Dodaj do ulubionych

Dwa strzały

02.11.03, 01:25
Szkoda ze palestynczycy nie maja swojego Sadata.
Ilu ludzi musi jeszcze zginac zanim palestynski
mafiozo Arafat zejdzie ze sceny politycznej??
Amemnt
Obserwuj wątek
    • Gość: rudy102_t_34_85 Re: Dwa strzały IP: *.is.pw.edu.pl 02.11.03, 14:29
      Cenię p.Warszawskiego jako publicystę,ale TYM RAZEM PRZESOLIŁ.
      Postawienie na tej samej półce Sadata i Rabina jest cokolwiek
      bezsensowne i stanowi po prostu obrazę dla izraelskiego premiera.
      Rabin był człowiekiem ideowym i wybitnym mężem stanu.Jego śmierć
      oznaczała porażkę demokracjii w starciu z nienawiścią i
      fundamentalizmem prezentowanym przez skrajną prawicę religijno-
      nacjonalistyczną.Ekstremiści żydowscy i palestyńscy wspólnymi
      siłami pogrzebali pokój.
      Sadat zaś był oportunistą i dyktatorem.Pokój obchodził go tyle
      na ile był opłacalny dla jego kliki.Przed 1973 rokiem Egipt był
      zadłużony na monstrualne sumy w Związku Sowieckim;forsowne
      zbrojenia i gigantomańskie inwestycje w rodzaju Tamy Assuańskiej
      pochłoniały kolosalne sumy których rachityczna gospodarka Egiptu
      nie mogła udżwignąć.Sowieci byli cierpliwi do czasu i Sadatowi
      grunt zaczynał się palić pod nogami.Zwycięska wojna Yom Kippur
      mogła kapitalnie wzmocnić jego pozycję,ale ostatecznie wyszedł
      remis z lekkim wskazaniem Izraela jako zwycięzcy...I teraz Sadat
      nie miał specjalnego wyboru,mógł albo kontynuować obecną
      politykę bez zmian(co musiałoby się zakończyć ekonomiczną
      katastrofą Egiptu) albo zagrać va banque i zmienić politykę o
      180 stopni wykorzystując kapitał nie do końca przegranej wojny.
      Wybrał to drugie.Za cenę faktycznej zdrady arabskich sojuszników
      odzyskał Synaj i pozbył się konieczności spłacania długu
      sowietom włażąc pod amerykański parasol sojuszniczy(Rosiewicz
      śpiewał szyderczo "Oj Synaju,mój Synaju,ja nicziewo' nie
      panimaju!").Za pokój kazał sobie drogo zapłacić...6 MILIARDÓW
      DOLARÓW ROCZNIE-tyle obecnie wnosi haracz płacony Egiptowi przez
      USA za przychylną politykę!!!Nie docenił jedynie wew.opozycjii w
      ukochanej armii...No ale jego klika utrzymała władzę,staruch
      Mubarak ma się całkiem dobrze na swoim dyktatorskim stolcu,mimo
      że więkzość Egipcjan najchętniej widziałoby go dyndającego na
      latarni...
      ps.Jakby Amerykanie dali Palestyńczykom chociaż 1 mld. dolarów
      pomocy rocznie,to pokój mielibyśmy już jutro.Trzebaby jeszcze
      tylko namówić Sharona żeby zabrał swoje lepkie paluchy z
      okupowanej ziemi...
      • Gość: dana33 Re: Dwa strzały IP: 194.90.65.* 05.11.03, 14:30
        nu, moglbys prosze, blizej wyjasnic mi to nie bardzo zrozumiale dla mnie zdanie:
        "(Zwycięska wojna Yom Kippur mogła kapitalnie wzmocnić jego pozycję),ale
        ostatecznie wyszedł remis z lekkim wskazaniem Izraela jako zwycięzcy..."
        jaki remis i jakie lekkie wskazanie?
        • Gość: Rufus Re: Dwa strzały IP: *.chvlva.adelphia.net 05.11.03, 15:40
          niektore rzeczy sa wspolne dla wszystkich, na przyklad
          podejrzana duma z sukcesow militarnych. Go Dana! 5000 lat
          sukcesow.
          • Gość: dana33 Re: Dwa strzały IP: 5.3.1R3D* / 192.114.47.* 05.11.03, 20:50
            nu, rufus, jakam szczesliwa, ze mnie zrozumiales....
            tylko niestety nie do konca. nie jestem zupelnie dumna z wojny 1973. porazka
            uwazam fakt, ze dalismy sie zaskoczyc ta wojna. ale zginelo tam mase naszych
            zolnierzy, i ta wojna byla bardzo ciezka i zostawila slady w spoleczenstwie
            israelskim do dzisiaj. i ja po prostu nie zgadzam sie z lekcewazeniem i nie
            wiedza, z jakimi niejaki rudy ocenia ta wojne: ona byla zdecydowanie, z wielkimi
            ofiarami, wygrana przez israel, a nie zaden "remis z lekkim wskazaniem israela
            jako zwyciezcy". co za idiotyczne zdanie.... remis z lekkim wskazaniem.... nu,
            beemed...
        • Gość: rudy102_t_34_85 ZAŻALENIE IP: *.is.pw.edu.pl 05.11.03, 21:34
          Słuchajcie no Gazeto PL!!!Napisałem KOBYLASTY list na zapytanie kol.dany33 w/s
          wojny Yom Kippur.Pracowałem nad tym 1 h. i po wysłaniu WSZYSTKO ZNIKNĘLO Z
          INFORMACJĄ "SYSTEM CIĘ WYLOGOWAŁ :("!!!!!Wcześniej wpisałem poprawnie login i
          swoje hasło.SKANDAL & KOMPROMITACJA.Wcześniej też były kłopoty z logowaniem ale
          przy nowym design to po prostu katastrofa...Ja się tak nie bawię.
          • Gość: dana33 Re: ZAŻALENIE IP: 5.3.1R3D* / 192.114.47.* 05.11.03, 21:42
            drogi rudy. po pierwsze jestem zbudowana tytulem kolezanka. nie wiem, co tam
            napisales, ale co by nie bylo, nareszcie ktos, kto mnie nazywa kolezanka, a nie
            np szowinistyczna kurwa nazistowska, wiec, przyjacielu rudy, kupiles mnie.
            (przynajmniej na jeden post).
            nalezy ci sie przyjacielska porada: jak piszesz cos dlugiego, to pisz w wordzie
            i zrob safe. potem skopiuj w okienku odpowiedzi na forum. 1) nigdy nic nie
            stracisz bo masz orginal w wordzie, 2) jesli bardzo dlugi post i nie wejdzie
            caly, to znow mozesz skopiowac brakujaca czesc i napisac nowa odpowiedz jako
            ciag dalszy. 3) nie mow, ze sie nie bawisz, bo przeciez szkoda, nie? ja sie w
            kazdym razie bawie swietnie i zapraszam do kolka.... :) pozdrowienia
            • Gość: rudy102_t_34_85 Re: ZAŻALENIE IP: *.is.pw.edu.pl 06.11.03, 10:00
              Dzięki Ci dana33 za poradę,na przyszłość tak właśnie zrobię
              zamiast ufać sprawności technicznej gazety pl...Co do zabawy to
              niegdyś traktowałem wpisywanie b.długich postów jako trening w
              obsłudze klawiatury QWERTY do obsługi...Worda(o ironio!).Teraz
              już tak nie jest.Po wczorajszym odpaliłem sobie Mortal Kombat 4
              i wyobraziłem sobie że dyskutuję z osobą odpowiedzialną za
              technikę na w/w portalu.POMOGŁO!Jednak gry komputerowe mają
              działanie terapeutyczne...Wczorajszy post postaram się powtórzyć
              dzisiaj wieczorem jak będę miał więcej czasu.
              Pozdrawiam.
            • Gość: rudy102_t_34_85 Re: ZAŻALENIE IP: *.is.pw.edu.pl 06.11.03, 10:04
              Ps.Jeśli słowo "remis" uraziło pamięć tych którzy wtedy zginęli
              to bardzo przepraszam,nie taka była moja intencja...
              • rudy102_t_34_85 Re: ZAŻALENIE 06.11.03, 16:32
                Czy to cholerne logowanie działa?
                • Gość: rudy102_t_34_85 Yom Kippur analiza konfliktu. IP: *.is.pw.edu.pl 06.11.03, 18:42
                  Początkowe plany wojenne Syrii i Egiptu nie zakładały
                  całkowitego rozbicia sił izraelskich i okupacjii tego kraju gdyż
                  zdawano sobie sprawę że jest to niewykonalne.Przed armiami
                  państw arabskich postawiono ograniczone zadania.Egipcjanie mieli
                  sfosować umocnienia linii Baar-Leva i zająć strategicznie ważne
                  przełęcze Khatmia,Giddi i Mitla położone ok.30 km na wschód od
                  Kanału Sueskiego.Syryjczycy mieli odbić Wzgórza Golan i umocnić
                  się na wsch.brzegu Jordanu blokując strategicznie ważne
                  mosty.Następnie miano przejść do obrony z zachowaniem zdolności
                  do dalszych działań zaczepnych.Zakładano że Izrael poniesie na
                  tyle duże straty że będzie zmuszony przystać na pokój na
                  warunkach strony arabskiej i wycofać wojska z obszarów zajętych
                  w 1967 roku.
                  Pierwsza faza wojny przyniosła Egipcjanom spektakularny
                  sukces.6.X.73.ich wojska sforsowały Kanał Sueski i rozbiły linię
                  Baar-Leva z minimalnymi stratami w ludziach i sprzęcie.Do
                  godz.21.00 straty egipskie wyniosły 20 czołgów i 260 żołnierzy a
                  w tym czsie IDF straciła ponad 100 czołgów i 800 ludzi(zabici i
                  wzięci do niewoli).8.X.73.jednostki IDF(gen.Adnan & gen.Sharon)
                  podjęły próbę kontrofensywy.Zakończyła się ona porażką i dużymi
                  stratami zwłaszcza w sprzęcie pancernym.Tego dnia wieczorem
                  armia egipska była już w3/4 drogi do przełęczy w Górach Synaj.
                  Tymczasem Syryjczycy odbili wzgórza Golan i podeszli na
                  odległość kilku km. od rzeki Jordan,nie udało im się jednak
                  uchwycić mostów,ponieśli także spore straty w ludziach i
                  sprzęcie.Armia syryjska była wyrażnie gorzej wyszkolona i
                  dowodzona.
                  Gdyby od tego momentu Egipcjanie trzymali się założonego
                  planu,mieliby szansę na sukces.Jednak początkowe zwycięstwa tak
                  uderzyły do głowy ich generalicjii że postanowili go
                  zmienić.Teraz zakładano że cały Synaj zostanie zajęty
                  zbrojnie,mimo że siły egipskie nie były obliczone na taką
                  operację.Zmiana planów wymagała czasowego wstrzymania
                  ofensywy.Izrael wykorzystal tę pauzę i wszystkie siły rzucił
                  przeciwko słabszemu przeciwnikowi jakim była Syria.Do
                  10.X.73.odrzucono wojska syryjskie na linię z przed 6.X. i-co
                  ważne-zadano im straty wykluczające w przyszłości działania
                  ofensywne.Kiedy 14.X.73. ofensywa egipska znowu ruszyła atut
                  zaskoczenia był już zmarnowany a IDF przerzuciła prawie całe
                  siły na Synaj,gdyż Syria została już unieszkodliwiona.Wojska
                  egipskie napotkały pod przełęczami zwarty i dobrze zorganizowany
                  opór.Tym razem Egipcjanie stracili ponad 200 czołgów a IDF
                  jedynie 40.Ofensywa utknęła.Tymczasem nadmierne rozciągnięcie
                  linii frontu spowodowało powstanie luki pomiędzy 2 i 3
                  armią.Gen.Sharon postanowił uderzyć tam pancernym klinem.Celem
                  operacjii pod kryptonimem STRONG HEART było wyjśćie na tyły 2 i
                  3 armii egipskiej i ich rozbicie.Sharon zamierzał opanować
                  miasta egipskie na wsch.brzegu Kan.Sueskiego(Ismaila i Suez) i
                  wejść głęboko na terytorium wroga.Celem było wymuszenie na
                  Egipcjanach całkowitej kapitulacjii.Początkowo jednostki Sharona
                  zostały odcięte od zaplecza ale gen.Adnan je
                  odblokował.Egipcjanie ostro kontratakowali,ale zdołali opóżnić
                  ofensywę IDF tylko o dwa dni.16.X.73.Izraelczycy uchwycili
                  przyczółek na zach.brzegu kanału.Do dnia 19.X.73.przerzucili tam
                  dosyć sił aby zrealizować założenia operacjii STRONG HEART.W tym
                  czasie prez.Sadat zrozumiał że Syria została pobita i że został
                  sam na sam z grożnym przeciwnikiem.Nie widząc szans na zbrojne
                  zdobycie Synaju ogłosił zawieszenie broni i gotowość do
                  negocjacjii.Jednak Izrael to zignorował gdyż liczył na całkowite
                  rozgromienie przeciwnika.Jednak okazało się to być nie takie
                  proste...Ofensywa na Ismailę załamała się w ogniu egipskiej
                  obrony co uniemożliwiło wyjście na tyły 2 armii.Atak na centrum
                  Suezu też został odparty jednak wschodnie przedmieścia zostały
                  zajęte przez IDF co umożliwiło zamknięcie w kotle 3 armii.
                  W tym momencie obie strony były już tak wyczerpane walką że
                  żadne decydujące rozstrzygnięcie nie było możliwe a operacja
                  STRONG HEART musiała zostać przerwana.Ostatecznie obie strony
                  przystały na zawieszenie broni pod kuratelą ONZ.(24.X.)
                  *****
                  Ten przydługi i być może nudnawy opis wojny Yom Kippur
                  przytoczyłem po to aby wykazać dwie rzeczy:
                  -żadna ze stron nie osiągnęła w pełni zakładanych celów,
                  -żadna ze stron nie odniosła zdecydowanego zwycięstwa nad
                  wrogiem.
                  Jednak w momencie zawieszenia broni inicjatywa strategiczna była
                  po stronie IDF i dlatego napisałem że był to "remis ze
                  wskazaniem na Izrael".Gdyby IDF była w stanie dokończyć operację
                  STRONG HEART to zwycięzcą byłby Izrael.Gdyby z kolei nie
                  reorganizacja frontu w okresie 8-14.X. zwycięzcą mógłby być
                  Egipt.W obydwu jednak przypadkach nie wchodziła w rachubę podbój
                  czy okupacja sąsiada ale zmuszenie go do ustępstw.Ostatecznie
                  wynegocjowano kompromis:Izrael oddał Egiptowi Synaj a Egipt
                  formalnie wystąpił z antyizraelskiego sojuszu państw arabskich.
                  Brak formalnego roztrzygnięcia dał szerokie pole do
                  interpretacjii historykom z obu krajów.Strona izraelska uważa że
                  to ona zwyciężyła bo Państwo Żydowskie przetrwało konflikt i
                  odparło wroga znad granic.Strona egipska uważa że to ona
                  zwyciężyła bo nie dała się pokonać Izraelowi i odzyskała Synaj.
                  Prawda leży zaś po środku(jak zwykle...).
                  • Gość: dana33 wtracalski!!!! na pomoc!!!! :) IP: 5.3.1R3D* / 192.114.47.* 06.11.03, 19:51
                    • Gość: dana33 Re: wtracalski!!!! na pomoc!!!! :) IP: 5.3.1R3D* / 192.114.47.* 06.11.03, 19:56
                      nu, cos mi sie za szybko nacisnelo....
                      rudy mi tu wpalowal historie wojny yom kipur z dokladnoscia co do godziny!!!!
                      az taka dobra to ja nie jestem. przyjechalam do israel a w 74 roku i znam
                      historie tej wojny tylko z ksiazek i gazet i znam ja troche inaczej,
                      przynajmniej jesli chodzi o koniec, kiedy sforsowali co i kto, to juz za duzo
                      .... wg mojej zydowskiej logiki, jako mezczyzna i moze wtedy w wojsku,
                      powinienes wiedziec lepiej, wiec odpisz rudemu, bo mu sie nalezy porzadna
                      odpowiedz.... z gory pieknie dziekuje i sama przeczytam z zainteresowaniem....
                      • rudy102_t_34_85 Re: wtracalski!!!! na pomoc!!!! :) 06.11.03, 21:01
                        Może wracalski z odsieczą pospieszy coby nieszczęsną białogłowę
                        poratować z łapsk rudego-dręczyciela...A tak na
                        poważnie,przepraszam za to mentorstwo ale inaczej się nie dało.
                        Wojna to w ogóle cholerna sprawa i jeśli chce się racjonalnie
                        na nią popatrzyć to bez analizy rzeczowo-historyczno-nudziarsko-
                        mentorskiej ani rusz.
                        A do swoich wypocin zgłaszam erratę.Generał izraelski nazywał
                        się Adan a nie Adnan.Facet o nazwisku Adnan owszem był generałem
                        ale...w armii Irackiej!
                        • wtracalski Re: wtracalski!!!! na pomoc!!!! :) 06.11.03, 21:32
                          rudy102_t_34_85 napisał:

                          > Może wracalski z odsieczą pospieszy coby nieszczęsną białogłowę
                          > poratować z łapsk rudego-dręczyciela...A tak na
                          > poważnie,przepraszam za to mentorstwo ale inaczej się nie dało.
                          > Wojna to w ogóle cholerna sprawa i jeśli chce się racjonalnie
                          > na nią popatrzyć to bez analizy rzeczowo-historyczno-nudziarsko-
                          > mentorskiej ani rusz.
                          > A do swoich wypocin zgłaszam erratę.Generał izraelski nazywał
                          > się Adan a nie Adnan.Facet o nazwisku Adnan owszem był generałem
                          > ale...w armii Irackiej!

                          Fakt, zaliczyłem tę wojnę jako młody oficer i znam jej wiele aspektów.
                          Postaram się przyjść na pomoc Danie, ale nie w tej chwili, lecz dopiero za
                          jakieś dwie godziny. Tymczasem się wyłączam.
                          Wtr.
                          • wtracalski Wojna Jom Kipur i jej wyniki 07.11.03, 01:27
                            Nie wchodząc w szczególy przebiegu tej wojny poruszę tutaj tylko fakty, które
                            z mojego punktu widzenia i w miarę obiektywnie, swiadczą o zwycięstwie, czy
                            porażce stron biorących w niej udział.
                            Wywiad izraelski, oceniany jako najlepszy wywiad na świecie, nie zrozumiał
                            przygotowań egipskich i syryjskich do wojny i trwał w koncepcie, że co
                            najmniej dwa lata potrzebne są jeszcze do uzyskania gotowości bojowej ich
                            armiom. Rząd izraelski, pod kierownictwem Goldy Meir i Mosze Dajana przyjmował
                            bezkrytycznie oceny wywiadu. Nawet specyficzne informacje o ruchach armii
                            egipskiej i syryjskiej, mogące świadczyć o bliskiej wojnie, zostały
                            zinterpretowane jako manewry. W rezultacie, w święto Jom Kipur 1973, siły
                            izraelskie na pozycjach frontowych były niewiarygodnie nieliczne. W nocy,
                            niewiele godzin przed wybuchem wojny, gdy sytuacja była już całkiem jasna,
                            rząd Izraela z premierem Goldą Meir na czele postanowił o ogólnej mobilizacji
                            i rozważał prewencyjny atak lotnictwa, które było przygotowało się do akcji we
                            wczesnych godzinach rannych. W ostatniej chwili akcja lotnictwa, z obawy o
                            oskarżenie Izraela o agresję, została anulowana. W godzinach południowych w
                            święto Jom Kipur Izrael został zaatakowany przez wojska egipskie i syryjskie,
                            jednoczesnie na dwóch frontach . Przerzedzone przez święto regularne jednostki
                            armii izraelskiej stawiały zacięty opór nieproporcjonalnie większym siłom
                            wroga, a siły rezerwy, stanowiące masę izraelskiej armii, dopiero się
                            organizowały. Nasze lotnictwo, mające w swej doktrynie przede wszystkim
                            zapewnienie sobie swobody działania w powietrzu (likwidacja lub neutralizacja
                            sił lotniczych i broni przeciwlotniczej) i obronę przestrzeni powietrznej
                            państwa, zmuszone zostało do nieustannego wspomagania jednostek rozpaczliwie
                            walczących na obu frontach. Rakiety przeciwlotnicze wroga, które pierwszy raz
                            zostały masowo zastosowane w tej wojnie, miały, wobec tego, wolną drogę
                            działania i powodowały niespodziewanie duże straty eskadrom izraelskich
                            samolotów.
                            Pierwsze dni wojny zakończyły się dla Izraela bardzo źle: wojska syryjskie
                            opanowały wschodnią połowę Wzgórz Golan, zdobywając również niesłychanie ważne
                            stanowisko na górze Hermon, a wojska egipskie sforsowały masowo kanał sueski i
                            ustawiły się na półwyspie Synaj. Mogło się wydawać, że droga do centrum
                            Izraela, stoi otworem. Ale czy to porażone sukcesem, czy to z braku
                            odpowiednich planów, czy to z nieudolności, czy to przez własne dość bolesne
                            straty i rany, wrogie siły stracily impet .
                            Tymczasem zmobilizowana rezerwa izraelska stawiła się na frontach, a lotnictwo
                            przystosowało się powoli do niezwykłych warunków tej wojny. Po zastopowaniu
                            wrogich armii rozpoczęly się próby kontrofenzywy. Pierwsze nieudane, lecz w
                            końcu kierunki obu frontów odwóciły się diametralnie.
                            Zakończczenie wojny było sterowane przez dwa mocarstwa USA i ZSRR. Oba
                            mocarstwa nie chciały dopuścić do całkowitej klęski państw arabskich
                            i „przekonały” Izrael do zatrzymania wszelkich akcji bojowych. Oczywiście
                            walczące strony próbowały w ostatniej chwili poprawić sobie stanowiska i
                            przerwanie ognia nie przebiegało całkiem gładko.
                            Wojna Jom Kipur zakończyła się jak następuje:
                            Wojska izraelskie odbiły cały obszar wzgórz Golan, łącznie z górą Hermon i
                            pierwszy raz w historii zeszły w kierunku Damaszku, zatrzymując się 30 km od
                            stolicy Syrii. Wojska syryjskie zostały doszczętnie rozbite. Na froncie
                            egipskim wojska izraelskie sforsowały kanał sueski i posunęły się wgłąb Egiptu
                            zatrzymując się na 100 km przed Kairem. Dwie armie egipskie zostały rozbite i
                            w popłochu wycofały sie z Synaju. Trzecia armia została okrążona na pustyni,
                            bez możliwości dostaw sprzętu, żywności i wody.
                            Czy to zwycięstwo Izraela? Jeśli spojrzymy na aspekty ściśle wojskowe, to
                            niewątpliwie było to wielkie zwycięstwo. Jeśli spojrzymy na aspekty moralne,
                            była to wielka porażka – naród stracił wiarę w swoich przywódców, w wywiad, a
                            nawet w armię – Zahal. Ponad 3000 ofiar, wojny generałów i rezultaty komisji
                            badającej fiasko Jom Kipur, rzutują jeszcze dzisiaj, po 30 latach, na życie w
                            Izraelu.
                            Jeśli rozważymy bezpośrednie konsekwencje polityczne tej wojny, była to
                            zdecydowanie olbrzymia przegrana Izraela. Państwa arabskie rozpoczęły bojkot
                            naftowy przeciw całemu prawie światu i bardzo szybko wiele przedtem
                            zaprzyjaźnionych państw, zajęło wrogie a nawet krańcowo wrogie stanowiska w
                            stosunku do Izraela.
                            Czy to klęska Egiptu i Syrii? Obiektywnie biorąc, kolosalna klęska wojskowa.
                            Patrząc oczami arabskimi – wcale nie. Przecież udało im się uśpić czujność
                            wroga, udało im się zdobyć w walce tereny, udało im się sforsować kanał
                            sueski – a kto by w to wcześniej uwierzył? Odzyskany honor stracony w wojnie
                            67r.
                            O politycznym zwycięstwie arabskim, choć raczej dość paradoksalnym, nie ma
                            żadnej wątpliwości.
                            Spoglądając na powojenną historię można się w tej wojnie dopatrzyć i
                            pozytywnej strony – była ona chyba konieczna, do stworzenia warunków do
                            podpisania pokoju między Izraelem a Egiptem i póżniej Jordanią.

                            • Gość: dana33 Re: Wojna Jom Kipur i jej wyniki IP: 194.90.65.* 07.11.03, 07:16
                              nu, wiedzialam, ze tylko ty mozesz napisac taka odpowiedz.
                              jestes nieporownywalny, wtracalski, dzieki!!!! lepiej czytac ciebie niz
                              gazety!!!
                            • Gość: rudy102_t_34_85 Re: Wojna Jom Kipur i jej wyniki IP: *.is.pw.edu.pl 07.11.03, 23:00
                              To co napisał kol.Wtracalski jest bardzo dobrze napisanym i
                              kompetentnym wywodem.W kwestii przedstawionych w nim faktów
                              niewiele mam do dodania.Pragnąłbym natomiast zwrócić uwagę na
                              kilka rzeczy,tytułem uzupełnienia.
                              1)Czy agresorzy faktycznie pragnęli zdobyć serce Izraela,czy
                              zamierzali jedynie wymusić na nim zwrot terenów zajętych w 1967?
                              Po rozejmie z 1973 i nawet po układzie z Camp David nie było to
                              całkiem jasne,Egipcjanie nie ujawniali swoich planów związanych
                              z tą wojną(Syryjczycy tym bardziej)czemu trudno się zresztą
                              dziwić.Po stronie Izraelskiej zdania były
                              podzielone.Społeczeństwo,politycy i większość wojskowych
                              przyjmowała że miała to być totalna wojna na wyniszczenie
                              zmierzająca do zmiecenia Izraela "do morza".W takim kontekście
                              rezultat wojny jawił się niemalże jako drugi "cud nad Wisłą"(jak
                              wiadomo tak w Polsce określa się zwycięskie odparcie najazdu
                              bolszewików spod Warszawy).Tylko niektórzy analitycy,którzy
                              mieli dostęp do tajnych dokumentów zdobytych przez Aman i Mossad
                              uważali że w założeniu miała to być wojna o ograniczonym
                              charakterze i celach.Dziś już wiadomo że to oni mieli
                              rację...Żeby nie być posądzony o stronniczość,pozwolę sobie
                              przytoczyć opinię mjr.Michaela Herzoga,oficera IDF,syna byłego
                              premiera Izraela:
                              "Prezydent Sadat planował wojnę Yom Kippur jako rozwiązanie
                              jeszcze nie stosowane w tym rejonie,a mianowicie jako inicjatywę
                              militarną o celach ograniczonych(choć przy wykorzystaniu
                              wszelkich dostępnych środków w działaniach wojskowych),która
                              uczyniłaby bardziej przekonującą inicjatywę
                              dyplomatyczną.Ofensywa egipska została zatem starannie
                              zaplanowana tylko w fazie początkowej..."
                              Podobne zdanie wyraża były wojskowy a obecnie znany historyk
                              wojskowości Izraela Samuel.M.Katz:
                              "Po wojnie 1967 roku Egipcjanie uświadomili sobie,że militarne
                              zniszczenie Izraela jest nierealne.Celem stało się odbicie
                              Synaju..."
                              Brytyjski strateg i wojskowy David Miller ujmuje to następująco:
                              "Nowy przywódca Egiptu Anwar Sadat(...)uzgodnił z prezydentem
                              Syrii Assadem wspólną politykę walki z Izraelem-politykę
                              ograniczonych ale realistycznych celów:zmuszenie Izraela do
                              wycofania się z terytoriów zajętych i okupowanych od 1967 roku
                              oraz uznania praw Palestyńczyków.Strategia wojskowa miała
                              zademonstrować determinację Arabów(...)ale nie posuwać się tak
                              daleko,aby zagrozić egzystencjii narodowej Izraela.Równoczesne
                              embargo na ropę naftową wzmogłoby nacisk ekonomiczny na
                              zachód.Była to mądra,dobrze przemyślana koncepcja strategiczna i
                              niewiele brakowało by zakończyła się sukcesem..."
                              Tak więc siły Egiptu i Syrii nie były przygotowane do wojny z
                              Izraelem "na śmierć i życie" nie były nawet w stanie opanować
                              całości terenów zajętych przez Izrael w 1967r. i nie takie było
                              ich zadanie.Jak już wspomniałem ofensywa Egipska miała zakończyć
                              się 40 km. od linii przerwania ognia w 1967,w górach
                              Synaju.Ofensywa Syryjska miała dotrzeć do Jordanu,ale go nie
                              przekroczyć.Próba częściowej rewizjii tych założeń przez
                              Egipcjan skończyła się katastrofą całej operacjii.Tak więc miała
                              to być wojna wspierająca dyplomację a nie rozstrzygająca.Patrząc
                              na to z takiego punktu widzenia nie sposób zauważyć że Egipt nie
                              wyszedł z tego całkiem "na tarczy" i przynajmniej część swoich
                              celów osiągnął.Straty poniesione przez wojsko Egipskie były 2-3
                              razy większe od izraelskich,ale w odniesieniu do potencjału
                              armii i wielkości kraju można uznać je za porównywalne.Ewidentną
                              porażkę poniosła natomiast Syria,która proporcjonalnie straciła
                              najwięcej sprzętu i ludzi a nie odzyskała Wzgórz Golan.
                              Można dyskutować czy gdyby wojna potrwała jeszcze kilka dni to
                              gen Sharon zdołałby doprowadzić operację STRONG HEART do
                              końca.Moim zdaniem byłoby to bardzo trudne...Położenie Ismaili
                              było takie,że nie sposób było zamknąć w kotle 2 armii bez
                              zdobycia miasta.Ataki IDF na miasto zostały odparte a morale
                              broniących się Egipcjan wciąż się nie załamały.Zdobycie Suezu
                              także się nie powiodło,ale miasto to leżało na pd.skraju
                              zamykanego kotła i 3 armię można było odciąć nie zdobywając go.
                              Mówiac o ograniczonych celach arabskiej ofensywy nie zamierzam
                              deprecjonować męstwa i poświęcenia żołnierzy IDF.Mieli pełne
                              prawo uważać że ojczyzna jest śmiertelnie zagrożona,na ich
                              miejscu każdy uważałby chyba tak samo.Zresztą obie strony
                              walczyły tu mężnie i z determinacją,IDF wygrała przez lepsze
                              wyszkolenie i elastyczną taktykę.W armiach arabskich
                              obowiązywało absolutne i ślepe posłuszeństwo w obec
                              zwierzchników natomiast w IDF dopuszczano samodzielną inicjatywę
                              dowódców niższego szczebla a stosunki w armii
                              były "obywatelskie" a nie sztywno-hierarchiczne...
                              ps.do wielce niecierpliwej dany33,to jeszcze nie koniec wywodu
                              ale koniec moich możliwości na dzisiaj.Odezwę się
                              jutro,najwcześniej po 19.00 czasu warszawskiego,apeluję więc o
                              trochę cierpliwości...
                              pps.przytoczone cytaty pochodzą z książek:
                              -THE INSIDE STORY OF THE YOM KIPPUR WAR London 1998,autor
                              H.Herzog,przedmowa M.Herzog.
                              -AMAN Presidio Press 1992,autor S.M.Katz.
                              -MODERN LAND WAR Salamander Books 1997,autorzy D.Miller &
                              Ch.F.Foss.
                              • Gość: dana33 do rudzielca IP: 5.3.1R3D* / 192.114.47.* 08.11.03, 00:09
                                nu, ja nie taka niecierpliwa. ja tylko "sparzona" na tym forum, ze nie daja
                                odpowiedzi, wiec i ciebie "podejrzewalam" (mea culpa). a poniewaz ja moim
                                krzykiem o pomoc "zwerbowalam" wtracalskiego, to czulam sie "winna", ze pan sie
                                tak wysilil a tu gur nischt, nie ma reakcji... wiec dlatego. ale teraz wiem
                                lepiej, wiec siedziec bede cicho.... :)
                              • Gość: rudy102_t_34_85 Re: Wojna Jom Kipur i jej wyniki IP: *.is.pw.edu.pl 08.11.03, 20:24
                                Kontynuując rozpoczęty wątek.
                                2)Czy początkowe sukcesy odniesione przez Egipt były wyłącznie
                                efektem zaskoczenia i bałaganu decyzyjnego po stronie
                                Izraelskiej?W dużym stopniu tak,ale nie do końca.Egipt zrobił
                                coś do czego zdaniem Izraelczyków żaden kraj arabski nie byłby
                                zdolny;starannie zaplanował i -w pierwszej fazie-modelowo
                                przeprowadził sprawną i nowoczesną operację
                                militarną.Wykorzystano umiejętnie najnowocześniejsze dostępne
                                wówczas technologie takie jak kierowane pociski p-panc. i
                                rakiety p-lot 2ej generacjii(w tym zestawy przenośne odpalane z
                                ramienia).W wojnie 1967r. samoloty IAF zmasakrowały z powietrza
                                wojska arabskie a siła pancernych uderzeń dokonała reszty.Tym
                                razem IDF spotkała przykra niespodzianka;samoloty trafiły
                                na "nieprzemakalny" parasol z rakiet p-lot i samobieżnych
                                działek typu SZYŁKA(wszystko made in USSR).Z kolei czołgi
                                atakujące piechotę wroga dostały się pod morderczy ogień rakiet
                                AT-3 odpalanych z przodu,z boku a nawet...z tyłu(to ostatnie
                                dzięki grupom specjalnym które przeniknęły na teren
                                przeciwnika).Rezultatem były duże straty i niemożność wykonania
                                skutecznego kontrataku.Załogi czołgów składały się z poborowych
                                podlegających mobilizacjii ale piloci samolotów byli
                                zawodowcami.Tak więc pospieszna mobilizacja nie miała dużego
                                wpływu na sprawność lotnictwa.Niemniej okazało się ono
                                początkowo równie bezradne.Gdyby taktyka Egipcjan była równie
                                nieudolna co w 1967,to ich wojska zostałyby zniszczone z
                                powietrza w pierwszych dniach konfliktu(piloci izraelscy byli i
                                są najlepiej wyszkoleni w całej Azjii i Afryce).
                                Nowością było też opanowanie przez Arabów tajników walki
                                radioelektronicznej.Korespondencja radiowa między jednostkami
                                IDF była skutecznie zagłuszana a dzięki złamaniu szyfrów
                                Egipcjanie częściowo poznawali zamiary przeciwnika.Szeroko
                                wykorzystano działalność komandosów,np.na kilka godzin przed
                                atakiem płetwonurkowie zacementowali instalacje obronne na
                                Kan.Sueskim co uniemożliwiło obrońcom linii Baar-Leva rozlanie
                                na wodzie płonącej ropy z kolei komandosi syryjscy zdobyli
                                stację radionasłuchową IDF na górze Hermon co dało dostęp do
                                tajnych kodów.Do tej pory takie działania były wyłącznie domeną
                                Izraela...Izrael zgubiło tu złudne przekonanie o naturalnej
                                wyższości nad Arabami,których postrzegano jako tępych dzikusów
                                machających kałasznikowami i wrzeszczących bez ładu i
                                składu.Znamienne że tak samo Amerykanie postrzegali Japończyków
                                przed Pearl Harbour...
                                Taktyka przyjęta przez Arabów uwzględniała także inną izraelską
                                specjalność a mianowicie umiejętne manewrowanie mniejszymi
                                siłami które trzymały w szachu potencjalnie silniejszego
                                przeciwnika.Podczas wojny 1967 siły IDF wędrowały ustawicznie
                                pomiędzy trzema frontami uderzając tam gdzie przeciwnik słabł
                                lub przeciwnie-gdzie wyprowadzał ofensywę.W 1973 było to
                                trudniejsze,gdyż siły IDF były rozproszone na dużo większym
                                terenie,przeżucenie czołgów z gór Synaju na wzgórza Golan
                                zajmowało sporo czasu.Taktyka arabska zakładała synchroniczne
                                uderzenie na dwóch frontach i stały,równomierny nacisk co
                                uniemożliwiłoby IDF skoncentrowanie siły w jednym punkcie
                                kosztem reszty frontu.Początkowo dobrze się to sprawdzało ale od
                                9.X. do 14.X egipska ofensywa zatrzymała się choć nie było ku
                                temu racjonalnych powodów.Przyczyną było-jak to napisałem-
                                chciejstwo generałów którzy myśleli że osiągną więcej niż sobie
                                założyli.W efekcie IDF złapała oddech i miała dosyć czasu by
                                większość sił przerzucić na front golański i rozprawić się z
                                Syryjczykami.Po 10.X. można było z kolei rzucić większość sił
                                przeciw Egiptowi.Ponadto pospiesznie zmieniona taktyka egipska
                                zakładała natarcie nie klinowe(jak dotychczas) ale
                                frontalne.Było to niby rozsądne gdy armia miała atakować na
                                znacznie większą głębokość operacyjną niż zakładano,ale efektem
                                było wyjście znacznej części wojsk z pod parasola rakiet p-lot i
                                wystawienie się na mordercze ataki IDF.Był to typowy
                                efekt "przykrótkiej kołdry".
                                Tak więc Arabowie zaskoczyli Izrael nowoczesnym myśleniem,ale
                                było to myślenie schematyczne niezdolne do elastycznej ewolucjii.
                                Z kolei Izrael przegrywał początkowo właśnie poprzez trzymanie
                                się zastałych schematów i starych sposobów walki,ale szybko
                                potrafił wyciągać błędy z porażek i modyfikować swoją taktykę.

