Dodaj do ulubionych

małaCzarna

13.12.07, 21:04
program na TV4, pogawędki babsko- babskie i babsko- męskie :)
oglądacie czasami?
mnie się zdarzyło kilka razy i dzisiaj właśnie oglądałam. temat
dzisiejszego odcinka: co jest w życiu najważniejsze?, jak być
szczęśliwym?, recepty na udany związek. dziewczyny + jeden facet
dyskutowali sobie na te tematy. jedna z pań stwierdziła, że trzeba
mieć marzenia i je realizować, wtedy się jest szczęśliwym. za chwilę
pada wątpliwość: ale na jak długo wystarcza to szczęście ze
zrealizowanego marzenia, planu? czy to takie szczęście na zawsze,
czy tylko na chwilę? co nam daje szczęście? czego pragniemy? jedna z
prowadzących powołuje się na Leszka Kołakowskiego, że szczęście to
chcieć niezbyt wiele, nie wymagać zbyt wiele od życia. zaproszona
para aktorów, ponoć szczęśliwa w związku, stwierdza, że oni cieszą
się z tego, co jest „tu i teraz”.

dla mnie tu jest jakaś opozycja, dysonans. bo z jednej strony ma się
te marzenia i siłą rzeczy w związku z chęcią ich realizacji coś się
tam planuje albo przynajmniej myśli o planach, czyli żyje się „w
przyszłości”, żyje się myśleniem o urzeczywistnieniu tego
pragnienia. niektórzy nawet wizualizują, stosują afirmacje itd. :)
z drugiej strony słyszę czy czytam, że szczęście to jest kwestia
cieszenia się z tego, co jest „tu i teraz”, co się ma w danym
momencie (nawet, jeżeli ma się niewiele), kwestia tego, co jest
wewnątrz człowieka, a nie tego, co jest na zewnątrz i co mu się uda
zrealizować. Krzysztof Krauze wręcz twierdzi, że pragnienia nas
unieszczęśliwiają, zniewalają nas wewnętrznie (w listopadowym „Z”
w „Prostych pytaniach” nt. wolności).

i co z tymi marzeniami, pragnieniami? uszczęśliwiają czy
unieszczęśliwiają? jak myślicie?

filozoficzne nastroje miewam ostatnio :)
Obserwuj wątek
    • z_milo Re: małaCzarna 17.12.07, 11:45
      dynamitee napisała:
      i co z tymi marzeniami, pragnieniami? uszczęśliwiają czy
      unieszczęśliwiają? jak myślicie?

      taa, jest w tym jakiś ogromny dualizm... bez marzeń życie jest
      bezbarwne, z kolei niektóre nasze pargnienia dla własnego dobra
      pownniśmy chyba zarzucić, żeby nie żyć w ciągłym zawieszeniu, w
      ciągłym zaklinaniu rzeczywistości na naszą modłę... bo łatwo zgubić
      ważne detale z teraźniejszości; moje Pragnienie dawno już zaczęło
      mieć posmak autodestrukcji... a przecież Marzenia są po to by je
      spełniać, tylko że nie doczytałam (bo było małą czcionką), że
      niektóre nie są w naszym zasięgu.... ale z drugiej strony - i tu
      zapożyczam z innego forum: "kiedy Bóg zamyka drzwi, zazwyczaj
      otwiera okno"... może chodzi o to żeby te Pragnienia-Marzenia miały
      formę elastyczną i z czasem morfowały się w te bardziej
      prawdopodbne...
      • dynamitee Re: małaCzarna 21.12.07, 19:10
        > taa, jest w tym jakiś ogromny dualizm... bez marzeń życie jest
        > bezbarwne, z kolei niektóre nasze pargnienia dla własnego dobra
        > pownniśmy chyba zarzucić, żeby nie żyć w ciągłym zawieszeniu, w
        > ciągłym zaklinaniu rzeczywistości na naszą modłę... bo łatwo
        zgubić
        > ważne detale z teraźniejszości; moje Pragnienie dawno już zaczęło
        > mieć posmak autodestrukcji... a przecież Marzenia są po to by je
        > spełniać, tylko że nie doczytałam (bo było małą czcionką), że
        > niektóre nie są w naszym zasięgu.... ale z drugiej strony - i tu
        > zapożyczam z innego forum: "kiedy Bóg zamyka drzwi, zazwyczaj
        > otwiera okno"...

        no właśnie, jeśli idzie o trudności, które gdzieś tam się pojawiają
        w trakcie realizacji czegoś, co sobie założyliśmy- tu też jest
        pewien dualizm. bo takie kłody rzucane nam pod nogi mogą
        oznaczać "walcz z trudnościami, nie poddawaj się", ale z drugiej
        strony mogą też oznaczać "odpuść sobie, nie tędy droga, to nie twoja
        bajka". no i trzeba umieć rozpoznać, kiedy to pierwsze, a kiedy to
        drugie :)

        jest taka modlitwa, która ładnie obrazuje to, co napisałam. nie
        wiem, czyja: może św.Franciszka, może Marka Aureliusza (różne źródła
        różnie podają):
        "Panie daj mi odwagę, abym mógł zmienić to, co zmienić mogę.
        Daj cierpliwość, abym mógł przyjąć to, czego zmienić nie mogę.
        Ale nade wszystko daj mądrość, abym umiał odróżnić jedno od drugiego"


        może chodzi o to żeby te Pragnienia-Marzenia miały
        > formę elastyczną i z czasem morfowały się w te bardziej
        > prawdopodbne...

        myślę, że mniej więcej tak :) bo marzenia trzeba mieć, bez dwóch
        zdań, tyle że może trzeba do nich bardziej "spokojnie" i elastycznie
        podchodzić, bez chcenia_za_bardzo. nic na siłę.
        • z_milo Re: małaCzarna 26.12.07, 13:50
          dynamitee napisała:
          ...marzenia trzeba mieć, bez dwóch zdań, tyle że może trzeba do nich bardziej
          "spokojnie" i elastycznie podchodzić, bez chcenia_za_bardzo. nic na siłę.

          ...albo jak uczą filozofie wschodu, odciąć się od Pragnień... wtedy już ponoć
          tylko krok do szczęścia i spokoju ducha... ale to dla mnie najwyższa szkoła jazdy...
          • dynamitee Re: małaCzarna 27.12.07, 20:33
            ...albo jak uczą filozofie wschodu, odciąć się od Pragnień... wtedy
            już ponoć
            > tylko krok do szczęścia i spokoju ducha... ale to dla mnie
            najwyższa szkoła jaz
            > dy...
            >

            oj, nie wiem, czy bym tak chciała. pragnienia są czymś, co nas
            napędza, sprawiają, że idziemy do przodu. a co by było, gdybyśmy nie
            mieli pragnień? nie stalibyśmy w miejscu?
            • z_milo Re: małaCzarna 28.12.07, 22:13
              ...a ja chętnie poodpinałabym od siebie kilka swoich Pragnień...
    • naiwniara100 Re: małaCzarna 30.12.07, 10:52
      a co z receptą na udany związek?
      • z_milo Re: małaCzarna 30.12.07, 11:24
        naiwniara100 napisała:
        a co z receptą na udany związek?

        ...pewnie ile związków, tyle recept, ale da się w tych licznych zbiorach
        wyprowadzić jakieś części wspólne :)

        ...moja recepta, wciąż się kształtuje, ale kilkoma składnikami mogę się podzielić:
        miłość - tak, ale bez przyjaźni daleko byśmy razem nie doszli; koniecznie
        wzajemny szacunek; wspólny śmiech, fajnie, jak ze zbliżonych rzeczy; dystans do
        samych siebie też jest bardzo pomocny; no i bardzo ważne zostawienie sobie sporo
        miejsca na/dla siebie, na swoje pasje, pomysły; nie da się też poznać drugiego
        bez rozmów, dzielnia się refleksjami, emocjami;

        ..hmm, jakoś tak sucho to zabrzmiało, a przecież udany związek to ogromna
        radość, energia i zabawa :)

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka