Gość: stolicznyj
IP: *.aster.pl / *.aster.pl
08.12.04, 09:01
Dziś jest środa, 8 grudnia 2004 roku. Ot, kolejny dzień ponad 2-letnich już
rządów Miłościwie Nam Panującego, Wielkiego Szeryfa-Muzealnika Warszawy, Pana
Prezydenta Lecha Kaczor-Kaczyńskiego, z Księżyca wziętego.
Kolejny zwykły dzień.
Oto 3 pierwsze z brzegu warszawskie wiadomości, w tymże dniu przez prasę
ogłoszone:
1) Zapowiadany z wielkimi fanfarami remont Krak. Przedmieścia, jeśli się
odbędzie, to bez renowacji kamienic w tamtym rejonie - na ten cel nie
zarezerwowano ani złotówki. Będą śliczne chodniki i zagrzybione fasady.
2) Analitycy rynku nieruchomości potwierdzają to, co było jasne od samego
początku: PLN 248 mln jako suma wywoławcza za teren przy Inflanckiej, który
Kaczorowcy chcą wystawić na przetarg w przyszłym tygodniu, jest wzięta z
sufitu. Tym bardziej, że ciągle nie ma planu precyzującego, co tam ewentualny
inwestor będzie mógł zbudować. Znając miłość pana Borowskiego do zabudowy w
skali Biłgoraja, trudno oczekiwać, aby ogromna suma włożona w ten teren się
komukolwiek kalkulowała. Grozi więc fiasko przetargu. No, ale Kaczorowcy będą
mogli głosić, że próbowali wreszcie uruchomić w Warszawie jakąś inwestycję,
ale ten wstrętny wielki kapitał sabotuje ich słuszne wysiłki.
3) Kaczy architekt Warszawy, Pan Michał Borowski, wymyślił sobie, że stacja
II linii metra nie będzie na Świętokrzyskiej przy Ministerstwie Finansów jak
to od dawna zaplanowano, lecz przy hotelu Bristol, co oznacza wygięcie w łuk
tunelu prowadzącego na Pragę, rozdęcie jego kosztów, uniemożliwienie
przyszłej budowy stacji w Porcie Praskim, i oczywiście opóźnienie całej
zabawy o parę lat z powodu zmiany dokumentacji, planów, uzgodnień, itd. Czemu
Borowski chce tej zmiany? Może po to, aby studenciaki z UW nie musieli
nadkładać paruset metrów na swych wątłych nóżkach od stacji do swych sal
wykładowych? Pewnie ma też na uwadze komfort gości hotelu Bristol, którzy jak
wiadomo, z racji swojego ubóstwa korzystają wyłącznie z komunikacji
miejskiej...
Można też zakładać, że w związku z kandydowaniem pryncypała pana Borowskiego
w wyborach na prezydenta RP w roku 2005 i jego ewentualnym wprowadzeniem się
do sąsiadującego z Bristolem Pałacu Namiestnikowskiego, chodzi też pewnie o
umożliwienie panu Kaczyńskiemu szparkiego dosiądnięcia metra w świetle
jupiterów, w ramach "integracji Prezydenta RP z ludem Warszawy".
Ekipa Kaczyńskiego ma wszak w pamięci jakże efektowny sukces
medialny "bohaterskiego" wystąpienia przez Lecha Kaczyńskiego w
charakterze "zwykłego" pasażera warszawskiego autobusu miejskiego, gdy to
nasz ciepłolubny Prezydent poświęcił się, dzielnie wsiadł do autobusu i
osobiście sprawdzał, czy to prawda co ludzie gadali, że było w nim zimno
(okazało się, że faktycznie było w nim zimno, co było dla Kaczora szokującym
odkryciem). Teraz Prezydent RP Lech K. będzie mógł se wyskoczyć z pałacyku do
metra, np. aby sprawdzić przed kamerami TV, czy to prawda, że w nim wieje...
Ot, zwykły Kaczy dzionek w Warszawie...