Polski karnawał (zapusty) kończyły „ostatki” odbywające się w wtorek
poprzedzający środą popielcową. Było to swoiste ukoronowanie pięciodniowego
nieumiarkowania w jedzeniu i piciu.
Nie wiadomo kiedy symbolem końca karnawału i ostatków (zwanych także: „
„kusymi dniami”, „kusakami”, „kusym wtorkiem” „podkoziołkiem”, „śledzikiem”,
szczodrakami” lub „zagowinami”

stał się śledź.
Szkielet śledzia wnoszony na patyku między hulających - przez gospodarza, z
wybiciem północy obwieszczającym nastanie środy popielcowej i postu. Gospodarz
na tę okoliczność wygłaszał uroczystą orację. Podawano na stoły postny, cienki
żur. Cichł zgiełk, przerywano zabawę. Rozpoczynało się czterdziestodniowe
postne umartwianie.
W bogatszych domach (głównie szlacheckich i mieszczańskich) nastanie Wielkiego
Postu następowało wraz z podaniem „maślanej kolacji”. Ten szczególny posiłek
nosił nazwę „podkurek”, gdyż spożywany był tuż pierwszym pianiem koguta w
Środę Popielcową.
Kolacja ta składała się ze śledzi i innych ryb, nabiału oraz pieczywa. Bywało,
że w półmisku z podkurkiem ukrywano żywego wróbla. Gdy pan domu zdejmował
pokrywę - ptak wylatywał, co symbolizowało jeszcze dobitniej, że na całe sześć
tygodni odlatują sute poczęstunki i zabawy.
Bawcie się dobrze , przed Wielkim Postem