Dodaj do ulubionych

Hongkong: siedem nowych zgonów i 22 nowe przypa...

IP: *.chello.pl 20.04.03, 17:40
A Rosja? Podejrzane mocno, że nie ma nawet informacji o
podejrzanych przypadkach. Graniczy z Chinami, Mongolią, a
chińczycy jeżdżą do rosji pracować. Czy ktoś wie coś na ten
temat?. Obawiam się, że choroba w Rosji może się dobrze
rozwijać, bo oni też lubią ukrywać pewne fakty, trochę jak
Chińczycy.
Obserwuj wątek
    • gabrielacasey Moga ukrywac. I Kasa Chorych tez. Niemniej sie wydaje, 20.04.03, 17:42
      ze owa zachorowalnosc ma sie wprost proporcjonalnie do skali
      kontaktow handlowych z Chinami - sposob na eliminacje obcych
      inwestorow? Nie sadze.
      • Gość: SARS Re: A na swiecie.................. IP: *.proxy.aol.com 20.04.03, 18:45
        Sars szaleje nie tylko w Chinach i Honk-Kongu. Epidemia pojawila sie juz na
        Tajwanie i w Singapurze. Przypadki zachorowan trafiaja sie w calej Azji
        Poludniowo- Wschodniej.
        Na kontynencie amerykanskim SSRS tez daje sie we znaki, o czym jakos cicho
        w "Gazecie". Wiele zachorowan notowano juz w Stanach. W Toronto (Kanada) jest
        ok 200 przypadkow coroby o objawach SARS. 10.000 (dziesiec tysiecy) osob
        znalazlo sie na kwarantannie. W Vancouver, na drugim koncu kontynentu zamknieto
        jeden ze szpitali, gdzie dwie pielegniarki zapadly na chorobe o objawach
        podobnych do SARS.
        Smiertelnosc jest w granicach 4%-5%, przy czym jak dotad umieraja glownie osoby
        starsze powyzej 70 lat. Dla porownania slawna "Hiszpanka", ktora dziesiatkowala
        spoleczenstwa na poczatku ubieglego wieku miala smierteknosc 2%-3%.
        Nalezy oczekiwac, ze SARS zawita wkrotce do Europy i Polski. Badzcie
        przygotowani na niemila wizyte.
        Zalecam wszystkim czeste i dokladne mycie rak.
        Wesolych Swiat
        • gabrielacasey ZADNA grypa nie jest "choroba brudnych rak". Radze 20.04.03, 20:09
          unikac lotow translatlantyckich, jeszcze bardziej - ponad
          Pacyfikiem, oraz unikania transportu publicznego, supermarketow
          i wiekszych skupisk ludzkich. Tylko...radz to na Tajwanie,w
          Hongkongu czy Singapurze! Nb. smiertelnosci "hiszpanki" - wg.
          brytyjskich danych pochlonela ona 0k.20 mln ofiar.Jesli to 2-3%
          to ILE chorowalo? Zrodla znow mowia o ponad 50-60% w kazdej z
          zaatakowanych przez nia populacji - paskudnie wygladalo to w USA.
          Nb. Amerykanie maja ciekawy, dla szkol, webside o "hiszpance":
          www.pbs.org/wgbh/amex/influenza/
          • Gość: po wojnie Re: ZADNA grypa nie jest IP: *.abo.wanadoo.fr 20.04.03, 21:00
            po wojnie
          • Gość: SARS Re: ZADNA grypa nie jest 'choroba brudnych rak'. IP: *.proxy.aol.com 20.04.03, 22:13
            gabrielacasey napisała:

            Nb. smiertelnosci "hiszpanki" - wg.
            > brytyjskich danych pochlonela ona 0k.20 mln ofiar.Jesli to 2-3%
            > to ILE chorowalo? Zrodla znow mowia o ponad 50-60% w kazdej z
            > zaatakowanych przez nia populacji .

            Rachunek jest dosc prosty. Policz sobie.

            Co do komentarza "zadna grypa nie jest choroba brudnych rak.", to wlasnie w
            Vancouver podejrzewa sie, ze przynajmniej jedna z zakazonych pielegniarek
            zarazila sie przez dotkniecie lub potarcie zakazona reka (w gumowej rekawiczce)
            swojego oka.

            Mozesz to sobie tlumaczyc jak chcesz. Ja podaje tylko fakty.
            • gabrielacasey Lekarza! Niech problem roztrzygnie. Niemniej mycie rak 20.04.03, 22:55
              zapewne w niczym nie szkodzi.
    • Gość: Polacy wyobrażają sobie, że Polacy wyobrażają sobie, że IP: *.abo.wanadoo.fr 20.04.03, 20:58
      Polacy wyobrażają sobie, że
      http://www1.gazeta.pl/swiat/1,34181,1435140.html

      Witold Gadomski 18-04-2003, ostatnia aktualizacja 18-04-2003
      19:47
      Polacy wyobrażają sobie, że po wojnie zarobią wielkie pieniądze
      na odbudowie Iraku i uzyskają dostęp do tanich złóż ropy. Jednak
      na razie nie wiadomo, kto miałby sfinansować odbudowę, Polska
      zaś nie jest mocarstwem kolonialnym, by rozporządzać cudzymi
      zasobami naturalnymi - pisze Witold Gadomski


      Jeszcze na początku marca eksperci przewidywali, że jeśli wojna
      w Iraku będzie krótka i ograniczona, jeśli nie zostanie w niej
      użyta broń masowego rażenia, a większość szybów naftowych nie
      zostanie zniszczona, zwycięstwo nad Saddamem Husajnem da potężny
      impuls światowej gospodarce. Szanse na szczęśliwy przebieg
      interwencji oceniano na 50 proc., ale szanse na powojenne
      ożywienie - dużo wyżej. Ekonomiści podkreślali, że Irak stanie
      się eldorado dla producentów i inwestorów z całego świata -
      rzecz jasna, przede wszystkim firm z USA i krajów sojuszniczych.
      Można tam będzie sprzedawać wszystko - od T-shirtów po systemy
      komputerowe. Inni cieszyli się na myśl o spadku cen ropy
      naftowej po wznowieniu eksploatacji złóż irackich. Analitycy
      obliczali, że ceny ropy spadną do poziomu 17-18 dol. za baryłkę,
      co da światowej gospodarce "kopa" - dodatkowy wzrost PKB o 0,3
      proc., spadek inflacji o 0,5 proc.

      Powszechnie mówiono o akcji pomocy dla Iraku, która zostanie
      uruchomiona po zwycięstwie. Owa "pomoc" nikomu nie kojarzyła się
      z Matką Teresą, lecz z milionami baryłek ropy naftowej i
      miliardami dolarów. Oczywiście, miliardy wzbogacić miały nie
      Irakijczyków, ale firmy "udzielające pomocy", uczestniczące w
      programie odbudowy kraju. O wszystkim tym publicznie dyskutowano
      w mediach, bez żenady dzieląc łupy, których jeszcze nie było.

      Choć kurz wojenny jeszcze nie opadł, jesteśmy dziś świadkami
      pewnego otrzeźwienia. Głos zabrały rynki - najwyższy sędzia w
      sporach gospodarczych. A rynki - ulubione słowo we wszystkich
      komentarzach gospodarczych - mają tę cudowną właściwość, że
      potrafią przewidywać rozwój wydarzeń.

      Na przyszłość Iraku patrzą całkiem bez entuzjazmu.

      Hossa, której nie było

      Rynki czekały na wojnę od jesieni zeszłego roku. Stan
      wyczekiwania nie sprzyja interesom. Nic dziwnego, że wskaźniki
      koniunktury i notowania giełdowe grzęzły na niskim poziomie. Dow
      Jones - główny indeks giełdy na Wall Street - nieznacznie
      przekraczał 8 tys. punktów, o 3 tys. punktów mniej niż w
      najlepszym momencie sprzed trzech lat. Analitycy byli zdania, że
      dopóki konflikt z Irakiem nie zostanie zakończony, lepsza
      koniunktura nie powróci. Bo przecież wojna to biznes ryzykowny;
      można dużo zyskać, ale też sporo stracić.

      Wreszcie wojna wybuchła. 19 marca, w pierwszym dniu interwencji,
      rynki zareagowały z umiarkowanym entuzjazmem. Dow Jones wzrósł o
      0,87 proc., co jest wynikiem przeciętnym. Potem było jeszcze
      gorzej. Informacje, że wojska amerykańskie utknęły pod Bagdadem,
      brytyjskie pod Basrą, a port Umm Kasr jest oblegany od wielu dni
      i wciąż tli się w nim opór, przygnębiały amerykańską opinię
      publiczną. To jednak była taktyka wojsk sojuszniczych, którym
      dowództwo postawiło zadania nieznane w poprzednich wojnach -
      oszczędzać życie własne i życie cywilów, a w miarę możliwości
      unikać także masakry wojsk nieprzyjacielskich i niszczenia
      infrastruktury. Rynki dość szybko zorientowały się w istocie tej
      taktyki. A jednak indeksy giełdowe pozostawały stabilne
      niezależnie od doniesień z frontu. Nie było powodu do paniki ani
      do entuzjazmu.

      Entuzjazm na amerykańskich giełdach pojawił się na moment 21
      marca, kiedy to główne indeksy wzrosły o ponad 1 proc. -
      właściwie bez związku z przebiegiem walk. Po prostu nałożyły się
      na siebie terminy realizacji umów terminowych.

      Decydujący tydzień walk w Iraku, 7-12 kwietnia, też nie
      przyniósł żadnego przełomu na Wall Street.

      *** 7 kwietnia, gdy w telewizji żołnierze amerykańscy zwiedzali
      pałac Saddama, Dow Jones wzrósł o ponad 2 proc., by szybko spaść
      do poziomu zaledwie ciut wyższego niż na poprzedniej sesji.

      *** 8 kwietnia inteligentne bomby zaatakowały bunkier, w którym
      być może ukrywał się Husajn wraz z synami. Giełda pozostała
      niewzruszona.

      *** 9 kwietnia - wojna idzie coraz lepiej, a rynki mają się
      coraz gorzej. Oddziały koalicji kontrolują centrum Bagdadu i
      pomagają irackim cywilom obalić posąg dyktatora. Indeksy
      pozostają nieruchome, by następnego dnia jeszcze zsunąć się w
      dół.

      *** 11 kwietnia - wojna dogasa, gdzieniegdzie biją się jeszcze
      małe grupy straceńców. Pora myśleć o odbudowie Iraku i liczyć
      przyszłe zyski z pól naftowych. Tymczasem indeksy giełdowe są na
      poziomie niemal tym samym co pierwszego dnia wojny - niższym niż
      na początku roku.

      Podobne wahania przeszły w ostatnim miesiącu wszystkie giełdy,
      włącznie z warszawską. Ani przez chwilę nie wpadły w panikę,
      nawet wówczas, gdy telewizje wielu krajów dały się nabrać na
      propagandę irackiego ministra. Ale też nie zareagowały, gdy
      zwycięstwo stało się oczywiste. Skoro rynki nie przeżyły hossy
      na widok mieszkańców Bagdadu tańczących na gruzach pomnika
      Saddama, nieodparcie nasuwa się wniosek, że wojna nie była
      jedyną ani nawet główną przyczyną niepewności i niepokojów,
      które psują nastrój i uniemożliwiają światowej gospodarce
      odbicie od dna. Gdzie zatem szukać owej przyczyny?

      Naruszony fundament świata

      Kłopoty światowej ekonomii mają charakter fundamentalny - a
      fundamentem jest gospodarka Stanów Zjednoczonych. W ubiegłej
      dekadzie Ameryka zadziwiała swą żywotnością i dynamizmem - rosła
      produktywność, bezrobocie praktycznie nie istniało, utrzymywała
      się niska inflacja, niemal co roku pojawiały się nowe wynalazki.
      Ale przed dwoma laty coś się zepsuło i "amerykańska lokomotywa"
      nie chce już ciągnąć reszty świata. Tegoroczny wzrost będzie
      prawdopodobnie niewiele wyższy (może nawet niższy) niż 2 proc.
      To wciąż więcej niż w Europie, która rośnie w tempie 1-proc.,
      ale za mało, by Amerykanie odczuli, że stają się coraz bogatsi.

      Świat niepokoi się dwoma deficytami, które charakteryzują
      gospodarkę amerykańską - ujemnym bilansem wymiany handlowej z
      zagranicą i deficytem budżetu. Ekonomiści nazywają je deficytami
      bliźniaczymi. W zeszłym roku wydatki rządu USA przekroczyły
      dochody o 158 mld dol. W budżecie, który będzie obowiązywał od 1
      października, przewiduje się deficyt 385 mld dol.! Podobnie
      rzecz się ma z wymianą handlową. W lutym br. USA zanotowały
      ujemne saldo, wynoszące aż 40,3 mld dol. Roczny deficyt wyniesie
      prawie 500 mld. Oba deficyty osłabiają dolara i wcześniej czy
      później Fed będzie musiał zareagować, znacząco podnosząc stopy
      procentowe. Wprawdzie dziś stopy są na poziomie najniższym od 40
      lat, ale gdy zaczną piąć się w górę, nieuchronnie doprowadzi to
      do osłabienia wzrostu gospodarczego.

      11-12 kwietnia w Waszyngtonie spotkali się ministrowie finansów
      grupy G7 (siedmiu najbogatszych krajów świata). Dwóch
      najbardziej wpływowych finansistów w Europie - szef
      Europejskiego Banku Centralnego Wim Duisenberg i niemiecki
      minister Hans Eichel - namawiało sekretarza skarbu USA Johna
      Snowa, by jego kraj zrobił coś z deficytami bliźniaczymi, które
      zagrażają stabilności światowej gospodarki i opóźniają nadejście
      ożywienia.

      Alan Greenspan, szef Fed, przekonywał wprawdzie prezesa Banku
      Japonii Toshihiko Fukui, że po wojnie gospodarka USA i świata
      odzyska dawną dynamikę, ale jego zapewnienia przyjmowane są
      sceptycznie. Wszyscy wiedzą, że kadencja Greenspana powoli
      dobiega końca i że nie jest on już tym cudotwórcą, który kiedyś
      za pomocą kilku słów potrafił rozruszać gospodarkę.

      Błędy ojca, błędy własne

      A gospodarka amerykańska rośnie wolno i nic nie wskazuje na to,
      by sukces w Iraku miał to zmienić. Owszem, prognozy mówią, że
      rok 2004 może być niezły, ale to się dopiero okaże. Na razie
      • gabrielacasey Ja tez o tym mowilam - ze glupiemu radosc. Ale co to 20.04.03, 22:57
        ma wspolnego z ta cholerna niby-grypa?
    • Gość: po wojnie po wojnie IP: *.abo.wanadoo.fr 20.04.03, 20:59
      http://www1.gazeta.pl/swiat/1,34181,1435140.html

      Witold Gadomski 18-04-2003, ostatnia aktualizacja 18-04-2003
      19:47
      Polacy wyobrażają sobie, że po wojnie zarobią wielkie pieniądze
      na odbudowie Iraku i uzyskają dostęp do tanich złóż ropy. Jednak
      na razie nie wiadomo, kto miałby sfinansować odbudowę, Polska
      zaś nie jest mocarstwem kolonialnym, by rozporządzać cudzymi
      zasobami naturalnymi - pisze Witold Gadomski


      Jeszcze na początku marca eksperci przewidywali, że jeśli wojna
      w Iraku będzie krótka i ograniczona, jeśli nie zostanie w niej
      użyta broń masowego rażenia, a większość szybów naftowych nie
      zostanie zniszczona, zwycięstwo nad Saddamem Husajnem da potężny
      impuls światowej gospodarce. Szanse na szczęśliwy przebieg
      interwencji oceniano na 50 proc., ale szanse na powojenne
      ożywienie - dużo wyżej. Ekonomiści podkreślali, że Irak stanie
      się eldorado dla producentów i inwestorów z całego świata -
      rzecz jasna, przede wszystkim firm z USA i krajów sojuszniczych.
      Można tam będzie sprzedawać wszystko - od T-shirtów po systemy
      komputerowe. Inni cieszyli się na myśl o spadku cen ropy
      naftowej po wznowieniu eksploatacji złóż irackich. Analitycy
      obliczali, że ceny ropy spadną do poziomu 17-18 dol. za baryłkę,
      co da światowej gospodarce "kopa" - dodatkowy wzrost PKB o 0,3
      proc., spadek inflacji o 0,5 proc.

      Powszechnie mówiono o akcji pomocy dla Iraku, która zostanie
      uruchomiona po zwycięstwie. Owa "pomoc" nikomu nie kojarzyła się
      z Matką Teresą, lecz z milionami baryłek ropy naftowej i
      miliardami dolarów. Oczywiście, miliardy wzbogacić miały nie
      Irakijczyków, ale firmy "udzielające pomocy", uczestniczące w
      programie odbudowy kraju. O wszystkim tym publicznie dyskutowano
      w mediach, bez żenady dzieląc łupy, których jeszcze nie było.

      Choć kurz wojenny jeszcze nie opadł, jesteśmy dziś świadkami
      pewnego otrzeźwienia. Głos zabrały rynki - najwyższy sędzia w
      sporach gospodarczych. A rynki - ulubione słowo we wszystkich
      komentarzach gospodarczych - mają tę cudowną właściwość, że
      potrafią przewidywać rozwój wydarzeń.

      Na przyszłość Iraku patrzą całkiem bez entuzjazmu.

      Hossa, której nie było

      Rynki czekały na wojnę od jesieni zeszłego roku. Stan
      wyczekiwania nie sprzyja interesom. Nic dziwnego, że wskaźniki
      koniunktury i notowania giełdowe grzęzły na niskim poziomie. Dow
      Jones - główny indeks giełdy na Wall Street - nieznacznie
      przekraczał 8 tys. punktów, o 3 tys. punktów mniej niż w
      najlepszym momencie sprzed trzech lat. Analitycy byli zdania, że
      dopóki konflikt z Irakiem nie zostanie zakończony, lepsza
      koniunktura nie powróci. Bo przecież wojna to biznes ryzykowny;
      można dużo zyskać, ale też sporo stracić.

      Wreszcie wojna wybuchła. 19 marca, w pierwszym dniu interwencji,
      rynki zareagowały z umiarkowanym entuzjazmem. Dow Jones wzrósł o
      0,87 proc., co jest wynikiem przeciętnym. Potem było jeszcze
      gorzej. Informacje, że wojska amerykańskie utknęły pod Bagdadem,
      brytyjskie pod Basrą, a port Umm Kasr jest oblegany od wielu dni
      i wciąż tli się w nim opór, przygnębiały amerykańską opinię
      publiczną. To jednak była taktyka wojsk sojuszniczych, którym
      dowództwo postawiło zadania nieznane w poprzednich wojnach -
      oszczędzać życie własne i życie cywilów, a w miarę możliwości
      unikać także masakry wojsk nieprzyjacielskich i niszczenia
      infrastruktury. Rynki dość szybko zorientowały się w istocie tej
      taktyki. A jednak indeksy giełdowe pozostawały stabilne
      niezależnie od doniesień z frontu. Nie było powodu do paniki ani
      do entuzjazmu.

      Entuzjazm na amerykańskich giełdach pojawił się na moment 21
      marca, kiedy to główne indeksy wzrosły o ponad 1 proc. -
      właściwie bez związku z przebiegiem walk. Po prostu nałożyły się
      na siebie terminy realizacji umów terminowych.

      Decydujący tydzień walk w Iraku, 7-12 kwietnia, też nie
      przyniósł żadnego przełomu na Wall Street.

      *** 7 kwietnia, gdy w telewizji żołnierze amerykańscy zwiedzali
      pałac Saddama, Dow Jones wzrósł o ponad 2 proc., by szybko spaść
      do poziomu zaledwie ciut wyższego niż na poprzedniej sesji.

      *** 8 kwietnia inteligentne bomby zaatakowały bunkier, w którym
      być może ukrywał się Husajn wraz z synami. Giełda pozostała
      niewzruszona.

      *** 9 kwietnia - wojna idzie coraz lepiej, a rynki mają się
      coraz gorzej. Oddziały koalicji kontrolują centrum Bagdadu i
      pomagają irackim cywilom obalić posąg dyktatora. Indeksy
      pozostają nieruchome, by następnego dnia jeszcze zsunąć się w
      dół.

      *** 11 kwietnia - wojna dogasa, gdzieniegdzie biją się jeszcze
      małe grupy straceńców. Pora myśleć o odbudowie Iraku i liczyć
      przyszłe zyski z pól naftowych. Tymczasem indeksy giełdowe są na
      poziomie niemal tym samym co pierwszego dnia wojny - niższym niż
      na początku roku.

      Podobne wahania przeszły w ostatnim miesiącu wszystkie giełdy,
      włącznie z warszawską. Ani przez chwilę nie wpadły w panikę,
      nawet wówczas, gdy telewizje wielu krajów dały się nabrać na
      propagandę irackiego ministra. Ale też nie zareagowały, gdy
      zwycięstwo stało się oczywiste. Skoro rynki nie przeżyły hossy
      na widok mieszkańców Bagdadu tańczących na gruzach pomnika
      Saddama, nieodparcie nasuwa się wniosek, że wojna nie była
      jedyną ani nawet główną przyczyną niepewności i niepokojów,
      które psują nastrój i uniemożliwiają światowej gospodarce
      odbicie od dna. Gdzie zatem szukać owej przyczyny?

      Naruszony fundament świata

      Kłopoty światowej ekonomii mają charakter fundamentalny - a
      fundamentem jest gospodarka Stanów Zjednoczonych. W ubiegłej
      dekadzie Ameryka zadziwiała swą żywotnością i dynamizmem - rosła
      produktywność, bezrobocie praktycznie nie istniało, utrzymywała
      się niska inflacja, niemal co roku pojawiały się nowe wynalazki.
      Ale przed dwoma laty coś się zepsuło i "amerykańska lokomotywa"
      nie chce już ciągnąć reszty świata. Tegoroczny wzrost będzie
      prawdopodobnie niewiele wyższy (może nawet niższy) niż 2 proc.
      To wciąż więcej niż w Europie, która rośnie w tempie 1-proc.,
      ale za mało, by Amerykanie odczuli, że stają się coraz bogatsi.

      Świat niepokoi się dwoma deficytami, które charakteryzują
      gospodarkę amerykańską - ujemnym bilansem wymiany handlowej z
      zagranicą i deficytem budżetu. Ekonomiści nazywają je deficytami
      bliźniaczymi. W zeszłym roku wydatki rządu USA przekroczyły
      dochody o 158 mld dol. W budżecie, który będzie obowiązywał od 1
      października, przewiduje się deficyt 385 mld dol.! Podobnie
      rzecz się ma z wymianą handlową. W lutym br. USA zanotowały
      ujemne saldo, wynoszące aż 40,3 mld dol. Roczny deficyt wyniesie
      prawie 500 mld. Oba deficyty osłabiają dolara i wcześniej czy
      później Fed będzie musiał zareagować, znacząco podnosząc stopy
      procentowe. Wprawdzie dziś stopy są na poziomie najniższym od 40
      lat, ale gdy zaczną piąć się w górę, nieuchronnie doprowadzi to
      do osłabienia wzrostu gospodarczego.

      11-12 kwietnia w Waszyngtonie spotkali się ministrowie finansów
      grupy G7 (siedmiu najbogatszych krajów świata). Dwóch
      najbardziej wpływowych finansistów w Europie - szef
      Europejskiego Banku Centralnego Wim Duisenberg i niemiecki
      minister Hans Eichel - namawiało sekretarza skarbu USA Johna
      Snowa, by jego kraj zrobił coś z deficytami bliźniaczymi, które
      zagrażają stabilności światowej gospodarki i opóźniają nadejście
      ożywienia.

      Alan Greenspan, szef Fed, przekonywał wprawdzie prezesa Banku
      Japonii Toshihiko Fukui, że po wojnie gospodarka USA i świata
      odzyska dawną dynamikę, ale jego zapewnienia przyjmowane są
      sceptycznie. Wszyscy wiedzą, że kadencja Greenspana powoli
      dobiega końca i że nie jest on już tym cudotwórcą, który kiedyś
      za pomocą kilku słów potrafił rozruszać gospodarkę.

      Błędy ojca, błędy własne

      A gospodarka amerykańska rośnie wolno i nic nie wskazuje na to,
      by sukces w Iraku miał to zmienić. Owszem, prognozy mówią, że
      rok 2004 może być niezły, ale to się dopiero okaże. Na razie
      jest kiepsko. Nie pomogło ani
      • gabrielacasey Daj se spokoj, bo zla krew czlowieka zalewa - UK 20.04.03, 22:59
        do tej pory "zyskala" na tej wojnie podwyzke akcyzy na paliwa i
        papierosy, bo z czegos trzeba te "wycieczke" 50.000 armii pokryc.
    • Gość: Zdzisław Polski Rząd kłamie IP: *.acn.waw.pl 20.04.03, 21:32
      opowiadając, że Polska jest przygotowana do walki z chorobą. Na
      Okęciu nikt nawet nie identyfikuje osób przylatujących z Hong
      Kongu, nie mówiąc już o jakiejkolwiek kontroli lekarskiej!!!!
      • Gość: ZUS Re: SARS a fundusze emerytalne IP: *.proxy.aol.com 20.04.03, 21:56
        Jest szansa, ze SARS pomoze funduszom emerytalnym na calym swiecie. Nie ma wiec
        tego zlego, co by na dobre nie wyszlo.
        • gabrielacasey Ty BRUTALU! Niemniej fakt: umiera starsi wiekiem. W 20.04.03, 23:01
          przeciwienstwie do "hiszpanki", ktora kosila glownie ludzi
          pomiedzy 20 i 50 rokiem zycia. Moze to chinski wynalazek na
          emerytow?
      • Gość: SARS Re: Polski Rząd kłamie IP: *.proxy.aol.com 21.04.03, 07:21
        Gość portalu: Zdzisław napisał(a):

        > opowiadając, że Polska jest przygotowana do walki z chorobą. Na
        > Okęciu nikt nawet nie identyfikuje osób przylatujących z Hong
        > Kongu, nie mówiąc już o jakiejkolwiek kontroli lekarskiej!!!!

        Synu, to juz nie tylko Honk-Kong i Chiny, ale pozostale ponad pol swiata z
        kontynentem amerykanskim na czele.

        PS. Polecam kupno akcji nalezacych do przedsiebiorstw pogrzebowych i cmentarzy.
    • Gość: Biolog Re: Przyczyną SARS jest kanibalizm w KRLD IP: *.gdynia.sdi.tpnet.pl 20.04.03, 22:13
      Pierwsze zarażenia były od uciekinierów z Korei
      TO POTWIERDZONY FAKT W CHINACH!!!!!!!!!
      • Gość: SARS Re: Przyczyną SARS jest kanibalizm w KRLD IP: *.proxy.aol.com 20.04.03, 22:19
        Gość portalu: Biolog napisał(a):

        > Pierwsze zarażenia były od uciekinierów z Korei
        > TO POTWIERDZONY FAKT W CHINACH!!!!!!!!!

        Tylko dlaczego epidemia zaczela sie w poludniowym okregu Chin, a Korea zdaje mi
        sie, ze graniczy z Chinami od Polnocy. Czyzby Koreanczycy byli tacy zmarznieci,
        ze uciekli az na poludnie. Musieli przy tym wykazac sporo samozaparcia, bo to
        kawal drogi.
        Jest wiec okazja do napisania paru interesujacych rozpraw doktorskich.
      • Gość: Ryuu Re: Przyczyną SARS jest kanibalizm w KRLD IP: *.krak.tke.pl 20.04.03, 22:57
        Niby kto potwierdził te twoje informacje?
      • gabrielacasey KTO potwierdza? W naszych mediach mowi sie, ze 20.04.03, 23:03
        choroba odzwierzeca (nasze - tj.UK), ze ponoc konie sa w to
        zamieszane - sluchalam jednym uchem, bo wiadomosci medyczne
        srednio mnie obchodza.
    • Gość: Krzys Re: Hongkong: siedem nowych zgonów i 22 nowe przy IP: *.dial.tor1.sprint-canada.net 21.04.03, 03:14
      W Tornto jest juz ponad 300 osob chorych na SARS .
      Umieraja tez ludzie mlodzi , poczatkowo umierali najslabsi , czyli
      najstarsi .Niestety , w Hong Kongu systematycznie rosnie liczba ludzi mlodych i
      zdrowych wsrod smiertelnych ofiar .Jest coraz wiecej nie tylko 40 latkow ale i
      30 latkow .Mikrobiolodzy mowia ,ze jest to objaw mutacji wirusa .Bodajze w
      srode sposrod 9 osob ,ktore zmarly w Hong Kongu , trzy to byly
      trzydziestoparoletnie kobiety .podobna sytuacje obserwuje sie w Toronto .
      31 czlonkow grupy modlitewnej z kosciola katolickiego jest chorych na
      SARS ,wszyscy to mlodzi ludzie ,lekarze podaja ,ze kilka z tych osob niedlugo
      umrze .
    • Gość: Krzys Nie tylko Azja ! Wyborcza nie wierzy ?! IP: *.dial.tor1.sprint-canada.net 21.04.03, 04:33
      Gazeta Wyborcza w komentowanym artykule mowi o Hong Kongu ,Chinach i
      Singapurze .Nie wspomina slowem o Kanadzie i Toronto gdzie jest 300 przypadkow
      SARS , podczas gdy w Singapurze jedynie 197 .Dokladne liczby pokazala przed
      chwla kanadyjska panstwowa stacja tv. CBC .Dr.Low szef mikrobiologow ze
      Szpitala Mount Sinai w Toronto powiedzial ,ze Toronto jest opoznione w stosunku
      do Hong Kongu o dwa tygodnie i dokladnie za dwa tygodnie nalezy sie tutaj
      spodziewac dzisiejszych statystyk z Hong Kongu.
      Dlaczego wyborcza problem SARSu zaweza do Azji ?
      Trudno uiwerzyc ,ze zaraza trafila takie nowoczesne zachodnie miasto ?
      Moze dlatego tez klamie ,bo Polska ma byc wkrotce w tym zachodnim raju , mam na
      mysli wstapienie do UE .Poza tym jezeli zaraza przeniesie sie do Polski,to te
      pieniadze ukradzione polakom juz tak nie ciesza , a przeciez to dopiero
      poczatek rabunku .Jezeli w Toronto nie daja sobie rady z epidemia ,to tym
      bardziej nie dadza sobie rady z tym w Polsce .Rabinowi Michnikowi radze spisac
      lub zaktualizowac testament .
      • Gość: SARS Re: Nie tylko Azja ! Wyborcza nie wierzy ?! IP: *.proxy.aol.com 21.04.03, 07:36
        Stary, to nie pierwszy i najprawdopodobniej nie ostatni artykul "Gazety", gdzie
        redaktor pisze jakby jedynym zrodlem jego informacji byla prasa zza wschodniej
        granicy a czytawszy ta prase byl jeszcze na bani. Nie oczekuj w "Wyborczej" nic
        wiecej poza latwa wieczorna rozrywka. W ten sposob nie zawiedziesz sie, a
        czasami dobrze ubawisz i spedzisz milo wieczor.

        PS. Zakup akcje przedsiebiorstw pogrzebowych, bo to moze byc jedyny sposob na
        ocalenie resztek grosiwa po wyczynach gieldy w ciagu ostatnich paru lat.
    • Gość: SARS Re: Hongkong: siedem nowych zgonów i 22 nowe przy IP: *.proxy.aol.com 21.04.03, 16:14
      Temat jest powazny pod kazdym wzgledem, a jakos nie ma chetnych do dyskusji.
      Wesolych Swiat
      • Gość: Kanadol Re: Hongkong: siedem nowych zgonów i 22 nowe przy IP: *.bc.hsia.telus.net 23.04.03, 02:33
        To racja. Kanada plasuje sie na zaszczytnym, czwartym miejscu pod wzgledem
        przypadkow SARS, za (1) Chinami, (2) Honk-Kongiem i (3) Singapurem.
        Kiedy i jak przywitamy SARS na Okeciu w Warszawie? Czy prezes ZUS powinien sie
        zjawic osobiscie z kwiatami??
        • Gość: Krzys Kanada jest druga po Chinach IP: *.dial.tor1.sprint-canada.net 23.04.03, 02:46
          Gość portalu: Kanadol napisał(a):

          > To racja. Kanada plasuje sie na zaszczytnym, czwartym miejscu pod wzgledem
          > przypadkow SARS, za (1) Chinami, (2) Honk-Kongiem i (3) Singapurem.
          > Kiedy i jak przywitamy SARS na Okeciu w Warszawie? Czy prezes ZUS powinien
          sie
          > zjawic osobiscie z kwiatami??

          Wg oficjalnych statystyk , Chiny sa na pierwszym miejscu (jezeli podzielimy
          Chiny na mainland China i Hong Kong ,to oczywiscie Kanada jest trzecia ,
          Singapur jest dopiero czwarty ) , W Kanadzie jest 316 chorych i 15 zgonow (z
          disiejszym ).Singapore ma 178 pacjentow i 16 zgonow .Przejzyj chociazby
          statystyki z Toronto SUN , zwykle 30-ta strona
          • Gość: SARS Re: Kanada jest druga po Chinach IP: *.proxy.aol.com 23.04.03, 07:35
            Ta statystyka, a szczegolnie tzw "mortality rate", moze byc tez ciekawym i
            obiektywnym porownaniem poziomu uslug medycznych w roznych krajach.

            PS. A tak na marginesie, jak dzisiaj stoja akcje Lowen Group na Toronto Stock
            Market.
            • Gość: SARS Re: Kanada jest druga po Chinach IP: *.proxy.aol.com 24.04.03, 07:55
              Dzisiaj Swiatowa Organizacja Zdrowia wydala komunikat zalecajacy wstrzymanie
              sie z wyjazdami do TORONTO (ON) Canada, z uwagi na epidemie SARS w tym miescie.
              Mam nadzieje, ze kolejki pod ambasada Kanadyjska znaczaco zmalaly.
    • Gość: Marta 12 lat Re: Hongkong: siedem nowych zgonów i 22 nowe przy IP: *.czestochowa.cvx.ppp.tpnet.pl 04.05.03, 11:50
      hej mam 12 lat i mój tata pojechał do Chin mojm zdaniem powinno
      zabronić lotów do Chin to jest gupota ludzuie mają rodziny a
      jada na śmierć !!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!
Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka