Dodaj do ulubionych

Bez piwa ani rusz

25.05.02, 02:23
Polski żużel przepłacał, więc bliski jest bankructwa

Tysiące widzów na trybunach, emocjonujące pojedynki na torze, najlepsi na
świecie w polskich klubach, wydawałoby się, że sport żużlowy przeżywa rozkwit.
Wszystko to chyba już czas przeszły!
Zwiastunem dramatycznej sytuacji finan sowej w klubach żużlowych było w końcu
2001 r. przykucie się łańcuchami do kaloryfera w siedzibie klubu dwóch
zawodników II-ligowej Wandy Kraków Remigiusza Wronkowskiego i Arkadiusza
Zaremby. Klub winien był im pieniądze i nie płacił.

Przed tegorocznym sezonem w Gorzowie Wlkp., mieście wielce zasłużonym dla
żużla, zanosiło się na wycofanie drużyny z rozgrywek. Nie było czym spłacać
długów, zmieniony został zarząd klubu. Zespół seniorów bez zawodników
zagranicznych wystartował, ale czterej żużlowcy zagrozili strajkiem, jeśli klub
nie wypłaci im pieniędzy za poprzedni sezon. Pieniędzy nie dostali, ale na
szczęście doszli z zarządem do porozumienia.

W Gdańsku długami Wybrzeża zajął się sąd. Klub był winny Krzysztofowi
Cegielskiemu kilkaset tysięcy złotych. Zawodnik rozstał się z klubem. Tomasz
Cieślewicz, były finalista mistrzostw świata juniorów, stwierdził, że za bułkę
z masłem nie będzie jeździł. Nosi się z zamiarem zrezygnowania z kariery.
Wybrzeże w drugiej kolejce ligowej przegrało 17:73 z Unią Leszno. Gdańszczanie
nie wygrali ani jednego wyścigu!

Polonia Bydgoszcz bez kredytu z banku nie mogła wypłacić zaległych należności
najlepszym zawodnikom. Podobno Tomaszowi Gollobowi klub był winien 700 tys. zł.
Całe zadłużenie klubu wynosi 2 mln zł. Wrocławski Atlas długo nie mógł dojść do
porozumienia z Akademią Wychowania Fizycznego, która żądała sporych sum za
udostępnianie toru. Nie lepiej jest w niższych grupach. Warszawski Klub
Motorowy Gwardia (trzeci sezon, trzecia nazwa i trzeci zarząd) przystąpił do
rozgrywek wyłącznie dzięki hojności kilku prywatnych sponsorów, którzy spłacili
długi poprzedników.

Kryzys nastąpił jesienią 2001 r. Firma Go and Gol straciła prawa do transmisji
telewizyjnych i przestała płacić klubom 400 tys. zł rocznie. Sejm znowelizował
ustawę o wychowaniu w trzeźwości, więc firmom alkoholowym nie opłaca się
sponsorować żużla. Niektórzy darczyńcy nie chcą finansować tej dyscypliny,
skoro nie mogą się reklamować. W nazwach klubów żużlowych mieliśmy Polmos,
Kuntersztyn, Van Pur. Wprawdzie Pergo Gorzów nie miał browarowej nazwy, ale
otrzymywał zastrzyk pieniężny od Piasta i Bosmana.

– Browary Wielkopolskie Lech, główny sponsor Grand Prix, może się reklamować w
Norwegii, Danii, Szwecji, Anglii, Czechach, gdzie rozgrywane będą turnieje, ale
nie w Polsce. Sejmowa ustawa ugodziła w cały polski sport – mówi przewodniczący
Głównej Komisji Sportu Żużlowego Andrzej Grodzki.

Wycofanie się browarów okazało się dla żużla zabójcze, chociaż frekwencja na
stadionach jest wciąż wyższa niż w piłce nożnej. Derby Pomorza Polonia
Bydgoszcz– Apator Toruń oglądało aż 20 tys. widzów. Rzadko przychodzi ich mniej
niż 10 tys. Wpływy za bilety stanowią jednak zaledwie 20–25 proc. kosztów
utrzymania klubu.
Winni kryzysu są także działacze. Ochoczo spełniali bowiem coraz bardziej
wygórowane żądania zawodników zagranicznych i krajowych. To nie z miłości do
Polski gremialnie zaczęli u nas startować najlepsi żużlowcy świata. W polskiej
lidze płacono bowiem najlepiej. W 1997 r. za przejście Tomasza Bajerskiego z
Apatora Toruń do Pergo Gorzów zapłacono 600 tys. zł. W tym czasie najwyższy
transfer w lidze angielskiej (pod względem poziomu najlepszej na świecie)
wyniósł 35 tys. funtów (ok. 210 tys. zł).

W sezonie 1999 r. Główna Komisja Sportu Żużlowego PZM, w której każdy klub ma
swego przedstawiciela, przeforsowała zmianę regulaminu i wprowadziła przepis,
że liczba zawodników w zespole z dotychczasowych ośmiu, w tym jeden
zagraniczny, zostaje zmniejszona do siedmiu, w tym dwóch zagranicznych. –
Prezesi klubów uważali, że mniej Polaków w zespole, to mniejsze koszty. Nie
chcieli słuchać, że może być odwrotnie – komentuje wielce zasłużony dla
polskiego i światowego żużla honorowy przewodniczący Komisji Wyścigów Torowych
FIM inż. Władysław Pietrzak. I stało się. Na transfery wydano w 1999 r.
rekordową sumę 3 mln zł. W bieżącym już tylko 606 tys. zł. 27 zawodników kluby
odstąpiły bezpłatnie. Aż 30 nie znalazło zatrudnienia.

Utrzymanie zespołu ligowego kosztuje wprawdzie nie tak wiele jak w piłce
nożnej, ale także niemało. Zdaniem niektórych działaczy na utrzymanie się w
ekstralidze wystarczą obecnie 2–3 mln zł. Jeśli jednak klub ma ambicje walczyć
o tytuł mistrza Polski, trzeba się liczyć z wydatkami dwukrotnie większymi.
Podobno 6-milionowymi budżetami dysponują Point S Polonia Bydgoszcz, Atlas
Wrocław, Unia Leszno i aktualny mistrz Polski Apator Toruń. Podobno mistrz
świata Tony Rickardson kosztował sponsora, toruńską firmę Stamir, 500 tys. zł.
Zawodnicy cudzoziemscy startujący w Grand Prix i najlepsi krajowi za start w
meczu ligowym pobierają 20–30 tys. zł. Jeśli przemnożymy tę kwotę przez liczbę
startów, czyli ok. 20, otrzymamy wysokość zarobków najlepszych.

– Czasy, gdy płacono po 600 tys. za Bajerskiego i Okoniewskiego, skończyły się
chyba bezpowrotnie – twierdzi były wiceprezes Pergo Gorzów mecenas Jerzy
Synowiec. – Jason Crump, a to zawodnik z najwyższej półki, otrzymał od nas za
podpisanie kontraktu 30 tys. funtów, czyli ok. 170 tys. zł. Ponadto dostawał
1000 funtów za każdy przyjazd i 100 funtów za punkt. W tym sezonie tyle nie
mogliśmy mu zaproponować.

Były menedżer Włókniarza Częstochowa Marek Kraskiewicz nie chciał ujawnić
zarobków byłego mistrza świata Marka Lorama: – Nie była to porażająca kwota.
Podpisanie kontraktu z zawodnikiem średniej klasy światowej to ok. 200 tys.
marek. Nie ukrywa natomiast zarobków zawodników w WKM Gwardia Warszawa: – Nie
podpisujemy żadnych kontraktów. Zawodnik zarabia wyłącznie na torze. Płacimy po
400 zł za punkt, najlepiej w II lidze. Zakładając, że zawodnik startowałby we
wszystkich 12 meczach i uzyskiwał komplety, czyli po 15 pkt. – co się zdarza
bardzo rzadko – zarobiłby w sezonie 72 tys. zł. Z tego musi dokonywać remontów
motocykli, kupić ogumienie i części, zatrudnić mechanika. Żadne kokosy.

W szczytowym okresie wybujałych żądań finansowych zawodników, podjęto próbę ich
ograniczenia. Prezesi klubów zaczęli myśleć o zamrożeniu płac dla cudzoziemców,
ujednoliceniu stawek i ograniczeniu transferów. Podczas spotkania w Gorzowie
doszło do ustaleń, które miały obowiązywać od 2001 r., ale nie do podpisania
umowy, choć notariusz czekał. – W ostatniej chwili akcję storpedowali prezes
Atlasu Wrocław poseł Ryszard Czarnecki i Andrzej Rusko, stwierdzając krótko:
Nas na to stać. Poparł ich przedstawiciel Włókniarza Częstochowa. W połowie
czerwca 2000 r. negocjacje zostały zerwane – wspomina mec. Jerzy Synowiec.
Czarnecki przestał być posłem, kasa opustoszała.





Obserwuj wątek
    • fanka_gelatika Re: Bez piwa ani rusz 29.05.02, 16:15
    • fanka_gelatika Re: Bez piwa ani rusz 30.05.02, 00:27
    • fanka_gelatika Re: Bez piwa ani rusz 30.05.02, 12:57

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka