madohora Legenda o Pistulce 28.08.11, 20:21 Pewna stara kobieta opowiadała, że gdy jeszcze była młoda i silna mieszkała w Rudzie Śląskiej, którą to Pistulka i Elias uczynili bardzo niebezpieczną. Pewnego dnia musiała iść do Bielszowic a droga prowadziła przez gęsty las. Wzięła z sobą swoich synów ośmio i dziesięcio - letniego. W drodze powrotnej dołączył do nich jakiś człowiek, który pytał gdzie idą. Powiedziała, że idą do domu i to jak najszybciej bo w lesie grasuje Pistułka i bardzo się boją. Obcy powiedział, że nie muszą się obawiać, że on też idzie w tamtą stronę a gdy pójdę z wami nic wam nie grozi. Następnie wypytywał o różne rzeczy i o to co ludzie o Pistulce gadają. Zajęci rozmową doszli do końca lasu. Wtedy mężczyzna stanął, wyciągnął ze swojej sakiewki po dwa talary i dał każdemu chłopcu po jednym mówiąc: - Macie, to na pamiątkę po mnie. Nie robię krzywdy prostym ludziom, do tego szukam sobie innych. Ja jestem Pistułka" Następnie zniknął w lesie. Kobieta stała jak sparaliżowana, dopiero po chwili była w stanie iść dalej. Odpowiedz Link
madohora Re: Legenda o Pistulce 16.09.24, 12:22 Nazwa Maczuga Herkulesa pochodzi od kształtu skały. W przeszłości była różnie nazywana, a z każdą nazwą wiązała się legenda Odpowiedz Link
madohora Re: Legenda o Pistulce 24.09.25, 20:39 Genius loci (łac. „duch opiekuńczy danego miejsca”) – duch lub demon władający albo opiekujący się jakimś miejscem. Odpowiedz Link
madohora Legendy o Utopcach 28.08.11, 20:37 Legendy o Utopcach Na Górnym Śląsku nie ma bajorka, stawu ani żadnego strumyka czy rzeczki w którym nie mieszkałyby Utopce. Utopiec jest mały i ma pomarszczoną, starą twarz, jego oczy są zielone, kręcone włosy są nierzadko przeplecione trzciną a palce posiadają błony pławne. Często nosi czerwony beret oraz czerwone pończochy. Łatwo go poznać po tym, że z rękawa kapie mu woda. Utopiec jest z natury złośliwy, chociaż niekiedy bywa też życzliwy i pomocny. Jako pan wody corocznie żąda trzech ofiar dlatego w czasie równonocy niebezpiecznie jest się kąpać samotnie. Gdy Utopiec zrobi ludziom szkodę lub spowoduje jakieś nieszczęście z radości klaszcze wodą o brzeg i daje się słyszeć nieznośne chichotanie. Utopiec ma też zdolność przyjmowania różnych postaci - ryby, psa, konia. Utopce mają żony i córki, które bardzo lubią tańczyć i bardzo często pokazują się ludziom. Legendy Górnego Śląska Odpowiedz Link
madohora Zemsta Utopca 29.08.11, 12:21 Zemsta Utopca Utopce najczęściej czują do ludzi odrazę, szczególnie zaś nienawidzą młynarzy, ponieważ ci wykorzystują dla swych potrzeb wodę. O wrogości pomiędzy Utopiami a młynarzami potrafią ludzie wiele opowiadać. Również w Rybniku sprzeczał się Utopiec z młynarzem. Pewnego dnia musiał młynarz koło młyńskie naprawić, więc zszedł do wody. Ta raptownie zabulgotała i otoczyła g grożąc utopieniem. Zrozumiał młynarz zemstę Utopca aby się ratować przyrzekł mu siedem istnień za uratowanie życia. Natychmiast woda opadła. Młynarz mógł koła skończyć i opuścił rzekę. Niebawem jego suczka się oszczeniła wydając na świat szczeniąt. Młynarz wziął je i wszystkie wrzucił do rzeki mówiąc drwąco: ‘Tu masz te swoje obiecane siedem istnień” Niedługo po tym jedno z dzieci młynarza wpadło do wody i utonęło. Następnie drugie i trzecie zginęło pod wodą. Młynarz pojął, że to Utopiec odbiera swoje obiecane ofiary. Pozostała mu jeszcze dwójka dzieci ale i te niebawem zginęły pod wodą. Na koniec młynarzowa poślizgnęła się i wpadła do wody topiąc się natychmiast. Zrozpaczony młynarz postanowił skończyć z sobą i też skoczył do rzeki. I tak Utopiec odebrał swoje obiecane siedem istnień Odpowiedz Link
madohora Utopiec zwabia młodych chłopców 29.08.11, 12:25 Utopiec zwabia młodych chłopców W Gliwicach na terenie dzisiejszego Sikornika znajdował się staw otoczony łąkami. Letnimi popołudniami chłopcy paśli tutaj krowy i kozy. Aby się trochę rozerwać wymyślali różne zabawy. Kiedyś przyłączył się do nich chłopak, którego nikt nie znał. Ponieważ był bardzo wesoły pozwolili mu bawić się z nimi Było bardzo ciepło, a że mocno zgrzali się zabawą chłopiec zaproponował aby wykąpali się w stawie. Przypomnieli sobie jednak, że rodzice kategorycznie tego zabraniali ponieważ staw był głęboki. Obcy jednak rozebrał się i wskoczył do wody. Pływał tam i z powrotem. Chcąc zachęcić chłopców stanął w wodzie, pokazując że tutaj w ogóle nie jest głęboko i nawet ktoś kto nie potrafi pływać może się wykąpać. Chłopcy nabrali ochoty do kąpieli. Pozdejmowali już ubrania, gdy akurat drogą przechodziła pewna kobieta z Bojkowa. Zobaczywszy chłopca w wodzie natychmiast poznała, że to jest Utopiec. Ostrzegła chłopców i opowiedziała im co Utopiec robi kąpiącym się dzieciom. Powiedziała też że woda jest o wiele głębsza niż im się wydaje. Gdyby chłopcy weszli do stawu Utopiec natychmiast by ich wciągnął w głębinę. Gdy ten spostrzegł, że jego plan zawiódł szybko się zanurzył a w miejscu gdzie zniknął powstał wielki wir. Legendy Górnego Śląska Odpowiedz Link
madohora Re: Śląskie Legendy, również te z Janowa:) 08.09.11, 13:55 UTOPIEC I PIJAK W Gliwiach koło nasypu kolejowego mieszkał pewien pijak, który uchodził za rozrabiakę i nieużytego kolegę. Często znęcał się nad żoną i dziećmi. Gdy kiedyś znowu zachowywał się nieznośnie, jego żona poszła do księdza z prośbą o radę. Ksiądz zaprosił górnika do siebie i przemówił mu do rozumu. Ten zaś przycichł na jakiś czas ale gdy zbliżało się świeto Sw. Barbary znów wpadł w stare nawyki i znowu przychodził do domu pijany. W Barbórkę był tak pijany, że dopiero nad ranem pomyślał o powrocie do domu. Niespodziewanie stanął przed nim niewielki człowieczek i go pozdrowił "Szczęść Boże". Górnik jednak chciał go przekleństwami i kopniakiem przepędzić, jednak człowieczek zgrabnie oddał cios mówiąc; Oj musisz mi to odpokutować, Górnik nagle zrozumiał, że narobił wiele złego i co tchu popędził do domu, ale gdzieś koło kościoła otrzymał cios w głowę i stracił przytomność.Gdy oprzytomniał stwierdził że jest w mieszkaniu Utopca. Górnika ogarnął taki strach i zaczął prosić o darowanie mu życia. Górnik ponownie stracił przytomność a gdy się ocknął pobity i potłuczony leżał we własnej piwnicy. Ale nauczkę jaką dostał zapamiętał sobie i od tej pory przestał pić. -- Madohora Odpowiedz Link
madohora Re: Śląskie Legendy, również te z Janowa:) 09.09.11, 13:18 Utopiec jako weselny wodzirej Pewna panna, bardzo ładna i pobożna ale niestety biedna miała wyjść za mąż. Gdy wszystko już było gotowe by pójść do Kościoła zabrakło weselnego wodzireja, który miał pannie nieść tyczkę ze wstążkami, która to była znakiem dobrego obyczaju oraz niewinności. Młoda panna była bardzo nieszczęśliwa: "Ludzie pomyślą sobie, że nie jestem godna tych wstążek - rozpaczała - że nie jestem już taka niewinna" Lecz ani łzy ani rozpaczanie nic nie pomogło. W żaden sposób nie mogło sprowadzić to wodzireja do biednej dziewczyny. Musiała iść do kościoła jako ta, która sobie nie zasłużyła na takie wyróżnienie. Smutna szła wraz z druhnami a łzy kapały jej na modlitewnik trzymany w drżących dłoniach. Gdy orszak ślubny doszedł do mostku nad rzeką, stanął wówczas niepodziewanie na samym przodzie orszaku wodzirej z ustrojoną tyczką. Kolorowe wstążki radośnie powiewały na wietrze mieniąc się kolorami. Wodzirej bez słowa pochylił tyczkę w stronę dziewczyny a potem nie odzywając się ani słowem niósł ją zgodnie ze zwyczajem przed panną młodą aż do samego kościoła. Wszyscy patrzyli na nią, kłaniali się i wzdychali. Z błyszczącymi oczami dziewczyna szła za wodzierejem. Co prawda był trochę dziwny. Ale co tam. Wodzirej nie odzywał się ani słowem, a z jego surduta co krok kapała woda. Trochę ją to niepokoiło. Ale w końcu pomyślała: "Nie ważne kim jest, ważne że daje mi honory na jakie zasługuję" Przed kościołem mężczyzna ze wstążakami zatrzymał się. Oczekiwał tu na parę młodą aż wyjdzie z kościoła. Sam jednak do kościoła nie wszedł. Gdy młodzi po ceremonii wyszli z kościoła znowu podążył za nimi aż do mostku na rzece. Tutaj jednak zniknął. Słychać było tylko plusk wody i bulgotanie jakby ktoś skoczył do wody i zanurkował. Teraz wszyscy zrozumieli kto prowadził pannę młodą do ołtarza i kto oddawał jej honory. Jendak pan młody stwierdził, że to świadczy o tym, że jego oblubienica naprawdę jest mu wierna, skoro aż takie siły wmieszały się i spełniły jej marzenie. Na podstawie książki Legendy Górnego Śląska (wersja trochę odbiegająca od oryginału) Odpowiedz Link
madohora Re: Śląskie Legendy, również te z Janowa:) 09.09.11, 13:26 Utopiec pod postacią świni W pobliżu Gliwic żył kiedyś rolnik, który był strasznym pijakiem. Pewnego razu miał iść na targ aby kupić świnię. Na ten cel żona dała mu potrzebne pieniądze. Gdy doszedł do mostku ku swojemu zdziwieniu zobaczył na nim świnię. która jakby nie posiadała właściciela. Byla akurat taka jakiej potrzebował, dlatego postanowił ją złapać. A że mu się to udało wsadził zdobycz do worka i poszedł do szynku by kupić wódki. Prędko wyciągnął pieniądze z kieszeni, przeliczył je i włożył do worka w którym już była świnia. Gdy kolejny raz przechodził przez most, świnia nagle zaszamotała się w worku i gwałtownie skoczyła do wody zabierając z sobą worek i pieniądze. Mimo, że rolnik bardzo szukał nie znalazł ani świni, ani worka ani pieniędzy. Zrozumiał wtedy że padł ofiarą Utopca. Smutny wrócił do domu, gdzie żona zrobiła mu niezłą awanturę. Odtąd też już nigdy nie dostał do ręki pieniędzy. Na podstawie Legend Górnego Śląska Odpowiedz Link
madohora Re: Śląskie Legendy, również te z Janowa:) 09.09.11, 13:47 Córki Utopca W gospodzie w Boronowie koło Lublińca w każdą niedzielę urządzano zabawę taneczną. Na tańcach pojawiały się też dwie ładne dziewczyny. Wszyscy chłopcy z wioski podkochiwali się w nich ale one niczym Kopciuszek zawsze przed dwunastą znikały. Nikt nie wiedział kim są i gdzie mieszkają. By się tego dowiedzieć pewnej niedzieli chłopcy obstawili gospodę. Tak jak zawsze przed dwunastą nie dziewczyny opuściły salę tylnymi drzwiami pobiegły w pole. Jednak na dworze kilku mężczyzn zagrodziło im drogę. Jednej udało się uciec, druga została złapana. Teraz zmusili pannę by im wyjawiła kim jest i gdzie mieszka. Po naleganiach w końcu z płaczem wyznała: "Jestem córką Utopca, który mieszka tu w stawie, w Boronowie. Zagroził mie i mojej siostrze, że nas zabije jeżeli punktualnie o pólnocy nie będziemy w domu. Błagam was, pozwólcie mi iść! Dokładnie się przypatrzcie, gdy skoczę do stawu i pojawią się białe bańki - wtedy żyję, jeżeli będą czerwone to już po mnie. Żegnajcie " Potem skoczyła do wody. Wkrótce na tafli stawu pojawiły się czerwone bańki oznajmiające że nie żyje. Od tamtej pory żadnej z sióstr już w Boronowie nie widziano. Na podstawie Legendy Górnego Śląska Odpowiedz Link
madohora Re: Śląskie Legendy, również te z Janowa:) 10.09.11, 19:01 Boronów (niem. Boronow) – wieś w powiecie lublinieckim w województwie śląskim, siedziba gminy Boronów. W latach 1975-1998 położona była w województwie częstochowskim. Liczy 2792 mieszkańców. Nazwa wsi wywodzi się, zależnie od propozycji różnych autorów, od brony, czego świadectwem jest herb miejscowości, od borów lub też od nazwisk Boroń – dawniej częściej spotykanego na terenie miejscowości albo Boronowski, jak nazywał się jeden z właścicieli miejscowości. W kronikach (urbarzach i kronikach parafialnych) często nazwa miejscowości pisana jest w odmienny sposób: Borunow, Boronow, Bornów. Nazwa Bornów nadal jest popularna wśród mieszkańców. Odpowiedz Link
madohora Re: Śląskie Legendy, również te z Janowa:) 25.02.16, 23:17 -2- Gdy w północ zegar zadzwoni z wieży W starej świątyni gdzie posła grób Gdzie leżą kości dawnych rycerzy Z posadzki rośnie ognisty słup I wraz z tym słupem wężów gromada Jak powój szary oplata mur A z grobu zdrajcy kamień opada I nad nim krąży szatański chór Książę tej zgrai z dumą na czole Co nosi ognia wiecznego szlak Staje milczący z berłem w ich kole Skinieniem ręki daje im znak Więc trąb i fletów odgłos wrzaskliwy Odbiły echa sklepów i ścian I świst się rozległ długi, straszliwy Dziki jak wichru wirowy tan Ten co pochodnię w dłoń chwycił prawą W lewicy czarną tablicę miał Ona olśniła się łuną krwawą A napis "veto" wyryty stał W gronie tem była młoda dziewica Pierś jej podnosi namiętna gra Gdy sine zdrajcy ujrzała lica Puchar rozkoszy spełnia do dna I lecą duchy w szalonym tanie Z tryumfem z grobu unoszą łup Ich śpiewem wiatru wtóruje granie A księżyc patrzy zimno jak trup Lecą na dzikie bagna, bezdroża I rośnie w liczbę ich groźny chór Ale wschód nieba płonie jak zorza I wielki dźwięczny głos spływa z gór Postać Anioła na w pół w obłoku Wyciąga rękę i woła - tam! Niechaj wysłucha swego wyroku Na miejscu zdrady, u piekła bram Kiedy już stanął poseł z Upity Gdzie spełnił zbrodni nieznanej czyn Potok krwi z ziemi trysnął obfity Świadectwo bratnich ofiar i win A głos jak trąba grzmiał Archanioła Na miejscu zdrady zbrodniarzu stój Patrz na zburzone zamki i sioła Na karłowaty nędzny ród twój Na grobach ojców w duchów tych tłumie Tańcz wśród rozstajnych na wieki dróg Kto miłość braci poświęcił danie Nad tym już nie ma litości Bóg Odpowiedz Link
madohora Re: Śląskie Legendy, również te z Janowa:) 26.02.16, 22:47 -2- W narożnej baszcie w starej komnacie Przyklękła pani jak marmur biała Z różańcem w ręku i czarnej szacie Przed krzyżem zbawcy na twarz upada Obok syn klęczy, młode pacholę Kornie się modli złożywszy dłonie Rozważa męki Chrystusa bóle I wzrok w cierniowej utkwił koronie Nagle rozwarte brzękły podwoje Wchodzi pan zamku odziany w zbroi Tłumi żal w sercu i niepokoje A jak duch niemy na progu stoi Niewiasta z wolna z ziemi powstaje Patrzy w twarz męża cichą, ponurą więc jak topola gibka zadrżała Twarz jej zmroczyła lekką się chmurą Mąż milczy jeszcze więc ona wołą Biorąc za rękę małego syna Złą wróżbę czytam z twojego czoła Mów zła czy dobra bije godzina Mów, wiesz, że śmierci ja się nie boję Wiesz że w kolebce jam krwi skąpana I za poduszkę dziad mi dał zbroję Kiedy mię wyrwał z jasyru Hana Złą wieść ci niosę, złą moja miła Naszym wytrąca miecz z rąk trwoga Mówią że wielka wrogów jest siła I że nas czeka ich zemsta sroga Bóg mi jest świadkiem życia nie cenię Krople krwi każdą Pan płaci w niebie Jeżeli jeno czyste sumienie Lecz żal mi dziecka i ciebie miła O Samuelu twojeż to słowa Tobie żal dzisiaj syna i żony Mam serce matki alem gotowa Poświęcić dziecko me dla obrony Nie mów mi tego o Samuelu Bo cię tu nieme słuchają ściany I bohaterów umarłych wielu Patrzy na każdy czyn dokonany Spojrzyj w ten obraz w twarz mego dziada Tak jest podobny jakby stał żywy Czasami czekam czy nie zagada Widzę to oko i ten włos siwy Boć on w mej zawsze przytomny duszy Choć starzec miał serce młodziana Nie zaznał innej w życiu katuszy Bratniej go sławy bolała rana Dobrze pamiętam krwawą godzinę Kiedy mi matkę zabili w nocy A on mię małą wówczas dziewczynę Odbił i wyrwał z Tureckiej mocy Pomnę jak pędził ze mną po błoniu Jak łódź na morzu z wiatrów muzyką wołając ciągle dalej mój koniu Raz jeno w przestrzeń spojrzał się dziką Widzi nad Dniepru stanąwszy brzegiem Że wróg jak chmura za nami goni Więc skoczył, piana bryznęła śniegiem, A dzielny żeglarz śmieje się z toni Koń dobił brzegu zarżał wesoło Pan go pogładził i dalej lecą Stare kurhany tańczą wokoło A gwiazdy w niebie jak duchy świecą Tak przez noc całą do wschodu słońca Lecim chłód nasze czoła owiewa Lecim po wielkim stepie bez końca Gdzie jeno czasem wiatr nam zaśpiewa Pomnę jak koń nasz stanął przed domem Pustki wokoło a matka w grobie Więc pod boleści ciężkiej ogromem Płaczę i serce więdnie w żałobie Dziad mój to widzi a więc mi rzecze Nie płacz dziewczyno, choć dola sroga Bóg o sierocie będzie mieć pieczę Gdy cię ocalił cudem z rąk wroga A skorom wzrosła rzekł - dziewko moja Ojciec w Chocimskiej zginął wyprawie A od Tatarskich strzał matka twoja Wierna do grobu poczciwej sławie Twój ród dzielnymi znaczył się czyny Więc w mężu twoim uszanuj blizny Niech wierze ojców nie skłamią syny Nie szczędź twych dzieci w sprawie ojczyzny Legedny polskie - 1862 Odpowiedz Link
madohora Re: Śląskie Legendy, również te z Janowa:) 27.02.16, 14:57 -7- Obok niewiasty stał rycerz młody Patrzył się na nią w niemym zachwycie Jakby w niej czerpał ducha swobody Co mu dał poznać dzisiejsze życie Tak się w jej oczy jak w księgę wczytał Jej chwała jego stała się chwałą Bo kiedy upadł przeszyty strzałą Z uśmiechem gońca śmierci powitał Krew z jego rany płynie obficie A on ostatek sił jeszcze zbiera I woła szparko ucieka życie Lecz pamięć czynów z niem nie umiera Pragnie się podnieść ale się słania I za kraj szaty niewiastę chwyta Pani wysłuchaj mego wyznania Bo dusza moja w grzechu spowita Jam winny zbrodni okropnej zdrady Szatan mi w ucho poszepnął słowo Jam pierwszy czynił z wrogiem uklady I braci serca zachwiał namową Niepomny na sąd kraju i Boga jam śmiał pozbawić twierdzę obrony Bo serce gnuśna objęła trwoga I zatęskniłem do młodej żony Zgrzeszyłem wielka moja jest wina Atoli krem ta plamę zaciera Błogosławiony dzień i godzina Comi do łaski drogę otwiera Zacna niewiasto tyś to sprawiła Że syn nie przeklnie ojca pamięci I że mi lekką będzie mogiła Gdy łza ją moich braci poświęci Jam nie bogaty jedno miecz stary Ojciec po przodkach dał mi w spuściźnie Co prawej w rękach ich bronił wiary I jak przystało służył ojczyźnie Miecz ten racz przesłać do mego domu Niech go synowi matka pokaże NIech w jego rękach ma siłę gromu Co broni zacne a podłe karze Rzekł - i miecz stary złożył w jej dłonie I skamieniały w mgle śmierci oczy A blask zachodu oblał ich skronie Z lica niewiasty wiał duch proroczy Odpowiedz Link
madohora Re: Śląskie Legendy, również te z Janowa:) 30.04.16, 18:42 Broń Boże, by pohuśtać pustą kolebkę, lub czyje inne dziecko w kolebce swego maleństwa! W pierwszym wypadku dziecko umrzeć może, w drugim zaś strzyga, nocnica lub inna zmora, zamieni ci dziecko na czyje inne, lub na swe własne, które zazwyczaj potworne jest, chude i chorowite. Odpowiedz Link
madohora Re: Śląskie Legendy, również te z Janowa:) 18.09.17, 17:16 W Kijowie przywrócił wzrok ślepej córce księcia kijowskiego Włodzimierza Odpowiedz Link
madohora Re: Śląskie Legendy, również te z Janowa:) 18.09.17, 17:22 W Kościelcu koło Proszowic, gdzie Jacek Odrowąż przebywał na zaproszenie swej penitentki Klemensji, ostry grad w 1238 roku całkowicie zniszczył pola uprawne. Święty Jacek polecił mieszkańcom spędzić noc na modlitwie i następnego dnia zboża podniosły się, jakby w ogóle nie ucierpiały wskutek gradobicia, co miało ocalić miejscową ludność przed biedą i głodem Odpowiedz Link
madohora Re: Śląskie Legendy, również te z Janowa:) 18.09.17, 17:23 W Kościelcu koło Proszowic, gdzie Jacek Odrowąż przebywał na zaproszenie swej penitentki Klemensji, ostry grad w 1238 roku całkowicie zniszczył pola uprawne. Święty Jacek polecił mieszkańcom spędzić noc na modlitwie i następnego dnia zboża podniosły się, jakby w ogóle nie ucierpiały wskutek gradobicia, co miało ocalić miejscową ludność przed biedą i głodem. Odpowiedz Link
madohora Re: Śląskie Legendy, również te z Janowa:) 04.10.17, 13:54 W 1811 roku, w pierwszy dzień Wielkiej Nocy, w lewym skrzydle zamku wybuchł wielki pożar. W owym czasie zamkiem władał hrabia Leopold von Gaschin, a jego małżonką była księżniczka Gisela. Ponoć w dniu ślubu małżonek ofiarował jej najcenniejszą pamiątkę rodzinną. Tą pamiątką była złota kaczka siedząca w srebrnym gnieździe na jedenastu złotych, wypełnionych dukatami jajach. Owa kaczka przekazywana była z pokolenia na pokolenie w rodzie Gaschinów - Gaszyńskich. Pożar wybuchł w tym właśnie skrzydle zamku, gdzie znajdowała się sypialnia hrabiny. Gdy obudziła się, na ratunek było już za późno. Klatka schodowa ogarnięta była płomieniami. Hrabina przypomniała sobie jednak o ukrytym przejściu, wiodącym do podziemi. Schwyciła zatem swój skarb złotą kaczkę zbiegła do lochów. U góry szalał pożar, a Gisela tułała się tunelami. Nie potrafiła znaleźć wyjścia. Rano następnego dnia, znaleziono ją w miejscu odległym o kilka kilometrów od zamku. Była nieprzytomna i nie odzyskawszy zmysłów zmarła. Złota kaczka siedząca na jedenastu złotych jajach pozostała w podziemiach i wciąż czeka na śmiałka, który się po niego wyprawi. Warunkiem jest, że musi to być osoba urodzona w niedzielę a po kaczkę musi się wybrać w pierwszy Dzień Wielkiej Nocy. Odpowiedz Link
balzack Re: Śląskie Legendy, również te z Janowa:) 07.09.18, 19:12 Pieśń starożytna o Mazurach Mazurowie mili Gdzieście się popili? —W Warce na gorzałce, W Czersku na złem piwsku. Jechali przez pole, Złamali dwie kole. Mazowiecki kaftan Zgoninami natkan. Co się Mazur ruszy, Z kaftana się kruszy: Więc wąsy odyma, Eohatynę trzyma. Mazurowie naszy, Po jaglanój kaszy, Słone wąsy mają, Piwemje zmywają. Skoro se podpiją Wnet chłopa zabiją. Szarszan zardzewiały Z poszew opadały Odpowiedz Link
madohora Re: Śląskie Legendy, również te z Janowa:) 01.07.19, 12:53 Na ziemiach słowiańskich wiara w wampiry była bardzo popularna. Stosowano wobec nich różne metody, które miały pomóc w ostatecznemu ich unicestwieniu. Poza słynnym kołkiem, którym przebijano podejrzanego, popularne było też właśnie pozbawianie go głowy i umieszczanie jej w okolicach nóg, by w razie przebudzenia nie mógł jej odnaleźć Arsenał środków uniemożliwiających wampirom wstawanie z grobu był jednak znacznie szerszy. Stosowano na przykład ich grzebanie na rozstajach dróg, najlepiej za jakąś wodą, która miała stanowić dla nich barierę nie do przebycia. Ale najważniejsze było fizyczne utrudnienie wampirowi wyjścia z grobu. W tym celu przywalano go ciężkimi głazami, czasem kamienie były układane jeszcze bezpośrednio na zwłokach w trumnie. Odpowiedz Link
madohora Re: Śląskie Legendy, również te z Janowa:) 07.10.19, 00:01 O żołnierzu, co rozumiał mowę zwierząt. Od Opola. Był tez to jeden zołnierz stary przy wojsku, siwą juz głowę miał. A był bardzo wielki pijak i tak go z tegoć wojska wyganiali do domu, ze był stary, a ón nie chciał iść. Ale go potem wygnali i posed do domu. Piniędzy nimiał przy sobie ani grosa, ino gdzie zasedł do karćmy, to prosił o kielisek wódki, zeby mu dali. Tak used od tego miasta para mil, i napotkał węza leżeć bez całą drogę tak przeć (na poprzek drogi). I ón się tego węza bardzo bał. ize taki (g)ruby był a d(ł)ugi. I ten wąż dźwignon głowę do góry a powiada: Nie bój mię się! a tera mie weźmies a poniesies ćtyr- dzieści mil daleko. A ón mu odpowiedział: A jakoż ja cię weznę, ja cię nie uniesę. tyś taki wielki jes(t). A wąz: Ja choć-ech jes(t) (g)ruby, ale-ch jes(t) letki, to mię ty poradzis unieść. Tak ón się uchylił, a ten wąz się na niego owinon, bez ramię i bez plecy, i głowę mu na piersiach położył. I ón go wzion i sed. Ale go nikt nie chciał ani nocować ani przyjąć, bo się każdy tego wężu bał. taki był wielki, i gdzie zaset do karćmy, to mu tam dali wódki przed karcmą, ale go prędko odbyli, zeby posed aby dalij. aby fort! I on borak (nieborak) musiał pójść i przy sed juz ś nim (z wę żem) ćterdzieści mil i powiada: Węzie, juz ćterdzieśei mil-ech przesed z tobą. A wąz odpowiedział: Jesce mnie raz ćterdzieści mil ponie sies. I jak przesed drugie ćterdzieści mil. tak wąz powiada: Dość. bos juz przesed całe osiemdziesiąt mil: teraz z ciebie ślazę (zlózę). Jak ślaz z niego, tak powiada: Cóz chces teraz za to, coś mnie niós(ł)?—A ón powiada: Ja nic nie chcę z ciebie, com nios(ł).— Wąz: Nie może być, musi być zapłacono, powiedz, co chces. to dostanies. On: Ale ja nie chcę. A gad powiada: Nie może być32 KOLBEHG-UDZ1RLA {170] kiedy niechces, to wyplęź swój język, a ja tćz wyplęzę swoje żądło, i dotchnij swoim językiem mojego żądła. A ten zołnierz się bardzo tego bał, ale go dotchnął i ten gad mu powiada: To będzies juz miał dość terazki. A on wąz powiedział: A wies, co ja jest? — ^ On: Nie wiem. coś jest. ale by rad wiedzieć, coś ty za wąz i co ly gadać poradzis. On wąz mu powiadał: Tyś jesce na świecie nie- był. a ja juz musiał pokutować; ja jest-em pradziadek twego dziadka, a ja tak długo musiał cekać, aześ ty na świat przysed i mnie przeniósł przez granicę. I on się zgubił potem, ten wąz i zrobiał się w gołąbka i podziękował mu i poleciał do góry w niebo. A on mu wielką mądrość dał, jak go dotchnął tym żądłem, ze ón wsyśko wiedział, wsyśkie mouwy znał i zwieząt i ptasków. I ón sed drogą, i jechał jeden gospodarz i wzion go ze sobą do wsi, tego żołnierza i przywióz go do dom i dał mu chleba i wódki sie napić. Bardzo się ciesył ten gospodarz, ize to taki stary zołnierz był. Ponieważ ten gospodarz tez był żołnierzem, i powiada mu: Juz mozes tu przy mnie być az do śmierci; do swego do domu nie pódzies, bo niewies. we którą stronę iść. Ten gospodarz mia(ł) dwóch psów; a jeden ś nich musiał być na dworze, a drugi zaś we dnie. w nocy ligał pod stołem, na dwór nigdy nie wysed. Jak ^ im dziwka nagotowała żarcie, tak tego ze dwora zawołała do izby, i obadwa z jednej miski żarły te psy. Ten pies, co na dworze by wał we dnie. w nocy, to powiada temu w izbie: Nie zer juz, a ostaw mi. bo ja musę na dworzu stróżować i zimę cierpieć, a tobie dobrze leżeć w cieplej izbie pod stołem na piniądzach. I za parę dni, jak tamten zołnierz był. to ukradli temu gospodarzowi złodzieje parę koni. I ten gospodarz sobie wzion pare sąsiadów i sed do boru tych koni sukać. Ale przyśli nazad, tych koni nie znaleźli. I dziwka znowu nagotowała żarcie tym psom, i tego ze dwora zaś puściła do izby. Jak juz niewiele tego żarcia było na misce, tak ten ze dwora powiada do tamtego: Nie zer. zosta(u)w mi, bo ja musę na dworze stróżować i zimę cierpieć, a ty sobie lezys w izbie. A ten z izby pies powiada: Eh. a ty jesteś dobry stróż, dałeś gospoda rzowi konie ukraść; ale zeby mnie puścili z izby na dwór, toby ja te kónie znalaz. I ten zołnierz rozumiał tę ga(u)dkę, co sobie te psy gadali. I powiada zołnierz gospodarzowi: Gospodarzu, wypuście no tego psa, a zaproście se pare sąsiadów i pójdziemy tych koni sukać. On se zaprosił parę sąsiadów, i psa wypuścili na dwór i pośli, i ten zołnierz ś niemi. I ten pies leci przed niemi prosto do boru. Przyśli do boru; daleko w bór wleźli, w taką wielką * gęstwinę co ledwo przeleźli za tym psem. I tam kónie znaleźli w ty gęstwinie. A ten gospodarz się bardzo ciesył i tego żołnierza zara na konia wsadził. I jak przyjechali do domu, tak ten gospo darz dał parę kwart wódki temu żołnierzowi i tym sąsiadom, jego. A ten pies powiada temu ze dworu: Widzis bracie, jak-ech jte konie znalaz, a tyś spał i złodzieje konie ukradli. Ten ze dworu powiada: Ja się tez musę bez dwónastą godzinę przespać (o pół nocy) a ty na tych piniądzach juz nie będzies d(ł)ugo lezył, bo juz tu jes(t) ten, co mu te piniądze należą. (A ten gospodarz nie wiedział nic o tych piniądzach). I ten zołnierz powiada: Gospodarzu przynieście siekirę, tego psa pod tym stołem odzeńcie (odpędźcie), będziemy tam rąbać podłogę, bo tam są piniądze pod tą podłogą. A gospodarz powiada: A mój kochany bracie, a któżby ich tez tam schował! Było-ć by to bardzo dobrze, kiedy by-ch my tam co znaleźli. Oni podłogę wyrąbali i beckę piniędzy tam znaleźli. Ten zołnierz powiada: Gospodarzu, teraz terni piniądzami się roz- dzielemy na poły. I ten pies powiadał, co na dworze siedział i zebv ten zołnierz wiedział: Tu w tej izbie we ścianie są prawa jego. Zołnierz powiada: Gospodarzu poślijcie po mularza. Tak go spodarz posłał po mularza, i jak mularz przysed, tak mu ten zoł nierz pokazał: Mularzu, we ścianie i tu kej mi dziurę wyrąbać; tu będzie co nowego. I jak mularz tę dziurę wyrobił, znalaz w tej dziurze achta, prawa. Jak te achta dobyli, tak w nich stało napi sane, ze te gospodarstwo należy żołnierzowi całe. A ten gospodarz powiedział: Nie, to przecie jes(t) gospodarstwo moje, ja ci tego gospodarstwa oddać ni mogę, bo ja cię nie znam. ani zkądeś ty jes(t). Zołnierz powiada: Przecie w achtach napisane jes(t), ize to moje. Tak się o te gospodarstwo powadzili, aze do sądu przyśli. I w tym sądzie usądzili. ize w achtach napisano, ize te gospodar stwo należy żołnierzowi i przysądzili mu. I ten gospodarz powiada: No, kiej mu należy, to niech se odbierze. I przyśli do dom i ten zołnierz powiada gospodarzowi: Wies co, gospodarzu, ja ni mam żony ani dzieci, tak ja ci tego gospodarstwa nie będę odbierać, bo ja juz na nie będę robić, bo ja juz jes(t) stary, co mnie po tern; ty mas zonę i dzieci to się tobie gospodarstwo zda. Tak się gospo darz bardzo ciesył w tćm, ze mu tego gospodarstwa nie odebrał, tak mu parę kwart wódki dał i pili na wielką zgodę. Tak mu go spodarz powiedział: Kochan}- zołnićrzu, tak juz ty nie smies ode- mnie iść nigdzie, jaz do swoji śmierci, za te gospodarstwo, coś mnie go ty nie odebrał. Tak ten zołnierz siedział u niego parę tygodni jesce. Tak w tej wsić był dwór, a w tym dworze była pani dziedzicka gdowa, i ona się o tym żołnierzu dowiedziała, ize tyle piniędzy ma, i ona go dała powołać do siebie, ize by iej se nie wzion za żonę, a on jej powiedział: Co mi po tern, ja juz’em stary, siwy, ja mam piniędzy dość i ś nich żyję; ja się juz nie będę żenić. A óna mu odpowiedziała: Lepsej ci tak będzie, będzies sobie panem, boś juz dość na wojnie ucierpiał. I ona dalece o niego nie stała, ino o te piniądze. Ón się dał namówić, i wzieni się i zro bili se wesele. I po weselu ón wielkie piniądze do tego państwa przyniós. I stodoły się buliły (obalały) i śpicherz się oba(u)lał, 34 KOLBERG—UDŻIKŁA [17®) wsyśkich dachach dziury były. I ón nic, ten pan. nie robiuł ino kokosy pas(ł). Zased do spichrza nabrał zboża ze ćwierć i rozsypał kokosom przed spichrzem. I kokot przylatał i powiadał swoim ko kosom: Stójcie, nie źęzyjcie, boście jesce nie wsyśkie są; bo mój ę pan nima ino jednę kokosę, a nie może ij poradzić, a ja was mam pięćdziesiąt, a wsyśkie mię s(ł)uchać musicie. Tak ten pan przysed do pałacu do pokoj Odpowiedz Link
