borrka
30.03.18, 00:59
Jako dziecina wyssałem wiele jadu z rozmów kolegów pułkowych mojego Dziadka - zakładali, że nie rozumiem, ale już jako pacholę bylem wybitny.
Jad wobec ludowej ojczyzny lał się strumieniami z ich rozmów, a ja słuchałem siedząc z kuzynka Basią pod brydżowym stołem.
Deja vu przy lekturze "Wyspy wężów" Małgorzaty Szejnert - jakże trafnie uchwycona mentalność środowiska sanacyjnych oficerow!
I to w wyniku drobiazgowej pracy reporterskiej.
Przeczytałem może 2/3, ale już mogę szczerze polecić.