pbd2
07.10.04, 18:22
Chodzi o cudem zachowaną, autentyczną wioskę pod skarpą w okolicach al.
Wilanowskiej. jest tam wszystko, co pamiętamy z literatury pozytywistycznej:
droga wyłożona koślawymi kocimi łbami, boczne dróżki gruntowe, rozsypujący
się niestety dworek typu polskiego, chałupy z drewna, wszystko to położone w
taki sposób, że nie widać stamtąd prawie cywilizacji XXI wieku. Jest jeden
problem - jak to unikalne miejsce uratować przed zagładą? Boję się, ze za
parę lat stanie się z tym wszystkim to samo, co parę lat temu zrobiono z
nieszczęsną chatą przy ul. Bekasów na Starym Imielinie, a w latach 80 - tych
z krytymi sitowiem chałupami przy ul. Łukowej. Powinien tu chyba zadziałać
konserwator. Oczywiście nie proponuję pozostawienia tam skansenu, w którym
trzeba ciągnąć wodę ze studni. Temu miejscu wyszłaby chyba na dobre w miarę
niewidoczna, podskórna modernizacja (doprowadzenie tu wodociągów,
kanalizacji, wyremontowanie według ścisłych zaleceń konserwatorskich
najbardziej zniszczonych budynków,przełożenie bruku itd. To chyba jest do
zrobienia przy minimum dobrej woli - w końcu minęły już chyba czasy, w
których uważano, że każdy fragment miasta musi być zabetonowany i zabudowany
wielopiętrowymi blokami. Obawiam się tylko, że decydenci bardziej będą
zainteresowani wartością mokotowskich gruntów, w pobliżu stoją już przecież
różne rezydencje pod orłem i tym podobne molochy...