felusiak1
03.09.05, 05:31
Wreszcie zrozumialem, ze niechec do Busha jest jak niechec do zydow.
Antysemici zawsze i wszedzie winia zydow za niepowodzenia stad wniosek, ze
gdyby zydow nie bylo to bylyby same sukcesy. Podobnie jest z Bushem. Gdyby
przegral z Gorem to nie byloby 911 a gdyby przegral z Kerrym albo chociaz
podpisal Kioto to nie byloby huraganu. Napisal zreszta o tym czolowy
environmentalista Robert
Kennedy Junior. news.yahoo.com/s/huffpost/20050829/cm_huffpost/006396