Gość: Madi
IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl
11.08.04, 14:42
"Co 50 lat Niemcom odbija" - historyk IPN
Stefan Kisielewski powiedział kiedyś, że mniej więcej co 50 lat Niemcom coś
odbija. Mam wrażenie, że dochodzimy właśnie do takiego momentu. Obciążenie
niemieckiej świadomości za lata 1933-1945 było ogromne i jest to w pewien
sposób uzasadniona z punktu widzenia Niemców ucieczka przed
odpowiedzialnością. Ale nawet w historiografii niemieckiej spotkałem próby
przekształcania historii - powiedział Wirtualnej Polsce dr Piotr Łysakowski z
Instytutu Pamięci Narodowej.
W Niemczech ukazała się gra komputerowa, według której II wojnę światową
rozpętują Polacy. Program ten bije rekordy popularności. Został nawet
okrzyknięty grą lipca 2004 roku, a jego twórcy podkreślają, że jest zgodny z
realiami historycznymi. To kolejny przykład fałszowania historii przez
Niemców. Co się dzieje z ich świadomością historyczną?
Piotr Łysakowski: Specjalizuję się w historii Niemiec. W czasie mojej pracy
naukowej i kontaktów z niemiecką młodzieżą w Polsko-Niemieckiej Współpracy
Młodzieży, miałem okazję z bliska obserwować proces kształtowania się
niemieckiej świadomości historycznej. Stefan Kisielewski powiedział kiedyś,
że mniej więcej co 50 lat Niemcom coś odbija. Mam wrażenie, że dochodzimy
właśnie do takiego momentu. Ale niemieckie przewartościowanie wizji świata i
własnej historii wynika z kilku powodów. Między innymi dlatego, że obciążenie
niemieckiej świadomości za lata 1933-1945 było ogromne i jest to w pewien
sposób uzasadniona z punktu widzenia Niemców ucieczka przed odpowiedzialnością
Kto ponosi za to winę? Niemieckie szkoły?
Piotr Łysakowski: Niemcy inaczej uczą się świadomości historycznej. Jeśli
chodzi o lata II wojny światowej, w szkołach poświęca się przed wszystkim
uwagę Holocaustowi, pomijając przy tym to, do czego doszło 1 września 1939
roku i co do 1945 roku działo się na ziemiach polskich. Jeśli już ktoś o tym
wspomina, to koncentruje się na wypędzeniach. Równolegle do tego niemieckie
programy nauczania "uciekają" w historię regionalną. I to jest świadomy
proces.
Czy w takim razie twórcy gry padli ofiarą nieświadomości? Może widzi pan w
tym świadome działanie?
Piotr Łysakowski: Niewątpliwie producent czy twórcy tej gry korzysta z braku
wiedzy. Nie chciałbym podejrzewać ich o złą wolę, ale muszę przyznać, że
nawet w historiografii niemieckiej spotkałem próby przekształcania historii.
W dużym dziele poświęconym Manfredowi Messerschmittowi, w którym między
innymi znalazło się również kilka tekstów historyków polskich i
amerykańskich, jeden z anglosaskich badaczy stwierdził na przykład, że w
pierwszych tygodniach II wojny światowej Luftwaffe nie bombardowało polskich
miast. Trudno podejrzewać, żeby w tak poważnym dziele znalazła się taka
nieświadoma pomyłka. Wydaje mi się, że mamy do czynienia - o czym ostatnio
dużo pisze polska prasa - z próbą zmiany historii.
Przedstawiony w grze powód rozpoczęcia II wojny światowej - przekroczenie
przez polskie wojska granicy III Rzeszy - jest identyczny z tym, co głosiła
propaganda hitlerowska...
Piotr Łysakowski: Chciałbym wierzyć, że to pomyłka.
Ale z naszą świadomością historyczną także nie jest najlepiej. Według badań
przeprowadzonych przez Instytut Pentor 77% Polaków nie zna dokładnej daty
wybuchu Powstania Warszawskiego, a zaledwie 14% potrafi bezbłędnie
powiedzieć, jak długo trwało.
Piotr Łysakowski: Mamy za sobą okres PRL-u, szkoły uczyły nas, korzystając z
wybranych wątków historii. W 1989 roku weszliśmy w nowy okres nauczania
historii i według nowej metody postrzegania świata wszystkiemu jesteśmy
winni, musimy się ze wszystkimi godzić i za wszystko przepraszać. W ramach
Polsko-Niemieckiej Współpracy Młodzieży przyjeżdżały do nas delegacje
niemieckich urzędników. W podziemiach Ministerstwa Edukacji Narodowej i
Sportu, dawnej siedzibie warszawskiego gestapo, znajduje się muzeum. Często
proponowałem zaprowadzenie tam grup Niemców wizytujących budynek
ministerstwa. I za każdym razem słyszałem od ministrów, że może lepiej nie,
bo goście gotowi się jeszcze obrazić.
Jeżeli nie mamy szacunku do własnej historii i w poczuciu jakiejś źle
rozumianej delikatności nie chcemy niemieckim przyjaciołom pewnych rzeczy
przypominać, to daleko nie zajedziemy. Jeśli przyjrzeć się dyskusjom
Internautów w portalach, na marginesie sprawy katyńskiej, to widać, jak
często trafiają się głosy: "porzućmy ten temat, po co to ruszać, przecież to
działo się 60 lat temu". Jeśli tak podchodzimy do własnej historii, to wolę
pozostawić to bez komentarza. O historii trzeba rozmawiać, dyskutować,
pokazywać, co się kiedyś działo. Ona wcale nie jest tak niepotrzebna, jak się
powszechnie sądzi.
----------------------
wiadomosci.wp.pl/wiadomosc.html?wid=5576773&_err=1&ticket=6341757323770276WG2wz%2Bk1p3CUp2RTCBl8y%
2FzihV3sT15pxDfRBa3xruPMacumob6IKeZplTArPNpbvVSmqwLAh%
2BgwToo3G6hhH1o4QxMk36HGf%2FwAQIZtSn4ZfRqbZeK3d6Yv%2BBIiDsPi