madohora Re: Śląskie Legendy, również te z Janowa:) 07.10.19, 00:21 Dobre uczynki ył bogać w jednej wsi, a ón dobrego nic nieucynił ni komu na świecie. Jeden dziadek biegał po tej wsi po prośbie, i obeseł całą wieś i nie dostał ani kawałecka chleba. I zabrał się i posed do dom próżno. I potkał drugiego starsego dziadka na dro dze. I ten dziadek go się zapytał, gdzie on był? A ón powiada : Bracisku, tu w tej wsi, ale tam nic nie dostał. I on go się pytał: A to ci się tez chce jeść? A ón mu odpowiada: A toć chce. A tam ten : Pójdź siadnimy sobie na granicy, ja jesce mom kawałek chleba, to zjemy oboje, I siedli i oba się najedli, ani tego chleba nie zjedli. I ten starsy mu powiada: Idź do tego bogaca, i proś go, ón ci ja(ł)muznę da. A młodsy dziad : Nie pójdę, bo on jesce nikomu nic dobrego nie zrobiuł, a przy bramie bardzo złe psy przywiązane, i boję się, zeby mnie te psy nie(r)oztargały. I ten starsy powiada: Idź. nie bój się, bo ci psy nic nie zrobią. I on usłuchnąn i posed. Jak wlaz do bramy, psy na niego wejźdrzały, ale mu nic nie mówiły. I ón wlaz do sieni, a do niego przysła pa nienka i ón iej pięknie prosił o jaką jałmużnę. Ona do pokoju zasła i panu powiedziała o tern. I pan odpowiedział: To mu trza dać, idź, przynieś bochenek chleba i daj mu cały. I ona mu to dała i ón bardzo pieknie dziękował. I posed na granicę do tego starsego dziadka. A ten starsy się pyta : A j akoz, dostałeś ? — A on: Dostałech bracisku, niech mu Bóg da zdrowie za to. Ten starsy po wiada : (Wi)dzis, bracisku, mas potargane buty, idź poproś go o buty, co ci da. I ón zased i stanąn w sieni; i wysła panna do niego i zapytała się, cego chce? A ón ij odpowiedział: Bardzo bych pieknie prosił o jakie stare buty, bo zima idzie, a ja nimom se za co sprawić. Panna do pokoju zasła i panu powiedziała, że ten dzia dek drugi raz przyseł i prosi o buty. I pan wyseł do niego i py tał się: Dziadku, co wy chcecie? A ón go prosił bardzo pieknie 0 jakie stare buty. A pan mu : Dobrze dostaniecie dziadku, nie tak stare buty, ale nowe wam dam. I poszeł ten pan z tym dziadem do sewea. kupić mu te buty. I jak mu je oddał, tak ten bardzo pieknie za nie podziękował. I jak przysed na tę granicę, tak go się ten stary pyta: Dostałeś? — A ón: A dostałem. Ten stary: Pójdzies jesce trzeci raz do niego, a będzies go prosił, co by ci dał portki abo jaki kożuch. A ón mu odpowiedział: Juz nie pójdę do niego, bo się boję. A ten starsy: Ale idź i nie bój się, bo zima idzie, a ty zmarznies. I posed ten dziad i zaś do sieni wlaz i stał. 1 znów ta panienka wysła i zapytała go: Cego dziadku chcecie jćsce? A on : Prosiłbych jesce o jakie portki, abo o jaki kożuch. A panna zasła do pokoju i powiedziała panu, ze znów ten dziadek przysed. I pan do niego wysed i zapytał go się, cego chce? — A on : Prosę o jakie portki, albo kożuch. A pan : Zatrzymajcie się parę minut, pójdę się oblec i pójdę s wami do kuśnierza. I pan z pokoju wysed, dziadka wzion i prowadził do kuśnierza i pan powie : Majster przynieście sam pa(u)rę portek i pa(u)rę kożuchów. I majster przyniós to. a pan to kupił i kazał oblec dziadkowi, je żeli mu będzie pasować. I dziadek portki oblek i kożuch oblek, az do stóp d(ł)ugi. I pan majstrowi zapłacił, a dziadek panu pie knie podziękował. Dziadek posed do tego starsego na tę granicę. A ten starsy: A widzis, jakeś dostał. A ón: Niech mu Pan Bóg za to zapłaci, i przyjmie po śmierci do królestwa niebieskiego. I zaraz na tej granicy klęknąn i Boga prosił za niego. A ten starsy mu powiada: Bracisku pójdzies jesce raz do niego i będzies go prosił o noclóg. co by cię przenocował, bo mas daleko dó dom, a twoje nogi cię bolą, tobyś nie zased. A on mu powiada: Boję się, kiedy mi juz teraz jałmużny udzielił, naprzykrzyć się po scwarte 50 KOlvBBRG-UDZlELA [ 188 ] Ten starsy: Nie bój się, a idź i usłuchnij mnie; a chces ty wie dzieć, co ja jes(t). A on: Nie wiem coś ty jes(t) za jeden, jesce cię nie znam. A ten starsy powiedział: (Wi)dzis, ja jes(t) Pan Bóg. I ón mu bardzo pieknie dziękował, ze go posłał do tego bogaca, i ukląk i modlił się. Ten starsy powiada: Idź sobie terazki z Bo giem na nocleg. I on starsy zniknon przed nim, stracił się. I ón się dziad zabrał i posed do wsi, do tego bogaca na nocleg. I przysed i prosi pana, żeby był łaskawy i przyjon go na noclćg. I pan po wiedział: Dobrze, dziadku, możecie zostać na noclegu u mnie. I jak przysło na kolącyą, tak się panienka pyta pana: Jeżeli tez ten dziadek dostanie jaką kolacyą. A pan: A jakże, musi dostać; to co ja będę jad, to i on jeść ma. I pan po dziadka posed i do swego pokoju przywied i na krześle go posadził za stoły i z jednego ta lerza oboje jedli. Tak po tej kolacyi, dziadek uklęknon i modlił się do Boga za tego pana, co mu tę kolacyją dał. Jak przysło do spania, tak się pyta lokaj: (G)dzie temu dziadkowi nasłać? Jeżeli mu słomy przynieść, cy tak bez słomy bedzie lezćć. A pan mu od powiedział: A cyś ty jes(t) głupi, staremu dziadkowi na słomie dać leżeć; o to jes(t) stary i ma stare kości, tak by go na słomie uciskało. Dziadkowi trza dać wielką pierzynę na spodek, a drugie na wierzch wielką pierzyną przykryć, coby go nie uciskało a coby mu ciepło było. I dziadek swoje modlitwy odprawił i do pierzyn się położył i w tym samym pokoju kędy pan spał. Przysło wele północy, i pełne okna kruków carnych do izby lejzie, a te kruki to były same diabły. Po tego pana przyśli, i za żywa go do piekła chcieli wziąść. A stróz-anioł jego powiedział: Nie dostaniecie go, bo ón jes(t) mój. A diabli strózowi-aniołowi odpowiedzieli: Nas jes(t), bo on (za) całe życie nom służył. A stróz-anioł powiedział: Nie jes(t) was, mój jes(t). A óni: On jesce nikomu na świecie nic dobrego nie ucynił, tak nas jes(t). Tak stróz-anioł powiedział: Bę dziemy ważyć te złe, z tym dobrym; jeżeli złe przewazy, to będzie was, a jak dobre przewazy, to będzie mój. I ważyli te grzychy ^ego bogaca, i grzychy przeważyły te dobre ucynki. I diabli po wiedzieli: (Wi)dzis, jak nas jes(t). I ten dziadek włożył tam pościel na tę wagę, i tę wiecerzą położył, co zjad. I jednak te złe prze ważyło wsćsko. Tak dziadek sjon ze syje swoij różaniec i położył na tę wagę. I tak ten różaniec przeważył potem te złe. Ten stróz- anioł wzion bogaca do nieba, a diabli musieli lecićć na przepaść do piekła, bo ten starsy dziadek posłał tam dziada, ażeby się prze konać, jeżeli ón się nawróci jesce ku Bogu albo ni Odpowiedz Link
madohora Re: Śląskie Legendy, również te z Janowa:) 13.10.19, 21:41 Przed świtem w zamku pełno zgiełk u , w rzaw y: Tam zbroją ludzi, tu konie kulbaczą,Tam słychać śmiechy, tu kobiety płaczą, Wszędzie wre żądza do boju i sławyI wszędzie ręce do pracy gotowe,Tak, że gdy pierwszy promy czek złocony Przez mgliste ranku przedarł się zasłony, Oświecił zbroje i hełmy stalowe;Bo już stał w rzędzie jasny, okazały Kwiat polskićj młodzi z piersiami wrzącemi, Zelaznćm skrzydłem rwąc się na szczyt chwały, Sercem przykuty do ojczystej ziemi!Już w bramie czeka rumak niecierpliwy,Już ziemię grzebią polotne kopyta,Rwie się z rąk giermka i wstrząśnieniem grzywy Z radosnćm rżeniem swego pana wita 100Już przed wielkiemi kamiennemi schody,W srebrzysty pancerz i hełm złoty zbrojna, Stoi poważna postać W ojewody,Przy nim Nawojka smutna lecz spokojna.Już pożegnania pocałunek długi Żałośnie zawisł na perłowej skroni,I z oczu starca zpod żelaznćj dłoni Dwie łez gorących stoczyły się strugi.Już dosiadł konia — prawicy skinieniem Powitał wojsko stojące wokoło,I tysiąc piersi jednogłośnćm brzmieniem Okrzykiem wodza przyjęło wesoło.Na okrzyk wojska odpowiedział echem ,Jakiś śmiech dziki, szyderczy, przerwany, Gkłzieś z głębi ziemi — takim chyba śmiechem Uwiódłszy duszę śmieją się szatany.Zdziwieni wszyscy dokoła spojrzeli,Zkąd się odezwał ten głos niespodzianie;Lecz nikt się nie śmiał — i tylko widzieli,Jak się cień lekki przesunął po ścianie. Nawojka — czy ją przejął strach proroczy,Lub treść zagadki niemiłćj odgadła?0 mur się wsparła i nagle pobladła1 drżącą ręką zasłoniła oczy Lecz nikt nie zważał na dziewczęcia trwogę, Bo już czas naglił, już trąbki zagrały,Już biały orzeł pokazywał drogę,A za nim jasne proporce powiały.Biedna Nawojka na szerokie schody Wstąpiła smutnym i powolnym krokiem,I w ową stronę podążyła okiem ,Gdzie zniknął,w cieniu rumak Wojewody:I tak widziała, jako w rzędzie długim Szeregi wojska ciągnęły w przestrzeni,I jako jeden proporzec za drugim K rył się i niknął pośród drzew zieleni.Tam promień słońca, jak Boga spojrzenie, Światłem i ciepłem oblewał rycerzy I blask chorągwi, szyszaków, pancerzy Stokroć słoneczne odbijał promienie;A kiedy święta pieśń „Boga Rodzica11 Ostatniem echem wzleciała do góry,Do komnat zamku wróciła dziewica I promień słońca schował się za chmury. Odpowiedz Link
madohora Re: Śląskie Legendy, również te z Janowa:) 18.12.19, 22:16 PRZEPOWIEDNIA PUSTELNIKA LUDOMIRA Ludomir zamieszkał w Karpatach. Wcześniej służył w wojsku a później pomagał ludziom. Jedynym jego życzeniem przed śmiercią było to, że chciał zobaczyć wolną Polskę. Modlił się o to żarliwie. Jednak zbliżał się kres jego życia a Polska w dalszym ciągu była pod zaborami. Gdy już leżał prawie na łożu śmierci przyszedł do niego Anioł i stwierdził, że spełni jego życzenie. Ludomir ma wstać z łoża i pójść za nim. Jednak niech się przyszykuje, bo droga będzie ciężka i niebezpieczna. Poszedł zatem Ludomir z Aniołem a po drodze mijali przepaście, szli pod górę tak stromą że ledwo mogli utrzymać się na nogach. Jeszcze dalej zastała ich burza. Co rusz piętrzyły się przed nimi nowe przeszkody. Na koniec Anioł i Pustelnik stanęli na szczycie czarodziejskiej góry. I zobaczył tam śpiącego orła białego, który nagle obudził się i przeleciał nad Polską a ta była wolną. I powiedział Anioł do pustelnika, że teraz już może umrzeć bo zobaczył co chciał zobaczyć ale taka sytuacja potrwa jeszcze przez jakiś czas. Dopiero gdy brat z bratem się pogodzi nadjedzie czas wolności. 1911 rok Odpowiedz Link
madohora Re: Śląskie Legendy, również te z Janowa:) 17.09.20, 23:46 Z kościołem na Skałce związana jest historia zmagania się dwóch potęg: świeckiej – króla Bolesława Szczodrego i kościelnej – biskupa krakowskiego Stanisława. W wyniku konfliktu z królem biskup, podając za przekazem Galla Anonima, został skazany w 1079 na obcięcie członków za zdradę, której się dopuścił i zmarł. Dokonać to się miało na Wzgórzu Wawelskim. Według alternatywnej wersji, pozostawionej przez Wincentego Kadłubka, król rozkazał swoim sługom zabicie biskupa w kościele na Skałce w czasie odprawiania przez niego mszy, a gdy ci nie chcieli, sam własnoręcznie zamordował przyszłego świętego. Wersja ta jednak ze względu na moralizatorski charakter kroniki Kadłubka, a także to, że również był biskupem jest mało wiarygodna. Król musiał opuścić kraj. Kościół uznał biskupa świętym i kanonizował go w 1253. Papież Innocenty IV jako podstawę kanonizacji przyjął cuda czynione nad grobem biskupa. Od 1089 zwłoki biskupa spoczywają w katedrze wawelskiej, ale to Skałka jest miejscem jego kultu. Odpowiedz Link
madohora Re: Śląskie Legendy, również te z Janowa:) 03.06.21, 16:58 ...mieszkał w tym zamku dziedzic onego, a nazywał się P a l o c h; gdy się już zestarzał, a ciężką złożony chorobą, czuł śmierć zbliżającą się, opadły go jak liście z drzewa zimowym szronem sparzone wszystkie dawne nadzieje, żądze i myśli, i zapragnął widzieć raz jeszcze brata mieszkającego na Węgrzech. Godziny i dnie uchodziły unosząc z sobą ostatki sił chorego; brat nie przybywał, bo przybyć czy nie chciał czy nie mógł. I chory urażony obojętnością rodzonego brata, podniósł się z łoża, kazał zawieść do Krakowa, i tam zajechał w gościnę godną jego wieku i słabości, do klasztoru. Nie mogąc ostatniej znaleźć pociechy w uczuciach rodzinnych szukał jej w uczuciach religijnych; co mu ziemia odmawiała, tego szukał w niebie; a umierając zapisał ów zamek rodzinny klasztorowi. A później biskup jakiś krakowski zwiedzając to miejsce tak sobie je upodobał, te wszedł w ugodę z klasztorem, i inną włość dał mu w zamianę, a sam stał się panem zamku i włości. Takim to sposobem wedle podania stała się Muszyna częścią dóbr należących do dawniejszego biskupstwa krakowskiego. Maciej Bogusz Stęczyński, Okolice Galicji, Lwów 1847 Odpowiedz Link
madohora Re: Śląskie Legendy, również te z Janowa:) 03.06.21, 19:18 W miejscu dzisiejszej oczyszczalni ścieków na gruncie Sitkówki Nowiny była niegdyś dziesięciohektarowa łąka z jeziorkiem, użytkowana przez mieszkańców pobliskiej wsi Wola Murowana. Pewnego razu w jeziorku, będącym starorzeczem Bobrzy, łowiono siecią ryby. Sieć o coś zaczepiła. Nie był to podwodny pniak, ani krzewów, jak początkowo przypuszczano, ale kamienny posążek, przedstawiający postać męską o płaskiej, rzekłby ktoś, mongolskiej twarzy. Figurę wyrzeźbiono bardzo prymitywnie z miejscowego wapienia marmurowego, który buduje okoliczne góry. Znalezisko uznano za posążek pogańskiego bóstwa i nazwano "dziadem ". Wykorzystano je następnie jako słup graniczny pomiędzy gruntami miejskimi królewszczyzny chęcińskiej a posiadłością kościelną, do której należały Kielce wraz z okolicą. Granica biegła tu przez rzeczną łąkę i zaczęto nazywać ją "Dziedziniec ". Rysunek rzeżby nie zachował się. Opisał ją nauczyciel T. Ujazdowski w oparciu o relację mieszkańców Chęcin. Później carat zmienił podział administracyjny i starosta L. Marzchylski, przywłaszczył sobie w użytkowanie łąkę, a "dziad " jako słup graniczny przestał być potrzebny. Zabrał go Wincenty Sokołowski, nadzorca chęcińskiego więzienia, i wmurował, kierowany "trywialnym żartem ", w swe ogrodzenie, oddzielające od dawnego klasztoru franciszkańskiego zamienionego na więzienie. Przechodniów biła nagość rzeźby "dziada" w murze zasłaniającym kloaki więzienne. Było nie do przyjęcia eksponowanie starca z odsłoniętymi genitaliami i rzecz otarła się o proboszcza. Sokołowski któremu interesy szły wtedy fatalnie po kolejnej denerwującej rozmowie na temat" dziada" podszedł do muru i własnoręcznie młotem wykruszył posąg, o czym wspomniała Encyklopedia Orgelbranda z 1860 r.: "Rozbity na kawałki barbarzńską ręką". Był rok 1823, kiedy wspomniany nauczyciel kieleckiej szkoły wojewódzkiej Ujazdowski przybył do Chęcin zebrać informacje o zniszczonym posążku. Wtedy chęciński mieszczanin, sławetny Kazimierz Pieniążek, zaprowadził historyka na ulice Kielecką przed swój dom i pokazał, że Sokołowski miał "dziada", a on dla odmiany miał "babę". Istotnie pod ścianą stał marmurowy posąg ciężamej kobiety, wysoki na metr dwadzieścia, z dziwnym nakryciem głowy, przypominającym odwrócony do góry dnem garnek. Postać była naga, przepasana szarfą z liści dębowych. Twarz płaska, mongolska, na ustach uśmiech, pierś obwisła, lewa ręka wspalia na biodrze, prawa wzniesiona do góry - odłamana. Poodłamywane również obie nogi, które wydawały się już pierwotnie przykrótkie. Pan Pieniążek nąjspokojniej oświadczył Ujazdowskiemu, źe przepiłuje figurę na dwie symetryczne części rakiem do marmuru i uzyska dwie płaskorzeźby do wmurowania we fronton swego domu. Widząc oburzenie nauczyciela, wytłumaczył, że "baba" stoi tu już od dawna, bo kiedyś wyrzeźbili ją chęcińscy kamieniarze, aby posążkiem ozdobić wejście do karczmy. Nauczyciel - historyk w to nie uwierzył, dopatrując się w posążku starożytnego bóstwa i zainteresował chęcińską "babą" naukowców. Trzykrotnie była rysowana i Ujazdowski opisał ją w "Pamiętniku sandomierskim", zamieszczając tam jej rysunek. Obiekt włączono w poczet pamiątek narodowych. W 1828 roku figurę wykupiono, przewieziono z Chęcin do Warszawy i umieszczono w przedsionku Towarzystwa Przyjaciół Nauk. Po wypadkach powstania listopadowego carat rozwiązał Towarzystwo i słuch o kamiennej "babie " z Chęcin zaginął. Dziś, wspominając obie figury z Chęcin, myślimy mimo woli o posągu wędrującego pielgrzyma spod Świętego Krzyża. Czy to też kamienna"baba " ? Odpowiedz Link
madohora Re: Śląskie Legendy, również te z Janowa:) 03.06.21, 19:25 Narodziny "Białego Zagłębia" zapoczątkował kamieniołom i wapiennik w Wolicy. Właściciel tego terenu T. Krajewski podjął budowę dwóch wapienniczych pieców szybowych. Prace rozpoczęto około 1870 r. i trwały one blisko dziesięć lat. Inewstor podjął te roboty, bo budowano tam linię kolejową z Dęblina, zwanego wówczas Iwanogrodem, do granic na Górnym Śląsku, gdzie dziś jest stacja kolejowa Maczki. Wapno palono z lichego, bo marglistego, wapienia Księskiej Góry. Była to seria reprezentująca stratygraficznie środkowy trias. W roku 1902 dziedzic wezwał rzeczoznawcę inżyniera górniczgo J. Hempla i ten zmodyfikował produkcję, opierając wypał na lepszym wapieniu na górnej jury dowożonym kolejką spod wioski Siedlce. Mimo to Krajewski popadł w długi i w roku 1907 Hempel odkupił od niego zakład górniczo - przemysłowy, prowadząc produkcję do wybuchu pierwszej wojny światowej. Po wojnie w 1920 roku podjęto w Wolicy budowę wapienniczego pieca kręgowego, systemu Hoffmanna, opalanego miałem węglowym zasypywanym od góry. W 1923 r. przystąpiono do eksperymentalnej produkcji cementu portlandzkiego w oparciu o miejscowe komponenty. W tym czasie opodal Wolicy, we wsi Tokarnia, przy trakcie jędrzejowskim, wybudowano piec kręgowy do wypału wapna z miejscowego złoża jurajskiego na górze Sierpce. Wapiennik połączono ze stacją kolejową Chęciny dwukilometrowym odcinkiem kolejki wąskotorowej. Dziś jest to stacja Wolica. Po kryzysie gospodarczym zakład Hempla w Wolicy przejęty został w 1934 r. przez Bank Rolny, który wystawiał obiekt na licytację. Nabył go inżynier Z. Krudzielski. Po roku na skutek trudności ekonomicznych została zawiązana spółka akcyjna "Zakłady Chęciny w Wolicy" druga wojna światowa zastała przedsiębiorstwo sprawne technicznie. Około roku 1960 w związku z centralizacją przemysłu wapienniczego wygasły piece w Wolicy oraz Tokarni, a pomieszczenia zakładowe wykorzystano dla innych celów. Poza Wolicą w południowokieleckim okręgu górniczym starą tradycję posiadał zlokalizowany przy linii kolejowej zakład górniczy na terenie Sitkówki. Kamieniołom wapienia dewońskiego uruchomiono na bazie starego wyrobiska w 1908 r. Była to spółka akcyjna prowadzona przez kielczanina J. Zabokrzeckiego. Od roku 1910 przy kamieniołomie pracowały dwie kruszarki. Spółka przetrwała szczęśliwie wypadki pierwszej wojny światowej i po roku 1918 rozpoczęła poza łamanym kamieniem grubym i kruszywem mineralnym, produkcję marmuru w blokach surowych. W 1922 r. przedsiębiorstwo nabył inż H. Łaguna z Warszawy i utworzył również spółkę akcyjną. Nowy właściciel wybudował piec do wypału wapna. Poza kamieniołomem Łaguny, znajdującym się przy stacji kolejowej Sitkówka - Nowiny, powstały wnet trzy inne punkty eksploatacyjne wapienia, sięgające na południu po górę Trzuskawicę w Kowali i Wolę Murowaną. Warto nadmienić, że inwestor Jagniątkowski prócz kamienia wapiennego eksploatował przy stacji kolejowej Sitkówka piasek budowlany i formierski. Kamieniołom w Sitkówce został zelektryfikowany w roku 1937 wtedy też podjęto skup kalcytu od okolicznej ludności i rozpoczęto produkcję kruszywa dla tynków ozdobnych. Tuż przed wybuchem drugiej wojny światowej Łaguna rozpoczął budowę zakładów marmuru w pobliskiej wsi Szewce. W trzydziestoleciu wojennym zaniechano producji cegły w Zgórsku, Korzecku, Wolicy i Łukowej. Przerwano eksploatację wapienia triasowego w Wolicy i jurajskiego pod Siedlcami oraz w Tokarni. Wyeksploatowano natomiast na kruszywo dekoracyjne żyły marmuru różanki w Skibach, na Górze Zelejowej oraz w Gościncu i na Rzepce. W tej ostatniej przez kilka lat produkowano z dolomitu kruszywo budowlane. Podobne kruszywo na podsypy kolejowe dawał kamieniołom PKP Radkowice. Rejon Miedzianki dostarcza topnika wielkopiecowego, a złoża wapienia w Nowinach i Kowali dają surowiec dla miejscowej cementowni. Wieloasortymentową produkcję ma "Trzuskawica". Bloki marmurowe dawała "Zygmuntówka" na Czerwonej Górze i kamieniołom w Bolechowicach. Udokumentowano złoże surowca do produkcji tlenku glinu. Budowa tego zakładu nie została zrealizowana. Aby dać czytelnikowi wyobrażenie o znaczeniu przemysłowym kieleckiego okręgu eksploatacji surowców węglanowych należy podkreślić, że rozciąga się ona na odcinku 35 km, aż po Pasmo Przedborsko - Małogoskie, gdzie centrum produkcji wapna leży w Bukowej, a opodal jest cementownia Małogoszcz. Oba te zakłady korzystają z kolei normalnotorowej Kielce - Koniecpol. Południowo kielecki obszar górniczy sięga po Nidę koło Sobkowa, gdzie bieleje ściana kamieniołomu zaniechanego na Górze Galicowej - wydzieloną enklawę stanowi turystyczny rejon chęciński: tam zlikwidowano wszelkie roboty górnicze, wprowadzając ścisłą ochronę krajobrazu. Znajdują się tu cztery rezerwaty, a dwa następne leżą opodal Morawicy. Odpowiedz Link
madohora Re: Śląskie Legendy, również te z Janowa:) 03.06.21, 19:33 Góra Miedzianka ze złożem kruszców i rud miedzi ma odwrócona kolejność warstw skalnych, to znaczy, że na młodszych leżą stare. Powstało to na skutek obalenia południowego skrzydła antykliny, czyli fałdu górotwórczego chęcińskiego. W odwróconych "do góry nogami" wapieniach szczytowej partii góry jest metrowa wkładka czerwonych łupków marglistych przemazanych malachitem, czyli zielonym dwuwęglanem miedzi. To spowodowało, że w łupkach drążono sztolnię szukając bogatszego złoża miedzi. Rozpoczęli staropolscy gwarkowie i nadali wyrobisku nazwę "Zofia", stąd wiemy, że roboty zapoczątkowali 15 maja któregoś tam roku... W 1900 r. doktor chemii Stanisław Łaszczyński penetrując rejon uznał sztolnie "Zofia" za miejsce perspektywiczne, czyli budzące nadzieję. Od roku 1902 zamieszkał u podnóża góry we wsi. Słowo "miedzianka" znaczyło po staropolsku "ruda miedzi". Przedsiębiorczy chemik postanowił działać. Po dwóch latach ściągnął z majątku ziemskiego Sulisławice koło Kalisza swego o dwa lata młodszego brata Bolesława, również chemika i w 1904 r. obaj uruchomili odkrywkową kopalnię. Wszędzie napotykano dawne nie datowane wyrobiska górnicze za rudą. Co więcej: w tych zrobach odkryto bardzo prymitywne narzędzia w których nie było elementów żelaznych. Kiedy głębili szyb, napotkał on również dawne roboty i w nich porzucone denary rzymskie. Doktor Stanisław opisał to w "Chemiku Polskim" i w 1906 roku zdeponował znaleziska w sosnowieckim Muzeum Urzędu Górniczego. Tam eksponaty leżały do września 1939 roku. na tej podstawie archeolog T.Dziekoński podjął tezę, że już w epoce brązu 2700 lat temu na Miedziance istniała kopalnia. Z tamtejszego sulfoarsenianu miedzi zwanego miedziankitem uzyskiwano co prawda nie brąz, ale mosiądz w którym miejsce cyny zajmował cynk. Metoda ta jest technicznie możliwa, bo w latach Polski przedrozbiorowej wydobywano koło Kielc ze złoża Miedzianej Góry sulfoarsenian miedzi zwany tenentynem i otrzymywano z niego stop mosiężny służący hucie niewachlowskiej do odlewania dzwonów oraz luf armatnich obrabianych w pobliskiej Slefarni. W 1951 r. autor tego opowiadania prowadząc nadzór geologiczny nad czynną kopalnią w Miedziance znalazł ciężki żużel z prymitywnych wytopów kruszcu, co potwierdza tezę, iż złoże użytkowano już w zamierzchłej starożytności. Próbki tego żużla badał w krakowskiej Akademii Górniczo-Hutniczej prof. M. Radwan. Bracia Łaszczyńscy rozpoczęli eksploatację, gdyż doktor Stanisław chciał podjąć produkcję miedzi opatentowana przez siebie metodą rafinacji hydroelektrolitycznej. Brat Ignacy rolnik z majątku Sulisławice wspierał pionierów na Miedziance. Gdy w 1910 r. wybudowano kolej częstochowską, przesyłał bloki prasowego siana krowom. Dla zdobycia pieniędzy na rozruch kopalni założono spółkę akcyjną "Zofia". Nazwa od staropolskiej sztolni na Miedziance. Potem Bolesław imię to dał córce urodzonej w 1907 r. uzyskano nadanie górnicze na jeden milion metrów sześciennych złoża i wydzierżawiono od chłopów teren, gdzie postawiono drewniany dom willowy. W 1905 r. rozpoczęto pozyskiwanie miedzi metalicznej. Rudę mielono i rozpuszczano w gorącym kwasie siarkowym. Roztwór przechowywano w ołowianych beczkach. Elektroliza odbywał się w pobielanych ołowiem kadziach i prowadził ją wyłącznie dr Stanisław sekretnie przy drzwiach zamkniętych. Wykonano cztery szyby do poziomu wody. Trzy dawały produkcję. Odwadniania niestety nie było. W 1908 r. przerwano rafinację z braku rudy. Łaszczyńscy podobno towaru nie sprzedawali, bo z miedzianych sopli robili podarunki osobom wpływowym, wysoko postawionym a tych było, jak zawsze u nas multum... Rok później zatrzymano kopalnię, bo woda nie dała robić. Wreszcie spółka sprowadziła silnik wysokoprężny, kompresor francuski i pompy. Pompy odwadniały kopalnię, a kompresor służył do drążenia otworów strzałowych. Skałę kruszono najprostszym i najtańszym materiałem wybuchowym odkrytym przez Anglika Sprengla w 1870 r. Był to chloran potasu. Odpowiedz Link
madohora Re: Śląskie Legendy, również te z Janowa:) 03.06.21, 19:43 Chęciny, 14 listopada 1637 r. Bernard Gozdzki podwojewodzi powiatu chęcińskiego wydaje taksę cen dla rzemieślników i kupców miast powiatu chęcińskiego. Ustawa JMP Bernarda Gozdzkiego podwojewodzego radomskiego, opoczyńskiego chęcińskiego i stężyckiego powiatów, przy bytności urodzonego Jędrzeja Pozowskiego murgrabiego chęcińskiego, z ramienia JMP starosty zesłanego, burmistrza i radzie miejskiej chęcińskiej i cechmistrzów niektórych, feria 6 post festum sancti Martini Pontyficis et Confessoris proxima, anno Domini 1637. Miara i waga: Centar, kamień, funt, łut, garniec, kwarta i łokieć według miary sandomierskiej być ma. Korzec: Ten według prawa ma być miary sandomierskiej, trzymając garncy dwadzieścia i cztery w sobie, cecha podwo jewodznego cechowany. Odpowiedz Link
madohora Re: Śląskie Legendy, również te z Janowa:) 06.03.22, 20:09 Świat między światami, czyli tajemnice Diablaka Zwana także Wielką Magurą lub Królową Beskidów. Babia Góra rozciąga się na paśmie górskim na granicy polsko - słowackiej, między przełęczą Glinne nad Korbielowem a doliną Skawy. Masyw Babiej Góry zaczyna się na Przełęczy Jałowieckiej, biegnie przez wierzchołek Cyl na Diablak - główny wierzchołek Babiej Góry, nieco niższy Główniak, Sokolicę i kończy się na Przełęczy Lipnickiej zwanej Krowiarki. Środowisko przyrodnicze Babiej Góry chronione jest Babiogórskim Parkiem Narodowym. Odpowiedz Link
madohora Re: Śląskie Legendy, również te z Janowa:) 06.03.22, 20:36 Sabat czarownic Inne legendy mówią, iż Kapryśna Królowa Beskidów to miejsce, gdzie swój sabat miały czarownice. Spotykały się one na Diabliku w Noc Świętojańską, Zaduszki i w Wielki Piątek. Czarownice przylatywały na miotłach, a ich niszczycielska moc wpływała na zbory, wywoływała grad, śnieg, a ludziom odbierała zmysły. Odpowiedz Link
madohora Re: Śląskie Legendy, również te z Janowa:) 06.03.22, 20:46 Szczyt czarownic Babia Góra to również niezwykłe legendy o czarownicach. Według podań ludowych na najwyższym szczycie masywu spotykały się czarownice na sabaty. Nie bez znaczenia miały tu oczywiście diabelskie skojarzenia góry. Odpowiedz Link
madohora Re: Śląskie Legendy, również te z Janowa:) 13.04.22, 10:21 Strachy w kościele Że strachy pojawiają się w zamczys kach, starych murach, wreszcie na strychach i w budowlach, o tern słyszymy nieraz; ale strachy w kościele, to chyba rzecz bardzo dziwna. A jednak tak było. Strachy tak w pewnym kościele dokazywały, źe nawet ks. proboszcz bał się ich ogromnie i za nic w świecie nie byłby do kościoła wszedł wieczorem. Dowiedział się o tern pewien podróż ny i ofiarował się wypędzić owego stracha. Otrzymawszy pozwolenie wejścia w nocy do kościoła, wszedł na ambonę i czeka. Przy chodzi djabeł po chwili, staje na środku koś cioła, zdejmuje z siebie koszulę, zostawia ją na środku kościoła, a sam idzie do ołtarza i zaczyna ogryzać świece. Podróżny, który był w długą żerdź uzbrojony, z łatwością ową koszulę przyciągnął. Gdy już północ się zbli żała, djabeł wraca na kościół, aby się ubrać, a koszuli niema. Wchodzi tedy do owego podróżnego na ambonę i prosi aby mu oddał koszulę, obiecuje mu nawet za to zaczarowa ne skrzypeczki. Podróżny przystaje na to, ale pod warunkiem, że wpierw owe zaczaro wane skrzypki otrzyma. Djabeł w jednej se kundzie przyniósł mu skrzypeczki i powie dział, że ilekroć na nich będzie grał, aby ich nigdy nie odstępował, boby pękły. Za ten hojny dar i tak djabeł nie otrzymał owej koszuli. Dwunasta godzina uderzyła, djabeł rozlał się w śmierdzącą smołę. Rano oświad czył ów śmiałek proboszczowi, że już w koś ciele więcej straszyć nie będzie. Podróżny tymczasem był w posiadaniu zaczarowanych skrzypiec, których ani na chwilę nie porzucał. Pan tej wsi niebawem przyjął go do swej służby za skotaka (t. j. do bydła). Pasąc krowy, ile razy na owych skrzypcach zagrał, krowy skakały. Pewnego razu szli ludzie do kościoła, a tu zagrał na owych skrzypecz- kach skotak i wszyscy ludzie skakali. Pew nego znów razu, przy wywożeniu z obory gnoju, tak pięknie zagrał, że ludzie z widłami w ręku, ekonom i sam pan z laskami skakali. Wreszcie nawinął się żyd, który sam prosił skotaka, aby mu na owych skrzypcach za grał. Skotak zdjął z ramion strzelbeczkę i wvpalił do lecącej właśnie tamtędy sroki. Sroka spadła ugodzona kulą, ale nieszczęście chciało, źe wpadła właśnie między ciernie. Skotak poprosił tedy owego żyda, aby mu tę zabitą srokę przyniósł. Gdy tylko żyd wszedł w ciernie, skotak zagrał, żyd zaczął w tym cierniu tańcować, a źe był boso, więc nogi ogromnie sobie pokaleczył. Żyd natychmiast wniósł na owego skotaka skargę do sądu. Podczas rozprawy, przewodniczący kazał owe mu skotakowi zagrać, co usłyszawszy żyd kazał się do słupa przywiązać, aby nie ska kać. Nic to jednak nie pomogło, bo gdy oskarżony smyk po skrzypicy puścił, wszyscy obecni na rozprawie zaczęli podrygiwać, a Żyd tak się u słupa szamotał, źe aż wnętrzności przez pęknięty brzuch wyszły. Razu jednego skotak się upił i na chwilę skrzypce zaezarowane porzucił Sarn sobie winę musiał przypi sać, bo skrzypce pękły Odpowiedz Link
madohora Re: Śląskie Legendy, również te z Janowa:) 13.04.22, 16:17 Nieszczęśliwa królewna. Królowa, umierając, upominała męża, aby się ożenił po jej śmierci z taką samą jak ona. Król, owdowiawszy, chciał ostatnią nieboszczki wolę wypełnić; było to jednak bardzo trudnem, bo pomimo źe kraj cały objechał, nigdzie podobnej nieboszczce nie wiasty znaleźć nie mógł. Przyjechawszy do domu, rzecze do córki: „Kiedy nigdzie nie mogę znaleźć dziewicy, matce twojej podobnej, to nic mi innego nie pozostaje, jak ciebie, córko kochana, za żonę pojąć”. A gdy dziewica podobnemu związkowi słusznie się opierała, rozgniewany król, obie jej ręce uciąwszy, zaszyć ją kazał w niedźwiedzią skórę i puścić w lasy. Błąkała się tedy po lasach przez lat 7, żywiąc się zdziczałemi owocami i korzonkami roślin; wreszcie pew nego dnia dostała się nocą do cudownie pięknego ogrodu, gdzie strzeżono złotych jab łek. Przybliżyła się do kupy jabłek kró lewna i zjadła jedno. Nazajutrz rano rachu ją jabłka, a ponieważ jednego brakowało, tedy odprawiono ze służby stróża. Właści ciel tego ogrodu, król bardzo sławny, miał trzech synów, z których jeden nie miał ro zumu, dwaj inni byli mądrzy. Jeden z tych mądrych ofiarował się strzec złotych jabłek. Aliści w nocy królewna, za niedźwiedzia przebrana, znowu jedno jabłko zjadła, co widząc, królewicz strzelił do niej. Niedź wiedź mniemany upadł, a królewicz, sądząc, że go zabił, odszedł do pałacu i opowiedział co zaszło ojcu. Na drugą noc drugiego mąd rego królewicza do strzeżenia jabłek wysła no. Niedźwiedź, ogłuszony tylko wczoraj, przychodzi znowu i zjada jabłko. Królewicz sprawił się z nim tak samo, jak jego brat wczoraj, a sądząc również, że zabity, udał sido pałacu i opowiedział co zaszło ojcu. Na trzecią noc zgłosił się trzeci, głupkowaty ów królewicz do strzeżenia jabłek. Za złe wzięli mu to bracia, mówiąc: My mądrzy, a nie mogliśmy ustrzec się przed jabłek kradzieżą, a, ty, głupcze, to potrafiłbyś? Ojciec jednak pozwolił mu pilnować jabłek. W nocy przy chodzi swoim zwyczajem niedźwiedź, a zjadł szy jabłko, umyka w głąb ogrodu, co zoba czywszy królewicz wypalił za nim. Niedź wiedź się przewrócił. Nie poprzestał na tern królewicz, ale podszedł i nadsłuchuje, a prze konawszy się, że ów niedźwiedź nie jest jesz cze martwy, przygotowuje się do skuteczniej szego ciosu, co widząc królewna, wstała i rzekła: „Panie królewiczu, nie zabijaj mnie, bo ja taki człowiek, jak i ty!” Co słysząc królewicz kazał jej iść za sobą, zamknął ją w pokoju i opowiada to ojcu. Król miał ogromną ochotę owego zwierza zobaczyć, ale królewicz przystał na to wtedy dopiero, gdy królewskie otrzymał przyrzeczenie, źe jej się nic złego nie stanie. Ojciec, przekonawszy się, że owym niedźwiedziem jest jakaś piękna niewiasta, kazał ją ubrać w szaty królewskie. Ubrana tak wyglądała pięknie, że wszyscy królewicze prosili teraz ojca, aby im ją po zwolił za żonę pojąć. Ojciec spór sprawiedli wie rozstrzygnął, oświadczywszy, źe prawo posiadania królewny służy najmłodszemu kró lewiczowi, bo on ją sobie właściwie upo lował. Ożenił się tedy z nią głupi ów królewicz, ale szczęście małżeńskie zostało niezadługo zamącone nagłym wyjazdem kró lewicza na wojnę. W czasie nieobecności królewicza, ona porodziła ślicznego synka, co miał złote włosy i srebrne paznogcie. Wysłano natychmiast posłańca z listami, do- noszącemi o tej radosnej nowinie. Posłańco wi wypadało w drodze zanocować; wstąpił tedy do chaty, gdzie przypadkowo mieszkała czarnoksięźniczka, która, podmówiona przez ojca byłej królewny, koniecznie unieszczęśli- wić ją chciała. Dała tedy owemu posłańco wi jakichś leków, po których spał tak twar do, że czarnoksięźniczka, przeczytawszy listy, do króla adresowane, a taką nowinę zwias tujące, zniszczyła je, a natomiast napisała, źe królewna porodziła psa i dworzanie za pytują się, co mają z nim robić. Król, otrzy mawszy list, zmartwił się niezmiernie, ale odpisał, aby noworodka, czemkolwiek on jes* - , pozostawić przy życiu dopóty, póki on nie po wróci z wojny. Posłaniec, wziąwszy listy, tą samą ku domowi udał się drogą. Czarno księźniczka, widząc przechodzącego, ciekawa, coby mógł nieść za odpowiedź, zaprosiła go na chwilę do chaty na szklankę herbaty. Odpowiedz Link
madohora Re: Śląskie Legendy, również te z Janowa:) 13.04.22, 16:22 głupiej królewnie. Była gdzieś bardzo daleko, bardzo ładna królewna; starało się o nią wielu bogatych pięknych paniczów, ale ona za nikogo iść nie chciała, ino za jenerała. Oświadczał jej się oberst; ona przyrzekła mu rękę, pod wa runkiem, źe w nocy pójdzie na cmentarz, trumnę z kostnicy wyciągnie na środek cmen tarza i w niej się ułoży. Oświadczał jej się kapitan; przyrzekła mu swą rękę, pod warun kiem, jeżeli o północy, przebrany w przeście radło za śmierć, uda się na cmentarz i sta nie koło trumny, na środku cmentarza się znajdującej. I pierwszy i drugi, jeden o dru gim nie wiedząc, przyrzekli wypełnić waru nek, nałożony im przez królewnę. Wreszcie oświadczył się królewnie major, za którego ona iść przyrzekła, jeżeli o północy uda się na cmentarz i przebrany za djabła, stanie obok trumny, znajdującej się na środku cmen tarza. Major, również jak jego poprzednicy, warunek dopełnić przyobiecał. O godzinie 12 w nocy, obok leżącego w trumnie obersta, stanął z jednej strony kapitan w postaci śmierci, z drugiej major w postaci djabła. Strach ogarnął wszystkich niezmierny: ów śmiałek w trumnie aż zczerniał ze strachu, major umknął i ukrył się w kostnicy, kapi tan mur cmentarny przeskoczył i schował się w rowie. Na tych stanowiskach dotrwał każdy z nieszczęśliwych konkurentów do ra na. Rano dopiero poznali się wzajemnie, a przekonawszy się, jak okrutnie króleAvna z nich sobie zadrwiła, postanowili się zemś cić. Prostego żołnierza przebrano w mundur jeneralski i wysłano go z oświadczynami; niebawem się ślub odbył. Nie bardzo wpraw dzie małżonek podobał się głupiej królewnie, ale wystarczało jej to, źe był jenerałem. Pew nego dnia koło domu młodej mężatki manew rowało wojsko; królewna wyjrzała oknem, myśląc, źe na czele kompanji męża swojego zobaczy. Gdy atoli zobaczyła go w szeregu, jako prostego żołnierza, ze złości zemdlała i umarła. Odpowiedz Link
madohora Re: Śląskie Legendy, również te z Janowa:) 13.04.22, 16:29 Niemowa. Pewien biedny wyrobnik miał syna nie mowę. Chodził tedy z nim po odpustach i miejscach świętych i zbierał niby dla nie szczęśliwego jałmużnę. Razu pewnego, gdy szli do takiego miejsca odpustowego, napo tkali w drodze dwa pogrzeby. Jeden pogrzeb był hrabiego, drugi biedaka. Na pogrzebie hrabiego narodu było dużo, księży wiele, karety i różne śliczności; za trumną biedaka szło kilku tylko ludzi. Patrząc na to, ojciec owego niemego syna, rzekł: „Mój Boże, jak to bogatemu i po śmierci lepiej! co to naro du za nim modły do Boga zanosi!” Zgor szył się tern niemowa i przemówił: „Ojcze, ile mówisz, ten bogacz bowiem jest już w piekle, a biedny człowiek w niebie!” Zdu miał się ojciec tern, źe nagle syn jego prze mówił, ale zamiast się tern ucieszyć, zgniewał się, bo stracił przez to sposób dobrego za robkowania i wrzucił syna do rzeki. Płynął sobie młodzieniec z wodą, a nie utonął i do płynął tak do młyna, gdzie pochwycił go młynarz, z wody wyciągnął, a dowiedziawszy się od niego, co się stało, za swoje dziecko go przyjął i wraz z swoim synem kazał go w domu uczyć. Ale młodzieniec tak postę pował w naukach, źe syna młynarzowego o wiele prześcignął; to tak zgniewało młyna- rzową, że raz, pod nieobecność męża, wypę dziła biedne dziecko z domu. Wypędzony poszedł do Krakowa, zapisał się do szkół, gdzie o suchym chlebie wyuczył się na księ dza. Dla wielkiej nauki zrobili go biskupem, a wreszcie ojcem świętym. Ojciec jego z tego grzechu, źe własne dziecko utopił, nigdzie rozgrzeszonym być nie mógł: wysłano go po nie aż do papieża. Gdy ów staruszek przy szedł do ojca świętego, grzech wyznał, wtedy papież powiedział mu, że mu daje rozgrzesze nie, a poznawszy ojca, rzucił się mu z pła czem na szyję. Wziął potem ojca do siebie i żyli już do końca życia razem. Odpowiedz Link
madohora Re: Śląskie Legendy, również te z Janowa:) 21.06.22, 14:51 Również w bajkach Rokita doczekał się własnych opisów. Oto jeden z nich: "Po niebie szybko przesuwają się ponure chmury. Zimny wiatr smaga podróżnych po twarzach. Ścieżka staje się coraz mniej widoczna. Jeszcze tego nie wiedzą, ale zgubili drogę. Przez świst wiatru słychać wyraźnie śmiech. Gruby. Basowy. Wydawałoby się, że ludzki lecz jednocześnie przeszywający piekielnym strachem. To diabeł. Nazywają go Rokita. Jest wielki i przysadzisty. Zamieszkuje bagna i moczary, w pobliżu których ochoczo napada na ludzi by pomieszać im zmysły i ściągnąć na bezdroża, w bagno. I biedni Ci, który nie poznali się na fortelu tego diabliska. Z chłopskich opowieści wynika, że Rokita przyjmuje postać ponurego, wulgarnego i nieokrzesadnego szlachcica, który nie grzeszy jednak inteligencją. Strzeżcie się jednak jego potwornej, diabelskiej siły i gdy go usłyszycie szukajcie czym prędzej zgubionej w lesie ścieżki Odpowiedz Link
madohora Re: Śląskie Legendy, również te z Janowa:) 21.06.22, 15:19 DIABELSKIE PIENIĄDZE Pewnego razu kilka dziewcząt wybrało się do łęczyckiego parku. Usiadły na ławce, rozmawiają, przyglądają spacerującym ludziom. Nagle w alejce pojawia się elegancko ubrany mężczyzna. Przechodzi obok nich raz i drugi, w końcu uśmiecha się i zagaduje. Zaprasza je na spacer wokoło parku, a za fa- tygę obiecuje pieniądze. Żadna z dziewcząt nie ma jednak ani odwagi ani chęci na przechadzkę. W końcu jedna z nich, najbardziej odważna - decyduje się. Obchodzą park wokoło, mężczyzna proponuje jeszcze przechadzkę tum- ską drogą, ale dziewczyna nie ma już na nią ochoty. - Mam ci zapłacić, żebyś poszła? - pyta mężczyzna. A ona na to: - Możesz zapłacić, a możesz nie, jak chcesz. Wtedy on z woreczka, który cały czas trzymał w ręku wyciąga pieniądze. Dziewczyna wygładza rękoma swój fartuszek i nadstawia go. Mężczyzna wsy- puje w niego pieniądze i odchodzi w stronę Tumu. Dziewczyna wraca do kole- żanek, a one śmieją się i żartują z jej kawalera, a nawet go przezywają, i nagle dziewczyna z przerażeniem spostrzega, że w fartuchu zamiast pieniędzy ma same końskie boby. Wtedy wszystkie przestają się śmiać i uświadamiają sobie, że ten elegancki pan - to nie żaden pan, tylko sam diabeł Boruta. Spo- glądają w stronę, gdzie po- szedł, ale tam już nie ma nikogo. Słychać tylko szy- derczy śmiech, a później zalega cisza i po diable nie ma już śladu. Odpowiedz Link
madohora Re: Śląskie Legendy, również te z Janowa:) 08.01.23, 20:29 O skąpcu. Jeden skąpiec pożyczał na wielkie procenta, a przed śmiercią, ażeby nikomu nie zostawić pieniędzy, zjadł je ze śmietaną. Na- próżno szukano pieniędzy. W nocy wystawiono go na katafalku w kościele, a przy trumnie czuwał dziad kościelny, imieniem Flo rek. Naraz wielki huk powstał i kościelny zobaczył dyabłów, któ rzy porwali ciało skąpca i trzęsąc nim, poczęli wołać: „Tobie piniądze, Florek, A nam za licbwe ten spróchniały worek a . Pieniądze wytrzęśli z niego i zostawili, a sami duszę jego porwali Odpowiedz Link
madohora Re: Śląskie Legendy, również te z Janowa:) 25.01.23, 17:37 Pewnego razu księdzu z Baborowa przyśnił się przed Bożym Narodzeniem tu tejszy mały parafianin, Adam Krawarski ze złotą koroną otoczoną niebiańskim bla skiem. Krawarski jest postacią autentyczną, a ten sen sprawił, że trafił do szkoły jezu itów' w Ołomuńcu. Jego działalność przypa dła na 1618-1648, a więc lata wojny 30-let- niej. Adam bardzo często cudem unikał śmierci, np. gdy dwóch szaleńców' chciało go zarąbać toporami. Przemówił do nich tak przekonywująco, że zwątpili w swój niedo szły czyn. Krawarski zmarł w Pradze w 1660 roku uwielbiany'przez ludzi. Jego portret zakupio ny w Pradze jeszcze w 1961 roku znajdował się w kościele parafialnym w Baborowie. Niestety już go tam nie ma. ale istnieje jego fotografia zamieszczona w katalogu zabyt ków z 1961 roku. Odpowiedz Link
madohora Re: Śląskie Legendy, również te z Janowa:) 25.01.23, 17:46 Na trasie Głubczyce-Głogówek za wsią Tomice, w pobliżu wiaduktu kolejowego stał po kutny kamienny krzyż. Opowieść głosi, że około czterystu lat temu jechał tą drogą rycerz Reis- switz von Kadersin. Był panem Strzybnikaw Ra- ciborskiem. Na miejscu, gdzie stanął powyższy krzyż spotkał dwóch synów sołtysa z Kazimie rza. Synowie ci nie oddali mu ukłonu i czci na leżnej w tych czasach rycerzowi. Doszło do ostrej wymiany zdań i rozsierdzony rycerz ich zabił. Po stawiono go przed sądem, uwięziono i nałożono na niego karę pieniężną. Nadto rycerz musiał na miejscu zbrodni postawić własnoręcznie wyko nany kamienny krzyż. W okresie międzywojen nym właściciel zamku w Głogówku hrabia Wil helm Oppersdorf kazał przenieść ten krzyż po kutny do swojego zamku, gdzie jest do dziś. Odpowiedz Link
madohora Re: Śląskie Legendy, również te z Janowa:) 04.05.23, 19:42 Pałac w Nakomiadach posiada kilka legend związanych z jego przeszłością, z których najbardziej znane są podania mówiące o tajemnych tunelach i romantycznych miłościach dawnych mieszkańców założenia Odpowiedz Link
madohora Re: Śląskie Legendy, również te z Janowa:) 04.05.23, 20:01 Młoda dziewczyna, mieszkająca w pałacu, obdarzyła swoim uczuciem mężczyznę ze zwaśnionego rodu. Siłą rzeczy nie mógł się on podobać ojcu owej panny. Ten ostatni nie pozwalał, by młodzi ludzie się spotykali, a o ślubie w ogóle nie chciał słuchać. Miłość jednak była tak wielka, że pokonywała wszelkie przeszkody. Nocą, kiedy wszyscy mieszkańcy pałacu spali, dziewczyna wyskoczyła przez okno wprost w ramiona ukochanego. Odjechali w siną dal konno, prowadzeni światłem księżyca. Ojciec, odkrywszy co się stało, wyrzekł się córki, a okno, którym uciekła, kazał zamurować. Odpowiedz Link
madohora Re: Śląskie Legendy, również te z Janowa:) 04.05.23, 23:50 Diabelski Kamień” w Bisztynku To jeden z największych w Polsce głazów narzutowych. Wysokość to 3 m, obwód – 28 metrów. W średniowieczu zwany był „Kamieniem Biskupim” i stąd wzięła się nazwa miasteczka – Bischofstein. Głęboka szczelina dzieli go na dwie części. Widoczne są ślady uszkodzeń. Mieszkańcy Bisztynka twierdzą, że w czasach przedhistorycznych głaz był miejscem kultu, podobnym do słynnego Stonehenge w Anglii…… Niektórzy twierdzą też, że kamień spełnia życzenia. Trzeba go dwukrotnie obejść dookoła poczynając od charakterystycznego pęknięcia, myśląc o swoim życzeniu, zgodnie z ruchem wskazówek zegara… Odpowiedz Link
madohora Re: Śląskie Legendy, również te z Janowa:) 05.05.23, 00:10 „Złota Góra” Jedną z najbardziej ciekawych opowieści jest historia o Złotej Górze. To niewielkie wzniesienie nad rzeką Sapiną niedaleko Pozezdrza, kryjące w sobie tajemnicę pewnego skarbu… Odpowiedz Link
madohora Re: Śląskie Legendy, również te z Janowa:) 05.05.23, 00:17 Pewnego dnia, gdy łowił ryby i siedział zamyślony, nagle obok jego czółna pojawił się niewielki człowieczek. Wodnik z nastroszonymi włosami na głowie, swoimi przebiegłymi oczkami przyjrzał się rybakowi i cichym głosem wyszeptał: „Znam cię bardzo długo i wiem, że chcesz być bogaty! Przyjdź dzisiaj o północy na pagórek, a pokażę ci skarby”. Zaraz potem wodnik zniknął. Rybak przetarł oczy, jakby obudził się ze snu. Uśmiechnął się sam do siebie i pokręcił głową z niedowierzaniem. Jednak wieczorem myśl o skarbach nie dawała mu spokoju. Nie mógł spać, w końcu wstał z łóżka i niepostrzeżenie wymknął się z domu na wyznaczony pagórek. Przez pewien czas stał w oczekiwaniu, wreszcie zaczął uważnie rozglądać się po wzgórzu. Nadeszła północ i nagle góra rozświetliła się czerwonym blaskiem, podobnym do rozżarzonego żelaza. Przestraszony rybak stanął niczym skamieniały. Z jednej strony wzgórze otworzyło się, a ze szczeliny wyłoniła się straszna, czerwona głowa z okazała kozia broda i rogami. Mężczyzna chciał czym prędzej uciec, ale za kark schwyciła go już potężna ręka stwora, którego głowa wyłoniła się z wnętrza pagórka. Rybak krzyknął: „Wiem, że jesteś diabłem, pozwól mi odejść”. Czart, beczącym głosem odrzekł uwodzicielsko: „Przyszedłeś po skarby, które mogą być twoje. Dam ci je, jeśli spełnisz to, czego od ciebie zażądam”. Rybak rzucił chciwym okiem we wnętrze góry, z którego bił blask czystego złota. Uciszył w ten sposób swoje sumienie i postanowił postępować zgodnie z zaleceniami diabła. „Tylko skarby, tylko skarby” – krzyczało w jego wnętrzu. Postanowił jednak oszukać czarta i na jego twarzy zagościł podstępny uśmiech. „Czego żądasz ode mnie i co mi dasz w zamian?” – zapytał rybak. „Dam ci tyle pieniędzy, ile tylko zdołasz unieść na raz!. Za to pójdziesz nad jezioro i przez godzinę będziesz siedział pod wodą. Nie możesz się wynurzać, a jeśli się utopisz, twoja dusza będzie moja” – odrzekł diabeł. Rybak z początku zafrasował się i rzekł: „Przecież człowiek nie jest rybą:. Jednak zaraz uśmiech zagościł na jego twarzy i powiedział: „Dobra, przyjmuję twoje warunki!. Jutro wchodzę do jeziora, a nocą będę nosił swoje skarby do domu”. I tak umowa została zawarta Odpowiedz Link
madohora Re: Śląskie Legendy, również te z Janowa:) 05.05.23, 00:24 Przed tysiącami lat, mieszkała w tej krainie piękna olbrzymka, a na jej piersiach błyszczał sznur wspaniałych pereł. I kto chociaż raz zobaczył te perły, zapominał o swoich troskach i kłopotach. Młody olbrzym, mieszkający w sąsiedztwie, zakochał się w ślicznej pannie, ale ona wciąż odmawiała mu swojej ręki, a gdy młodzieniec nadal nalegał, aby wyszła za niego za mąż, zaczęła uciekać. I w czasie tej ucieczki pękł sznur pereł, które rozsypały się po całych Mazurach, zamieniając się w jeziora. Tam, gdzie perła upadła cała, są dzisiaj jeziora o kolistych brzegach; tam, gdzie perła spadając rozbiła się o kamień, powstawały jeziora o dziwnych, nieregularnych zarysach. A tajemną moc zachowały perły także po przemianie i teraz, tak jak i przed wiekami, kto chociażby raz zobaczy mazurskie jeziora, ten szybko zapomina o swoich kłopotach i troskach… Odpowiedz Link
madohora Re: Śląskie Legendy, również te z Janowa:) 27.05.23, 14:40 Wizerunek Zbawiciela w trybunale lubelskim W sali sądowej w Lublinie stał krzyż kamienny z wizerunkiem Zbawiciela, a nad nim był napis wielkimi złotymi literami: Justitias vestras judicabo. Osobliwość tego wizerunku ta była, iż Chrystus Pan miał twarz odwróconą i rysów jej nie można było widzieć; jednakże snycerz nie był go tak wystawił, ale pewien wypadek stał się przyczyną tej zmiany: Była wdowa szczupłego miana uciśniona procederem przez jakiegoś magnata. Jej sprawa była jak bursztyn czysta, ale magnat zobowiązawszy wszystkich członków trybunału zyskał dekret wbrew prawu i sumieniu. Gdy go ogłoszono, nieszczęśliwa wdowa wyrzekła na cały głos w izbie: – Żeby mię sądzili diabli, sprawiedliwszy byłby dekret. A że sumienie kłuło nieco deputatów, na roki jej nie pozwano i wszyscy udali, jakoby jej nie słyszeli, z czym się odezwała; i że to było pod koniec sesji, porozjeżdżali się marszałek i deputaci, tak duchowni, jako i świeccy; została się tylko kancelaria i pisarze trybunalscy. Aż tu zajeżdża przed trybunał mnóstwo karet, wysiadają jacyś panowie, jedni w kontuszach, drudzy w rokietach, z rogami na głowie i ogonami, które się spod sukien dobywały. I zaczynają iść po schodach, a przyszedłszy do sali trybunalskiej zajmują krzesła, jeden marszałka, drugi prezydenta, inni deputatów. Pomiarkowali się pisarze i kancelaria, że to byli diabli, i w wielkim strachu przy stołach swoich siedząc czekali, co z tego będzie. Wtem diabeł, co marszałkował, kazał wprowadzić sprawę tejże wdowy. Przystąpiło do kratek dwóch diabłów jurystów: jeden pro, drugi contra stawał, ale z dziwnym dowcipem i z wielką praw naszych znajomością. Po krótkim ustępie diabeł marszałek przywołał pisarza województwa wołyńskiego (bo ten interes był z Wołynia), ale prawdziwego pisarza, nie diabła, i kazał mu siąść za stołem i wziąć pióro. Zbliżył się pisarz wpółumarły z bojaźni i przymrużając oczy zaczął dekret pisać, jaki mu dyktowano. Dekret był zupełnie na stronę uciśnionej wdowy, a Pan Jezus na taką zgrozę, że diabli byli sprawiedliwsi niż trybunał przenajświętszą krwią Jego wykupiony i w którym tylu kapłanów zasiadało, zasmuconą twarz odwrócił i oblicza swego nie pokaże (jako miał o tym objawienie świątobliwy jeden bazylian lubelski), aż naród się pozbędzie zaprzedajności w sądach, łakomstwa w księżach i pijaństwa w szlachcie. Ów dekret diabli podpisali, a zamiast podpisów były wypalone łapki różnego kształtu i położywszy go na kobiercu, który pokrył stół trybunalski, zniknęli. Następnej sesji trybunał znalazł diabelski dekret, gdzie był położony; bo rozumie się, że nikt z kancelarii ruszyć go nie śmiał. Złożono go na wieczną pamięć w archiwach Odpowiedz Link
madohora Re: Śląskie Legendy, również te z Janowa:) 27.05.23, 19:50 Fragment Raptularza... Zbigniewa Borowskiego [...] przy limitacji Trybunału Lubelskiego chłop, który bud miejskich pilnował, przystawiwszy sobie drabinę do ratusza, na niej obwiesił się. Marszałkiem na ten czas był pan [Jan] Adam Stadnicki, podczaszy krakowski, synowiec onego [Stanisława] Diabła Stadnickiego. Za którego dyrekcyjej i w Piotrkowie 1637 na początku Trybunału na Ratuszu nocy jednej źli widziani sądząc. Odpowiedz Link
madohora Re: Śląskie Legendy, również te z Janowa:) 27.05.23, 20:00 W 2018 na placu im. Lecha Kaczyńskiego w Lublinie odsłonięto instalację artystyczną typu site-specific. Jej pomysłodawcą był Kamil Filipowski, a autorem rzeźby Paweł Pawluk. Przedstawia wielką, wyrastającą z ziemi czerwoną dłoń, ściskającą pień drzewa. Zimą 2018/2019 lubelska grupa „Bombardowanie Włóczką” przybrała ją w wełnianą rękawiczkę, a w marcu 2020 Filipowski zorganizował przy niej happening, zachęcający do mycia rąk w dobie epidemii Odpowiedz Link
madohora Re: Śląskie Legendy, również te z Janowa:) 27.05.23, 20:20 Niestety jak się okazało również tutaj szlachcicowi udało się sędziów przekupić. Znów wyrok stwierdzał, że wdowie nic nie należy się z jego strony, że nie popełnił żadnego przestępstwa. Kobieta została pozbawiona szansy na odzyskanie choć części zagrabionego majątku. “Nawet diabli sprawiedliwiej by osądzili!!” - wykrzyknęła załamana i z płaczem wybiegła z Trybunału. Wieczorem tego dnia stało się coś dziwnego… Pod budynek Trybunału zajechała bardzo piękna, bogato zdobiona karoca, ciągnięta przez wyjątkowo dorodne konie. Z karocy wysiedli elegancko ubrani panowie. Płaszcze ich zdobione były kamieniami szlachetnymi, obszywane złotem. Gdyby nie fakt, że zamiast stóp mieli kopyta, nie różniliby się niczym od zwykłych ludzi… Weszli do Trybunału. Na wokandzie znów znalazła się sprawa biednej wdowy. Wezwano świadków, przesłuchano ich. Tym razem nikt nie śmiał kłamać w obecności tak niezwykłych sędziów. Wyrok, który wydali, był na korzyść wdowy. Szlachcic miał jej oddać zagrabiony majątek i wypłacić odszkodowanie za wyrządzone szkody. Odpowiedz Link
madohora Re: Śląskie Legendy, również te z Janowa:) 28.05.23, 00:08 W czasach, gdy na Lublin najeżdżali Jadźwingowie, w okolicach Lublina przebywał Leszek Czarny. Pokonał on Jadźwingów w bitwie, lecz strudzony postanowił ich nie ścigać i odpocząć po walce. Postanowił rozbić obóz na terenie dzisiejszego Lublina pod wielkim, starym dębem, pod którym zasnął. We śnie ujrzał Michała Archanioła, który podał mu miecz. Leszek Czarny uznał to za znak od Boga, który miał zachęcić go do pościgu. Książę niebawem wyruszył i dogonił Jadźwingów i ponownie ich pokonał. Jako wotum wdzięczności ufundował w miejscu swojego obozu kościół (legenda mówi o ufundowaniu, ale niektóre źródła twierdzą, że w tym miejscu istniał już kościół) pod wezwaniem św. Michała Archanioła, a dąb, pod którym spał, ścięto i przeznaczono na budowę ołtarza. Prezbiterium miało zostać zbudowane na ściętym pniu. Odpowiedz Link
madohora Re: Śląskie Legendy, również te z Janowa:) 28.05.23, 01:21 Zofia była służącą nadzwyczaj troskliwą i staranną, toteż szybko zdobyła sobie życzliwość swojego pana. Mimo dużej różnicy wieku pan zapałał do niej afektem. Uboga czeladna czuła się i rządziła w jego domu jak w swoim własnym. Z biegiem czasu stary pan Podlodowski ostygł w zapałach do młodej Zofii, a ta postanowiła temu za wszelką cenę zapobiec. Biegała do guślarek po okolicznych wsiach dopytując się co ma czynić. Jedna z nich doradziła Zofii puścić kilka kropel krwi z serdecznego palca do naczynia z trunkiem i napoić nim jegomości. Inna radziła gołębie serce ususzyć, zetrzeć i spożywać pospołu. Rady te okazały się skuteczne. Pan zawsze z radością powracał do domu do swojej Zofii, a ta coraz usilniej próbowała nowych praktyk, aby stan ten jak najdłużej utrzymać. Niestety po pewnym czasie pan Podlodowski podupadł na zdrowiu. Przejęta tym Zofia gorączkowo szukała pomocy u okolicznych guślarek. Te kazały jej upiec chleb z wetkniętymi weń trzema kłosami żyta. Niestety spalone ziarna żyta nieomylnie wskazywały rychłą śmierć pana. Tak też się stało. Odpowiedz Link
madohora Re: Śląskie Legendy, również te z Janowa:) 30.05.23, 18:59 On i kowalowi z groty, Często płatał różne psoty, I Dorotce ocl Sokoła Obiecywał złota siła Aby tylko do kościoła, Na mszą świętą niechodziła. I ’’lobydź niemoże, dziewczyna odpowie, Malowanego widziałam szatana, Z lisim ogonem z rogami na głowie, I niepodobny był do tego pana. On taki grzeczny i jeszcze niestary, Jego wspomnienie dotąd mi się marzy, Odpowiedz Link
madohora Re: Śląskie Legendy, również te z Janowa:) 30.05.23, 19:08 Wszystkie niech będą dziwem wnaturze, Mściwe jak piekła posłaniec, I trzy dni w roku na łysey górze, Niech odbywają swóy taniec. Powietrze zioła na ich rozkazy, Jch moc niech będzie im znana, Nichay się każda kocha sto razy, A nigdy wzajem kochana, Dzień dla nich nocą, noc dzienną dobą, Wniey będą miały różne koleje, M ogą się cieszyć wzajem ze sobą, Dopóki czuiny kur niezapieje.—A jak na widok wody święconey, Mnie się odsłania straszliwa droga Tak jeśli przez nie kto pokuszony, Niech je zaklina, ’’precz w imię Boga. Gdy tak dziwaczną mowę nad nią trsse- pał, i Stała bez zmysłów w tym smutnym zawodzie Wreszcie ją zlekka wramiona poklepał I zniknął szybko, jak bańka na wodzie. Odpowiedz Link
madohora Re: Śląskie Legendy, również te z Janowa:) 30.05.23, 21:41 Oprócz handlu świniami, cielętami, wołami i owcami rozwinął się w Mysłowicach od lat 80. XIX w. handel drobiem. W latach 1880 - 1895 liczba gęsi i kaczek zakupionych w Rosji wynosiła sześć milionów sztuk. Drób sprowadzono do Mysłowic na dwa sposoby: koleją z Galicji lub pędzono pieszo drogami z terenów Królestwa Polskiego. W drugim wariancie gęsi i kaczki docierały do Modrzejowa, tam grupowano je w stada. Następnie przechodziły do Mysłowic przez drewniany most na Przemszy. Od tego miejsca przemieszczały się głównymi ulicami miasta, Krakowską i Oświęcimską w kierunku zbudowanych na początku XX w. w rejonie dworca osobowego zabudowań gospodarczych do kwarantanny, karmienia i załadunku. Odpowiedz Link
madohora Re: Śląskie Legendy, również te z Janowa:) 30.05.23, 21:46 Na Wesołyj do teraska mômy nimało polôw. Gospodorzy je coros to myni, ale i tak jeszcze pola sôm uobrobiane. I ludzie trzimajôm sie starych prziwiarek, bo wiedzôm, że to jim pômogo. Besto świyncôm ziymia, wkłodajôm do ziymie palmiane krziżyki, a po procesyji Bożego Ciała bierôm z uôntorza poświyncôny tatarak i tysz go dajôm w pole, coby były dobre urodzaje. Jusz niy robiôm wiônkôw z mlycy i niy dowajôm krowom na gowy jak piyrszy ros je żynôm na posanie na łonkach. Ale zowdy bocôm, coby te krowy zegnać z polo na wiecôr, a niy robić tego po nocach, bo idzie fes dostać za swoje. Bo na wesolskich polach a łônkach żyły nocnice. Odpowiedz Link
madohora Re: Śląskie Legendy, również te z Janowa:) 30.05.23, 22:13 Ja, te chałpki miały niyros jedna izba a kuchnia i ku tymu kômôrka. A tedy uowdy pod jednym dachym była izba, kuchnia i kômôrka, a po drugij strônie siyni chlyw abo obora do gowiedzi. Pola ludzie uobrobiali wołami a potym robili wszysko rynkami, bo przeca maszyn niy było. Sioli z płachty, sadzili i plewili kopackami, a potym kosami żniwowali zboże. Robota to była ciynżko i wymogała, coby wszyjscy z kożdyj familije śli na pole robić. Odpowiedz Link
madohora Re: Śląskie Legendy, również te z Janowa:) 30.05.23, 22:25 Chopy z inkszych wsi, ftorzi robili na tyj grubie z Dzieckowiokami, jak uobocyli, że jejich kamraty majôm gorcki przikute na ketach do ściany, zacli sie śmioć z tego, a samych grubiorzy, co tak radzi gorcki rozciepowali, przezwali Gorckami abo tak pieściato Gorcusiami. A potym uo tym uosprowiali po robocie we swojich chałpach. I po wszyskich wsiach nauobkoło Dzieckowic sie rozniysło, jak to Dziećkowioki rozciepowali na pauzie gorcki i jak jejich sztajger przikuł te gorcki do ściany. No i rozniysło sie, że na tych chopôw wołali Gorcki. A nazwa tak sie spodobała, że wszyjscy zacli godać na Dziećkowiokôw Gorcki abo Gorcusie. Odpowiedz Link
madohora Re: Śląskie Legendy, również te z Janowa:) 30.05.23, 22:36 Besto ludzie radzi lotali do lasa, abo posyłali swoje bajtle i te brały kônie i krowy a śli do lasa je wyposać. A bajtle rade to robiły, bo przi tym wyposaniu szło se pogodać z kamratami, abo pozolycić z dziouchami, poleżeć w ciyniu pod drzewym abo pośpiywać jake śpiywki i pouosprowiać, co się komu trefiło. Ino trza było wachować, coby krowa kaj niy uciykła. A niy tak, jak na miedzach, że trza jeszcze zaglôndać, coby krowa niy wlazła w szkoda sômsiadowi na polu, bo z tego było ino kupa uostudy. Odpowiedz Link
madohora Re: Śląskie Legendy, również te z Janowa:) 30.05.23, 22:48 Nô i skiż tego braku zocy do Pônbôcka, niyros z ludzi sie śmioł, że sie żegnali wele krziża. Odpowiedz Link
madohora Re: Śląskie Legendy, również te z Janowa:) 30.05.23, 22:54 Na Ławkach ludzie nojwiyncyj to żyli z pola. Mieli swoja ziymia i jôm uobrobiali. Sioli, sadzili, a potym zbiyrali. Howali tysz krowy, kozy, barany i inkszo gowiydź. Chopy robili na grubie na Wesołyj, przeca uôna stanyła na ławeckich polach! Przinojmij tak godajôm Ławcany. Ale na Ławkach ludzie żyli jeszcze z cegoś. Odpowiedz Link
madohora Re: Śląskie Legendy, również te z Janowa:) 30.05.23, 22:58 Chopy skôńcyli dugo siedzieć w gospodzie i po nocach wrocać po pijoku do dôm. Baby zamias klachać uo swojich kamratkach, zacły wiyncyj rzykać. Bajtle były napôminane, coby lepi suchały swojich uojcôw. Noreście ludzie zacli wiyncyj chodzować do kościoła. Tak sie wszyjscy boli tego dzioska, ftory lotoł po Ławkach po nocach! Widać było, że je lepij, bo diosecki corny kôń jakby myni sie pokazowoł, ale dalij szło go na gościńcu trefić! Jak tymu zaradzić? Odpowiedz Link
madohora Re: Śląskie Legendy, również te z Janowa:) 30.05.23, 23:17 Tak ze sômsiadkôm uradziły, że to bydzie naprowda urok, a potym zacły dumać, co z tym zrobić. Ale sômsiadka znała tako jedna baba, co poradziła uroki uodcyniać. Doradziła tyj gospodyni, coby do nij poszła po dorada. Odpowiedz Link
madohora Re: Śląskie Legendy, również te z Janowa:) 31.05.23, 21:54 Jak jusz Ymil poradziył mocnij dychać świyżym luftym, tak zacôn wołać uo retunek. W końcu przilecieli ratowniki. Naprowda fes sie zdziwiyli, bo dziura, co szła bes zwoły ku Ymilowi wyglôndała, jakby ftosik wyciôngnył na szyrokość rynki wszyske kamynie. Ale z jednyj i z drugij strony zawalonego chodnika! Ratowniki fes sie dziwili i widzieli, że to wyglôndo, jakby ftosik wraziył sam rynka. Na dodatek wyglôndało to tak, jakby niy działały prawa fizyki! Bo przeca luźne bergi musiały sie zapaś, a tego niy zrobiyły! Potym Ymil se spômnioł, że padoł gowôm w strôna przodka, a jak sie uoturoł to mioł gowa uobrôcôno w drugo strôna! Ymil tysz widzioł, jak rynka siyngała z drugij strony i wyciôngała kamynie. Besto myśloł, że zawalisko mo pora coli. Jak go ratowniki uodkopowali, to sie pokozało, że Ymil leżoł uod nich pora metrów! Odpowiedz Link
madohora Re: Śląskie Legendy, również te z Janowa:) 31.05.23, 22:02 Ros sie trefiyło, że w lesie zaszczelili starego fyśtra, co to go Palka wołali. A nowy fyśter, co prziszeł za niego, to był mody synek. Dopiyro co sie pora lot nazot uożynił. Mioł fajno baba i małego synecka, ftory jim sie dobrze chowoł. Odpowiedz Link
madohora Re: Śląskie Legendy, również te z Janowa:) 31.05.23, 22:21 Jak strzibny wônż jôm uobocył, tak drapko doł sie uciekać pod piec. Wloz w tako dziura i znik! Ale uojcowie sie fes zacli strać, co to za gadzina i cy niy ukrzywdzi jejich synka. Besto dali sie rozwolać piec. Jak dośli niżyj deliny z tym rozwolaniym pieca, to noreście dojrzeli strzibnego wynża, ftory brzidko na nich zaglôndoł a sycoł uokropnie cołki nerwowy! Besto fyśter wziôn do rynki cegłôwka a prasnył wynża w łeb! Trach! I łeb rozwalôny a gadzina niy żyje! Odpowiedz Link
madohora Re: Śląskie Legendy, również te z Janowa:) 01.06.23, 17:08 Smok miał też silne związki z morzem, bywały bowiem odmiany wodne. Miały ponoć pragnienie tak wielkie, że sama woda im nie wystarczała i połykały wiatr. W tym celu goniły statki i odbierały im wiatr z żagli, przewracając je przy tym. Niekiedy pojawiały się także legendy wiążące pływy z połykaniem wody przez ogromne węże morskie lub smoki, żyjące na dnie wód. Odpowiedz Link
madohora Re: Śląskie Legendy, również te z Janowa:) 01.06.23, 18:09 A jedyn kôncek polo zowdy niy był uorany. Haf posali krowy. Trowa na tyj łônce była fes dobro. Niy, jo tego niy jod, ale moja babka uosprowiała, że zowdy zaglôndała, jak przepadzicie ta trowa jodajôm krowy. A potym sie je dojyło. A mlyko było take masne, że sie w gowie niy mieści. I z tego mlyka wyrobiali masło a i nojlepsze syry gospodyni poradziyła zrobić. Take dobre były, że pôł Brzynskowic chodzowało do nij, coby je kupić. Lepszego syra niy było nikaj. Polokowe pole było nojlepsze. Ale miało jedyn feler. Żyło na niym cosik dziwnego. Odpowiedz Link
madohora Re: Śląskie Legendy, również te z Janowa:) 01.06.23, 18:17 Na Larysie miyszkoł jedyn chop. Mianowali go Zefel Sorek. Kamracił sie z takim Ymilym z Wesołyj. A jak Ymil zacôn kupować moc ksiônżek uo magiji a sama magijo uprowiać, to Sorek z Larysza tysz sie tym zacôn porać. Besto niyros z Ymilym uodprowiali zaklyńcia abo cytali magicne ksiônżki. I Zeflik zacôn nabiyrać rostômajtych mocy, ftore pômogały mu wiedzieć se rada w życiu. Odpowiedz Link
madohora Re: Śląskie Legendy, również te z Janowa:) 01.06.23, 18:20 Jak Zefel prziszeł do dôm z roboty, nojprzôd poszeł do śranku, uobocyć, cy mo richtig pijôndze w kapsach. I sie pokozało, że nic tam ni mo. Potym poszeł do macochy i ji pedzioł, że straciyły mu sie pijôndze. Ale macocha sie ino zdziwiyła a udała, że to na pewno niy uôna je ukradła. Na dodatek pedziała, że to możno bracio uod Zefla wziyni se te pijôndze. Ale Zeflik pedzioł macosze, że wiy co to uôna je zebrała i na dodatek wiy, uo ftoryj godzinie to było! Zeflik pedzioł, że wiy, że jak było trzi ćwierci na jedna, to uôna poszła do śranku, wziyna te pijôndze, przerachowała na stole i kaj je schowała! Jak to macocha posyszała, tak sie przeraziyła na całego, poszła do kuchnie i prziniysła te pijôndze. Zaros bes sowa je uoddała. Odpowiedz Link
madohora Re: Śląskie Legendy, również te z Janowa:) 01.06.23, 18:26 I tak tyn istny chop rod śpiywoł te mamulkowe śpiywki, a nojlepij mu to szło, jak se popił. Aże blisko uod karcmy miyszkoł, to zowdy lotoł na skrôty bes babcyne, jak to godajôm. Inoś normalnie to szeł ćwierć godziny, a jak bes babcyne to i ze dwie godziny mu zeszło! Ale rod tak lotoł po weselskich polach, bo i pośpiywać se môg i gorzoła trocha uleciała z gowy, to i baba jakby myni po nim fucała, że uożyrok! Odpowiedz Link
madohora Re: Śląskie Legendy, również te z Janowa:) 01.06.23, 18:30 Chop wszyskim pokazywoł tyn kamyń, co robił za dźwiyrza do chałpy utopca, ale żodyn sie niy powożył go nawet ruszać. Dopiyro jednego dnia, jak se nasz istny chop popił z kamratami, to wszyjscy pośli uobocyć tyn wiely kamyń. I tak chopy po gorzole byli fes uodwożni, to dali sie, coby tyn kamyń uodwalić i uobocyć, kaj sie wlazowało do chałpy uod utopca. Ale jak kamyń uodwalili, to się pokozało, że nic sam niy było ino ziymia... Odpowiedz Link
madohora Re: Śląskie Legendy, również te z Janowa:) 01.06.23, 18:44 Jak utopek mioł wielo siła, tak mi babka godali, to wciôngnył pod woda nawet dorosłego chopa. A môg to robić uod jesiyni, bes zima a wiosna. Padocie, że w zima żodyn sie niy kômpie? A dyć niy! Za to jak stow zamorz to brali szlyje i lotali na stow sie kyjzać. Ino tedy uowdy lôd był myńszy, a jak sie załômoł to niyjedyn wpod do wody i jusz był uod utopka! Ale jak prziszło świyntego Jôna, to utopek traciył moce. Godali, że dzieje sie tak, bo świynty Jôn świyńci woda i wszysko złe traci swoje moce. Wtyncos utopek ino topił małe bajtle. Taki był tyn gizd słaby! Besto babki godały dzieciom, coby niy chodziyli na stow sie kômpać, bo to może sie skôńcyć źle. Ale fto by tam suchoł starych, jak je hica na dworze, a woda tako fajno. Ale potym był płacz. Jak to babka godali, że z igrackôw przidôm płacki. I richtig niyros tak było. Odpowiedz Link
madohora Re: Śląskie Legendy, również te z Janowa:) 01.06.23, 18:53 Tak se synek dumoł, co to może być? I spômnioł se, jak jego babka godali, że haf miyszko taki diobeł, ftory tedy uowdy, do swoji uciechy, wodzi ludzi po lesie, że niy poradzôm do dôm trefić! I wodzi jich cołko nocka, aże dopiero rano widzom, kaj sôm. A skiż tego, że łazili po marasie i krzokach, to niyros mieli cołke łachy uobwolane ciaplytôm abo nawet potargane! I wrocali do dôm umyncyni. I niyros za sobôm syszeli gupi śmiych tego rogatego, że tak jich poradził wodzić po lesie. Odpowiedz Link
madohora Re: Śląskie Legendy, również te z Janowa:) 01.06.23, 19:17 W casach, jak moja matka była modôm dziouchôm, a to było jeszcze przed wojnôm, żył na Wesołyj taki mody synek. Urodny był taki, że kożdo dzioucha chciała, coby był uod nij kawalerym. Ale synek mioł swoja lipszta i ino jij patrzoł, a żodnyj inkszyj. Besto tamte były z tego niyrade! Ale mimo tego, że synek mioł swoja rostômiło dzioucha, mioł jedna utropa, ftoro mu szelôntała w żywocie jak szlag! Odpowiedz Link
madohora Re: Śląskie Legendy, również te z Janowa:) 01.06.23, 21:46 Jednego razu, a było to jeszcze przed wojnôm, chopcy pośli posać kozy nad Przymsza. Fajnie było na dworze. Cieplućko, słônecko piyknie świyciyło. A rzyka kusiła fajnôm wodôm! Normalnie niy chciało sie chopcôm za tymi kozami lotać. Ale mus to mus. Matka kozali i fertig. Jakby sie niy musieli kozami zajmować, to by sie pośli popluskać we rzyce. Ale jakby tak porobiyli, to by matka jym dała popolić i szmary by mieli murowane! Besto uo kômpaniu chopcy niy myśleli. Odpowiedz Link
madohora Re: Śląskie Legendy, również te z Janowa:) 02.06.23, 22:14 Na tyj Podgôrze Dynkowsko wiydła spokojny żywot. Ale zowdy bocyła, że niy je u sia, że je ino gościym swoji cery Waleski. Besto tysz myślała uo śmierci. Swoji śmierci, bo jako to bydzie, jak umre w łôżku? Tym uode Waleski? Przeca uôni sie bydôm brzidzić potym w tym łôżku lygać! A co bydzie jak umre, a sam corne łachy tysz po ni uostanôm? Tysz sie bydôm brzidzić w tym łazić! Besto mało łachôw uoblykała. Zowdy w jednyj kecce, zopasce abo jakli. A jak jusz były corne, to je prała i chowała do śranku a uoblykała nowe. Wszysko było cyste a piyknie poukłodane we śranku! Wszysko ino besto, żeby jak umarła, ftoś môg w nich łazić i niy musioł ani jich prać ani sie jich brzidzić! Ale te łôżko durś lotało Dynkowskij po gowie. Jak tu umrić, coby niy w łóżku, coby sie niy brzidziyli po nij spać! Odpowiedz Link
madohora Re: Śląskie Legendy, również te z Janowa:) 02.06.23, 22:22 Borcek mioł jeszcze jedna życiowo môndroś. Podug niego, niy noleżało sie śmioć ze starodownych prziwiarek, bo cosik w nich musiało być! Kyj utopce topiły we wodzie, to ino gupi by sie do wody cis. Kyj na jakim placu straszowało, Borcek by niy śmioł haf iś, bo po co się strachów najeś? Ale tysz jak syszoł, że kasik je zakopany skarb, to camu niy iś i go znolyź? Kejsik, jak jeszcze był szkolorzym, jego rechtôr pedzioł, że był taki cysorz, ftory padoł, że pijôndze niy śmierdzôm. Nô toć! To pryndzyj piyknie wôniajôm! Dobrym jodłym, fajnymi łachami, abo choby i fes miynkimi betami. Ja, pijôndze piyknie wôniajôm! Besto, jak ino Borcek kaj posyszoł, że ludzie godajôm, że je zakopany skarb, zaros szeł to posprowdzać. Ale niy sôm! Uo, taki gupi to uôn niy był. A co by było, jakby go wachowoł jaki duch? Abo inny pierziński gizd? To go bydzie straszowoł abo jeszcze go jako ukrziwdzi? Besto Borcek mioł poruch kamratów, z ftorymi chodzowoł skarbôw szukać. Tedy uowdy jich cosik pogôniło, ale fto to wiy? Może sie noreście trefi jaki gor złotych pijyndzy abo jake starodowne pieszczynie? Zowdy szło sie cego wiyncyj dorobić. Choby nowyj, piyknyj chałpy, abo jakigo fajnego pola, a krôw a świń. Bo wiycie, kômornika, ftory ni mioł nawet włosnyj chałpy, a musioł najmować izby na ślepdachach, to mało fto mioł w zocy. Bo to przeca ino biydok je! Odpowiedz Link
madohora Re: Śląskie Legendy, również te z Janowa:) 02.06.23, 22:29 Jak sie zrobiła cima, chopy trefili sie na kroju lasa, na drôdze, ftoro wiydła ze Śklarnie na Murcki. Borcek ruszył uodwożnie, bo wiedzioł kaj iś. Przeca te lasy znoł jako włosno kapsa! A na dodatek pogoda była fajnisto, a miesiôncek piyknie świycił, to i drôga było widać. Jak dośli ku gôrce z wielym dymbym, to uobocyli psa. Ale takigo srogigo, że cheba jeszcze takigo niy widzieli! Normalnie aże strach było na niego patrzeć! Pies był cołki corny i leżoł gynau na placu, kaj mieli kopać. Wejrzoł na nich, pokozoł wiele zymbiska, nastroszył szkuty na puklu, a zacôn gośno na nich szczekać. Ale tak fes szczekoł, że sie niysło po cołkim lesie. Chopy prôbowali go zegnać spod drzewa. Gwizdali na niego, ciepali patykami. Jedyn nawet mioł sznitka chleba z tustym, to ciepnył ku psowi, coby tyn zezar a poszeł se kasik. Ale i to nic niy dało. Wszyjscy zrozumieli, ze wiely, corny pies wachuje skarbu i za nic niy do sie wygônić. Uradzili, co majôm zrobić. Pośli do dôm, ale mieli sam prziś zaś jutro. Ale pies dali leżoł pod dymbym i wachowoł skarbu a szczekoł na chopôw wiela wlazło. Tak Borcek z kamratami musieli dać se pokôj z kopaniym skarbu. I do dzisiej w lesie na Hubertusie leży zakopany pod wielym dymbym na gôrce starodowny skarb. Ale... jak pudziecie go kopać, to dejcie pozôr na wielego, cornego psa. Bo na pewno bydzie tego skarbu wachowoł. Odpowiedz Link
madohora Re: Śląskie Legendy, również te z Janowa:) 03.06.23, 18:37 Nasięźrzale, nasięźrzale, Rwę cię śmiale, Pięcią palcy, szóstą dłonią, Niech się chłopcy za mną gonią; Po stodole, po oborze, Dopomagaj, Panie Boże. Odpowiedz Link
madohora Re: Śląskie Legendy, również te z Janowa:) 05.06.23, 00:23 Błogosławieństwo złocistej Ladony Chwyciłeś mię w gorące swoje dłonie, W ogień, lub za ogień lecimy jak dwie ćmy, Drżą serca w nas, sośnina smolna plonie. Nad ogniem brzozy cień, a w ogniu — ja i ty. „Palrz, błyska! — Co? — Ja nie wiem, paproć może!... „Nie szukaj! — skra upadla w paprociany zwój, „Nie szukaj! zwodne są manowce w borze, „Nie szukaj, szczęście w nas: — jam twoja, a lyś mój!“ Palą się oczy, wkoło mrok zielony, Tak blisko słodkie usta, tyle we krwi ech.... Błogosławieństwo złocistej Ladony, Ogniem i miodem syci roześmiany grzech. ‘Jadwiga Qoszlozultózuna. Odpowiedz Link
madohora Re: Śląskie Legendy, również te z Janowa:) 06.06.23, 00:24 W ten sposób minęło prawie dwieście pięćdziesiąt lat. Ze zjawą u dominikanów zżyły się pokolenia. Każdy wiedział, nikt się nie dziwił. Zjawia się... Mszę odprawia... Na organach gra... Po korytarzach chodzi... Nikomu z tego powodu nie stała się żadna krzywda... Odpowiedz Link
madohora Re: Śląskie Legendy, również te z Janowa:) 06.06.23, 20:17 Rychło potem kupiec gdański, Henryk, pokusił się o tą relikwię i skradł ją z kościoła, ale ujechał tylko do miejsca, gdzie obecnie stoi gmach KUL. Coś się koniom stało, nie poszły dalej. Niejednokrotnie to już wola wyższa przemawiała przez te najszlachetniejsze zwierzęta. Otóż skruszony kupiec, zawrócił do miasta, oddał Drzewo Św. w ręce przeora i na miejscu swego opamiętania wystawił kościółek drewniany pod wezwaniem Św. Krzyża. Odpowiedz Link
madohora Re: Śląskie Legendy, również te z Janowa:) 06.06.23, 23:27 W 1651 roku, kiedy pułkownik Daniel Neczaj ruszył z kozactwem przeciwko wojsku polskiemu, pobożny i szczęśliwy król Jan Kazimierz oddał losy bitwy pod cudowną opiekę Drzewa Krzyża Św. Po walnym zwycięstwie pod Winnicą Krzysztof Tyszkiewicz, wojewoda czernichowski z polecenia królewskiego złożył u dominikanów w Lublinie jako wotum buławę Neczaja i siedem zdobytych chorągwi. Odpowiedz Link
madohora Re: Śląskie Legendy, również te z Janowa:) 06.06.23, 23:31 We śnie przychodzi do niego święty Michał Archanioł. Podaje mu królewski miecz i rzecze: Leszku, synu Kazimierza, goń za wrogiem. Odpowiedz Link
madohora Re: Śląskie Legendy, również te z Janowa:) 06.06.23, 23:34 Skarby te przekazuję na dokończenie budowy świątyni - odczytał Mikołaj, któremu słudzy dostarczyli pismo. I tak to dzięki tajemniczej skrzyni dokończono budowę kościoła i klasztoru. Stoją one po dziś dzień przy placu Wolności Odpowiedz Link
madohora Re: Śląskie Legendy, również te z Janowa:) 06.06.23, 23:41 Piękna złotniczanka Nazwała się Helenka. A może Tereska? Wstawała bardzo późno, bo bardzo późno kładła się spać. Ale gdy tylko otwierała okienko na piętrze kamienicy pod numerem 4 przy Złotej, ruch na ulicy zamierał. Przechodnie przystawali i patrzyli, czy jasna główka pojawi się w oknie lub błyśnie skrawek bielizny. Odpowiedz Link
madohora Re: Śląskie Legendy, również te z Janowa:) 06.06.23, 23:52 Piękne było słońce, może majowe albo lipcowe. Okolice naszego grodu, który jeszcze nie miał nazwy, tonęły w zieleni. Czysta i bystra Bystrzyca wartko szemrała wśród wzgórz. - Hej, rybacy, co to za gród? - zapytał książę, który wraz ze swą drużyną zatrzymał konie nad rzeką. Zeskoczył z siodła, rzucił giermkowi lejce i podszedł do ludzi stojących przy łodziach. Tamci zamarli ze zdziwienia, bo niezbyt często możni panowie zatrzymywali swe konie nad Bystrzycą. Odpowiedz Link
madohora Re: Śląskie Legendy, również te z Janowa:) 06.06.23, 23:58 Wieści, które doszły do mieszkańców Lublina były prawdziwe. Pani Tamara Kondratiewowa, żona rosyjskiego bankiera i przemysłowca, została zamordowana w dość zagadkowych okolicznościach. Zasztyletowano ją prawdopodobnie w pociągu, ciało zaś porzucono na przydworcowym skwerku w Krakowie. Odpowiedz Link
madohora Re: Śląskie Legendy, również te z Janowa:) 07.06.23, 00:29 Dziś wizerunek diabła przyciąga ciekawskich, a niektórzy twierdzą, że faktycznie sprawia niepokojące wrażenie. Być może diabeł, który do dziś obserwuje wiernych spod ambony, nie zapomniał o swojej odpowiedzialnej funkcji kronikarza grzechów. Odpowiedz Link
madohora Re: Śląskie Legendy, również te z Janowa:) 07.06.23, 00:37 Didko szaleje po lasach Podkarpacia W lasach Podkarpacia napotkać można wiele dziwnych i niepokojących miejsc. Podobno w co gęstszych puszczach i zaroślach grasuje diabeł, nazywany Ditko lub Didko, który plącze szlaki, podmienia drogowskazy i ogólnie robi wszystko, by uprzykrzyć życie wędrowcom i turystom. Czasem diabeł stosuje czary i uroki. Jeśli na leśnej ścieżce napotkacie kiedyś związanego koguta albo zająca, od razu zawróćcie – to Didko próbuje czarami pozbawić Was orientacji i beznadziejnie zgubić w lesie. Odpowiedz Link
madohora Re: Śląskie Legendy, również te z Janowa:) 07.06.23, 00:45 Sąsiedzka wojna o niziołka, czyli duchy Łańcuta Zamek w Łańcucie to jeden z najbardziej znanych zabytków Podkarpacia. Poza zwykła ofertą turystyczną ma też dodatkowe atrakcje dla poszukiwaczy dreszczyku, a konkretniej aż trzy duchy, które podobno napotkać można wieczorami w jego salach i korytarzach. Pierwszą zjawą jest Stanisław Stadnicki, dawny starosta i znany w Rzeczpospolitej szlacheckiej warchoł i okrutnik. Stadnicki podobno zaprzedał duszę diabłu, by tylko wygrać sąsiedzką wojnę z Łukaszem Opalińskim, od którego koniecznie chciał przejąć nadwornego karła. Niziołka nie przejął i zginął w jednej z potyczek, ale diabeł dopilnował swojej części kontraktu i kazał duszy Stadnickiego błąkać się w miejscu, w którym potem wzniesiono zamek. Odpowiedz Link
madohora Re: Śląskie Legendy, również te z Janowa:) 07.06.23, 00:52 Siedziba wyjątkowo złego rycerza Zamek Golesz we wsi Krajowice wiąże się z przynajmniej dwiema dziwnymi legendami. Pierwsza z nich wspomina o tym, że w ruinach średniowiecznej twierdzy z XIV w. ma być ukryty wielki skarb. Jak dotąd nie zaproponowano żadnych wyjaśnień, kto, gdzie i po co miałby ukrywać kosztowności na zamku Druga historia to opowieść o wyjątkowo podłym rycerzu Ściborze, który miał panować na zamku Golesz być może w czasach króla Władysława Łokietka. Ścibor lubi grzeszyć, a już najlepiej mu się grzeszyło przy świadkach, dlatego sprowadził na zamek kochankę, by zdradzać z nią żonę na jej własnych oczach. Żona Ścibora zmarła z rozpaczy, a kochanka, przygnieciona wyrzutami sumienia, odebrała sobie życie. Zbrodnie Ścibora tak zaimponowały diabłu, że sam przybył na zamek w postaci ognistego ducha, by zaciągnąć rycerza do piekła. Odpowiedz Link
madohora Re: Śląskie Legendy, również te z Janowa:) 03.07.23, 13:48 Jak podają kroniki, w 864 r. nastąpił najprawdopodobniej wybuch gejzeru, woda trysnęła w górę i na wiele dni zabarwiła wschodnią część brzegu czerwoną mazią, która pokryła trawę i drzewa. Wróżbici stwierdzili, iż jest to zapowiedź epidemii wywołanej gniewem bóstwa wody. Cesarz uznał, że jest to omen wskazujący na to, iż nienależnie rządzi krajem, dlatego nakazał odprawienie różnych religijnych ceremonii mających na celu zapobieżenie dalszym nieszczęściom Odpowiedz Link
madohora Re: Śląskie Legendy, również te z Janowa:) 03.07.23, 14:03 Grakch polecił synom wykazać się odwagą i zabić smoka. Gdy więc doświadczyli po wielekroć otwartej męskiej walki i daremnej najczęściej próby sił, zmuszeni zostali wreszcie uciec się do podstępu. Bowiem zamiast bydląt podłożyli w zwykłym miejscu skóry bydlęce, wypchane zapaloną siarką. I skoro połknął je z wielką łapczywością całożerca, zadusił się od buchających wewnątrz płomieni. Odpowiedz Link
madohora Re: Śląskie Legendy, również te z Janowa:) 03.07.23, 14:09 Związany z Krakowem Jan Długosz, w spisanych w drugiej połowie XV wieku Rocznikach polskich, nadał opowiadaniu o smoku dużą rangę. W pierwszej części długiego tekstu oparł się na Kadłubku, ale z pewnymi zmianami. Według Długosza Kraków został założony jeszcze przez samego Graka (tak po łacinie nazywał Kraka, którego uważał za potomka Tyberiusza Grakcha). Kilka lat później miasto zostało zaatakowane przez smoka. Długosz jako pierwszy zlokalizował kryjówkę smoka w jaskini wzgórza wawelskiego: wśród takich jednak pomyślnych i sprzyjających wróżb dręczyło Kraków wielkie nieszczęście. Pod wzgórzem wawelskim, na którym Krak wzniósł zamek, w pieczarze zamieszkał potwór olbrzymiej wielkości, mający wygląd smoka lub gada, a dla zaspokojenia swej żarłoczności porywał bydło i trzodę, które mu rzucane, a nie przepuszczał nawet ludziom. Gdy zaś długim zmorzony głodem nie znajdował przygodnej lub podrzuconej sobie ofiary, wtedy z dziką wściekłością wypadał ze swej kryjówki w dzień biały i rycząc przeraźliwie rzucał się na najroślejsze bydlęta, konie czy woły zaprzężone do wozu lub pługa, mordował je i zabijał, a srożąc się także i wobec ludzi, jeśli nie uszli w bezpieczne [miejsce], brzuch swój napelnial ich poszarpanym ciałem. Ta żarłoczność do tego stopnia zatrwożyła mieszkańców Krakowa, że z powodu tak niebezpiecznego niszczyciela raczej myśleli o opuszczeniu miasta, niż o dalszym tu zamieszkaniu. Odpowiedz Link
madohora Re: Śląskie Legendy, również te z Janowa:) 03.07.23, 14:15 W 1555 roku Marcin Kromer, w dziele O pochodzeniu i czynach Polaków, pierwszy podważył wiarygodność legendy. Jako pierwszy podał też nazwę kryjówki smoka: w każdym razie głęboka jaskinia wydrążona w skałach istnieje do dziś dnia: zwą ją Smoczą Jamą (specum draconis vocant Odpowiedz Link
madohora Re: Śląskie Legendy, również te z Janowa:) 03.07.23, 14:21 Tezę Brücknera podtrzymywali Karol Potkański i Brygida Kürbis. Karol Potkański był zdania, że podanie o Kraku i związana z nim opowieść o smoku, były bardzo starymi legendami związanymi z Krakowem[15]. Brygida Kürbis uważała, że Kadłubek skojarzył lokalną tradycję z którymś ze znanych mu wątków literackich. Za taką tezą przemawia, jej zdaniem, brak w zapisanej legendzie najmniejszego nalotu chrześcijańskiego – potwór został pokonany w walce nie siłą nadprzyrodzoną, ale sprytem i podstępem – oraz niewątpliwy związek z jaskinią u stóp Wawelu, w której zapewne odkrywano kości (być może ludzkie) – pozostałości po prastarych warstwach osadniczych[16]. Niektórzy zwolennicy ludowej genezy legendy dopatrywali się w niej także echa wydarzeń historycznych – smok był, według tej koncepcji, symbolem obecności Awarów na wzgórzu wawelskim w drugiej połowie VI wieku, a pożerane przez bestię ofiary symbolizowały ściągane przez najeźdźców daniny. Pojawiła się też hipoteza, że legenda to wspomnienie walk z rozbójnikami Odpowiedz Link
madohora Re: Śląskie Legendy, również te z Janowa:) 03.07.23, 15:48 Na murze okalającym twierdzę kłodzką istnieje kamienna płaskorzeźba przedstawiająca kobiece popiersie. Tradycja przypisuje temu wizerunkowi portret Waleski. Około roku 1945, po osiedleniu się w Kłodzku ludności polskiej, rzeźba została zniszczona, wandale pozbawili ją zupełnie rysów twarzy. Jej wygląd znany jest obecnie tylko z przedwojennych fotografii Odpowiedz Link
madohora Re: Śląskie Legendy, również te z Janowa:) 23.09.23, 21:04 Pojawia się w niezmienionej postaci od ponad stu lat. Widywali go przodkowie obecnych mieszkańców jeszcze przed I wojną światową. W czasach, gdy pod zamkiem wypasano konie, żaden z nich nie ośmielił się przejść nocą zamkowej bramy, mimo że trawa na dziedzińcu była bardziej soczysta. Wiele razy widywano też spłoszone czymś niewidocznym zwierzęta, gdy uciekały od ruin. Odpowiedz Link
madohora Re: Śląskie Legendy, również te z Janowa:) 23.09.23, 21:08 W historii Polski zasłynął tym, że nigdy nie poddał się Szwedom, wiernie stojąc u boku króla Jana Kazimierza. Wspólnie z księdzem Kordeckim bronił Częstochowy. Przypuszcza się nawet, że to on był pierwowzorem Kmicica z powieści Sienkiewicza. Jego rodowym gniazdem był Danków – jeden z niewielu skrawków Polski, na którym nigdy nie stanęła noga szwedzkiego żołnierza, tak dobrze Warszycki swoją wieś obwarował. Odpowiedz Link
madohora Re: Śląskie Legendy, również te z Janowa:) 23.09.23, 21:11 Po śmierci kasztelana krakowskiego pojawiła się legenda, że wcale nie umarł śmiercią naturalną, tylko za życia został porwany przez diabły do piekła. A jego duch powraca nocami na zamek pod postacią czarnego olbrzymiego psa. Odpowiedz Link
madohora Re: Śląskie Legendy, również te z Janowa:) 23.09.23, 21:16 Ale chociaż czarne psy nawiedzają Wielką Brytanię od stuleci, wciąż nie wiadomo, czym są i dlaczego są powszechne właśnie w tym kraju. Jedna z legend mówi nawet, że to tak naprawdę jedna tajemnicza bestia, zwana Black Shuck. Spotkanie takiej zjawy przeważnie zwiastuje śmierć osoby, która go widziała lub kogoś z jej bliskich. Z relacji wynika, że w większości przypadków nie robią nikomu krzywdy, poza – rzecz jasna – nastraszeniem świadka. Odpowiedz Link
madohora Re: Śląskie Legendy, również te z Janowa:) 11.10.23, 12:26 Dwunastego kwietnia 1763 roku na Ratuszu Miejskim z rozkazu starosty muszyńskiego Idziego Fihausera rozpoczyna się proces oskarżonej o czary Oryny Pawliszanki. Świadkowie donoszą, że podczas ostatniego nabożeństwa wypluła komunię świętą. W miasteczku od lat opowiadano jak o wschodzie słońca zbiera rosę do magicznych receptur i rzuca uroki na ludzi i zwierzęta. Wkrótce Oryna trafia przed sąd kryminalny, od jego wyroku - zatwierdzonego przez starostę - nie będzie już odwołania. Odpowiedz Link
madohora Re: Śląskie Legendy, również te z Janowa:) 11.10.23, 15:43 Historia odnalezienia tej księgi wiązała się z jubileuszem lokacji. Chcieliśmy dotrzeć do dokumentów źródłowych, więc rozpoczęliśmy poszukiwania we wszelkich możliwych archiwach, m.in. w Bardejowie, Muszynie i Krakowie. W krakowskim archiwum przy ul. Siennej odnaleźliśmy księgę autorstwa wielu piór, która dokumentuje wydarzenia od XVI do końca XVIII wieku – opowiada Janusz Cisek, prezes Stowarzyszenia na Rzecz Rozwoju Tylicza. Odkrywców księgi zdumiała dokumentacja procesu o czary. Opowieść o mieszczce, która zaprzedała duszę diabłu, przewijała się od pokoleń tylko w legendach. Jedna mówiła o dziewczynie niezwykłej urody, która pomówiona przez zazdrosne kobiety spłonęła na stosie. Inne wersje opisują starą dziwaczkę rzucającą złe uroki. Pewne jest jedno: historia tylickiej mieszczki kończy się na wzgórzu Szubienica, gdzie straciła życie oskarżona o konszachty z diabłem. Odpowiedz Link
madohora Re: Śląskie Legendy, również te z Janowa:) 11.10.23, 16:00 Danko honestus z prastarego piastowskiego Miastka, dziś Tylicza, staje się pierwszym sołtysem na sołectwie Krynica. W łaskawości biskupa Danko może wybrać dogodne miejsce na ziemi, a właściwie lasach należących do zamku muszyńskiego na swoje domostwo o dwóch łanach. Nowy sołtys zostaje zobowiązany do osadzenia siedmiu kmieci, jeżeli może to więcej, a każdemu z nich wydzielić po trzy miary pola. Pan o siedmiu kmieciach dochody może czerpać z wypasu trzód po lasach. Danko do pomocy przyjął i osadził na nowej ziemi pasterzy wołoskich zajmujących się pasterstwem. Odpowiedz Link
madohora Re: Śląskie Legendy, również te z Janowa:) 31.10.23, 23:27 Wierzono, że potrafi przybierać postać kota. Czarownice w zaklęciach ludowych prosiły go szczególnie o obfitość krów, aby dawały więcej mleka. Była to sprawa niezwykle ważna dla ludu, ponieważ w obliczu nieustannie grożącego głodu brak mleka urastał do rangi ludowej obsesji. Dlatego też powstał cały zakres wierzeń w tym temacie. Były to zaklęcia, modły kierowane do Rokity, jako patrona nabiału i mleczności, a także funkcjonowały jako przysłowia kuchenne. Wiadomo, iż w Zielone Świątki, w trakcie obrzędu zbierania rosy, czarownice napotkawszy krzaczastą wierzbę-rokitę targały nią mówiąc do Rokity: „Rokita, daj mleka, oddaję ci duszę i ciało, bo mi się mleka zachciało”. Wskutek zaklęcia powstał wierszyk powtarzany przez gospodynie w kuchni: „Był sobie raz diabeł Rokita i przyszła do niego kobita. Oddaje mu duszę i ciało. Bo jej się mleka zachciało”. Gdy Rokita zaakceptował ofiarę składającą się z duszy kobiety, wychodził z bagna pod postacią kota i zaczynał mruczeć zadowolony Odpowiedz Link
madohora Re: Śląskie Legendy, również te z Janowa:) 31.10.23, 23:38 Po przyjęciu chrztu przez Mieszka I w 966 rozpoczęły się wyprawy misyjne mające na celu chrystianizację ludności. Chrześcijańscy księża przy nawracaniu Słowian utożsamiali postaci z ich wierzeń z diabłem. W ten sposób ludowy demon słowiański został diabłem Borutą. Myśliwi jednak wciąż składali ofiary przy sosnach po to, aby Boruta sprzyjał im w polowaniach. Dzięki nim Boruta przetrwał do dziś, chociaż jego wyobrażenie znacznie zmieniło się na przestrzeni dziejów. Dziś jest nie tylko bohaterem wielu legend, jest symbolem Łęczycy oraz symbolem Wojska Polskiego w Leźnicy. Odpowiedz Link
madohora Re: Śląskie Legendy, również te z Janowa:) 16.01.24, 21:47 Pewnego razu przybiega do pokoju hrabiny guwer ner zadyszony i słowa wymówić nie mogący; przy szedłszy cokoiwiek do siebie, opowiada wszystkim, jak własnemi oczyma widział owo straszydło. Potem opi sywał całą jego okropną postać, szkaradną twarz, wielkie świecące się i zapadłe oczy, długą brodę i straszne pazury. Wszystkich słuchających tem większy strach ogarnął, hrabinie tylko samej ulżyło się cokol wiek przekonawszy się z tego opisu, iż duch ten wcale jej zmarłemu mężowi nie jest podobny, każdy bowiem mniemał, że to on chodzi po nocy i ten ło;<kot spra wia. Teraz zaś przekonano się dostatecznie, że to musi być inny jaki duch, zwłaszcza że hrabina i wszyscy zaświadczyć mogli, jak nieboszczyk cnotliwe prowadził życie, jak wielkim był ubogich dobrodziejem i pra wdziwym ojcem wszystkich swoich poddanych. Hrabina więc starała się o duchowną i świecką pomoc, spro wadziwszy do siebie nietylko zakonnika z pobliskiego klasztoru, ale nadto kazała co noc kilkom z swych poddanych czuwać przy zamku, aby w przypadku nie bezpieczeństwa miała z nich pomoc, gdyż służący tak już byli przestraszeni, że żaden wieczorem nie odwa żył się wyjść za drzwi. Jednego razu stał na straży pewien odważny czło wiek, który gdy się dowiedział, że ów duch nocny zwykle w kuchni się rozpościera, odważył się tamże noc w towarzystwie dwóch lokai przepędzić dla dowie dzenia się, czy w jstocie duch ten kuchnię zwiedza, i czyby go nie można jakim sposobem ztamtąd wypę dzić. Odradzano mu tę jego zbyteczną śmiałość, lecz on nie dał się niczem zmieszać i poruszyć. Udał się więc do kuchni z jednym lokajem, gdyż drugi żadnym sposobem nie dał się namówić do tak bohaterskiego czynu; zapaliwszy sobie fajkę, i trzymając swą kara belę na pogotowiu dla powitania hałasującego ducha, czekał przy jednej świecy na przybycie straszydła. Gdy się już wszyscy na spoczynek udali i wszędzie głęboka panowała cisza, dało się słyszeć straszydło schodzące na dół po schodach, wydające swym łańcu chem przeraźliwy łoskot, czem przelękniony lokaj rzekł do stróża: »Teraz miej się na baczności, gdyż ja oba wiam się, abyś twego zbytecznego zuchwalstwa drogo nie przypłacił.« Odważny stróż słyszał, jak łoskot co raz się bardziej do niego przybliżał, dla tego okropny strach przeszedł wszystkie jego członki, jednak dla pokazania swojej odwagi wziąwszy świecę w jednę rę kę a szablę w drugą, otworzył drzwi kuchenne i chciał zobaczyć, gdzie się ów duch znajduje; naglem otwie raniem drzwi zagasił sobie świecę, jemu się zaś zda wało, że to duch mu ją zadmuchaął, dla tego niesły chanym cgarniony strachem, chciał umykać, lecz stra szydło schwyciwszy go za kark, tak mu szkaradnie twarz podrapało, iż ów odważny bohater z bólu okrop nie krzyczeć zaczął, i zemdlał. Lokaj, który już przed tem innemi wyniósł się drzwiami, pobudził wszystkich ludzi w zamku: po niejakim czasie odważono się prze cie przybyć na pomoc już prawie bez duszy leżącemu stróżowi, lokaje przybiegłszy najpierwej, widzieli jeszcze oddalające się straszydło, robiące po schodach dziwne skoki, a ponieważ z prędkości zostawili drzwi do ich pokoju otworem, straszydło udało się tamże, i zro biwszy powszechne zburzenie, powywracawszy łóżka, stołki, stoły, potłukłszy naczynia, popsuwszy leguminy i owoce, które się tam znajdowały, udało się do swo jej górnej rezydencyi. Stróż przyszedłszy cokolwiek do siebie, opowiadał wszystkim, jak długo walczył z tern okropnem straszydłem, aż dopóki od niego zwyciężonym i tak straszliwie pokaleczonym nie został. Wielu nie żałowało go wcale, ponieważ przedtem naśmiewał się z wszystkich, teraz zaś słusznie za swą zuchwa łość ukaranym został. Zaniesiono go więc na łóżko, zawiązawszy mu rany, i musiano go pilnować, od tego bowiem czasu tak się stał bojaźliwym, iż za najmniej szym szeleścikiem myślał zaraz, źe go duch za kark chce chwytać Odpowiedz Link
madohora Re: Śląskie Legendy, również te z Janowa:) 16.01.24, 22:12 Wiele razy potwierdziło doświadczenie, jak bo- jaźliwy tchórz często sobie podobnych strachem naba wia. Dla tego młodzież osobliwie nie powinna tracić odwagi na pierwszy postrach, lecz mężnie opierać się nagłej napaści Odpowiedz Link
madohora Re: Śląskie Legendy, również te z Janowa:) 16.01.24, 22:34 W kilka lat po tem zdarzeniu, którego sam by łem świadkiem, przyjechałem na odpust do Radecznicy, i rozgościwszy się w lasku pod drzewem, wybra łem się do kościoła. Idąc podwórzem do zakrystii, minąłem wielu dzia dów siedzących rzędami i błagających o litość, bo zwrócił moją uwagę kaleka bez nóg i z krzywemi rę kami. Suwał się on po ziemi w drewnianych ko rytkach, za pomocą tych krzywych rąk, na których miał także dwa drewniane sandały. Twarz jego pomi mo młodych rysów nosiła ciężkie ślady boleści. — Choć gro izyk panie, biednemu kalece, przemó wił do mnie, nadstawiając sandała. Głos ten zdał mi się być znany. — Jak ty się zowiesz? — Jakób Łozek. — Czy nie nazywano ciebie » Kubuś Ladajaki?« — A tak, zkąd to pan wie? — Bo cię znam, ty byłeś parobkiem u państwa... — A tak panie. — Cóż u licha, byłeś zdrów i tęgi. — A teraz kaleka i cherlak. — Cóż ci się stało? — Ot psie figle. — Jakto? — A tak panie: ze dwora mnie wypędzili, posze dłem na służbę do sołtysa; wpodle były dziewuchy, a mnie zawsze we łbie świtało. Zrobiłem sobie szczu dła. okręcałem się płachtą i straszyłem. Jak raz na robiłem rejwachu, wyleciał sam gospodarz i nuż gnać mnie z kijem; uciekając na szczudłach i w płachcie, wpadłem w kartoflany dół i złamałem obiedwie nogi, jeszcze iak powiadali w dwóch miejscach, a ręce po wykręcałem. Zawieźli mnie do szpitala do Szczebrze szyna. i tam doktór kazał mi uc : ąć nogi, a ręce pro stował i nie wyprostował. Potem chorowałem ciężko przez dwa lata i... nie umarłem. Te ostatnie słowa wymówił z nieudaną boleścią. Pochwyciłem szczęśliwą porę i rzekłem: — Nie umarłeś, bo Bóg zostawił czas, abyś od pokutował za śmierć Jadwisi sieroty, abyś prze łagał gniew Boski. Wycierpiałeś wiele, zostałeś kaleką, nę dzarzem; ale dziękuj za to Bogu, bo jeszcze szczerym żalem ocalić możesz duszę. Łzy sznurkiem popłynęły po żółtej twarzy kaleki. Dałem mu jałmużnę, on w milczeniu pocałował moją rękę i łez pełne oczy obrócił ku kościołowi Zapewne myśl jog pobiegła do stóp ołtarza błagać św. Anto niego Radecznickiego o przyczynienie się za grze sznikiem. Dodać tu należy, że z baranem, o którym ów pa robek rozpowiadał, tak było rzeczywiś ie, jak mu je dna ze słuchaczek zarzuciła. Parobek ten upił się dobrze na jarmarku, padł prawie bez duszy i zasnął. We śnie to swoim widział on owo niedorzeczne zaj ście z baranem, które za prawdziwy wypadek opowiadał. Odpowiedz Link
madohora Re: Śląskie Legendy, również te z Janowa:) 26.05.24, 19:33 Mam więc słowo W. Pana.« — »Masz słowo i rękę moję.« To rzekłszy szlach cic, podał żydowi rękę, żyd nadstawił swoję, ale ręka żydowska drżała i trzęsła się jak w febrze. — »Co tobie żydku?® zapytał szlachcic, patrząc żydowi w oczy. Żyd spuścił oczy w ziemię, cofnął rę kę i zajękał się w odpowiedzi. Wszedł Marek stróż, ■oznajmując, iż koń gotowy. Szlachcic palnął gorzały, i nie bawiąc się, wsiadł na konia i odjechał. Żyd wraz ze stróżem swoim Markiem odprowadzili szlachcica na gościniec i patrzali długo za odjeżdżają cym. Gdy już zniknął z oczu, dopiero obejrzawszy się dokoła żyd, zaczął mówić do stróża, głaskając sobie brodę: ■ * — »No, cóż ty tam myślisz, Marku ?« — »Cóżbym myślał,« odpowiedział stróż; głos jego był gruby, jakby z zardzewiałego wydzierał się gardła. — »Ęj Marku! ten szlachcic to filut jakiś?« — »Nie koniecznie.® — »Jakże się wam zdaje, Marku, wróci? wstąpi kio nas z powrotem ?« — »Alboż ja wiem?« — »Jeżeli wróci... pamiętajże Marku.® — »Dyć pamiętam przecie.® — »Tylko Marku, żebyś nie zdradził, nie wygadał «ię, bo jak czasem w pałkę nalejesz...® — »Wiemci ja, wiem, co -gadać a co nie gadać; albom was zdradził kiedy?® — »Jeżeli nam się uda, wielkie pieniądze nam ■się znaczą. Ty Marku do połowy należysz, sumiennie się z tobą podzielę. Odpowiedz Link
madohora Re: Śląskie Legendy, również te z Janowa:) 26.05.24, 19:46 Kto się w opiekę poda Panu swemu, A całem sercem szczerze ufa Jemu, Śmiele rzec może: mam obrońcę Boga, Nie przyjdzie na mnie żadna straszna trwoga. Ciebie On z łowczych obierzy wyzuje I w zaraźliwem powietrzu ratuje; W cieniu Swych skrzydeł zachowa cię wiecznie, Pod Jego pióry uleżysz bezpiecznie. Stateczność Jego tarcz i puklerz mocny, Za którym stojąc na żaden strach nocny, Na żadną trwogę, ani dbaj na strzały, Któremi sieje przygoda w dzień biały. Ztąd wedle ciebie tysiąc głów polęże, Ztąd drugi tysiąc; ciebie nie dosięże Miecz nieuchronny, a ty przecię swemi Oczyma ujrzysz pomstę nad grzesznemi. Odpowiedz Link
madohora Re: Śląskie Legendy, również te z Janowa:) 26.05.24, 20:24 — »Z drogi, z drogie zawołano, »pan starosta jedzie.* . . . . — »A któż to ten drugi, co z mm jedzie i roz mawia?* — »Obcy jakiś.« — »On to złapał żyda na gorącym uczynku.* — >Jako żywo, on go nie łapał, ale przybiegł pierwszy do straży, wziął ją z sobą; ale żydzisko, że nie uciekło.* . — »Rozum straciło żydzisko, popełniwszy morder stwo, czekało, dopóki nie nadeszli żołnierze i nie po chwycili gO.* _ i_o — »Ale czego on zabijał tego biednego Marka ?« — ^Dobrze tak Markowi, na co służył żydowi.« Z ciągniętej indagacyi z żydem, którego oskarżycie lem był szlachcic nam znany, pokazała się prawda ta: Iż morderca zamyślał zabić szlachcica i zrabować mu pieniądze. Do tej zbrodni nakłonił był Marka, ale edy przyszło do jej wykonania, Marek odchylił się od tego żyd w obawie, żeby go nie wydał Marek, nie chcąc dzielić się z nim rabunkiem, z żoną swoją na radziwszy się, przedsięwziął zgładzić obudwóch. Śpią cego Marka przebił pierwszego, ale raniony narobiw szy krzyku i wrzawy, obudził szlachcica, który nie wiedząc co się dzieje, trwogą przejęty, zerwał się z posłania i oknem uciekł z izby. Uciekłszy, pobieżał do miasta prosto; przybyła straż grodowa, wywaliła wrota do stajni, a oświeciwszy ją latarnią, postrzegła zabitego człowieka. Żyda i żydówkę ujęto. Szlachcic dał na wotywę do fary bieckiej na po dziękowanie Bogu za uratowane cudownym sposobem życie- a potem dziatek 90 letni uczył wnuczki swoje i wnuczęta pieśni; Kto się w opiekę poda Panu swemu, i zalecał, by się spać nie kładli, zanim nie odmówią tej pieśni, której winien był życie Odpowiedz Link
madohora Re: Śląskie Legendy, również te z Janowa:) 19.06.24, 00:13 Kto odważny, może szukać po opuszczonych chałupach Bukowiny Tatrzańskiej i okolic grobu czarownika Jaśka Kikli. Jeśli znajdziecie grób na górce z dwoma krzyżami leżącymi i jednym stojącym, to pod żadnym pozorem nie przewracajcie stojącego. Odpowiedz Link
madohora Re: Śląskie Legendy, również te z Janowa:) 19.06.24, 11:39 Podobno król zaklętej armii wychodzi czasem z groty pod Giewontem. Można go spotkać pod postacią strudzonego wędrowca lub starca w koronie. Czasem prowadzi napotkanych śmiałków do swojej groty, gdzie przedstawia ich rycerzom i prosi, by odpowiedzieli, co też nowego wydarzyło się na powierzchni. Odpowiedz Link
madohora Re: Śląskie Legendy, również te z Janowa:) 19.06.24, 12:03 Umina była jedyną osobą, która znała lokalizację inkaskiego skarbu, ukrytego gdzieś w murach zamku. Nie wiadomo dokładnie, czy skarb nadal tam jest, ale kto nie boi się ducha Białej Damy rodem z Peru, ten może poszukać Odpowiedz Link
madohora Re: Śląskie Legendy, również te z Janowa:) 28.07.24, 22:52 KLASZTOR POD SANDOMIERZEM Odpowiedz Link
madohora Re: Śląskie Legendy, również te z Janowa:) 25.08.24, 19:16 Legenda o krakowskim czakramie Krakowska legenda ma związek z hinduskim bogiem Sziwą, który rzucił siedem magicznych kamieni w siedem stron świata. Jeden z nich trafił na... Wawel. Ten magiczny kamień, czakram, ma wyjątkową energię, którą "naładuje" każdego, kto się do niego zbliży. Odpowiedz Link
madohora Re: Śląskie Legendy, również te z Janowa:) 25.08.24, 19:26 Legenda o skarbach krzysztoforskich U zbiegu ul. Szczepańskiej i Rynku Głównego stoi pałac Krzysztofory, pod którym rozciąga się prawdziwy labirynt piwnic i korytarzy. Niektóre z nich - jak głosi legenda - ciągną się pod całym Rynkiem, aż do kościoła Mariackiego. Podobno czarnoksiężnik Krzysztof przechowywał w lochach złoto pilnowane przez diabła. Jedyną osobą, która widziała czarta, była kucharka. Gdy chciała zabić na obiad koguta, ten czmychnął do lochów. Gdy wreszcie po długich poszukiwaniach kobieta odnalazła koguta w podziemiach, okazało się, że jest diabłem. Obiecał jej, że jeśli daruje mu życie, obdarzy ją złotem. Warunek był jeden - wracając do pałacu nie może się odwracać. Zwyciężyła jednak kobieca ciekawość, a wtedy złoto przemieniło się w śmieci. Niektórzy twierdzą, że skarb pozostaje w lochach po dziś dzień, inni - że strzeże go bazyliszek: stwór o ciele koguta, ogonie jaszczurzym i żabich ślepiach, których spojrzenie każdego zamienia w kamień. Odpowiedz Link
madohora Re: Śląskie Legendy, również te z Janowa:) 25.08.24, 20:05 Podania i legendy o wędrującym incognito wśród chłopów królu Kazimierzu Wielkim, stąd zwany „królem chłopów“, często powtarzają się we wsiach, sąsiadujących w Puszczą Niepołomicką, a w szczególności we wsiach położonych od niej na wschód i północ. Nie jest pewne dlaczego w jaki sposób i gdzie Kazimierz Wielki zasłużył sobie na taki przydomek. Nie istnieją żadne bezpośrednie źródła potwierdzające legendę, że król przebierał się za wędrowca, odwiedzał chłopskie chaty, rozmawiał serdecznie z wieśniakami i pomagał im w różnych kłopotach, również rodzinnych. Odpowiedz Link
madohora Re: Śląskie Legendy, również te z Janowa:) 25.08.24, 20:12 Kazimierz Wielki, realizując ogromny program przebudowy państwa, prowadził przemyślaną politykę wobec każdego ze stanów składających się na ówczesne społeczeństwo. Inicjował i popierał osadnictwo na prawie niemieckim, dającym chłopstwu wiejski samorząd, okres tzw. wolnizny, czyli zwolnienia z ciężarów feudalnych na czas potrzebny do zagospodarowania się, oraz mobilizującą do podnoszenia wydajności i wciągającą gospodarstwo kmiece do gry rynkowej opłatę na rzecz pana w formie czynszu pieniężnego. Odpowiedz Link
madohora Re: Śląskie Legendy, również te z Janowa:) 12.09.24, 11:32 Oto, co opowiedział nam, pracujący w Pałacu Wielopolskich od przedwojennych jeszcze czasów, stary woźny magistracki. - W 1952 roku odbywała się w Krakowie, w Pałacu Wielopolskich, wystawa sztuki chińskiej. Cenne eksponaty zgromadzono na drugim piętrze, a że nie ma tu żadnego zabezpieczenia, ktoś z nas pilnować musiał wystawy przez całą noc. Któreś nocy, a było to w lipcu, ja zostałem na służbie. Pełniłem dyżur razem z nocnym portierem. Do północy siedzieliśmy razem w dyżurce i grali w karty. Potem on poszedł na obchód, a ja zostałem sam. Byłem zmęczony, położyłem się na ławce, przykryłem zielonym suknem, przygotowanym do nakrycia stołu na jakąś uroczystość, i pomyślałem, że zdrzemnę się chwilkę, dopóki portier nie wróci. Odpowiedz Link
madohora Re: Śląskie Legendy, również te z Janowa:) 12.09.24, 11:39 W lat czterdzieści dobrze, zawołany z Panem Jezusem, wszedł na dziedziniec Pałacu Wielopolskich, a prowadzony po wschodach na górę poznał, iż to był ten sam dom w którym spowiadał ową pannę ściętą. Państwa w nim nie było, jeno czeladź. Oto narata tego staruszka misjonarza (...) Odpowiedz Link
madohora Re: Śląskie Legendy, również te z Janowa:) 14.09.24, 13:42 Wśród osiemnastowiecznych panien w rodzie Lubomirskich nie ma żadnej o imieniu Helena, tak więc cała ta historia wydaje się mocno naciągana. Faktem jest jednak, iż – wkrótce po tragicznym zgonie córki – Lubomirscy stracili zamek i dobra janowieckie na zawsze. Może wcześniej zdołali jednak skutecznie zatuszować opisany skandal rodzinny, stąd nieszczęsna córka „wyparowała” z archiwów i kronik, dokumentów skądinąd w Polsce niemiłosiernie przetrzebionych dwiema wojnami światowymi... Odpowiedz Link
madohora Re: Śląskie Legendy, również te z Janowa:) 14.09.24, 13:47 Zjawa Łucji materializowała się tylko wtedy, gdy któremuś z potomków Wincentego Tyszkiewicza sądzona była rychła śmierć. Ostatni właściciel Weryni, Jerzy Tyszkiewicz, opowiadał regionalnemu historykowi Kazimierzowi Skowrońskiemu, co następuje: „Wydawało mi się, że złodziej zakradł się do sali balowej. Wszedłem tam z rewolwerem w ręku i wtedy ujrzałem białą postać przesuwającą się po galerii otaczającej salę... Zrozumiałem, że wkrótce umrę...”. Dwa lata później Jerzy Tyszkiewicz już nie żył. Odpowiedz Link
madohora Re: Śląskie Legendy, również te z Janowa:) 14.09.24, 13:59 Jednym ze świadków poszukiwań Andrzeja Benesza był Franciszek Szydlak, słynny przewodnik po niedzickim zamku. Opowiadał on o kolejnym tajemniczym zdarzeniu: „Było to latem, chyba w 1949 roku. Inżynier J. Polak przeprowadzał na zamku pomiary, ja, młody wówczas chłopiec, pomagałem mu. Pracowaliśmy na górnym zamku do późnego wieczora i była już chyba dziesiąta, gdy skończyliśmy robotę i zeszliśmy na dziedziniec. Schodząc zamknąłem ciężką bramę górnego zamku, zatykając za skobel gruby kij. Choć było późno, inżynier chciał jeszcze wymierzyć małe podwójne okienko (biforium) w sali nr 5 na średnim zamku. Poszliśmy tam, inżynier mierzył, ja trzymałem lampę. Nagle powiał silny wiatr. Powiedziałem, że zbiera się na burzę, ale gdy wyjrzałem oknem, zobaczyłem, że noc jest pogodna. Wtedy tuż nad moja głową przeleciał kij, którym zatknąłem skoble w bramie. Spojrzałem w tamtym kierunku i zobaczyłem, że na progu zjawiła się postać w bieli. Była to kobieta w długiej białej sukni. Inżynier też ją widział. Przestraszeni rzuciliśmy lampy, przyrządy i uciekliśmy. Wróciłem do domu i opowiedziałem o tym zdarzeniu matce. Nie była zdziwiona. Przed wojną pracowała na zamku u hrabiów Salomonów, ówczesnych właścicieli Niedzicy, i twierdziła, że postać tę widywano wielokrotnie, dokładnie w tym samym miejscu”. Po wielu latach, gdy zamek w Niedzicy objęło we władanie Stowarzyszenie Historyków Sztuki, urządzając w części zamkowych sal pokoje gościnne, któregoś ranka wybiegł z apartamentu, znajdującego się nad kaplicą (a więc miejscem pochowania Uminy) pewien znany profesor, ze strachem w oczach... Odpowiedz Link
madohora Re: Śląskie Legendy, również te z Janowa:) 16.09.24, 12:28 W czasach saskich ponownie próbowano, bez powodzenia, ją „wyprzątnąć”, a nawet uchwalono postawić u jej podnóża chałupę i osadzić tam pachołków miejskich, aby „ochędóstwa przestrzegali i zawalać onej nie dozwalali”. Działalność w latach 40-tych XVIII w. Komisji Brukowej, działającej pod ofiarnym kierownictwem marszałka Franciszka Bielińskiego, przyniosła, co prawda, znaczną poprawę w wyglądzie stołecznych ulic, ale problemu Góry Gnojnej nie rozwiązała. W 1774 r. król Stanisław August rozkazał obłożyć ją darnią i nadał jej oficjalną nazwę Góry Zielonej, zaś magistrat wyznaczył nowe miejsce (u wylotu ulicy Mostowej, przy starej Prochowni) na składowanie śmieci. Lecz – jak relacjonował Friedrich Schulz (1792/1793) – „dawna Góra Gnojowa była bliżej, więc starym zwyczajem wyrzucano tu śmieci z całego Starego Miasta”. Odpowiedz Link
madohora Re: Śląskie Legendy, również te z Janowa:) 16.09.24, 12:34 W latach 20. tych XX w. księżna opisała bez upiększeń swoje wspomnienia zatytułowane Taniec na wulkanie, opublikowane w 1929 r. w języku angielskim i przełożone następnie na francuski i niemiecki. Miała jeszcze przeżyć tragiczną i niewyjaśnioną śmierć aresztowanego przez Gestapo syna Bolka (1936), tego samego, który kilka lat wcześniej ożenił się z własną macochą. Odpowiedz Link
madohora Re: Śląskie Legendy, również te z Janowa:) 22.09.24, 20:23 Herbowi bracia Skrzyńscy, wspomagani przez sieć swoich informatorów, napadali na ciągnące do Czech i na Węgry bogate karawany kupieckie i orszaki wielmożów. Szczególnym okrucieństwem wsławił się Spytko – pozornie dworny i bogaty, o miłej powierzchowności, a w istocie – mściwy i wiecznie żądny łupów. Miarka przebrała się, kiedy wspomniany Gels dokonał napadu na Elżbietę, córkę króla Kazimierza Jagiellończyka, kiedy ta – pod opieką dwórek Barbary Sulickiej i Katarzyny Siemiginowskiej – wracała do Krakowa. Królewnie udało się uciec, ale pozostałe dwie kobiety zostały okrutnie zamordowane. O współudział w tej zbrodni oskarżono także Skrzyńskiego. Odpowiedz Link
madohora Re: Śląskie Legendy, również te z Janowa:) 22.09.24, 20:41 Z kolei Adam Kwilecki z Krakowa, który w dzieciństwie bywał u rodziny w Kielcach, zapamiętał sobie inną historię. Otóż w północnym skrzydle, gdzie ongiś elewi w założonej przez Staszica Akademii uczyli się górnictwa i geologii, widywano „postać młodego człowieka ubranego w granatowy surdut ze złotymi guzikami i białe obcisłe spodnie [takie właśnie mundury nosili wtedy studenci]. Ten człowiek, nawet przy świetle lamp, przechadzał się po pokojach. Podobno ktoś wertujący zapiski, dotyczące Akademii Staszica, twierdził, że w tym właśnie miejscu wydarzył się niegdyś tragiczny wypadek: któryś ze studentów zbliżył się do płonącego kominka, zapaliło się na nim ubranie i na skutek poparzeń chłopiec zmarł...”. Odpowiedz Link
madohora Re: Śląskie Legendy, również te z Janowa:) 22.09.24, 23:02 Jak się wydaje, początkowo doktor Horst podejrzewał, że ząb jest sprytną sztuczką rodziny Muellerów w celu zdobycia pieniędzy i zyskania sławy. Jednak bardzo szybko odrzucił takie podejrzenia. Dlaczego? Po pierwsze, biskup Jerin kazał obejrzeć kilku chirurgom złoty trzonowiec w żuchwie dziecka i żaden z nich – mistrzów w swoim fachu – nie odkrył oszustwa. Po drugie zaś rodzina dziecka była tak uboga, że nie mogła, jak sądził lekarz, zapłacić za pozłocenie powierzchni zęba przez jubilera. Ci biedni ludzie mieszkają wśród prostego chłopstwa śląskiego, a więc nie należy ich podejrzewać o oszustwo związane z tak wielkim kunsztem i takimi wydatkami – medyk napisał w swojej rozprawce. Odpowiedz Link
madohora Re: Śląskie Legendy, również te z Janowa:) 22.09.24, 23:06 Tak czy inaczej, złoty trzonowiec Krzysztofa Muellera rzeczywiście okazał się oszustwem, które wykryto w przypadkowy sposób. Pewnego dnia pijany szlachcic śląski zażądał oględzin cudownego zęba. Gdy chłopiec odmówił otwarcia buzi, szlachcic ubódł go sztyletem w lewy policzek tak, że trzeba było zawołać chirurga, aby ten opatrzył ranę. W trakcie szycia okaleczonego ciała okazało się, że złota powłoka zęba się wytarła, a spod niej prześwituje biały jak śnieg... zdrowy trzonowiec. Odpowiedz Link
madohora Re: Śląskie Legendy, również te z Janowa:) 23.09.24, 21:08 „Zdarzało się – czytamy w jednej z takich opowieści – że w alejkach parku dworskiego nagle pojawiał się mały chłopczyk z charakterystyczną grzywką na czole, odziany w aksamitne ubranko i białą koszulkę. Podążał alejką od strony młyna wodnego, który poruszany był wodami rzeki Kamionki. Dzieciątko mogło mieć 5 – 6 lat i smutnym wzrokiem rozglądało się po parku, jakby kogoś szukając. Gdy zbliżało się do dworu – jego sylwetka nagle rozpływała się w powietrzu... Zdarzały się inne osobliwe historie – w dworze nagle otwierały się drzwi, to znów okna, lecz nikt się nie pojawiał. Pracujący tutaj mówili, że dzieje się to za sprawą niewidocznej sylwetki chłopca, który bezskutecznie szuka swych rodziców, zaglądając we wszystkie zakamarki dworu”. Odpowiedz Link
madohora Re: Śląskie Legendy, również te z Janowa:) 23.09.24, 21:45 Trudno jednoznacznie związać widmową karetę z historią lipowieckiego zamku, który dotrwał do dnia dzisiejszego w postaci ruin z górującą cylindryczną wieżą. Strzegąca państwa warownia, wzniesiona z kamienia na rozkaz biskupa Jana Muskaty, pełniła zarazem funkcję więzienia dla kacerzy. To właśnie w lochach pod wieżą konali skazani na śmierć głodową więźniowie, nie mając żadnych szans ucieczki (udała się ona tylko raz Włochowi z Mantui – Franciszkowi Stankarowi, profesorowi Akademii Krakowskiej i twórcy projektu przeprowadzenia reformacji w Polsce; w ucieczce pomogła zakochana w nim córka strażnika). Skazańcy umierali w powolnych męczarniach, a ich wołania i prośby o litość rozbrzmiewały nad okolicą, budząc grozę i lęk. Zamek Lipowiec, zrujnowany podczas „Potopu” przez Szwedów w 1656 r., po odbudowie (1732) nie był już więzieniem, lecz miejscem odosobnienia i rekolekcji dla „niesfornych księży”, którzy przebywali tu najwyżej parę miesięcy. Ale nie wiadomo tak do końca, czy skazaniec przewożony w widmowym ekwipażu jest właśnie jednym z takich „odszczepieńców”, choć wskazywała by na to jego duchowna asysta. Odpowiedz Link
madohora Re: Śląskie Legendy, również te z Janowa:) 14.05.25, 10:14 O skąpcu. Jeden skąpiec pożyczał na wielkie procenta, a przed śmiercią, ażeby nikomu nie zostawić pieniędzy, zjadł je ze śmietaną. Na- próżno szukano pieniędzy. W nocy wystawiono go na katafalku w kościele, a przy trumnie czuwał dziad kościelny, imieniem Flo rek. Naraz wielki huk powstał i kościelny zobaczył dyabłów, któ rzy porwali ciało skąpca i trzęsąc nim, poczęli wołać: „Tobie piniądze, Florek, A nam za licbwe ten spróchniały woreka. Pieniądze wytrzęśli z niego i zostawili, a sami duszę jego porwali. Topielec. Utrzymują tutaj, że istnieje zły duch (raz widzialny, drugi niewidzialny), którego zowią topielec lub „utopleca, a który zwodzi ludzi i wprowadza ich na głęboką wodę, gdzie im śmierć zadaje. Ma on mieć pstre ubranie, magierkę na głowie, a u spodni jedną nogawkę innego koloru, drugą innego. Siedzi na poręczy mostu, a gdy kogo zwiedzie, śmieje się głośno a piskliwie: „chi, chi, chi!a, poczem skacze do wody, dając nurka i znika. Przypisują mu je szcze własność zmieniania się to w drzewo, to w rybę, która po suwając się na głębinę, topić zwykła kąpiących się Odpowiedz Link
madohora Re: Śląskie Legendy, również te z Janowa:) 14.05.25, 10:27 święconą, za co po siedmiu latach przednie nogi zamieniły się w skrzydła. Skowronka nie powinno się zabijać, gdyż to jest ptak Naj świętszej Maryi Panny. Słowika toż samo nie powinno się zabijać. Ptak ten śpie wając tak się męczy, źe mu z pod skrzydeł i z dzióbka krew „idzie“. Jaskółki gniazdko broni od ognia i przynosi szczęście1). Śternol (trznadel) woła: „Nie bedzie, nie bedzie, kobyle niicu. Pająk gdy na kogo „wejdzie“, to ten dostanie robotę. Kruk „ma sie“ (gnieździ się) na bardzo wysokiem drzewie lub w skale. Jeżeli „młodzięta“ mu kto podusi, to kruk wnet znaj dzie taki kamyk, którym je ożywi, za włożeniem go pisklęciu do dzioba. Ten sam kamyk czyni niewidzialnym tego, kto go zdobę dzie. Chcąc kamień taki uzyskać, trzeba kruka przelatującego do gniazda przestraszyć, a kruk wtedy upuści kamyk. Gęsi dzikie odlatują do cieplic, a boćki — bociany do Włoch. Indyki. „Oj bićda, bićda, służyć u Zydau. „A był, był, był! Ktoby tam służył?w Żaby naśladują głosem i słowami: „Siostro!“ „Cóż?u „UmarłU „Któż?u „Pan bocianU „Już?u „Tyś rada?a „Rada“. „Wyście rąde?u „Rade, rade, radeu. Do ślimaka. Slimaczku, ślimaczku, wypuść rożki, dam ci centa na pirożki. Trawa żelazna ma rosnąć na polach i na łąkach w Mydl- nikach, ma zaś własność otwierania zamków żelaznych. Opowia dają, że jeden złodziej do rany w palcu włożył tę trawę, a gdy zarosła, mógł tym palcem wszystkie zamki otwierać. Pęta z kłódką u koni spadają, gdy koń przejdzie przez tę trawę. Utrzymują, że trawa ta rzucona na wodę bieżącą, płynie prze ciw prądowi. Kamyk z gniazdka „cyza“ (czyżyka) wyjęty, ma mieć własność robienia człowieka niewidzialnym; ale takie gniazdo tru dno znaleźć, bo przez ten kamień jest też niewidzialne — jedynie odbija się ono w wodzie. Pieśń podczas deszczu. Świeć, świeć, słoneczko, Dam ci białe jajeczko, *) Jaskółka nigdy nie siada, a odlatuje na zimę do ciepłych krajów. Odpowiedz Link
madohora Re: Śląskie Legendy, również te z Janowa:) 14.05.25, 11:06 2. Góralu, góralu, matka ci umarła! Kiz i(e)j sie pieron stał, wcora kluski żarła. Nie tak mi żal matki, jak mi klusek luto, Nie zjdd byk ich dzisiaj, schowałbyk na jutro. Nie zjddbyk ich jutro, schowałbyk na wtorek, Pojechdłbyk do Krakowa, zebrał ich we worek. Złodziejska. A widzisz ty, Florku, Kiełbase na kołku I kury na grzędzie, Wszystko nasze będzie. Preclarz. Mój ojciec p-reclorz, preclorz i ja, Ojciec pik precle, pieke i ja. Wojackie. Dobry cesarz — dobry, Bo nam daje torby, A do torby chleba — Masirować trzeba. Cósarzu, cósarzu, Coś nas nawerbował? Małoś żytka nasidł, Czym nas bedziesz chował. Cósarzu, cósarzu, Nie werbuj nas więcy, Bo dziewczęta płaczą, Aże ziemia jęczy. Powinszowania. 1. Ile liści na kapuście, Ile ludzi na odpuście, Ile panien do zamęścia, Tyle ja ci życzę szczęścia. Odpowiedz Link
madohora Re: Śląskie Legendy, również te z Janowa:) 14.05.25, 11:28 Piwo tu, piwo tam, Muzykanty hrajcie, Ja wam wszystkim howno dam, Wy się nie starajcie. Patrzę, sedi; woncham, smrdi; Patrzę, a to sapramenckie howno, Zebi ty przy drodze ne leżało, Cesarskich wojaków ne strachało, Jakem se wyjol szabelki, Porąbał howno w kawelki. Z Moskali. Kiedy Moskale byli na Kleparzu, wyjedli żaby. Złapał je den ropuchę. „Co ty majesz?“ „Pitaka“. „A skud go naszed „Prziskakalu. Zabawy i gry dziecinne. „Wybij okna“ kleparskie, czyli inaczej mówiąc dzieci, mają niezliczoną liczbę gier i zabaw, przedewszystkiein gier towarzy skich, dla których poświęcają dużo czasu, ku utrapieniu poważ nych mieszczan. Do gier tych służą bądź to dziedzińce domowe, bądź też ulice, bądź to drobne place. Sama ilość nazw zabaw i gier objaśni nas, jak lubią się te rozpustne dzieciaki bawić, o ile im czas wolny od szkoły pozwoli na to. Prawie każdą grę zaczynają mętowaniem. W koziki. Gra ta polega na rzucaniu zręcznem kozikiem na pół złożo nym, tak, że w chwili rzucania tworzy kąt prosty; a może być podwójnym sposobem rzucany, albo za trzonek ostrzem do góry zwróconym, albo około palca. Gra ta może tylko odbywać się na drzewie, jako najstosowniejszym do tego materyale. Kozik rzucony gdy utworzy /\ = 10, |_ = 100, | = 1000, | = 100.0. Czasem rzucony kozik wbiwszy się ostrzem w drzewo, za wisa trzonem wyżej, jak w pierwszym wypadku, wtedy, ile gru bości palców się zmieści pomiędzy nim a podstawą, tyle dziesiątek oznacza, n. p. = 30. Odpowiedz Link
madohora Re: Śląskie Legendy, również te z Janowa:) 15.07.25, 10:27 Wedle legendy Twardowski był szlachcicem, zamieszkującym Kraków w XVI wieku. Zaprzedał duszę diabłu w zamian za wielką wiedzę i znajomość magii. Chciał jednakże przechytrzyć diabła, więc do podpisanego z nim cyrografu dodał paragraf mówiący o tym, że diabeł może zabrać jego duszę do piekła jedynie w Rzymie, do którego wcale nie planował się udawać. Odpowiedz Link
madohora Re: Śląskie Legendy, również te z Janowa:) 15.07.25, 10:46 Jan Twardowski pozostawił po sobie dwie księgi, pracę o magii oraz encyklopedię nauk, z których żadna jednak nie przetrwała do dnia dzisiejszego. Przedmiotem utożsamianym z postacią Twardowskiego jest zwierciadło magiczne tzw. Lustro Twardowskiego przechowywane w zakrystii kościoła parafialnego w Węgrowie. Odpowiedz Link
madohora Re: Śląskie Legendy, również te z Janowa:) 15.07.25, 10:54 Jeszcze inna legenda głosi, że Twardowski został porwany przez diabła w karczmie Rzym w Sandomierzu. Odpowiedz Link
madohora Re: Śląskie Legendy, również te z Janowa:) 15.07.25, 11:27 Kolejna legenda związana jest z królem Zygmuntem Augustem, dla którego Twardowski miał wywołać ducha jego zmarłej żony Barbary Radziwiłłówny. Znany mag Twardowski miał doprowadzić do zmaterializowania postaci żony przed obliczem króla. W specjalnie przygotowanej sieni naprzeciwko lustra postawił krzesło. Nakazał królowi, aby spoczął na nim i pod żadnym pozorem nie wstawał z krzesła, bo to może przynieść wielkie nieszczęście. Król wzruszony widokiem młodo zmarłej żony, wstał i próbował ją objąć. W tej samej chwili zjawa rozpłynęła się, a lustro pękło. Niedługo po tym wydarzeniu zarówno król, jak i Pan Twardowski zmarli. Odpowiedz Link
madohora Re: Śląskie Legendy, również te z Janowa:) 15.07.25, 14:25 Najgorętsząm odbył łaźnię." "Jeszcze jedno, będzie kwita, Zaraz pęknie moc czartowska; Patrzaj, oto jest kobiéta, Moja żoneczka Twardowska. Ja na rok u Belzebuba Przyjmę za ciebie mieszkanie, Niech przez ten rok moja luba Z tobą jak z mężem zostanie. Przysiąż jej miłość, szacunek I posłuszeństwo bez granic; Złamiesz choć jeden warunek. Już cała ugoda za nic." Diabeł do niego pół ucha, Pół oka zwrócił do samki, Niby patrzy, niby słucha, Tymczasem już blisko klamki. Gdy mu Twardowski dokucza, Od drzwi, od okien odpycha, Czmychnąwszy dziurką od klucza, Dotąd jak czmycha, tak czmycha. Odpowiedz Link
madohora Re: Śląskie Legendy, również te z Janowa:) 18.07.25, 19:39 Jak na słowo czarodzieja, Co zapory grobów targa, Wstaje wielki kaznodzieja, Złotousty idzie Skarga! Idzie w smutku i tęsknicy, Cisza nad nim pogrobowa; Tylko echa tej świątnicy, Powtarzają jego słowa. Tylko ci, co to z kamieni Wyciosani na sen wieczny, Wstają, echem tem zbudzeni, Jakby na sąd ostateczny. I wstecz wieków myśl cofnięta, Dziwny jakiś obraz roi: Wstaje cała przeszłość święta, Huf rycerzy w lśniącej zbroi... Piękne panie i dworzany, W złotogłowiu i szkarłacie; A na tronie między pany, Siadł król Zygmunt w majestacie. Na tle złota i kamieni, Co królewski dwór przetyka, Większym blaskiem się promieni, Skromna postać zakonnika. Oto patrzcie jak w tem gronie, Nagle osiadł strach ponury! Mąż w niebiosa podniósł dłonie, Jakby piorun ściągał z chmury... Oto prorok grzmi natchniony, Planów Bożych wielki świadek: „Stany Litwy i Korony, „Zapowiadam wam upadek!“[1] Obraz padł gdzieś w otchłań ciemną, Tylko echo groźbą grzmiało, I ów świadczył mąż przedemną, Że się słowo ciałem stało... Odpowiedz Link
madohora Re: Śląskie Legendy, również te z Janowa:) 20.07.25, 19:30 Nie tylko duchy Uminy budzą grozę. W XIX wieku zamek w Niedzicy był świadkiem tragicznych wydarzeń związanych z rodem Berzevichy, który zarządzał twierdzą. Plotki mówią o zdradach, morderstwach i tajemniczych zniknięciach. Czy to ich cierpienie wciąż rezonuje w murach, tworząc aurę smutku i niepokoju? Niektórzy twierdzą, że zamek jest portalem - miejscem, gdzie świat żywych styka się z zaświatami, a każdy, kto spędzi w nim zbyt wiele czasu, może poczuć, jak cienka jest ta granica. Odpowiedz Link
madohora Re: Śląskie Legendy, również te z Janowa:) 20.07.25, 19:39 Turyści spacerujący po zamkowych ruinach, opisują uczucie niepokoju, które narasta, gdy zbliżają się do wieży. Inni twierdzą, że widzieli białą sylwetkę, która pojawia się i znika wśród murów, a jej obecność wywołuje dreszcz, jakby samo powietrze stawało się cięższe. Nocą, gdy wiatr huczy wśród skał, niektórzy słyszą ciche westchnienia, jakby zjawa wciąż opłakiwała swój los. Czy to królewna, której życie zostało brutalnie przerwane, wciąż szuka sprawiedliwości? Bobolice, choć piękne w swej surowości, skrywają mrok, który nie pozwala zapomnieć o przeszłości. Odpowiedz Link
madohora Re: Śląskie Legendy, również te z Janowa:) 04.08.25, 17:07 Syn pasterza z Rudy praktykował swoje lecznictwo w Żernikach koło Gliwic, jednak nie zdobył takiej sławy, jaką mieli jego ojciec i wuj. W tej samej miejscowości żył również inny uzdrowiciel, znany wśród ludzi jako "wróż” (oryginalna pisownia w języku śląskim), którego specjalnością było "zaklinanie” chorób tarczycy i oczu. Nazywano ten proceder po śląsku "łuska zażegnować”. W tym celu pacjenci musieli zgłaszać się do niego wcześnie przed wschodem słońca, a on zwrócony twarzą na wschód nakładał dłonie na czubek głowy pacjenta, recytowanie zaklęcia i przeprowadzał rytuał. Odpowiedz Link
madohora Re: Śląskie Legendy, również te z Janowa:) 04.08.25, 17:16 Chociaż pasterze-znachorzy przez dziesięciolecia wykonywali swoją praktykę, żaden z nich nie osiągnął znaczącego sukcesu finansowego, jak ich kolega Ast w Radbruch w Westfalii. Ich apteczka zawierała zazwyczaj tylko niewielką liczbę różnych roślinnych leków oraz produktów pochodzenia zwierzęcego i mineralnego. Dlatego warto przyjrzeć się "apteczce” takiego górnośląskiego uzdrowiciela. Odpowiedz Link
madohora Re: Śląskie Legendy, również te z Janowa:) 04.08.25, 17:25 Pieczone całe cebule, przykładane do podeszew stóp, pomagają natychmiast nawet na najgorszy katar. Dzieci cierpiące na wycieńczenie powinny być kąpane w wywarze z korzeni tataraku i łodyg świerząbka korzennego (Chaerophyllum aromaticum). Macierzanka, kwiaty malwy i młode pędy sosny odgrywają ważną rolę w ludowej medycynie. Podobnie lubczyk, wrotycz maruna, rumian rzymski i rumianek pospolity są wszechstronnie stosowane. Szałwia, mięta pieprzowa, centuria, żankiel, bluszczyk kurdybanek, bobrek trójlistkowy, przetacznik leśny, dziewanna, waleriana, przestęp, oman, krwawnik, wrotycz pospolity, bylica piołun, bylica pospolita, podbiał pospolity, nagietek, pięciornik gęsi, pięciornik kurze ziele lub skrzyp polny stanowią główną część ziół leczniczych sprzedawanych przez zielarki na górnośląskich rynkach. Do ochrony przed chorobami zakaźnymi żuje się niebieskie jagody jałowca pospolitego. Odpowiedz Link
madohora Re: Śląskie Legendy, również te z Janowa:) 04.08.25, 18:59 Kiedy niedawno wracałem wieczornym pociągiem z Gliwic do Zabrza, przy wejściu do wagonu uderzył mnie przyjemny zapach naszego prawdziwego, już bardzo rzadkiego w górnośląskim regionie przemysłowym rumianku (Matricaria Chamomilla). Na moje zdziwione pytanie o przyczynę tego przyjemnego kwiatowego zapachu, trzy starsze, pomarszczone kobiety, pasażerki wagonu, wskazały na ustawione wokół kosze, worki i pęki wypełnione różnymi ziołami i kwiatami. Opowiedziały mi, że zmuszone są zarabiać na życie handlem ziołami i kwiatami. Jednak z powodu niemal całkowitego zaniku roślinności w pobliżu fabryk i miast, muszą często odbywać dalekie podróże do okolic Koźla i Opola, aby zdobyć pożądane kwiaty i zioła lecznicze. Na przykład, duże ilości rumianku rozrzuconego w workach pochodziły z terenów portowych w Koźlu. W związku z rosnącym ruchem prozdrowotnym w postaci licznych stowarzyszeń Sebastiana Kneippa, zapotrzebowanie na zioła lecznicze na rynkach większych miast przemysłowych Górnego Śląska jest dość wysokie, a rośliny wprowadzone na rynek są szybko sprzedawane. Odpowiedz Link
madohora Re: Śląskie Legendy, również te z Janowa:) 04.08.25, 20:40 Oprócz szkód wyrządzonych przez masowe wyrywanie rzadkich już gatunków roślin, stosowanie tych ziół kupowanych na rynku nie jest pozbawione ryzyka dla chorych, ponieważ zielarki często sprzedają rośliny trujące, takie jak szczwół i blekot, a to jako "kminek polny” i "pietruszkę”. Dlatego zaleca się ostrożność! Odpowiedz Link
madohora Re: Śląskie Legendy, również te z Janowa:) 04.08.25, 23:30 Być może szukać sprawiedliwości, wrócił również duch Elżbiety. ,,Na miejsce swoich pośmiertnych przechadzek wybrała zamek ojca w Strzelcach Opolskich. Widywano ją tam wędrującą po komnatach i dziedzińcu”. Zmiany właścicieli strzeleckiego zamku, prowadzone remonty, odbywające się w nim uroczystości, smutki i tragedie zamieszkujących tam na przestrzeni setek lat osób, oglądała zjawa Elżbieta. Aby ukoić zbłąkaną duszę księżniczki, żona hrabiego Andrzeja Renarda – Eufemia von Rudno Rudzińska poleciła zbudować jej pomnik. Nie znając wizerunku księżnej Elżbiety, nadano jej postać rzymskiej bogini Ceres, której odpowiednikiem w Grecji była mityczna Demeter. Bogini Ceres (Cerera) była mityczną boginią ziarna, zasiewów i ziemi. Z kultu bogini Ceres związanego z odradzaniem się ziarna wyłoniła się idea nieśmiertelności duszy i szczęśliwego życia po śmierci. Odpowiedz Link
madohora Re: Śląskie Legendy, również te z Janowa:) 30.08.25, 09:32 Podanie o krzyżu w boronowskim kościele. Według tego podania jeden z krzyży umieszczonych w kościele Matki Boskiej Różańcowej, zawieszony na kratach przy jednej z bocznych naw, miał zawieszony być tam na pamiątkę tragicznej śmierci dziewczynki (w niektórych wersjach podania – córki właścicieli Boronowa), która przyniesiona do kościoła ożyła na nowo lub w innej wersji mitu, odzyskała życie pod tym krzyżem. W podaniu jest mowa o tym, że krzyż po przeniesieniu przez parafian na miejsce centralne, nocą wrócił znów na kraty. Jest też wersja podania, głosząca, że jeżeli postać Jezusa wiszącego na tym krzyżu zamknie przymykające się oczy, wówczas nastąpi koniec świata. Odpowiedz Link
madohora Re: Śląskie Legendy, również te z Janowa:) 30.08.25, 23:42 Objawienia związane z tym miejscem i budową pierwszego kościółka uwiecznił na dużym – ośmioscenowym płótnie anonimowy malarz i poeta. Obraz nosi datę 1564 rok, zaś każde malowidło podpisane jest wierszowanymi zdaniami w języku staropolskim, ( Dolny i Górny Śląsk nie należał do Polski w tamtych czasach). Odpowiedz Link
madohora Re: Śląskie Legendy, również te z Janowa:) 31.08.25, 11:17 Podobno co roku o północy w pierwszym dniu Świąt Wielkanocnych, gdy księżyc oświetla ruiny toszeckiego zamku, z jego podziemi wyłania się duch odzianej na biało pani. Długo snuje się ona po rozległym dziedzińcu, zagląda do okien, pochyla się nad starą studnią i znika za basztą. Jak głosi legenda, wspaniałym zamkiem słynącym z tego, że miał tyle okien, ile dni, tyle komnat, ile nocy i tyle baszt i wieżyczek, ile miesięcy w roku, władał niegdyś okrutny graf. Drżeli przed nim poddani, których nieludzko karał za byle przewinienia. Wymagał też od nich bezwzględnego posłuszeństwa. Opornych wtrącał do lochów, z których nie było ucieczki. Graf miał wiernego sługę, ojca młodej i pięknej córki. Kochał sługa swoje dziecko nad życie. Tego nie mógł znieść okrutny pan. Wymagał od sług miłości i uwielbienia tylko dla siebie. I chociaż zbliżały się Święta Wielkanocne, wyprawił sługę z poselstwem do Gliwic. Sam zaś wtargnął do komnaty jego córki, która właśnie przebierała się w białą koszulę do snu. Chwycił dziewczynę za włosy, owinął jej głowę prześcieradłem i wywlókł na dziedziniec. Tam, poturbowaną udusił i wrzucił do studni. Sługa powróciwszy do zamku, długo szukał swojej córki. Nie znalazł jej, ale od innych sług dowiedział się, co zaszło na dziedzińcu zamkowym. Wtedy oszalały z wielkiego bólu zapadł na ciężką chorobę. Leżąc na łożu śmierci, rzucił straszne przekleństwo na zamek. – Zgiń, przepadnij, zamień się w stertę cegieł i gruzu! Klątwa spełniła się już niebawem. Graf umarł w straszliwych męczarniach, a zamek nawiedził ogromny pożar. Podobno Biała Dama, chodząc po zamku w ciemną wielkanocną noc, szuka ojca. Ukazuje się niektórym ludziom, ale tylko tym, którzy choć troszeczkę w nią wierzą. Odpowiedz Link
madohora Re: Śląskie Legendy, również te z Janowa:) 31.08.25, 11:43 O źródle w Goju Przed wiekami na polach w Goju ludzie wznieśli kapliczkę ku czci Najświętszej Panienki. W tych czasach żyła w Wiśniczu hrabina, która miała psa, przyjaciela. Lubiła spacerować tu i tam ze swoim zwierzęciem. A było w Goju źródełko, z którego biła czysta i zdrowa woda o uzdrawiającej mocy. Hrabina i jej pies wybrali się pewnego letniego dnia na spacer do kapliczki. Pomodliła się hrabina, a że dzień był lipcowy i upalny, postanowiła wykąpać swojego pupila w czystej, źródlanej wodzie. Kiedy to robiła, obraziła się Najświętsza Panienka, a źródełko w jednej chwili straciło wodę. Do dziś stoi tam pusta studnia, na której dnie leżą ogromne głazy i kamienie, ale wody już nie ma i myślę, że nigdy nie będzie. Odpowiedz Link
madohora Re: Śląskie Legendy, również te z Janowa:) 31.08.25, 13:55 Rak Pomiędzy mieszkańcami wsi Chechło i Łany toczył się nieustanny spór o to, gdzie ma stanąć kościół. Żadna z wiosek nie chciała ustąpić, toteż w końcu uradzono, że kościół powstanie między wsiami. Zebrano materiały budowlane i postanowiono rozpocząć budowę, ale po przyjściu na miejsce okazało się, że wszystkie zgromadzone cegły, cement, wapno i kamienie zniknęły. Na placu przyszłej budowy pozostał tylko jeden wielki głaz. Wtem zgromadzeni ujrzeli małego raka, który wszedł pod kamień i zaczął go nieść w stronę Chechła. Zdziwieni mieszkańcy obu wiosek poszli za nim i zobaczyli, że rak przeniósł w ciągu jednej nocy cały zgromadzony przez nich materiał budowlany. Był to niechybnie znak, że to właśnie w Chechle powinni wybudować świątynię. Tak się też stało i do dziś w Chechle stoi przepiękny kościół pw. św. Walentego, patrona wszystkich zakochanych. Odpowiedz Link
madohora Re: Śląskie Legendy, również te z Janowa:) 31.08.25, 14:30 Złota Kaczka w Toszku Druga wersja legendy o złotej kaczce wiąże istnienie skarbu z zaginionym skarbem rodziny Gaschin w XVII wieku, co znalazło swój wydźwięk w formie zapisu, w rodowej kronice tej rodziny. Według tej wersji, właściciel Toszka hrabia Gaschin ożenił swojego syna Leopolda z księżną Gizelą, córką właściciela innego zamku, znajdującego się wiele mil od Toszka. Aby ukoić tęsknotę żony za rodzinnymi stronami, młody małżonek ofiarował jej koszyczek, w którym złota kaczka siedziała w srebrnym gnieździe na 11 złotych jajkach, z których każde wypełnione było dukatami. Złota kaczka, jako klejnot rodzinny, przekazywana była z pokolenia na pokolenie. 29 marca 1811 roku w roku w nocy wybuchł pożar. Pożar ogarnął lewe skrzydłozamku, w którym spała hrabina. Kiedy się zbudziła, na ratunek było już za późno, gdyż klatka schodowa paliła się. W chwili pełnej trwogi jej spojrzenie padło na wiszący na ścianie portret rodzinny i mało widoczny przycisk. Nacisnęła go i otwarło się ukryte wejście do podziemi. Schwyciła klejnoty rodzinne i weszła tam. Była ciężko chora i w czasie długiej wędrówki w ciemnych korytarzach zemdlała. Kiedy się ocknęła, zakopała klejnoty w napotkanej niszy. Kiedy nareszcie udało jej się wyjść z podziemi i natrafić na pierwszych ludzi, miała wysoką gorączkę. Nie odzyskawszy przytomności, umarła, a wraz z nią poszła do grobu tajemnica ukrycia złotej kaczki. Według innej wersji, przed śmiercią hrabina przekazała komuś tę tajemnicę, ale po oczyszczeniu podziemnych przejść, po spaleniu się zamku nie znaleziono nigdy poszukiwanego skarbu. Odpowiedz Link
madohora Re: Śląskie Legendy, również te z Janowa:) 31.08.25, 14:41 Skarbnik - duch kopalni Dawno temu wielu górników pracowało w śląskich kopalniach węgla. Była to praca niezwykle ciężka. Górnicy całymi dniami odłupywali węgiel kilofami, a potem ładowali go do wagoników, by wreszcie wypchać je na górę. Kopalnie były też niebezpieczne. Często bowiem zdarzało się, że ze ściany odłupało się zbyt wiele węgla, który zasypywał górników. Nie raz gasło światło i górnicy gubili się w plątaninie starych korytarzy. Wtedy właśnie pojawiał się Skarbnik – dobry duch kopalni. Można go było spotkać we wszystkich kopalniach. Zawsze miał postać brodatego sztygiera palącego fajkę, z małym kilofem w dłoni i świeczką przymocowaną do opaski na czole. Ostrzegał górników przed niebezpieczeństwami i pomagał im w razie potrzeby. Jednak tylko ludzie dobrzy i pracowici nie musieli obawiać się Skarbnika. Oszuści i obiboki nie mogli liczyć na jego przychylność. Pewnego razu głównego sztygiera kopalni poproszono o przyjęcie do pracy młodego chłopca. Jego ojciec zmarł, a matka nie była w stanie sama wyżywić licznego rodzeństwa chłopca. Sztygier długo się opierał, twierdząc, że chłopiec sobie nie poradzi. Gdy w końcu się zgodził, postawił jeden warunek – chłopiec musi pracować tak samo jak starsi górnicy i wywozić na górę tyle samo węgla. Jeśli sobie poradzi przez tydzień, zostanie przyjęty do pracy na stałe. Już pierwszego dnia młodzieniec wiedział, że sobie nie poradzi. Już miał pójść do sztygiera i powiedzieć, że rezygnuje, gdy nagle obok niego pojawił się starszy górnik. – Co cię trapi, chłopcze? – zapytał, widząc jego zatroskaną minę. Gdy chłopiec opowiedział mu całą historię, górnik rzekł: – Pomogę ci, ale musisz równo dzielić się ze mną zapłatą, jaką otrzymasz za pracę. – Zgoda – odparł chłopiec. I tak, dzień w dzień starszy górnik przychodził do chłopca i pomagał mu odłupywać węgiel, a potem ładować go do wagoników. Po tygodniu zdumiony sztygier przyjął chłopca na stałe i wypłacił mu umówioną kwotę. Starszy górnik już czekał na chłopca na dole. – Przyszedłem po swoją część – powiedział. – Zatrzymałem dla siebie tylko tyle, ile sam zarobiłem. Cała reszta pieniędzy jest dla ciebie. Dziękuję za pomoc – odparł chłopiec, podając mu woreczek pełen monet. Wtedy górnik roześmiał się serdecznie i przyjął prawdziwą postać. Przed chłopcem stał duch kopalni we własnej osobie. – Zatrzymaj wszystkie pieniądze, chłopcze – powiedział Skarbnik. – I zawsze bądź taki uczciwy. Po tych słowach zniknął. Skarbnika najczęściej spotykano w śląskich kopalniach węgla, ale podobno pojawił się też w wielickiej kopalni soli. Odpowiedz Link
madohora Re: Śląskie Legendy, również te z Janowa:) 31.08.25, 14:57 Biała Dama na Toszeckim Zamku Jak głosi legenda, wspaniałym zamkiem słynącym z tego, że miał tyle okien, ile dni, tyle komnat, ile nocy i tyle baszt i wieżyczek, ile miesięcy w roku, władał niegdyś okrutny graf. Drżeli przed nim poddani, których nieludzko karał za byle przewinienia. Wymagał też od nich bezwzględnego posłuszeństwa. Opornych wtrącał do lochów, z których nie było ucieczki. Graf miał wiernego sługę, ojca młodej i pięknej córki. Kochał sługa swoje dziecko nad życie. Tego nie mógł znieść okrutny pan. Wymagał od sług miłości i uwielbienia tylko dla siebie. I chociaż zbliżały się Święta Wielkanocne, wyprawił sługę z poselstwem do Gliwic. Sam zaś wtargnął do komnaty jego córki, która właśnie przebierała się w białą koszulę do snu. Chwycił dziewczynę za włosy, owinął jej głowę prześcieradłem i wywlókł na dziedziniec. Tam, poturbowaną udusił i wrzucił do studni. Sługa powróciwszy do zamku, długo szukał swojej córki. Nie znalazł jej, ale od innych sług dowiedział się, co zaszło na dziedzińcu zamkowym. Wtedy oszalały z wielkiego bólu zapadł na ciężką chorobę. Leżąc na łożu śmierci, rzucił straszne przekleństwo na zamek. – Zgiń, przepadnij, zamień się w stertę cegieł i gruzu! Klątwa spełniła się już niebawem. Graf umarł w straszliwych męczarniach, a zamek nawiedził ogromny pożar. Podobno Biała Dama, chodząc po zamku w ciemną wielkanocną noc, szuka ojca. Ukazuje się niektórym ludziom, ale tylko tym, którzy choć troszeczkę w nią wierzą. Odpowiedz Link
madohora Re: Śląskie Legendy, również te z Janowa:) 31.08.25, 15:09 Legenda o kapliczkach św. Jana Nepomucena i św. Floriana w Kochanowicach Kochanowice należały do pana. Żył szczęśliwie z dwoma synami i żoną. Mieszkali oni w zamku. Gdy synowie byli już pełnoletni, pan nie chciał dzielić swych włości. Zdecydował, że jednemu da majątek, a drugiemu pieniądze. I tak się stało. Po pewnym czasie zaczęło się źle dziać, ponieważ bracia nie pogodzili się z wolą ojca. Rodzice chcieli ich pogodzić, ale bez skutku. Ojciec powiedział synom, aby się pojedynkowali. Kto przegra, dostanie pieniądze, a kto wygra – włości. Pojedynek miał się odbyć na łące. Gdy już nadszedł ten dzień, bracia stanęli naprzeciw siebie i zaczęli do siebie strzelać. Było tylko słychać strzały wypuszczonych strzał i upadek ciał na ziemię. Bracia równocześnie strzelili sobie w serce. Umarli na miejscu. Ojciec zaczął żałować tego, co wymyślił. Pochował synów, tam gdzie umarli. Naprzeciwko postawił kapliczki. W jednej z nich umieścił figurę św. Floriana, a w drugiej św. Jana. Na pamiątkę swoich synów postawił figurki, ponieważ jeden miał na imię Florian, a drugi Jan. Kapliczki stoją do dziś. Można je zobaczyć w Kochanowicach na ulicy Częstochowskiej. Odpowiedz Link
madohora Re: Śląskie Legendy, również te z Janowa:) 22.09.25, 19:33 Stara legenda mówi, że nazwa miejscowości - Drogobycza - pochodzi od potocznego określenia drogi, którą pędzono byki (bydło) z Polski przez Śląsk na Węgry. Dlatego od byczej drogi nazwa wsi powstała Drogobycza Odpowiedz Link
madohora Re: Śląskie Legendy, również te z Janowa:) 22.09.25, 19:42 Według zapisu w „Kronice Szkoły Podstawowej w Kamienicy”, miejscowość nazwę swą zawdzięcza legendarnym wydarzeniom sprzed wieków. Podanie głosi, że podczas jednej z wojen osada została całkowicie zniszczona i zamieniona w stosy gruzów tak, że tylko kupa kamieni pozostała, nic więcej. Stąd nazwa Kamienica. Do legendy tej nawiązuje dawne napieczętne godło samorządu gminnego, przedstawiające pryzmę kamieni Odpowiedz Link
madohora Re: Śląskie Legendy, również te z Janowa:) 22.09.25, 19:50 Lubschau, Lubsza; rejencja opolska, powiat lubliniecki. Obok wznosi się jedyna w tej okolicy góra Grójcem zwana, od warowni grodu, którego szczątki jeszcze dziś widać. Lud dziwnie prawi powiastki romantyczne o zapadnięciu się tego zamku, z przyczyny rozkochanej córki jego właścicielki, która gdy się w gruzach zagrzebała, rodzice zbudowali pod górą owo miasteczko, które dla pamięci nieszczęśliwych lubowników, Lubszą się zwie. A i Lubsza, czyli Lubusza była boginią miłości u starożytnych. Utrzymuje się tu przysłowie: Kiedy Kraków budowano, jeżdżono do Lubszy po piwo. W tej wsi Lubszy, Józef Lompa, szlązki literat, jest lat już 30 nauczycielem. Odpowiedz Link
madohora Re: Śląskie Legendy, również te z Janowa:) 23.09.25, 10:52 Husyckie groby Na pograniczu Kuczowa i Miotka, dwóch miejscowości, które obecnie wchodzą w skład miasta Kalety, stoi przydrożny krzyż. Przed laty, wśród ludności tych miejscowości krążyła legenda o strasznej bitwie pomiędzy oddziałami husyckimi a rycerstwem górnośląskim, jaka się tutaj przed wiekami miała rozegrać. Z bitwy tej zwycięsko wyszli Husyci, którzy następnie wpadli do Woźnik, gdzie zabrali dokumenty lokacyjne miasta a następnie spustoszyli Ligotę Woźnicką i podeszli aż pod Częstochowę. Cmentarzysko poległych tu wtenczas wojów ma się rozciągać na długości kilometra, od miejsca gdzie obecnie na granicy Kuczowa z Młotkiem znajduje się krzyż przydrożny, do uroczyska leśnego „Ptasia Góra”. Podobno jednak ludzi zmarłych na „mór” też tam chowano. Przed 70 - 80 laty, przy wybieraniu piasku budowlanego, znaleziono większe ilości czaszek, piszczeli i innych ludzkich kości. Natomiast podczas kopania fundamentów i piwnic pod pierwszy dom w Kuczowie od strony Miotka, znaleziono w 1966 roku „żelastwo”, wśród którego rozpoznać można było rękojeść miecza oraz część hełmu. Odpowiedz Link
madohora Re: Śląskie Legendy, również te z Janowa:) 23.09.25, 11:01 Siedziba templariuszy w Woźnikach Józef Lompa w swej zaginionej obecnie pracy o przeszłości Woźnik pisał, że w roku 1859 rozebrano stary zamek woźnicki, gdzie wcześniej była siedziba woźnickiego wójta. Według Lompy, budynek zawierał w swych grubych murach na parterze dużą salę, komorę z obszerną kuchnią zaś na piętrze dwa pokoje i komorę. Dach kryty był gontami a na nim wznosiła się smukła wieżyczka. Podczas rozbiórki znaleziono belkę z wyrzeźbioną datą: „1600 ”. Wskazywałoby to, że wtedy to budynek wzniesiono lub poddano przebudowie. Według Lompy, budynek pierwotnie przeznaczony był na cele religijne, na kościół. W przeszłości zamieszkany miał być przez trzech członków rycerskiego zakonu templariuszy. Odpowiedz Link
madohora Re: Śląskie Legendy, również te z Janowa:) 23.09.25, 11:41 Lubszeckie piwo W okresie pierwszej wojny światowej wyburzono w lubszeckim dworze stary browar, prze wieki służący nie tylko okolicznej ludności. Z zapisów ksiąg metrykalnych kościoła parafialnego p.w. św. Jakuba Starszego Apostoła w Lubszy, znane są liczne nazwiska lubszeckich browamików. Kiedy powstał, nie wiadomo? Istnie jednak, znane nie tylko na Górnym Śląsku podanie, które informuje nas, że: „Gdy Kraków budowano, to do Lubszy po piwo jeżdżono.” W Siemoni, miejscowości nieodległej Będzinowi funkcjonuje legenda „O tym jak Krakusi przez Siemonię do Lubszy po piwo jeździli.” Według niej o starożytności Siemoni świadczyć ma stare podanie, znane ponoć także z zapisów starych śląskich kronik, które głosi, że: „kiedy Kraków budowano, to do Lubszy przez Siemonię po piwo jeżdżono” . Według Mariana Kantor - Mirskiego, zdarzenia prawdziwe musiały dać początek powieściom gminnym, przeto można wnioskować, że Siemonia starożytnością nie ustępuje grodowi Krakowa. Odpowiedz Link
madohora Re: Śląskie Legendy, również te z Janowa:) 23.09.25, 11:50 W lesie niedaleko Drutami znajduje się miejsce zwane Koń. Tam to przed laty pan na Koszęcinie spotkał furmankę ciągnioną przez parę bardzo wychudzonych koni. Jeden z nich był do tego stopnia osłabiony, że chwiał się na nogach. Książę kazał go odprząc, odprowadzić na bok i tam zastrzelił. Furmanowi polecił nazajutrz udać się do pańskiej stajni, gdzie otrzyma konia. Przyrzekł jednak, że jeżeli następnym razem spotka znów konie w tak wychudzonym stanie, to tym razem zostanie zastrzelony wozak, co należało traktować bardzo poważne. Odpowiedz Link
madohora Re: Śląskie Legendy, również te z Janowa:) 23.09.25, 12:11 Podanie o górze Grójec77 U stóp góry Grójca, w cieniu lip rozłożystych, stoi murowana kapliczka Świętego Krzyża, podanie o przeszłości i dziejach tych miejsc, tkwi w ustach ludu, jako wspomnienie minionej świetności ojczyzny naszej. Kiedy około 1241 roku Tatarzy jak gdyby brzemienna nieszczęściem chmura spadli na ziemię naszą, pożogą i mordem naznaczyli miejsca swego przechodu, wtedy stał na Grójcu okazały gród warowny, a gdzie dziś wieś Psary, znaczne wznosiło się miasteczko. Gdyby palcem kary bożej dotknięte, upadły przed przybyciem Tatar mury tych grodów - a gdyby w drugiej Jerozolimie kamień na kamieniu nie został. Mieszkańcy, którym życie uratować się udało, podziemnym chodnikiem, czyli gankiem, uszli do miejsca, gdzie dziś przed miasteczkiem Woźnikiem stoi świątyńka św. Walentego. Już w tym miejscu obronne miasteczko budować poczęli, ale im się położenie bagnistym wydało, więc się dalej przewieźli i stąd się miasteczko Woźnikiem zwie. Więcej też z grojskiego zamku było takich podziemnych przechodów, z których jeden prowadził do wsi Psar, drugi do zamku w Lubszy, który dopiero przed 40 laty rozburzono. Do dziś jeszcze można oglądać zawalone szczątki tych ganków podziemnych. Lud mówi tak o rodzinie rycerza, co posiadał grójecki zamek: Rycerz ten miał córkę nadzwyczajnej piękności. Była pieścidełkiem swych rodziców, którzy ją nader kochali; to tylko rodzicom nie było do smaku i gniew ich na nią ściągało, iż nigdy namówić jej nie mogli, aby z nimi do kościoła udać się chciała. Pewnego razu, gdy ją tak matka do kościoła iść namawiała i prosiła, a ona jej woli powolną być nie chciała, rozgniewana matka wyrzekła straszne słowa przeklęctwa i oddaliła się sama do kościoła. I tą więc rażą po odejściu rodziców na tę tajemną schadzkę wybierać się poczęła. Aliści, o okropności! Gdy wrócili rodzice, zamiast zamku znaleźli gruzy zapadłe w głębiny góry. Nie chcieli więc stroskani rodzice budować się nowo na grobie swej córki, ale na drugiej górze zbudowali zamek, który na pamiątkę nieszczęsnych lubowników Lubszą się zwać począł. Podanie jeszcze dodaje, że w miejscu zapadłego zamku duch dziewicy unosi się o północy, a kto by górę Grójec od 11 do 1 godziny w nocy obszedł na kolanach, ten ową duszę z czyśćca wybawi. Odpowiedz Link
madohora Re: Śląskie Legendy, również te z Janowa:) 23.09.25, 12:25 Jak pozyskać skarby Grójca „Gdyby się kto obrał, co by Grójec o północy na kolanach trzy razy obszedł, mogłaby być dziewica zbawiona, a on by skarby zapadłe pozyskał. Mógłby się na to jakiś daremniś odważyć.”. °°° Czym był Grójec dla nas? Było dużo radości, ale i tajemniczości. Zawsze towarzyszyła nam świadomość tego, co opowiadano o tej górze. Również tu w Grójcu odbywały się zabawy. Żadna z tych zabaw nie kończyła się spokojnie, najczęściej zrywała się burza i rozpędzała wszystkich. Opowiadano, że w Grójcu są zakopane duże ilości złota. Legenda dokładnie mówi, jak można go odzyskać. Warunki są następujące: W Niedzielę Palmową dwu braci bliźniaków - Piotr i Paweł - powinno dwoma wołami, też bliźniakami, oborać cztery razy Grójec. Musi się to stać do czasu, aż ksiądz z organistą w czasie posesji będą się kłócić (był taki zwyczaj w liturgii Wielkiego Tygodnia Niedzieli Palmowej). Wtedy diabeł pilnujący grójeckiego złota wyda go braciom! Ponieważ te warunki w tej chwili trudno już spełnić, złoto na pewno pozostanie na zawsze pod władzą „czarnego" Odpowiedz Link
madohora Re: Śląskie Legendy, również te z Janowa:) 23.09.25, 12:46 Chodniki podziemne pod kościołem św. Jakuba w Lubszy Wiele emocji budzą podania a nawet relacje naocznych świadków istnienia podziemnych lochów pod lubszeckim kościołem. Zdarzyło się nawet, że na przełomie lat sześćdziesiątych i siedemdziesiątych, grupa młodych ludzi z Woźnik podjęła się próby przebicia od strony kotłowni kościoła do krypty w nawie głównej, lecz przegonił ich ówczesny proboszcz, ks. Franciszek Kasperczyk. W czasie budowy tak zwanego nowego kościoła w 1930 roku, co wspomina w swych zapiskach ks. Michał Brzoza, na głębokości około 4 m natknięto się przy północno wschodnim narożniku nawy oraz przy północnej ścianie na podziemny sklepiony chodnik prowadzący w kierunku zachodnim, czyli w stronę Grojca. Według licznych relacji, chodnik ten miał być częściowo zawalony i brak w nim było powietrza. Wydaje się jednak, że przed penetracją lochu a być może przejścia do kolejnej, nieznanej kościelnej krypty, znajdującej się w zachodniej części podziemi, pod nawą kościoła, powstrzymał robotników budowlanych naturalny ludzki odruch, jakim był po prostu strach. *** Józef Lompa w swoich „Rozmaitościach śląskich” z 1844 roku notuje: „Z Grójca zaś, aż do kościoła lubszeckiego, miał prowadzić chodnik po ziemi dachem nakryty Odpowiedz Link
madohora Re: Śląskie Legendy, również te z Janowa:) 24.09.25, 09:52 Jak pszczoły uchroniły kielich z św. Hostią przed bandytami Działo się to przed wiekami. Dobra lubszeckich panów dziedzicznych sięgały ówcześnie hen daleko, na północ i stykały się z granicami dzisiejszej wsi Rększowice. Teren ten niemal całkowicie porastał gesty las poprzecinany nielicznymi szlakami prowadzącymi ze Śląska w stronę Częstochowy. Czasy były wtedy jeszcze bardzo niespokojne. Najgorsze minęło, gdy przeszli Husyci znacząc swój szlak zgliszczami wypalonym, miast, wsi i kościołów. Spłonął wtedy także i stary, drewniany kościółek w Lubszy. Za sprawą Piotra z Lubszy, pana dziedzicznego Lubszy a zarazem kanclerza księcia strzeleckiego Bernarda, kościół szybko odbudowano, tym razem z trwalszego już materiału. Murowana świątynia potrzebowała jednak wyposażenia. W wojennej zawierusze spłonął nie tylko kościół, ale zniszczone zostały także i sprzęty liturgiczne. Po nie to wybrał się do Częstochowy, nieznany już nam dziś z imienia lubszecki pleban. Tam w Częstochowie, za doradą klasztornych braciszków, nabył złoty kielich. Rankiem następnego dnia, z poświęconym kielichem i z umieszczoną w nim otrzymaną w klasztorze św. hostią a także z Bożym Błogosławieństwem, wracał do Lubszy. W nadgranicznym Czarnym Lesie, którego nazewnicze relikty zachowały się w lubszeckiej parafii, niespodziewający się złego, pleban natknął się na bandytów, rekrutujących się z niedobitków husyckich oddziałów. Próbował ujść pogoni. Na nic się zdała ucieczka. Otoczony, po krótkiej nierównej walce, padł w gęstwinie zarośli lasu gdzieś nad niewielką rzeką Kamieniczką. Gdy po pewnym czasie odnaleziono ciało lubszeckiego plebana i jego sługi, kielicha jednak przy nich nie było. Nie było go także u wyłapanych i wytraconych bandytach. Powiadano, że uchodząc przed pościgiem pleban ostatkiem sił wrzucił zawiniątko z kielichem w otwór dziupli rozłożystego drzewa. Umknęło to uwadze ścigającej farosza pogoni. Wtedy też stała się rzecz dziwna. Zleciały się roje pszczół z okolicznych lasów i mgnieniu oka zalepiły woskiem otwór dziupli tak, że nikt nie mógł go wyśledzić. Po pewnym czasie, miejscowi bartnicy penetrując las natknęli się na dziwne zjawisko. Wokół starego pnia drzewa krążyły całe roje pszczół. Gdy tam dotarli i wspięli się wyżej, nieatakowani przez te pożyteczne owady zauważyli woskowy plaster okrywający dziuplę. Gdy go usunęli, oczom ich ukazał się złocisty blask kielicha i biel spoczywającej w jego wnętrzu Hostii. W krótkim czasie kielich wraz z hostią trafił na miejsce swego przeznaczenia. Odpowiedz Link
madohora Re: Śląskie Legendy, również te z Janowa:) 24.09.25, 10:21 Lompa przytoczył jednocześnie opis wydarzenia, jakie miało miejsce w Lubszy, przed laty, w związku z odśpiewaną w miejscowym kościele powyższą pastorałką. Kiedy dokładnie to się wydarzyło nie wiemy, Lompa podaje, że przed pięćdziesięciu laty, czyli w końcu XVIII wieku. Podobnie jednak umiejscawia w czasie wiele innych zdarzeń. Magiczna dla niego liczba „50” miała wtedy wymiar bardzo odległych lat, czasów niepamiętnych, trudnych do określenia, gdy pod uwagę weźmie się przeciętny żywot ówczesnego mieszkańca nie tylko lubszeckiej parafii. Oddajmy głos Lompie: „Gdy przed pięćdziesiąt laty w lubszeckim kościele śpiewana była [wspomniana wyżej pastorałka], siedział pod chórem szewc, niedawno z Czech przybyły. Ten, słysząc Idź precz ty szewce! Zgiń przepadnij szewiectwol, tak się rozgniewał, że wstawszy, tupał i groził organiście, mówiąc: Niech was czrt wezme z takowou pisniczku\ns I z tymi słowy uciekł z kościoła. Tego samego dnia, był we wsi kolędowy obchód. Gdy do szewca przyszli, zamknął się, a przez okna wołał: Nic wam ne dam, boste me rzemieslo w kostele bożim pohańbili. Idte do czrta Odpowiedz Link
madohora Re: Śląskie Legendy, również te z Janowa:) 24.09.25, 10:32 Stuletni Krzyż Niemal w połowie drogi pomiędzy Miotkiem a Żyglinkiem (Miasteczko Śląskie), w lesie nieopodal tak zwanej Stacji Pomp, stoi obecnie niepozorny, przydrożny krzyż. Wielokrotnie zmieniał on swój wygląd, jak i materiał, z którego był wykonywany. Najdłużej jednak był to krzyż drewniany. Okoliczna ludność od wieków zwała go „Stuletnim Krzyżem”, pomimo iż w dokumentach wzmiankowano go też, jako „Czerwony Krzyż". Miejsce jego posadowienia - zakręt drogi - związane było z licznymi tragediami, które tutaj przez wieki miały miejsce. Znaczne oddalenie od siedzib ludzkich, gęste i rozległe lasy oraz uczęszczany szlak, były znakomitą okazja do rozbójniczych działań. Właśnie w tym miejscu grasujące bandy dokonywały rozbojów na podróżujących drogą prowadzącą z Bytomia i Tarnowskich Gór w kierunku Woźnik, Lubszy i Boronowa w okrutny sposób mordując swoje ofiary. Nie gardzono nikim. Bogaci kupcy z towarem a często i biedni rolnicy, którzy wracali z placów targowych wspomnianych miast, stawali się ofiarami bandytów, którzy napadniętych pozostawiali w lesie na pożarcie wilkom. Celem zwiększenia bezpieczeństwa, woźnicy formowali kolumny wozów, furmanek, lecz często i to nie chroniło ich przed okrucieństwem bandytów. Napady ustały dopiero w połowie XX wieku z chwilą zaniku powolnego konnego. Odpowiedz Link
madohora Re: Śląskie Legendy, również te z Janowa:) 24.09.25, 10:50 Krzyż obok szkoły w Kamieńskich Młynach „Starzy ludzie twierdzą, że Bóg pokierował sprawą tak, że w miejscu zwycięstwa Polaków nad bandą stanął w 1864 roku drewniany krzyż. Fundował go niejaki Jan Klyta z Kamieńskich Młynów na pamiątkę, że Bóg nie pozwolił mu zabić dziecięcia, kiedy był polował. Krzyż ten poświęcić miał lubszecki ksiądz proboszcz Broi. Pewna dziewczyna - o imieniu Józefa, wyrobnica u państwa Lipińskich - okopywała kartofle (to mogło więc być w czerwcu) i swoje dziecię położyła w miejscu zwycięstwa Polaków nad bandą w miejscu stojącego krzyża. Wymieniony już Jan Klyta polował w tej okolicy na zające. Na dziecię wyrobnicy Józefy myślał, że to siedzi sobie zając. To też zaczął strzelać, ale naboje mu nie oddały. W tym dziecko zapłakało a wystraszony Jan uciekł do domu, nie mogąc długo jeszcze nabyć tchu. Krzyż Jana przetrwał do około 1946 / 1947 roku. W 1947 roku w tym samym miejscu Wincenty Matyi, rolnik z Kamieńskich Młynów, razem z swym synem Alojzym i Józefem Osadnikiem ufundował krzyż tyrasowy na pamiątkę tragicznej śmierci swego syna Stefana Matyla, który zginął z rąk gestapo w 1944 roku razem z Janem Matusikiem z Kamieńskich Młyn. Krzyż tyrasowy poświecił ks. proboszcz Michał Brzoza w tym samym roku. Miejscowa ludność oczyma swej wyobraźni widziała wykonanie wyroku w inny sposób. Opowiadano, że sprawca umierał w niesamowitych męczarniach, gdy kropla po kropli, jak młot spadając, drążyła jego unieruchomiona głowę. ••• „Hrabiowie, uciekający z Polski, - bo prześladowani byli przez rosyjskich carów - ukryli się niegdyś, w tym miejscu, gdzie dziś stoi krzyż obok dzisiejszej szkoły w Kamieńskich Młynach. W tym samym czasie w okolicy Kamieńskich Młynów grasowała banda i mordowała uciekających z Kongresówki Polaków bez wyjątku. Taż sama to banda wykryła wspomnianych ukrytych w miejscu krzyża trzech hrabiów. Doszło do walki. Zwycięstwo odnieśli hrabiowie nad trzyosobową bandą i odtąd znikło to straszne mordowanie. Odpowiedz Link
madohora Re: Śląskie Legendy, również te z Janowa:) 24.09.25, 11:05 Miejscowość położona około 7 km na północ od Woźnik. Graniczy od wschodu z Rudnikiem Małym, od północy ze Starczą, od południa z Ligotą Woźnicką a od zachodu z Kamieńskimi Młynami. Przez miejscowość przepływa rzeka Kamieniczanka. W latach 1975–1998 miejscowość administracyjnie należała do województwa częstochowskiego. Odpowiedz Link
madohora Re: Śląskie Legendy, również te z Janowa:) 24.09.25, 11:55 Utopce rodziły się z dusz topielców i poronionych płodów. Podobnie jak wodniki zamieszkiwały wszelkie zbiorniki wodne (w niektórych podaniach łącznie ze studniami i rowami przydrożnymi) i topiły kąpiących się oraz przechodzące przez rzekę zwierzęta. Gdzieniegdzie odpowiadały także za wylewy rzek oraz zatapianie pól i łąk. Utopce przybierały postać wysokich, bardzo chudych ludzi o oślizgłej, zielonej skórze, z dużą głową i ciemnymi włosami. W czasie nowiu utopce wychodziły na brzeg. Często zwabiały wówczas do siebie ludzi, bawiąc się z nimi w zagadki. Osobę próbującą oszukiwać w zagadkach natychmiast topiły. Odpowiedz Link
madohora Re: Śląskie Legendy, również te z Janowa:) 24.09.25, 12:23 Siedlisko topielka w „Rosochocu” O głębokim dole obok rzeczki Przyrwy, wpadającej do Małej pan wie w państwie woźnickim, „Rosochoc ” zwanym, mówi lud, że jest bez dna, aże się w nim różne potwory widzieć dają. „Rosochoc” utrzymywany bywa za siedlisko stałe topiełka (norek), który jednak ma i inne stawy nad Małą Panwią aż do Bruśka odwiedzać. Odpowiedz Link
madohora Re: Śląskie Legendy, również te z Janowa:) 24.09.25, 12:35 Utopek w Ligockim Kanarze Jeszcze dzisiaj nad Ligockim Potokiem można znaleźć ślady po groblach należących przed wielu laty do lubszeckiego dworu. W głębinach grobli miyszkoł utopek, przed którym ostrzegane były dzieci przez swoich rodziców, niy yno tych, których pola stykały sie ze wspominanym Potokiem zwanym przez wszystkich także Ligockim Kanarem. Utopek z tego Kanaru obleczony był w czyrwono jakla i czyrwone galoty a na głowie mioł czyrwono czopka. Nie wolno było się dzieciom zbliżać w pobliże wody, do grobli a także do stromych brzegów potoku. Tym, co niy uważali i tym, co niy słuchali, groziło wciągnięcie do wody w Kanarze, przez utopka. Ostrzeżenia takie, przekazywane były z pokolenia na pokolenie. Odpowiedz Link
madohora Re: Śląskie Legendy, również te z Janowa:) 24.09.25, 19:04 Kappa jest czasem pokryty łuską (lub skorupą) koloru zielonego, żółtego bądź niebieskiego. Ma wydzielać zapach ryby. Bardziej niż ludzkie mięso (dzieci lub nawet dorosłych) kappa lubi ogórki, dlatego Japończycy często rzucają je do rzeki lub jeziora, żeby demony nie przychodziły ich szukać i żeby je obłaskawić. Tak obdarowany kappa staje się życzliwy, nie topi ludzi, a regularnie częstowany ogórkiem może się nawet odwdzięczać, pomagając w irygacji pól ryżowych i lecząc chorych (zna różne lekarstwa). Zaprzyjaźniony kappa jest miłym towarzyszem, bo świetnie mówi po japońsku i gra w shōgi (rodzaj szachów). Oprócz tego zawsze wywiązuje się z obietnic i nie łamie przysięgi. Ku czci życzliwych kapp wznoszono chramy (shintō). Odpowiedz Link
madohora Re: Śląskie Legendy, również te z Janowa:) 24.09.25, 19:09 Tego demona spotkał na swojej drodze również królik-samuraj, Usagi Yōjimbō, stworzony przez Stana Sakai w komiksie pod tytułem Kappa. Historia znajduje się w drugim tomie przygód Usagiego pt. Samuraj. W tej opowieści kappa czyha na zbłąkanych wędrowców i można go przebłagać tylko ogórkami. Odpowiedz Link
madohora Re: Śląskie Legendy, również te z Janowa:) 24.09.25, 19:16 Wodniki często w folklorze występują wymiennie z utopcami. W tym kontekście wodnikiem stawało się np. dziecko, które utonęło nieochrzczone, a następnie rosło w wodzie przez siedem lat lub dziecko bez chrztu utopione przez matkę. Istniały też wierzenia odnoszące wodnika do ogólnie demonicznych postaci związanych ze światem podziemnym, szatańskim – tu wodnik powstawał z mułu zgromadzonego na dnie zbiornika wodnego lub z gliny Odpowiedz Link
madohora Re: Śląskie Legendy, również te z Janowa:) 24.09.25, 19:22 W opowieściach ludowych pojawia się też wątek walczących (np. na szable) ze sobą wodników/topielców w kontekście obserwowanych przez ludzi zjawisk atmosferycznych. Odpowiedz Link
madohora Re: Śląskie Legendy, również te z Janowa:) 24.09.25, 19:30 Jak utopić doktora Mraczka (czes. Jak utopit dr. Mráčka aneb Konec vodníků v Čechách) – komedia fantastyczna w reżyserii Václava Vorlíčka zrealizowana w 1974. Piosenki wykorzystane w filmie zaśpiewała m.in. Helena Vondráčková. Odpowiedz Link
madohora Re: Śląskie Legendy, również te z Janowa:) 24.09.25, 19:38 W słownikach i publikacjach z dziedziny etnografii termin „anczutka” w dialektach języka rosyjskiego oznacza: Czart, diabeł, bies, antychryst wraz z sememami chochlik, skrzat (duszek), leszy, Flejtuch, brudas, Biedny, nieszczęśliwy człowiek, Figlarz, psotnik, Przekleństwo lub wulgarny przerywnik w mowie Odpowiedz Link
madohora Re: Śląskie Legendy, również te z Janowa:) 24.09.25, 19:48 W folklorze słowiańskim opis kończyn dolnych sił nadprzyrodzonych ma szczególne znaczenie. Nogi i stopy są w stałym kontakcie z ziemią, takie istoty więc zaliczane są do świata chtonicznego. Brak nogi, posiadanie trzech nóg lub nóg zoomorficznych, brak palców – tak w mitologiach opisywano diabłów, szatanów, czartów. Przypisywano im także różne ułomności fizyczne, toteż w podaniach ludowych akcent na brak pięt lub palców u anczutki oznaczał, że z tego powodu też utykał. Posiadając cechy zoomorficzne (łapy gęsi), anczutka prawdopodobnie potrafił latać i – zgodnie z wyobrażeniem w folklorze sił nieczystych – posiadał skrzydła na wzór innych biesów. Odpowiedz Link
madohora Re: Śląskie Legendy, również te z Janowa:) 24.09.25, 23:49 Druga część (presto) przedstawia zabawę siedmioletniej kikimory. Stuka, świszczy i hałasuje od rana do wieczora. Kiedy dorasta, przędzie zło przeciw całej ludzkości. Świszczący temat, obrazujący zabawę, pojawia się kolejno w wykonaniu różnych instrumentów. Odpowiedz Link
madohora Re: Śląskie Legendy, również te z Janowa:) 25.09.25, 00:14 Diabeł nie potrafił pokłócić pewnego szczęśliwego małżeństwa, namówił przeto do tego starą i biedną babę, obiecując jej parę trzewików i trzos pieniędzy. Poszła baba i obojgu małżonkom naplotła o ich wzajemnej niewierności. Jako środek na odzyskanie miłości poradziła żonie uciąć mu brzytwą w czasie snu trzy włosy z brody. Mąż uprzedzony o tym, zamordował żonę, a potem siebie. Lecz i diabeł pozbawił babę życia, wciągając ją do wody. Stąd przysłowie: Gdzie diabeł nie może tam babę pośle Odpowiedz Link
madohora Re: Śląskie Legendy, również te z Janowa:) 25.09.25, 10:37 Uboże Z tychże duchów rodzaju, lecz jak dzieci mali, Przedtym jacyś duchowie w kuźnicach bywali. Przychodzili więc radzi do kuźnic w soboty W nocy, po wygaszeniu kuźniczej roboty. A gdy się uciszyli i szli spać kuźnicy, Tedy oni kowali więc po całej nocy. A skoro kur zaśpiewał abo świtać miało, Znikali i kowanie owo ustawało. U Jędryska a Kota przedtym czasy niemały Pokusy te, ubożą takie więc bywały, Którym zawżdy u pieca małego stawiali Jadło na noc w soboty tam, kędy kowali. Ubożym je kuźnicy pospolicie zwali Wiele o nich - za święte je mając - trzymali. I stąd im nie czynili nigdy żadnej złości Gdy kowali, aleje mieli w uczciwości. A u których kuźnikow w kuźnicach bywali, Wielkie szczęście więc oni kuźnicy miewali, Wszystko się im darzyło wedle myśli prawie Tak w robocie żelaznej jak i w każdej sprawie. A gdy w swojej kuźnicy Kot, kuźnik rzeczony, Widział boso w koszulach kować duchy ony, Z nabożeństwa jakiegoś litością wzruszony Dał im szaty w nagrodę za pracę ony. Którym gdy to włożono tam, kędy kowali Zaraz się z narzekaniem z kuźnice precz brali Mówiąc, że „nam pan płaci a już o nas więcej Nie stoi, już kuźnice wychodzimy co prędzej Tym sposobem ty spectra a ubożę ono Z kuźnice Kotowskiej było wystraszono. Po którym bardzo prędko i szczęście się było Onemu Kotowi w kuźnicy zmieniło. Odpowiedz Link
madohora Re: Śląskie Legendy, również te z Janowa:) 25.09.25, 19:18 Istnieją znaczne rozbieżności pomiędzy przedstawianymi wizerunkami wampira. Obejmują one prawie wszystkie możliwe aspekty tych istot. Do najważniejszych różnic należą: Odpowiedz Link
madohora Re: Śląskie Legendy, również te z Janowa:) 25.09.25, 19:25 Klątwa (Dracula) Ugryzienie innego wampira Zakaźna mutagenna choroba (Blade, Underworld, GUNNM: Last Order) Cecha genetyczna (Księżniczka) Sztucznie stworzone (Hellsing, Cyber City Oedo 808) Osobny gatunek (Wiedźmin, Wampirzyca Karin, Blade) Odpowiedz Link
madohora Re: Śląskie Legendy, również te z Janowa:) 25.09.25, 19:32 W niektórych dziełach wampiry przejawiają lęk, fizyczny dyskomfort lub bezpośrednie obrażenia w przypadku kontaktu z symbolami religijnymi, takimi jak krzyże i woda święcona (Dracula, Buffy: Postrach wampirów, Co robimy w ukryciu, Straceni Chłopcy), w innych wampiry są na nie całkowicie odporne – Kroniki wampirze (w Wampirze Lestacie Lestat i Gabrielle spędzają dzień w krypcie w katedrze), Blade, Pod osłoną nocy, Czysta krew, Karin (Wampirzyca stwierdza tam, że przekonanie o wrażliwości na święte symbole wzięło się stąd, że większość wampirów to ateiści) Wampir: Maskarada (choć w systemie Wampir: Maskarada wampiry i inne stworzenia są wrażliwe na tzw. Prawdziwą Wiarę, bez znaczenia na to jakiego wyznania jest posiadacz Prawdziwej Wiary), Łowcy wampirów, trylogia: Kuzynki, Księżniczka, Dziedziczki (Monika jest osobą wierzącą i regularnie chodzi do cerkwi). Cassidy zostaje potępiony osobiście przez samego Boga, który nazywa go „Bestią”, jednak to nie zmienia jego pogardliwego nastawienia do Kościoła i symboli wiary. W „Zmierzchu” wampiry wierzą w Boga, ale uważają się za potępione, skazane na piekło lub za istoty bez duszy Odpowiedz Link
madohora Re: Śląskie Legendy, również te z Janowa:) 25.09.25, 19:52 Wampiry z wierzeń bułgarskich miały chrząstkę zamiast kości; w powieści Rafała Dębskiego Kiedy Bóg zasypia pojawia się młody upiór bez kości. W Gospodzie pod Upiorkiem Stanisława Pagaczewskiego cechą szczególną wampira jest głowa trzymana pod pachą Odpowiedz Link
madohora Re: Śląskie Legendy, również te z Janowa:) 25.09.25, 20:00 Dhampiry często stają po stronie dobra, walcząc z prawdziwymi wampirami. Najbardziej znanymi dhampirami są Alucard (Castlevania), Blade (Blade: Wieczny łowca; chociaż Blade został wampirem w wyniku ukąszenia matki przez wampira w ostatnim miesiącu ciąży, a nie w wyniku współżycia seksualnego), Rayne (BloodRayne), Rose Hathaway i Dimitri Bielikov (Akademia Wampirów), Renesmee Cullen (Zmierzch), Catherine Crawfield – Cat (Night Huntress – „W pół drogi do grobu”, Jeaniene Frost) i D (Vampire Hunter D). Odpowiedz Link
madohora Re: Śląskie Legendy, również te z Janowa:) 25.09.25, 20:07 Następnego dnia Hutter budzi się z raną na szyi, której powstanie przypisuje komarom. W nocy hrabia Orlok podpisuje dokumenty zakupu posiadłości niedaleko domu Huttera. W łóżku Hutter znajduje Księgę wampirów i czyta ją. Zaczyna podejrzewać, że Orlok jest wampirem. Wtem w drzwiach pojawia się sam hrabia, którego prawdziwa natura zwyciężyła. Odpowiedz Link
madohora Re: Śląskie Legendy, również te z Janowa:) 25.09.25, 20:14 Stoker, tworząc postać wampirycznego hrabiego, nadał jej imię „Dracula”, napotkane w jednej z historycznych ksiąg. Był to przydomek władcy Wołoszczyzny Włada Drakuli zwanego też Palownikiem (zob. nabicie na pal) – syna Włada Diabła. Być może Stoker użył również fragmentów biografii wołoskiego władcy, o czym mogą świadczyć wzmianki o wyprawach wojennych na terytorium Imperium Osmańskiego dokonywanych przez jednego z wielkich przodków hrabiego, czy też o tegoż przodka zdradzieckim bracie. Znajdują one bowiem pokrycie w faktach z życiorysu Tepesa. Niemniej, na ogół przyjmuje się, że Stoker ograniczył się jedynie do zapożyczenia imienia. Odpowiedz Link
madohora Re: Śląskie Legendy, również te z Janowa:) 25.09.25, 21:08 Dużo z tych wyobrażeń powiela się w podaniach i etnograficznych zapisach na temat strzyg, często więc w opisach upiora pojawia się cecha posiadania dwóch serc i dwóch dusz tak jak u strzygoni Odpowiedz Link
madohora Re: Śląskie Legendy, również te z Janowa:) 25.09.25, 21:14 Upiory przede wszystkim wypijały ludziom krew, ale też – mając nadludzką siłę – rozrywały ofiary na strzępy. Mogły też samym oddechem albo głosem zabijać ludzi[8]. Męczyły nocami, nie dawały oddychać, zmuszały do chodzenia po nocy. Często pojawiał się motyw upiora męża/żony, który po śmierci odwiedzał owdowiałego członka rodziny. Wykonywał on wtedy czynności, które znał za życia, męczył też fizycznie rodzinę. Odpowiedz Link
madohora Re: Śląskie Legendy, również te z Janowa:) 25.09.25, 21:22 Dieta upiorów składała się także z przekąsek ludzkich. Upiór zajadał się np. kiełbasą oraz pił wódkę. Odpowiedz Link
madohora Re: Śląskie Legendy, również te z Janowa:) 25.09.25, 21:29 Niektóre rodzaje żywych upiorów (ludzi, którzy nie umarli, ale posiadali cechy i zdolności upiora, np. urodzili się upiorami) – płanetnicy – posiadały możliwość manipulacji pogodą, najczęściej kontrolowaniem chmur. Przeganiały np. burzowe chmury lub celowo sprowadzały na wioski grad. Upiory potrafiły także rozpoznać wiedźmy i niweczyć skutki ich czarów. Odpowiedz Link
madohora Re: Śląskie Legendy, również te z Janowa:) 25.09.25, 21:46 Na Pokuciu, Rusinka (kochana przez upiora) po swojej śmierci na własne życzenie została wyniesiona z domu przez wybitą ścianę, a następnie pochowana na rozdrożu Odpowiedz Link
madohora Re: Śląskie Legendy, również te z Janowa:) 25.09.25, 22:04 W rejonie Transylwanii wierzono, że upiory nie lubią czosnku i cebuli, dlatego czosnek wieszano w domu i smarowano nim drzwi Odpowiedz Link
madohora Re: Śląskie Legendy, również te z Janowa:) 25.09.25, 22:22 NA BUDOwIE DROGI ŚREDNICOWEJ ODKRYTO GROBY WAMPIRÓW - Onet (archiwum) Odpowiedz Link
madohora Re: Śląskie Legendy, również te z Janowa:) 25.09.25, 23:48 ARCHEOLODZY ODKRYLI GROBY WAMPIRÓW - www.kmag.pl Odpowiedz Link
madohora Re: Śląskie Legendy, również te z Janowa:) 26.09.25, 00:00 CMENTARZYSKO W GLIWICACH NAJWIĘKSZYM SKUPISKIEM GROBÓW WAMPIRÓW - Newsweek (archiwum) Odpowiedz Link
madohora Re: Śląskie Legendy, również te z Janowa:) 26.09.25, 00:26 TEGO CMENTARZA NAWET NIE BYŁO NA MAPIE - www.tvn.pl Odpowiedz Link
madohora Re: Śląskie Legendy, również te z Janowa:) 26.09.25, 07:28 W księdze łacińskiej Liber fundationis episcopatus Vratislaviensis (pol. Księga uposażeń biskupstwa wrocławskiego) spisanej za czasów biskupa Henryka z Wierzbna w latach 1295–1305 miejscowość wymieniona jest w zlatynizowanej formie Pnow. W okresie hitlerowskiego reżimu w latach 1936-1945 w ramach germanizacji zmieniono nazwę miejscowości na całkowicie niemiecką Schrotkirch. Odpowiedz Link
madohora Re: Śląskie Legendy, również te z Janowa:) 26.09.25, 18:50 Lęk przed polującymi na żywych krwiopijcami nie omijał także ziem polskich. Pierwsze pochówki wampiryczne są datowane na XVI w. Odpowiedz Link
madohora Re: Śląskie Legendy, również te z Janowa:) 26.09.25, 18:56 Jeśli po okolicy krążył wampir, a nie wiedziano, z którego grobu wychodzi, to miejscowy baca odszukiwał na cmentarzu jego mogiłę, odwracał ciało twarzą w dół, przebijał serce osinowym kołkiem, odcinał głowę, kładł ją między nogami, przykrywał ciało kolczastymi gałęziami i zasypywał. Dodatkowo kładł na grób głaz, który miał zatrzymać upiora pod ziemią. Odpowiedz Link
madohora Re: Śląskie Legendy, również te z Janowa:) 26.09.25, 19:09 Trudno dziś traktować zabobony i przesądy ludowe całkiem serio. Gdyby ktoś wybierał się na cmentarz z kołkiem osinowym i siekierą, to szybko wezwalibyśmy policję. Jednak mit nieumarłego wampira nadal działa na naszą wyobraźnię. Dowodem na to jest popularność książek, seriali i filmów o wampirach. Rzecz jasna współcześni nieumarli znacznie różnią się od swoich ludowych poprzedników. "Nasze" wampiry są ikonami popkultury, te dawne były przerażającymi, brudnymi stworami, które dopiero co wygrzebały się z grobów. Mimo tej diametralnej różnicy jedno trzeba przyznać — czy w średniowieczu, czy współcześnie — człowiek lubi się bać. Odpowiedz Link
madohora Re: Śląskie Legendy, również te z Janowa:) 26.09.25, 19:20 Chociaż Vlad Tepes (w źródłach nazywany Drakulą) był postacią historyczną, jego historie są mocno podkoloryzowane, a wampiryzm jako koncepcja jest dziełem wyobraźni pisarza i opowieści. Odpowiedz Link
madohora Re: Śląskie Legendy, również te z Janowa:) 26.09.25, 19:28 Polskie wampiry Nasz naród wyróżnia dwa rodzaje wampirów. Jedne noszą nazwę „upiór”, które w Kroacji (Chorwacja), Serbii jeszcze dziś odgrywają rolę, u nas jednak odeszły w zapomnienie. Te mają dwie dusze, z których tylko jedna umiera, druga pozostaje w ciele. Dlatego też zmarły wstaje każdej nocy ze swego grobu i niepokoi ludzi. Drugim gatunkiem wampirów są strzygi. Rodzą się z podwójnym rzędem zębów. Jeżeli umrze taki wampir i nie będziemy ostrożni przed jego pogrzebem, to usiądzie on w nocy na wieży, rozejrzy się dookoła i wszyscy ludzie będący w jego wieku również umrą. By uczynić go niegroźnym należy uciąć mu głowę łopatą i złożyć go do trumny albo należy wziąć kamyk i włożyć zmarłemu pod język i położyć nieboszczyka w trumnie plecami zwróconymi do góry. Odpowiedz Link
madohora Re: Śląskie Legendy, również te z Janowa:) 26.09.25, 20:03 W pewnej krypcie, w samym środku, mieszkał wampir wśród nagrobków. Miał się za wielkiego pana. Szklankę krewki pijał z rana; krewki zwierząt, bo świat ludzi to pogardę złą w nim budził. Jednak w końcu, po trzech wiekach, uznał: poznać czas człowieka! Może któryś godzien będzie i wampira krew zdobędzie? Poszedł wampir więc do miasta. Tłum się zebrał i wciąż wzrasta. Szczerzy wampir więc swe kiełki. Nim coś powie: rumor wielki. Wszyscy z piskiem uciekają. Czy go nie chcą? Czy wzgardzają? Uśmiech zniknął z jego twarzy. Nienawidzi tych kuglarzy! Wrócił szybko do swych włości. Wówczas jednak, zamiast złości, czuł się smutny i bezradny. Czyżby uśmiech miał szkaradny? Może to te dziury w zębach? Albo jego brzydka gęba? Cała jego pewność siebie gdzieś zniknęła, chyba w glebie. Cóż poradzić? Czas na drinka. Może dzisiaj tłusta świnka? Nagle słyszy w drzwi pikanie. „Czy tam jesteś, drogi panie?”. „Nie ma mnie tu” – wampir jęczy, lecz już nad nim dziewczę sterczy. Mała, krwista i głupawa. „Co tu robisz?!”. „Dziwna sprawa. Nie rozumiem już tych ludzi. Strachu we mnie pan nie budzi”. „Strachu? Czemu? – Wampir blednie. – To te moje zęby przednie?”. „Uśmiech ma pan doskonały, ale ostre kły jak skały… I ci ludzie pomyśleli, że z wampirem styczność mieli! Ale nie zjadł mnie pan jeszcze…”. Wnet wampira przeszły dreszcze. „Nigdy nie zjadłbym człowieka. Krew ma smak skisłego mleka… Starczy więc – tak orzekł wzniośle – że tam wrócę, uśmiech poślę, powiem, że, cóż, jestem wege i już będę mieć kolegę?”. Dziewczę głową pokiwało. „Co pan? Przecież to za mało! To się panu nie należy. Skoro panu tak zależy, niech pan da też coś od siebie”. „O! Z grobowca coś wygrzebię”. Zaczął szukać prezenciku. Czaszek, kości miał bez liku. Nim się dziewczę odwróciło, to wampira już nie było. Stanął znowu pośród ludzi. W rękach krew się wilcza studzi. „Miała wprawdzie krew być osła…” – i znów uśmiech wielki posłał, pełen lęku i nadziei. Wszyscy ludzie po kolei również doń się uśmiechnęli. Dość już wilka złego mieli, a prócz tego wampir wreszcie udowodnił w całym mieście, że ma szczere swe zamiary, tak jak jego uśmiech stary. Od dnia tego wampir co dzień strzegł owieczek w ich zagrodzie, jedząc wilki na śniadanie. Jakie z tego jest przesłanie? Uśmiech wiele znaczyć może, ale sztuczny? Nie daj Boże! Odpowiedz Link
madohora Re: Śląskie Legendy, również te z Janowa:) 26.09.25, 20:15 Strzygi Strzygi to ludzie urodzeni z podwójnym rzędem zębów, mający dwie dusze. Jeżeli umrze taki człowiek, wówczas dusza zostanie w jego ciele; ta wyjdzie o północy z grobu, usiądzie na wieży kościoła i tak daleko jak sięgnie jej wzrok ludzie będący w jej wieku umrą. By zapobiec temu umieraniu, powinno się zmarłemu przed pogrzebem włożyć kamyk między zęby i położyć go w trumnie plecami ku górze lub obciąć mu łopatą głowę i położyć ją między nogami. Odpowiedz Link
madohora Re: Śląskie Legendy, również te z Janowa:) 26.09.25, 21:04 Sposobem na zapobiegnięcie przeistoczeniu się człowieka w strzygę było pochowanie go twarzą do dołu, z przepaską na oczach itp. Odpowiedz Link
madohora Re: Śląskie Legendy, również te z Janowa:) 26.09.25, 21:10 Strzygi (jako demony żeńskie) można znaleźć również w literaturze fantastycznej XX wieku: sadze o wiedźminie Andrzeja Sapkowskiego i sadze o kotołaku Ksinie Konrada T. Lewandowskiego. Pojawiają się także w powieści Kiedy Bóg zasypia Rafała Dębskiego oraz w „Akademii Wampirów” Richelle Mead. Opowiadanie Strzyga oparte na autentycznych wydarzeniach, jakie zaszły u schyłku XVII wieku w Sandomierzu, napisał także Andrzej Sarwa. Strzyga występuje również w powieści Stefana Dardy Dom na Wyrębach, gdzie autor przedstawia strzygę jako postać bardziej spirytualną aniżeli materialną. Do utworów literackich, w których można znaleźć opisy strzygi (oraz innych demonów) i walki z nią, należy też trylogia Pauliny Hendel Zapomniana księga. Stworzenia te występują także jako jedne z potworów w powieści Zły brzeg Piotra Patykiewicza. Odpowiedz Link
madohora Re: Śląskie Legendy, również te z Janowa:) 26.09.25, 21:30 Słowiańskie strzygi często miały dwie dusze i dwa serca Uważano, że rodzą się z dwoma rzędami zębów lub z wykształconymi zębami od urodzenia Wierzono, że mogą przyjmować postać sowy lub innego nocnego ptaka. Miały charakterystyczne długie i ostre kły Były opisywane jako szybkie i zwinne, czasami o kredowo białej skórze Odpowiedz Link
madohora Re: Śląskie Legendy, również te z Janowa:) 26.09.25, 23:37 Najczęściej wymienianą w opracowaniach etnograficznych cechą, pozwalającą już przy narodzinach określić, czy dany człowiek zostanie po śmierci wieszczym, miało być urodzenie się w tzw. "czapce" (najprawdopodobniej był to fragment łożyska). W Słowniku Języka Polskiego z początku XX wieku pod hasłem "wieszcz" czytamy między innymi: "Człowiek, który po śmierci ma zostać upiorem, człowiek w czepku ś. rodzący. Wieżba, tak zwana czapka, z którą ś. niekiedy dziecko rodzi; nazywa ś. ono wieszczem, a gdy ma dwa zęby, jest upiorem". Podobnie pisał Dr Nadmorski notując opinię ludu z powiatu wejerowskiego: "Niektóre dziecy przyniosą na świat dwa zębie, to są upiorze, a które sobie wieżbę przyniosą, to są wieszcze" i ludu z okolic Skarszew: "U nas na takiego człowieka mówią wieszcz i tak sobie opowiadają, że taki człowiek urodzi się w czepku, a gdy się ten czepek wysuszy i schowa, a dzieciak dorośnie 7 lat, trzeba ten suchy czepek zetrzeć na proszek i dać mu to z czem wypić, to wtenczas wszystko dobrze, ale gdy się to nie stanie, taki człowiek po śmierci nie zesztywnieje, ale jest gibki, jak za życia (...). Według Wojciecha Łysiaka z informacji zebranych na Kujawach wynika, że takiego człowieka nazywano tam po prostu upiorem[6]. Stanisław Ciszewski podobne wierzenie zanotował odnośnie do mieszkańców okolic Krotoszyna i Ostrzeszowa, którzy sądzili, że wieszczy powstaje wtedy, gdy umrze jeden z dwojga przyjaciół, pobratymców albo rówieśników. Odpowiedz Link
madohora Re: Śląskie Legendy, również te z Janowa:) 26.09.25, 23:45 Leszy przetrwał w polskich wierzeniach ludowych aż do końca XIX wieku (Bohdan Baranowski przytacza podanie, według którego borowy pomógł w ucieczce dezerterowi z carskiego wojska) Odpowiedz Link
madohora Re: Śląskie Legendy, również te z Janowa:) 26.09.25, 23:55 Lasowiacy wierzyli, że gniotek był niewidoczny dla ludzi trzeźwych. Znęcał się przeważnie nad pijakami. Był malutkiego wzrostu, lecz bardzo ciężki, z wielkim brzuchem, a nogi i ręce miał cienkie z długimi palcami, zakończone pokrzywionymi pazurami. Na cienkiej szyi znajdowała się obrzydliwa głowa, z dużymi uszami i wyłupiastymi oczami, a w szerokich ustach posiadał sterczące do przodu zęby. Według innych przekazów gniotek był podobny do małego chłopca o wielkim brzuchu wypełnionym bardzo ciężkimi jelitami oraz noszącego na głowie czerwoną czapeczkę na bakier, ponadto posiadał przy sobie dużo pieniędzy. Mieszkańcy Ocic porównywali tego demona do małej ciężkiej laleczki mającej złotą czapeczkę i buty oraz trzy worki pieniędzy. Natomiast mieszkańcy Mielca wierzyli, iż gnieciuch przetrzymuje pieniądze w czerwonej czapeczce; a zabranie mu jej zapewnia ogromne bogactwo, ale osiągnięcie tego jest niemożliwe. Zamieszkiwał w sieni, gdzie zwykle stały żarna. Lokował się w ich zagłębieniach. Podsłuchiwał rozmów jakie prowadzili domownicy, a potem rozrabiał nawet w trakcie dnia. Do izb wchodził sękową dziuplą w suficie, zostawiając swoje wnętrzności. Działał zawsze podczas snu. Wpierw sadowił się w nogach, następnie posuwał się ku górze ciała. Gdy usiadł na piersiach, wtenczas dusił rękoma i nogami, trzymając za gardło, w zupełności obezwładniając śpiących. Mógł nawet zadusić na śmierć, jeśli ofiara nie obudziła się w porę. Według mieszkańców Zbydniowic gnieciuch wpierw usadawiał się na brzuchu, potem na piersiach i wtenczas wysysał krew i siły żywotne tak, że człowiek budził się osłabiony. Odpowiedz Link
madohora Re: Śląskie Legendy, również te z Janowa:) 27.09.25, 00:24 Kłobuk, kołbuk – w wierzeniach słowiańskich demon opiekujący się dobytkiem i ogniskiem domowym. Utożsamiany z duszą martwego płodu. Przybierał najczęściej postać zmokłej kury, a także kaczki, gęsi, sroki, wrony, kota, a nawet człowieka. Odpowiedz Link
madohora Re: Śląskie Legendy, również te z Janowa:) 27.09.25, 09:31 Zmora, zwana też marą (stąd powiedzenie sen mara, Bóg wiara) – w wierzeniach słowiańskich i nordyckich istota półdemoniczna, dusza człowieka żyjącego lub zmarłego, która nocą męczyła śpiących, wysysając z nich krew Odpowiedz Link
madohora Re: Śląskie Legendy, również te z Janowa:) 27.09.25, 09:40 Zmorę wyobrażano sobie jako wysoką kobietę o nienaturalnie długich nogach i przezroczystym ciele. Można ją było dostrzec przy świetle księżyca, gdy jego promienie przechodziły przez ciało zmory. Wyglądała więc jak widmo, nie jak „żywy trup”, jakim był strzygoń lub wampir, które w późniejszych przekazach często mieszano z pierwotnymi wierzeniami o wyglądzie zmór. Zmorę przedstawiano także w postaci kościotrupa ludzkiego Odpowiedz Link
madohora Re: Śląskie Legendy, również te z Janowa:) 27.09.25, 09:46 Najedzona zmora udaje się do stajni, gdzie dosiada konia i zmusza go do galopu, dbając, by zawsze być oświetloną promieniami księżyca. Kiedy koń osłabnie, zawraca i zostawia zwierzę w stajni. Niektóre zmory męczyły zwierzęta gospodarskie i sprowadzały na nie pomór. Odpowiedz Link
madohora Re: Śląskie Legendy, również te z Janowa:) 27.09.25, 09:57 Różne sposoby ochrony przed zmorą stosowano także wobec nawiedzanych przez istotę zwierząt domowych. Sposobem na zabezpieczenie stajni przed zmorą było przybicie nad drzwiami lub na drzwiach zabitej sroki lub drapieżnego ptaka zabitego w wigilię Bożego Narodzenia. Koniom wplatano czerwone wstążeczki w grzywę, wokół stajni rysowano poświęconą kredą krąg, zawieszano nad żłobem lustro. Smarowano też grzbiet konia cuchnącą substancją. Z kolei splecioną w warkoczyki końską grzywę ucinano, następnie kładziono na kamieniu i drugim kamieniem obijano, by „wybić zmorze palce” Odpowiedz Link
madohora Re: Śląskie Legendy, również te z Janowa:) 27.09.25, 11:25 Mój tato w młodości był dość przystojny. Wówczas zbiegły się dwie rzeczy. Tato chyba miał początki astmy i dość często budził się w nocy z uczuciem, że coś go dusi. W tym samym czasie obok wprowadziła się nowa sąsiadka, starsza pani, wdowa. Gdyby ją określić jednym słowem to byłoby to słowo dziwna. Po pewnym czasie zaczęła się tak zachowywać jakby zakochała się w moim ojcu. Im bardziej czyniła awanse mojemu ojcu (chyba z dwadzieścia lat różnicy i to ona była tą starszą) tym bardziej nasilały się jego nocne ataki. Wszyscy wierzyliśmy, że ona jest Zmorą. Odpowiedz Link
madohora Re: Śląskie Legendy, również te z Janowa:) 27.09.25, 11:41 Dodo moje, dodo Ścigało mnie bobo Ręce, nogi miało Ukochać mnie chciało Odpowiedz Link
madohora Re: Śląskie Legendy, również te z Janowa:) 27.09.25, 12:02 Południca jest motywem wiodącym piosenki W południe autorstwa Kazimierza Grześkowiaka. Południce są jednymi z oponentów w polskiej fabularnej grze komputerowej Wiedźmin, z 2007 roku oraz Wiedźmin 3: Dziki Gon wydanej w 2015 roku. Południca (czeski: Polednice) to także tytuł poematu symfonicznego op. 108 Antonína Dvořáka. Odpowiedz Link
madohora Re: Śląskie Legendy, również te z Janowa:) 27.09.25, 18:40 Meluzyna – według legend i folkloru to rusałka wodna o postaci węża, która zamieniła się w kobiecą postać. Według jednej z wersji legend literackich z XIV wieku Meluzyna była czarodziejką. Taka wersja została spisana w latach 1387–1393 przez Jehana (Jeana) d’Arras, dworzanina księcia Jana de Berry. Odpowiedz Link
madohora Re: Śląskie Legendy, również te z Janowa:) 27.09.25, 18:46 Francuska piosenkarka i autorka tekstów Nolwenn Leroy zainspirowała się Meluzyną do swojej piosenki „Mélusine”, która pojawiła się na jej albumie „Histoires Naturelles” z 2005 roku. Temat zainspirował też Cécile McLorin Salvant, która poświęciła album „Mélusine”, wydany w 2023 roku. Odpowiedz Link
madohora Re: Śląskie Legendy, również te z Janowa:) 27.09.25, 18:58 Imię bogini wywodzone jest z praindoeuropejskiego rdzenia *mar-, *mor-, oznaczającego śmierć. Słowacka forma teonimu Ma(r)muriena sugeruje ewentualne związki z Marsem (Marmorem, Mamersem, Mamuriusem Veturiusem). Śmierć Marzanny wraz z końcem zimy przeciwstawia ją symbolizującemu wiosnę Jaryle, który rodził się wraz z nadejściem wiosny. Marzanna, jako odpowiednik Cerery, została wraz z Dziewanną wspomniana przez Jana Długosza jako bogini polska. Odpowiedz Link
madohora Re: Śląskie Legendy, również te z Janowa:) 27.09.25, 19:05 Topienie marzanny w zależności od regionu przybiera różne formy. Zwykle jednak marzanna jest kukłą/lalką, wykonaną często ze słomy, ubraną np. w strój lokalny, łachmany, albo nawet strój druhny. Marzanna może być upodobniona do młodej panny w wianku, ale też do „starej baby”. Owa kukła zwykle jest wyprowadzana poza miejscowość przez mieszkańców (Jerzy Pośpiech zauważa, że wcześniej byli to dorośli mieszkańcy i dopiero z czasem, gdy obrzęd przekształcił się w zabawę, do pochodu dołączyli młodzi), często przy śpiewie okolicznościowych piosenek. W zależności od lokalnej tradycji rytuał po przybyciu na miejsce docelowe może mieć różny przebieg – czasem najpierw rozszarpuje się lalkę, zdziera z niej ubrania, a następnie topi się ją w jeziorze, rzece, stawie, a nawet kałuży; istnieją również warianty, w których marzanna ulega spaleniu lub też najpierw się ją podpala, a później wrzuca do wody. Z obrzędem związane są różne przesądy, które różnią się lokalnie – np. tę osobę, która po utopieniu marzanny ostatnia przybiegnie do wioski, jeszcze w tym roku czeka śmierć. Warto zauważyć, że w niektórych miejscowościach istnieje tradycja męskiego odpowiednika marzanny, czyli marzanioka. Odpowiedz Link
madohora Re: Śląskie Legendy, również te z Janowa:) 27.09.25, 19:12 Kukły były obnoszone po wsi. Przed kolejnymi domostwami, zwłaszcza tymi, gdzie mieszkały młode dziewczęta, śpiewano piosenki, czasem improwizowane. Gospodarze nagradzali śpiewających datkami w postaci pieniędzy i jajek. Następnie pochód wychodził poza wieś i przy śpiewie szedł nad zbiornik wodny znajdujący się w okolicy – mógł to być strumień, staw, jezioro, a nawet kałuża. Jeśli w pobliżu nie było żadnego akwenu, lalkę palono, czasem najpierw rozdzierając jej ubrania lub obrzucając śniegiem czy błotem. Odpowiedz Link
madohora Re: Śląskie Legendy, również te z Janowa:) 27.09.25, 19:19 Zaszumiały lasy, popłynęły wody, popłynęły wody, wiosenka/ wiosenka popłynęły lody, wiosenka, wiosenka popłynęły lod. 2. Po szerokim lesie, głos się ptasząt niesie, głos się ptasząt niesie/ wiosenka, wiosenka głos się ptasząt niesie Odpowiedz Link
madohora Re: Śląskie Legendy, również te z Janowa:) 27.09.25, 19:30 Marzanna Jeszcze niedawno, bo na początku łat sześćdziesiątych, corocznie w Wielkim Tygodniu od Wielkiego Czwartku do Wielkiej Soboty, schodzili się z całej parafii chłopcy z klekotkami pod lubszecki kościół, by następnie, równo w południe, klekocząc całą drogą poprzez wieś, udać się nad koniec wsi nad dworski staw. W Wielką Sobotę na czele klekoczącego pochodu niesiono ubraną słomianą kukłę Judasza, którą pierwotnie topiono a za mojej pamięci palono na gruzowisku nieistniejącego czworaka, tam gdzie później zlewnię mleka zbudowano. Wszystko to działo się przy wielkiej uciesze zgromadzonych. Zanikły w Lubszy ten zwyczaj nawiązywał do prastarego obchodu z Marzanną o którym Lompa tak wspomina: „Pięćdziesiąt lat temu przechodził przez pewną wieś górnośląską pochód z marzanną. Ówczesny proboszcz [lubszecki] Jan Keller, syn młynarza rodem ze Strzeleczek, stanął naprzeciwko, w zapale chwycił kukłę i wrzucił ją do gnojówki. Od tego czasu na zawsze zaprzestano procesji, a pieśni poszły w zapomnienie.”191 W innym miejscu Lompa zaprzestanie obnoszenia Marzanny w Lubszy przypisuje, następcy księdza Kellera, księdzu Kioskowi: „Jak marzannę i w Lubszy obnosili już 50 lat minęło, ksiądz Kłosek obchód ten zakazał i mamony obnosić bronił. ” „Marzanna przedstawiała zimowy sen natury. Na Śląsku długo przetrwała tradycja ubierania w niedzielę „marzanią” kukły w słomę i łachmany. Wyprowadzano ją potem poza wieś i tam rzucano w błoto lub palono...”. „Pewna staruszka - jak podaje Lompa - pamiętała już tylko tyle: - Gdy utopiono marzannę, biegli wszyscy, czym prędzej do wsi. Kto upadł lub też przybył jako ostatni, umierał wkrótce. Odpowiedz Link
madohora Re: Śląskie Legendy, również te z Janowa:) 27.09.25, 19:40 Panie gospodarzu! Prosiemy nie mieć za złe tego, Żeśmy przyszli do domu waszego Z takim zwierzem drapieżem, Wszak z wilczą siercią, a nie z pierzem, Dajcie więc co na tego chrząszcza, Co wygania ci jałowiczki z gąszcza, Bo my, cośmy takie zwierzę zgładzili Radzi byśmy co do kieszeni zarobili. Odpowiedz Link
madohora Re: Śląskie Legendy, również te z Janowa:) 27.09.25, 19:49 Baśń Sobotniej Górze (Pieśń śpiewana na Górnym Śląsku przed wieki) Posłuchajcie, rodacy, co było przed laty! ... Żyli na Śląsku skromnie trzy rodzone braty; Żyli rodzone u kochanej matki, Która ich urodziła, jako ziemia kwiatki, Która ich wychowała, te swoje tysiące, Która ich ogrzewała, jakoby świat słońce, Ogrzewała ich sercem, wykąpała łzami, Ażeby zajaśnieli świetnymi czynami. A chociaż ci trzej bracia żyli w ciągłej pracy, Ale w swoich rozumach nie byli jednacy; Bo nawet z jednej matki nie jednakie dzieci: Przeto dwóch było mądrych, a głupi był trzeci. A mądry jeden mieczem odbył wojen wiele, Drugi był organistą służył przy kościele, Ten ci zaś głupi trzeci w domu jeno siedział, Przeto o bożym świecie bardzo mało wiedział. A kiedy się odezwał, to się z niego śmieli, A on nie wiedział, czego oni chcieli. Ale stała się bolesna przygoda, Bo niedługo umarła matka jeszcze młoda, Bo przybyła śmierć w progi i nago i boso, Była odziana chłodem, ustrojona kosą. Oj, ty śmierci, ty śmierci, po coś tu przybyła, Abyś tych biednych synów matki pozbawiła? Oj ty śmierci, powracaj sobie przez rozdroża Jeśli taka już łaska i wola jest Boża! Poczekajcie, synowie, czy ta matka zmarła, Może tylko z boleści powieki zawarła ... Bo przecież tak jej kwitną na licu rumieńce, Jako na skroni, świeże, panny młodej wieńce; Odpowiedz Link
madohora Re: Śląskie Legendy, również te z Janowa:) 27.09.25, 20:23 Wysłuchawszy więc głupi słów takich w pokorze, Wrócił skromnie do domu, modlił się w komorze, I aby czyste było obmył swoje ciało, Swoje sumienie skruszył, by mu nie ciężało, I ze czcią z Panem Bogiem pojednał swą duszę I uzbroił swe serce na wielkie katusze ... Tak uzbrojony poszedł po wodę żywota. Nikt go nie odprowadził za domowe wrota; Bo ludzie, co widzieli przedsięwzięcie jego, Uśmiali się serdecznie tak, jako z głupiego. Niektórzy rzekli smutnie: „Cóż on bez nauki Dokaże w tej wyprawie, bez wojskowej sztuki; I nie wziął ani miecza ani też kropidła, Oj, zginie głupi, zginie od tyle straszydła. ” Ale poszedł syn głupi i trafił na bory Gdzie go zaraz napadły przeróżne potwory; A głupi tylko wstrząsnął pokutniczym worem I ponastraszał strachy, jakby jakimś morem. Pouciekało wszystko jakby od zarazy, Choć śmielsze napadały jeszcze kilka razy; Lecz głupi wstrząsnął swym straszącym worem, I poszedł zaraz kawał tym okropnym borem. Choć dalej nad przepaścią znów nowe napady! ... Jako wojsko w szeregach czekały nań gady; Pryskają śmiało w górę i na niego syczą A obok wilkołaki w gromadach skowyczą. Głupi znów swym worem, w którą trząśnie stronę Tam umykało wszystko jakby oparzone. Głupi dalej natrafił na ostre kamienie, I na parzące osty, na brudne strumienie, I na paląca ziemię i kolczyste głogi. Które mu w tych przygodach sprawiały ból srogi. Ale głupi przecierpiał, chociaż krew mu ciekła, Bo wciąż miał na uwadze, co mu wróżka rzekła. Na nic nie uważał, ani się oglądał - Aby ożywić matkę, tego tylko żądał. Ale idąc dalej całkiem okrwawiony Przez jakieś tłumy ludzi został wyszydzony. Oj byłoż to dowcipów, było pełno śmiechu Odpowiedz Link
madohora Re: Śląskie Legendy, również te z Janowa:) 27.09.25, 23:05 Północnica, czasem także mara, nocnica – żeński demon u Słowian, rodzaj rusałki znany na dawnych kresach Polski. Jest to istota cechująca się złośliwością i psotliwością. Z nazwy można domniemywać, że działa w środku nocy Odpowiedz Link
madohora Re: Śląskie Legendy, również te z Janowa:) 27.09.25, 23:13 Nazwa ta stosowana jest również w innych regionach jako ogólne określenie demonów nocnych. Odpowiedz Link
madohora Re: Śląskie Legendy, również te z Janowa:) 27.09.25, 23:22 Wywodzi się tę nazwę ze słów hebrajskich bądź niemieckich, od imienia jednego ze średniowiecznych diabłów (Mamona), od słów „mamić, mamidło”. Na niektórych obszarach, np. Mazowszu pojawiła się jeszcze nazwa sibele Odpowiedz Link
madohora Re: Śląskie Legendy, również te z Janowa:) 27.09.25, 23:27 Mamuna dokuczała ciężarnym kobietom i położnicom, porywała lub podmieniała nowo narodzone dzieci. Mogły też, w czasie snu kobiety w ciąży, podmienić dziecko jeszcze nienarodzone na swoje. Podmienieniem dziecka przez mamunę tłumaczono prawdopodobnie jego niedorozwój. Boginki jednak najbardziej były groźne dlatego, że zamieniały dzieci. Przeważnie ofiarą ich padały niemowlęta jeszcze nie ochrzczone. Różne były sposoby porwania Odpowiedz Link
madohora Re: Śląskie Legendy, również te z Janowa:) 27.09.25, 23:48 🎀w razie odkrycia podmiany dziecka, należało dziecko obić np. 3 prętami wyrosłymi w tym samym roku i czekać na powrót mamuny z ludzkim dzieckiem (opowieść z Łemkowszczyzny i takiej właśnie poradzie udzielonej przez księdza) Odpowiedz Link
madohora Re: Śląskie Legendy, również te z Janowa:) 27.09.25, 23:54 Istniały sposoby ochrony przed mamunami, np. zawieszenie czerwonej wstążki na rączce niemowlęcia Odpowiedz Link
madohora Re: Śląskie Legendy, również te z Janowa:) 28.09.25, 00:03 W Krakowskiem odmieńca należało obić trzykrotne wierzbowym prętem, by wywołanym płaczem wywołać litość u mamuny Odpowiedz Link
madohora Re: Śląskie Legendy, również te z Janowa:) 28.09.25, 00:24 Dziwożony przedstawiane były jako szkaradne, garbate kobiety, o długich splątanych włosach, czasem z ozdobioną paprocią czerwoną czapeczką na głowie oraz z długimi piersiami lub patologicznie wydłużonymi sutkami, które zarzucały sobie na plecy i którymi nawet prały bieliznę. Mieszkały w osypiskach skalnych, w jeziorach (np. Jezioro Żabie) lub w pieczarach górskich (np. pieczara w okolicach wsi Łopuszna). Żywiły się zielem „słodyczką” Odpowiedz Link
madohora Re: Śląskie Legendy, również te z Janowa:) 28.09.25, 10:49 Boginki napadały na kobiety po porodzie i podmieniały im dzieci. Istniały różne warianty tego wierzenia, m.in.: boginki przychodzą podmienić dziecko w południe w domu (gdy matka wychodzi w pole zanieść jedzenie starszym domownikom) lub o północy, gdy wszyscy śpią Odpowiedz Link
madohora Re: Śląskie Legendy, również te z Janowa:) 28.09.25, 11:00 ▪️górale tatrzańscy i beskidzcy, a także mieszkańcy dawnej Galicji zachodniej znali opowieść o ochronnym działaniu „dzwonka”, czyli dziurawca (łac. Hyperium perforatum). Gdy boginki (w Tatrach – dziwożony) niosły porwaną położnicę, mogła ona chwycić się właśnie tego kwiatu – boginki bojąc jego mocy, ze złością upuszczały porwaną młodą matkę Odpowiedz Link
madohora Re: Śląskie Legendy, również te z Janowa:) 28.09.25, 11:08 Pod Krakowem znana była opowieść o młynarzu, któremu ciągle psuł się słup przy moście. Tajemniczy nieznajomy poradził mu na jarmarku, żeby przesunął słup, bo pod mostem mieszkają boginki, którym słup przeszkadza. Kiedy młynarz wykonał polecenie, most przestał się psuć. Odpowiedz Link
madohora Re: Śląskie Legendy, również te z Janowa:) 28.09.25, 11:38 Rusałki mogły być leśne lub wodne. Ukazywały się zazwyczaj jako piękne, nagie dziewczęta z rozpuszczonymi, długimi włosami. Rzadziej objawiały się jako stare i odrażające kobiety – np. kozytki/kazytki na Podlasiu, czyli dusze utopionych starych kobiet, które jednak nie zwabiały ludzi, a jedynie prały chusty na brzegu zbiorników wodnych, która to czynność była charakterystyczna dla opisów boginek. Według wierzeń z zapisów etnograficznych, rusałki zwykle były nagie (wschodnia i południowa Białoruś, czasem Małopolska) lub ubrane (Małopolska, część Bułgarii) Odpowiedz Link
madohora Re: Śląskie Legendy, również te z Janowa:) 28.09.25, 11:56 Od roku 2016 polskie środowisko rodzimowiercze, skupione w ramach Konfederacji Rodzimowierczej, organizuje ogólnopolskie obchody święta, zrekonstruowanego do rodzimowierczej formy na podstawie kwerend archiwalnych, etnograficznych i folklorystycznych. W 2016 roku obrzęd na Stadzie poprowadziło 11 żerców, co czyniło je największym świętem w dotychczasowej historii rodzimowierstwa w Polsce Odpowiedz Link
madohora Re: Śląskie Legendy, również te z Janowa:) 28.09.25, 12:07 Aby uchronić się przed gniewem Chabernicy, należało w południe na Anioł Pański zrobić sobie przerwę od pracy i przesiedzieć ten czas w cieniu. Odpowiedz Link
madohora Re: Śląskie Legendy, również te z Janowa:) 28.09.25, 12:38 Celem inicjatywy, jest przypomnienie znakomitego dorobku Kazimierza Grześkowiaka oraz zachęcenie twórców i miłośników piosenki satyrycznej, zaangażowanej w piętnowanie przywar i ułomności naszego społeczeństwa, do kontynuowania tego nurtu, z zachowaniem walorów artystyczno – filozoficznych jego twórczości. Festiwal ma zachęcić autorów, kompozytorów i wykonawców do podjęcia tradycyjnych, polskich wątków muzycznych i przeniesienia ich na grunt współczesny. „Południca” to dwa konkursy: na wykonanie piosenki z repertuaru Grześkowiaka (cover) oraz na wykonanie piosenki „premierowej” (utwór własny). Odpowiedz Link
madohora Re: Śląskie Legendy, również te z Janowa:) 28.09.25, 13:24 Tam gwarzą lasy cyprysowe, Tam bluszcz pod tchnieniem wiatru drży. Tam w górach groty pełne cienia, Kryją zazdrośnie zwierza ślad, — Co chętnie szuka w nich schronienia, Gdy żar południa z warzy kwiat! Z łąk płynął wonny aromat kwiatów, Słała swe czary cicha noc Na najpiękniejszym z wszystkich światów,... Niczem uroków owych moc, I niczem gwiazd błyszczących roje, Niczem. przyrody cudny blask: — W piersi wygnańca złość i znoje, Bo Stworzyciela zrzekł się łask. Bo duch przekory z piękności szydzi, Miłością gardzi — cnót nienawidzi! V. Obronny zamek na skał szczycie Zbudował stary Gudal tu. Tysiące jeńców dało życie, Dań. niewolniczą niosąc mu. Od baszty biegnie stopni trzysta, Na dno wąwozu, tu — gdzie toń Bystrej Aragwy, przezroczysta, Dzieli od zamku kwietną błoń. I. co dnia tędy w szacie białej Księżna Tamara hyżo mknie; Odpowiedz Link
madohora Re: Śląskie Legendy, również te z Janowa:) 28.09.25, 13:43 Tam zimne fale go przygarną, A skał granity zmiażdżą skroń! XI. Ukryta w leśnej gęstwinie Stoi przy drodze kaplica. Cudami miejsce to słynie, Bożą się łaską zaszczyca. Jest tam grobowiec bogaty, Świętego skryte w nim kości Księcia, co padł tu przed laty, Ofiarą zemsty i złości! Kto tylko drogą tą spieszy, Klęka i szepcze pacierze. Święty każdego pocieszy, Troski i bóle zabierze! I twierdzą ludzie tu starzy, W wymowie pełnej zapału: Ze ta modlitwa ochrania, Od czeczeńskiego kindżału. Alinął już rycerz kaplicę, A dumnej nie schylił głowy — Swem bóstwem czyniąc dziewicę, Nie uczcił sługi Jehowy! Widział to szatan, lecący Po nad przepaście i jary, Kusił — że całus gorący — Dadzą mu usta Tamary. Odpowiedz Link
madohora Re: Śląskie Legendy, również te z Janowa:) 28.09.25, 13:50 Drży jak przed orłem ptaszyna polna, Chciała by lecieć w nieznaną dal. Dusza okowy ziemskie rozrywa, Namiętnych uczuć olśniewa czar, Serce jej mówi: jesteś szczęśliwa, Skronie jej płoną jak ognia żar! Kto ten nieznany? Chciałaby jeszcze Chociaż słów parę usłyszyć znów, Pieśni czarownej, —jej tony wieszcze — Wskrzesiły obraz dziewiczych snów! I ledwie z brzaskiem zorzy porannej, Sen skleił oczy zroszone łzą. — Śnił się Tamarze ów duch nieznany, Jak wzrokiem swoim czarował ją! Nieziemska piękność, wdzięk niepojęty, Ogarnia serce i burzy krew. — Stał on milczący, zachwytem zdjęty, I znów miłosny zanucił śpiew! Lecz ów nieznany nie był Aniołem, To nie stróż święty co strzeże nas. Nie było nimbu nad jego czołem, Ogień świętości w oku mu zgasł, Lecz nie odstępca to, nie przeklęty, Na jego czole tęsknoty cień. — Nie duch przekory — lecz i nie święty Nie noc, nie zmrok, nie świt, nie dzień. Odpowiedz Link
madohora Re: Śląskie Legendy, również te z Janowa:) 28.09.25, 14:18 Już upowite w mgieł zasłony Góry i pola, rzeki — bór — I niebotycznych drzew korony — Panu wszechświata szumią chór! Tę pieśń dziękczynną uwielbienia, W której brzmi radość, wdzięczność, cześć, Którą od pierwszych chwil stworzenia, Ziemia i Niebo spieszą nieść. Po nad klasztoru tam murami, Na szczycie nagich górskich skał, Szarpany uczuć wybuchami, Milczący Demon cicho stał! I lękał się zakłócić ciszę, Cmentarny spokój murów tych — Pokalać świętość — a chwilami, Pragnął się wyrzec chęci swych! I krążył zwolna, zamyślony, Lecz do klasztoru nie chciał iść — Aż jego tchnieniem przerażony — Na krzaku róży zadrżał liść. Przystanął Demon. Po nad głową Z okna Tamary bije blask — Wraca namiętność falą nową-— Miłości ziemskiej pragnie łask! I oto, w nocy owej ciszy, Płynie czyngary dźwięczny Odpowiedz Link
madohora Re: Śląskie Legendy, również te z Janowa:) 28.09.25, 18:28 Precz ztąd! — chcesz zgubić moją duszę? Twe słowa palą — cała drżę — Odejdź — nie — zostań — wiedzieć muszę - Dlaczego, duchu, kochasz mnie? Demon. Dlaczego? słuchaj. Wróg Jehowy, Przeżyte wieki rzucam precz! Wieniec królewski zdjąłem z głowy, Może się istność cofnąć wstecz.' Serce w mej piersi dziś zabiło, Pierwszy raz ono czegoś drży, Bo ja cię kocham z taką siłą — Z jaką nie możesz kochać ty! Myśl nieśmiertelna ma, w wieczności, Pośród haosu, ogni, biirz, Widziała obraz twej piękności, On w dniu stworzenia istniał już! Dlatego bluźnić ja zacząłem, Zrzuciłem nimbu święty znak, Dlatego niechcę być Aniołem: Bo Ciebie w Niebie było brak! Gdybyś ty mogła pojąć, droga, Co to upadek, co to grom Jaki uderzył z ręki Boga, I kres położył moim snom? Wiesz co to wieczność samotności? Co z u acz y z samym sobą żyć? Odpowiedz Link
madohora Re: Śląskie Legendy, również te z Janowa:) 28.09.25, 18:36 Chcę z Niebem zawrzeć dziś przymierze, Pragnę się modlić, w cnocie żyć — Odtąd, w potęgę Boga wierzę— By tylko razem z tobą być. Łzą skruchy zmażę z swego czoła Piorunu strasznej mocy ślad, — Co upadł z ręki Archanioła, Gdy ja zbuntować chciałem świat! I zginie w ciszy ukojenia, Z pamięci ludzkiej obraz mój. Nie będzie kłamstwa, ni zwątpienia, Występnych chęci zniknie rój! Wierzaj mi! tylko ja jedynie Na całym świecie kocham Cię! I czczę cię, jako swą świątynię, Przed tobą pierwszą korzę się! — Dla ciebie, zrzeknę się wielkości, Przy tobie, zniknie groza ma — Wierz mi Tamaro — czy w miłości, Czy w nienawiści — wielkim ja! Ciebie, ja, wolny król przestworza, Zabiorę w jasną Nieba dal — I będziesz świecić jako zorza, Pośród eteru drżących fal! I bez tęsknoty już serdecznej, Na ziemię patrzeć będziesz ty >— Bo niema tu piękności wiecznej — Bo życie troską — bólem sny. Odpowiedz Link
madohora Re: Śląskie Legendy, również te z Janowa:) 28.09.25, 18:44 Łiije się kryją w czarne sploty I róże kłonią główki swe. A ona piękna, jak marzenie, Martwa, jak grobu zimny głaz. Grobowy spokój i milczenie Już niepodzielnie rządzą wraz! XV. Liczny był orszak pogrzebowy A każdy szczerą ronił łzę. Gdy stary Gudal z siwej głowy Rozpaczą zdjęty —włosy rwie. Tu gdzie Kazbeku szczyt ponury Czasem ozłoci słońca świt, Gdzie wieczne burze, czarne chmury I huraganu słyszysz zgrzyt, Na kamienistej hen, opoce Gdzie tylko mech pod śniegiem rósł, Gdzie tylko sęp przepędza noce: Na chwałę Bogu kościół wzniósł Pradziad Tamary, rycerz sławny, Pan mnogich zamków, turków wróg— Pragnąc wykonać ślub swój dawny, By mu darował grzechy Bóg. Obok kościoła, w łonie skały Wykuto grobów cały rząd, Jakby do Niebios wiecznej chwały Łatwiej się było dostać ztąd! Odpowiedz Link
madohora Re: Śląskie Legendy, również te z Janowa:) 28.09.25, 18:55 Wiła, samowiła, samodiwa – południowosłowiański i ruski odpowiednik południcy, mamuny i rusałki. Na zachodniej Słowiańszczyźnie znana w zdegradowanej formie jako straszydło lub demon sprowadzający na ludzi obłęd Odpowiedz Link
madohora Re: Śląskie Legendy, również te z Janowa:) 28.09.25, 19:18 Brodarica, brodawica – serbsko-chorwacki i bułgarski demon słowiański; rodzaj wił. Posiadała kobiecą postać, zamieszkiwała zbiorniki wodne – głównie brody i płycizny. Strzegła te miejsca przed człowiekiem. Odpowiedz Link
madohora Re: Śląskie Legendy, również te z Janowa:) 28.09.25, 19:30 Polewik lub polewoj – słowiański demon polny, żyjący w zbożu i opiekujący się nim. Męski odpowiednik południcy. Polewiki wyobrażano sobie jako niskich ludzi o ziemistej cerze i kłosami zbóż zamiast zarostu. Odpowiedz Link
madohora Re: Śląskie Legendy, również te z Janowa:) 28.09.25, 19:39 Grad – demon słowiański uosabiający groźne zjawiska meteorologiczne, wyobrażany jako mężczyzna sprowadzający gradobicie. Odpowiedz Link
madohora Re: Śląskie Legendy, również te z Janowa:) 28.09.25, 19:47 Występował w postaci małego kudłatego ludzika, przyodzianego w czerwony strój i kapelusz z szerokim rondem, pod którym ukrywał trzy sterczące z głowy rogi Odpowiedz Link
madohora Re: Śląskie Legendy, również te z Janowa:) 28.09.25, 19:56 Spor, sporysz – demon z mitologii słowiańskiej, będący personifikacją płodności i plenności. Traktowany jako abstrakcyjna siła sprawcza powodzenia, wzrostu i obfitości, na Białorusi występuje w formie upersonifikowanej[2], przedstawiany jako mężczyzna o białych, kędzierzawych włosach. Na Lubelszczyźnie występował w postaci zoomorficznej jako chomik lub szczur z woreczkiem, a także w formie węża, psa, kota lub żaby. Wiązany z pasożytniczym grzybem sporyszem, który lokalnie nazywany był „matką zboża” i uznawany za wróżbę dobrych plonów. Teonim wywodzi się znaczeniowo ze wspólnych dla wszystkich Słowian słów spory, sporo, przysparzać Odpowiedz Link
madohora Re: Śląskie Legendy, również te z Janowa:) 28.09.25, 20:04 Nawie, nawki, czasem zwane również lalkami – w wierzeniach słowiańskich określenie dusz zmarłych. Według niektórych uczonych (m.in. S. Urbańczyka) termin ten był ogólnym określeniem demonów wywodzących się z dusz tragicznie i przedwcześnie zmarłych, zbójców, czarowników, zamordowanych i topielców. Miały być wrogie i nieprzychylne ludziom, zazdroszcząc im życia. W folklorze bułgarskim występuje postać dwunastu nawii, wysysających krew z położnic, natomiast w ruskiej Powieści dorocznej nawie występują jako demoniczna personifikacja zarazy w Połocku w 1092 roku. Według przekazów folklorystycznych objawiały się najczęściej jako ptaki. Odpowiedz Link
madohora Re: Śląskie Legendy, również te z Janowa:) 28.09.25, 20:12 W wierzeniach Słowian wschodnich Żmij był postacią przychylną ludziom, uznawany niekiedy za jedno z wcieleń Welesa. Opiekował się wodami i zasiewami, toczył walkę ze smokami powietrznymi. Postać Żmija kojarzono z ognistymi zjawiskami na niebie (kometami i meteorami). Żmij pojawiał się pod postacią ptaka (najczęściej koguta, żurawia lub orła), bądź jako człowiek z małymi skrzydełkami pod ramionami, wężowym ogonem lub ciałem pokrytym łuskami. W południowosłowiańskim folklorze Żmij wchodził w związki z kobietami, z których rodzili się synowie o nadzwyczajnej sile i zdolnościach, walczący z potworami zagrażającymi ojczystej ziemi. Odpowiedz Link
madohora Re: Śląskie Legendy, również te z Janowa:) 10.09.11, 19:03 Boronów położony jest na obszarze Śląska Białego, w północnej części Górnego Śląska. Według innego podziału ze względu na obszary kulturowe, leży on na terenie ziemi lublinieckiej. Północna granica miejscowości (obecnie gminy Boronów) stanowi od XIV w. granicę między historycznym Śląskiem a Małopolską. W Boronowie krzyżują się dwie drogi wojewódzkie: DW 905 i DW 907. Ze względu na położenie geomorfologiczne Boronów leży na Wyżynie Śląsko-Krakowskiej na obszarze makroregionu Wyżyny Woźnicko-Wieluńskiej, w obrębie dwóch mezoregionów: Obniżenia Liswarty-Prosny i Garbu Herbskiego. Miejscowość leży w dolinie górnego biegu Liswarty i jej niewielkiego dopływu prawobrzeżnego Leńcy. Najwyższe wzniesienie wynosi 308 m n.p.m. i znajduje się w południowej części miejscowości (pola przy dzielnicy Siodłoki). Z geobotanicznego punktu widzenia miejscowość należy do krainy Wyżyn Południowo-Wschodnich, do Podkrainy Górnośląskiej. Pomnikowa lipa w centralnej części wsi Ponadto cały obszar miejscowości w roku 1998 włączony został w obręb nowo powstałego Parku Krajobrazowego Lasy nad Górną Liswartą. W centralnej części miejscowości i w okolicznych lasach znajduje się kilkanaście okazałych pomników przyrody. Są to przeważnie dęby, lipy i buki. Boronów jest też siedzibą Leśnictwa Boronów. Odpowiedz Link
madohora Re: Śląskie Legendy, również te z Janowa:) 13.04.22, 10:45 Szedł żołnierz na urlop i miał w kieszeni 3 dukaty; na drodze spotkał trzech dziadów 1 każdemu z nich po dukacie darował, Nie mogła dobroczynność pozostać bez nagrody. To też niezadługo spotkał go Pan Jezus, gdy z św. Piotrem po ziemi chodził. Pyta się owego urlopnika Pan Jezus: „Co chcesz za pierwszego dukata?” Św. Piotr podpowiada wahającemu się: „Królestwo niebieskie!” Ale żołnierz nie usłuchał tego i mówi: „Parę koni!” Za drugiego żądał worka dukatów, a za trzeciego chciał otrzymać taki worek, do — 93 — któregoby wszystko samo wskakiwało i wcho dziło. Pan Jezus jego żądaniom zadość uczynił. Żołnierz odtąd o czem tylko zamarzył, miał wszystko, bo potrzebował tylko wyrazić życze nie, aby to lub owo do jego worka wskoczy ło. Sw. Piotr, spotkawszy go raz na drodze, ostrzegał go, źe jeżeli życia nie zmieni i z bo gactwami swojemi się nie pożegna, to djabli żywcem wezmą go do piekła. Chłop znalazł i na to sposób: gdy spostrzegł, źe djabli rze czywiście po niego przychodzą, wpakował ich do worka, a rzucając nim następnie po kamieniach i drzewach, pogruchotał im ręce i nogi, a następnie na gościniec wysypał, gdzie zamieniły się w kupę kamieni. Ponie waż djabłów brakowało, więc naturalnie ów urlopnik zamiast do piekła, żywcem do nieba się dostał. Odpowiedz Link
madohora Re: Śląskie Legendy, również te z Janowa:) 13.04.22, 10:56 Przed wsadzeniem do pieca zrobionego chleba, robią nad tym ostatnim krzyż w po wietrzu, a często również krzyż wyciskają na cieście. Kobieta, mając robić masło, nie siada nigdy przed straganem, bo masło nie dałoby się zrobić nigdy. Kładąc dziecię do kąpieli, wymawiają nad niem zcicha: W imię Ojca, Syna i Ducha świętego. Amen. Na wszelkie choroby ludzkie robią zażeg- nywania, do czego atoli są już we wsi spe cjalni lekarze. Np. ból gardła zaźegnywają grzebieniem; plując nań trzy razy, znaczą po trzykroć rozbolałe gardło. Wody święconej boją się duchy nieczyste. Ostrzyżone włosy palą natychmiast, gdyby bowiem poniewierały się po izbie, tego ostrzy żonego bolałaby głowa. Wyrwane lub wypadłe zęby chowają w skrzyni; dzieci, którym inne zamiast wypa dłych wyrosnąć mogą, rzucają ząb w tył przez głowę, wymawiając trzy razy: „Weź sobie, myszko, ząb kościany, a daj mi żelazny.” Obcięte paznogcie rzucają na ogień. Djabła wyobraża sobie lud jako szczupłe go, wysokiego niemca, w kusy frak ubranego, z tą tylko różnicą, że ma ręce i nogi zakoń czone pazurami, na głowie maleńkie rożki, a z tyłu ciała długi ogon. Djabłów jest tylu, ilu ludzi złe prowadzących życie. Oni pro wadzą podobne życie, jak ludzie, żenią się, mają dzieci, tylko nigdy nie umierają. Gdy djabeł ma wesele, powstaje na świecie ogrom ny wicher. Djabłów najwięcej siedzi na wierzbie, a kręcą się także w wielkiej ilości pomiędzy kobietami, idącemi do kościoła lub z kościoła. Złe duchy najczęściej gromadzą się przed północą na Krzemionkach pod Krakowem; radzą tam, bawią się, tańczą, aż dopóki kur nie zapieje. Gdy się to stanie, wszystkie znikają. Na te sejmiki przybywają i czarow nice, jeżdżąc zawsze na miotle. Djabeł może się przemienić w czarnego kota. Dzieci nie żywe urodzone lub bez chrztu zmarłe, dja- belskiej mocy nie podlegają. Śmierć jest to kościotrup, w białe prze ścieradło odziany, z kosą w ręku. Przybywa ona do człowieka w postaci źebraczki lub za konnicy. Śmierć zapowiada swoje przybycie przez sowę lub puszczyka. Gdy pies bez po wodu wyje, znak to źe Śmierć się zbliża. Bieda jest to również kobieta jasnokoś- cista, w łachmany odziana; gdzie zamieszka, tam człowiek z nędzy ginie. Można ją czasem dojrzeć i wypędzić. Zwykłe przekleństwa, więcej z przyzwy czajenia niż złych chęci wymawiane, są: nczerwoną (to zn. psia krew), kopa djabłów, ty siąc kolek, do stu piorunów i t. p. Inne zło rzeczenia, z namysłem wymawiane, np.: abyś się zapadł sto łokci w ziemię, abyś z ciała opadł, abyś został kaleką na całe życie i t. p. są u nich rzadko w użyciu i zowią się po mstowaniem. Gdy kto ma inkluza, ma dużo pieniędzy, bo inkluz ściąga je do siebie. Odpowiedz Link
madohora Re: Śląskie Legendy, również te z Janowa:) 08.01.23, 20:01 KOŚCIÓŁ ŚWIĘTEGO BARTŁOMIEJA W MOGILE k/KRAKOWA Odpowiedz Link
madohora Re: Śląskie Legendy, również te z Janowa:) 25.01.23, 17:41 Tkacze z Dzierżysławia chodzili na targ do Opawy. W w igilię Wszystkich Św ię tych 1621 roku późnym wieczorem wracali z niesprzedanymi towarami do domu. Byli bardzo głodni i wycieńczeni, szli powoli, a marsz utrudniał im silny wiatr i gęsta mgła. I tak zastała ich noc. Zmęczeni rzucili toboły na trawę i położywszy się na nich chciel wstać, ostry ból nie pozwolił im na to i upadli. Byli jak sparaliżowani, a ból ich nie opuszczał. W międzyczasie lunął gwałtowny deszcz i roz szalała się w ichura. Wigand chcąc okryć swoje go kompana poczuł szybsze krążenie krwi. Prze zwyciężył ból, podniósł się i zaczął iść do naj bliższej wsi. Nie uszedł daleko, gdy nagle ujrzał gorejący krzak. Wigand przystanął i wpatrywał się w to dziwne zjawisko. Wtedy z płomieni wy szła kobieta i zastąpiła mu drogę. Ubrana była w złotą suknię, a na głowie miała koronę. Gdy ubo gi tkacz zobaczył ten przepych, upadł na ziemię i zapytał nieziemską istotę o to kim jest. Kobieta odpowiedziała bardzo łagodnie, żejest taką isto tą jak on. ale obłożoną klątwą. Opowiedziała o swoim mężu, dżumie panującej w mieście prze klętym przez bogów, których obraził jej małżo nek Babor i o tym jak ona próbowała naprawić krzywdę uczynioną przez męża. Babor chcąc być lepszym od bogów kazał okolicznej ludności zbu dować ogromne, kamienne miasto. Wycieńcze ni, głodni ludzie nie otrzymując strawy zjadali gips, którego było tu pełno. Babor szydził z bo gów, a oni wciąż budowali. Wreszcie bogowie zesłali do zamku Babo- ra dżumę. Nawet będąc zarażonym Babor rzucał ku niebu przekleństwa. Wówczas ziemia pochło nęła Babora, zamek pełen skarbów oraz kamien ne miasto. Jedynie żona Babora zyskała łaskę bogów, którzy dali jej za mieszkanie pagórek i postawili jąna straży pogrążonego bogactwa. Gdy rozda wszystkie skarby ubogim, a można było to zrobić tylko w wigilię Wszystkich Świętych, bę dzie zbawiona, a wina Babora odkupiona. To rze- kłszy dała Wigandowi garniec pełen złota i dro gich kamieni. Wigand obudził się koło kolegi. Opowiedział mu sen. Obolali ruszyli w drogę i zobaczyli pod krzakiem starożytnie naczynie. Był to garniec pełen kosztowności. Wigand i Libor stali się zamożnymi, dobrymi i oszczędnymi go spodarzami, a dobra Dzierżysława nie ukazała się nikomu po dzień dzisiejszy. Odpowiedz Link
madohora Re: Śląskie Legendy, również te z Janowa:) 30.05.23, 22:41 A Erwin jim pedzioł, że jak sie uobalił i widzioł, że noga leci prosto na niego, to jusz sie zacôn z żywotym żegnać. Ino, że noga do niego doleciała i sztopła pora cyntôw za nim. Pokryńciła sie i mu pedziała taki wierszyk: „Jak niy bydziesz jod w niydziela rano, to cie niy bydzie gôniło kôńske kolano!”. I poszła, a nic mu niy zrobiła! Besto Erwin wstoł i poszeł wachować krôw. Odpowiedz Link
madohora Re: Śląskie Legendy, również te z Janowa:) 01.06.23, 20:13 Na byfyju leżały nożycki. Uojciec cosik szczig, ale pociep je na byfyju i niy doł jich do szuflody, kaj normalnie leżôm. Tôż chycił tyn synek za nożycki a przeszczig słômka przi samych dźwiyrzach! Jak ino słômka przeszczig, tak zaros zamiyniła sie w pôł baby, ftoro prasła z cołkôm siłôm na delina. Uokozało się, że druge pôł baby było za dźwiyrzami. Synek z uojcym na tyn widok stanyli jak wryci, bo żodyn sie tego niy spodziywoł, że przestrziżôno słômka zamiyni sie w pôł baby! Ale zanim sie chopy uoturali z tego szoku, to baba znikła! Ani śladu po nij niy uostało. Odpowiedz Link
madohora Re: Śląskie Legendy, również te z Janowa:) 25.08.24, 19:57 Po jego powrocie krewni skarżyli mu się na krzywdy doznane od Wisława Pięknego, syna Pompiliusza, pana Wiślicy. Walgierz pojmał go i wtrącił do lochu. Po jakimś czasie, zwyczajem rycerskim, wyruszył na wyprawę. Helgunda, nękana samotnością, namówiona przez służącą, której się poskarżyła, wypuściła więźnia z lochu. Urzeczona jego urodą, w objęciach Wisława szybko zapomniała o mężu. Z obawy przed jego zemstą, wraz z kochankiem uciekła do Wiślicy. Wkrótce potem Walgierz powrócił z wyprawy. Dowiedziawszy się od służby o niewierności żony, wpadł w wielki gniew i popędził do zamku Wisława. Tam jednak został ponownie oszukany przez żonę, która obiecując wydać mu Wisława, zaprosiła go do zamku, gdzie w zasadzce czekali rycerze Wisława. Walgierza zakuto w łańcuchy i uwięziono w klatce, z której co wieczór musiał obserwować miłosne uciechy Helgundy i Wisława Odpowiedz Link
madohora Re: Śląskie Legendy, również te z Janowa:) 24.09.25, 23:34 Wierzono, że nocą przechadzał się po domu, a mieszkał za piecem, pod progiem, na strychu, w chlewiku lub stodole[1]. Przybierał postać ubranego po chłopsku małego dziadka z długimi siwymi włosami i bujną brodą. Mógł też przybierać postaci kota, psa, węża lub szczura. Czasem przypisywano mu także towarzyszkę, domowichę lub domachę, identyfikowaną najczęściej z kikimorą, która wychodziła nocą spod podłogi i przędła wełnę. Polskim odpowiednikiem domowika było uboże. Odpowiedz Link
madohora Re: Śląskie Legendy, również te z Janowa:) 25.09.25, 21:38 Inną metodą ochrony przed upiorem było wypicie jego krwi zmieszanej z jakimś napojem albo przynajmniej zjedzenie ziemi z jego grobu. Odpowiedz Link
madohora Re: Śląskie Legendy, również te z Janowa:) 25.09.25, 22:29 Tymczasem nad Śląskiem mijają stulecia i habsburskie czasy w końcu przemijają. Habsburskie tak, ale nie wampirze. Czego bowiem szuka w naszych stronach w XVIII wieku Johann Wolfgang von Goethe? Wielki poeta odwiedził Śląsk w roku 1790. Zaś kilka lat później ukazała się jego "Narzeczona z Koryntu", pierwszy w historii literatury utwór wampiryczny. Może przypadek, a może nie. Goethe, jako człowiek wykształcony i oczytany, znał pewnie twórczość Henry'ego More'a, filozofa z Wielkiej Brytanii. Ten zaś w swym dziele "Antidotum przeciwko ateizmowi" utrzymywał, iż Ślązacy wierzą w wampiry i żyją w strachu przed nimi. Na dowód tego opisał przerażającą historię śląskiego bogacza nazwiskiem Johannes Cuntius z Pęcza na Dolnym Śląsku. Po śmierci tej wysoce antypatycznej postaci miasto jakby dotknęła klątwa. Ataki nadnaturalnych sił na noworodki i starców ustały dopiero, gdy ekshumowano ciało Cuntiusa, które okazało się nienaruszone rozkładem, po czym je skremowano. Odpowiedz Link
madohora Re: Śląskie Legendy, również te z Janowa:) 27.09.25, 11:52 Jak się uchronić przed Bebokiem Bebok bardzo lubi przebywać za zamkniętymi drzwiami do sieni, dlatego dzieciom nie wolno ich otwierać i szczególnie wieczorami wychodzić na korytarz. Aby się uchronić przed bebokiem, najlepiej schować głowę pod kołdrą. Odpowiedz Link
madohora Re: Śląskie Legendy, również te z Janowa:) 27.09.25, 22:58 Wraz z nadejściem lata organizowano tzw. pogrzeb Kostromy. W uroczystym pochodzie odnoszono wówczas na brzeg wody wielką słomianą kukłę w ubraniu. Tam ją grzebano, palono lub rozrywano na strzępy. czemu towarzyszył płacz lub śmiech uczestników. Obrzęd ten miał na celu zapewnienie urodzaju podczas żniw Odpowiedz Link
madohora Re: Śląskie Legendy, również te z Janowa:) 10.09.11, 19:04 Boronów dzieli się na trzy główne dzielnice: Piasek, Zamoście-Hajduki oraz Siodłoki, przedzielone wymienionymi wyżej ciekami wodnymi. Po lewej stronie Liswarty znajdują się Siodłoki, między Liswartą a Leńcą, znajdują się dzielnica Hajduki oraz Zamoście i Smolny Piec, natomiast na prawym brzegu Leńcy u jej ujścia do Liswarty znajduje się dzielnica Piasek oraz Suszarnia. Na terenie miejscowości odnotowano nazwy miejscowe odnoszące się do wcześniejszych tradycji przemysłowych. Są to: Podhuta – miejsce, w którym do XX w. znajdowała się kuźnia i Smolny Piec – dzielnica miejscowości, której nazwa odnosi się do produkcji smoły i węgla drzewnego, wykorzystywanego przy produkcji żelaza w kuźniach. Także nazwy sąsiednich sołectw należących do gminy i nazwy miejscowe znajdujące się w ich obrębie nawiązują do tych tradycji: Hucisko, Szklana Huta, Sztolnia. Odpowiedz Link
madohora Re: Śląskie Legendy, również te z Janowa:) 10.09.11, 19:05 Pierwsza wzmianka, w której pojawia się nazwa Boronów, pochodzi z 1341 r. z dokumentu Kazimierza Wielkiego dotyczącego regulacji obszaru granicznego. Dzięki tej wzmiance wiadomo, iż miejscowość wówczas należała do księstwa opolsko-strzeleckiego. Mimo to, osadnictwo na tym terenie pojawiło się o wiele wcześniej. Znaleziono bowiem na obszarze miejscowości ślady z epoki neolitu oraz z okresu kultury łużyckiej. Badania archeologiczne prowadzone były w Boronowie na przełomie lat 20. i 30. XX w. przez Józefa Kostrzewskiego, Konrada Jażdżewskiego i Włodzimierza Antoniewicza. W roku 1928 odkryto proste narzędzia kamienne z młodszej epoki kamiennej w okolicach dzisiejszej dzielnicy Piasek, natomiast wcześniej w 1925 r. w okolicach dzielnicy Smolny Piec odkryte zostały szczątki cmentarza z grobami ciałopalnymi i szkieletowymi wraz z przedmiotami takimi jak: bransoleta, naramiennik czy zausznice oraz naczyniami: m.in. misy i czerpaki. W 1358 r. rycerz Marbot stał się z nadania księcia opolskiego Alberta, właścicielem miejscowości. Do 1532 r. Boronów znajdował się w rękach Piastów opolskich. Na początku XVII w. wieś należała do rodu Dzierżanowskich. Odpowiedz Link
madohora Re: Śląskie Legendy, również te z Janowa:) 10.09.11, 19:06 W 1611 r. postawiony został w Boronowie drewniany kościół wówczas pw. św. Andrzeja. Fundatorem był hrabia Aleksander Edward Dzierżanowski. Kościół obecnie należy do zabytków klasy "0". W roku 1638 hrabia Dzierżanowski ufundował dzwon dla kościoła, który do dziś wisi w kościelnej dzwonnicy. W 1718 przy kościele powstała kuracja (podparafia). Od 1755 r. (z przerwami) działało w niej Bractwo Różańcowe, natomiast status parafii uzyskała dopiero w 1868 r. Sama budowla kościoła powstała na planie krzyża greckiego i był to pierwszy tego typu kościół na Górnym Śląsku. Co najmniej od 1717 r. w Boronowie, najprawdopodobniej przy kuracji, działała szkoła. Odpowiedz Link
madohora Re: Śląskie Legendy, również te z Janowa:) 10.09.11, 19:07 Miałam okazję być w tym kościele Odpowiedz Link
madohora Re: Śląskie Legendy, również te z Janowa:) 10.09.11, 19:07 W 1742 r. Boronów przeszedł pod panowanie pruskie. Od roku 1774 na terenie miejscowości powstawały kolonie Dębowa Góra, Zumpy oraz Niwy, w których osadzała się ludność głównie niemieckojęzyczna. Boronów na mapie z II poł. XIX w Od roku 1805 Boronów, wraz z Koszęcinem i Tworogiem był własnością rodu książęcego Hohenlohe-Ingelfingen. W XIX w. nastąpiło uprzemysłowienie wioski oraz znaczny przyrost liczby mieszkańców w stosunku do okolicznych miejscowości. Pod względem liczby mieszkańców Boronów był w XIX w. drugą miejscowością na Ziemi Lublinieckiej. W 1840 r. Boronów liczył 1781 mieszkańców, natomiast Lubliniec 2114, gdy trzecie miasto tej ziemi Woźniki tylko 1259. W tym czasie na terenie miejscowości w kopalniach rud żelaza i kuźniach pracowało ponad 100 osób. Nie wiadomo od kiedy w miejscowości wydobywano rudy i wytapiano żelazo, lecz istnieją źródła historyczne potwierdzające, że już w 1645 r. funkcjonowaniem tych kopalń zainteresowani byli rzeczoznawcy z Tarnowskich Gór. Mimo, iż na terenie miejscowości w XIX w. rozwijał się przemysł, miała ona nadal głównie rolniczy charakter, a po zniesieniu w Prusach pańszczyzny w 1811 r., rozwijać zaczął się także folwark zatrudniający chłopów do pracy najemnej. Pełne uwłaszczenie chłopów nastąpiło w ziemi lublinieckiej dopiero w 1860 r. Pod koniec wieku, ze względu na upadek kuźni i kopalni rud żelaza, folwark jeszcze bardziej się rozwinął dając zatrudnienie bezrolnej ludności. Poza przemysłem ciężkim i rolnictwem w tym czasie rozwijał się też przemysł przetwórczy, miejscowość posiadała gorzelnię, dwa browary, tartak i trzy młyny wodne. Odpowiedz Link
madohora Re: Śląskie Legendy, również te z Janowa:) 10.09.11, 19:08 Na początku XX w. ówczesny właściciel Boronowa, Karl Gottfried zu Hohenlohe-Ingelfingen, zamknął kopalnie i działające fryszerki. W tym samym czasie w niektórych partiach lasu otaczających miejscowość wprowadził on nieznane dotąd na tych terenach gatunki zwierząt, m.in. daniele. W okolicach Dębowej Góry hodowane były dziki, specjalnie dla urządzanych przez księcia polowań. W tym okresie funkcjonowały już dwie szkoły, jedna w centrum miejscowości, druga w Grojcu. Mieszkaniec dzielnicy Zamoście Jan Kulisz tworzył w tym czasie rzeźby amatorskie, w większości o tematyce sakralnej. Po I wojnie światowej w wyniku powstań śląskich, w których walczyło kilkudziesięciu mieszkańców miejscowości, Boronów wraz z innymi miejscowościami ziemi lublinieckiej włączony został do państwa polskiego. W latach 1926-1927 przez miejscowość przeciągnięty został odcinek linii kolejowej z Kalet do Herbów Nowych oraz postawiony został dworzec kolejowy. Odpowiedz Link