nauma
10.07.10, 13:06
Z tej sprawy wynika kilka faktów, które powodują, że łapię się za głowę. A
finalnie konkluduję po raz n-ty, że polskie prawo, zarówno pod względem
stosowania, interpretowania jak i niespójności przypomina jeden wielki burdel.
No bo tak:
1) Z orzeczenia sądu wynika, że zawsze znajdzie się jakieś prawne umocowanie
dla zasłonięcia komuś okna, chociaż na pierwszy rzut oka zasłanianie komuś
okna w dzień i świecenie mocnym światłem w nocy jest ewidentnym naruszeniem prawa.
2) Zasada albo naruszenie prawa własności albo naruszenie dóbr osobistych jest
po prostu absurdem. Czy mam rozumieć, że jeśli złodziej okradając mnie
równocześnie mnie pobije, to mogę dochodzić tylko jednego, jeśli sąd uprze
się, że to nie jest "wyjątek"?
3) Dlaczego tyle lat trzeba było czekać na rozporządzenie ministra
infrastruktury? I widzę, że mimo to nowe reklamy nadal powstają; przy
warszawskim Rondzie ONZ jest budynek CAŁY oszpecony reklamą Orange'a -
nowiutką, bo z taryfami pelikan, leopard i delfin.
4) Po raz pierwszy widzę, że sąd, który najpierw mówi, że coś karania nie
wymaga, mówi powódce, żeby wystąpiła o kasę (jak, skoro nie było
przestępstwa???), gdy tej zależy tylko i wyłącznie na przeprosinach i nie
tylko interesie swoim, ale podobnie do niej pokrzywdzonych.
Absurd goni absurd...