Dodaj do ulubionych

6x20 Epiphany

26.04.10, 23:10
nie do konca im wyszedł ten odcinek. Pomysł fajny, ale niektore
watki strasznie naciagane (przyjazn z Gabrielle, czy kupowanie
kwiatow dla dziwki).
ale oczywiscie plus za niezle wybrniecie z kwestii tozsamosci
dusiciela - chyba nikt nie obstawial tego chlopaka.
Ja jednak czekam na konfrontacje Angie i ojca Danny'ego :)
Obserwuj wątek
    • panistrusia Re: 6x20 Epiphany 27.04.10, 01:02
      A zwróciłeś może uwagę na ostatnie zdanie wypowiadane przez Mary Alice?

      Coś takiego, że nikt nie jest potworem sam z siebie, ale staje się taki
      przez inne potwory - w takim sensie, że nasze desperatki są właśnie
      tymi potworami...
      • marminia Re: 6x20 Epiphany 27.04.10, 10:07
        Niestety, kto jest dusicielem domyśliłam się w tym odcinku, gdy
        zamordował młodą kelnerkę. Pojechali schematem - młody kompleksiarz
        w gronie obleganych przez panienki kumpli, dowcipny na siłę, wlekący
        się "w ogonie". Ten odcinek przewidywalny do bolu. Tekst o drugim
        monstrum dotyczył chyba matki, a nie naszych Desperatek. No, ale
        przyznaję, że pomysł Linette daje nadzieję na rozwoj wątku naszego
        dusiciela.
        • panistrusia Re: 6x20 Epiphany 27.04.10, 12:50
          'Monsters are created by other monsters.'
          • marminia Re: 6x20 Epiphany 27.04.10, 13:56
            A skoro tak, to masz chyba rację. Desperatki, odtrącające go
            dziewczyny, opuszczający ojciec, czyli...my - społeczeństwo.
            • sigrid.storrada Re: 6x20 Epiphany 27.04.10, 18:41
              A mnie wydaje się, że w ostatnim zdaniu chodziło o jego matkę. Dorastał w
              koszmarnych warunkach i dlatego czuł się tak nieakceptowany, nie potrafił
              zbudować normalnych relacji z ludźmi, przyjmować normalnie odmowy. Ciężko
              przecież winić Susan, że nie przyjęła jego propozycji poważnie, czy Carlosa, że
              wściekł się, że dzieciak im się przygląda w takim momencie.
      • kubissimo Re: 6x20 Epiphany 27.04.10, 18:55
        ale zauwaz, ze wtedy kamera zrobila zblizenie na jego matke. Mysle,
        ze mimo wszystko chodzilo o nią, a nie o "nasze" dziewczyny :)
        a tak w ogole to fajnie, ze pojawila sie Mary Alice :)
        • panistrusia Re: 6x20 Epiphany 27.04.10, 20:52
          No wiadomo, ale jednak użyli liczby mnogiej, nie wprost, ale też
          niejednoznacznie.
          W każdym razie ja po raz pierwszy spojrzałam na te ich poczynania nie
          jak na niewinne głupoty (czego mistrzynią jest Susan), tylko jak na
          coś bardziej poważnego, 'niebezkarnego'. I w sumie każda z sekwencji
          kończyła sie jednak uświadomieniem sobie przez kolejne desperatki, że
          postąpiły niefair. Że zauważyły zło w swoim postępowaniu.
          W każdym razie ja wyczuwałam taki dystans w narracji, zachętę do
          obejrzenia sobie jak pod lupą postaci, z którymi normalnie jakoś tam
          się identyfikujemy.
          • kubissimo Re: 6x20 Epiphany 28.04.10, 01:31
            cytuję dosłownie:
            monsters are created by other monsters.
            Oba rzeczowniki sa w liczbie mnogiej, więc to konkretne zdanie mozna
            potraktować jako ogólną teorię, a nie wskazanie na konkretne postaci
            z serialu. natomiast bardzo konkretną wskazówką (moim zdaniem) było
            zblizenie w tej chwili na matke Eddiego.

            a co do owego postępowania nie fair, to oczywiście masz rację (a
            przynajmniej trochę), zauważ jednak, że - z wyjątkiem Mary Alice i
            Lynette - w każdej konkretnej sytuacji Eddie przekraczał granicę
            relacji jakie sie wytwarzały. Oczywiście on był tylko spragnionym
            uczuć dzieciakiem, więc trudno mieć do niego pretensje o to, że
            zawsze chciał wiecej, niż mógł dostać, ale też ciężko winić
            bohaterki, że chciały mu dać mniej, niż on chciałby dostać.
            • marminia Re: 6x20 Epiphany 28.04.10, 09:40
              No tak, ale z drugiej strony jeśli Desperatki czuły, że zachowuje
              się on dziwnie, zauważyły to - to może kolejnym etapem byłoby
              zastanowienie się dlaczego tak się dzieje, zainteresowanie losem
              jego i jego matki. Może nasza, czyli społeczeńtwa wina jest w tym,
              że my wiemy, że z takimi dziećmi coś jest nie tak, ale nie robimy
              nic, by to zmienić? Bezsprzeczna jest wina matki, ale i Desperatek -
              mądrzejszych i wrażliwszych od niej. Jedynie Mary Alice probowała
              konkretnie pomoc chłopcu. Pytanie - co my zrobiłybyśmy na ich
              miejscu...
              • ulkapolla Re: 6x20 Epiphany 30.04.10, 15:06
                Zgadzam sie z kubissimo, że chodziło tu TYLKO o jego matkę. To matki
                wychowuja dzieci i sa za nie odpowiedzialne a nie sasiadki. Jakby
                matka go tak strasznie nie skrzywdzila to zachowanie reszty pan nie
                mialoby wiekszego wplywu na chlopaka.
                Można oczywiście dyskutować, że nie powiadomily opieki spolecznej
                itd. ale to nie czyni z nich potworow.
    • butters77 Spin-off serialu "Desperate Eddie";-) 30.04.10, 21:05
      A moim zdaniem bardzo kiepski odcinek. A może nie tyle sam odcinek, co
      rozwiązanie zagadki - ujawnione już w poprzednim epizodzie.

      Ot, Desperatki zawsze urzekały mnie błyskotliwością scenariusza, stopniowym
      odsłanianiem tajemnicy, pokręconymi intrygami. A motyw z tym chłopakiem to dla
      mnie taki deus ex machina;-) Zupełnie, jakby zabrakło pomysłu na tę serię, jakby
      dokoptowano jakąś drugoplanową postać, wokół której na siłę konstruuje się
      kryminalną fabułę. W żadnym z poprzednich sezonów go nie było, matka nie
      pojawiła się w ani jednym odcinku - a nagle wyrasta nam przed oczami
      dzieciństwo, dom rodzinny, porzucający ojciec... Rozumiecie, co mam na myśli - w
      dobrych kryminałach poszlaki są odkrywane stopniowo, widz ma szansę czegoś się
      domyślać, szukać przyczyn - a w tych mniej ambitnych, pisanych na kolanie
      historiach w ostatniej scenie można wymyślić wszystko, z udziałem dowolnej
      postaci drugoplanowej;-)

      Wiem, że utrzymać wysoki poziom serialu przez wiele serii jest trudno, że
      wplatanie w każdy sezon dramatu z udziałem postaci pierwszoplanowych byłoby
      wtórne i mało realistyczne - ale mimo wszystko uważam, że pomysł z Ediem to
      nuda. A oglądając dzisiejszy odcinek czułam się, jakbym śledziła pilot nowego
      spin-offa - wprowadzenie do serialu, którego bohaterem będzie Eddie - a w tle
      dla nakreślenia sytuacji fabularnej przewinęły się nasze Desperatki;-)

      Generalnie nie przepadam za tymi odcinkami, które nagle doklejają do serialu
      historie wzięte z kapelusza. Zupełnie jak w epizodzie po śmierci Edie - z
      jakimiś wykreowanymi wspomnieniami, które ledwie się trzymały całej fabuły.

      Eeech, z nadzieją czekam na 6x21:-)

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka