Slaby dolar = dobry eksport?

13.02.07, 20:05
Tia, moze, tylko jeszcze trzeba miec co eksportowac...

"The U.S. trade deficit jumped 6.5 percent to a record $763.6 billion last year"

"Even with exports growing, the deficit was a drag on the economy, as it meant
that every man, woman and child spent an average of about $7,300 on imported
goods and services during the year, turning to factories overseas rather than
U.S. producers for the products they wanted."

"If President Bush deserves blank-check trade negotiating authority from
Congress with this record, then Paris Hilton deserves to be Girl Scout of the
Year," [:)))))))))))))))))))]
money.cnn.com/2007/02/13/news/economy/trade_gap/index.htm?cnn=yes
    • felusiak1 Re: Slaby dolar = dobry eksport? 13.02.07, 20:18
      To mówisz, ze USA nie maja co eksportować. To ciekawe.
      • thannatos Re: Slaby dolar = dobry eksport? 13.02.07, 20:30
        Ja mowie, ze wzrost eksportu nie jest w stanie zrekompensowac strat importu na
        skutek slabosci dolara, czyli USA ze coraz gorzej wychodza na bilansie
        eksport/import.

        A wedlug Ciebie wychodza coraz lepiej? To ciekawe....
        • felusiak1 Re: Slaby dolar = dobry eksport? 13.02.07, 20:45
          Nie mam najmniejszego pojecia co mówisz do siebie.
          Do mnie powiedziałeś: "moze, tylko jeszcze trzeba miec co eksportowac..."
          Ciekaw jestem co sprzedali za niemal 1.5 bln dolarów?
          Co kupili wiemy wszyscy, ropę i badziewie.
          • thannatos Re: Slaby dolar = dobry eksport? 13.02.07, 21:13
            Masz wszystko napisane w tym artykule. Wystarczy przeczytac.

            A jesli chodzi o "co mowie do siebie" to wybacz, ale nie zakladalem ze Ci IQ
            ponizej 50 spadlo i nie wywnioskujesz z tytulu, ze pisze o zgubnym wplywie kursu
            dolara na handel zagraniczny USA, gdyz zyski z eksportu nie sa w stanie pokryc
            strat w imporcie....

            Mea culpa, nastepnym razem bede do Ciebie pisal p_o_w_o_l_i, skoro u Ciebie
            coraz z gorzej z czytaniem [i mysleniem].
            • felusiak1 zyski i straty? 14.02.07, 00:06
              W artykule stoi napisane, że eksport wzrósł o 13.5% a import o 10.5%.
              Poza tym nie ma tam NIC.
              Twoja teza, ze tańszy dolar ma zgubny wpływ na handel zagraniczny jest idiotyczna.
              Nie chcesz powiedzieć, ze wzrost wartości dolara wpłynałby kojąco?
              • thannatos Re: zyski i straty? 14.02.07, 22:19
                > Twoja teza, ze tańszy dolar ma zgubny wpływ na handel zagraniczny jest idiotycz
                > na.

                Hmm, mozesz mi pokazac praktyczne uzasadnienie tego stwierdzenia? Jakie
                KONKRETNE ZYSKI (tylko nie pokazuj mi samego eksportu, bo wlasnie go pokazalem w
                odpowiednim swietle). Uzasadnij mi, ze rekordowo WIELKI deficyt w handlu
                zagranicznym NIE jest spowodowany spadajaca wartoscia dolara przy utrzymujacym
                sie nadkonsumpcjonizmie Amerykanow.

                > Nie chcesz powiedzieć, ze wzrost wartości dolara wpłynałby kojąco?

                Raczej BRAK SPADKU nie wywolalby takich zniszczen.

                W teorii ekonomii nie mozna mowic po prostu "silna waluta, slaba waluta". Trzeba
                zawsze odniesc jej wartosc do danej sutyacji. W sytuacji USA 2006-2007 lepszy
                jest stabilny dosc silny dolar niz jego spadek.

                Poza tym nie jest to "moja teza", tylko twierdzenie miedzy innymi tego pana:

                U.S. Treasury Secretary Henry Paulson: "It is clear: a strong dollar is in the
                interest of our country."
                money.cnn.com/2007/02/12/news/economy/bc.us.paulson.reut/index.htm

                Chcesz sie z nim sprzeczac, moge znalezc ci jego email.

                Troche teorii:

                "A strong currency can have both a positive and a negative impact on a nation's
                economy. The same holds true for a weak currency. Currencies that are too strong
                or too weak not only affect individual economies, but tend to distort
                international trade and economic and political decisions worldwide. This is
                compounded by the fact that individual consumers can benefit from changes in the
                value of a currency, while producers in the same country are hurt. But the value
                of a currency alone does not dictate trade flows. Many other factors are
                involved, such as the quality of the product. Nevertheless, changes in currency
                values can have a dramatic effect. Ideally, currency values should be relatively
                stable and at a level that can sustain long-term economic growth both here and
                abroad."
                www.chicagofed.org/consumer_information/strong_dollar_weak_dollar.cfm

                Przyjemnej lektury.
    • felusiak1 I za co ci amerykanie kupują 13.02.07, 20:49
      W cnnowym artykule czytamy, ze amerykanie kupuja i kupują.
      To za co oni kupują? Widocznie lepiej zarabiają.
      Pewnie powiesz że kupuja na karty kredytowe.
      To dlaczego do skarbca wpływa coraz wiecej pieniedzy?
      • jorl Re: I za co ci amerykanie kupują 13.02.07, 22:16
        felusiak1 napisała:

        > W cnnowym artykule czytamy, ze amerykanie kupuja i kupują.
        > To za co oni kupują? Widocznie lepiej zarabiają.
        > Pewnie powiesz że kupuja na karty kredytowe.
        > To dlaczego do skarbca wpływa coraz wiecej pieniedzy?

        Juz Tobie felusiak tlumaczylem przed kilku laty skad Amis biora pieniadze na
        finansowanie swojego deficytu handlowego ze Swiatem.
        Dzieki wprowadzeniu kapitalizmu na (prawie) calym Swiecie i otwarciu przeplywu
        kapitalow bogaci tego Swiata odkladaja pieniadze wlasnie netto za 800mild $ w
        USA. I wy za to kupujecie.
        Naturalnie tych pieniedzy nie oddacie bo to by znaczylo ze kilka lat
        musielibyscie miec podobna nadwyzke handlowa jak teraz deficyt.
        Zyjecie ze Swiata udajac ze sie meczycie konsumujac co Swiat produkuje i do was
        przysyla.
        Ale to juz slyszales odemnie felusiak.
        Pozdrowienia
        • felusiak1 Trudno rozmawiać z ignorantami 14.02.07, 00:11
          Drogi jorlu, nawypisywałeś farmazonów, nie wiadomo w jakim celu.
          Powiem ci w prosty sposób. Gdyby amerykanie nie mieli pieniędzy to nie
          kupowaliby badziewia i tym samym import uległby redukcji.
          Państwo nie zamawia towarów, robi to prywatny business, płacac dolarami. Państwo
          musi pokryc deficyt albo dodrukować. A z tym aspektem nabywca chińskiego
          parasola nie ma nic wspólnego.
      • thannatos Re: I za co ci amerykanie kupują 14.02.07, 02:32
        felusiak1 napisała:

        > W cnnowym artykule czytamy, ze amerykanie kupuja i kupują.
        > To za co oni kupują?

        Bardzo dobre pytanie. A tu masz odpowiedz:

        "People once again spent everything they made and then some last year, pushing
        the personal savings rate to the lowest level since the Great Depression more
        than seven decades ago."
        news.yahoo.com/s/ap/20070201/ap_on_bi_go_ec_fi/economy_33

        Po prostu USA pod rzadami GWB nie tylko nie oszczedza juz nic, ale zaczyna
        trwonic oszczednosci. Ale to pewnie kolejne oznaka "prosperity", ktora tak
        uporczywie glosisz.
        • club66 Re: I za co ci amerykanie kupują 14.02.07, 02:56
          Porownywanie obecnych trendow do sytuacji z lat 30-tych zupelnie mija sie z celem.
          W latach 30-tych klasa pracujaca miala tylko prace a w momencie jej stracenia
          30% wyladowalo na ulicy w kolejkach po zupke. Obecnie klasa pracujaca jako
          rezerwe posiada inwestycje na gieldach, w Real Estate, etc. Nie ma juz takiej
          potrzeby, zeby odkladac do skarpety dla pewniejszego jutra. Amerykanskie
          spoleczenstwo posiadajace w wiekszosci ulokowany kapital w inwestycjach moze
          swobodnie pozwolic sobie na biezace wydawanie zarobionych pieniedzy. Jezeli
          jestes jednym z tych co wplaca pieniadze na konto w banku to wspolczuje tobie i
          calej rodzince.
        • felusiak1 Re: I za co ci amerykanie kupują 14.02.07, 04:26
          Drogi thannatosie, druhy, przestań powtarzać gazetowe dyrdymały w oderwaniu od
          kontekstu.
          Powiedz mi w takim razie dlaczego wpływy z podatków tak bardzo wzrosły. Nie
          słyszałem aby ktokolwiek nadplacał.
          Zobacz sam i powiedz mi.
          Spójrzmy na wpływy z podatków w czwartym kwartale kolejnych lat
          2004 - 487 mld
          2005 - 530 mld
          2005 - 573 mld
          Podatki nie wzrosły. Zatem ludzie wiecej zarabiają, z pracy, z inwestycji itp
          Odnosze wrażenie, że jesteś katastrofistą.
          PS. W 1933 roku unemployment rate wynosiła nie 4.5% lecz 24%, to raz a dwa
          w tymże artykule jest równiez takie zdanie: "However, the reasons for the
          decline in the savings rate were vastly different during the two periods."
          Tak thannatosie, to oznaka prosperity. Jesli twoim zdaniem tak nie jest, to
          poczekaj aż przyjdzie recesja, unemployment skoczy do 10% i wtedy zobaczysz
          jak to wygląda. Ja odczułem dwa razy, a ty jeszcze nie.
          • thannatos Re: I za co ci amerykanie kupują 14.02.07, 16:58
            > Powiedz mi w takim razie dlaczego wpływy z podatków tak bardzo wzrosły.

            No tak, nie ma to jak jednoparametrowo rozpatrywac sytuacje ekonomiczna kraju.
            Niedawno twierdziles, ze najlepszym parametrem wzrostu gospodarczego sa ceny
            nieruchomosci. A tu, oops, nie rosna wiecej...

            "A weakening housing market in the United States is a major factor into the
            global slowdown, according to the annual UN report: World Economic Situation and
            Prospects 2007 that was launched today. The cooling of the housing boom is
            expected to depress consumer demand and slow the growth of the US economy to a
            rate of 2.2 per cent in 2007."
            www.unicmanila.org/PR%20Jan%2011%20wesp%20pr%20global%20w%20graph%20(2).pdf

            No wiec trzeba znalezc kolejny JEDEN parametr, ktory udowodni Twoja nieomylnosc.
            No, to mamy wplywy z podatkow.

            Zadam Ci pytanie: SKAD (z jakiej grupy spolecznej) pochodzi wiekszosc podatkow w
            USA? Dla ulatwienia:
            www.csmonitor.com/2005/0414/csmimg/p3a.gif

            Nie pomyslales, ze zmiany we wplywach z podatkow sa jedynie efektem przesuniec
            zasobow finansowych pomiedzy klasami spolecznymi, a nie dowodem na bogacenie sie
            spoleczenstwa jako calosci? Dla przypomnienia - spoleczenstwo USA NIE sklada sie
            z TOP20% najlepiej zarabiajacych, a ze 100% jego populacji i NIE ma w nim
            podatku liniowego.

            Dlaczego wiec tak uporczywie ignorujesz pozostale parametry?:

            "Some 37 million Americans lived below the poverty line ($19,971 for a family of
            four) in 2005 — that's 4 million more than at the height of the last recession,
            in 2001.

            The same report showed that the median annual income of $46,326 was essentially
            unchanged from where it was in 2001, and that the ranks of those without health
            insurance, now at 46.6 million, continue to grow."
            blogs.usatoday.com/oped/2006/08/rising_economic.html
            "Personal savings drop to a 74-year low"
            www.msnbc.msn.com/id/16922582/
            "THE NUMBER OF UNINSURED AMERICANS IS AT AN ALL-TIME HIGH"
            www.cbpp.org/8-29-06health.htm
            "2006 Foreclosure Filings Surpass 1.2 Million"
            www.foreclosurepulse.com/archive/2007/01/26/1833.aspx
            "Percentage of Americans in poverty grew for the fourth straight year, the US
            Census Bureau reported Tuesday."
            www.csmonitor.com/2005/0831/p02s01-usec.html
            "US productivity growth lowest for a decade"
            www.msnbc.msn.com/id/16758679/
            "The middle class today is less prepared for an economic emergency, such as
            losing a job or visiting an emergency room, than at any time since the late
            1970s"
            articles.moneycentral.msn.com/SavingandDebt/SaveMoney/MiddleClassLivingOnTheEdge.aspx

            Do tego dochodzi wspomniany na samym poczatku rekordowy deficyt w handlu
            zagranicznym....

            To co obywatelu felusiak - dzieki polityce GWB jest i bedzie (jeszcze) lepiej?
            • chaziaj Slaby dolar, Izrael musi!!! dostac wiecej. 14.02.07, 18:13
              To chyba jest jasne, oni nie zamierzaja obnizac swojego
              standartu slabym i kulawym dolarem.
              To bedzie krach finansowy i socjalny dla ludnosci
              tzw. hamerykanskiej albo bez ogrodek gojowskiej!!!
            • j-k mylisz, hloopczej najwyrazniej 2 sprawy :) 14.02.07, 20:56
              strukturalna slabosc gospodarki amerykanskiej,
              powodujaca chroniczny deficyt handlowy i niski kurs dolara.

              Otoz, gdyby dolar stal lepiej, prawdopodobnie deficyt handlowy bylby jeszcze
              wyzszy.
              zatem dolar istotnie promuje eksport... problem w tym, ze koszty importu sa
              zbyt wysokie i na dluzsza mete nie do utrzymania...

              ale niski kurs dolara z pewnoscia sprzyja tu (pespektywicznie) dzialaniom
              restrukturyzacyjjnym w gospodarce ameryklanskiej :)))


              Tfuj, jak zawsze, Dr. J.K.
              ekonomista

              PS. Ceny nieruchomosci w USA zostzaly wywinfdowane do "niezdrowego" poziomu i
              wiecej nie moga juz rosnac....
              Juz nie ma chetnych na kupno...

              Ta (oczekiwana) stagnacja nie ma ze stanem gospodarki niewiele wspolnego...
              jest on nadal dobry.



              • thannatos Re: mylisz, hloopczej najwyrazniej 2 sprawy :) 14.02.07, 22:24
                > zatem dolar istotnie promuje eksport... problem w tym, ze koszty importu sa
                > zbyt wysokie i na dluzsza mete nie do utrzymania...

                Zatem... napisales TO SAMO CO JA i myslisz, ze mi zaprzeczyles? Oj, nie ze mna
                takie numery, Hassan. To raczej felusiakowi rzuciles klode pod racice, bo sie z
                tym nie zgadza i mowi, ze slaby dolar w USA 2006-7 byl, jest i bedzie cacy.

