Dodaj do ulubionych

Zmyślona wojna

IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 25.11.03, 19:07

W maju 2002 roku Karen Kwiatkowski zajmuje swoje nowe biurko w Departamencie
Obrony. Nic nie wskazuje na to, że znalazła się w najbardziej tajemniczej
części Pentagonu. Zajmuje niewielki boks na uboczu, tuż obok lodówki,
czwarte piętro, siódmy korytarz, budynek D. Kwiatkowski staje się trybikiem
w potężnej machinie. 20 lat służyła w lotnictwie, ostatnio w stopniu
podpułkownika. Teraz jej miejscem pracy jest Wydział ds. Bliskiego Wschodu i
Azji Południowej. Przydzielono ją do Zespołu ds. Afryki Północnej. Pisze
analizy o sytuacji w różnych krajach dla szych Pentagonu. Ciekawe zajęcie.

W wielkim gabinecie szefa regularnie odbywają się zebrania pracowników
wydziału. Każdy zespół zdaje raport, tylko grupa ds. Iraku zawsze siedzi
cicho. - Dziwne - myśli Karen - właśnie teraz, kiedy Irak jest tak ważny.
Latem następuje ożywienie. Grupa ds. Iraku powiększa się do 20 osób, a w
sierpniu szef oznajmia, że od tej chwili będzie się nazywać Office of
Special Plans (Biuro Zadań Specjalnych). Nazwa i zakres obowiązków są ściśle
tajne.

Dla Kwiatkowski sprawa staje się jasna. Wojna wisi w powietrzu i niezbędna
jest odrobina konspiracji. Jednak koledzy ze Special Plans zachowują się
dziwacznie. W rozmowach wyrażają się nonszalancko o CIA, a nawet o DIA
(wywiadzie wojskowym). Nie uczestniczą w spotkaniach towarzyskich. O
Departamencie Obrony mówią z lekceważeniem. Kiedy ktoś stwierdza, że nie
może oddać jakiegoś dokumentu, bo czeka na komentarz z góry, pracownik
Special Plans odpowiada: Co znowu, wcale nie potrzebujemy tutaj tych z
Departamentu Obrony. Poradzimy sobie sami.

Zgodna prawicowa rodzinka

W Karen Kwiatkowski narasta ciekawość. Siada więc przy komputerze i szuka w
internecie informacji na temat swojego szefa. To William Luti, były doradca
wiceprezydenta Dicka Cheneya i zwolennik neokonserwatyzmu. Potem sprawdza
pozostałych kolegów. Za każdym razem trafia na związki danej osoby z
neokonserwatystami. Dochodzi więc do wniosku, że "wszyscy oni tworzą
szczęśliwą ideologiczną rodzinkę". Jej pracodawca Donald Rumsfeld też do
niej należy.

We wrześniu Special Plans niespodziewanie ingeruje w obowiązki pani
podpułkownik. Ma ona zaprzestać samodzielnego pisania na temat Iraku.
Tradycyjne tajne służby zostają wykluczone z codziennych działań
operacyjnych, które od tej chwili przechodzą pod kontrolę ludzi ze Special
Plans. Kwiatkowski dostaje gotowe frazy dotyczące Iraku. Ma je wprowadzać do
swoich raportów bez jakichkolwiek zmian: "Saddam Husajn wspiera
przygotowania terrorystów z Al-Kaidy. Saddam Husajn próbuje zdobyć uran w
Afryce. Tajne służby Saddama Husajna miały kontakt z zamachowcami z 11
września. Saddam Husajn współpracuje z Osamą ben Ladenem". - To już nie były
informacje, tylko propaganda.

Kwiatkowski orientuje się, że to, co produkuje jej wydział, dociera
bezpośrednio do prezydenta Busha, omijając rzekomo powolną CIA i miłujący
pokój Departament Stanu.

Domaga się ona wyjaśnień od jednego z kolegów ze Special Plans: Niech mi pan
powie, kto właściwie opowiada prezydentowi te wszystkie bzdety? Na co ten
odpowiada: Źle to pani interpretuje. Dysponujemy źródłami, do których pani
nie ma dostępu. Dopiero po obaleniu Saddama przekona się pani, że mieliśmy
rację.

Obserwuj wątek
    • Gość: V.C. Zmyślona wojna c.d. IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 25.11.03, 19:34
      Szaleńcy i metoda

      W wieku 42 lat Karen Kwiatkowski zaczyna nowe życie. Opowiada swoją historię,
      siedząc w kuchni domu na farmie w dolinie Shenandoah w stanie Wirginia, gdzie
      mieszka z mężem i czwórką dzieci, ma trzy konie i 15 krów. Dlaczego
      zdecydowała się mówić o tym publicznie? Nie dlatego, że po 20 latach służby w
      wojsku stała się nagle pacyfistką. I nie dlatego, że jako zwolenniczka lewicy
      występuje przeciwko George'owi Bushowi. Przeciwnie - uważa się za
      konserwatystkę. Chce natomiast, żeby ludzie zrozumieli, jak krucha staje się
      demokracja, kiedy mała grupa zdominuje otwarte społeczeństwo.

      Karen Kwiatkowski jest pierwszym oficerem z Pentagonu, który znalazł w sobie
      odwagę, by publicznie uderzyć na alarm. Przełożeni nie lubią takich ludzi, za
      to amerykańskie społeczeństwo ich uwielbia. Symbolizują bowiem siłę demokracji
      i wolę samooczyszczenia. Liczba tych, którzy decydują się opowiedzieć, co
      przed wybuchem wojny działo się w korytarzach władzy, rośnie z każdym dniem.
      Są to urzędnicy ministerialni i agenci służb specjalnych. Z ich opowiadań
      wyłania się obraz metod, jakimi twardogłowi politycy starali się przeforsować
      swój plan wojenny.

      Historia Office of Special Plans zaczyna się 11 września 2001 roku. Kilka
      godzin po atakach terrorystycznych na Nowy Jork i Waszyngton sekretarz obrony
      Donald Rumsfeld wydaje brzemienne w skutki polecenie. Żąda dowodów na
      istnienie powiązań między Osamą ben Ladenem a Saddamem Husajnem. Od pierwszej
      chwili wydaje się przekonany, że to właśnie iracki dyktator stoi za krwawymi
      zamachami. Ta hipoteza staje się zarzewiem wszystkich kolejnych dramatów.

      • Gość: V.C. Zmyślona wojna c.d. IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 25.11.03, 20:58
        ... ciąg dalszy

        Rumsfeld nie zleca jednak inwigilacji służbom specjalnym. Na akcję wysyła
        zaufanego jastrzębia, który wraca niebawem z oczekiwanym wynikiem: Saddam
        rzeczywiście ma powiązania z siatką terrorystów. Wywiad przeprowadza wnikliwą
        analizę raportu - i odrzuca go jako niewiarygodny. Tyle że Rumsfeld się nie
        zniechęca. Taki obrót sprawy utwierdza go tylko w negatywnej opinii o służbach
        specjalnych. Zwłaszcza CIA wydaje się jastrzębiom bandą mięczaków. W swoich
        publikacjach narzekają na "ciągłe niedoinformowanie" aparatu, "obstrukcję"
        poleceń składanych przez polityków prawicy i - to nie żart - "ciasny realizm"
        agentów. - Cały ten kram to tępa biurokracja, dławiąca każdy przejaw fantazji -
        skarży się Reuel Marc Gerecht, były agent, który pracuje obecnie w American
        Enterprise Institute (Amerykańskim Instytucie Przedsiębiorczości), uchodzącym
        za "trust mózgów" neokonserwatystów. Ich awangarda chce się odsunąć
        od "mordowni CIA" (określenie Gerechta) - poprzez utworzenie małej i
        elastycznej grupy dochodzeniowej. W rezultacie w wewnętrznym dokumencie Office
        of Special Plans pojawia się notatka z uwagą, że rządowi specjaliści od
        terroryzmu "są uprzedzeni". Dlatego pracownicy Special Plans chcą dostawać
        wszystkie analizy CIA. Szukają w nich strzępków informacji, które zignorowali
        ogarnięci pacyfistycznym szałem analitycy z CIA.

        Judith Yaphe obserwuje pracę wydziału do zadań specjalnych z pewnego
        oddalenia - za to z rosnącą konsternacją. Jej zwierzchnikiem jest Donald
        Rumsfeld, miejscem pracy National Defense University, położony na wprost
        Departamentu Obrony, na przeciwległym brzegu Potomacu, gdzie pani profesor
        przygotowuje analizy strategiczne dla Pentagonu. W każdym razie teoretycznie,
        bo nie wiadomo, czy władze departamentu w ogóle brały pod uwagę jej
        ekspertyzy. Dziś Yaphe raczej w to wątpi. - Mają własnych specjalistów -
        stwierdza cierpko. Przyczyną lekceważenia nie może być brak kompetencji, bo
        jest ona specjalistką w kwestiach irackich. Przepracowała 24 lata w CIA,
        głównie w wydziale ds. Iraku. Przed wojną należała do tych, którzy ostrzegali
        przed konfliktem zbrojnym.

        Wojna żółtodziobów

        O tym, w jaki sposób Special Plans weryfikowało "wątpliwe źródła", Yaphe
        dowiedziała się dzięki swoim kontaktom w aparacie. Domniemane powiązania
        zamachowców z 11 września z irackimi służbami specjalnymi, rzekomy obóz
        treningowy Al-Kaidy na południe od Bagdadu albo zakup uranu w Afryce: Wszystko
        to bujda i w kręgach związanych z wywiadem wiedzieliśmy o tym od dawna. A
        jednak w Pentagonie ożywiono nieaktualne od dawna poszlaki. Special Plans robi
        bowiem więcej, niż gotów jest dziś przyznać Donald Rumsfeld. Jak wynika z
        ustaleń komisji śledczej Izby Reprezentantów, przekonywanie, że wydział
        dokonuje tylko wtórnej oceny starych wniosków - to "taktyka zasłony dymnej". W
        rzeczywistości zajmuje się on również "operacjami związanymi z pozyskiwaniem
        informacji". I to przy pomocy agencyjnych żółtodziobów, jak zapewnia Judith
        Yaphe.

        Podczas gdy wywiad ma trudności ze zdobyciem nowych informacji na temat Iraku,
        Special Plans dociera do własnych źródeł: dezerterów, których podsuwa ich
        ulubiony iracki opozycjonista Ahmed Szalabi. Yaphe mówi, że CIA sceptycznie
        podchodziła do tych doniesień, bo Szalabi kierował się własnym interesem:
        Chciał przekonać USA do obalenia Saddama Husajna. Mimo to opowieści naocznych
        świadków o saddamowskim zagrożeniu przedostają się wprost do Białego Domu.
        Pułkownik Karen Kwiatkowski wielokrotnie słyszy, jak dyrektor wydziału mówi:
        Robimy to dla Scootera. Tak brzmi ksywka Lewisa Libby'ego, dawnego członka
        Team B, a dziś szefa sztabu Dicka Cheneya. Filtr, który zabezpieczał Biały Dom
        przed nieprawdziwymi informacjami, został usunięty.
        1




Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka