malkontent6
21.06.15, 20:52
Zmiany w polskich dzielnicach amerykańskich miast widać było już wiele lat temu. Zaczęły się po wyborach w 1989 a przyśpieszyły po wejściu Polski do Unii. Emigracja do USA (legalna i na kartę rowerową) przestała się opłacać. Nic więc dziwnego, że z powodu braku dopływu świeżej krwi sklepy nastawione wyłącznie na polską klientelę zaczęły mieć problemy.
Na Greenpoincie polskich sklepów jest coraz mniej a na Florydzie wyrastają jak grzyby po deszczu, bo jak zauważył autor artykułu sporo Polaków przenosi się na emeryturę do tego stanu. Za każdym razem gdy jestem w okolicach Miami lub Tampy dowiaduję się o nowym Polish Deli Moja rodzina w Polsce też nie może się doczekać kiedy my z żoną tam zamieszkamy.
wyborcza.biz/biznes/1,100896,18180177,Polonijne_biznesy_znikaja_z_Brooklynu__na_Greenpoincie.html?biznes=local#BoxBizImg