Gość: Sala
IP: *.toya.net.pl
30.08.02, 15:12
------------------------------------------------------------------------------
--
Fantazja - Marian Hemar
-----------------------
W drodze do Budapesztu
Dwadziescia cztery godziny
Zatrzymal sie w stolicy
Zachodniej Ukrainy,
We Lwowie Tak ja tu czytam.
Tak zwie sie stolica Lwiw Patrze w okno Na tarczy
Nieruchomego księżyca
Widze jak na ekranie,
W dodatku PAta w kinie-
Minuta po minucie,
Godzina po godzinie-
Przez ksiezycowy telstar
Odbity migotliwie
Przebieg calej wizyty
W tej stolicy.We Lwiwie.
Widze - na Dworcu Glownym
Na frontowym peronie
Lezy czerwony dywan
Wzdluz toru, na betonie,
Tam mniej wiecej,gdzie ma sie
Zatrzymac lśniący wagon
Salonki,przed dywanem
Ustawione w paragon
Blyszczace polkoszulki.
Odswietne garnitury
I togi profesorskie
I oficerskie mundury,
I robotniczy kaszkiet
Przy barankowej czapie
A już Puf Puf - nadjezdza
Już puf-puf parą sapie
Lokomotywa iskrami
Blyska się i dymem chrząka,
A za nią -wiwiat! wiwat!
Sto lat ! Sto lat! - salonka
I we własnej osobie
Ta postać - mała jak żywa
Ruchliwa, uśmiechnięta -
To on przyjechał do Lwiwa !
Orkiestra gra,grzmią wiwaty,
Lokomotywa dymni
Wychodzą z dworca On pierwszy
Tłum za nim.Ja za nimi.
Oni limuzynami
Dworcową - i w Sapiechy
A w szpalerach dokoła
Oklaski,krzyki,uśmiechy -
A ja za nimi. Oni
Kawalkadą sowiecką
Wkoło kościoła Elżbiety I już suną Gródecką
Na dół - I Kazimierzowską
I dookoła teatru
Skręcili - a ja w górze,
Jakby mną podmuch wiatru
Obrócił niby listkiem
Z lwowskich topól czy klonów
Za nimi już jadą
Przez ulicę Legionów
Mijają polac Mariacki
Objeżdzają dookoła -
Mickiewicz nic nie widzi
bo patrzy na Anioła,
Z Aniołem coś rozmawia
Przelotem tylko,przytomnie,
Kiedy ja go w powietrzu
Mijałem - mrugnął do mnie.
W hotelu George'a,w hallu,
Rojnie, gwarno jak w ulu,
Zajechali prze dhotel
Wchodzą do westybulu
On pierwszym, a po bokach
Dookoła, z każdej strony
Jego świta.A z tyłu.
JA niezauwaźżony
Na pierwszym piętrze pokoje
Z balkonem przez pół frontu
Z różową tapetą w sypialni,
Z zieloną łazienką. On tu
Wytchnie po trudach drogi
W tej wannie się wymoczy
W tej pościeli,w tym łóżku
Zmruży znużone oczy
Pamiętam tę sypialkę
I w różowej tapecie
Pamiętam drzwi do łazienki
Pokrowiec na bidecie
I nad zieloną wanną
Poręcz ze szkła i chromu
JA znam ten apartament
Ja tu jestem jak w domu.
Kiedy Ratusz zadzwonił
Z bliska, przez plac Mariacki
Kiedy po kilkui wódkach
I po tłustej kolacji
Miły gość, przybysz luby,
Drogi ruski batiuszka
Zdjął buty i skarpetki
I spodnie..i do łóżka
Położył się..i ziewnął
Poczuł, że zaraz zaśnie.
Przeciągnął się.I czekał.
I nie mógł zasnąc.Własnie.
Przewracał się z boku na bok
I coś jakby go gniotło
Jakby mu się na szyi
Pętlą ciężką zaplotło.
Jakby mu coś skrzeczało
Czy szeptało mu do uszu
Nie spał. Właśnie wybiła
Dwunasta na Ratuszu
Jakby go zmora nie zmora
JAkby zgaga nie zgaga,
Zrobił światło i zażył
Magnezji.Nie pomaga.
Zgasił światło.Wybiła
Pierwsza.Wybiła druga.
Leży w gorącym łóżku,
Oczami w ciemność mruga.
Jakby pies sapał z bliska,
W ciemnośc.Co u czarta?
Zrobił światło.Żadnego
Psa nie ma.Wybiła czwarta.
W mroku przebłyskiwały
Zielonkawym fosforem
Jakieś słowa okropne.
Próbował je z uporem
Desperackim odczytać -
Wsiąkały w czarne ściany.
Łóżko jechało w górę
I w dół.Nie był pijany-
Trzeźwy był-przestraszony
Coś sie skradało z kąta
Ku łóżku - miało źrenice
Skośne.Wybiła piąta.
Swit malarz pokojowy
W zmętniałe okna chlusta
I chlapie siną farbką
Z Ratusza wybiła szósta
Leży i patrzy w sufit
Spojrzeniem osowiałem
Nie wie dlaczego nie spał?
Toi ja mu spać nie dałem.
Jam mu do ucha szeptał
I krtań mu ściskałem nagą.
Ja byłem jego zmor.
JA byłem jego zgagą.
Ja byłem jego strachem
Kotem i psem i strachem
Fosforem go straszyłem,
Mane -Tekel-Faresem.
To ja się napracowałem
Jak diabeł w rumuńskiej dojnie,<
By onm nie mógł spać smacznie,
By nie mógł spać spokojnie
W tym pokoju, w tym łóżku
I na tym materacu,
I w tym hotelu starym
U Mariackiego placu,
Ażeby on nie mógł zasnąć
Ani na pół godziny
W tym Lwiwie...W tej stolicy
Zachodniej Ukrainy.