sir_fred
28.02.05, 15:54
No szlag mnie trafia ilekroć jestem w tym sklepie. Leży towar na półkach, ale
w kasie nie ma. Kasjer dzwoni na zaplecze, tam ktoś jest albo i nie, więc
kasjer idzie na zaplecze. Wklepuje kod. Nabija towar klienta za mną -
pomyłka, trzeba iść na zaplecze po kierowniczkę. Odkręcone. Płacę. Nie ma
wydać, więc idzie na zaplecze rozmienić. Rozmienił. Uff, koniec męki.
Godzina 18, a więc największy ruch w sklepie. Z 8 kas czynne 2. Kolejki po
8,9 osób. Leniwe larwy w uniformach snują się po sklepie i coś przekładają z
półki na półkę. Sterty koszyków piętrzą się przed kasami, ale nie można do
nich dotrzeć, bo przy kasach tłok.
Na mlecznym przeterminowane serki Brie. Od kilku dni, bo wczoraj i
przedwczoraj przynosiłem do kasy po jednym reprezentancie, który upłynął już
z dziesięć dni temu. Niechętnie mi dziękowano, ale żeby jakieś
konsekwencje ... Przeterminowane mleko dla niemowląt. Głupia suka ze stoiska
mięsnego nie raczy zauważyć kolejki, bo ona kroi. Jej koleżanka też, widać
klienci sami się obsłużą, grunt żeby obie kroiły. Może wyścigi jakieś robią
czy co?
Z głośników sączy się "Jeżeli polska, to jakość ... Marcpol, popieraj swoje!"
Przechodzi mi chęć na popieranie swojego. Zamiast nieotwieralnego groszku w
puszce produkcji polskiej, chętnie kupię włoski, z kluczykiem. Swoje znaczy
siermiężne, wciąż, niestety ... Marcpol chętnie bym z kolei bojkotował, ale
cóż, najbliższy sklep tej wielkości jest prawie kilometr dalej. Ale jeśli
właściciel np. poprze Leppera jak jego kolega z innej sieci, to trudno, mogę
zostać tragarzem. Albo wysadzę ich w powietrze i może konkurencja zapełni
pusty platz.