                A na marginesie, polecam:
                forum.gazeta.pl/forum/72,2.html?f=50&w=57280697&a=57355628
                • j-k Nie napisalem tego samego co ty, hloopcze.... :) 14.02.07, 23:48
                  Gdyz wyraznie sugerujesz, ze to slaby dolar jest powodem deficytu w handlu
                  zagranicznym USA...

                  Nie umiejac oddzielic dwoch rzeczy:
                  slabosci strukturalnej gospodarki USA, ktorej jestem zreszta w pelni swiadom
                  i niskiego kursu dolara, ktory... perspektywicznie sprzyja wydostaniu sie
                  z tej slabosci...

                  Prosilbym zatem na przyszlosc o wiecej pokory...:)))
                  i chociaz nieco wiedzy ekonomicznej...

                  PS. Zejscie dolara ze sceny, jako waluty swiatowej jest sprawa oczywista...
                  Jako Europejczyka mnie to jednak nie cieszy...
                  cale problemy gospodarki Swiatowej zwala sie na nas, czyli na Euro...
                  wiec niech nastapi to jak najpozniej :)))
                  • thannatos Re: Nie napisalem tego samego co ty, hloopcze.... 15.02.07, 15:45
                    Dwa cytaty:

                    1. "wzrost eksportu nie jest w stanie zrekompensowac strat importu na
                    skutek slabosci dolara"

                    2. "zatem dolar istotnie promuje eksport... problem w tym, ze koszty importu sa
                    zbyt wysokie i na dluzsza mete nie do utrzymania..."

                    Pozwolmy, Hassan, ocenic czytelnikom czy mowia one to samo czy nie.
                    • j-k A kto to jest ten mityczny, hassan? 16.02.07, 00:14
                      nie znam...

                      Natomiast siegajac do rzeczy, gdy slaby dolar gospodarce USA nie pomoze,
                      to mocny ja zabije...

                      wiem, znam :)))
                      • thannatos Re: A kto to jest ten mityczny, hassan? 16.02.07, 04:55
                        j-k napisał:

                        > nie znam...
                        >
                        > Natomiast siegajac do rzeczy, gdy slaby dolar gospodarce USA nie pomoze,
                        > to mocny ja zabije...
                        >
                        > wiem, znam :)))

                        I tu sie grubo mylisz. Najlepiej wytlumaczylby ci to Ronald Reagan.

                        Co najciekawsze, jest to opinia takze Nam Milosciwie Panujacego:

                        "The policy of my government is a strong dollar policy," Bush said.
                        www.iht.com/articles/2004/12/16/prexy_ed3__2.php

                        Tylko jak mu to wychodzi, to juz zupelnie inna para kaloszy.

                        Zreszta USA wcale nie musialo umacniac dolara. Stal on mocno przy dojsciu Busha
                        do wladzy. Nalezalo go tylko nie oslabiac. A jeszcze dokladniej mowiac - JESLI
                        juz zdecydowano sie na oslabienie dolara, nalezalo wprowadzic sensowna polityke
                        w handlu zagranicznym. A tymczasem dolar slabnie, a apetyty Amerykanow
                        na "gadzety" zza oceanow nie maleja. Nadkonsupcjonizm nadal dyszy tu pelna
                        para. W resultacie tego oslabienie dolara nie dosc, ze nie pomaga az tak jak
                        przewidywano Amerykanskiemu eksportowi - co widac najdokumentniej
                        w "restrukturyzacji" amerykanskiego przemyslu samochodowego, to jeszcze
                        dodatkowo powoduje znaczny wzrost deficytu w handlu zaganicznym, gdyz
                        Amerykanie pomimo iz ich pieniadz traci moc nabywcza, wcale nie maja zamiaru
                        ograniczac zakupow. Skutek - wyzbywanie sie oszczednosci i ubozenie narodu
                        (wbrew opowiadanym przez felusiaka bajkom).

                        Jako dalsza lekture, polecam, drogi Hassanie:
                        www.globalpolicy.org/socecon/crisis/tradedeficit/2005/03highprice.htm
                        • club66 Drogi thannatosie:) 16.02.07, 05:49
                          Naczytales sie prasy i zadnych wnioskow nie jestes w stanie przedstawic. Nawet
                          lewicowy Le Monde Diplomatique pisze, ze slaby dolar jest tragedia dla silnego
                          euro. Silne euro mialo byc dobre pod warunkiem mocnego dolara. Jeszcze nie tak
                          dawno Bank Europejski trzasl portkami, ze jak dolar dojdzie do poziomu 1.37 za
                          euro, bedzie interwencja banku celem oslabienia unijnej waluty. Konsumenci
                          amerykanscy nie pozbywaja sie oszczednosci poniewaz musza wiecej placic za
                          towary importowane ze strefy euro, to europejskie firmy eksportuja juz na
                          granicy oplacalnosci zeby byc konkurencyjni na amerykanskim rynku.Slaby dolar
                          przyciaga inwestorow z Europy, ktorzy glownie inwestuja w Real Estate. Zapoznaj
                          sie gdzie inwestowany jest kapital europejskich bankow.
                          • thannatos Drogi clubie... 16.02.07, 15:35
                            ...ekonomie to Ty chyba zdawales razem z wiedza o marksizmie-leninizmie, bo
                            takie nowatorskie teorie tu snujesz:

                            club66 napisał:

                            > Naczytales sie prasy i zadnych wnioskow nie jestes w stanie przedstawic. Nawet
                            > lewicowy Le Monde Diplomatique pisze, ze slaby dolar jest tragedia dla silnego
                            > euro. Silne euro mialo byc dobre pod warunkiem mocnego dolara. Jeszcze nie tak
                            > dawno Bank Europejski trzasl portkami, ze jak dolar dojdzie do poziomu 1.37 za
                            > euro, bedzie interwencja banku celem oslabienia unijnej waluty. Konsumenci
                            > amerykanscy nie pozbywaja sie oszczednosci poniewaz musza wiecej placic za
                            > towary importowane ze strefy euro, to europejskie firmy eksportuja juz na
                            > granicy oplacalnosci zeby byc konkurencyjni na amerykanskim rynku.

                            "Slaby dolar jest dobry, bo pomaga uwalic przemysl europejski"... czlowieku, od
                            roku ok. 1945 Stany Zjednoczone Ameryki Polnocnej NIE prowadza wojny z
                            kontynentem europejskim jako caloscia, a na pewno juz nie z krajami "Starej
                            Europy". Europa jest jedynym sensownym "sojusznikiem handlowym" dla USA. Jesli
                            USA dzieki oslabianu dolara uda sie uwalic przemysl europejski, to zrobia sobie
                            samym duuuuuuze kuku. Nie mowiac juz o niesamowitej przysludze jaka oddadza
                            Chinom, nawet jesli Chiny tez straca na slabosci dolara.

                            > Slaby dolar
                            > przyciaga inwestorow z Europy,

                            Slucham? Ty chyba chcesz jakas Nowa Ekonomie stworzyc - przyznaj sie, Nobel Ci
                            sie marzy, co?

                            "Economically, Europeans view their investments in the United States through the
                            prism of the significant devaluation of the dollar. If one were to assume an
                            average of only 30 percent devaluation of the dollar vs. the euro (as opposed to
                            the current 40 percent or more), present-day portfolio losses for the Europeans
                            due to dollar devaluation would be in the hundreds of billions of dollars.
                            Europeans are skeptical about our mantra that "the United States is for a strong
                            dollar" as well as about our commitment to deficit reduction, since, as a
                            practical matter, the Treasury and the Federal Reserve have acquiesced in a
                            policy of cheap money and high deficits."
                            www.washingtonpost.com/wp-dyn/articles/A45939-2005Jan3.html

                            > ktorzy glownie inwestuja w Real Estate.

                            I znow "Nowa Ekonomia"... Moj drogi, "inwestycja" w danym kraju to jest na
                            przyklad zalozenie fabryki przez firme zagraniczna, przynoszaca gospodarzowi
                            wymierne korzysci z produkcji na jego terenie. Twoja "inwestycja w Real Estate"
                            to nic innego jak WYKUPIENIE wlasnosci danego kraju przez inny. Taki sposob
                            inwestowania przynosi krajowi gospodarza jedynie krotkotrwaly zastrzyk
                            finansowy, ktory zamiast stanowic podstawe do dlugotrwalego zysku jest
                            "przejadany", czyli w sytuacji USA uplynniany w formie deficytu handlowego.
                            Mowiac w sposob prostszy jest to "danie glodnemu ryby, a nie wedki". Taki sposob
                            "inwestowania" nosi nazwe "vulture investing" i jest to ostatnia rzecz z jakies
                            USA sie moga cieszyc...
                            • j-k Drogi antyamerykanski pesymisto :))) 16.02.07, 18:12
                              thannatos napisał:
                              > roku ok. 1945 Stany Zjednoczone Ameryki Polnocnej NIE prowadza wojny z
                              > kontynentem europejskim jako caloscia, a na pewno juz nie z krajami "Starej
                              > Europy". Europa jest jedynym sensownym "sojusznikiem handlowym" dla USA. Jesli
                              > USA dzieki oslabianu dolara uda sie uwalic przemysl europejski, to zrobia
                              sobie samym duuuuuuze kuku.

                              Dziecie, chyba przestane poswiecac Ci uwage...

                              1. Silny dolar (Reagan) mial sens w warunkach Zimnej wojny...
                              jako bezzpieczne miejsce alokacji kapitalu...

                              2. Dzisiaj nie ma zadnego sensu...:)))

                              3. slabosc gospodarki USA jest wbrew pozorom strukturalna, a nie finansowa...
                              finanse sa tylko tego odbiciem :)))
                              A godspodarki europejskiej uwali sie slabym dolarem nie da...
                              poniwaz... NIE JEST slaba strukturalnie :)))

                              4. Wywindowanie cen nieruchomosci w USA jest jedynie rozpaczliwym szukaniem
                              (przez posiadaczy $$$ z calego swiata) mozliwosci ich znosniego ulokowania...
                              poki te "zielone" sa cos warte...

                              5. A to wszystko BUSIA specjalnie nie martwi :)))
                              • thannatos Re: Drogi Hassanie:))) 16.02.07, 18:42
                                Nie wiem dlaczego realne ocenianie kretyznimu dzialan rzadu GWB ma byc akurat
                                antyamerykanskie. Ja raczej nazwalbym to mocno proamerykanskim, jako sprzeciw
                                przeciw rozwalaniu tego kraju na strzepy. Ty z kolei wielokotnie dales wyraz
                                swojemy buchajacemy antyamerykanizmowi - ale o tym pisalem kilkukrotnie w
                                przeszlosci.

                                Pozostala czesc Twojej wypowiedzi nie wnosi absolutnie nic do sedna sprawy i
                                mojej tezy "slaby dolar 2006-7 szkodzi USA", wiec nie mam zamiaru jej komentowac.
                                • j-k hloopcze , malo mnie obchodzi twoj hassan 16.02.07, 18:49
                                  jednakowoz dzialania rzadu USA na rzecz oslabienia dolara leza CALKOWICIE
                                  w interesie USA
                                  i trudno tu posadzac BUSIA o dzialania anty-amerykanskie :)))
                            • club66 Trudzisz sie daremnie 16.02.07, 23:12
                              ...drogi thannatosie. Tylko tobie wiadomym celom tworzysz wlasne scenariusze
                              "wojen", upadkow, katastrof..., popieranych przedawnionymi opiniami, ktorych nie
                              sposob jest wpasowac do obecnych realiow. Postawiles sie w pozycji walczacego z
                              wlasnymi urojeniami i nie bede tobie tej przyjemnosci zabieral. Tak wiec czuj
                              sie swobodnie w dobieraniu odpowiednich artykulow sprzed lat.
                              Po krotkiej recesji, kiedy gielda byla w marazmie inwestorzy przeniesli swoj
                              kapital na rynek nieruchomosci, ktory gwarantowal wysokie zyski w krotkim
                              terminie i rekompesate za slabnacego dolara. W ostatnich dwoch latach gracze
                              powrocili ponownie na parkiety gield. Produkcja przemyslowa w USA wzrosla prawie
                              trzykrotnie w porownaniu z EU i byla najwyzsza wsrod krajow wysoko
                              uprzemyslowionych. Bezposredni zagraniczny inwestment wzrosl w USA w ciagu
                              ostatniego roku o prawie 80% plasujac Ameryke ponownie na pierwszym miejscu pod
                              wzgledem FDI. W dlugoterminowej perspektywie dolar bedzie nadal oslabial sie a
                              fundamenty amerykanskiej gospodarki wzmacnialy, szykuje sie bardzo dobry
                              2008(ósmy) rok. Przypomne ci jeszcze dla rownowagi, ze w Niemczech gdzie
                              propaganda po zmianie batuty zaczyna trabic o "sukcesie" niemieckiej gospodarki,
                              bezposrednie inwestycje spadly w tym kraju o 75% w porownaniu z 2005r. Ale w nie
                              we wszystkich glowach dzwoni jednakowo.
                              A teraz zarzuc mnie opiniami sprzed lat:)
                              Milego weekendu.
                              • thannatos Re: Trudzisz sie daremnie 26.02.07, 20:02
                                club66 napisał:
                                >szykuje sie bardzo dobry
                                > 2008(ósmy) rok.

                                Dobry na co?

                                ""While, yes, it is possible we can get a recession in the latter months of
                                2007, most forecasters are not making that judgment and indeed are projecting
                                forward into 2008 ... with some slowdown,""
                                www.msnbc.msn.com/id/17343814/
                • felusiak1 Re: mylisz, hloopczej najwyrazniej 2 sprawy :) 15.02.07, 04:47
                  hannatos napisał:
                  > To raczej felusiakowi rzuciles klode pod racice, bo sie z tym nie
                  > zgadza i mowi, ze slaby dolar w USA 2006-7 byl, jest i bedzie cacy.

                  Felusiak takiego bzdetu nie moglby wymyslic i nigdzie nic takiego nie napisal.
                  Wyglada na to, ze jestes jednym z tych, ktorzy cierpia na przywidzenioa albo
                  na cos co nazywamy wishful thinking.
                  • thannatos Re: mylisz, hloopczej najwyrazniej 2 sprawy :) 15.02.07, 15:50
                    felusiak1 napisała:

                    > hannatos napisał:
                    > > To raczej felusiakowi rzuciles klode pod racice, bo sie z tym nie
                    > > zgadza i mowi, ze slaby dolar w USA 2006-7 byl, jest i bedzie cacy.
                    >
                    > Felusiak takiego bzdetu nie moglby wymyslic i nigdzie nic takiego nie napisal.

                    Nie? Rozbierzmy zatem logicznie Twoja wypowiedz:

                    Cytat: "Twoja teza, ze tańszy dolar ma zgubny wpływ na handel zagraniczny jest
                    idiotyczna."

                    Jedynym logicznym wnioskiem z tego zdania jest, ze tanszy dolar NIE MA ZGUBNEGO
                    WPLYWU, ergo - JEST CACY. Pozwolmy zdecydowac czytelnikom, czy zatem chwalisz
                    tanszy dolar czy nie.
                    • felusiak1 Re: mylisz, hloopczej najwyrazniej 2 sprawy :) 16.02.07, 16:22
                      Podtrzymuję moja opinie odnośnie twojej tezy: "Twoja teza, ze tańszy dolar ma
                      zgubny wpływ na handel zagraniczny jest idiotyczna."

                      Wiosłujesz pod prad, chłopiec. Swoja drogą trzeba być niezłym kontorcjonista aby
                      w taki sposób odczytywać to co napisałem
                      • thannatos Re: mylisz, hloopczej najwyrazniej 2 sprawy :) 16.02.07, 17:42
                        > Podtrzymuję moja opinie odnośnie twojej tezy: "Twoja teza, ze tańszy dolar ma
                        > zgubny wpływ na handel zagraniczny jest idiotyczna."

                        Skoro podtrzymujesz, przyjrzyjmy sie tej tezie:

                        Na wstepie chcialem zaznaczyc, ze rozumiem jaki cel mial przyswiecac oslabieniu
                        dolara. Jest to nie mniej nie wiecej tylko wprowadzenie w zycie idei Alana
                        Greenspana:
                        www.findarticles.com/p/articles/mi_kmafp/is_200403/ai_kepm387072

                        Czyli chciano dobrze (... a wyszlo jak zawsze).

                        Dlaczego?

                        Sam to, drogi felusiaku, zauwazyles, tylko nie umiales wyciagnac wniosku:

                        Cytat: "W artykule stoi napisane, że eksport wzrósł o 13.5% a import o 10.5%."

                        DOKLADNIE!

                        W procentach wszystko wyglada cacy: eksport wzrosl bardziej niz import - hurra
                        tani dolar! Nic bardziej blednego.

                        Nie wiem, czy w USA na lekcjach matematyki tego ucza, ale 13.5% z (przykladowo)
                        500 to jest MNIEJ niz 10.5% z 1000. I dokladnie to sie dzieje w handlu
                        zagranicznym - slaby dolar BARDZIEJ zwieksza wartosc bezwzgledna importu niz
                        eksportu... Czyli efekt DOKLADNIE ODWROTNY do zakladanego.

                        Czy zatem oslabienie dolara nie mialo sensu? MialoBY, gdyby wraz ze spadkiem
                        jego wartosci ograniczono NADKOSUPCJONIZM Amerykanow. Czy samochod trzeba
                        wymieniac co 3 lata? Czy 2-letni 36-calowy telewizor "flat screen" musi
                        koniecznie byc wymieniony na 40-calowa plazme? Czy lodowka musi miec koniecznie
                        telewizor na drzwiach? Czy 40G iPoda nalezy wymienic na 80G? Te i tysiac innych
                        pytan powinno sie zadac Amerykanom wraz ze spadajacym dolarem. Ale pytan tych
                        NIE zadano. Wiec Amerykanie wspomagani nachalnymi reklamami i ogloszeniami
                        "season sales" zyja w przeswiadczeniu dzikiej potrzeby aby kupowac, kupowac,
                        kupowac...... nawet jesli zwieksza to "credit card debt" lub zmniejsza
                        oszczednosci.

                        Jesli sie tego nie zmieni to naglupsza rzecza jaka mozna robic to pozwalac na
                        dalszy spadek wartosci dolara.
                        • felusiak1 Ludzie, trzymajcie mnie............ 16.02.07, 20:06
                          thannatos, przestań kopać sobie dół.
                          Słabszy dolar nie powoduje podrożenia importu poza commodities, gdyż tymi
                          handluje sie na "aukcjach". Reszta to dwustronne umowy.
                          Ten bzdet, który popełniłeś własnoręcznie, cytuję: "słaby dolar BARDZIEJ zwiększa wartość bezwzględną importu niż eksportu."
                          oprawię w ramki i powieszę na klamce.
                          Ceny importowanych towarów na amerykańskim rynku wzrosły w 2006 w porównaniu
                          z 2005 o 1.2% a import wzrósł o 14.7%. To zaprzecza twojej tezie.
                          Twoje rozumowanie(logiczne)==> Jeśli dolar wart jest mniej w stosunku do walut
                          państw, z których USA importuje to bez watpienia amerykański konsument za ten
                          sam towar bedzie musiał zapłacić wiecej dolarów. Piekne, prawda?
                          Zapomniałeś o konkurencyjności rynku.
                          • thannatos "Prawda" i "precyzja wypowiedzi" wedlug felusiaka 16.02.07, 22:32
                            felusiak1 napisała:
                            > Ceny importowanych towarów na amerykańskim rynku wzrosły w 2006 w porównaniu
                            > z 2005 o 1.2% a import wzrósł o 14.7%.

                            Jak zwykle, z glowy, bez odnosnikow, ale za to idealnie pasuje do felusiakowej
                            teorii. Tylko jak sie ma do prawdy?

                            Otoz, drogi felusiaku:

                            Po pierwsze: Import w 2006 nie wzrosl o 14.7%, tylko o 10.5%:
                            "imports, which rose 10.5 percent in 2006"
                            www.washingtonpost.com/wp-dyn/content/article/2007/02/13/AR2007021300917.html

                            Po drugie: ceny importu wzrosly nie o 1.2%, tylko o 2.5%(jesli nie o te zmiane
                            Ci chodzi, precyzuj jasniej na przyszlosc swoje wypowiedzi, najlepiej podajac
                            odnosniki do danych zrodlowych)
                            "Import prices increased for the fifth straight year in 2006. The price index
                            for overall imports advanced 2.5 percent in 2006"
                            stats.bls.gov/opub/ted/2007/jan/wk3/art01.htm
                            Dziwnym trafem nie zauwazyl oczywiscie felusiak zmian w cenach importu rok
                            wczesniej (8.0%) - bezsprzecznie zachodzacych na calkowite koszty importu w
                            2006.

                            I nie, nie zaprzecza to mojej tezie. Slabosc dolara OPROCZ wspomozenia
                            eksportu, przyczynia sie do ogolnego wzrostu kosztow importu - buforowanie
                            tego "konkurencyjnoscia rynku" ma swoje granice. Wypadkowa (bez ograniczenia
                            importu) - zwiekszenie deficytu budzetowego.

                            Co wiecej, drogi felusiaku, nie jest to "moja" teza:

                            "San Francisco chief Janet Yellen, a voting member of the FOMC, is concerned
                            about higher inflation emanating from a weaker US dollar. On May 27th, Yellen
                            said, “A depreciating dollar would appear to call for a response of tighter
                            policy by potentially stimulating export demand, while raising import prices.""
                            www.sirchartsalot.com/comments.php?chart_id=337

                            Slowa pani Janet Jellen tez "oprawisz w ramki i powiesisz na klamce"?
                            Powinienes. Moze bys wreszcie je zrozumial....

                            Jedynym lekarstwem jest ograniczenie nadkosumpcjonizmu Amerykanow WRAZ z
                            umiarkowanym spadkiem ceny dolara. Bez tego pierwszego elementu sama zmiana
                            wartosci dolara przynosi wiecej strat niz zyskow. Wybacz, felusiak, ale nawet
                            to Twoj Rodzony Wodz rozumie (w przemowieniu, zeby jeszcze w praktyce....):

                            "One way you're wise with your money is you set priorities. You know what it's
                            like to manage your own family budget. Of course, you'd like to take a vacation
                            every week, you know, some exotic place
                            • thannatos PeeS Lektura na weekend 16.02.07, 22:41
                              Tu masz wyjasnionych wiele rzeczy, o ktorych wydaje Ci sie, ze masz pojecie:
                              www.newyorkfed.org/research/current_issues/ci12-6.pdf

                              Club666 tez moze zerknac, j-Hassanowi-k nie proponuje, bo jest to poza jego
                              zasiegiem intelektualnym.
                            • felusiak1 Re: "Prawda" i "precyzja wypowiedzi" wedlug felus 17.02.07, 16:58
                              Brniesz po pas w bagnie, thannatos.
                              Wyraźnie napisałem, że ceny importowanych towarów (manufactured goods) wzrosły
                              na amerykańskim rynku o 1.2%. A import tychże wzrósł o 14.7%. Twoje figury
                              dotyczą overall importu. Rozbij sobie sam: towary, usługi, ropa i zobacz co i
                              jak. To nie boli. Ośmioprocentowy wzrost cen importu rok wcześniej spowodowany
                              był tylko i wyłacznie wzrostem cen ropy naftowej. Ceny usług i towarów nie
                              wzrastały.
                              To wszystko można znaleźć w bls.gov ale trzeba troche popracować, najlepiej
                              uzywając spreadsheet.
                              Thannatos, nie zalewaj wody. Fed nieustannie mówi o zagrozeniu inflacyjnym bo
                              jego rola i najwiekszym zmartwieniem jest powstrzymanie procesów inflacyjnych,
                              zatem słowa pani Yellen nie sa tu jakimś wyjatkiem. Zastanawia brak źródła jej
                              wypowiedzi. Mozna zadać sobie trud przewertowania stron FED ale na próżno. Nie
                              brakuje natomiast podobnych wypowiedzi Greenspana i Bernanke. Kontekst jako temu
                              przypisujesz jest mocno naciagniety.
                              PS. "Mój Rodzony Wódz", jak go nazywasz, swego czasu powiedział był "America is
                              addicted to oil". Wtedy to ładnie brzmiało, wszyscy klaskali, nawet dziennikarze
                              z powazna miną analizowali znaczenie. Wywiady z publika wskazywały na gniew z
                              powodu wysokich cen benzyny. Szczególnie gniewni byli posiadacze salonów na
                              kolach. Give me a break. Jesteś katastrofistą i na to nie ma lekarstwa.
                              Zawsze bedziesz krytykował amerykańska gospodarkę przypisujac prezydentowi
                              magiczna moc.
    • jorl felusiak 14.02.07, 18:58
      felusiak1 napisała:

      > Drogi jorlu, nawypisywałeś farmazonów, nie wiadomo w jakim celu.
      > Powiem ci w prosty sposób. Gdyby amerykanie nie mieli pieniędzy to nie
      > kupowaliby badziewia i tym samym import uległby redukcji.

      Przeciez napisalem ze Amis maja pieniadze. Ten deficyt handlowy ostatnio 800
      mild$/rok jest finansowany poprzez naplyw oszczednosci z calego Swiata do USA.
      Gdzie ja napisalem ze Amis nie maja pieniedzy?

      > Państwo nie zamawia towarów, robi to prywatny business, płacac dolarami. Państw
      > musi pokryc deficyt albo dodrukować.

      Moze ja napisalem ze Panstwo wasze zamawia towary?? Nie, towary sa importowane
      bardzo klasycznie. Kapitalistycznie. Nierozumiesz? Za szybko napisalem?
      Nie chodzi tu, pisze to juz do Ciebie z 5 lat, o deficyt wasz budzetowy. Chodzi
      mi TYLKO o deficyt handlu zagranicznego polegajacego na tym ze wpieprzacie
      wiecej towarow jak sami wytwarzacie. I to duzo wiecej.


      >A z tym aspektem nabywca chińskiego
      > parasola nie ma nic wspólnego.

      Chinczycy sie nie licza. Te twoje parasole to tylko Ty widzisz lazac po
      sklepach. Do USA importowane jest ogromnie duzo maszyn, urzadzen i to hig-tech.
      A jako konsument mozesz widziec sam samochody ze Swiata wygladajace troche
      inaczej jak parasole, prawda?
      I to naprawde jest badziewie?

      Ale znamy sie felusiak od lat. Zawsze jak pisze o tym temacie udajesz durnia i
      przekrecasz co ja twierdze aby miec cos zaprzeczyc.
      A wiesz dlaczego? Bo wlasnie Ty zawodowo zyjesz tez z tych pieniedzy
      przesylanych ze Swiata do USA. I jak sie Swiat zorientuje w koncu ze jego
      pieniadze wpadaja w czarna dziure czyli Twoja felusiokowata kieszen bedziesz
      musial wziasc sie za inna robote. Np. MacDonald. Albo murarka.
      Pozdrowienia


      Pozdrowienia
      • antys.bk Re: felusiak 14.02.07, 20:29
        Eksport Polski w 2006 roku -120 mld dolarów czyli około 3 tysiące na obewatela
        ,eksport Amerykański w 2006 roku -750 mld dolarów czyli około 2500 dolarów na
        obywatela . Więc jak Felusiak myślisz , dlaczego więc nawet taka Polska ma
        większy eksport na obywatela niż amerykanie ? Bo faktycznie kiedy świat odwróci
        się od dolara w większym stopniu to cienkio ameryke widzę , a wasz ,,eksport
        demokrcji'' na razie słabiutko idzie , a do interesu sporo dopłacacie
        • jorl Re: felusiak 14.02.07, 20:52
          antys.bk napisała:

          > Eksport Polski w 2006 roku -120 mld dolarów czyli około 3 tysiące na obewatela
          > ,eksport Amerykański w 2006 roku -750 mld dolarów czyli około 2500 dolarów na
          > obywatela . Więc jak Felusiak myślisz , dlaczego więc nawet taka Polska ma
          > większy eksport na obywatela niż amerykanie ?

          Nie przesadzajmy z Polska. Export exportowi nierowny. W Polsce exportuja
          Montownie im. Balcerowicza. Polega to na tym ze z kraju macierzystego firmy
          zachodniej przysylane sa podzespoly, maszyny, dokumentacje wszystko liczone jako
          import, w Polsce jest cos tam montowane (np. telewizor) i exportowane. Roznicy
          importu w tym np. telewizorze do ceny jego exportu jest niewielka i jest wlasnie
          cena prostej pracy wykonanej w Polsce.
          W krajach wysokorozwinietych exportowane produkty sa praktycznie tamze od
          projektowania do produkcji wykonywane.
          Mozna sobie wyobrazic porownanie sklepu sprzedajacego towary i majacego jakas
          tam sprzedaz do fabryki produkcyjnej gdzie jej produkty sa w tejze projektowane
          jak i produkowane w duzej czesci.
          Przy tej samej sprzedazy roznica zasadnicza.
          Takim sklepem jest Polska. A fabryka kraje zachodnie.
          Wlasnie cecha krajow jak Chiny czy kraje bylego demoludu sa duzy export i duzy
          import ale to co sie importuje jest reexportowane.
          Coz, ja wiem ze polscy ekonomisci tego nie rozumieja. Bo oni tylko potrafia
          liczyc $$$. A realnej gospodarki nie znaja.
          Pozdrowienia
    • felusiak1 Dretwa dyskusja, panowie 14.02.07, 21:22
      jedynie j-k rozumie pewne rzeczy a jorl i thannatos śpiewają kolędy.
      Szkoda mojego czasu na tłumaczenie podstaw. Te powinne być znane wam zanim
      zabierzecie głos.
      Katastrofiści mnie technicznie znokautowali. Odmawiam walki.
      • jorl Re: Dretwa dyskusja, panowie 14.02.07, 22:20
        felusiak1 napisała:

        > jedynie j-k rozumie pewne rzeczy a jorl i thannatos śpiewają kolędy.

        Ja napewno nie spiewam koledy. Napewno nie takie jak thannatos. Jak juz to
        calkiem inna


        > Szkoda mojego czasu na tłumaczenie podstaw. Te powinne być znane wam zanim
        > zabierzecie głos.


        No wlasnie dokladnie przy dyskusji na ten temat ktory walkujemy juz na roznych
        forach felusiak najpierw probujesz wmawiac ze ja pisze cos innego a potem glowe
        w piasek.
        Jasne, sam zyjesz z pieniedzy Swiata. Jestes jednym z tych finansowych zonglerow
        przerabiajacych naplywajace pieniadze za ktore jest finansowany deficyt.

        > Katastrofiści mnie technicznie znokautowali. Odmawiam walki.

        Ja jestem katastrofista??? Napewno nie. Jeszcze dlugo bedziecie okradali Swiat.
        Zadziwiajaco jest to skuteczne.
        Az w USA beda TYLKO finansowi zonglesrzy i pbsluga ichze. Kelnerzy, fryzjerzy,
        czysciciele butow.

        Ale w d.. bierzecie. Ostatnio musicie nawet zdjac embargo na Koree Pn. I
        dyplomatycznie ich uznac.
        No i Putin wam nagadal a wy zamiast Zimna Wojne Nr. 2 cichutcy z podwinietym ogonem.

        Pozdrowienia
        • j-k smecisz :))) za jaka cene? 14.02.07, 23:50
          jorl napisał:
          >
          > Ale w d.. bierzecie. Ostatnio musicie nawet zdjac embargo na Koree Pn.
          I dyplomatycznie ich uznac.

          tak?

          a jaka jest cena?
          ze Korea pln rezygnuje z programu atomowego?
          toz Amerykanom o nic innego nie chodzi, hloopcze :)))
    • felusiak1 Po raz ostatni w tym watku ................. 15.02.07, 03:01

      • felusiak1 Re: Po raz ostatni w tym watku ................. 15.02.07, 03:24
        A teraz sobie odpowiem.
        Panowie jorlowie i thannatosowie, spiewacie koledy a jesli nie to cos
        nieskladnie nucicie.
        Trudno dyskutowac nieustannie nie na temat, otrzymujac zamiast odpowiedzi peczek
        linkow,
        thannatos zarzuca mi, ze wymyslilem nowy parametr, gdyz poprzedni upadl. Otoz
        drogi thannatosie nie upadl. Ceny domow rosna tylko i wylacznie kiedy gospodarka
        wzrasta a bezrobocie jest niskie. Nawet jesli procent od pozyczek hipotecznych
        jest wysoki (polowa lat 80-tych). Jesli oprocentowanie spada, ceny domow rosna.
        Potem nastepuje to co nazywamy nasyceniem rynku i ruch w interesie ustaje.
        Takie prawo. Nawet jesli gorne 20% placi 70% wszystkich podatkow to nie
        konsumuje 70% wszystkich dobr, zatem twoja "riposta" jest chybiona.
        Te statystyki ubogich wloz jak najszybciej miedzy bajki. O ile wplywy do budzetu
        sa obiektywne o tyle statystyki Census Bureau sa wysoce subiektywne. Pisalem juz
        niegdys, ze 19 tys w New York to nedza ale w Texasie, wcale niezle. Statystyki
        dla calego kraju mijaja sie z celem i uragaja prawdzie. Wszak roznice w kosztach
        utrzymania sa ogromne. Napomkne, ze 19 tys w NYC to okolo 9 tys w Houston, a 19
        tys w Houston to rownowartosc 39 tys w NYC.
        Ekonomista z ciebie jak z koziej ... traba. Zapoznaj sie z balance of payments
        i nie wciskaj kitu o deficycie rachunku biezacego. To jest czesc wiekszej
        calosci, if you know what I am talking about.

        jorlu, druhu, nabywcy importowanych towarow nie kupuja ich za zdeponowane w USA
        pieniadze zagranicznych wlascicieli. Ludzie kupuja towary w sklepach za swoje
        zarobione pieniadze a nie chinskie inwestycje, te sa produktem ubocznym.
        Gdyby ludzie nie mieli pieniedzy na zakupy to import zmalalby, a thannatosowi
        bogacze nie byliby w stanie stworzyc popytu, gdyz to nie oni stanowia trzon
        konsumentow. Zamozni ludzie inwestuja a nie konsumuja. Ich konsumpcja jest
        niemal niezmienna. To srednia klasa majac wiecej pieniedzy zapycha do mallu a
        nie Rockefellerowie. Twoje wpisy jak zwykle pelne sa sprzecznosci.
        Napisales: "Do USA importowane jest ogromnie duzo maszyn, urzadzen i to
        hig-tech." W tym miejscu zapytam dlaczego importuje sie maszyny i urzadzenie
        skoro podobno w USA juz nic sie nie wytwarza? Zapewne bogacze stawiaja te
        maszyny i urzadzenia w swoich posiadlosciach w charakterze dziel sztuki.
        • thannatos Re: Po raz ostatni w tym watku ................. 16.02.07, 03:49
          Nawet jesli gorne 20% placi 70% wszystkich podatkow to nie
          > konsumuje 70% wszystkich dobr, zatem twoja "riposta" jest chybiona.
          > Te statystyki ubogich wloz jak najszybciej miedzy bajki. O ile wplywy do budzet
          > u
          > sa obiektywne

          Obiektywne? Obywatelu felusiak, ja Was prosze, Wy sie najpierw zapoznajcie z
          faktami, a potem wynurzajcie te swoje teorie i subiektywne oceny:

          "Most of the increase in individual tax receipts appears to have come from
          higher stock market gains and the business income of relatively wealthy
          taxpayers. The biggest jump was not from taxes withheld from salaries but from
          quarterly payments on investment gains and business earnings, which were up 20
          percent this year."
          www.nytimes.com/2005/07/13/business/13deficit.html?ex=1278907200&en=a410f8c74d4700a5&ei=5090
          • felusiak1 Re: Po raz ostatni w tym watku ................. 16.02.07, 20:37
            Obiektywnie 2006 w porównaniu do 2004 wpływy do budzetu WZROSŁY z tytułu:
            podatków indywidualnych - 29%
            podatków od korporacji - 87%
            social security+medicare - 14%
            pozostały źródeł - 15%

            Z powyższego wynika, ze sytuacja gospodarcza jest dobra, business przynosi zyski
            a co za tym idzie zainwestowane przez szarych obywateli pieniadze pracują.
            Proszę spojrzeć na wzrost wpływów z social security i medicare. To świadczy, ze
            wiecej ludzi pracuje, gdyż ten podatek ma górna granice dochodu od którego jest
            odprowadzany i nie ma zwolnień/ulg. Jeśli wiecej ludzi pracuje to równiez wiecej
            ludzi płaci podatki. Kiedy podatki uległy obniżeniu nie mozna było opedzić sie
            od czarnowidzacych z NYT. Oto bogaci dostali od Busha prezent. No to jesli teraz
            oddają to chyba dobrze. NYT powinien być bardzo zadowolony.
            Dyskusja pod takim katem thannatos jest bezproduktywna i dretwa.
            Jesteś mocno schorowany. Katastrofizm.... acute.
    • thannatos Slaby dolar jest fajny.... 15.02.07, 18:48
      ... a Amerykanie co raz udowadniaja jak racjonalnie do niego podchodza. :)))))))))

      "Rezygnacja z banknotu [jednodolarowego] przyniosłaby setki milionów dolarów
      oszczędności rocznie, które pochłania drukowanie papierowego pieniądza.[...]
      Obywatele nie byli jednak zainteresowani bilonem, który ich zdaniem przypominał
      im ćwierćdolarówki."

      "Pomysł zlikwidowania miedzianej jednocentówki spotkał się z równie silnym
      sprzeciwem większości społeczeństwa. Przywiązanie Amerykanów do symboli
      zdecydowało, że jest ona dalej w obiegu, choć jej koszt produkcji przewyższa
      wartość nabywczą monety."
      gospodarka.gazeta.pl/gospodarka/1,33181,3917820.html
    • jorl felusiak 15.02.07, 21:58
      felusiak1 napisała:

      > jorlu, druhu, nabywcy importowanych towarow nie kupuja ich za zdeponowane w USA
      > pieniadze zagranicznych wlascicieli. Ludzie kupuja towary w sklepach za swoje
      > zarobione pieniadze a nie chinskie inwestycje, te sa produktem ubocznym.
      > Gdyby ludzie nie mieli pieniedzy na zakupy to import zmalalby, a thannatosowi
      > bogacze nie byliby w stanie stworzyc popytu, gdyz to nie oni stanowia trzon
      > konsumentow. Zamozni ludzie inwestuja a nie konsumuja. Ich konsumpcja jest
      > niemal niezmienna. To srednia klasa majac wiecej pieniedzy zapycha do mallu a
      > nie Rockefellerowie. Twoje wpisy jak zwykle pelne sa sprzecznosci.
      > Napisales: "Do USA importowane jest ogromnie duzo maszyn, urzadzen i to
      > hig-tech." W tym miejscu zapytam dlaczego importuje sie maszyny i urzadzenie
      > skoro podobno w USA juz nic sie nie wytwarza? Zapewne bogacze stawiaja te
      > maszyny i urzadzenia w swoich posiadlosciach w charakterze dziel sztuki.


      Dobra felusiak gadasz jak dziecko. Takie dziecko-klamczuszek. Zajme sie tym
      problemem i napisze wielopostowy watek. Ale troche potrwa bo mam wazniejsze
      sprawy na glowie jak na FS pouczac.
      Praca, sport i dziewczynki naturalnie.

      Pozdrowienia
      • felusiak1 Re: felusiak 16.02.07, 00:34
        zawsze gadam jak dziecko, juz widocznie tak mam.
        cieszy mnie, ze ty gadasz jak dorosły. wprawdzie trudno jest to rozpoznac ale
        przy odrobinie dobrej woli.....
    • jorl j-k 15.02.07, 22:21
      -k napisał:

      > jorl napisał:
      > >
      > > Ale w d.. bierzecie. Ostatnio musicie nawet zdjac embargo na Koree Pn.
      > I dyplomatycznie ich uznac.
      >
      > tak?
      >
      > a jaka jest cena?
      > ze Korea pln rezygnuje z programu atomowego?
      > toz Amerykanom o nic innego nie chodzi, hloopcze :)))

      Trzymali Amis Koree Pn pod totalnym embargiem bez traktatu pokojowego przez
      kilkadziesiat lat.
      No i Kim zbudowal bombe A i patrzcie, USA staje sie z wroga przyjacielem.
      Cienko przedza Amis, cienko..
      Ale staja sie rozsadni widze. Nawet Bush. Tak naprawde wiem ze i Bush potrafi
      widziec realny stosunek sil i jak trzeba to sie cofnie.
      I dobrze.
      Pozdrowienia
      • club66 Prof.Jorl:) 15.02.07, 23:16
        Mysle, ze nie ominiesz w swoich wykladach wymiany handlowej pomiedzy USA i
        Kanada. Czekam jaka masz recepte dla Kanadyjczykow zeby nie czuli sie okradani.
        Moze powinni mniej do USA eksportowac, a moze importowac z USA tyle samo co
        Amerykanie od nich kupuja(czytaj prof.Jorl-kradna $1mld dziennie).
        Zapowiada sie dobry kabaret:)
    • jorl Re: Slaby dolar = dobry eksport? 19.02.07, 18:26
      thannatos napisał:

      > I znow "Nowa Ekonomia"... Moj drogi, "inwestycja" w danym kraju to jest na
      > przyklad zalozenie fabryki przez firme zagraniczna, przynoszaca gospodarzowi
      > wymierne korzysci z produkcji na jego terenie. Twoja "inwestycja w Real Estate"
      > to nic innego jak WYKUPIENIE wlasnosci danego kraju przez inny. Taki sposob
      > inwestowania przynosi krajowi gospodarza jedynie krotkotrwaly zastrzyk
      > finansowy, ktory zamiast stanowic podstawe do dlugotrwalego zysku jest
      > "przejadany", czyli w sytuacji USA uplynniany w formie deficytu handlowego.
      > Mowiac w sposob prostszy jest to "danie glodnemu ryby, a nie wedki". Taki sposo
      > b
      > "inwestowania" nosi nazwe "vulture investing" i jest to ostatnia rzecz z jakies
      > USA sie moga cieszyc...

      Nie than. zdaje sie wychodzisz z falszywych zalozen. Ogolnie sie twierdzi ze
      kapitalizm jest takim systemem ze automatycznie szuka nowych rynkow aby rozwijac
      swoja produkcje a przez to zyski. Swoje. W warunkach dobrej konkurencji jest to
      i sluszne. Ale nie zawsze.
      Kapitalizm ma nature czlowieka. I czlowiek w warunkach konkurencji, pomiedzy
      upadkiem jak nie bedzie pracowal a mozliwoscia poprawiania sobie bytu poprzez
      prace bedzie pracowal. To jest ladnie, fakt. Ale czy zawsze? Dla czlowieka to
      jest to "drugie" rozwiazanie. Pierwszym jest NIC nie robic a miec!
      Mysle ze to dla kazdego jest jasne. A na czym to polega w kapitalizmie? A
      dokladnie panstwo kapitalistyczne? Takie jak USA od lat importujace duzo wiecej
      jak exportujace zachowuje sie wlasnie jak taki czlowiek ktory nic nie robi a ma
      bo inni na niego pracuja. Naturalnie to ma haka. Jak ci pracujacy na USA
      powiedza DOSC. Moze do historii. Byl sobie Stary Rzym. Jak dotad jedyne Swiatowe
      Mocarstwo. Ze wszystkich krajow wokolo Morza Srodziemnego plynely do Rzymu
      towary. W samym Rzymie lud (prawie) nic nie robil igrzyska, chleb. Ale Rzym mial
      sile militarna ktore to zapewnialo.
      USA natomiast nie moze sila militarna tego naplywu netto towarow sobie zapewnic.
      Ale go ma. Wiec jak? Ano z calego Swiata wplywaja pieniadze do USA ktore
      odkladane sa w rozny sposob. Wlasnie tez w nieruchomosci ale i gielde w
      przedsiebiorstwa. Sa to pieniadze od bogatych tego Swiata. A ze ten Swiat jest
      zbudowany kapitalistycznie jest ich sporo. A conajmniej dosc aby tych pieniedzy
      bylo netto za 800mild$/rok. Te pieniadze wplywaja i regularnie przepadaja. Na
      gieldzie (dotkomy!) w nieruchomoscich "pekanie banki" w plajatch Enrona.
      Naturalnie ci bogaci Swiata traca te pieniadze, poklna, batem pochloszcza swoich
      ludkow ktorzy na nich z kolei pracuja i odkladaja dalej. Jako ze ci
      oszczedzajacy z zagranicy w USA nie bardzo wiedza o sobie mysla ze tylko oni sa
      tacy cwani odkladajac pieniadze w USA i przy okazji traca. Teraz slychac jak to
      w latach 80tych XXw Japonia miala duza nadwyzke w handlu z USA i te pieniadze
      byly w amerykanskie nieruchomosci odkladane ktore potem tak spadly na wartosci
      ze w efekcie te towary Japonczycy podarowali Amerykanom.
      Pamietam jak Milton Fridmann sie smial ze Japonczycy przysylaja Amis takie dobre
      rzeczy jak telewizory i samochody a dostaja zielone papierki. I mial racje.
      Teraz jest tak samo.
      Naturalnie ten system opierajacy sie na dobrowolnosci tak dlugo moze istniec jak
      bogaci Swiata sie nie zorientuja ze sa robieni w konia. Ale ze odkladaja
      pieniadze na starosc, dzieci, to sie kiedys okaze ze naprawde straca. Ale
      nastepni odkladajac na starosc dalej wiec jakas ciagla
      Takze mylisz sie than. sadzac ze zle jest ze np. Europejczycy inwestuja w
      amerykanskie nieruchomosci bo dla Amis byloby lepiej zeby aby inwestowano w
      fabryki. Dzeki inwestowaniu w nieruchomosci moga miec Amis towary za darmo ze
      Swiata a tak by musieliby pracowac.
      Niech zyje lenistwo!
      Pozdrowienia
      • club66 Re: Slaby dolar = dobry eksport? 19.02.07, 19:29
        Jorl, korelacja pomiedzy deficytem handlowym a wielkoscia produkcji w danym
        kraju jest rowna zeru, wszystko wiec co nawypisywales jest dobrym poczatkiem dla
        kabaretu lub rozbicia o kant stolu:)
      • thannatos Dluzszy wywod - podsumowanie watku 19.02.07, 19:55
        Piszesz ciekawe rzeczy i choc nieskladnie, to nawet na temat. Ale problem polega
        w tym, ze to co Ty opisujesz jako calkowicie zle, az tak zlym do niedawna nie
        bylo. Zgoda, USA otrzymywalo haracz od swiata, za ktory kupowalo sobie towary.
        Ale bylo to naturalne w czasach zimnej wojny. USA bylo zarazem hegemonem, ale i
        obronca i dobroczynca Swiata Zachodu. Poczytaj sobie kilka opracowan na temat
        tzw. "War Economy" okresu zimnej wojny.

        Problem rozpoczal sie po upadku ZSRR. W obliczu uni-/oligolateralizmu swiata
        zniknal element obronny, pozostal sam hegemon. Zorientowawszy sie, kraje zaczely
        sie raczkiem z placenia haraczu wycofywac. Niektorym sie udalo, niektorym nie. A
        niektore (w tym Polska) samodzielnie weszly w role nowych wasali. Ogolnie
        jednak, zrodelko wplywow z haraczu dosc mocno dla USA wyschlo. Tak wyglada
        sprawa od strony politycznej.

        Ja chcialem naswietlic jednak sprawe w nieco innego (ekonomicznego) punktu
        widzenia. Otoz, dlugotwala nadwyzka przyplywu finansow nad produkcja w USA
        stworzyla mechanizm nadkonsumpcjonizmu. Amerykanie przyzwyczaili sie, ze trzeba
        nadwyzke te wydawac, wydawac i jeszcze raz wydawac. Ale pojawil sie problem -
        skoro pieniadze i tak naplywaly, to po co bylo cokolwiek wytwarzac? Jedna po
        drugiej upadaly wytwornie w USA. Pozostawiono kilka dziedzin strategicznych
        decydujacych o wyzszosci USA nad reszta swiata takich jak OCZYWISCIE przemysl
        zbrojeniowy (niezbedny w warunkach War Economy), przemysl lotniczy (w tym
        kosmiczny), biomedycyna, przemysl samochodowy (z tym nie za dobrze wyszlo), a
        takze komputerowy. Reszta przemyslu krok po kroku wymierala i byla zastepowana
        bankami, trustami finansowymi, instytucjami kredytowymi i inwestycyjnymi - czyli
        firmami, ktorych rola polegala na zarzadzaniu istniejaca nadwyzka finansow. Az
        nadszedl rok 1989... blok ZSRR upadl i zrodelko nadmiaru zaczelo wysychac.

        Zajelo Amerykanom chwile zanim zorientowali sie, ze bez przeciwnika nie sa w
        stanie utrzymac swego modelu gospodarczego. Rozpoczeli wiec dzialania
        zmierzajace do znalezienia jak najlepszego przeciwnika. Niestety zaden z
        krajow/blokow nie byl w stanie konkurowac z supermocarstwem. Ameryka wchodzila
        coraz glebiej w problemy finansowe, objawiajace sie recesja lat 90-tych. Rok
        2001 przyniosl przelom - pojawil sie przeciwnik tylez samo grozny, co
        "iluzoryczny" - taki, ktorym straszy najlatwiej, bo go nie widac. To znaczy
        widac bylo 9/11, i Madryt, i londynskie metro, jednak przedstawiane sa one jako
        "czubek gory lodowej", pod ktora kryje sie istne wezowisko niesamowicie
        groznych.... psssst, terrorystow. I rozpoczela sie "War on Terror", trwajaca
        oczywiscie do dzisiaj....

        No, ale znow zszedlem niepotrzebnie na polityke. Wrocmy do ekonomii. Po 3 latach
        trwania wojny z terrorem, zaczelo sie okazywac, ze niestety nie udalo sie
        przywrocic haraczowego zrodelka w stopniu wystarczajacym do podtrzymania "War
        Economy". To znaczy, male ozywienie gospodarcze nastapilo, ale ZA male.
        Rozpoczeto wiec myslenie - jak zatamowac uplyw gotowki z USA metodami
        ekonomicznymi. No i Greenspan wymyslil, ze trzeba oslabic dolara.... Na papierku
        wszystko wygladalo cacy - slabszy dolar ulatwi produkcje wlasna, podniesie ceny
        towarow importowanych i nurt przeplywu gotowki odwroci sie.

        Problem tkwi w tym, ze tak sie nie dzieje. Okazalo sie, ze slaby dolar przyniosl
        dynamiczny WZROST deficytu w handlu zagranicznym - czyli zadzialal dokladnie
        odwrotnie niz zakladano.

        Dlaczego tak sie stalo - otoz problem jest tego samego typu jaki napotkal
        Mojzesz wyprowadziwszy Izraelitow z Egiptu. Nie da sie stworzyc wolnego kraju z
        ludzi urodzonych w niewoli. Musial przez 40 lat pozwolic wymrzec dwom
        niewolniczym pokoleniom na pustyni zanim wszedl do Kanaan.

        Rzad amerykanski o tym zapomnial. Oslabil dolara i oto co sie stalo:
        - slaby dolar poczatkowo zaczal podnosic ceny artykulow importowanych (tak jak
        powinien), niestety z biegiem czasu PRZESTAL (przedstawilem powyzej felusiakowi
        matematyczne opracowanie dlaczego przestal)
        - Amerykanie zauwazyli dwie rzeczy - po pierwsze, po krotkotrwalym wzroscie ceny
        rzeczy z importu ustabilizowaly sie, po drugie (i tu jest pies pogrzebany) ZE
        ICH WALUTA TRACI NA WARTOSCI. A co robi czlowiek, ktory ma w reku slabnaca
        walute... no, kolego felusiak? Podpowiem: WYDAJE JA.

        I teraz pytanie: na co wydaje? Otoz moze wydac na przyklad na nieruchomosc. I
        stad pojawil sie "nagle" boom w handlu Real Estate. Uprzedze od razu komentarz
        felusiaka - boom ten NIE byl spowodowany inflacja. Boom ten byl spowodowany
        podswiadomym lekiem [lENkiem] przed inflacja. Niestety w roku 2006 wyczerpala
        sie mozliwosc buforowania pozbywanej sie gotowki cenami nieruchomosci -
        nastapila stagnacja w handlu Real Estate.

        Nie wyczerpal sie za to inny kanal ujscia tej gotowki - IMPORT. Amerykanie
        ochoczo pozbywaja sie zagrozonego spadkiem dolara kupujac to co w sklepach jest
        - TOWARY Z IMPORTU. Robia to, oczywiscie, zuzywajac oszczednosci, gdyz uwazaja,
        na podstawie obserwacji z 2-3 ostatnich lat, ze te oszczednosci beda tracic na
        wartosci. Zerknijcie w post club66 - DOKLADNIE taki model gospodarczy on soba
        reprezentuje. Pozbycia sie pieniadza jakby go parzyl w rece. I tu wlasnie tkwi
        sedno problemu - obnizenie wartosci dolara w spoleczenstwie nauczonym
        nadkonsumpcjonizmu mialo taki sam sens jak zakladanie Izraela przez niewolnikow.

        Skutek - chociazby felusiak wlasna opierzona klata zaslanial go - jest widoczny
        czarno na bialym - maleja oszczednosci Amerykanow, rosnie liczba bankructw i
        utrat domostw, maleje liczba ubezpieczonych zdrowotnie, ale za to deficyt w
        handlu zagranicznym ma sie dobrze....

        I teraz, przejdzmy do podstawowego zarzutu felusiaka. Czy jest to wizja
        katastrofisty. NIE, NIE i jeszcze raz NIE. Jest to po prostu zdroworozsadkowe
        opisanie ekonomicznej rzeczywistosci. Bo tylko zdawszy sobie sprawe z poroblemu
        mozna jemu zaradzic. A w jaki sposob? - to juz pozostawiam fachowcom. Miejmy
        nadzieje, ze metoda Mojzesza nie jest jedyna, aby wyzbyc sie pokolen urodzonych
        w nadkonsumpcjonizmie. :))))
        • club66 Re: Dluzszy wywod - podsumowanie watku 19.02.07, 22:00
          Kabaretu cz.2:))

          thannatos napisał:
          >Ja chcialem naswietlic jednak sprawe w nieco innego (ekonomicznego) punktu
          > widzenia. Otoz, dlugotwala nadwyzka przyplywu finansow nad produkcja w USA
          > stworzyla mechanizm nadkonsumpcjonizmu. Amerykanie przyzwyczaili sie, ze
          >trzeba nadwyzke te wydawac, wydawac i jeszcze raz wydawac.

          Dzieki za wspaniale wystapienie, boki mozna juz ze smiechu zrywac ale poczekajmy
          na kabaretu cz.3, w ktorej dowiemy sie byc moze o sumie produktu w USA oraz
          wielkosci wplywu zagranicznych finansow. Trudno wyobrazic ten ogrom
          zagranicznego kapitalu ale sala czeka w napieciu...:)))
          • thannatos Re: Dluzszy wywod - podsumowanie watku 19.02.07, 22:28
            Ciesze sie, ze sie dobrze bawisz.

            Ty jak na razie nie wniosles do dyskusji nic oprocz miernej jakosci drwin oraz
            propozycji, aby wyzbywac sie gotowki w mozliwie najszybszym tempie.

            Dzieki i za to.
            • club66 Re: Dluzszy wywod - podsumowanie watku 19.02.07, 22:56
              hannatos napisał:

              > Ciesze sie, ze sie dobrze bawisz.
              > Ty jak na razie nie wniosles do dyskusji nic oprocz miernej jakosci drwin

              Nie chcialbym, zeby w stosunku do twoich dyrdymalow to co napisze bylo drwina,
              ale naplyw zagranicznego kapitalu do USA w 2005r stanowil mniej niz 0,5%
              wytworzonego produktu w USA. Oops, sorry:)) A bardziej obrazowo; wynosil prawie
              tyle co we Francji ubieglego roku a w 2006 byl ponad czterokrotnie nizszy jak w
              EU. "Ekonomiczna analize" pozostawiam komediantom.

              >oraz propozycji, aby wyzbywac sie gotowki w mozliwie najszybszym tempie.

              Gotowki to pozbywa sie lokujac ja w skarpecie lub na koncie w banku. Byc moze
              jeszcze przed staroscia zrozumiesz, dlaczego nie lokuje sie tam oszczednosci.
              Malo tez interesuje mnie, ze "statystycznie" na podstawie konta w banku, moje
              oszczednosci sa ujemne:)))
              • thannatos Re: Dluzszy wywod - podsumowanie watku 19.02.07, 23:56
                >
                > Nie chcialbym, zeby w stosunku do twoich dyrdymalow to co napisze bylo drwina,
                > ale naplyw zagranicznego kapitalu do USA w 2005r stanowil mniej niz 0,5%
                > wytworzonego produktu w USA. Oops, sorry:)) A bardziej obrazowo; wynosil prawie
                > tyle co we Francji ubieglego roku a w 2006 byl ponad czterokrotnie nizszy jak
                > w
                > EU. "Ekonomiczna analize" pozostawiam komediantom.

                Takie ujecie prze Ciebie sprawy swiadczy o calkowitym niezrozumieniu o czym w
                tym watku mowimy. Nie mam ochoty Ci wyjasniac. Pozostaje mi uklon, jak to
                komediantowi.


                > Gotowki to pozbywa sie lokujac ja w skarpecie lub na koncie w banku. Byc moze
                > jeszcze przed staroscia zrozumiesz, dlaczego nie lokuje sie tam oszczednosci.
                > Malo tez interesuje mnie, ze "statystycznie" na podstawie konta w banku, moje
                > oszczednosci sa ujemne:)))

                Ciesze sie niezmiernie. Znam 20-30 latkow, ktorzy uwielbiaja na przyklad skakac
                z bungee. Maja oczywiscie racje, gdyz zabawa jest przednia, a szansa na urwanie
                sie liny tak samo mala jak szansa Twojego pelnosciennego zawalu, rozwiniecia
                przez Ciebie piorunujacej marskosci watroby, choroby nowotworowej przelyku lub
                potracenia Cie przez samochod z nastepcza tetraplegia. Nie znam natomiast zbyt
                wielu 50-latkow, osob z niewydolnoscia krazenia, cukrzyca, astma, znaczna
                otyloscia, tudziez po prostu ojcow dwojga-trojga dzieci skaczacych z bungee...
                ciekawe dlaczego...

                A teraz pytanie - ktorych jest wiecej w USA?
                • club66 Re: Dluzszy wywod - podsumowanie watku 20.02.07, 01:26
                  thannatos napisał:
                  > Takie ujecie prze Ciebie sprawy swiadczy o calkowitym niezrozumieniu o czym w
                  > tym watku mowimy. Nie mam ochoty Ci wyjasniac. Pozostaje mi uklon, jak to
                  > komediantowi.

                  Jednak prosze o wytlumaczenie;
                  thannatos napisał:
                  >Otoz, dlugotwala nadwyzka przyplywu finansow nad produkcja w USA
                  >stworzyla mechanizm nadkonsumpcjonizmu.

                  Juz ktos wyjasnil, ze naplyw zagranicznego kapitalu swiadczy o lenistwie. Gdyby
                  wziasc to powaznie okazaloby sie, ze Europejczycy sa parokrotnie wiekszymi
                  leniami od Amerykanow i najleniwsi sposrod wszystkich mieszkancow tej planety:)))
                  Porownania twoje sa gorzej jak infantylne. W przeciagu ostatnich 20 lat liczba
                  Amerykanow posiadajacych mutual funds wzrosla z 6% do prawie 50% w dniu
                  dzisiejszym a ich wklad przekroczyl ponad $6 trylionow, ale to tylko jedno z
                  wielu zrodel lokowania oszczednosci. Nie dziwne wiec, ze konta bankowe swieca
                  pustkani:)...no nie u wszystkich:)))

          • club66 czy w 3 czesci kabaretu 19.02.07, 22:31
            ...bedzie cos bardziej komicznego od:)))))

            thannatos napisał:
            >Amerykanie ochoczo pozbywaja sie zagrozonego spadkiem dolara kupujac to co w
            >sklepach jest- TOWARY Z IMPORTU. Robia to, oczywiscie, zuzywajac oszczednosci,
            >gdyz uwazaja,na podstawie obserwacji z 2-3 ostatnich lat, ze te oszczednosci
            >beda tracic na wartosci. Zerknijcie w post club66 - DOKLADNIE taki model
            >gospodarczy on soba reprezentuje. Pozbycia sie pieniadza jakby go parzyl w
            >rece. I tu wlasnie tkwi sedno problemu - obnizenie wartosci dolara w
            >spoleczenstwie nauczonym nadkonsumpcjonizmu mialo taki sam sens jak zakladanie
            >Izraela przez niewolnikow (...)


