jak najszybciej zaczął się uczyć języków.
Zastanawiam się tylko czy nie zrobię tym kłopotu mamie. Mój brat nie żyje z mamą mojego bratanka, ale wszyscy są w jak najlepszych kontaktach. Odwiedzamy się, święta, urodzinki. Moja (niedoszła) bratowa pracuje kilka godzin dziennie (chyba 3/4 etatu) i dzieli się opieką z swoją mamą (praca na etat) i w miarę możliwości ze swoim tatą (schorowany, głównie w domu). No i nie wiem czy jak teraz wyskoczę z akcją, że opłaciłam dla małego kurs angielskiego to ona będzie zła, że tego nie ustaliłam z nią. A jeśli wcześniej chciałabym z nią to skonsultować to ona powie, że to nie potrzebny wydatek i że nie chce mnie obciążać finansowo. Doradźcie coś