Gość: stolicznyj
IP: *.acn.pl
07.03.04, 09:57
Kto jeszcze tego nie widział, niech wpadnie na stronę www.warszawa.um.gov.pl
i obejrzy sobie wizualizację zabudowy otoczenia PKiN, wymyślonej przez panów
Borowskiego/Kaczyńskiego.
Przebieg ulic, kwartałów zabudowy, kubatura budynków, a nawet architektura
nawiązują do stanu, jaki był na tym terenie do 1944 roku, gdy zajmowała go
zabudowa powstała na przełomie XIX/XX wieku.
I taki właśnie jest ten plan: skrojony na miarę roku, powiedzmy 1910-ego, ale
na pewno nie 2004-ego. Problem w tym, że warunki w Warszawie w roku 2004
zasadniczo różnią się od tych z roku 1910.
Można wątpić, czy miasto znajdzie na targach w Cannes wielu chętnych do
inwestowania ogromnych pieniędzy w wykup czy dzierżawę bardzo drogiego terenu
po to, żeby postawić na nim 5-piętrowe kamieniczki. Skrajnie zminimalizowana
powierzchnia biurowa czy mieszkalna w takich domach umożliwi zwrot
zainwestowanego kapitału może za 50 lat, może później. Nie mówiąc już o
jakichkolwiek zyskach.
Czy Kaczyński oczekuje, że znajdzie inwestorów na tego typu propozycje w
sytuacji, gdy w odległości dwóch czy trzech kilometrów dalej na zachód mogą
oni stawiać 150-metrowe wieżowce, w dodatku na tańszych placach? Pan
Prezydent zdaje się wierzyć (albo udaje, że wierzy), że inwestorom wystarczy
sam "zaszczyt" postawienia czegokolwiek akurat obok PKiN, przez co nie będą
patrzeć na ekonomiczną stronę przedsięwzięcia. A jednak, motywacja prestiżowa
może nie wystarczyć, ponieważ w przeciwieństwie do wyobrażeń pana
Kaczyńskiego, główna motywacja przy inwestowaniu wielomilionowych sum jest -
biznesowa, a nie polityczno-snobistyczna. Decyduje rachunek ekonomiczny, a
ten zapewne wskaże, że inwestowanie wokół PKiN na wydumanych warunkach
narzuconych przez spółkę Borowski/Kaczyński po prostu się nie opłaci, więc -
zabudowa otoczenia PKiN za kadencji Kaczyńskiego nie dojdzie do skutku. Po
prostu.
Oczywiście wielu biznesmenów odwiedzi stoisko Warszawy w Cannes, wezmą
materiały, będą rozmawiać, zgłaszać się, zastanawiać... Ale później,
przekonawszy się o politycznej niezgodzie władz Warszawy na stawianie
budynków o kubaturze czyniącej inwestycje opłacalnymi, potencjalni inwestorzy
zagraniczni będą się po kolei - wycofywać z projektu. Ale to już będzie się
działo, gdy zbliżać się będą wybory prezydenckie w kraju, w których Kaczyński
chce kandydować, a nawet później. Do tego czasu pan Lech K. może mógł głosić
wszem i wobec, że zabudowa otoczenia PKiN jest tuż, tuż... Aż do czasu, gdy
Kaczyński opuści stanowisko w warszawskim Ratuszu.
Wizja centrum Warszawy przedstawiona przez Borowskiego/Kaczyńskiego jest
utopijna, motywowana ideologicznie (obsesyjna niechęć Borowskiego do
wieżowców) i politycznie (chodziło o to, aby plan się jak najbardziej różnił
od proponowanego przez poprzednie władze Warszawy). Aspekt ekonomiczny całego
projektu został całkowicie zignorowany przez ekipę Kaczyńskiego, co w stopniu
zasadniczym podważa realność propozycji, które kosztem setek tysięcy euro
(wydanych z kieszeni podatników na stoisko Warszawy i pobyt urzędników
Kaczyńskiego na targach w Cannes) obecne władze zamierzają tam przedstawić na
tych targach potencjalnym zagranicznym inwestorom.
A centrum Warszawy ciągle będzie pozostawało takie, jakim jest teraz - puste,
z paroma blaszakami. Pomimo, że Kaczyńskiemu podobno tak strasznie zależy,
aby to zmienić. A może tak naprawdę wcale mu na tym nie zależy?
Analiza działań Prezydenta naszego miasta wskazuje, że jego jedynym celem
jest kolejna populistyczna demonstracja polityczna, obliczona na zyskanie
taniego poklasku, mającego otworzyć mu drogę do prezydentury Polski.
Wcześniej były pomysły "eksploratorium" nad Wisłą za 30 mln z miejskiej kasy,
stadion narodowy za 160 mln też za pieniądze warszawskich podatników... teraz
z kolei - centrum Warszawy bez wieżowców. Wszystkie te zamiary mają dwie
wspólne cechy: - są robione "pod publiczkę", a jednocześnie - są nieżyciowe,
i przez to nierealne.
No, ale doraźny efekt polityczny Kaczyński osiągnął, choćby w postaci
zachwytu części mediów, z "Gazetą Stołeczną" na czele.