vaxs500
14.11.05, 20:23
Otoz chodzi o to , ze moj GSXF stal sobie przez jakies 2tygodnie nie ruszany ,
pogoda akurat w tym okresie akurat bardzo zla bo ok 0°C w nocy i w dzien
podobnie. Jednak w koncu postanowilem ze chce mi sie pojezdzic i pojawil sie
problem , otoz moto nie za chetnie chcialo zapalic. Walnalem mu ssanie na max
i probuje odpalic. Niby na poczatku zalapalo pochodzilo jakies 2sec juz bylo
slychac ze sie wkreca na ssaniu a tu ni skad ni z owad zgasl, probuje jeszcze
raz a on ani drgnie , nastepna proba znow sie odpalil na chwile i zgasl ,
dopiero w jakiejs 4 probie zalapal i wkrecil sie na jakies 4.5tys obrotow na
ssaniu co jest dosc dziwne bo normalnie sie wkrecal na jakies 3tys?
Wiem ze gazniki nie sa zsynchronizowane za dobrze bo troche km przejechalo
moto w sezonie ale chcialem juz z synchro poczekac do nowego sezonu. Dodam
jeszcze ze odpalalem moto jak bylo jakies 2°C wiec tez nie za ciekawie. I
jeszcze powiem ze wczesniej tzn przy uzytkowaniu co 2-3 dzien moto odpalalo
sie normalnie , ale wtedy bylo jeszcze z 15°C +
I mam pytanie tego typu , co sie moze dziac ? Czy to wina synchra , czy wina
tego ze bylo tak zimno? A moze jeszcze cos innego