Gość: felusiak
IP: *.nyc.rr.com
30.11.03, 17:22
Zawsze zadziwia mnie mniemanie pozostajacych w Polsce marzycieli i
nieudacznikow, ze wszyscy tu w USA myjemy kibelki. Tak sie sklada, ze z mycia
kibelkow mozna tu zyc znacznie lepiej niz z opracowywania planow
przestrzennego zagospodarowania duzego miasta wojewodzkiego.
Mycie kibli jest w mniemaniu rodakow w Polsce, ponizajace. Deprecjonuje
wartosc jednostki. Przeciez kazdy Polak ma o sobie bardzo wygorowana opinie.
Niwatpliwie wie lepiej, umie jesc widelcem i nozem i zawsze sluzy rada. A ci,
ktorzy mowia troche po angielsku, zaraz po przyjezdzie chcieliby pracowac jako
dyrektorzy.
No bo umiom po angelsku.
Otrzezwienie przychodzi dosc szybko. Przebudzeni ze snu maja trudnosci z
z zaakceptowaniem rzeczywistosci. Po jakims czasie przyzwyczajaja sie, na nowo
ucza sie jak zyc i w zasadzie po odrzuceniu zadufania w siebie, wszyscy
znajduja dobra prace, zakladaja wlasne firmy, posylaja dzieci do lepszych
szkol i w zasadzie wiedzie im sie dobrze.
A marzyciele? Ci nie moga sie zaaklimatyzowac. Ciagle cierpia ponizenie i
niedowartosciowanie. Nie lubia swojej pracy. Nie znosza swojego zycia.
Jednoczesnie brak im zdecydowania i checi ryzyka w poszukiwaniu innej, lepszej
pracy. I tak gnija w swoim grajdole, narzekajac na los. Ale wtedy odkrywaja,
ze wszystkiemu winni sa Zydzi. Stad taki wysyp na tym forum.
Pozdrawiam.