            • thannatos Re: czy w 3 czesci kabaretu 20.02.07, 00:00
              club66 napisał:

              > ...bedzie cos bardziej komicznego od:)))))
              >
              > thannatos napisał:
              > >Amerykanie ochoczo pozbywaja sie zagrozonego spadkiem dolara kupujac to co
              > w
              > >sklepach jest- TOWARY Z IMPORTU. Robia to, oczywiscie, zuzywajac oszczedno
              > sci,
              > >gdyz uwazaja,na podstawie obserwacji z 2-3 ostatnich lat, ze te oszczednos
              > ci
              > >beda tracic na wartosci. Zerknijcie w post club66 - DOKLADNIE taki model
              > >gospodarczy on soba reprezentuje. Pozbycia sie pieniadza jakby go parzyl w
              > >rece. I tu wlasnie tkwi sedno problemu - obnizenie wartosci dolara w
              > >spoleczenstwie nauczonym nadkonsumpcjonizmu mialo taki sam sens jak zaklad
              > anie
              > >Izraela przez niewolnikow (...)
              >
              >

              Oooo, ja sadze, ze niewiele jest w stanie przebic komizmu tego stwierdzenia:

              "Made in U.S.A.: Record trade gap
              Imports top exports by nearly $764 billion, fed by record oil prices, insatiable
              consumer appetite for imports.

              The gap is now so large that exports would have to grow more than 50 percent
              faster than imports for the trade gap simply to stay at last year's level."

              I tym optymistycznym akcentem....
              • club66 Re: czy w 3 czesci kabaretu 20.02.07, 01:31
                thannatos napisał:
                > "Made in U.S.A.: Record trade gap
                > Imports top exports by nearly $764 billion, fed by record oil prices,
                insatiable >consumer appetite for imports.
                > The gap is now so large that exports would have to grow more than 50 percent
                > faster than imports for the trade gap simply to stay at last year's level."

                > I tym optymistycznym akcentem....

                ...łykasz histerie mediow i myslisz podobnie jak z kontami w bankach:)))
                • thannatos Re: czy w 3 czesci kabaretu 28.02.07, 14:37
                  Mowisz, ze jak lykam... A ja sadze, ze tych lykajacych sa... miliony:

                  "Most global markets fall for second day"
                  www.msnbc.msn.com/id/17371011/

                  Idz im powiedz, ze to tylko histeria mediow i ze Ty dajesz sobie reke uciac, ze
                  jest i bedzie dobrze.
                  • felusiak1 Żenujące wypoty, thannatos 28.02.07, 18:14
                    Rzucasz sie z tematu w temat starając sie popchnąć swoją idiotyczna teorię.
                    Nie wstyd ci?
                    • thannatos Re: Żenujące wypoty, thannatos 28.02.07, 18:23
                      felusiak1 napisała:

                      > Rzucasz sie z tematu w temat starając sie popchnąć swoją idiotyczna teorię.
                      > Nie wstyd ci

                      Ja przeskakuje? Znowu IQ Cie zawodzi i nie jestes w stanie powiazac faktow? Jak
                      wyglada bilans handlu zagranicznego USA z Chinami od roku 2000? Co powoduje w
                      Chinach boom na ich produkty w USA? A co bylo powodem obecnego spadku na
                      gieldzie w Chinach? Mam jeszcze bardziej zblizyc logicznie fakty, czy sam juz
                      wpadniesz?

                      Czy Ty myslisz, ze nadchodzaca recesja w USA musi sie koniecznie ZACZAC na Wall
                      Street? Nie moze sie zaczac od Chin?
                      • thannatos Swoja droga... 01.03.07, 16:08
                        Tak sie zastanawiam... ile szmalu wlasnie stracil obywatel club66....

                        "Wall Street slammed amid skittishness"
                        www.msnbc.msn.com/id/3683270/
                        • thannatos No, cosik sie nasz geniusz eknomiczny... 03.03.07, 02:36
                          ... nie chwali jak mu te inwestycje dobrze ida....

                          "Ceny akcji na giełdzie amerykańskiej spadały również dzisiaj, powiększając
                          straty poniesione w tym tygodniu - najgorszym na Wall Street od ponad 4 lat."
                          www.rzeczpospolita.pl/News/1,30,61298.html#61298

                          No nic, felusiak cytat dla Ciebie, zebys nie mowil, ze znow odbieglem od watku
                          "slaby dolar":

                          "Dziś dodatkowym czynnikiem niepokoju na Wall Street stał się ostro zwyżkujący
                          kurs jena japońskiego względem dolara USA."

                          Aha, a to odnosnie naszej niegdysiejszej dyskusji odnosnie "real estate bybble",
                          gdzie twierdziles, ze efektem pekniecia "bubble" nie bedzie wyhamowanie gospodarki:

                          "Analitycy zapowiadają, że niepokój na rynku akcji, pogłębiany jeszcze przez
                          chwiejność rynku nieruchomości w USA, potrwa kolejny tydzień albo dwa."

                          Dla zainteresowanych polecam caly watek i ocene z perspektywy czasu kto mial
                          racje - felusiak czy ja:
                          forum.gazeta.pl/forum/72,2.html?f=50&w=42390258&v=2&s=0
                          • felusiak1 Żenujące wypoty, thannatos 04.03.07, 20:14
                            Rzucasz sie od eksportu i słabnacego dolara do giełdy, do Chin, do Japonii,
                            do nieruchomości i do krainy fantazji.
                            I to wszystko w jednym jedynym celu wykazania, ze jest źle, bardzo, bardzo źle.

                            To mówisz, ze recesja w USA zacznie sie w Chinach?

                            PS. Ja twierdziłem. że w dyskusji z tobą, że efektem peknięcia real estate
                            bubble nie bedzie wyhamowanie gospodarki? Pomijajac fakt, ze zdanie to nie ma
                            sensu pragnałbym dostać link z moja wypowiedzia w tym duchu.
                            • thannatos Re: Żenujące wypoty, thannatos 04.03.07, 23:11
                              felusiak1 napisała:

                              >
                              > PS. Ja twierdziłem. że w dyskusji z tobą, że efektem peknięcia real estate
                              > bubble nie bedzie wyhamowanie gospodarki? Pomijajac fakt, ze zdanie to nie ma
                              > sensu pragnałbym dostać link z moja wypowiedzia w tym duchu.
                              >

                              Sluze:

                              "ceny paliw, inflacja, dług, wojna i podobno juz pękająca housing bubble
                              nie maja wiele wspólnego mozliwościa załamania gospodarczego i recesją."
                              forum.gazeta.pl/forum/72,2.html?f=50&w=42390258&a=42399000

                              A tu masz lekture na niedzielne popoludnie/wieczor:
                              patrick.net/housing/crash.html

                              Pozdrawiam.
                              • felusiak1 Re: Żenujące wypoty, thannatos 06.03.07, 21:24
                                Zarzucasz mi coś czego nie napisałem.
                                Widzę, ze stosujesz logiczna ekwilibrystykę połaczona z kontorcjonizmem.
                                Have a good afternoon.

                                PS. patrick.net pisze absolutne bzdury. Powinien raczej pracować nad
                                udowodnieniem , ze jestem sprawca globalnego ocieplenia.

                                Drogi thannatosie, przyznam ze lubie cię, cenię twoje zaciecie i podziwiam
                                wysiłek w wyszukiwaniu róznego rodzaju idiotyzmów w necie.
                                Nistety to co prezentujesz to nic innego niz gibberish i w zwiazku z tym już
                                chyba sobie odpuszcze dyskusje z tobą, chyba że zaczniesz od podstaw i
                                przeczytasz Economics for Dummies.
                            • thannatos Mis o bardzo malym rozumku 05.03.07, 00:22
                              felusiak1 napisała:

                              > Rzucasz sie od eksportu i słabnacego dolara do giełdy, do Chin, do Japonii,
                              > do nieruchomości i do krainy fantazji.
                              > I to wszystko w jednym jedynym celu wykazania, ze jest źle, bardzo, bardzo źle.

                              Misiaczku - ja juz dawno stwierdzilem, ze Twoim hobby jest JEDNOPARAMETROWE
                              rozpatrywanie systuacji gospodarczej (sluze linkiem do tego stwierdzenia), wiec
                              absolutnie mnie nie dziwi, ze nie jestes w stanie zrozumiec korelacji miedzy
                              faktami, o ktorych powyzej piszesz. Nic to, jakos to przezyjemy....

                              A tu masz cos, zeby Ci jeszcze bardziej pogmatwac w Twoim rozumku -
                              wieloparametrowa analize systuacji USA 2007 i widma nadchodzacego krachu - czyli
                              to co wysmiewac lubisz najbardziej:

                              "The recession that starts in 2007 from the combined result of housing,
                              private-equity, hedge fund, and foreign Investment declines will be major. The
                              stock market along with many inflated asset classes will follow. Maybe the Gods
                              will be laughing in 2007, but a lot of homeowners and investors likely won't be."
                              www.itulip.com/forums/showthread.php?t=743
    • gieroy_asfalta przeczytaj 19.02.07, 20:04
      korwin-mikke.blog.onet.pl/2,ID178049993,index.html
      • thannatos Re: przeczytaj 19.02.07, 20:26
        gieroy_asfalta napisał:

        > korwin-mikke.blog.onet.pl/2,ID178049993,index.html

        Drogi gieroyu vel asfalcie.

        Pan Janusz Korwin-Mikke jest przemilym czlowiekiem, ale jesli jego model
        gospodarczy wprowadzonoby na Saharze, to po roku by piasku zabraklo.

        Oto analiza jego sposobu myslenia:

        Przyklad 1 (ktory ma byc jakoby korzystny dla Francji) "Kupuję we Francji towar
        za 100.000 FF. Wywożę do Ameryki i sprzedaję za 200.000FF. Kupuję tam za nie
        towar - i sprzedaję go we Francji za 300.000FF. Jak jest bilans handlowy
        Francji? UJEMNY!! Na 200.000 FF"

        Pan Janusz Korwin-Mikke porusza sie tu w iluzorycznym swiecie, w ktorym kupuje
        sie "towar". Otoz, w swiecie rzeczywistym kupuje sie konkretne produkty. Jesli
        Francja sprzeda Panu Januszowi kacze guano sztuk jeden za 100.000FF, a on
        pojedzie z tym do USA, to moze owszem znalezc innego geniusza, ktory mu owe
        wyzej wymienione fekalia kupi za 200.000 FF, ale raczej zostanie po prostu
        wysmiany. Natomiast, jesli Francja sprzeda mu najlepszej jakosci stal za
        1000.000 FF, ktora on sprzeda w USA za 200.000 FF w USA, nastepnie kupi partie
        plastikowych zabawek "Made in China" rozpadajacych sie po 12 sek od otwarcia
        pudelka, potem opchnie to na straganie opodal Pol Elizejskich za laczna sume
        300.000 FF... to wedlug Pana Janusza FRANCUZI nadal na tym zyskaja.... prawda?


        Przyklad 2 (ktory ma byc jakoby niekorzystny dla Francji): "Jeśli jednak kupię
        towar we Francji za 100.000, wyeksportuję do Ameryki, i statek po drodze
        zatonie, to bilans handlowy Francji jest DODATNI (na 100.000 FF)."

        Oczywiscie - Fracja ma nadwyzke 100.000 KOSZTEM Pana Janusza Korwina-Mikke.
        Czyli tylko on jest tu poszkodowany, a nie Francja. A co za to sobie Francuzi
        kupia w USA, to juz ich sprawa.
        • thannatos Wersja pelna i poporawna 19.02.07, 21:21
          > gieroy_asfalta napisał:
          >
          > > korwin-mikke.blog.onet.pl/2,ID178049993,index.html

          Kliknelo mi sie "wyslij" przed dokonczeniem edycji testu. Ponizej wersja pelna i
          poprawna:

          Drogi gieroyu vel asfalcie.

          Pan Janusz Korwin-Mikke jest przemilym czlowiekiem, ale jesli jego model
          gospodarczy wprowadzonoby na Saharze, to po roku by piasku zabraklo.

          Oto analiza jego sposobu myslenia:

          Przyklad 1 (ktory ma byc jakoby korzystny dla Francji): "Kupuję we Francji towar
          za 100.000 FF. Wywożę do Ameryki i sprzedaję za 200.000FF. Kupuję tam za nie
          towar - i sprzedaję go we Francji za 300.000FF. Jak jest bilans handlowy
          Francji? UJEMNY!! Na 200.000 FF"

          Pan Janusz Korwin-Mikke porusza sie tu w iluzorycznym swiecie, w ktorym kupuje
          sie "towar". Otoz, w swiecie rzeczywistym kupuje sie konkretne produkty. Jesli
          Francja sprzeda Panu Januszowi kacze guano sztuk jeden za 100.000FF, a on
          pojedzie z tym do USA, to moze owszem znalezc innego geniusza, ktory mu owe
          wyzej wymienione fekalia kupi za 200.000 FF, ale raczej zostanie po prostu
          wysmiany, a Francja zatrzyma w kieszeni 100.000 FF. Jest to taki maly dowod na
          to, ze "TOWAR za 100.000 FF" ma w swiecie rzeczywistym dosc... hmmm... umowne
          znaczenie.

          Natomiast, jesli Francja sprzeda mu najlepszej jakosci stal za 100.000 FF, ktora
          on sprzeda w USA za 200.000 FF, nastepnie kupi partie plastikowych zabawek "Made
          in China" rozpadajacych sie po 12 sek od otwarcia pudelka, potem opchnie to na
          straganie opodal Pol Elizejskich za laczna sume 300.000 FF... to wedlug Pana
          Janusza, oprocz niego samego (200.000 francuskich FF w kieszeni), FRANCUZI nadal
          na tym zyskaja.... prawda?

          Przyklad 2 (ktory ma byc jakoby niekorzystny dla Francji): "Jeśli jednak kupię
          towar we Francji za 100.000, wyeksportuję do Ameryki, i statek po drodze
          zatonie, to bilans handlowy Francji jest DODATNI (na 100.000 FF)."

          Oczywiscie - Fracja ma nadwyzke 100.000 KOSZTEM Pana Janusza Korwina-Mikke.
          Czyli tylko on jest tu poszkodowany, a nie Francja. A co za to sobie Francuzi
          kupia w USA, to juz ich sprawa.
    • jorl Re: Slaby dolar = dobry eksport? 19.02.07, 22:12
      hannatos napisał:

      > Piszesz ciekawe rzeczy i choc nieskladnie, to nawet na temat. Ale problem poleg
      > a
      > w tym, ze to co Ty opisujesz jako calkowicie zle, az tak zlym do niedawna nie
      > bylo. Zgoda, USA otrzymywalo haracz od swiata, za ktory kupowalo sobie towary.
      > Ale bylo to naturalne w czasach zimnej wojny. USA bylo zarazem hegemonem, ale i
      > obronca i dobroczynca Swiata Zachodu. Poczytaj sobie kilka opracowan na temat
      > tzw. "War Economy" okresu zimnej wojny.
      >
      > Problem rozpoczal sie po upadku ZSRR. W obliczu uni-/oligolateralizmu swiata
      > zniknal element obronny, pozostal sam hegemon. Zorientowawszy sie, kraje zaczel
      > y
      > sie raczkiem z placenia haraczu wycofywac. Niektorym sie udalo, niektorym nie.
      > A

      Fakt, nieskladnie bo pisalem na moim telefonie komorkowym podczas moich podrozy.
      Zapowiadalem cos dokladniejszego ale nie wiem kiedy. Potrzebuje na to co
      najmniej 5 godz. W kawalku.

      Podczas Zimnej Wojny USA nie miala takiego deficytu handlowego. Ten deficyt
      zaczal sie co prawda za Reagana ale naprawde zaczal narastac po upadku ZSRR.
      Moze w tym roku zahamuje sie wzrost ale w 2006 byl najwiekszy w historii bo 800
      mild $.
      Ty twierdzisz inaczej. Dlaczego?
      Dzisiaj dosc.
      Pozdrowienia
      • thannatos Re: Slaby dolar = dobry eksport? 19.02.07, 22:35
        > Podczas Zimnej Wojny USA nie miala takiego deficytu handlowego.

        To oczywiste, czesc haraczu przybywala do USA w postaci... sprzedazy po
        "preferencyjnych" cenach oraz kupowania amerykanskich produktow po takichze
        samych. Przeciez rzady krajow chronionych przez USA nie mogly oglosic swoim
        spoleczenstwom, ze robia z ich kieszeni jedna wielka zrzutke na swojego obronce.
        Urealnienie cen jest jednym z elementow wyzbywania sie haraczu przez
        poszczegolne kraje w relacjach z USA. Stad wzrost deficytu.
    • felusiak1 thannatos nie marudź 20.02.07, 00:39
      Ręce opadają kiedy czytam te twoje dyrdymały. Naprawdę.
      To co piszesz jest niczym wiecej niz politycznie umotywowanym bzdetem.
      Chciałem odpowiedzieć ale doszedłem do wniosku, że nie ma to najmniejszego sensu.
      Lataj wysoko thannatos.....
      • w_ojciech Re: thannatos nie marudź 27.02.07, 13:12
        A tak na marginesie - co USA produkuje? Ja w domu mam jedynie
        książki wydane w USA. Nic poza tym.
        • w_ojciech zapomniałem 27.02.07, 13:27
          mam telefon Motoroli. Koszmar.
          • w_ojciech Re: zapomniałem 27.02.07, 18:15
            w_ojciech napisał:
            > mam telefon Motoroli. Koszmar.
            =================================================
            Już nieaktualne. Dostałem od syna Nokię.

            Motorola pójdzie do rupieci.
    • jorl Re: Slaby dolar = dobry eksport? 20.02.07, 18:44
      thannatos napisał:

      > > Podczas Zimnej Wojny USA nie miala takiego deficytu handlowego.
      >
      > To oczywiste, czesc haraczu przybywala do USA w postaci... sprzedazy po
      > "preferencyjnych" cenach oraz kupowania amerykanskich produktow po takichze
      > samych. Przeciez rzady krajow chronionych przez USA nie mogly oglosic swoim
      > spoleczenstwom, ze robia z ich kieszeni jedna wielka zrzutke na swojego obronce
      > .
      > Urealnienie cen jest jednym z elementow wyzbywania sie haraczu przez
      > poszczegolne kraje w relacjach z USA. Stad wzrost deficytu.

      Nieprawda. Za zeszly rok deficyt handlowy USA byl 800 mild$. Od kilknastu lat
      narastal i to ogromnie powyzej inflacji.

      Ty piszesz ze teraz maleje. Oczywista ze nieprawda. Za bardzo czytasz opinie
      zamiasta opierac sie na sprawdzalnych faktach.

      W tym zakresie sie tak samo klamie jak w sprawie CO2. I to klamanie jest bardzo
      wazne. Ciebie ono przekonuje, mnie nie.

      Proste. USA mogla kiedys tylko sciagac ten haracz o ktorym piszesz w formie za
      wysokich cen na bron. Na towary w sensie rynkowym juz nie.
      No jeszcze koszty utrzymania wojsk w Niemczech i Japonii byly placone od 1945
      przez te kraje.
      Ale w stosunku do tych ogromnych 800 mild/rok to pikus.
      A moze Ty nie wierzysz ze USA ma taki deficyt handlowy?
      Dzisiaj starczy. Kiedys dokladniej.
      Pozdrowienia

      • thannatos Re: Slaby dolar = dobry eksport? 20.02.07, 22:34
        > Ty piszesz ze teraz maleje.

        Gdzie ja to niby napisalem? Wieczorne leki rano wziales? :P
    • jorl Re: Slaby dolar = dobry eksport? 20.02.07, 22:44
      thannatos napisał:

      > niektore (w tym Polska) samodzielnie weszly w role nowych wasali. Ogolnie
      > jednak, zrodelko wplywow z haraczu dosc mocno dla USA wyschlo. Tak wyglada
      > sprawa od strony politycznej.


      > trwania wojny z terrorem, zaczelo sie okazywac, ze niestety nie udalo sie
      > przywrocic haraczowego zrodelka w stopniu wystarczajacym do podtrzymania "War
      > Economy". To znaczy, male ozywienie gospodarcze nastapilo, ale ZA male.
      > Rozpoczeto wiec myslenie - jak zatamowac uplyw gotowki z USA metodami

      A co ma znaczyc Twoje powyzej? "zatamowac uplyw gotowki z USA"

      Cos Twoje leki ktore bierzesz nie za dobre. Normalny czlowiek te Twoje slowa
      moze interpretowac tylko ze z USA pieniadz odplywa a JA twierdze ze PRZYPLYWA.
      Bo wlasnie dzieki temu deficyt ROSNACY jest pokrywany. Dzennie obecnie 2 mild$
      netto.
      Zrozumiano??

      Pozdrowienia

      • thannatos Re: Slaby dolar = dobry eksport? 21.02.07, 00:33
        Ty chyba masz ostre problemy ze zrozumieniem wlasnego tekstu.

        Cytat z Ciebie: "Za zeszly rok deficyt handlowy USA byl 800 mild$. Od kilknastu
        lat narastal i to ogromnie powyzej inflacji. Ty piszesz ze teraz maleje."

        Pokaz mi gdzie napisalem ze DEFICYT HANDLOWY USA MALEJE?
        • felusiak1 Nie napisał, że maleje 21.02.07, 04:26
          Oprócz tego napisał tu tyle bzdur, że poszedłem pałakać i jeszcze mam mokre ryło.
          thannatos chce za wszelka cenę udowodnić, że koło jest kwadratowe.
          Najbardziej w pamięci utkwił mi taki oto bzdet: "A co robi czlowiek, ktory ma w
          reku slabnaca walute... no, kolego felusiak? Podpowiem: WYDAJE JA."
          thannatos, na rynku amerykańskim dolar nie osłabł, tak jak euro nie wzmocniło
          sie w strefie euro. Nikt nie przelicza wydawanych dolarów na euro. Idziesz do
          sklepu, kupujesz funt bananów za 49 centów tak jak kupowałes przed rokiem,
          dwoama laty, trzema laty..... Nie chcesz powiedzieć, ze amerykanie przeliczaja
          posiadane dolary na euro i biegna do sklepu kupić nowy telewizor? Przecież ty
          wiesz, że po wyniesieniu za próg jest bezwartościowy.
          Naprawde zacznij od podstaw ekonomii bo płakać sie chce kiedy czytam te twoje
          wywody..
          • thannatos Re: Nie napisał, że maleje 21.02.07, 14:12
            No co felusiak, pozostaje sie pogodzic z faktem, ze to co Ty uwazasz za oznake
            prosperity, ja uwazam za grozna w chwili obecnej ucieczke od pieniadza.

            Juz Ci wytlumaczlem, ze jako mieszkaniec USA jestem w tej dyskusji w "win-win
            situation", bo albo mam racje i wtedy bedzie to osloda do mieszkania w
            pogarszajacym sie ekonomicznie kraju, albo racji nie mam i bede mial w zamian
            lepsze warunki do pracy/zycia. :)
            • felusiak1 Re: Nie napisał, że maleje 21.02.07, 19:28
              Gdybyś napisał cos co ma ręce i nogi a nie stek bzdur to bardzo chetnie
              dyskutowałbym z tobą, gdyz jako jeden z nielicznych starasz sie podpierać swoje
              opowiastki. Problem jest w tym, ze brak ci podstaw i dlatego stałeś sie
              katastrofistą, widzisz wszystko w czarnych kolorach itd. Zamiast przyjmować
              te felietony "at the face value" postaraj sie zanalizować sam.
    • jorl Re: Slaby dolar = dobry eksport? 23.02.07, 20:11
      OK than. oczywiscie nie napisales ze deficyt handlowy USA maleje. Napewno nie
      bezposrednio.
      Ale oczywiscie posrednio.
      To teraz powolutku:

      Twoje slowa drogi than.
      > trwania wojny z terrorem, zaczelo sie okazywac, ze niestety nie udalo sie
      > przywrocic haraczowego zrodelka w stopniu wystarczajacym do podtrzymania "War
      > Economy". To znaczy, male ozywienie gospodarcze nastapilo, ale ZA male.
      > Rozpoczeto wiec myslenie - jak zatamowac uplyw gotowki z USA metodami

      Napisales tutaj ze z USA JEST odplyw gotowki. Prawda ze tak napisales?
      Jak mozna to interpretowac? Wlasciwie jakby wziasc doslownie co napisales to
      znaczy ze z USA, naturalnie netto jako ze zawsze sa ruchy w obie strony, gotowka
      czyli pieniadze odplywaja. Do Swiata.

      Ja oczywiscie twierdze ze deficyt handlowy USA jest finansowany dokladnie
      doplywem gotowki do USA. Oczywiscie netto.
      A wiec jak juz twierdzisz ze pieniadz z USA odplywa to co najmniej dla mnie jest
      jednoznacze ze USA MUSI nie tylko miec deficyt handlowy a wlasciwie nadwyzke.

      Ale nawet, jak sie poslizgeles, zdaza sie kazdemu, i chciales powiedziec ze nie
      tyle pieniadze z USA do Swiata plyna a po prostu potok netto pieniedzy do USA
      sie zmniejsza to automatycznie MUSIALBY deficyt handlowy USA malec.

      Czy teraz juz jasne?

      A moze napiszesz drogi than. czy nie widzisz tej zaleznosci pomiedzy przeplywem
      netto gotowki z deficytem/nadwyzka handlowa?
      Ciekawe jestem.
      W oczekiwaniu na odpowiedz nie wezme moich wieczornych lekow.
      Pozdrowienia

      • thannatos Re: Slaby dolar = dobry eksport? 23.02.07, 22:23
        jorl napisał:

        "po prostu potok netto pieniedzy do USA
        sie zmniejsza to automatycznie MUSIALBY deficyt handlowy USA malec."

        Nic bardziej bzdurnego. Malalby, jesli USA nie mialyby zadnych rezerw. A takowe
        maja. Sa nimi chociazby oszczednosci Amerykanow, nie mowiac juz o balansie kart
        kredytowych. Poki nie wyczerpia sie te zasoby, deficyt nie bedzie malal, a nawet
        bedzie rosl, gdyz oslabiono walute, w ktorej jest rozliczany - zwiekszajac tym
        manewrem wartosc importu znacznie bardziej niz eksportu. Winny jest temu
        nadkonsumponizm Amerykanow. I dziury tej w obliczu slabego dolara nie jest w
        stanie pokryc naplyw pieniadza na skutek dzialan czysto finansowych (tzw.
        "financial services"), ktore byly niczym innym jak sposobem na zdzieranie
        haraczu od wasali USA w trakcie zimnej wojny i sa nim nadal. Haracz ten na
        skutek slabosci dolara, rowniez stracil na wartosci.

        Wez sobie taki model - duuuuuuze wiadro, do ktorego z gory cieknie woda
        (pieniadze za eksport + "financial services"), a na dole masz dziure (pieniadze
        wydane na import):

        1. Jesli naplyw wody jest rowny odplywowi przez dziure, poziom wody w wiadrze
        nie zmienia sie i nie zmienia sie predkosc wyplywu przez dziure. Kraj zyje w
        wyrownanym balansie. To byl okres zimnej wojny. Co wiecej, na skutek znacznego
        zwiekszenia naplywu (haracz zimnowojenny), Amerykanie byli zmuszeni zwiekszyc
        odplyw (nakrecanie wyscigu zbrojen i nadkonsumpcja).

        2. Jesli tylko przykrecisz wode, poziom wody bedzie spadal i powoli bedzie
        spadal na skutek mniejszego cisnienia wyplyw przez dziure. To byl okres PO
        zimnej wojnie (recesja lat wczesnych 90-tych). Deficyt wtedy co prawda nie
        spadal, ale nie rosl tez zbytnio.

        3.Ale jesli przykrecisz wode ORAZ powiekszysz dziure (w tym przypadku oslabisz
        dolara NIE wlaczac z nadkonsumpcja - lata pozne lata 90-te i 2000-czne) - wyplyw
        wody czasowo WZROSNIE az do wyczerpania sie wody w wiadrze. Przy kraju wielkosci
        USA mowimy tu o dziesiecioleciach.

        zerknij:
        upload.wikimedia.org/wikipedia/en/thumb/2/26/USTrade1991-2005.png/700px-USTrade1991-2005.png


        Wlasnie ta trzecia sytuacja dzieje sie w USA. Przyczyna tego manewru (oslabienia
        dolara) jest jasna - rzad USA liczy na restrukturyzacje przemyslu, tak aby stal
        sie on znow oplacalny. Sluza tez temu ciecia podatkowe, na ktorych zyskali
        najbogatsi (czyli wlasciciele przemyslu). Manewr ten nie jest jednak za darmo -
        cene placi przecietny John Smith ze swojej kieszeni. Placi roznie - utrata pracy
        i zamiana na gorzej platna, zmniejszeniem oszczednosci, dlugiem na karcie
        kredytowej, utrata domu, ogloszeniem bakructwa, utrata ubezpieczenia
        zdrowotnego... Zerknij na statystyki tych zjawisk od roku 2000.

        Pytaniem na przyszlosc jest czy manewr ten bedzie skuteczny i inwestycja zwroci
        sie, czy tez skutkiem tego bedzie jedynie dalsza pauperyzacja "middle class".
        Czas pokaze.

        PS. Teoretycznie wydaje sie, ze wzmocnienie dolara byloby lekastwem. Tylko
        pozornie - na (bardzo) krotko zahamowaloby wzrost deficytu, ale calkowicie
        zdusiloby amerykanski przemysl wlasny, przynoszac wiecej szkod niz pozytku.
        Prawdziwym lekarstwem jest obnizenie wartosci dolara ALE TYLKO I WYLACZNIE
        polaczone z ograniczeniem nadkonsumpcji (czyli krotko mowiac importu).
        Przyniosloby to restukturyzacje przemyslu, bez ucieczki gotowki do, co tu
        ukrywac, Chin.
        www.oftwominds.com/blog-photos/US-china-trade2.gif

        Oczywiscie najwygodniejszym lekarstwem dla USA jest po prostu powrot haraczy
        zimnowojennego... ale to se ne vrati... Nawet jesli Putin grozi (Rosji tez sie
        marzy druga zimna wojna, z bardzo podobnych przyczyn - straca jednak na tym,
        gdyz grono ich wasali zmalalo znacznie).
        • jj-k dolar cale dziesieciolecia byl przwartosciowany 23.02.07, 22:38
          thannatos napisał:
          Przyczyna tego manewru (oslabienia
          > dolara) jest jasna - rzad USA liczy na restrukturyzacje przemyslu, tak aby
          stal sie on znow oplacalny. Sluza tez temu ciecia podatkowe, na ktorych zyskali
          > najbogatsi (czyli wlasciciele przemyslu). Manewr ten nie jest jednak za
          darmo - cene placi przecietny John Smith ze swojej kieszeni. Placi roznie -
          utrata pracy i zamiana na gorzej platna, zmniejszeniem oszczednosci, dlugiem na
          karcie kredytowej, utrata domu, ogloszeniem bakructwa, utrata ubezpieczenia
          > zdrowotnego... Zerknij na statystyki tych zjawisk od roku 2000.
          >
          > Pytaniem na przyszlosc jest czy manewr ten bedzie skuteczny i inwestycja
          zwroci
          > sie, czy tez skutkiem tego bedzie jedynie dalsza pauperyzacja "middle class".
          > Czas pokaze.


          To Prawidlowa analiza.
          Innego wyjscia Amerykanie jednak nie maja.
          Zyli na koszt swiata ostatnie 30 lat...
          i koniec z tym.
        • jorl Re: Slaby dolar = dobry eksport? 23.02.07, 22:44
          Absolutnie sie z tymi wywodami nie zgadzam. Jest to propaganda aby tym co z
          calego Swiata przysylajac pieniadze nie pokazac ze USA te wlasnie pieniadze zuzywa.
          Aby to dokladnie opisac potrzebuje czasu. I to nie dzisiaj ale moze w ciagu paru
          tygodni.
          Przy okazji moze zastanow sie i odpowiedz na nastepujace pytanie.

          Obecnie przyplywaja do USA netto pieniadze z calego Swiata? Jak tak to te
          wlasnie z 2 mild$/dzien czy nie.
          Albo moze wiesz inna sume. To napisz.
          Wystarczy na dzisiaj.
          Pozdrowienia
          • felusiak1 jorl, to nie jest temat dla ciebie 24.02.07, 22:15
            To jest temat dla ludzi, którzy mają jakieś pojecie o ekonomii a w szczególności
            o finansach, a nie dla technika ślusarza.
            Nawet nie wiesz jak nazwać to o czym tak nieudolnie piszesz.
            To nazywa sie "Bilans Płatniczy", drogi jorlu, po angielsku "Balance of Payments".

            Sprawdziłem statystyki począwszy od 1960 roku i stwierdzam, że USA ma ujemne
            saldo w obrotach z zagranicą od 1971 roku z wyjatkiem lat 1973 i 1975.
            Natomiast saldo bilansu płatniczego było ujemne w latach 1966, 1968, 1975, 1976,
            1978-1986, 1989, 1990, 1993, 1995, 1998, 1999, 2004-2006. Ujemne saldo bilansu
            płatniczego oznacza, że netto pieniadze nie przypływają a odpływaja.
            I to by było na tyle.
    • jorl felusiak 25.02.07, 21:25
      felusiak1 napisała:

      > To jest temat dla ludzi, którzy mają jakieś pojecie o ekonomii a w szczególnośc
      > i
      > o finansach, a nie dla technika ślusarza.
      > Nawet nie wiesz jak nazwać to o czym tak nieudolnie piszesz.
      > To nazywa sie "Bilans Płatniczy", drogi jorlu, po angielsku "Balance of Payment
      > s".
      >
      > Sprawdziłem statystyki począwszy od 1960 roku i stwierdzam, że USA ma ujemne
      > saldo w obrotach z zagranicą od 1971 roku z wyjatkiem lat 1973 i 1975.
      > Natomiast saldo bilansu płatniczego było ujemne w latach 1966, 1968, 1975, 1976
      > ,
      > 1978-1986, 1989, 1990, 1993, 1995, 1998, 1999, 2004-2006. Ujemne saldo bilansu
      > płatniczego oznacza, że netto pieniadze nie przypływają a odpływaja.
      > I to by było na tyle.

      Przypominasz mi Felusiak Al Gorea. Czy jak mu tam co pieprzy ze CO2 wytwarzany
      przez ludzi Swiat zniszczy i klamie. Ty to widziasz ja tez. Ale on tak pieprzy
      bo ma powod. Chce tym gadaniem zmusic spoleczenstwo do oszczedzania surowcow.
      Teraz o pieniadzach i deficytach handlowych. Cala sprawa tu tez polega aby ukryc
      prawde. Deficyt handlowy USA jest pokrywany z przyplywu pieniedzy ludzi z calego
      Swiata ktorzy moga przestac w USA odkladac. Jak zwachaja ze ich nie zobacza. A
      wiec czeba lgac ze tych pieniedzy niema. I wtedy taki pojedynczy oszczedzajacy
      mysli ze to tylko ja oszczedzam wiec dostane spowrotem. Jakby sie zmiarkowal ze
      jest takich wielu by mogl wpasc na glupie mysli i nie robic tego.
      A wtedy u was w USA stopa zyciowa o 25% w dol, finansowi zonglerzy obslugujacy
      tez te pieniadze nie maja nagle co robic i fatalnie.
      A ty tez jestes finansowy zongler felusiak.
      No wiec jak lew bedziesz walczyl o swoj byt. Lgajac i na tym forum.
      Jak Al gore o CO2.
      Pozdrowienia
      • felusiak1 Re: felusiak 26.02.07, 22:32
        jak wyżej napisałem, "czeba" mieć pojęcie o czym sie pisze.
        Zajmij sie obróbka metalu, jorl.
        • picard2 Re: felusiak 27.02.07, 23:25
          felusiak1 napisała:

          > jak wyżej napisałem, "czeba" mieć pojęcie o czym sie pisze.
          > Zajmij sie obróbka metalu, jorl.

          Ja nie mam zielonego pojecia ani o makro ani o mikro ekonomii
          Wiec moze ktos mi wytlumaczy dlaczego slaby dolar pozwala Boeingowi
          sprzedawac taniej samoloty od czasu jak euro podskoczylo z 1$ na 1,33$.
          Z gory dziekuje.
          • felusiak1 Re: felusiak 28.02.07, 01:30
            Powiedzmy, ze Boeing kosztuje 100 milionów dolarów. Kiedy kurs wynosi 1:1 to
            kosztuje też 100 mln euro, ale kiedy euro wzrosło do $1.33 to ten sam Boeing
            kosztuje "tylko" 75 mln euro. Tym sposobem Boeing ma swoje sto milionów a nabywca
            25-cio procentowy rabat.
            • picard2 Re: felusiak 28.02.07, 20:13
              felusiak1 napisała:

              > Powiedzmy, ze Boeing kosztuje 100 milionów dolarów. Kiedy kurs wynosi 1:1 to
              > kosztuje też 100 mln euro, ale kiedy euro wzrosło do $1.33 to ten sam Boeing
              > kosztuje "tylko" 75 mln euro. Tym sposobem Boeing ma swoje sto milionów a nabyw
              > ca
              > 25-cio procentowy rabat.

              Dziękuje teraz zrozumiałem co myśli Dyrektor Airbus gdy podaje "ze każda zniżka
              dolara o 10centow kosztuje nas miliard euros".
          • i-love-2-ski Re: felusiak 28.02.07, 01:33
            picard2 napisał:

            >
            >
            > Ja nie mam zielonego pojecia ani o makro ani o mikro ekonomii
            > Wiec moze ktos mi wytlumaczy dlaczego slaby dolar pozwala Boeingowi
            > sprzedawac taniej samoloty od czasu jak euro podskoczylo z 1$ na 1,33$.
            > Z gory dziekuje.

            :))) oj loregon a na matematyce to wy sie znacie,czy teSZ troszki ciezko wam una
            idzie:))))
          • poddanywujasama Re: felusiak 03.03.07, 17:46
            Przed chwila przeczytalem w Baltiomore Sun, ze UPS wycofalo sie z kupna
            dziesieciu A380.Podalem tyo jako cioekawostke.
            A jezeli chodzi o export, cos z mego malenkiego stamu.....
            MARYLAND.
            Export w zeszlym roku wyniosl $ 7.6 billion.W ciagu pieciu lat podwoil sie.
            Takze export towarow amerykanskich zwiekszyl sie o 15%.Przytaczam dane z
            dzisiejszego wydania Sun.
    • sansone1 czy mozna tym danym wierzyc. 25.02.07, 22:07
      Moze sie tak zyski zagraniczne amerykanskich koncernow policzy, one duzokrotnie
      ten deficyt przewyzszaja.
    • jorl felusiak 01.03.07, 18:09
      elusiak1 napisała:

      > To jest temat dla ludzi, którzy mają jakieś pojecie o ekonomii a w szczególnośc
      > i
      > o finansach, a nie dla technika ślusarza.

      Jesli ja mam byc slusarzem to ja sie Ciebie pytam drogi felusiak dlaczego TY
      piszesz cokolwiek o "katastrofie klimatycznej".
      Prognozy tejze sa wyliczone za pomoca modeli matetamycznych zjawisk fizycznych
      ktore sa opisane wielkimi rownaniami za pmoca aparatu matematycznego i to z
      zakresy matematyki wyzszej. Rownania rozniczkow, czaskowe itd.
      A przeciez Ty poza podstawowymi 4 dzialaniami z matematyki kompletnie nic nie
      umiesz. Wiec jak smiesz oceniac tych uczonych? I do tego z taka stanowczoscia?
      Przeciez nie masz o tym zielonego pojecia!
      Pozdrowienia
    • jorl felusiak 04.03.07, 19:08
      poddanywujasama napisał:

      > Przed chwila przeczytalem w Baltiomore Sun, ze UPS wycofalo sie z kupna
      > dziesieciu A380.Podalem tyo jako cioekawostke.

      Ten A380 w wersji towarowej nie bedzie teraz wogole budowany. Prace projektowe
      zatrzymano. Cale sily rzucono na jego wersje pasazerska. A wiec UPS nic dziwnego
      ze sie wycofal.
      Dla ciekawych opisze troche dlaczego z tym A380 nastapila taka wpadka. Bo
      faktycznie jest. A wiec jak wiadomo zespoly projektujace Airbusy i ten A380
      oczywiscie tez sa w roznych krajach. Okablowanie A380 projektowano we Francji i
      w Niemczech. Rownoczesnie, kazdy jakis tam jego kawalek. Projektowanie
      oczywiscie na systemach komputerowych CAD. Niezauwazono ze kazdy z tych zespolow
      poslugiwal sie co prawda tym samym ale troche inna jego wersja programen. Po
      zlozeniu obu kawalkow do kupy okazalo sie ze cos tam jest za krotkie a cos za
      dlugie. I znowu ogrom pracy. Stad to wielkie opoznienie. Na tym przykladzie
      widac jakie to ma znaczenie REALNA gospodarka a nie tylko pieniadze. Bo
      "ekonomisci" jak felusiak mysla ze licza sie tylko $$. A nie praca.
      Teraz jednak slychac ze Airbus zacznie zwalniac ludzi. I to tak naprawde nie
      jest powiazanie z A380. Nie wisi to na kazdym slupie ogloszeniowam ale slyszalem
      juz jak sie wymknelo w mediach dlaczego wlasciwie.
      To jest to co ja mowie. A wiec te optymistyczne prognozy iles tam samolotow w
      nastepnych dziesiecioleciach bedzie potrzeba mozna sobie o kant d.. rozbic. Z
      uwagi na kryzys energii bedzie inaczej. Mniej latania i to duzo mniej czyli
      mniej samolotow. Do tego wejdzie konkurencja tanszych, nowych samolotow z Rosji.
      To slyszalem. Nie za glosno.
      Widac tez jak sie biora rzady za energie. Pisza ze urlopy daleko trzeba
      zakonczyc. Np. Lot na urlop do Azji Pd-Wsch to 6 ton CO2 na czlowieka, a pociag
      nad niemiecki Baltyk 35kg. Oczywiscie mowia o CO2 ale chodzi o energie.
      Jako ze apele to se mozna, bedzie dopieprzone pieniadzmi. Jak dotad na kerozine
      do samolotow nie ma podatku. Do samochodu 70% to podatek. A wiec zapewne
      niedlugo beda spore podatki do paliwa lotniczego. Bilety podrozeja i latanie
      sie zmniejszy.
      Nie ma rady. Trzeba ograniczyc zuzycia energii. Tez globalizacja przyzdechnie.
      Bo latanie czesci i byznesmenow do Chin w jedna a produktow w druga bedzie duzo
      drozsze.
      A wiec i samolotow tyle nie potrzeba.


      > A jezeli chodzi o export, cos z mego malenkiego stamu.....
      > MARYLAND.
      > Export w zeszlym roku wyniosl $ 7.6 billion.W ciagu pieciu lat podwoil sie.
      > Takze export towarow amerykanskich zwiekszyl sie o 15%.Przytaczam dane z
      > dzisiejszego wydania Sun.


      Ciekawe felusiak jaki dokladnie udzial czego ma w exporcie? Rolnictwo, maszyny,
      high-tech, zlom?
      To jest ciekawe. Ale dla Ciebie to wszystko jedno, wiem. Tylko $$ sie licza.

      Pozdrowienia
      • felusiak1 jorl pozostań przy ślusarni 04.03.07, 19:59
        Dwa razy z rzędu wypociłeś bzdury i po co ci to?
        Chcesz sie na siłę ośmieszać?

        Chłopczyku, idź tu do piaskownicy ze swoimi dyrdymałami.
        No i kiedy przestaniesz czytać "Świerszczyk" i zaczniesz "Płomyczek"?
        • jorl Re: jorl pozostań przy ślusarni 04.03.07, 20:03
          felusiak1 napisała:

          > Dwa razy z rzędu wypociłeś bzdury i po co ci to?
          > Chcesz sie na siłę ośmieszać?
          >
          > Chłopczyku, idź tu do piaskownicy ze swoimi dyrdymałami.
          > No i kiedy przestaniesz czytać "Świerszczyk" i zaczniesz "Płomyczek"?


          He, he.. felusiak, naprawde bzdury? Przy Twoich wypocinach to przeciez napewno
          perelki!
          Pozdrowienia
    • urtic Re: Slaby dolar = dobry eksport? 07.03.07, 08:53
      a wliczone sa do tej sumy ekosportowej wszystki kulki? i bombki? jezeli tak to
      export siega nieba
Inne wątki na temat:
Pełna wersja