marcin_osikowicz
22.12.06, 18:13
Mała smuta
Motocykl zepsuł się rano, kiedy jechałem po trutkę dla szczura. Odgłos, który
usłyszałem z okolicy zębatki zdawczej brzmiał jak wyrok śmierci
technicznej. „Skazuję cię na remont silnika i karę trzech do czterech tysięcy
złotych”. Byłem kilometr od domu. Czyli gdybym zaślepiony miłością do
wyścigów wrócił poprzedniej nocy do Poznania, awaria przydarzyłaby się gdzieś
między drugim a trzecim zakrętem. Mógłbym tego nie wytrzymać.
Od tego dnia - a właśnie kończył się sierpień - zacząłem wypatrywać zimy.
Albo przynajmniej deszczowej jesieni, z gatunku tych wykręcających stawy. Bo
każdy ciepły i suchy dzień był dniem straconym. A każdy dzień deszczowy goił
moje rany, ponieważ był dniem, w którym i tak bym nie jeździł.
- Kup sobie FireBlade’a – powiedziała Kasia, kiedy wieczorem gapiłem się na
lampę.
- Proszę?
- Kup sobie nowy motocykl.
Była moją żoną od sześciu lat, ale takie zdanie usłyszałem po raz pierwszy.
- Nie. Raczej wyremontuję tego i pojeżdżę jeszcze rok.
- Chcesz w motocyklu wartym pięć tysięcy złotych zrobić remont za cztery
tysiące, a za rok sprzedać go za pięć tysięcy, dobrze rozumiem?
- Adam powiedział, że po sezonie zrobi go za pół ceny – zwiesiłem nos na
krawędzi kieliszka z winem.
- Czy kiedy kupowałeś ten fzr-a za czternaście tysięcy nie mówiłeś mi
przypadkiem, że zawsze będziesz w stanie sprzedać go za osiem?
Nie musiała tego mówić.
- Albo sprzedam go teraz za cztery tysiące i kupię skuter w psim Tesco.
- Bądź mądrzejszy, kup sobie blade’a.
Pogłaskałem jej dłoń i zastanawiałem się co zrobić, żeby jak najlepiej
zapamiętać ten moment. Nadchodziła jesień - najcieplejsza od co najmniej
dwustu dwudziestu siedmiu lat.