yamaha riding experience'07

IP: *.eranet.pl 18.06.07, 23:36
pozdrowienia dla wszyskich uczestnikow,
jesli ktos ma zdjecia, to prosba o wrzucenie linkow

mozna bylo pojezdzic, ale takze porozmawiac chwilke
np. z Marcinem Osikowiczem

organizacja profi, naprawde milo spedzone 2 dni
    • Gość: MO Re: yamaha riding experience'07 IP: *.ae.krakow.pl 19.06.07, 12:51
      To Ty byłeś czarnym fazerem? Miło było sobie pogadać i się pogonić.

      Pozdrawiam
      • kons6 Re: yamaha riding experience'07 20.06.07, 13:57
        tak to ja :)
        z tym gonieniem to moja strata do Ciebie zbyt duża
        9 sekund to przy Twojej śr.prędkości ok. 310 metrów na okrążeniu
        do zobaczenia na drogach Pd-Wsch Polski
        • Gość: MO Re: yamaha riding experience'07 IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 21.06.07, 09:52
          Ty masz 9 sekund do mnie, ja mam 9 sekund do Artka, Artek ma 9 sekund do kogoś,
          a ten ktoś jeszcze 5 sekund do rekordu. A jednak wszyszcy dobrze się bawili.
          Pozdrawiam i do następnego razu.
          • marcin_osikowicz Re: yamaha riding experience'07 20.07.07, 14:51
            (Wklejam relację, którą napisałem dla "Wiadomości Motocyklowych")

            Dni Yamahy 15-16/6/2007

            Na pieszczoty trzeba zasłużyć. Jeżeli kupiłeś nową Yamahę i dobrze żyjesz ze
            swoim dealerem, to 15 i 16 czerwca mogłeś uczestniczyć w naprawdę porządnej
            imprezie na Torze Poznań. Organizatorzy (Mitsui Motor Polska oraz Yamaha
            Pawelec) przyłożyli się mocno i przygotowali treningi pod kątem amatorów jazdy
            wyścigowej. Podział na trzy grupy treningowe umożliwił wybór tempa i
            odpowiedniego towarzystwa. Na tor wjeżdżały R-jedynki, R-szóstki, Fazery MT-
            zero-jedynki, a nawet TDMy. Każdy uczestnik mógł się dobrze bawić, niezależnie
            od tego, czy jego czas okrążenia oscylował bliżej 1:45, czy 2:45. Doświadczeni
            zawodnicy – Andrzej Pawelec i Krzysztof Howil prowadzili grupy dostosowując
            swoje tempo do poziomu zupełnych leszczy, prawie leszczy i prawdziwych kozaków.

            Na jednej z sesji Howil „ciągnął” mnie ze dwa okrążenia i mogłem dokładnie
            śledzić jego tor jazdy. Cenna nauka. Potem dał znak ręką, żebym go wyprzedził i
            pokazał co potrafię. No to pokazałem, a za mną poszło jeszcze dwóch chojraków.
            Cięliśmy się strasznie – co ja brałem jednego pod mostkiem, to drugi wyskakiwał
            mi spod pachy przed Sławiniakiem. Howil trzymał się taktownie z tyłu i nie
            uczestniczył w bójce. Po zjeździe do depo podszedłem do niego zgrzany jak pies.
            - No ładnie dawaliście wszyscy trzej – powiedział, a mnie rozparła duma.
            - Tak, ale my jechaliśmy na sto procent, a pan pewnie na osiemdziesiąt-
            zauważyłem skromnie.
            - Osiemdziesiąt, powiadasz? – zaśmiał się ten uroczy siwy gentleman i uprzejmie
            nie dokończył zdania. Potem włożył magiczny kask, który w jednej chwili
            zamieniał go w dwudziesotlatka i pojechał gonić się z następną grupą. A ja
            padłem na krzesło błagając o wodę.

            Ci, którzy ze względu na frędzle przy kurtkach lub chromowane podesty, nie
            palili się do jazdy po torze, mogli swoimi Dragstarami i Wildstarami pod okiem
            pana w zielonej kamizelce pozwiedzać bliższą, a nawet dalszą okolicę.
            Dodatkowe atrakcje:
            • Wielki namiot z muzyką serwowaną przez przygłuchego DJ’a i z testowymi
            motocyklami. Na wszystkich motocyklach można było posiedzieć, a na niektórych
            nawet pojeździć.
            • Parada, czyli honorowe kółko po torze dla wszystkich.
            • Wieczorem w namiocie muzyka na żywo i piwo za darmo, czyli pełnia
            szczęścia.
            • Jazdy po torze samochodem rajdowym, w roli pasażera niestety.

            Trzeba się modlić do japońskiego boga, zesłał takich imprez jak
            najwięcej.
Inne wątki na temat:
Pełna wersja