                                3)Czy Egipt i Syria zaryzykowałyby atak nuklarny skierowany na
                                własne terytorium i przeciw swoim wojskom?
                                Ten b.ważny aspekt został moim zdaniem niesłusznie
                                pominięty.Izrael rozpoczął budowę własnych sił atomowych w 1957
                                roku a w 1973 posiadał (jak się ocenia) ok.20 głowic jądrowych
                                średniej mocy(bomby & głowice rakietowe).Gdyby wojska arabskie
                                zaatakowały RDZENNE(podkr.)terytorium Izraela to broń ta z
                                pewnością zostałaby użyta na zasadzie ultimatum refugium.
                                Reperkusje międzynarodowe byłyby trudne do przywidzenia ale
                                wątpliwe czy Armia Egipska byłaby zdolna do dalszych działań.
                                Wywiad ZSRR (KGB i GRU) wiedział o tym i z pewnością podzielił
                                się z Egipcjanami informacjami na ten temat...To był jeszcze
                                jeden powód dla nadania tej wojnie ograniczonego
                                charakteru.Dopóki Egipt i Syria prowadziły działania na terenach
                                nie będących częscią Izraela ale jedynie obszarami okupowanymi
                                to tak jakby walczyły "u siebie" i Izrael nie zaryzykowałby
                                użycia broni jądrowej w obawie przed reakcją świata(z USA na
                                czele).I dlatego też strona arabska zamierzała na tym poprzestać.
                                *******
                                Tyle chciałem dodać do tekstu kol.Wtracalskiego.Jeśli przyjąć że
                                wojna Yom Kippur miała charakter konfliktu ograniczonego
                                mającego wesprzeć dyplomację to należy jej wynik uznać za
                                remisowy,niezależnie od tego jak była ona krwawa i zacięta.
                                • Gość: dana33 Re: Wojna Jom Kipur i jej wyniki IP: 5.3.1R3D* / 192.114.47.* 08.11.03, 22:09
                                  drogi rudzielcu. bylo interesujaco przeczytac to co napisales. niestety, nikak
                                  nie moge sie zgodzic z twoimi ostatnimi linijkami. jakbys nie odwracal kota
                                  ogonem, nigdzie nie widze remisu. po tej wojnie synaj pozostal w naszych rekach,
                                  wzgorza golanu sa w naszych rekach do dzisiaj. jedna cala armia egipska zostala
                                  w naszych rekach. nie pamietam dokladnych cyfr, ale byla jakas taka dziwna
                                  wymiana jencow....cala armia egipska na kilku czy kilkunastu jencow israelskich
                                  ( u nas zawsze sa takie dziwne wymiany cos w stosunku 1: 300....). czyzbys
                                  bardzo chcial byc sprawiedliwy i objektywny, ale zeby byl remis? pozdrowienia
                                • wtracalski Re: Wojna Jom Kipur i jej wyniki 09.11.03, 00:00
                                  Kol. Rudy dał nam powyżej dość szczególowy skrót wydarzeń wojny Jom Kipur i
                                  trafną jej charakterystykę. Jednak niektóre fakty i wnioski, szczególnie te
                                  związane ze skutecznością armii egipskiej i syryjskiej zostały zbyt mocno
                                  podkreślone, a niektóre, szczególnie te związane z nieskutecznością Zahalu –
                                  IDF pominięte. Dam kilka przykładów:
                                  „Naftowa zapora” na kanale sueskim była, co prawda, pomysłem dość ciekawym,
                                  ale dawno zarzuconym przez Zahal ze względu na olbrzymie koszta i
                                  nieefektywność. Egipskie komando, jeśli faktycznie „coś” zamurowało, nie było
                                  to istotne dla przebiegu wojny. Można więc pozostawić tę akcję w swerze legend.
                                  Nie sądzę, że Egipt, czy Syria zastosowali jakieś warte zaznaczenia środki
                                  wojny elektronicznej. Informacja, która płynęła do nich drogą ELINT, była
                                  raczej skutkiem niedopatrzeń i nieudolności strony izraelskiej.
                                  Nasze lotnictwo – IAF, na początku wojny nie było „bezradne”. Odwrotnie, wbrew
                                  swojej doktrynie, bardziej IAF niż formacje broni pancernej, zatrzymał impet
                                  wrogich armii. Faktem jest, że cena jaką lotnictwo zapłaciło była bardzo
                                  droga. Warto w tym miejscu zaznaczyć, że powietrznym siłom Egiptu, czy Syrii,
                                  mimo licznych prób, nie udało się przez cały okres wojny dokonać bombardowań
                                  miast, ani obiektow wojskowych/strategicznych na terenie Izraela (w wojnie
                                  67r. dokonali kilka mniej lub więcej skutecznych nalotów).
                                  Nie należy przesadzać w podkreślaniu modernizacji i „nowej” jakości armii
                                  egipskiej i syryjskiej. Ich sukcesy w pierwszej fazie wojny wynikały przede
                                  wszystkim z kolosalnej (wprost niewiarygodnej) przewagi sił. Faktem jest, że
                                  mimo nowoczesnego uzbrojenia i wspaniałej pozycji wyjściowej, wszystkie ich
                                  formacje, za wyjątkiem kilku wyborowych jednostek, całkowicie się rozsypały
                                  wobec ciężko poranionego, ledwo, ale już stojącego na nogach Zahalu (a jednak -
                                  definitywne zwycięstwo wojskowe Izraela).
                                  Po izraelskiej stronie, natomiast, wyszły kardynalne, nazwijmy to,
                                  niedociągnięcia. Wymienię tu kilka:
                                  Oczywiście, problem wywiadu.
                                  Powolność i bałagan w mobilizacji rezerwy.
                                  Zła koordynacja między formacjami, szczególnie powietrze - ziemia
                                  Niedostosowanie lotnictwa do udziału w walkach formacji pancernych
                                  Wojna generałów
                                  Jestem przekonany, że wszystkie te „niedociągnięcia” zostały już dawno
                                  zniwelowane, choć i tak trzeba pamiętać, że warunki następnej (odpukać) wojny
                                  będą całkowicie inne niż wojny Jom Kipur.
                                  Można by tutaj zakończyć tę debatę, choć szkoda, ze nieporuszone zostały dwa
                                  ciekawe punkty:
                                  1. Syryjski atak rakiet ziemia-ziemia na na główne lotnisko na północy Izraela
                                  i izraelska odpowiedź na ten atak.
                                  2. Nie-udział Jordanii w tej wojnie i co by było gdyby.
                                  Zaznaczę jeszcze, że w ostatnim czasie, dokładnie 30 lat po wojnie, otwarte
                                  zostały archiwa i wiele dokumentów, które trzymane były dotąd w tajemnicy,
                                  zostało udostępnionych historykom i dziennikarzom. Ciekawe, czy i na ile
                                  zmieni się teraz oficjalne oblicze tej wojny. Chrapka dla bardziej
                                  zainteresowanych.
                                  Wtr.
                                  • Gość: rudy102_t_34_85 Re: Wojna Jom Kipur i jej wyniki IP: *.is.pw.edu.pl 09.11.03, 21:16
                                    Właśnie wchodzę na forum i widzę że pojawiły się nowe komentarze
                                    do mojego komentarza w sprawie komentarza kol.Wtracalskiego
                                    który komentował mój komentarz do komentarza kol.dany33 która z
                                    kolei skomentowała...NO MNIEJSZA Z TYM...W każdym razie nie ze
                                    wszystkim się tu zgadzam i będę polemizować.Mam nadzieję że
                                    dana33 nie obrazi się że pierwszego wezmę na widelec
                                    kol.Wtracalskiego gdyż jego uwagi dotyczą wydarzeń pierwszych w
                                    kolejności chronologicznej.
                                    1)Rola egipskiej WRE i ELNIT-u.W początkowej fazie wojny była
                                    jednak dosyć istotna.Dzięki podsłuchowi Egipcjanie mogli
                                    uprzedzać zamiary wroga a dzięki zagłuszaniu paraliżować jego
                                    łączność.I tak np.8.X.Egipcjanie przez ponad 2h skutecznie
                                    paraliżowali system łączności 162Dpanc IDF ze sztabem.W efekcie
                                    została ona zbombardowana przez własne samoloty(tj.IAF)gdyż
                                    sztab nie znał jej położenia.Wchodzący w jej skład 600 BPanc
                                    poniósł takie straty że musiał być wycofany z dalszej walki.Z
                                    kolei 5 godzin póżniej tego samego dnia izraelska próba
                                    likwidacjii przyczółka Fridan skończyła się porażką gdyż
                                    Egipcjanie znali zamiary przeciwnika dzięki podsłuchowi.
                                    Gwoli sprawiedliwości trzeba przyznać że w okresie 10-24.X.udane
                                    operacje tego typu należały do rzadkości,prawdopodobnie IDF
                                    zmodyfikowała system łączności i szyfrowania rozkazów.
                                    2)Działalność IAF w pierwszej fazie konfliktu.
                                    Początkowo egipski "parasol" rakiet p-lot. był bardzo
                                    skuteczny.6.X.IAF kilkakrotnie próbowała zniszczyć mosty
                                    pontonowe którymi Egipcjanie przeprawiali się przez kanał i to
                                    się nie powiodło.Mosty stały nadal a straty IAF tego dnia
                                    wynosiły ponad 40 samolotów typu "Phantom" i "Skyhawk".Do
                                    8.X.rano IDF wykonała na froncie synajskim jedynie 8
                                    samolotolotów w dodatku z opóżnieniem 20-40 minut względem planu.
                                    Pierwzy naprawdę zabójczy atak IAF na Egipcjan nastąpił dopiero
                                    14.X. kiedy wyszli oni nieopacznie z pod rakietowego parasola
                                    (patrz mój poprzedni post).Wtedy IAF zadała b.ciężkie straty
                                    egipskiej 19 DP. uniemożliwiając jej zdobycie przełęczy Giddi i
                                    Mitla.Od 14-24.X system egipskiej OPL na froncie stopniowo się
                                    załamywał i IAF odnosiła coraz większe sukcesy.Nie byłoby to
                                    jednak możliwe gdyby nie spektakularne rajdy oddzialów
                                    specjalnych IDF na tyły wroga w celu niszczenia stacjii
                                    radiolokacyjnych i wyrzutni rakiet.Doszło do paradoksalnej
                                    sytuacjii-WOJSKA LĄDOWE TOROWAŁY DROGĘ DLA LOTNICTWA(zamiast
                                    odwrotnie)!Tutaj zemścił się brak pocisków
                                    przeciwradiolokacyjnych w uzbrojeniu IAF.Pociski typu SHRIKE i
                                    systemy WRE zostały dostarczone przez Amerykanów dopiero w
                                    drugiej fazie wojny...
                                    3)Rola lotnictwa Egipskigo.
                                    Zgadzam się że była ona proporcjonalnie mała,co wynikało ze
                                    znacznie gorszego wyszkolenia pilotów.Jednakże przypadki
                                    bombardowania terytorium Izraela miały jednak miejsce.Np.20.X.
                                    egipskie samoloty SU-7 zbombardowały Hajfę a bombowce TU-16
                                    ostrzeliwały Izrael pociskami manewrującymi typu KSR-
                                    5.Początkowy brak ataków na rdzenne terytorium Izraela wynikał z
                                    założeń "wojny ograniczonej" która miała dotyczyć jedynie
                                    terenów okupowanych po 1967.Kiedy Egipcjanie znależli się w
                                    defensywie zaatakowali samolotami Izrael aby odciągnąć część sił
                                    IAF z frontu do obrony kraju.
                                    4)Stosunek sił.
                                    Przewaga po stronie arabskiej oczywiście istniała,ale nie
                                    była "przygniatająca".Oto porównanie potencjału wszystkich
                                    trzech armii w kolejności EGIPT/SYRIA/IZRAEL.
                                    -czołgi 2000/1800/2000
                                    -transportery 2400/1300/3000
                                    -działa 1100/660/945
                                    -samoloty(tylko myślwce,bombowce i szturmowce) 520/270/412
                                    -helikoptery(wszystkie) 80/36/50
                                    -żołnierze(pełna mobilizacja) 310 000/140 000/320 000 + 80 000
                                    form.obrony ter.
                                    Tak więc przewaga Arabów nie była wcale miażdżąca.Warto
                                    przypomnieć że w 1941 Niemcy mieli na froncie wsch.3500 czołgów
                                    oraz 5000 samolotów a Sowieci 15000 czołgów i 12000 samolotów!
                                    ******
                                    To tyle do kol.Wtracalskiego.Teraz do dany33.
                                    Ja nie odwracam kota ogonem ale rozpatruję sprawę w świetle
                                    teorii wojny o ograniczonych celach.W założeniu wojna taka ma
                                    wspierać politykę a nie ją zastępować.Sukces polityczny jest tu
                                    niezwykle istotny.Egipcjanie nie zamierzali samą siłą odbić
                                    Synaju.Ofensywa z założenia miała zatrzymać się 40 km. od linii
                                    przerwania ognia w 1967 a potem miała już wkroczyć
                                    dyplomacja.Jak wiadomo po 14.X. ofensywa się załamała a 19.X.IDF
                                    rozpoczęla manewr oskrzydlający na tyłach wroga.Nie powiódł się
                                    on całkowicie ale w momencie zawieszenia broni Izrael militarnie
                                    górował.Jednak JUZ WSTĘPNE POROZUMIENIE o zawieszeniu broni
                                    zawarte w Genewie zakładało że Izrael ODDA Egiptowi tą część
                                    Synaju,którą zajęły wojska egipskie do 8.X. i armia egipska
                                    będzie tam mogła wrócić,jednak bez broni ciężkiej takiej jak
                                    czołgi.Izraelczycy mieli również opuścić góry Synaju(które
                                    obronili przed Egipcjanami) a ich miejsce zająć miały siły
                                    rozjemcze ONZ.W odległości 20 km. od gór IDF także nie mogła
                                    posiadać ciężkiego sprzętu.
                                    Reasumując,kilka miesięcy po wojnie(porozumienie parafowano
                                    18.I.74)Egipt odzyskał część Synaju którą zdobyły jego
                                    wojska.Dzięki temu możliwe stało się uruchomienie Kanału
                                    Sueskiego,który był zablokowany od 1967,dla Egiptu było to
                                    ogromnie ważne i właściwie to było główną przyczyną tej wojny.
                                    Zarazem obecnośc sił ONZ umiędzynarodowiła sprawę Synaju.
                                    Trudno to nazwać klęską...
                                    Zarazaem dzięki tej demonstracjii siły możliwe było podpisanie w
                                    1978 układu w Camp David po którym Egipt odzyskał cały
                                    Synaj.Wprawdzie musiał wyrzec się agresjii w obec Izraela,ale w
                                    zamian USA do dzisiaj wypłaca mu 4 mld.$ rocznie.
                                    Tak więc polityczna część planu w gruncie rzeczy się
                                    powiodła.Gdyby nie porażka(ale nie klęska)militarna Egipt byłby
                                    zwycięzcą w tej wojnie.
                                    Co do strat w tej wojnie,to były one dotkliwe dla wszystkich.Oto
                                    przybliżony rachunek EGIPT+SYRIA/IZRAEL
                                    -czołgi 1200/420
                                    -transpotery 505/390
                                    -zabici 20 000/4 000
                                    -ranni 25 000/12 000
                                    -jeńcy 35 000/500
                                    Jak widać ogromną dysproporcję widać jedynie w liczbie wziętych
                                    do niewoli.Jest to efekt okrążenie przez IDF 3 armii.
                                    Dalej więc podtrzymuję zdanie że Egipt-Izrael=Remis,przy
                                    uwzględnieniu definicjii "wojny ograniczonej".Natomiast
                                    ewidentną klęskę poniosła tu Syria...
                                    Pozdrawiam wszystkich uczestników dyskusjii.
                                    • wtracalski Re: Wojna Jom Kipur i jej wyniki 10.11.03, 21:53
                                      Pragnę zauważyć, że wojna Jom Kipur ma różne oblicza i z wielu powodów trudno
                                      przedstawić ją w sposób obiektywny. Nie chcę (bo nie jestem w stanie) wchodzić
                                      tu w polemikę ze specjalistami, lecz mimo to uprę się co do poniektórych
                                      faktów.
                                      Mogę stwierdzić kategorycznie, że nie odbył się żaden syryjski (czy inny)
                                      nalot na Hajfę, ani też na rafinerię nafty znajdującą się na obszarze
                                      przyległym bezpośrednio do miasta. Ostatni raz, kiedy syryjskie samoloty
                                      gościły nad Hajfą, było to w czasie tzw. wojny wycieńczającej (1969-1971).
                                      Wtedy to syryjski Mig21 przelatując nad Hajfą wykonał boom naddźwiękowy i dał
                                      pracę wielu szklarzom.
                                      Nie pojmuję, w jaki sposób poważne źródło (czy źródła) podaje fakt nalotu
                                      syryjskiego, którego nie było ani w dzień 20 X, ani w żaden inny dzień wojny.
                                      Sprawa ma się podobnie w przypadku jakichkolwiek innych nalotów na terytorium
                                      Izraela, nie włączając oczywiście Synaju (gdzie bombardowane były przez
                                      Egipcjan również bazy i lotniska wojskowe) i Wzgórz Golan.
                                      Powrócę do sprawy wojny elektronicznej. Nie mam zamiaru zaprzeczać, że przez
                                      dwie godziny udawało się egipcjanom w taki lub inny sposób zakłócać łączność
                                      miedzy jednostkami izraelskimi a ich dowódctwem. Możliwe, lecz ostrzeliwanie
                                      czy bombardowanie własnych jednostek przez siły izraelskie miało miejsce
                                      wielokrotnie i w różnych fazach wojny i spowodowane było brakiem obrazu pola
                                      walki (nie należy zapominać, że wiele z dzisiaj uzywanych sytemów wówczas
                                      jeszcze nie istniało), złą koordynacją i bałaganem. Szczególny problem wynikał
                                      z ciągłej konieczności zmiany celów samolotów, bez odpowiedniego
                                      przygotowania, gdy były już one w drodze do innych cełów. Nie przydawałbym
                                      więc istotnego znaczenia (a już na pewno nie zasłóg) wysiłkom egipskim
                                      zagłuszania izraelskiej komunikacji.
                                      Wiele z cytowanych liczb przez specjalistów jest bardziej wydedukowanych niż
                                      obiektywnie prawdziwych. Niektóre czasem sporo odbiegają od rzeczywistości.
                                      Oczywiście, przewaga Arabów nad Izraelem na papierze nie była wcale miążdżąca.
                                      Poprawiając niekóre z cytowanych liczb, można by nawet dojść do wniosku, że
                                      była ona całkiem niewielka. Ale liczby nabierają trochę innego znaczenia, gdy
                                      znaczna większość arsenału znajduje się w magazynach, a nie w gotowości
                                      bojowej. Trzeba pamiętać, że Zahal to głównie rezerwa , łącznie z jej sprzętem.
                                      Fakt, w pierwszych dniach wojny, armia izraelska, jeszcze bez sił rezerwy,
                                      walczyła wobec większej prawie o rząd wielkości, „miażdżącej” przewagi wroga.
                                      W rozważaniach o wyniku wojny, proponuję dać należną wagę również następującej
                                      rzeczywistości:
                                      Wojna zakończyła się bezpośrednim zagrożeniem stolicy Syrii i w sytuacji, gdy
                                      jednostki Izraela posuwając się w głąb Afryce stanowiły potencjalne zagrożenie
                                      dla stolicy Egiptu.
                                      Dodam jeszcze, że okrążona armia egipska, która pozostawiona została na
                                      skrawku Synaju, wyżyła dzięki dostawie wody przez Zahal.
                                      Chyba to jednak wielka klęska armii arabskich.
                                      Chętnie przeczytam odpowiedź kol. Rudego na powyższe, lecz niestety nie mogę
                                      przedłużyć więcej mojego udziału w tej ciekawej i pouczającej dla mnie
                                      dyskusji. Pozdrowienia,
                                      Wtr.
                                      • wtracalski Re: Wojna Jom Kipur i jej wyniki 11.11.03, 15:27
                                        Zwracam sobie uwagę: mówi się "zasług" a nie "zasłóg". Wstyd.
                                        Wtr.
                                      • Gość: rudy_102_t_34_85 Re: Wojna Jom Kipur i jej wyniki IP: *.is.pw.edu.pl 11.11.03, 22:14
                                        Starałem się pokazać historię wojny 1973 w miarę
                                        obiektywnie,oddając sprawiedliwość obu stronom.Zdaję sobie
                                        sprawę że inaczej widzi się niektóre sprawy z daleka a inaczej
                                        gdy jest sie w centrum wydarzeń w dodatku po którejś ze
                                        stron...Do tego co napisał kol.Wtracalski mam jednak parę
                                        uwag,ale nie chcę zaczynać kolejnej polemiki bez dokładnego
                                        sprawdzenia co naprawdę miało miejsce w Hajfie lub okolicach
                                        20.X.1973.Obiecuję że przejrzę wszystkie dostępne mi
                                        żródła,łącznie z internetem(może to nieco potrwać,ale jestem
                                        słowny i na pewno się odezwę).Bardzo zależy mi na obiektywiżmie
                                        i wiarygodności dlatego uczciwie i bezstronnie napiszę czego się
                                        dowiedziałem.Szkoda że kol.Wtracalski się wycofuje bo dawno nie
                                        miałem tak ciekawego i kompetentnego interlokutora...
                                        Pozdrawiam wszystkich.
                                        ps.a gazeta pl mogłaby się zdecydować czy wpisanie prawidłowego
                                        hasła i loginu uprawnia do wysłania postu czy też powinno się to
                                        kończyć abortem ze stwierdzeniem "nie wypełniono pola autor" tak
                                        jak to mi się ciągle przytrafia mimo że w rubryce "gość" STOI
                                        JAK BYK rudy102_t_34_85..? Po kiego grzyba mam wpisywać chasło i
                                        login skoro i tak muszę podpisywać się na nowo..?
                                        • Gość: dana33 Re: Wojna Jom Kipur i jej wyniki IP: 194.90.65.* 12.11.03, 09:10
                                          drogi rudy. musze ci powiedziec, ze jestes tu jedynym oprocz pro_woka
                                          forumowiczem (przynajmniej od roku kiedy ja tu jestem) nie-zydem, ktory
                                          rzeczywiscie absolutnie objektywnie, nie atakujac, nie oskarzajac, nie plujac i
                                          nie obrazajac dyskutujesz i do tego jeszcze na ciekawy temat. uklon w twoja
                                          strone, rudzielcu i zycze nam wszystkim wiecej takich ludzi jak ty. pozdrowienia
                                        • Gość: rudy102_t_34_85 Re: Wojna Jom Kipur i jej wyniki IP: *.is.pw.edu.pl 15.11.03, 18:23
                                          WRACAM.Dokładnie sprawdziłem kwestię rzekomego nalotu na
                                          rafinerię w Hajfie jaki miał mieć miejsce 20.X.73. i muszę
                                          przyznać że zapewne kol.Wtracalski miał rację pisząc że
                                          rafineria nie została jednak zbombardowana choć taką próbę
                                          podjęto.Konkretnie o nalocie jako fakcie potwierdzonym piszą
                                          gł.żródła arabskie i część rosyjskich.Jednak wzystkie żródła
                                          amerykańskie,izraelskie i brytyjskie temu zaprzeczają choć są
                                          duże rozbieżności co do tego czemu nalotu nie było;na stronie
                                          internetowej poświęconej IAF(nieoficjalnej) podaje się że
                                          samoloty zostały zestrzelone a z kolei H.Herzog podaje w swojej
                                          książce że jeden się rozbił a drugi uciekł(?).Generalnie
                                          wszystkie żródła podają że maszyn były 2 i należały one do
                                          Syrii.Zdaniem H.Herzoga były to SU-20 ale takich samolotów
                                          podczas tej wojny nie używano,inni piszą o SU-7 i ta informacja
                                          jest pewnie prawdziwa.O SU-7 pisze też skrypt WOJNA YOM KIPPUR
                                          wydany w 1994 roku przez wydawnictwo ALTAIR ale tam podaje się
                                          że nalot jednak się odbył...Jednak większość żródeł tego nie
                                          potwierdza.Konkluzję pozostawiam czytelnikom.
                                          Co do kol.Wtracalskiego to oczywiście zgoda co do tego że w
                                          pierwszej fazie wojny IDF dysponowała jedynie 40-50% pełnego
                                          stanu osobowego,ale i armia Egipska nie miała na azjatyckim
                                          brzegu Kan.Sueskiego więcej niż 100.000 ludzi,bo tyle dało się
                                          przeżucić przez 2 dni przez mosty pontonowe.Już w 4 dniu wojny
                                          Izrael osiągnął maksimum mobilizacyjne,tymczasem Egipt nie
                                          przerzucił do Azjii więcej jak 150.00 żołnierzy.Syria oczywiście
                                          nie musiała niczego przerzucać ale wzdłuż umocnień PURPLE LINE
                                          Izrael wykopał bardzo głęboki rów o stromych ścianach ciągnący
                                          się ponad 70 km a po stronie zach,była dodatkowo wysoki na 8
                                          m.wał usypany z piachu i ziemi.Dla jednostek zmechanizowanych
                                          była to równie trudna przeszkoda jak kanał,trzeba było zbudować
                                          saperskie mosty i zrobić przejścia w wale(tu nie było wody aby
                                          rozmyć piach za pomocą armatek wodnych).Wszystko to sprawiło że
                                          przez pierwsze 2-3 dni nie wpełni zmobilizowana IDF walczyła z
                                          nie wpełni skompletowanymi siłami uderzeniowymi państw
                                          arabskich.Żadna ze stron nie miała więc "full" potencjału...
                                          Czynnik zaskoczenia był tak samo przesądzający dla początkowych
                                          zwycięstw Egipcjan w tej wojnie jak i całkowitego zwycięstwa
                                          Izraela w wojnie 1967.
                    • Gość: jarek Napisal wlasna wersje... IP: *.fastres.net 10.11.03, 23:01
                      W maju 1971 roku sadat nie mogac srodkami dyplomatycznymi nic uzyskac,
                      postanowil razem z podgornym przygotowc sie do wojny, ktorego celem bylo
                      calkowicie odzyskanie terrenow straconych w poprzednim konflikcie nawet za cene
                      1 mil strat( przemouwienie Sadat 22 lipca 1971 roku), Sovieci sie zobowiazuja na
                      dostarczenie Egiptowi rakiet Scud , ale sa przeciwni wojnie, bojac sie porazki
                      Egiptu.
                      W lipcu 1972 nagle Sadat grozi wydaleniem sovieckich doradcow, a e sierpniu 15
                      tys doradcow opuszcza Egipt, co powoduje u Israela uczucie falszywej
                      bezpiecznosci , ale Sovieci zaczynaja mu dostarczywac Mig 23, Su20, Sam i Scudi,
                      nowe czolgi i systemy antyczolgowe...
                      Juz w kwietniu 1973 roku dochodzi do kordynacji planoe egipskich z Syria.
                      jesli sie nie myle to po stronie Egipdskiej w dniu ataku bylo prawie 1150 tys
                      zolnierzy.
                      W tajnym rozkazie z 4 pazdziernika sadat definiszi jako cel wojny calkowite
                      opanowanie wszystkich terenow straconych w roku 1967.
                      Israele opo swojej stronie Suezu mial do dyspozycji 300 czolgow z tego 80
                      czolgow i 40 wozow opancerzonych bezposrednio przy kanale. Egipcjani majac okolo
                      1500 czolgow i 1200 armat.( przewaga 5 krotna w czolgach i 20 krotna w
                      artylerii) plus calkowite zaskoczenie.W czasie pierwszych godzin atakun prawie
                      200 odrzutowcow Egipskich, Koreoanskich atakuja Israelczykow tracac tylko 37
                      maszyn.W tym samym czasie 2 Bombandiery probuja bombardowac Tel-Aviv.
                      Calkowita porazka Israelska w pierwszy dniu wojny ( 153 czolgow
                      straconych),zmusila israele do zmienienia planow obrony ( kto broni wszystkiego
                      , nic nie broni).
                      Przyjazd Sharona na front, zaczyna zmieniac losy konfliktu.
                      Konatako Adana i Sharona bez poparcia artylerii i nie przygotowani doznaja
                      porazki w probie dotarcia do kanalu, ale to zmienia calkowicie sposob myslenia
                      dowodctwa israelskiego i plan Sharona do przejscia kanalu i zaczecia ofensywy na
                      tylach egipskich zostal przyjety w nocy z 9 a 10 pazdziernika a w tym samym
                      czasie sily Epipskie soe przygotowywaly do 2 ofensywy,ktora zaczeli w nocy z 12
                      a 13 pazdziernika, ale tym razem IDF ich oczekiwal i potrafil zniszczyc okolo
                      250 czolgow tracac 25 swoich. W tym tez dniu Sharon zdecydowal sie do ofensywy
                      na zachodnim brzegu , poniewaz 2 armie egipskie byly na brzegu wschodnim, dalej
                      juz wszyscu wiedza jak sie skonczylo, bez intervencji Sovietow IDF w dniu 21
                      pazdziernika mogla wkroczyc ( nie musiala ) do Ismaili.W dniu zawieszenia broni
                      IDF mial jeszcze dosc sil, aby 3 Egipskie armie calkowicie zniszczyc, a
                      conajmiej w ciagu tygodnia 3 armie egipska.
                      Jesli sie nie myle, to Kosygin grozil wyslaniem wojsk Sovieckich do obrony
                      Egiptu( chodzilo o 7 dywisji ,ktore byly juz gotowe do wyjazdu na Wegrzech).
                      Jesli sie nie myle to embargo pertrolifiero ogloszono 19 pazdziernika i chyba
                      nie bylo ono rezultatem zwycienstw Egipskich.
                      Sytuacja na froncie Syrskim byla dla Syrianow mniej wiecej tragiczna.
    • tarekk Re: Dwa strzały 02.11.03, 14:37
      Arafat jest symbolem walki narodu palestynskiego..nasza walka nie zalęzy od
      jednego człowieka..ale jest i będzie symbolem..nie będzimy i nie chcemy miec
      człowieka jak Sadata
      • sokolka2 Re: Dwa strzały 02.11.03, 16:18
        tarekk napisał:

        > Arafat jest symbolem walki narodu palestynskiego..nasza walka nie zalęzy od
        > jednego człowieka..ale jest i będzie symbolem..nie będzimy i nie chcemy miec
        > człowieka jak Sadata
        Co to za symbol ten Arafat???Niedawno umarl wasz
        wybitny intelektualista Edward Said i wszyscy oplakiwaliscie
        jego smierc.Omar Faris pisal hymny pochwalne na czesc Saida
        "......Edward Said był naszą dumą .ambasador naszych spraw..wszysce tzw
        przewode Arabowie są mali przy nim..jego śmierć jest wielką stratą nie tylko
        dla palestynczyków...zawsze będzie w naszej pamięci ........."ale zaden z was
        nie napisal ze Arafat zabronil mu juz dawno wjazdu do autonomi,a jego ksiazek
        nie mozna bylo kupic w autonomi?????,a do biura jego probowano wniesc bombe.
        Ja jeslibylbym palestynczykem ,to wstydzilbym sie takiego symbolu!!!!



    • Gość: pArisien Swietny artukul panie Warszawski. IP: *.univ / 192.168.24.* 05.11.03, 13:48
    • Gość: Tomek44 Re: Dwa strzały IP: *.inter.net.il 05.11.03, 14:43
      Wczoraj sluchalem wywiadu z naszym pisarzem Amosem Oz. To jest skrajnie
      lewicowy dzialacz polityczny. I co uslyszalem?
      Dwa zdania, ktore o malo nie zwalily mnie z wrazenia z krzesla.
      1. Gdyby Rabin zyl, to dzisiaj reagowalby ostrzej na Palestynczykow od Szarona.
      2. Palestynczycy nie chca pokoju podanego na tacy. Oni chca ten pokoj
      wywalczyc.
      Teraz rozumiem dlaczego nie wypalilo porozumienie jakie ofiarowywal
      Palestynczykom Barak. On im dawal pokoj na tacy. Amos Oz byl dosc blisko w tym
      czasie w kregach, ktore parly do pokoju. Dzisiaj jest zamieszany w
      porozumienie "Genewa".
      Mysle, ze wielu Izraelczykow i nie tylko, sluchalo tego wywiadu w glownym
      wydaniu naszego dziennika.
      Jezeli uslysze kiedys podobne zdanie od Uri Avneri, to pomysle, ze zwariowalem
      i mam omamy sluchowe.
      • wtracalski Re: Dwa strzały 05.11.03, 20:25
        Gość portalu: Tomek44 napisał(a):

        > Wczoraj sluchalem wywiadu z naszym pisarzem Amosem Oz. To jest skrajnie
        > lewicowy dzialacz polityczny. I co uslyszalem?
        > Dwa zdania, ktore o malo nie zwalily mnie z wrazenia z krzesla.
        > 1. Gdyby Rabin zyl, to dzisiaj reagowalby ostrzej na Palestynczykow od
        Szarona.
        > 2. Palestynczycy nie chca pokoju podanego na tacy. Oni chca ten pokoj
        > wywalczyc.
        > Teraz rozumiem dlaczego nie wypalilo porozumienie jakie ofiarowywal
        > Palestynczykom Barak. On im dawal pokoj na tacy. Amos Oz byl dosc blisko w
        tym
        > czasie w kregach, ktore parly do pokoju. Dzisiaj jest zamieszany w
        > porozumienie "Genewa".
        > Mysle, ze wielu Izraelczykow i nie tylko, sluchalo tego wywiadu w glownym
        > wydaniu naszego dziennika.
        > Jezeli uslysze kiedys podobne zdanie od Uri Avneri, to pomysle, ze
        zwariowalem
        > i mam omamy sluchowe.

        Oz ma rację. Arafat nie chciał pokoju na tacy od byle Baraka. Wolał go zdobyć
        od nie byle Szarona. Po oślim porozumieniu miał już w kieszeni 2.5 miliarda
        dolarów na wojnę i liczył na konkretne, w razie potrzeby, wsparcie Europy i
        państw arabskich. Potrzebował, ale dostawał tylko kwiatki. I co najgorsze,
        okazało się, że przeciętny Izraelczyk nie jest czekoladowym wafelkiem.
        Pokój jest jeszcze do osiągnięcia, ale taca zaginęła.
        Może Uri Avneri ją zwędził?
        Wtr.
    • Gość: Widziane z daleka Jak na tę sprawę patrzą Polacy? Bo tutaj po tym zabójs IP: *.pool80181.interbusiness.it 06.11.03, 16:45
      po tym zabójstwie stalo sie dla wielu z nas jasne, że Żydzi nie
      pragną pokoju. Ja myślę, że nienawiść się wkradla w serca obu
      stron. Co myślą o tym Polacy?
      • Gość: mirmil w polsce (prawdopodobnie) IP: *.uBRgrb01.supercable.es 06.11.03, 21:11
        "prawdopodobnie" - bo chyba sondazy na ten temat nie ma - uwaza sie tak jak w
        reszcie europy (60% wskazalo na izrael jako na zagrozenie dla pokoju).

        przy okazji: z niedawno przeprowadzonych badan wynika, ze nieco mniej niz 60%
        sprzeciwia sie obecnosci polski w iraku.

      • wtracalski Re: Jak na tę sprawę patrzą Polacy? Bo tutaj po t 06.11.03, 21:22
        Gość portalu: Widziane z daleka napisał(a):

        > po tym zabójstwie stalo sie dla wielu z nas jasne, że Żydzi nie
        > pragną pokoju.

        Czyli chcemy wiecznej wojny. Czyli chcemy się bić. Jak można poważnie w taki
        sposób formuować opinię? Mogę cię zapewnić, że tak samo jak każdy inny
        („normalny”) naród chcemy żyć w spokoju i w dobrobycie, a przede wszystkich
        bez zbędnych pogrzebów. Wszyscy chcemy pokoju, jedynie wobec niezbyt
        przyjaznych sąsiadów mamy różne opinie jak go osiągnąć i czym za niego
        zapłacić. Dam cztery krańcowe poglądy:

        Religijny ekstra „prawicowy”
        ------------------------------------------------------
        Nie wolno zwrócić zajętych w 67r terenów, ponieważ należą one do Ziemii
        Obiecanej Żydom. Jak w ogóle można myśleć o oddaniu Swiętego Wzgórza, na
        której stała Świątynia (dzisiaj dwa meczety)? Nasi sąsiedzi pogodzą się w
        końcu z faktem dokonanym i zapanuje pokój, jeśli tylko Bóg tak postanowi.

        Ekstra „prawicowy”
        --------------------------------------------
        Nasi sąsiedzi i tak nie pogodzą się z istnieniem Izraela, więc po co oddawać
        im zdobyte w wojnie tereny i pozbywać się tak ważnej strategicznie przestrzeni
        obronnej. Póki trzeba, będziemy się bronić wszelkimi siłami, a mamy ich dużo,
        aż w końcu wróg zrozumie, że nigdy nie zdoła pokonać Izraela i pogodzi się z
        jego istnieniem. Wtedy nastąpi pokój.

        Extra „lewicowy”
        -------------------------------------------
        Wystarczy, że oddamy wszystkie zajęte tereny, zlikwidujemy osiedla, oddamy pół
        Jerozolimy, ustąpimy na wszystkie żądania palestyńczyów, będziemy potulni i
        mili, wtedy nasi sąsiedzi szybko nas pokochają i nastąpi prawdziwy pokój.

        Religijny ekstra „lewicowy”
        ---------------------------------------------------
        Mesjasz jeszcze nie przyszedł i dlatego nie ma miejsca na państwowość
        żydowską. Należy natychmiast zlikwidować państwo Izrael i oddać się w ręce
        Boga.

        Myśle, że z górą 10-20% izraelczyków wyraża powyższe ekstremalne poglądy,
        razem biorąc. Co najmniej 80% jest gdzieś po środku, bardziej w lewo lub w
        prawo. Róznice są tylko w ocenie szans na pokój i w drodze do jego
        osiągnięcia. Fakt, gdy tylko mowa o pokoju natychmiast wkracza terror i całe
        centrum przesuwa się na prawo.
        Robienie z nas wrogów pokoju jest niczym innym tylko nonsensem logicznym i
        wyrazem kompletnego niezrozumienia naszej izraelskiej rzeczywistości, lub
        propagandą w złej wierze. Szkoda, nie sprzyja to osiągnięciu pokoju.
        Wtr.
        • Gość: mirmil widzisz jak on rzeczowo wyjasnia dlaczego IP: *.uBRgrb01.supercable.es 07.11.03, 01:30
          nie moga opuscic wszystkich terenow okupowanych?

          coz za niezrozumiala radykalnosc: wymagac wypelnienia rezolucji onz!!!

          pamietacie, jak hitler chcial, zeby mu polacy dziekowali, bo nie byli skazani
          na zaglade (coz za radykalizm!!!) tylko na niewolnicza prace w III rzeszy.
          wolnych polakow tez nie wolno zostawic (coz za radykalizm!!!). wyposrodkowane,
          zdrowe poglady: niewola. :(

          to jest wstyd: zeby "normalna" osoba twierdzila cos takiego!
          • Gość: dana33 Re: widzisz jak on rzeczowo wyjasnia dlaczego IP: 194.90.65.* 07.11.03, 07:19
            nu, mirmil, ty to nie dorosles do paznokcia malego palca u nogi wtracalskiego.
            daleko ci do czlowieczenstwa.
            • Gość: dana33 do rudzielca IP: 5.3.1R3D* / 192.114.47.* 07.11.03, 20:04
              nu, musze powiedziec, ze jestem lekko zdziwiona brakiem reakcji z twojej strony
              na odpowiedz wtracalskiego....
              • rudy102_t_34_85 Re: do rudzielca 07.11.03, 21:19
                Litości...czy ja cały dzień mam do zerkania Gazete PL..? Wczoraj
                cierpliwie czekałem na kol.Wtracalskiego na udeptanej ziemi aż
                sen mnie zmożył.Dzisiaj od rana jestem poza domem.Jakieś 30
                minut temu wróciłem zmęczony i z bolącym łbem.Już miałem udać
                się w objęcia Morfeusza(bez skojarzeń z MATRIXEM)ale wiedziony
                ciekawością zajrzałem na forum,przeczytałem Wtracalskiego i mimo
                wszystko przystępuję do reakcjii,mam jedynie nadzieję że nie
                zasnę przed monitorem.
            • Gość: mirmil co to czlowieczenstwo wg "jewish agency"? IP: *.uBRgrb01.supercable.es 08.11.03, 01:14
              wiemy ze np "pokoj" to to samo co w innych krajach "okupacja", "szczodra
              oferta baraka" to "oddamy 85% waszej ziemi i przedmiescia
              jerozolimy", "moralnosc" to "syjonizm", itp

              widzisz, danka, wiedzac gdzie pracujesz, to nawet juz nie jest zabawne
              odpisywanie na twoje posciki.
              • Gość: dana33 Re: co to czlowieczenstwo wg "jewish agency"? IP: 5.3.1R3D* / 192.114.47.* 08.11.03, 22:12
                nu, ja do ciebie nie pisze, wiec mozesz spokojnie nie odpisywac. nie mysle, ze
                bedzie mi cie brakowac.
                • Gość: mirmil kolejne klamstewko i jakie naiwne... IP: *.uBRgrb01.supercable.es 09.11.03, 10:34
                  > nu, ja do ciebie nie pisze, wiec mozesz spokojnie nie odpisywac. nie mysle, ze
                  > bedzie mi cie brakowac.

                  forum.gazeta.pl/forum/72,2.html?f=50&w=8845435&a=8949937
                  to tak jak z twoimi postami, kiedy piszesz "o, mirmil, wiec znowu sie zaczynaja
                  bluzgi pod moim adresem" - a kilka postow wyzej znow sobie ulzylas...

                  :)
                  • Gość: dana33 Re: kolejne klamstewko i jakie naiwne... IP: 5.3.1R3D* / 192.114.47.* 09.11.03, 12:39
                    nu, mirmil, ja do ciebie nie pisze, ja ci najwyzej odpowiadam. i to tez tylko w
                    chwilach slabosci. oprocz tego przestac z ta jewish agency, bo to idiotyczne:
                    nie tylko, ze akurat nie w tym biurze pracuje, ale nawet jakby, to poinformuj
                    sie, co to biuro robi, ile tysiecy osob tam pracuje i ze nie kazdy tam akurat
                    zajety "webowaniem"zydow do israela. oprocz tego, to nawset jakby tak bylo, to
                    co ci to przeszkadza? ile by sie nie werbowalo, to to nigdy nie sprosta
                    przyrostowi naturalnemu arabow, ktorzy tak z reguly produkuje 12-16 dzieci.
                    oprocz tego, z tego co ja sie orientuje, to kazdy dostaje tam normalna
                    miesieczna zaplate, za normalna prace urzednicza. nie myl jewish agency z
                    wywiadem. nu, w wywiadzie to moze ja pracuje. w godzinach nadliczbowych na
                    forum. za darmo. robie to tak z pasji....
                    • wtracalski Re: kolejne klamstewko i jakie naiwne... 09.11.03, 12:54
                      Gość portalu: dana33 napisał(a):

                      > oprocz tego przestac z ta jewish agency, bo to idiotyczne:
                      > nie tylko, ze akurat nie w tym biurze pracuje,

                      A ja już zdążyłem swoją żonę posłać na zwiady do jewish agency w Jerozolimie
                      zidentyfikować wreszcie tę słynną Danę R. Znalazła tam 17 różnych Dan. Żadna
                      R. Cały jej wysiłek na daremno.
                      Wtr.
                      • Gość: dana33 Re: kolejne klamstewko i jakie naiwne... IP: 5.3.1R3D* / 192.114.47.* 09.11.03, 14:42
                        :)
                        bo ja agentka, rozumiesz, wtracalski? ja r tu a w jewish agency to ja ani dana
                        ani r ani w jerozolimie ani w israelu, ja wogole nie istnieje.... bo ja agentka.
                        i placa mi za czapke niewidke.... a dla zon to ja wogole nie widoczna....
                        powinienes byl sam przyjechac i szukac.... :)
                        pozdrowienia dla zonki.....
                        • Gość: mirmil hahaha agentka :) IP: *.uBRgrb01.supercable.es 09.11.03, 14:57
                          koloryzujecie sobie rzeczywistosc. zadna agentka tylko zwyczajna
                          funkcjonariuszka panstwowa :)

                          kazdy by chcial byc bondem, co? hehehehhehehehh
                    • Gość: mirmil dana, dana, znowu sie tlumaczysz IP: *.uBRgrb01.supercable.es 09.11.03, 14:56
                      ze niby nie piszesz do mnie tylko odpowiadasz (o dziwo na posty nie skierowane
                      do ciebie :)

                      ze nie pracujesz w agencji zydowskiej.... tylko kilka razy napisalas z ich
                      serwera

                      ze zydzi chca pokoju ale nie chca skonczyc okupacji :)

                      ze to forum to dla ciebie zabawa itp itd. pamietasz jak napisalas ten
                      rozdzierajaco dramatyczny post "odchodze" a tak naprawde to pojechalas na
                      wakacje do polski :))) oj danka danka uzaleznilas sie od forum i nie mozesz
                      przestac.

                      dlatego tak cie dziwi, ze cccp juz ci nie odpowiada i uwierzyc nie mozesz ze
                      sobie poszedl - mierzysz innych swoja miarka...

                      wiesz, w sumie to powinienem miec do ciebie zal, ze juz tylu porzadnych ludzi
                      wystraszylas z tego forum. na ale przeciez ty tylko oczyszczasz teren, prawda?
                      no coz, malo wdzieczna praca. ale w sumie jakos trzeba na zycie zarabiac.

                      wiesz tylko na serio o wiele mniej zabawne jest odpisywanie na twoje
                      syjonistyczno niemoralne posty, jak sie wie, z jakiej instytucji one
                      pochodza...
                      • wtracalski Re: dana, dana, znowu sie tlumaczysz 09.11.03, 15:53
                        Gość portalu: mirmil napisał(a):

                        > ze niby nie piszesz do mnie tylko odpowiadasz (o dziwo na posty nie
                        skierowane
                        > do ciebie :)
                        >
                        > ze nie pracujesz w agencji zydowskiej.... tylko kilka razy napisalas z ich
                        > serwera
                        >
                        > ze zydzi chca pokoju ale nie chca skonczyc okupacji :)
                        >
                        > ze to forum to dla ciebie zabawa itp itd. pamietasz jak napisalas ten
                        > rozdzierajaco dramatyczny post "odchodze" a tak naprawde to pojechalas na
                        > wakacje do polski :))) oj danka danka uzaleznilas sie od forum i nie mozesz
                        > przestac.
                        >
                        > dlatego tak cie dziwi, ze cccp juz ci nie odpowiada i uwierzyc nie mozesz ze
                        > sobie poszedl - mierzysz innych swoja miarka...
                        >
                        > wiesz, w sumie to powinienem miec do ciebie zal, ze juz tylu porzadnych
                        ludzi
                        > wystraszylas z tego forum. na ale przeciez ty tylko oczyszczasz teren,
                        prawda?
                        > no coz, malo wdzieczna praca. ale w sumie jakos trzeba na zycie zarabiac.
                        >
                        > wiesz tylko na serio o wiele mniej zabawne jest odpisywanie na twoje
                        > syjonistyczno niemoralne posty, jak sie wie, z jakiej instytucji one
                        > pochodza...

                        Brawo, Mirmil, udało ci się mnie rozśmieszyć. A to wcale nie takie łatwe.
                        Wtr:)
                        • Gość: mirmil mylisz sie - bardzo latwo IP: *.uBRgrb01.supercable.es 09.11.03, 15:57
                          bo to taka maniera:

                          crassus np (i ostatnio tez danka) twierdza, ze to forum nic ich nie obchodzi,
                          ze sa takie luzaki, ze hej

                          ty z kolei ciagle sie "dobrze bawisz"

                          taka forumowa poza.

                          jeszcze bardziej sie usmiejesz, jak sie dowiesz, ze ja wiedzialem, ze to
                          napiszesz. serio :D
                          • wtracalski Re: mylisz sie - bardzo latwo 11.11.03, 09:53
                            Gość portalu: mirmil napisał(a):

                            > bo to taka maniera:
                            >
                            > crassus np (i ostatnio tez danka) twierdza, ze to forum nic ich nie
                            obchodzi,
                            > ze sa takie luzaki, ze hej
                            >
                            > ty z kolei ciagle sie "dobrze bawisz"
                            >
                            > taka forumowa poza.
                            >
                            > jeszcze bardziej sie usmiejesz, jak sie dowiesz, ze ja wiedzialem, ze to
                            > napiszesz. serio :D

                            Jakoś tym razem - wcale nie.
                            Wtr.
                      • Gość: dana33 Re: dana, dana, znowu sie tlumaczysz IP: 5.3.1R3D* / 192.114.47.* 09.11.03, 23:20
                        alez, alez, mirmilku, nic sie nie tlumacze... juz wyjasnilam pare razy, ze ten
                        sam serwer uzywaja wszystkie instytucje sjonistyczne, nie tylko jewish agency,
                        ale i yad vashem, central zionsts archives, keren kayemeth leisrael, keren
                        hayesod, jewish agency i jeszcze pare. nu, to i co? i wlasni, masz racje: z
                        czegos trzeba zyc. to ja wole zyc z pracy. a ty z czego zyjesz? z kieszeni
                        generalissimo, nie?
                        • sokolka2 Re: dana, dana, znowu sie tlumaczysz 09.11.03, 23:28
                          Gość portalu: dana33 napisał(a):

                          > alez, alez, mirmilku, nic sie nie tlumacze... juz wyjasnilam pare razy, ze ten
                          > sam serwer uzywaja wszystkie instytucje sjonistyczne, nie tylko jewish agency,
                          > ale i yad vashem, central zionsts archives, keren kayemeth leisrael, keren
                          > hayesod, jewish agency i jeszcze pare. nu, to i co? i wlasni, masz racje: z
                          > czegos trzeba zyc. to ja wole zyc z pracy. a ty z czego zyjesz? z kieszeni
                          > generalissimo, nie?
                          Dana dla islamistow takich jak mirmilek
                          tlumaczenie to dowod przyznania sie do winy
                          i tak on sobie w swoim mozgu to tlumaczy
    • Gość: Tomek44 do wtracalskiego IP: 213.8.97.* 09.11.03, 10:10
      To jest bardzo ciekawe co napisales. Historia wojny Sadnego Dnia jest w Polsce
      prawie, nieznana, a jezeli kiedykolwiek sie o niej mowilo, to w sposob
      wypaczajacy fakty. Osobiscie tego doswiadczylem, poniewaz w tym okresie
      mieszkalem w Polsce.
      Mysle, ze pan Konstanty Gebert powinien to rowniez przeczytac, bo to pisze
      ktos kto to widzial stad, a nie tylko wyczytal w sprawozdaniach rozmaitych
      komentatorow.
      • sokolka2 __troche inna wersja Jom Kipur tego samego autora 09.11.03, 14:35
        Kapitan Motti Aszkenazi miał niecałe trzydzieści lat, gdy 23 września 1973
        r., w wigilię żydowskiego Nowego Roku, obejmował dowodzenie nad
        posterunkiem Budapeszt na izraelskiej linii fortyfikacji Bar Lewa,
        ciągnącej się wzdłuż wschodniego brzegu Kanału Sueskiego. Linię nazwaną
        tak od nazwiska jej budowniczego, ówczesnego izraelskiego szefa sztabu,
        zaczęto budować wiosną 1969 r. w odpowiedzi na coraz częstszy egipski
        ostrzał wschodniego brzegu kanału. Uzyskane w 1967 r. zwycięstwo w wojnie
        sześciodniowej z Arabami nie zagwarantowało Izraelowi bezpieczeństwa, lecz
        we wrześniu 1970 r. trzy wydarzenia zmieniły sytuację na jego korzyść.

        Najpierw w Jordanii król Husajn krwawo stłumił podjętą przez Organizację
        Wyzwolenia Palestyny pod wodzą Jasera Arafata próbę przejęcia władzy.
        Podczas owego "czarnego września" zginęło ponad tysiąc Palestyńczyków. 28
        września egipski prezydent Naser, który usiłował wynegocjować
        jordańsko-palestyńskie zawieszenie broni, zmarł nagle na zawał serca. Jego
        odejście pozbawiło Arabów charyzmatycznego przywódcy, a Izrael -
        najgroźniejszego przeciwnika. Wiceprezydent Anwar Sadat, który
        konstytucyjnie odziedziczył stanowisko, postrzegany był - niesłusznie -
        jako postać słaba i przejściowa. Wreszcie Kongres USA, zaniepokojony
        systematycznie rosnącą pozycją ZSRR w Egipcie, po raz pierwszy zgodził się
        dostarczyć Izraelowi najnowocześniejszą broń o wartości pół miliarda
        dolarów. Było to mniej, niż Moskwa wyłożyła w Egipcie, lecz pozwoliło
        przywrócić zakłóconą równowagę. Izrael odetchnął. Niesłusznie.

        Odetchnął i marnował szanse. Na początku 1971 r. Sadat w wywiadzie dla
        redaktora "Newsweeka" Arnauda de Bochgrave powiedział, że jest gotów uznać
        Izrael i żyć z nim w pokoju. De Bochgrave natychmiast udał się do
        Jerozolimy na wywiad z premier Izraela Goldą Meir, lecz ta zlekceważyła
        przytoczone jej deklaracje egipskiego prezydenta. De Bochgrave był
        przekonany, że gdyby zareagowała inaczej, wojny można było uniknąć.

        Po co im te pompy?

        Sadat ogłosił rok 1971 "rokiem przełomu" i zwrócił się do Moskwy o
        zwiększenie dostaw broni. Dostał niejasne obietnice, lecz czas mijał, a
        broń nie nadchodziła. W czerwcu Sadat zdecydował się na posunięcie
        radykalne. Zażądał, by wszyscy sowieccy "doradcy" opuścili Egipt. Utrata
        wpływów w Egipcie osłabiała pozycję międzynarodową Moskwy, także wobec
        Waszyngtonu, i w lutym 1973 r. Rosjanie zgodzili się wreszcie spełnić
        egipskie zamówienie, Sadat zaś "pozwolił" sowieckim doradcom na powrót do
        Egiptu. W tym samym czasie Syria i Egipt reaktywowały wspólne dowództwo
        wojskowe Zjednoczonej Republiki Arabskiej (w latach 1958-61 wspólnego
        państwa egipsko-arabskiego; do 1971 r. taką nazwę nosił sam Egipt) i
        zaczęły planować wojnę.

        Do Egiptu zaczęły po raz pierwszy napływać rosyjskie rakiety. Była to broń
        groźna; Izrael nie miał czym się jej przeciwstawić. Wznowiono także
        dostawy czołgów i artylerii. Co najważniejsze, sprzęt napływał w ogromnych
        ilościach. Rosjanie zwiększyli też dostawy dla Syrii. - Cholerni
        Syryjczycy - narzekał w kręgu zaufanych sowiecki ambasador w Damaszku
        Nuritdin Mychidinow. - Biorą wszystko oprócz naszych rad.

        Podczas gdy Sadat toczył z Moskwą dyplomatyczne boje, jego minister wojny
        generał Ahmed Ismail przygotowywał swą armię do bojów prawdziwych. Ten
        znakomity oficer poddał swych żołnierzy brutalnej dyscyplinie ćwiczeń;
        chaos, jaki panował podczas wojny sześciodniowej w 1967 r., nie mógł się
        więcej powtórzyć. Od 1970 r. jednostki trenowały w nieskończoność. Jeden
        oddział trzy lata ćwiczył kładzenie rur przez przeprawę wodną, inny
        doskonalił spuszczanie na wodę elementów mostu pontonowego.

        Żołnierzy szkolono też politycznie. W "Wytycznych dla moralnego szkolenia
        na rok 1969" czytamy: "Ludzkość nigdy nie znała i nigdy nie pozna wroga
        tak brutalnego jak Żydzi... Już w łonie matki cechuje ich najpodlejszy
        charakter, który przekazują z pokolenia na pokolenie".

        Oprócz indoktrynacji, morderczego rytmu ćwiczeń i ogromnych dostaw broni z
        Moskwy egipski generał miał jeszcze w zanadrzu tajną broń. W maju 1972 r.
        Egipt zwrócił się do bawarskiej firmy Magirus Deutz o przysłanie na próbę
        dwóch potężnych pomp TST 40/7 zdolnych przepompować cztery tysiące litrów
        wody na minutę - miała się nimi interesować straż pożarna. Próby
        najwyraźniej wypadły pomyślnie, bo w październiku Egipcjanie złożyli
        zamówienie na sto sztuk. Rozmiar zamówienia zachwycił Niemców, choć
        wywołał też zdziwienie: nie wiedzieli, że potrzeby egipskich strażaków,
        znanych raczej z niesprawności, były tak wielkie i tak konkretne. Niemcy
        zdziwiliby się jeszcze bardziej, gdyby zobaczyli, że sprzęt rozładowują w
        Aleksandrii nie strażacy, lecz żołnierze.

        Izraelczycy spali nadal. Inaczej niż Egipt, który miał
        ponadćwierćmilionową stałą armię, w czasie pokoju polegali na
        kilkudziesięciotysięcznym wojsku składającym się głównie z poborowych i
        rezerwistów jak kapitan Motti Aszkenazi. Żołnierzy nie wystarczało nawet
        na obsadzenie całej linii Bar Lewa. Izraelczycy udawali, wysyłając za dnia
        do opuszczonych posterunków patrole, że jest tam stała załoga. Egipscy
        żołnierze moczący dla ochłody nogi w wodach kanału po drugiej stronie nie
        dawali się zwieść - ze śmiechem o szóstej wieczór pokazywali na zegarki,
        dając znak pozorantom, że czas wracać do bazy.

        A jeśli naprawdę zaatakują?

        Ostatnie szczegóły ataku, oprócz daty, wspólne dowództwo Zjednoczonej
        Republiki Arabskiej ustaliło ostatecznie pod koniec sierpnia. W połowie
        września doszło do walki powietrznej między myśliwcami Syrii i Izraela.
        Syria straciła trzynaście maszyn, Izrael jedną. W oczekiwaniu na
        spodziewany odwet Izrael przesunął część wojsk pod granicę. Syria
        postąpiła tak samo, co Izraelczycy uznali za absolutnie zrozumiałe. W
        Jerozolimie nie wiedziano, że syryjska dyslokacja nie była reakcją na
        powietrzną klęskę, lecz częścią planu przygotowania wojsk do ataku. Akcja
        Syryjczyków zaniepokoiła jednak ministra obrony Mosze Dajana. W tajemnicy
        ogłosił alarm bojowy oraz nakazał przemieszczenie doborowej Siódmej
        Brygady Pancernej na wzgórza Golan. Ta decyzja, podjęta po omacku, za
        kilka dni miała uratować kraj od katastrofy.

        Dajan jedynie zgadywał. Podobnie jak Eli Zeira, szef wojskowego wywiadu
        izraelskiego, i reszta generalicji był przekonany o słuszności zasadniczej
        koncepcji strategicznej: żadne państwo nie wszczyna wojny bez racjonalnych
        widoków na zwycięstwo. Pomysł, że militarną klęskę można będzie obrócić w
        polityczne zwycięstwo, był całkowicie obcy myśleniu izraelskich
        wojskowych. Ale dla Sadata perspektywa taka była absolutnie do przyjęcia.
        Zadanie Izraelczykom bolesnych strat podniosłoby bowiem jego prestiż, mógł
        zaś liczyć, że ONZ jak w 1967 r. nie dopuści, by Egipt poniósł ostateczną
        cenę klęski. A egipski minister wojny generał Ismail wiedział, że Izrael
        nie wytrzyma, gdy zostanie przepuszczony przez, jak to nazywał, "maszynkę
        do mielenia mięsa": 36-milionowy Egipt jest w stanie znieść dziesięć
        tysięcy zabitych, ale dla trzymilionowego Izraela dziesięć tysięcy
        zabitych będzie barierą nie do przekroczenia.

        Tymczasem po drugiej stronie Morza Śródziemnego, w sercu Europy, w
        Austrii, doszło do wydarzenia, które całkowicie odwróciło uwagę Izraela.
        28 września palestyńscy terroryści porwali pociąg wiozący żydowskich
        imigrantów do Izraela i zażądali, by rząd austriacki zamknął ośrodek
        tranzytowy dla rosyjskich Żydów w Schoenau. Kanclerz Austrii Bruno
        Kreisky, Żyd z pochodzenia, lecz wobec syjonizmu bardzo krytyczny,
        natychmiast przystał na to żądanie. W Izraelu wybuchł dramat. Premier
        Golda Meir bezskutecznie próbowała namówić Kreisky'ego do zmiany decyzji.
        Pociąg porwała całkowicie kontrolowana przez Damaszek organizacja
        palestyńska as Saika; jeśli był to manewr dywersyjny, to powiódł się ponad
        wszelkie oczekiwania. Dyslokację wojsk syryjskich i egipskich na granicach
        z Izraelem w przygotowaniu do ataku Jerozolima uznała bowiem za manewr
        obronny w oc
        • sokolka2 Re: __troche inna wersja Jom Kipur tego samego au 09.11.03, 14:36
          Bezsilni Izraelczycy

          W dwa dni później Mossad, izraelski wywiad cywilny, otrzymał od "niezwykle
          pewnego źródła" informację, że Egipt i Syria zaatakują w sobotę o 18.
          Informator Mossadu - jak ostatnio ujawniono, był nim zięć zmarłego
          prezydenta Egiptu Nasera - najwyraźniej nie wiedział, że datę ataku
          przesunięto na termin o cztery godziny wcześniejszy.

          W piątek, 5 października, w południe szef sztabu Elazar postawił wreszcie
          całą armię w stan gotowości bojowej. Odwołał też wszystkie przepustki z
          okazji Jom Kippur; było już jednak za późno, by wprowadzić to w życie.
          Pani Meir usiłowała zwołać gabinet, lecz część ministrów rozjechała się do
          domów na święto. Obradując w niepełnym składzie, rząd jednomyślnie
          postanowił nie przeprowadzać mobilizacji. W kilka godzin później, o
          zmierzchu, zaczynał się już Jom Kippur, po polsku - Sądny Dzień.

          W sobotę, 6 października, Elazara obudził o 4.30 rano telefon od szefa
          wywiadu wojskowego Zeiry. Jednemu z agentów Mossadu - znów Mossadu, nie
          wywiadu wojskowego - udało się zdobyć cały arabski plan bitewny. Teraz już
          i Zeira nie miał wątpliwości: wojna wybuchnie o godzinie 18. Elazar
          zadzwonił do Dajana i powiedział, że chce przeprowadzić natychmiast pełną
          mobilizację i dokonać lotniczego ataku wyprzedzającego.

          Elazar wiedział, że Izrael czeka zmasowany atak na obu frontach. Dajan
          uważał jednak, że siły już na nich rozmieszczone wystarczą. Po dwóch
          godzinach narad pani Meir, popierając Dajana, opowiedziała się za
          częściową tylko mobilizacją; pełną Arabowie mogliby zdyskontować
          politycznie jako pretekst do ataku. Ku rozpaczy szefa sztabu zabroniła też
          ataku wyprzedzającego. - Ilu pozostałoby nam przyjaciół, gdybyśmy znów
          zrobili coś takiego? - argumentowała.

          O godzinie 9 Elazar nakazał telefonem z domu pani premier rozpoczęcie za
          godzinę mobilizacji, a w tajemnicy przed panią Meir poszerzył jej zasięg.
          Rezerwistów wywoływano z synagog i mieszkań. Ale już o 7 rano nad
          Jerozolimą przeleciał izraelski phantom, udając się z misją zwiadowczą nad
          Golan. Ryk silników nisko lecącej maszyny pogwałcił święto i zakłócił jego
          ciszę. W mieście stało się jasne, że nie będzie to zwykły Jom Kippur.

          O godzinie 11 pani Meir przyjęła amerykańskiego ambasadora Kennetha
          Keatinga, który wysłuchawszy jej informacji, powiedział, że Ameryka
          Izraelowi pomoże, ale tylko jeśli będzie absolutnie jasne, że to strona
          arabska jest agresorem. Atak wyprzedzający - a można go było jeszcze
          przeprowadzić - prawie na pewno udaremniłby uzyskanie takiej pomocy.
          Premier poprosiła, by Amerykanie przekazali Sadatowi, że Izrael nie uderzy
          pierwszy. A potem zezwoliła wreszcie szefowi sztabu na wszczęcie pełnej
          mobilizacji.

          W południe zebrał się izraelski gabinet i zaakceptował podjęte tego ranka
          decyzje. - A co będzie, jeśli wróg zaatakuje przed 18? - spytał minister
          sprawiedliwości Jakow Szapira. - To najprzytomniejsze pytanie, jakie dziś
          słyszałem - odparł Dajan. Odpowiedź miała przyjść już za dwie godziny.

          W tym samym czasie - o szóstej rano w Waszyngtonie - sekretarz stanu Henry
          Kissinger, zerwany z łóżka, został poinformowany, że wojna "może wybuchnąć
          lada moment". Był sceptyczny, ale mimo to obudził prezydenta. Otrzymawszy
          relację swego ambasadora ze spotkania z panią Meir, zadzwonił do
          rosyjskiego ambasadora Anatola Dobrynina z pilnym żądaniem, by przekazał
          Arabom swoimi kanałami gwarancję pani premier. Ambasador był zdumiony; nie
          wiedział nawet o przeprowadzonej przed kilku dniami ewakuacji rosyjskich
          cywili z Egiptu, ale wiadomość obiecał oczywiście przekazać.

          Do Mottiego Aszkenaziego na posterunku Budapeszt wiadomość, że atak ma
          nastąpić o 18, dotarła o 13.30. Po trzydziestu minutach na posterunek
          spadła artyleryjska nawała, która trwać miała przez sześć dni. Z jego
          siedemdziesięciu żołnierzy przeżyje niewiele ponad połowa. Ale jego
          posterunek, najbardziej wysunięty na północ na całej linii Bar Lewa, jako
          jedyny nie zostanie przez Egipcjan zdobyty.

          W dwie godziny po tym, jak w Tel Awiwie minister Szapira zadał swe
          przytomne pytanie, egipski pułkownik, wzięty później przez Izraelczyków do
          niewoli, stał na zachodnim brzegu Kanału Sueskiego i ze zdumieniem
          obserwował egipskie samoloty w ogromnych zwartych formacjach przelatujące
          nad kanałem. - Co się dzieje? - spytał swojego brygadiera. - Proszę spytać
          generała - padła odpowiedź. Pułkownik zwrócił się w stronę dowódcy i
          zobaczył, że ten modli się w stronę Mekki. Wtedy zrozumiał, że się
          zaczęło. Przez dwie godziny na linię Bar Lewa, bronioną przez zaledwie
          sześciuset izraelskich żołnierzy, spaść miało sto tysięcy bomb i pocisków.
          Klęska była nieuchronna.

          W tym samym momencie na Golan ruszyły syryjskie czołgi. Australijski
          obserwator z ONZ-owskiego posterunku pod Kuneitrą, pomiędzy liniami
          frontów, ze zdumieniem obserwował, jak trzysta syryjskich czołgów
          przedefilowało przed nim jak na paradzie, nim runęły na pozycje
          izraelskie. - Nie wiedziałem, że jest tyle czołgów na świecie - mówił
          potem oszołomiony. Dalszych czterysta maszyn uderzyło od południa. Na
          Golanie jedynie kilkanaście kilometrów dzieliło front od pierwszych
          izraelskich miast. Izrael miał tam tylko sto siedemdziesiąt sześć czołgów,
          i to w większości zmodernizowanych shermanów z II wojny światowej.

          A Syryjczycy zrazu szli od zwycięstwa do zwycięstwa. W pierwszych
          godzinach wojny zajęli po zażartej, lecz trwającej niecałą godzinę bitwie
          izraelską bazę obserwacyjną i nasłuchową na szczycie zdobytej w 1967 r.
          góry Hermon. Izraelczycy tracili też przewagę w powietrzu: rosyjskie
          baterie rakiet przeciwlotniczych sprzężone z działami szybkostrzelnymi
          tylko tego pierwszego dnia strąciły nad Golanem czterdzieści izraelskich
          maszyn.

          Na obu frontach Arabowie, hojnie zaopatrzeni przez Moskwę, używali broni
          rakietowej z ogromną skutecznością i nie mniejszą rozrzutnością. W ciągu
          pierwszych trzech dni wojny odpalili ponad tysiąc samych rakiet
          ziemia-powietrze. Wobec takiej burzy ogniowej lotnictwo izraelskie było
          bezsilne.

          Syryjska flaga nad Golanem

          Na Synaju większość czołgów, których Izrael miał tam dwieście
          czterdzieści, znajdowała się na zapleczu: by uniknąć prowokowania Arabów,
          miały dotrzeć na front, dopiero gdy będzie jasne, że rozpoczyna się
          inwazja. Ale inwazja zaczęła się o cztery godziny wcześniej, niż
          przewidział izraelski wywiad. Czołgi nie zdążyły. To opóźnienie było dla
          Egipcjan zbawienne.

          Ku zdumieniu izraelskich żołnierzy w otoczonych bunkrach atakująca
          piechota wymijała je i na ich zapleczu zajęła stanowiska, uruchamiając
          rosyjskie przenośne wyrzutnie rakiet przeciwczołgowych. Gdy zaczęły się
          pojawiać śpieszące z odsieczą izraelskie czołgi, zostały wystrzelane jak
          kaczki. W ślad za rakietami przeciwczołgowymi przerzucono przeciwlotnicze,
          które niemal natychmiast jęły strącać izraelskie maszyny. Dwa główne
          elementy izraelskiej strategii, broń pancerna i samoloty, znalazły się w
          szachu. Teraz głównym problemem Egipcjan były zbudowane przez Izraelczyków
          potężne zapory ziemne na zapleczu linii Bar Lewa.

          Przeciwko nim generał Ismail użył swej tajnej broni - niemieckich pomp
          Magirus Deutz. Strumienie wody pod wysokim ciśnieniem rozbiły zapory.
          Droga w głąb Synaju stanęła otworem. Wzdłuż całej długości wschodniego
          brzegu Kanału Sueskiego triumfalnie załopotały egipskie flagi.

          W swym podziemnym centrum dowodzenia, którego miał nie opuścić przez dwa
          tygodnie, egipski minister wojny poznał smak pierwszego sukcesu. O północy
          w sobotę Egipt miał na wschodnim brzegu kanału pięćset czołgów i system
          obrony rakietowej. Operacja, która według prognoz egipskiego sztabu miała
          kosztować dziesięć tysięcy zabitych i piętnaście tysięcy rannych,
          spowodowała śmierć mniej niż dwustu egipskich żołnierzy.

          W Izraelu system mobilizacji zawiódł: brakowało informacji, rozkazów,
          koordynacji. Generała Szarona, pośpiesznie wcielonego znów do służby
          czynnej, by dowodził (pod rozkazami swego byłego podwładnego g
          • sokolka2 Re: __troche inna wersja Jom Kipur tego samego au 09.11.03, 14:38
            A pracowała ona pełną parą. W poniedziałek, trzeciego dnia wojny,
            izraelski szef sztabu Elazar wydał rozkaz kontrataku: dywizja generała
            Abrahama Adana, dowódcy północnego sektora frontu synajskiego, miała
            połączyć siły ze stacjonującą w środkowej części frontu dywizją rezerwową
            Szarona, by wspólnie wyprzeć Egipcjan z Synaju. Elazar był tak pewien
            sukcesu, że na wszelki wypadek zabronił obu generałom przekraczania
            kanału. Ale w tym samym czasie szef frontu synajskiego Gonen wydał
            Szaronowi sprzeczny z tym rozkaz zdobycia Suezu; jego dywizja już
            wyruszyła. Adan zaatakował więc Egipcjan sam i został całkowicie rozbity;
            utracił ponad połowę ze swych stu siedemdziesięciu czołgów. Zniszczyła je
            egipska piechota.

            Jeden z jego oficerów tak w rozmowie z „Sunday Timesem”
            wspominał to starcie: „Widziałem z odległości jakieś plamki na
            wydmach. Jeden z moich dowódców przekazał: »To ludzie! «. Nie
            rozumiałem. Co tam ludzie robią, stojąc nieruchomo, gdy nasze czołgi pędzą
            na nich? Nagle rozpętało się piekło. Uderzyła w nas nawała rakiet. Wiele
            czołgów zostało trafionych. Nigdy się z czymś takim nie
            spotkaliśmy”. To było spotkanie z nowym rodzajem egipskich
            żołnierzy: zdyscyplinowanych, odważnych i wyposażonych w
            najnowocześniejsze rosyjskie rakiety przeciwczołgowe. Nowe rozkazy
            zawróciły dywizję Szarona, lecz było już za późno, by zapobiec klęsce. Za
            to Szaron, przekonany, że zdołałby się przebić do kanału, publicznie
            zarzucił Gonenowi nieudolność.

            O tej klęsce generał Elazar jeszcze nie wiedział, gdy na konferencji
            prasowej oznajmił: - Podjęliśmy kontrofensywę na obu frontach. Z radością
            informuję, że jest ona skuteczna. Zaczęliśmy niszczyć armię egipską. W
            niektórych punktach powróciliśmy już nad kanał.

            - Między frontem synajskim a Tel Awiwem nie ma już ani jednego czołgu -
            powiedział zrozpaczony Dajan po klęsce Adana. Minister obrony był
            człowiekiem niewierzącym, ale dobrze obznajomionym z żydowską tradycją. -
            To zwiastować może - dodał - zburzenie Trzeciej Świątyni (tak nawet
            niewierzący syjoniści określali odbudowane po dwóch tysiącleciach państwo
            żydowskie).

            Ratunek z Waszyngtonu

            W poniedziałek 8 października w Waszyngtonie prezydent Nixon podjął
            decyzję o zaopatrzeniu Izraela we wszelką broń i sprzęt. Nie była to
            decyzja łatwa: europejscy sojusznicy panicznie bali się arabskiego embarga
            naftowego, mniej groźnego dla USA, które zawsze mogły liczyć na dostawy z
            rządzonego jeszcze wówczas przez szacha Iranu i miały też własne zasoby.
            Bez przewiezionych drogą lotniczą dwudziestu dwóch tysięcy ton sprzętu,
            łącznie z całymi czołgami, które prosto z lotniska ruszały na front,
            Izrael przegrałby wojnę.

            Podobny most powietrzny z Kairem i Damaszkiem uruchomiła Moskwa. Decyzja
            musiała zapaść znacznie przed amerykańską: już 10 października wylądowało
            w Syrii i Egipcie osiemdziesiąt rosyjskich maszyn. Jest też całkiem pewne,
            że bez tych dostaw Arabowie nie byliby w stanie walczyć tak długo, jak w
            końcu walczyli.

            We wtorek 9 października, w odpowiedzi na ostrzał rakietowy kibuców,
            Izrael rozpoczął naloty na Damaszek i porty syryjskie. Zbombardowano cele
            wojskowe i przemysłowe, ale bomby spadły także na dzielnice mieszkaniowe;
            w porcie Tantus zatopiły rosyjski statek. Na froncie zaś Syryjczycy
            zaczęli ponosić coraz większe straty: w ciągu czterech dni stracili tysiąc
            czterysta czołgów i transporterów opancerzonych, z których wiele zostało
            nie zniszczonych, lecz porzuconych z braku paliwa. Decyzja Izraelczyków,
            by atakować nie przeważające i dobrze bronione siły przeciwnika, lecz jego
            linie zaopatrzeniowe, okazała się skuteczna. Jerozolima sobie jeszcze z
            tego nie zdawała sprawy, lecz syryjski prezydent Assad tak. Coraz
            intensywniej zaczął się domagać zawieszenia broni, które pozwoliłoby Syrii
            zachować zdobyte terytoria.

            Sukcesy odniesione w walce z Syrią nie zmieniały jednak faktu, że Egipt
            miał już na Synaju sto tysięcy żołnierzy i osiemset czołgów. Na poufnym
            spotkaniu z redaktorami naczelnymi gazet Dajan był szczery. - Nie mamy
            obecnie sił, by odepchnąć Egipcjan za kanał. Zasada, że Izrael jest
            silniejszy od Arabów i że jeśli ośmielą się rozpętać wojnę, zostaną
            pokonani, nie potwierdziła się. Tak czy inaczej, będziemy musieli
            powiedzieć narodowi prawdę - mówił. Pani Meir zabroniła mu jednak występu
            w telewizji i Izraelczycy nie dowiedzieli się jeszcze, jak dramatyczna
            jest ich klęska.

            W czwartek 11 października zwiad owcy Szarona wypatrzyli, że między
            egipską II i III Armią, przy Wielkim Jeziorze Gorzkim, pozostała luka,
            przez którą można by się przedrzeć do kanału. Szaron chciał atakować
            natychmiast; jego zwierzchnik Gonen mu zabronił. Wściekły Szaron,
            przekonany, że Izrael marnuje szansę zwycięstwa, a on sam - wojennej
            sławy, powiedział dziennikarzowi "Maariw", że zamierza zlekceważyć te
            rozkazy. Do rokoszu jednak nie doszło, za to pomysł Szarona zaczął
            zyskiwać zwolenników. W piątek na odprawie wojskowej dla gabinetu poparł
            go szef wywiadu wojskowego Zeira, który nadal mimo kompromitacji pełnił
            swoją funkcję. Decyzji nie podjęto, bo pojawiła się nowa, kusząca
            możliwość. Wszystko wskazywało na to, że Egipcjanie szykują się do próby
            zdobycia przełęczy Mitla i Gidi, to zaś stwarzało możliwość rozgromienia
            ich we frontalnym starciu.

            Przewidywał to egipski szef sztabu, generał Saed el Din Szazli, i był temu
            pomysłowi kategorycznie przeciwny, podobnie jak minister wojny generał
            Ismail. Tarcza rakietowa zainstalowana na zdobytym wschodnim brzegu kanału
            nie sięgała tak daleko i egipskie czołgi byłyby narażone na miażdżący atak
            z powietrza. Co więcej, egipskie cele wojenne zostały już osiągnięte;
            dalsza ofensywa byłaby szaleństwem. Ale prezydent Sadat znajdował się pod
            potężnym naciskiem swego syryjskiego sojusznika, którego czołgi traciły
            terytorium odbite na Golanie. By zapewnić sobie swobodę manewru, Sadat
            nakazał przerzucić przez kanał dwie rezerwowe dywizje pancerne. Ofensywa
            zaczęła się w niedzielę 14 października; Izrael zgromadził przeciwko niej
            siedemset pięćdziesiąt czołgów i niemal całe swoje lotnictwo. Rozpoczęła
            się największa bitwa czołgów od czasu starcia pod Kurskiem w 1943 r.

            I skończyła się druzgoczącą klęską Egipcjan. Triumfowała lepsza taktyka
            Izraelczyków, którzy nauczyli się kontrować mordercze ataki wyposażonej w
            rakiety przeciwpancerne egipskiej piechoty oraz po raz pierwszy
            wykorzystali własne - TOW - dostarczone przez Amerykanów zaledwie dwa dni
            wcześniej. Próbując zdobyć Mitlę z flanki, Egipcjanie stłoczyli się w
            wąskim pustynnym wąwozie, gdzie rozgromiły ich izraelskie samoloty. Pod
            koniec dnia Egipcjanie musieli się wycofać, pozostawiając dwieście
            sześćdziesiąt zniszczonych czołgów. Najczarniejsze prognozy Szazliego i
            Ismaila spełniły się co do joty. Teraz Elazar nakazał Szaronowi kontratak:
            sforsowanie kanału i likwidację sił egipskich na zachodnim jego brzegu.

            Rankiem po egipskiej klęsce Szaron przystąpił do ataku i natrafił na
            zażarty opór Egipcjan, świetnie okopanych w dwóch kluczowych pozycjach -
            zwanych Missouri i Chińska Ferma - przez które Izraelczycy musieli
            przejść, by dotrzeć do kanału. Izraelska ofensywa niemal natychmiast
            ugrzęzła w miejscu. Gdyby Egipcjanie wzmocnili tam swoje siły, mieli
            szansę powetować sobie klęskę dnia poprzedniego, ale uznali, że
            Izraelczycy, jak oni sami w przeddzień, przystąpili do generalnej ofensywy
            wzdłuż całej linii frontu, i rozproszyli swe siły. Przyczółek został w
            końcu zdobyty i przeprawa się rozpoczęła, choć pod ogniem.

            Nazajutrz Sadat wystąpił przed egipskim Zgromadzeniem Narodowym. Zagroził,
            że zaatakuje sowieckimi rakietami miasta izraelskie, i zażądał, by Izrael
            wycofał się do granic z 1967 r. Wojowniczy ton Sadata, który ani nie
            wspomniał o egipskiej klęsce, zaniepokoił Kissingera i zaskoczył Kreml:
            scudy obsługiwały rosyjskie załogi i nie można ich było odpalić bez zgody
            Moskwy. Odpowiadając Sadatowi przed Knese
            • sokolka2 Re: __troche inna wersja Jom Kipur tego samego au 09.11.03, 14:46
              Nazajutrz Sadat wystąpił przed egipskim Zgromadzeniem Narodowym. Zagroził,
              że zaatakuje sowieckimi rakietami miasta izraelskie, i zażądał, by Izrael
              wycofał się do granic z 1967 r. Wojowniczy ton Sadata, który ani nie
              wspomniał o egipskiej klęsce, zaniepokoił Kissingera i zaskoczył Kreml:
              scudy obsługiwały rosyjskie załogi i nie można ich było odpalić bez zgody
              Moskwy. Odpowiadając Sadatowi przed Knesetem, Golda Meir odrzuciła jego
              groźby i żądania i ujawniła, że armia przebiła się na zachodni brzeg
              kanału. To zaalarmowało egipskie dowództwo, które dotąd nie miało jasnego
              obrazu sytuacji. Szazli natychmiast chciał przerzucić dwie dywizje na
              zachód, by stawić czoło nowemu zagrożeniu. Sadat - przekonany, że właściwy
              atak izraelski ma dopiero nadejść - zagroził mu sądem polowym.

              Interesy z wrogiem najlepsze

              Taką właśnie sytuację zastał sowiecki premier Aleksiej Kosygin, który
              przyleciał do Kairu, by przekonać Sadata, że Syria już przegrała wojnę, a
              Egipt zaraz ją przegra, i namówić go do przyjęcia zawieszenia broni.
              Negocjował przez trzy dni i wrócił z niczym. W obliczu fiaska Leonid
              Breżniew, sekretarz generalny KC KPZR, wystosował osobisty list do Nixona,
              proponując wspólną amerykańsko-rosyjską inicjatywę pokojową. Kissinger
              odrzucił jednak list Breżniewa jako "czczą retorykę"; w trzy dni później
              Nixon odpowiedział zbywającym listem, który Breżniew odebrał jako
              nieuzasadniony afront. Stosunki między supermocarstwami zaczęły się
              wyraźnie pogarszać.

              Zaś wokół Wielkiego Jeziora Gorzkiego sytuacja Izraelczyków zaczęła się
              poprawiać. Dywizja Szarona zdobyła w końcu Chińską Fermę, choć ugrzęzła
              wokół Missouri, dywizja Adana jako pierwsza, pod osłoną oddziałów Szarona,
              przerzuciła most i przedostała się do Afryki. Straty, jakie Izrael poniósł
              do tej pory - prawie tysiąc zabitych i ponad cztery tysiące rannych -
              istotnie zaczynały pasować do egipskiej wizji "maszynki do mięsa". Ale też
              cały egipski front synajski zaczął się sypać. Egipski szef sztabu generał
              Szazli wreszcie dostał rozkaz, by powrócić na zachód i rozprawić się z
              Adanem. Ale na rozstrzygającą bitwę już było za późno. Egipcjanie mogli co
              najwyżej ograniczyć zakres działań Adana i utrudniać Izraelczykom
              przeprawę. Szazli wiedział już, że Egiptowi grozi całkowita klęska.
              Zażądał, by wycofać III Armię za kanał, by obroniła Kair przed możliwym
              atakiem dywizji Adana. Innych wojsk już nie miał.

              Sadat zabronił odwrotu, pozbawił Szazliego dowództwa, lecz postanowił
              przyjąć zawieszenie broni. Nie chciał się pogodzić z ryzykiem, że w
              wypadku odwrotu III Armii straci terytoria odbite na wschodnim brzegu
              kanału. Wolał zaryzykować jej los: odcięta przez Adana od źródeł
              zaopatrzenia znalazła się w śmiertelnej pułapce. Winę za klęskę egipski
              prezydent przypisał jednak nie swej katastrofalnej decyzji, by podjąć
              frontalne starcie, lecz skutkom amerykańskiego mostu powietrznego do
              Izraela - choć i Egipt, i Syria korzystały z takiej samej pomocy Moskwy.
              "Zaakceptowałem z krwawiącym sercem - pisał do Assada - apele o
              zawieszenie broni. Jestem gotów walczyć z Izraelem w nieskończoność, lecz
              z USA nigdy". Ale Izraelczykom do zawieszenia broni się nie spieszyło.
              Między Adanem a Kairem było może dwieście czołgów - a rozkaz Sadata
              gwarantował, że ich nie przybędzie.

              W Moskwie w niedzielę, 21 października, Kissinger zaproponował Breżniewowi
              zawieszenie broni na miejscu i bezpośrednie rozmowy między stronami. Ku
              jego zdumieniu Kreml przystał na to niemal natychmiast. - To, czego
              Kosygin nie załatwił w Kairze z naszym przyjacielem Sadatem przez trzy
              dni, ja załatwiłem z naszym przeciwnikiem Kissingerem w cztery godziny -
              powiedział zadowolony Breżniew, który nie lubił swojego premiera.

              Plan przyjął postać rezolucji Rady Bezpieczeństwa ONZ uchwalonej
              nazajutrz, z terminem wykonalności 12 godzin, lecz pozbawionej mechanizmu
              kontroli. Egipt przyjął ją natychmiast, Syria - która jeszcze liczyła na
              kontrofensywę z udziałem irackich wojsk - dopiero nazajutrz. Izrael z
              ciężkim sercem zaakceptował ją również, ale pani Meir zażądała, by
              Kissinger w drodze powrotnej z Moskwy zatrzymał się w Jerozolimie na
              rozmowy. Amerykański sekretarz stanu zapewnił ją wówczas, że nie zawarł z
              Rosjanami żadnych dodatkowych uzgodnień. Kłamał: zagwarantował
              Breżniewowi, że nie dopuści, by egipska III Armia została zniszczona -
              odbudowa więzów USA z Sadatem miała być pierwszym krokiem do ograniczenia
              politycznych wpływów Moskwy na Bliskim Wschodzie. Kissinger potwierdził,
              że zawieszenie broni musi wejść w życie, ale dodał, że nie będzie
              nieszczęścia, jeśli dojdzie do tego z pewnym opóźnieniem. Jerozolima
              uznała to za zielone światło.

              Sadat zaś postanowił wykonać rundę honorową. Zażądał od Moskwy zgody na
              odpalenie dwóch scudów na zgrupowania izraelskie wokół pozycji Missouri.
              Egipski postulat odebrał pod nieobecność ministra spraw zagranicznych
              Andrieja Gromyki, który wcześniejsze takie wnioski wetował, minister
              obrony marszałek Andriej Greczko i z radością na nią przystał. Notorycznie
              niecelne scudy trafiły jedynie w piaski Synaju, lecz Kissinger uznał, że
              Kreml podbija stawkę. Rozpoczęła się nowa, potencjalnie nieporównanie
              niebezpieczniejsza eskalacja.

              Breżniew listy pisze

              Zawieszenie broni trudno jest wprowadzić w życie, gdy wokół trwa wojna:
              obie strony jęły je naruszać prawie natychmiast. Izraelczycy, uchwyciwszy
              strategiczną przewagę, zablokowali egipską III Armię i sami przemieszczali
              się na północ, w stronę Kairu. Breżniew, podejrzewając, że Kissinger go
              oszukał i dąży po rozmowach z Goldą Meir do izraelskiego zwycięstwa,
              zażądał, by USA "wywiązały się ze swych zobowiązań". Przy braku sił
              monitorujących sytuację nikt nie wiedział, jak jest naprawdę i kto
              zawinił. Kolejna rezolucja Rady Bezpieczeństwa, przyjęta nazajutrz,
              wprowadziła wreszcie instytucję oenzetowskich obserwatorów. Tymczasem
              Adan, rozbijając resztki egipskich czołgów, parł na Suez. Miał rozkaz, by
              wziąć miasto, ale tylko jeśli nie będzie mocno bronione.

              Wieczorem 24 października, napotkawszy silny opór, musiał odstąpić od
              zamiaru jego zdobycia. Ale wcześniej tego dnia Sadat, przeświadczony, że
              Izraelczycy chcą może nawet zdobyć Kair, zaapelował do Moskwy i
              Waszyngtonu o przysłanie wojsk, by nadzorowały zawieszenie broni. Jeśli
              Amerykanie tego nie uczynią - dodał - zwróci się do ZSRR, by podjął
              jednostronne kroki. Było to tylko narzędzie nacisku na USA; wojsk
              rosyjskich w Egipcie Sadat wcale nie chciał. Co więcej, Breżniew nie
              chciał się uwikłać w bliskowschodnią awanturę. Ale egipska prośba
              uruchomiła ciąg rutynowych reakcji rosyjskich: na Morze Śródziemne
              skierowano jednostki floty, siedem dywizji powietrznodesantowych
              postawiono w stan pogotowia.

              W odpowiedzi na apel Sadata Breżniew wysłał tego samego dnia do Nixona
              list, domagając się, by USA "ukróciły prowokacyjne zachowanie" Izraela.
              List adresowany był nie: "Drogi Panie Prezydencie" jak dotąd, lecz
              jedynie: "Panie Prezydencie". Nie doczekawszy się odpowiedzi - Nixon był
              po uszy pogrążony w aferze Watergate - tego samego dnia wystosował kolejne
              pismo: "Jeśli uzna Pan, że nie możecie podjąć wspólnych z nami działań w
              tej sprawie, staniemy wobec konieczności podjęcia jednostronnie
              odpowiednich kroków. Nie możemy zezwolić na izraelską arbitralność".
              Breżniew najprawdopodobniej nie zdawał sobie sprawy, że właśnie podniósł
              poprzeczkę na nowy, niezwykle niebezpieczny poziom.

              24 października pierwszy list Breżniewa wylądował na biurku Kissingera.
              Sekretarz stanu, zaniepokojony o los swych tajnych gwarancji
              bezpieczeństwa dla III Armii, napisał do Goldy Meir, że jeśli Izrael nie
              wstrzyma działań, Waszyngton "odetnie się" od niego. I wtedy właśnie
              otrzymał drugie pismo Breżniewa. Uznał je za ultimatum.

              By przygotować amerykańską odpowiedź, Kissinger zwołał późnym wieczorem
              spotkanie szefów departamentów: Stanu, Wojska i Wywiadu, lecz bez udziału
              śpiącego już prezydenta; jego stan sp
              • Gość: Tomek44 do sokolki2 IP: 213.8.97.* 09.11.03, 17:41
                Kto jest autorem tego tekstu?
                Napisales ten sam autor, tylko jaki? Masz na mysli Dawida Warszawskiego?
                Wtracalski, z tego co zrozumialem, byl osobiscie zamieszany w ta wojne. Ja
                przyjechalem juz po, ale duzo rozmawialem na ten temat z ludzmi, ktorzy byli
                na frontach.
                Moja wiedza jest wiec zaczerpnieta ze wspomnien bezposrednich uczestnikow.
                Mysle, ze wtracalski tez jest takim bezposrednim uczestnikiem, bo to co pisze
                pokrywa sie z tym co slyszalem.
                • sokolka2 do Tomasza 09.11.03, 18:41
                  Gość portalu: Tomek44 napisał(a):

                  > Kto jest autorem tego tekstu?
                  > Napisales ten sam autor, tylko jaki? Masz na mysli Dawida Warszawskiego?
                  > Wtracalski, z tego co zrozumialem, byl osobiscie zamieszany w ta wojne. Ja
                  > przyjechalem juz po, ale duzo rozmawialem na ten temat z ludzmi, ktorzy byli
                  > na frontach.
                  > Moja wiedza jest wiec zaczerpnieta ze wspomnien bezposrednich uczestnikow.
                  > Mysle, ze wtracalski tez jest takim bezposrednim uczestnikiem, bo to co pisze
                  > pokrywa sie z tym co slyszalem.
                  Tomku autorem tekstu jest
                  D,Warszawski,ale czy ta ksiazke
                  on tez napisal??to juz nie jest
                  dla mnie tak jednoznaczne.
                  Wkrotce bedzie ksiazka to zobaczymy.
                  pozdrawiam
              • sokolka2 Re: __troche inna wersja Jom Kipur tego samego au 09.11.03, 18:37
                By przygotować amerykańską odpowiedź, Kissinger zwołał późnym wieczorem
                spotkanie szefów departamentów: Stanu, Wojska i Wywiadu, lecz bez udziału
                śpiącego już prezydenta; jego stan spowodowany aferą Watergate był taki,
                że jego nieobecność nikogo nie dziwiła. Postanowiono podnieść gotowość
                bojową wojsk amerykańskich na całym świecie do DefCon 3, o jedno oczko
                poniżej przygotowania do prawdopodobnej wojny. Breżniewowi wysłano list w
                imieniu prezydenta, w którym stwierdza się, że wszelkie jednostronne kroki
                "wywołają nieobliczalne konsekwencje niebędące w interesie żadnego z
                naszych krajów, a które położyłyby kres wszystkiemu, co z takim trudem
                staraliśmy się osiągnąć". Jeżeli Kreml odpowiedziałby podobną mobilizacją
                sił, Waszyngton był gotów przejść do DefCon 2 - czyli do progu wojny.
                Nixon następnego dnia, już po fakcie, zaakceptował podjęte kroki.

                Amerykańska reakcja zaskoczyła Kreml. Breżniew nie rozumiał, że to jego
                list wywołał tę lawinę wydarzeń, i na posiedzeniu Biura Politycznego
                nazajutrz pomstował na Kissingera, który najwyraźniej zawarł tajne
                porozumienie z Goldą Meir. Uznano jednak, że do wojny nie można dopuścić:
                Egipt i Syria nie były tego warte. Greczko proponował wprawdzie ogłoszenie
                częściowej mobilizacji i wysłanie półtora tysiąca komandosów, by zajęli
                Golan, został jednak przegłosowany. Odpowiedziano Nixonowi listem, który
                ignorował amerykańską gotowość bojową. Na to Amerykanie zaproponowali
                podjęcie wspólnych działań, które zapewniłyby przestrzeganie zawieszenia
                broni. Groźba wojny została zażegnana.

                W Tel Awiwie pani Meir zszokowana groźbą Kissingera, że Ameryka "odetnie
                się" od Izraela, szukała możliwości kompromisu z "jedynym przyjacielem,
                jakiego mamy, i to przyjacielem potężnym". Dziesięć dni później Kissinger
                przedstawił plan dalszej normalizacji przewidujący zaopatrzenie III Armii
                oraz Suezu i wymianę jeńców. Został przyjęty, a następnie na skutek
                "dyplomacji wahadłowej" Kissingera Izrael zgodził się wycofać pięćdziesiąt
                kilometrów na wschód od kanału, Egipt zaś - wycofać swe wojska na zachodni
                jego brzeg. Sadat miał swoje zwycięstwo.

                W Izraelu specjalna komisja po zbadaniu przyczyn klęski pierwszych dni
                zaleciła 1 kwietnia 1974 r. usunięcie szefa wywiadu wojskowego generała
                Zeiry i skrytykowała szefa sztabu generała Elazara, który natychmiast
                podał się do dymisji. Generała Szarona z kolei uwolniła od zarzutu
                niesubordynacji. Gabinet pani Meir z ostro krytykowanym publicznie - lecz
                nie przez komisję - Dajanem podał się do dymisji dwa miesiące później. A
                negocjacje rozpoczęte przez Kissingera doprowadziły w końcu w 1979 r. do
                pierwszego układu pokojowego Izraela z państwem arabskim - Egiptem. Teraz
                zwycięstwo miały już obydwie strony.

                Artykuł jest skróconą wersją rozdziału przygotowywanej do druku książki o
                wojnach Izraela od 1967 r.: "Wojna czterdziestoletnia". Pełna wersja
                ukazuje się w miesięczniku "Midrasz". Autor dziękuje właścicielowi hotelu
                Klezmer-Hois w Krakowie Wojciechowi Ornatowi za umożliwienie pracy nad tym
                rozdziałem





                --------------------------------------------------------------------------------

                Tekst pochodzi z portalu Gazeta.pl - www.gazeta.pl - 2003 © Agora SA

                --------------------------------------------------------------------------------
    • Gość: Bnadem Zgoda, ale razem ze zbrodniarzem wojennym Sharonem IP: *.wszib.edu.pl / *.wszib.edu.pl 09.11.03, 15:15
      • Gość: z daleka Re: Zgoda, ale razem ze zbrodniarzem wojennym Sha IP: 5.3.1R3D* / 213.8.64.* 09.11.03, 18:00
        Witamy , witamy Bnadem po odwykowce. Jak widze juz w normalnej formie.
        • Gość: dana33 do rudzielca IP: 5.3.1R3D* / 192.114.47.* 09.11.03, 23:30
          oczywiscie, ze sie nie obrazam. jestem pelna podziwu, ze tak dobrze znasz
          historie teh wojny i przypuszczam, ze innych naszych wojen tez.
          natomiast sprawdz prosze to bombardowanie haify. wprawdzie ja na wojnie zadnej
          nie bylam. ale wiem takie dwie rzeczy:
          1. w 1967 przez pierwsze 3 dni wojny nie bylo w israelskim radiu zadnych
          komunikatow na temat stanu wojny. ale oczywiscie ci co nie byli na froncie,
          siedzieli z uchem w radiu, i jak uslyszeli w biurach tel avivskich komunkaty
          stacji arabskich, ze tel aviv zbombardowany i plonie, wiedzieli, ze wojnae
          wygrywamy my.

          2. nigdzy nie slyszalam, ze haifa byla bombardowana w 1973. mam siostre, ktora
          mieszkala juz wtedy w haifie i to co wiem, to na haife nie spadlo nawet pol
          bomby. ani na haife, ani na zadne inne miasto israelskie.

          3. z tego co sie orientuje, to po raz pierwszy miasta israelskie byly
          "bombardowane" w wojnie iracko-ameryaknskiej w 1991 roku, kiedy to saddamek
          poslal na nas swoje 39 scudow, ktore uderzyly i w tel aviv, i w ramat gan i w
          hajfe, niosac zniszczenia materialne. zabity zostal wowczas przez rakiete jeden
          jedyny czlowiek. to byl ten cud, w ktory my zydzi nie wierzymy, ale sie tez nie
          dziwimy, jak sie zdarza... :)
          • Gość: Wqrwiony2 Brytyjczycy prowadzili księgi wieczyste - IP: *.waw.cdp.pl / *.waw.cdp.pl 10.11.03, 00:02
            Jak się Palestyńczycy obudzą, to was załatwią przed sądami w NYC.
          • Gość: rudy102_t_34_85 Do dany33 IP: *.is.pw.edu.pl 10.11.03, 11:50
            Sprawdziwiłem sprawę bombardowania Hajfy.Konkretnie 20.X. były
            bombardowane zakłady rafineryjne pod miastem.Nie znam okolic
            Hajfy nie wiem więc gdzie jest ta rafineria (lub była w 1973).A
            propaganda wojenna oczywiście zawsze robiła swoje,zwłaszcza w
            krajach rządzonych autorytarnie takich jak państwa
            arabskie.Zresztą do dzisiaj w Egipcie czci się wojnę Yom Kippur
            jako "wielkie zwycięstwo" co jest grubą przesadą(delikatnie
            mówiąc).W muzeum wojny 1973 w Kairze można zobaczyć coś w
            rodzaju mechanicznego teatru gdzie ruchome
            czołgi,rakiety,samoloty itp. odgrywają pierwszą fazę wojny,po
            czym następują wielkie fanfary i nad Synajem rozwija się egipska
            flaga.Obiektywizm nakazywałby również pokazać kontratak
            gen.Sharona i okrążenie 3 armii,tyle że wtedy fanfary nie
            brzmiałyby tak dumnie...
            Pozdrawiam.
            • rudy102_t_34_85 Re: Do dany33 10.11.03, 11:56
              A teraz logowanie znowu działa.Niczewo nie panimaju...
          • wtracalski Re: do rudzielca 10.11.03, 22:30

            Patrz:
            www1.gazeta.pl/forum/794674,30353,794652.html?f=50&w=8845435&a=9012745
        • Gość: Wqrwiony2 Widać niektórzy pracują zamiast trzepać obrzezane IP: *.waw.cdp.pl / *.waw.cdp.pl 10.11.03, 00:01
          strzępy.
          • Gość: dana33 Re: Widać niektórzy pracują zamiast trzepać obrze IP: 5.3.1R3D* / 192.114.47.* 10.11.03, 00:02
            nu, spadasz wkurwiony, ponizej poziomu, tzn. ponizej twojego niskiego i tak juz
            poziomu....
            • sokolka2 Re: Widać niektórzy pracują zamiast trzepać obrze 10.11.03, 00:12
              Gość portalu: dana33 napisał(a):

              > nu, spadasz wkurwiony, ponizej poziomu, tzn. ponizej twojego niskiego i tak
              juz
              > poziomu....
              on tak spadl bo czeka az olejesz go cieplym moczem.....
              • Gość: Wqrwiony2 Aj, waj, wy perwersyjni jesteście... IP: *.waw.cdp.pl / *.waw.cdp.pl 10.11.03, 00:13
              • Gość: Tomek44 Re: Widać niektórzy pracują zamiast trzepać obrze IP: 213.8.97.* 10.11.03, 10:11
                Czy nie widzicie, ze AD wrocil, jako Wqurwiony?
            • Gość: Wqrwiony2 Dostosowuję się do poziomu moich szacownych IP: *.waw.cdp.pl / *.waw.cdp.pl 10.11.03, 00:12
              interlokutoów - wszak pierwsza zasada komunikacji językowej zakłada, by z każdą
              kreaturą przemawiać dostępnym dlań subkodem językowym - tak przynajmniej głosił
              twój bardziej inteligentny rodak, Noam Chomsky w ślad za Lyonsem...
              • Gość: dana33 Re: Dostosowuję się do poziomu moich szacownych IP: 5.3.1R3D* / 192.114.47.* 10.11.03, 00:17
                nu, nie przekrecaj sytuacji, nikt "z naszych" nie zaczal tu bluzgac. ty zrobiles
                premiere...
                • Gość: Wqrwiony2 To ty ongiś broniłaś Fredzia - bluzgacza - IP: *.waw.cdp.pl / *.waw.cdp.pl 10.11.03, 00:21
                  Nie zgrywaj więc "orleańskiej" - zwłaszcza w mieszkaniu z widokiem na M.
                  Martwe, co - jak wiemy - trochę nagina rzeczywistość geograficzną...
                  • Gość: dana33 Re: To ty ongiś broniłaś Fredzia - bluzgacza - IP: 194.90.65.* 10.11.03, 08:25
                    nu, fredzia to ja bede bronic, ile razy mi sie spodoba. oprocz tego o
                    bluzganiu, to dotyczylo tego tylko watka, poza tym nagina rzeczywistosc
                    geograficzna tylko u takich wkurwionych jak ty, ktorzy nie znaja jerozolimy, bo
                    w jerozolimie masz duzo miejsc, z ktorych widac morze martwe, z mojego balkonu
                    tez. a ciebie po prostu szlag trafia, ze ja mam taki widok, a ty z twojego okna
                    widzisz salon sasiada....
                    • wtracalski Re: To ty ongiś broniłaś Fredzia - bluzgacza - 10.11.03, 20:02
                      Gość portalu: dana33 napisał(a):

                      > nu, fredzia to ja bede bronic, ile razy mi sie spodoba. oprocz tego o
                      > bluzganiu, to dotyczylo tego tylko watka, poza tym nagina rzeczywistosc
                      > geograficzna tylko u takich wkurwionych jak ty, ktorzy nie znaja jerozolimy,
                      bo
                      >
                      > w jerozolimie masz duzo miejsc, z ktorych widac morze martwe, z mojego
                      balkonu
                      > tez. a ciebie po prostu szlag trafia, ze ja mam taki widok, a ty z twojego
                      okna
                      >
                      > widzisz salon sasiada....
                      ...Raczej klozet.
                      • Gość: dana33 do wtracalskiego, rudzielca, sokolki2 i jarka IP: 194.90.65.* 11.11.03, 11:38
                        z calym honorem, panowie!!! czytalam was wszystkich z zainteresowaniem.
                        dowiedzialam sie mase nowych rzeczy. a przede wszystkich zrobiliscie watek
                        ciekawy, rzeczowy, argumentujacy z szacunkiem dla "przeciwnika" i argumentujacy
                        kulturalnie. to mnie szczegolnie cieszylo. mam nadzieje, ze "ciag dalszy
                        nastapi". jest jeszcze "kilka" innych ciekawych tematow wojenno-strategicznych,
                        a wy widze, spece. a ja ciekawa, wiec czekam....
                        pozdrawiam wszystkich najserdeczniej
                        • Gość: Wqrwiomy2 Re: Chyba żartujesz! IP: *.waw.cdp.pl / *.waw.cdp.pl 11.11.03, 11:44
                          Zastrzegasz sobie prawo do tego, żeby judek fredzio mógł bezkarnie bluzgać, ale
                          broń Boże obrazić żyda. Zakłamane kibucowe świnie!
                    • wtracalski Re: To ty ongiś broniłaś Fredzia - bluzgacza - 11.11.03, 15:22
                      Gość portalu: dana33 napisał(a):

                      > nu, fredzia to ja bede bronic, ile razy mi sie spodoba. oprocz tego o
                      > bluzganiu, to dotyczylo tego tylko watka, poza tym nagina rzeczywistosc
                      > geograficzna tylko u takich wkurwionych jak ty, ktorzy nie znaja jerozolimy,
                      bo
                      >
                      > w jerozolimie masz duzo miejsc, z ktorych widac morze martwe, z mojego
                      balkonu
                      > tez. a ciebie po prostu szlag trafia, ze ja mam taki widok, a ty z twojego
                      okna
                      >
                      > widzisz salon sasiada....
                      ... Raczej klozet!
Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka