laiczka9
19.11.08, 11:03
nie jestem potworem, ale ostatnio przestałam zapraszać do siebie
niektóre koleżanki z małymi dziećmi.
ponieważ... wizyty wyglądały tak: pierwsze pięć minut spokój a potem
ELDORADO dla krasnoludków. czyli: u cioci ( u mnie) wolno (!!!)
wywalać ziemię z kwiatków, skakać po łóżku, smarowac wszystko
czekoladą, drzeć na strzępy książki, walić w lustro wiszące ( a mnie
serce staje że lustro nie wytrzyma i runie na malucha) itd itd.
ostatnio mały gość ściągnął pieluchę i nasikał mi na łóżko ku
wielkiej radości swojej mamusi! stwierdziła żebym się przyzwyczajała
bo jak będę miała własne to będzie norma. ludzie! czy ja oszalałam?
kiedy zwróciłam uwagę że dzidzia smaruje mi ściany soczkiem,
usłyszałam że jestem przeczulona.
cóż,rzeczywiście na razie nie mam dziecka. ale od 6 lat odwiedza
mnie systematycznie siostrzeniec,mój ukochany chrześniak i wiem, że
nad dzieckiem można zapanować.co więcej, te dziewczyny nie pozwalają
się tak zachowywać swoim dzieciom we własnych domach.
a kiedy powiedziałam jednej z mamuś że niestety nie może mnie
odwiedzić ( przyznaję, nakłamałam że do męża przychodzą koledzy) ,
natomiast ja chętnie odwiedzę ją - obraziła się. a potem
naplotkowała że zazdroszczę jej dziecka i dlatego zerwałam kontakt
(!!!)
Dziewczyny, macie dzieci. powiedzcie mi, czy to jest normalne? a
może ja rzeczywiście przesadzam?