Gość: Dina
IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl
20.09.04, 13:11
wklejam tekst z Rzepy:
Będzie skarżyć miasto
Szykuje się precedensowy proces. Deweloper Marvipol chce wystąpić do miasta o
odszkodowanie. Twierdzi, że z winy urzędników dwie planowane przez niego
inwestycje nie doszły do skutku, na czym stracił około 2 mln zł.
Warszawscy deweloperzy narzekają, że uzyskanie pozwolenia na budowę czy
warunków zagospodarowania terenu w Warszawie graniczy z cudem. Większość z
nich milczy jednak, bo ma nadzieję dalej budować.
Natomiast Marvipol zdecydował się dokończyć prowadzone budowy, ale nie
rozpoczynać nowych inwestycji do czasu zakończenia obecnej kadencji
samorządowej z powodu... kłopotów z urzędnikami miasta. Jedną z przyczyn było
uniemożliwienie przez naczelnego architekta miasta powstania inwestycji,
której projekt, jak twierdzi sam architekt, nie podobał się radnym i
prezydentowi Warszawy.
Protestował prezydent i radni
Spółka Marvipol, by uniknąć procedury ubiegania się o pozwolenie na budowę,
kupiła działkę na rogu ul. Kazimierzowskiej i Różanej wraz z prawomocnym
pozwoleniem na budowę. Na początku stycznia 2004 roku naczelny architekt
miasta Warszawy przepisał pozwolenie na nowego właściciela gruntu. W marcu
wszczął jednak procedurę zmierzającą do unieważnienia przepisania pozwolenia
na budowę.
- Na uzasadnienie przytoczono nam art. 145 kodeksu postępowania
administracyjnego, który mówi - według interpretacji architekta miasta - że
zgody na przyłączenie mediów wydawane są konkretnemu inwestorowi, a nie, tak
jak pozwolenie na budowę, są przypisane do gruntu - mówi Mariusz Książek,
prezes Marvipolu. - A przecież to oczywiste, że każdy następny właściciel
nieruchomości, jeżeli przejmuje pozwolenie na budowę, to razem z projektem
przyłączy i wszystkimi uzgodnieniami.
Jak wyjaśnia Tomasz Zemła, naczelnik Wydziału Administracji Architektoniczno-
Budowlanej w Biurze Naczelnego Architekta Miasta, "biuro NAM nie wszczęło i
nie prowadziło postępowania w sprawie stwierdzenia nieważności decyzji o
pozwoleniu na budowę (...), było natomiast prowadzone postępowanie
wznowieniowe w sprawie decyzji o przeniesieniu decyzji o pozwoleniu na budowę
na Marvipol sp. z o.o.". W konsekwencji odmówiono jednak przeniesienia
decyzji na rzecz Marvipolu.
- Procedura została wszczęta, gdyż odkryto nowe okoliczności.
Najprawdopodobniej uzgodnienia, których dokonał poprzedni inwestor z władzami
dzielnicy Mokotów, nie zostały zaktualizowane przez nowego - powiedział "Rz"
Michał Borowski, naczelny architekt miasta st. Warszawy. - Jest jeszcze inny
aspekt tej sprawy. Pozwolenie na budowę przewidywało powstanie tam budynku
wysokiego na 8 - 9 pięter, co różni się od niskiej zabudowy w tej okolicy.
Krytyczne słowa na temat tego projektu padały m.in. z ust radnych Warszawy i
prezydenta miasta. Na tej działce powinno się budować, ale aktualny projekt
wymaga zmian - podsumowuje Borowski.
Równi i równiejsi
- Do końca września wystąpimy z roszczeniem o odszkodowanie od miasta. Na
projektach, których rozpoczęcie miasto nam zablokowało, straciliśmy około 2
mln zł. W tej chwili szacujemy utracone zyski - zapowiada Mariusz Książek.
Skąd takie straty? Na działce położonej na rogu ulic Wroniej i Chłodnej miał
powstać budynek z 300 mieszkaniami, na gruncie przy ul. Franciszkańskiej -
niewielki apartamentowiec z około 50 lokalami. Zdaniem Marvipolu obie
inwestycje nie doszły do skutku z winy miasta.
- Zadatek na grunt na rogu ul. Wroniej i Chłodnej wpłaciliśmy w wysokości 400
tys. zł w lipcu 2003 roku. W ciągu następnych trzech tygodni przygotowaliśmy
dokumenty i złożyliśmy wniosek o wydanie warunków zagospodarowania terenu -
opowiada Książek. - Byliśmy pewni, że je otrzymamy, gdyż inny deweloper,
który półtora roku wcześniej ubiegał się o warunki zabudowy dla apartamentów
o większej powierzchni użytkowej niż w naszym budynku, dostał je. Poza tym
kilkakrotnie zmienialiśmy, na życzenie Michała Borowskiego, koncepcję
projektu architektonicznego. Wszystko na nic.
Jak twierdzi Marvipol, procedury przeciągały się w urzędzie do końca 2003 r.
Natomiast 1 stycznia 2004 r. wygasł plan zagospodarowania przestrzennego, a
Marvipol otrzymał decyzję odmowną.
- Plany Marvipolu znacznie odbiegały od warunków udzielonych poprzedniemu
inwestorowi - twierdzi naczelny architekt miasta.
- To nieprawda - podtrzymuje prezes Książek.
- Głównym powodem odmowy wydania decyzji była znaczna różnica wysokości
pomiędzy istniejącymi budynkami na sąsiednich działkach a budynkiem
planowanym - wyjaśnia Maria Głodkowska, naczelnik Wydziału Realizacji
Urbanistycznej Biura Naczelnego Architekta Miasta. - Sąsiednie budynki mają
wysokość od 4 do 8 pięter, tymczasem Marvipol wystąpił o wydanie decyzji dla
budynku o wysokości 17 kondygnacji.
- Bo poprzedni inwestor otrzymał warunki zabudowy dla budynku przy ul.
Wroniej róg Chłodnej o takiej wysokości - twierdzi prezes Marvipolu i na
dowód pokazuje decyzję o warunkach zabudowy z września 2001 r., na której
wysokość zabudowy określona jest od 7 do 17 kondygnacji.
Wodzenie za nos
Marvipol stracił również - jak twierdzi, z winy miasta - sporo pieniędzy przy
projekcie budowy apartamentowca na rogu ul. Franciszkańskiej i
Bonifraterskiej.
- W lutym 2003 roku otrzymaliśmy warunki zabudowy dla tego terenu z nakazem
przyłączenia gruntu o powierzchni niecałych 100 mkw. Opracowaliśmy projekt i
uporaliśmy się z wszelkimi formalnościami, niezbędnymi do rozpoczęcia
inwestycji - wyjaśnia Mariusz Książek. - Mimo obciążenia nas obowiązkiem
dokupienia kawałka gruntu, miasto nie chciało nam go odsprzedać. Przez kilka
miesięcy urzędnicy zwodzili nas, żądając coraz to nowych dokumentów. Od pół
roku nic w tej sprawie się nie dzieje.
Dlaczego tak się stało? Urzędnicy z wydziału geodezji milczą.
- Wydaje mi się, że powodem może być to, że działka, która miałaby być
przyłączona do projektu Marvipolu, sama w sobie jest działką budowlaną. To
właśnie mogło być powodem, dla którego wydział geodezji nie chciał jej
bezprzetargowo przekazać - sugeruje naczelny architekt miasta.
- To dlaczego miasto zwodzi nas, pisząc o nakazie przyłączenia gruntu, skoro
nie zamierza go nam przekazać, czyli dopuścić do inwestycji - pyta prezes
Marvipolu? -
AGNIESZKA STEFAŃSKA
a.stefanska@rp.pl
KOMENTARZ
Na przepychankach deweloperów i urzędników miasta odpowiedzialnych za
wydawanie pozwoleń na budowę w rezultacie stracą klienci tych pierwszych. Z
powodu trudności, na które narzekają po cichu bądź głośno inwestorzy,
powstaje mniej mieszkań. Pozwolenia na budowę obecnie wznoszonych budynków
zostały wydane w większości ponad 2 lata temu, czyli jeszcze za poprzednich
władz. Deweloperzy przewidują, że gros obecnie realizowanych inwestycji
zakończą w ciągu 6 - 9 miesięcy. Boją się, że potem przyjdzie im czekać na
lepszy klimat dla inwestycji.
Tymczasem im mniejsza będzie oferta na rynku, tym nowe mieszkania będą
droższe. Opieszałość administracji odbije się na kieszeniach klientów
deweloperów, którzy będą sobie musieli odbić stracony czas.
Agnieszka Stefańska