Gość: sp;lit
IP: *.nas27.tukwila2.wa.us.da.qwest.net
02.03.04, 16:42
Dobrze ze mieszkam w USA :) Spac bym nie mogl nekany wyrzutami sumienia .
==============================================================================
Henryk Grynberg
Winię Europę
W żydowskiej szkole uczono mnie, że powinienem być dumny z tego, że jestem
Żydem. Wydawało mi się to nielogiczne. Z czego mam być dumny? Z wrogości i
pogardy?
Chrześcijańska Europa wypiera się swoich złoczyńców i morderców. Nazywa ich
neopoganami, Hunami, Azjatami. Natomiast bogobójcy, krwiopijcy, krwawi
bolszewicy, przemożni bogacze to w jej języku bez zastrzeżeń Żydzi.
"Jeżeli ze spuścizny europejskiej wymazalibyśmy wiarę, miłość i
chrześcijańską wrażliwość sumienia, Europy w ogóle by nie było" - powiedział
kardynał Lustiger (w wywiadzie dla "Biuletynu Prasowego KAI" 51). I on, i ja
przeżyliśmy Holokaust jako dzieci i jako chrześcijanie, ale ja się nawróciłem
i w tę spuściznę nie wierzę. Przeżyłem (straciłem) w Europie pół życia i
widziałem bardzo mało wiary, jeszcze mniej miłości, a najmniej sumienia,
które notabene jest żydowskiego pochodzenia. Dlaczego arcybiskup Paryża tak
bardzo wierzy w Europę? Szolem Alejchem odpowiedziałby przypowieścią o
robaku, który żyje w chrzanie i jest przekonany, że nie ma nic słodszego na
świecie.
Niewiele brakowało, żebym i ja pozostał chrześcijaninem, też nie tylko ze
strachu i też widziano we mnie przyszłego księdza, ale cieszę się, że
wróciłem do Żydów. Pomordowanych w Europie przez Europejczyków. Chrześcijanie
protestują, gdy się mówi, że przez chrześcijan, według nich mordercy nie
mogli być "prawdziwymi chrześcijanami", ale dziećmi chrześcijaństwa byli
niewątpliwie. Przez europejską kulturę, powie Aron Appelfeld, cudem ocalały
rówieśnik Lustigera. Na jednym ze zjazdów dzieci Holokaustu ktoś powiedział,
że każdy naród jest zdolny do takiej zbrodni. I tak, i nie. Niezbędne są
pewne warunki i określona kultura - jak europejska.
Matka przywiozła mi z Izraela doskonałość geometryczną, żydowską gwiazdę
elegancko wyrzeźbioną ze złota. Był to ostatni jej prezent i nosiłem ją na
szyi na jej cześć. W Ameryce nikt nawet nie spojrzał. Tylko raz, w klubie
korpusu dyplomatycznego, gdzie ambasada PRL pokazywała Zaklęte rewiry, dobry
film z dobrej, przedwojennej książki, który Głos Ameryki mi kazał zobaczyć.
Tego popołudnia było gorąco w Waszyngtonie, więc poszedłem w rozpiętej
koszuli. Myślałem, że to będzie zwykły seans w ciemności, a tu rozświetlona,
kryształowa sala, szampan i dyplomaci z całego sowieckiego obozu. Niektórzy
nieznacznie się uśmiechali, a skośnoocy nawet do mnie zagadywali, pytając, co
to za znak, tylko radca kulturalny polskiej ambasady, który był gospodarzem
imprezy, uciekał na mój widok z jednego końca sali w drugi, ścigany przez
ironiczne spojrzenia kolegów i konkurentów. A do tego z szampańskiej sali
zjeżdżało się do kina windą, na którą trzeba było długo czekać, a potem długo
jechać twarzą w twarz i radca kręcił głową we wszystkie strony, żeby mojej
gwiazdy nie widzieć. Podobnie zachowywali się pasażerowie na lotnisku w
Mediolanie, gdzie wylądowałem po 15 latach amerykanizacji i zapomniałem
zapiąć koszulę, a pogranicznik badający mój paszport obrzucił mnie mroźnym
spojrzeniem. I tak samo na tłocznym lotnisku w Brukseli, gdzie wysiadłem z
dwustoma młodymi Żydami z Ameryki. Jedni w haftowanych jarmułkach, inni z
gwiazdkami jak ja, szliśmy rzędem, żeby nie pogubić się w tłumie, długim
szpalerem spojrzeń - nieprzyjaznych, zdumionych, w najlepszym razie
wystraszonych. Czarterowe autobusy zabrały nas stamtąd do Kolonii, gdzie
przesiedzieliśmy noc w odosobnionym hangarze pod bronią automatyczną
niemieckiej straży, żeby nic nam się nie stało, aż nad ranem zabrał nas
izraelski samolot. To było wiele lat temu i nie noszę już mojej pięknej,
żydowskiej gwiazdy, kiedy lecę do Europy. I dziwię się coraz bardziej, że
Żydzi tam jeszcze mieszkają.
W żydowskiej szkole uczono mnie, że powinienem być dumny z tego, że jestem
Żydem. Wydawało mi się to nielogiczne. Z czego mam być dumny? Z wrogości i
pogardy? Teraz wiem, że dobrze, kiedy motłoch nami pogardza, i że źle by
było, gdyby nas wielbił. I jestem dumny, że nie zdezerterowałem jak Lustiger.
Jak katolicka święta Edyta Stein, która opuściła swój lud w potrzebie i
przyłączyła się do tych, co wystawili go na Zagładę, a podzieliła żydowski
los z przyczyn od siebie niezależnych. Nazywam ją dezerterką, ale nie winię.
Nie winię nikogo, kto w Europie boi się i nie chce być Żydem. Ja też bałem
się i nie chciałem. Ja winię Europę.
Jej chrześcijańska etyka pochodzi od żydowskiej, ale jest kilka podstawowych
różnic. Chrześcijanie modlą się, żeby Bóg przebaczył ich wrogom, a Żydzi -
zwłaszcza po Holokauście - przeciwnie. Chrześcijańska modlitwa jest godna
podziwu, a żydowska - szczera. Żydzi i w ślad za nimi chrześcijanie wierzą,
że są wybrani, ale Żydzi nigdy nie głosili, że wszyscy inni są potępieni.
Dlatego nie żałuję, że wróciłem do Żydów.