Gość: 121801
IP: *.25.194.8.Dial1.Chicago1.Level3.net
19.12.01, 23:32
T Y G O D N I K
N A S Z A P O L S K A
ISSN 1425-1914 Indeks 332453 NR 29 (300) 16 lipca
2001
Książka Grossa miała być jednym z najważniejszych ogniw w wymuszeniu od Polski
ogromnych odszkodowań. Stare przysłowie żydowskie mówi, że "trzy rzeczy są
najważniejsze na świecie - pieniądze, pieniądze i pieniądze". Prof. Norman
Finkelstein precyzyjnie wykazuje, że pieniądze można robić na wszystkim. Także,
a obecnie przede wszystkim, na holokauście.
Czy IPN ujawni całą prawdę o Jedwabnem?
Już ponad rok toczy się dyskusja o tym, co stało się w Jedwabnem 10 lipca 1941
roku. Jak dotychczas nieliczni tylko jej uczestnicy mieli możliwość zapoznania
się choćby z częścią dokumentacji w tej sprawie. A jest ona niezwykle obfita.
Wiemy, że istnieją akta spraw sądowych z 1949 i 1953 r., akta sądu apelacyjnego
oraz Sądu Najwyższego. W dokumentach sądowych znajdują się liczne zeznania
oskarżonych oraz świadków. Niektóre zaledwie szczegóły z tych akt przytoczył
Jan Tomasz Gross w swej osławionej książce Sąsiedzi. To jednak nie wszystko.
Takie były początki...
Sprawa rozpoczęła się przecież w Żydowskim Instytucie Historycznym, który w
1947 r. przesłał "doniesienie" do Ministerstwa Sprawiedliwości na podstawie
niejakiego Migdała Całki z Urugwaju. Ten zaś wyjechał z Polski w 1938 roku i
nic nie mógł widzieć. W książce Grossa jest jednak... naocznym świadkiem, w
dodatku kobietą!!!- która uciekła podczas mordowania Żydów w mieście Jedwabne i
wszystko widziała. Czy są jakieś dokumenty Ministerstwa Sprawiedliwości w tej
sprawie? IPN, który niby "na bieżąco" informuje nas o postępach śledztwa, nic
na ten temat nie mówi.
Następna wątpliwość rodzi się odnośnie akt operacyjnych UB, przechowywanych
obecnie w Urzędzie Ochrony Państwa. Dopiero niedawno zostaliśmy poinformowani,
że rozpoczęła się procedura ich odtajniania dla IPN. Ale Gross korzystał z
nich, pisząc swą książkę i powołał się na liczne fragmenty - oczywiście tylko
te, które pasowały do głównych tez jego książki, jak zwykle zresztą. W jaki
sposób wszedł w ich posiadanie, jeśli przekazanie ich do IPN wymaga tak
licznych procedur i zdejmowania klauzul niezwykłej tajności? Czy opinia
publiczna nie powinna zostać poinformowana, jak do tego doszło? Czy Gross jest
ważniejszy niż polscy prokuratorzy i polscy historycy?
Metody śledcze
Ponadto - istnieją przecież akta operacyjne b. PUBP w Łomży, ponadto teczki
osobowe funkcjonariuszy tam działających. Mamy przecież prawo dowiedzieć się,
kim byli tacy oficerowie UB, jak Eliasz Trokenheim, szef PUBP w Łomży oraz
Jakub vel Jankiel Stupnik, naczelnik Wydziału Śledczego. Jakie oni mieli
kwalifikacje zawodowe i jak ze swej strony przygotowywali oskarżonych i
świadków w śledztwie w 1949 roku, że praktycznie wszyscy odwoływali swe
zeznania przed prokuratorem, a następnie podczas rozprawy sądowej?
Metody śledcze były przecież wtedy niezwykle okrutne. Gross wprawdzie twierdzi,
że nie było powodów, aby Żydzi chcieli przypisywać Polakom zbrodnie popełnione
przez Niemców, ale do jego propagandowych"ustaleń", w świetle zarówno jego
wcześniejszych publikacji, jak też zawartych w książce Sąsiedzi, nie można mieć
zaufania. Wydawać by się nawet mogło, że nie zna on języka polskiego w ogóle i
w związku z tym nie potrafi przeczytać podstawowych dokumentów, a tak przecież
nie jest...
Oto fragment przemówienia członka Biura Politycznego i ministra bezpieki
Stanisława Radkiewicza, wygłoszonego na ściśle tajnej odprawie aktywu MBP w
marcu 1951 r.: Prokuratura w dokumencie do kierownictwa Partii na podstawie
swojej praktyki podaje, że: "często spotykanym zjawiskiem jest brak
obiektywizmu w śledztwie, całkowite pomijanie okoliczności i dowodów wysuwanych
przez podejrzanych, formułowanie zeznań świadków w sposób dogodny do
konstrukcji oskarżenia, lecz nie odpowiadający rzeczywistości. (...) oficerowie
śledczy niejednokrotnie starają się, aby materiały śledcze (przesłuchanie
podejrzanych lub świadków) idealnie pasowały do materiałów agenturalnych
(...)". Do tej kategorii należą również tendencje u niektórych zbyt "gorliwych"
pracowników naszego aparatu załatwiania spraw i różnorodnych porachunków "po
drodze". [podkr. J.W.] Pamiętajmy - Radkiewicz mówił to już po zakończeniu
śledztwa w sprawie Jedwabnego, wiemy zatem, jakie były realia. Czy nie
występował w tej sprawie problem "porachunków" żydowskich z Polakami?
Na tej samej odprawie Radkiewicz nawiązał też do niezwykle brutalnych metod
śledczych stosowanych nagminnie przez funkcjonariuszy UB, mimo wielokrotnych
formalnych zakazów: b. często bezpośrednim powodem uciekania się naszych
pracowników do fizycznego nacisku wobec zatrzymanego jest zła praca operacyjna.
Właśnie to, że aresztuje się ludzibez dostatecznego uzasadnienia, bez
sprawdzenia i pokrycia tej informacji i doniesień, bez poczucia
odpowiedzialności, w niezrozumiałym i niepotrzebnym pośpiechu - w rezultacie
niejako popycha pracownika do szukania dowodów, bo z jednej strony jest on
nastawiony na to, że ma do czynienia jednak z przestępcą, a z drugiej strony
tym gorliwiej stara się znaleźć ten dowód w wymuszaniu przyznania (...). Nie
brnąć w błędach i [nie] popełniać drugiego błędu przez "dobijanie się dowodów",
które w dalszym śledztwie lub na rozprawie okazują się zawsze nieprawdziwe
[podkr. J.W.].
Oskarżeni byli torturowani!
Z takim zjawiskiem mamy do czynienia w sprawie Jedwabnego. Śledztwo było
okrutne, połączone w brutalnym biciem i wymuszaniem przyznania się do winy.
Informacje o tym są przecież zawarte w aktach sprawy z 1949 r. Są one
lakoniczne, nie mówią o całym dramacie osób bitych i poniżanych, ale warto
kilka z nich zacytować. Bolesław Ramotowski: Na zeznaniach zmuszony byłem mówić
i na inne osoby, bo byłem bardzo bity. Czesław Lipiński: Na zeznaniach mówiłem
tak, jak ode mnie żądali, bo byłem bardzo bity. Władysław Dąbrowski: Na
zeznaniach tak mówiłem, bo byłem bity i bałem się dalszego bicia. Roman Górski:
Na zeznaniach byłem bardzo bity i tak mówiłem (...). Władysław Miciura: Na
zeznaniach mówiłem to, co chcieli, bo nie chciałem, żeby mi zdrowie odebrali.
Jerzy Laudański: Zeznania podpisałem pod presją, bo mnie bito i katowano, ale w
rzeczywistości tak nie było, to co powiedziałem, było wymuszone, bo powiedzieli
mi albo powiesz, albo na miejscu skonasz. Stanisława Sielawa: Na zeznaniach tak
nie mówiłam, jak tam napisane. Bronisława Kalinowska: Podczas badania ten pan,
co badał, kazał mi tak mówić, krzyknął na mnie, beknął, aż się zlękłam, a co
napisali, to ja nie wiem. Pisać i czytać nie umiem, to co chcieli, to napisali,
ale to nie jest prawdą.
Sąd w tym zakresie wykazał całkowity brak zainteresowania takimi faktami, była
to wówczas bowiem stała praktyka, traktowano to jako rzecz "normalną". Czy
zresztą można sobie wyobrazić sąd, który przeciwstawiłby się wszechwładnej
bezpiece? Który sędzia chciałby znaleźć się na ławie oskarżonych po
wcześniejszych "przesłuchaniach" w UB? A gdybyśmy dziś dobrali się do Grossa
ówczesnymi metodami śledczymi, też moglibyśmy dowiedzieć się ciekawych rzeczy.
Ponadto - przy odrobinie ubeckiej perswazji - on też przyznałby się do palenia
Żydów!
Czy komunizm w Polsce był antyżydowski?
Następny propagandowy "przekręt" tego autora jest następujący: nie był to
proces polityczny i nikomu nie zależało w stalinowskiej Polsce na pokazaniu, że
Żydzi ucierpieli w czasie wojny jakoś szczególnie, i to właśnie z rąk Polaków.
(...) A poza tym jest to już moment, w którym obsesja antyżydowska Stalina
wyznacza rytm prześladowań w całym tzw. obozie. Jest to kolejne wierutne
łgarstwo Grossa, albowiem jeśli możemy mówić o jakiejś obsesji Stalina w tym
zakresie, to raczej o obsesji prożydowskiej! Stalin i jego klika w latach 50.
(czyli już po interesującym nas proc