Dodaj do ulubionych

Byłem w KRL-D 1989r

02.06.08, 17:19
na festiwalu młodzieży i studentów.Mam dużo wspomnień ale nie mam żadnych
fotografii z tego pobytu, może ktoś był i ma? Moim kolegą był śp Kola
Nesterowicz który kręcił "Defiladę" Fidyka, pochodzimy z jednej miejscowości
Obserwuj wątek
    • untochables Re: Byłem w KRL-D 1989r 02.06.08, 17:22
      witam
      chyba nikt z nas nie był w tym okresie ;(
      na moim foto forum ktoś się zgłaszał że był tam wtedy musiał byś
      dokładnie prześlidzić cały wątek to może kogoś znajdziesz

      jeśli możesz coś powspominać to bardzo chętnie posłuchamy ;)

      pozdrawiam
      • markochmeleski.1 Re: Byłem w KRL-D 1989r 02.06.08, 17:33
        Dziś nie mam czasu, ale obiecuje, że zrobię to wkrótce.Jestem rolnikiem, piękna
        pogoda, a więc sianokosy.Obejrzałem tylko kilka zdjęć ale rozpoznaje te miejsca,
        prawie z każdym wiąże się jakaś opowieść.
        Ja tam byłem pół roku po nakręceniu "Defilady", ale myślę, że byłem uczestnikiem
        nie mniejszych uroczystości jak ta nakręcona przez Fidyka.
        • kapral160 Re: Byłem w KRL-D 1989r 02.06.08, 19:48
          Świetnie, czekamy na opowieści!
        • atemak Re: Byłem w KRL-D 1989r 17.06.08, 14:55
          Jeśli na festiwalu młodzieży to przed kręceniem Defilady. Festiwal
          młodzieży był latem, defilada była kręcona we wrześniu w czasie
          pochodu z okazji 40 lecia Państwa koreańskiego
          • markochmeleski.1 Re: Byłem w KRL-D 1989r 19.06.08, 07:17
            To super! Byłem pierwszy ze wsi! A na poważnie to wydawało mi się,że wiosną
            • ppppp11111 Re: Byłem w KRL-D 1989r 31.12.08, 09:40
              Ja bylem w KRL-D w 1988 przez prawie dwa miesiace i potem drugi raz
              w 1989 ponad miesiac.

              Moglem akurat zjezdzic kraj wzdluz i wszerz. Oczywiscie glownie
              widzac rzeczy pod kontrola gospodarzy, ale z powodu spcyfiki wyjazdu
              widzialem tez codzienne zycie.

              Jest mnostwo pieknych tematow/zdjec/opowiesci, o jakich mozemy sobie
              opowiedziec na jakims spotkaniu. Kiedys przeciez planowaliscie sie
              spotkac - byl tu taki watek.

              Bylem tez 9.9.1988 w Phenian na wydarzeniach bedacych podstawą filmu
              Defilada. Zarowno na defiladzie, jak i na pokazie stadionowym. I
              Potem jeszcze byl wieczorny mrasz z pochodniami.

              Mialem tego dnia tez okazje zobaczyc z daleka na trybunie Przywodcow.

              W ogole mysle, ze mialem okazje zobaczy obie Koree od strony, jakiej
              sie normalnie nie widzi (szczegolnie KRLD). To sa nadal bardzo fajne
              i unikalne wspomnienia.

              Zawsze do Pyongyang podroz byla przez Moskwe.
              Ale pierwszy raz lotem ChosonMinhang (to co dzis jest Air Koryo) -
              byl taki rejs we wtorki i czwartki z Berlina przez Moskwe. Drugi raz
              normalnie - Aeroflot (co ciekawe wowczas droge te obslugiwal
              praktycznie zawsze samolot o rejestracji CCCP86502; dzis majacy RA
              86502).

              Wracalem raz samolotem, a drugi raz pociagiem.

              W pyomgyang ten betonowy trojkatny hotel byl w stanie praktycznie
              takim jak dzis.

              Nigdy od tego czasu tam nie bylem.
              • untochables Re: Byłem w KRL-D 1989r 31.12.08, 10:30
                witaj
                może napisz coś więcej ;)
                jestesmy z różnych części polski więc spotkanie będzie trudno
                zorganizować ;(

                jeśli używasz GG lub Sype podaj namiary może tak będzie mozna się
                wymienić z tobą informacjami

                pozdrawiam Piotr
                • ppppp11111 Re: Byłem w KRL-D 1989r 31.12.08, 12:58
                  GG ani Skype nie uzywam.
                  Trudno opisac calosc. Lepiej mowic.

                  Ja czytam Wasze forum od dosc dawna i zawsze przywoluje to
                  wspomnienia.

                  Bylem tam w zwiazku z NNSC/KNPN. Wiec widzialem calosc od wszelkich
                  mozliwych stron - takze DMZ, podroze do Korei Pld (Seoul, Pusan,
                  wyspa Cheju) itd... Akurat we wrzesniu/pazdz 1988 byly tez przeciez
                  IO.

                  Wedrowki po szlakach w Gorach Diamentowych, albo np. miejsce gdzie
                  DMZ dochodzi do morza (po wschodniej stronie) - na skalach wyrzucone
                  bylo z morza wszystko co mozna sobie wyobrazic ze plywa w morzu np
                  wyrzucone ze statkow (bo nikt nie zbiera...).

                  Podroze samochodem z Pyongyang do Kesongu i dalej do Panmunjom - gdy
                  rownolegle budowala sie nowa droga, a podrozowac trzeba bylo starą,
                  z przejazdami przez brody itd...

                  Niezapomniana atmosfera.

                  Gdy spojrzy sie na Google maps budynki misji PL i CZ, wraz z
                  infrastruktura, od strony polnocnej sa widoczne. Znacie te szczegoly
                  z map?

                  Wiem, ze jest Was tu kilku szczegolnych ekspertow. Wiec byloby milo
                  sobie to omowic kiedys. Bo jak mowie - pisac to klopotliwe, no i sa
                  zdjecia rozne itd... Zapewne bedziemy w kontakcie na biezaco.
                  • ppppp11111 Re: Byłem w KRL-D 1989r 31.12.08, 13:03
                    Aha - i moze nawet byc tak, ze jesli mowisz o kims kto na Twoim Foto-
                    forum wpisal, ze byl tam wtedy - to prawdopodobnie wpisalem to ja
                    dawno temu - pod innym nickiem, ktorego teraz nie pamietam i
                    musialem zalozyc konto na nowo. Bo nie wypowidaam sie zupelnia na
                    tych forach na codzien. Ot co...
              • markochmeleski.1 Re: Byłem w KRL-D 1989r 01.01.09, 19:55
                Cześć fajnie ,że ktoś jeszcze tam był.
                wstawiam link z wydarzeń z miejscowości obok gdzie jest koło przyjaźni Polsko-
                Koreańskiej
                • markochmeleski.1 Re: Byłem w KRL-D 1989r 02.01.09, 06:55
                  sory, ale wstawiam tekst

                  Kiedy młody poseł Józef Franciszek Sapieha herbu Lis ruszył, jak każe rodzinna
                  tradycja, w podróż po Europie, odwiedził między innymi Paryż. W Notre Dame
                  pozwolono mu ucałować największą relikwię - koronę cierniową Chrystusa. Był rok
                  1700 albo coś koło tego. Józef Franciszek klęknął i pod czujnym okiem prezbitera
                  Francuza całował ciernie z należnym szacunkiem. Sumiaste wąsiska Sapiehy
                  sprawiły, że duchowny nie zauważył, iż Polak jakoś podejrzanie manipuluje
                  wargami przy koronie i wreszcie odgryza jeden z kolców. Drzazga została
                  przemycona do Polski i trafiła do jednego z prywatnych miasteczek Sapiehów - do
                  podlaskich Boćków, gdzie - dla należytej oprawy ciernia - Sapiehowie ufundowali
                  kościół pod wezwaniem św. Antoniego z Padwy.
                  Młodszy Brat odwiedza tę świątynię i lubi pomilczeć, patrząc na relikwię. - Za
                  każdym razem jest wzruszony. Bo on czuje się u nas jak w domu i uczuć nie kryje
                  - mówi o Kim Pyong Ilu przewodniczący Koła Przyjaźni Polsko-Koreańskiej w
                  Boćkach Marek Skomorowski.
                  Potężny czterdziestolatek o cienkim głosiku, na co dzień muzyk w zespole ludowym
                  Klekowiaki, założył koło przyjaźni cztery lata temu. Młodszy Brat już parę razy
                  zaszczycił go wizytą.
                  - Szanowny pan ambasador to bardzo ciepły człowiek, niezwykle sympatyczny, w
                  kontaktach z prostymi ludźmi nigdy się nie wywyższa. Kiedy z nim rozmawiam, to
                  czuję się zaszczycony i dumny. Bardzo się cieszę, że upodobał sobie w Polsce
                  właśnie naszą wieś. Może dlatego, że Boćki panu ambasadorowi przypominają jego
                  rodzinny kraj? To nie Warszawa, ludzie mieszkają tu zwyczajni i serdeczni. Jak
                  Koreańczycy, bo oni są w tym podobni do nas, do rolników polskich. Ja pana
                  ambasadora dobrze poznałem, osobiście oprowadziłem go po naszych zabytkach.
                  Oglądał z wielką ciekawością i w skupieniu wszystko we wsi, a najbardziej
                  relikwię korony Pana Jezusa. Na kolejną wizytę przywiózł nam wizerunek Jezusa
                  Miłosiernego wykonany przez artystę koreańskiego diamentowym pyłem. Aż mi się
                  nogi same do klękania ugięły, jak to zobaczyłem.
                  - Pan wie, że w Korei obowiązuje ateizm?
                  - My tu prowadzimy z ambasadorem miłe rozmowy, nie mieszamy się do polityki. Nie
                  nam oceniać, co tam naprawdę się dzieje. Nas interesują kontakty międzyludzkie i
                  wymiana kulturalna.
                  W ramach wymiany Klekowiaki umilają oficjalne przyjęcia w ambasadzie na
                  Bobrowieckiej. Rauty odbywają się trzy razy do roku: 15 kwietnia - to rocznica
                  urodzin Wielkiego Wodza, 16 lutego - urodziny Umiłowanego Przywódcy, 9 września
                  - rocznica proklamowania KRLD. Państwa zachodnie nie przysyłają ambasadorów na
                  te uroczystości, ale przyjeżdżają głowy warszawskich ambasad Rosji, Wietnamu,
                  Malezji, Tajlandii i Watykanu. Toasty za zdrowie Umiłowanego Przywódcy wznosi
                  się żubrówką i żeńszeniówką. Jako przekąska: pierogi i makaron na zimno. Z roku
                  na rok przyjęcia są coraz skromniejsze. Ale ósemka muzyków z Bociek daje z
                  siebie wszystko.
                  - Występujemy w ludowych strojach, z instrumentarium mieszanym,
                  ludowo-nowoczesnym - opowiada Marek Skomorowski. - Mamy akordeon i klarnet, ale
                  też perkusję i gitarę. Ja śpiewam. Na ostatnim przyjęciu wykonaliśmy "Buja
                  księżyc po niebie" i "Śpiewa skowroneczek z nieba wysokiego".
                  W podzięce pan ambasador zaprosił Skomorowskiego do Phenianu. - Zobaczyłem ludzi
                  skromnych, ale godnych. Byłem na wielkim widowisku, festiwalu ćwiczeń. Nogi mi
                  się ugięły do klękania, kiedy zobaczyłem, jak 200 tysięcy ludzi tańczy na cześć
                  swojego kraju... Polacy raczej by tak nie tańczyli.

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka