Gość: xxxxxxxxxxx
IP: *.adsl.ihug.com.au
29.04.03, 04:25
Rosyjska ruletka Pola
Na kształt polskiego rynku gazowego w największym stopniu wpływa
zawarty w 1996
roku wieloletni (pierwotnie na 25 lat), kontrakt na dostawę 250
mld metrów
sześciennych gazu z Rosji. Jednym z najbardziej kontrowersyjnych
elementów
kontraktu jamalskiego jest sztywna klauzula "take or pay" (bierz
lub płać), na
mocy której Polska zobowiązała się do zapłacenia za gaz z Rosji
bez względu na
rzeczywiste zapotrzebowanie i techniczne możliwości odbioru.
Niedopasowanie
zakontraktowanych wielkości gazu oraz sztywność kontraktu
(bezwzględna
klauzula "bierz lub płać", zakaz reeksportu, zakaz obniżania
przez Polskę
minimalnego poziomu rocznego odbioru gazu, zakaz okresowego
przerwania dostaw
przez odbiorcę obłożony groźbą sankcji finansowych) powodowały,
że był on
przedmiotem ostrej krytyki. Warto przypomnieć, iż Marek Pol jako
minister
przemysłu, wspólnie z ówczesnym rosyjskim wicepremierem Olegiem
Dawydowem,
podpisał 18 lutego 1995 roku ów fatalny protokół uzgadniający
szczegóły
techniczne realizacji polsko-rosyjskiego porozumienia
dotyczącego dostaw gazu.
W lutym 2003 roku, po ponad roku negocjacji, wicepremierzy Marek
Pol i Wiktor
Christienko podpisali nowe porozumienie, które miało - z
korzyścią dla obu
stron - zmienić zasady dostaw gazu do Polski. Wynik negocjacji,
ogłoszony jako
wielki sukces rządu, w rzeczywistości jest zatrważający. Trudno
sobie
wyobrazić, że strona rosyjska mogłaby osiągnąć więcej. Mamy do
czynienia ze
swoistym deja vu, gdyż w atmosferze tajemniczości ten sam
polityk dwukrotnie
zawarł z Gazpromem porozumienia, nad których sensem trzeba się
poważnie
zastanowić.
Marek Pol pojechał do Moskwy, mając w ręce bardzo silne karty:
po rządzie
Jerzego Buzka, odziedziczono bowiem podpisane porozumienie z
Norwegią dotyczące
budowy alternatywnego gazociągu. Nie stawano więc do negocjacji
ze
świadomością, że dla rosyjskiego partnera nie ma alternatywy.
Rosjanie widzieli
również determinację ze strony polskiej w dążeniu do
dywersyfikacji dostaw i
realną szansę na przełamanie ich monopolu.
Jednocześnie upłynął termin rozpoczęcia budowy drugiej nitki
gazociągu, którą
miała napływać większość dostaw surowca do Polski (w pierwszej
nitce dla Polski
jest zarezerwowane ok. 2,88 mld metrów sześciennych, drugą miało
płynąć 11 - 14
mld m sześc.). Gazociąg nie powstał z winy strony rosyjskiej.
Polska nie ma jak
odebrać gazu. Co najważniejsze, Rosjanie nie mają go nam jak
dostarczyć w
sposób i ilościach przewidzianych w kontrakcie. Nie wykorzystuje
się nawet
możliwości pierwszej istniejącej nitki.
Powstała asymetryczna sytuacja: Polska jest zobowiązana do
odbioru gazu z
gazociągu, którego z winy dostawcy jeszcze nie zbudowano.
Geopolityczne
położenie, które było podstawą idei budowy gazociągu
jamalskiego, nie przynosi
ani budżetowi kraju, ani państwowemu PGNiG czy EuRoPol Gazowi
(którego PGNiG
jest akcjonariuszem) planowanych korzyści. Rzeka gazu płynie
przez Ukrainę i
Słowację, omijając Polskę. Dodatkowo utrzymanie klauzuli "take
or pay" w
praktyce blokuje możliwość rozwoju rynku gazowego w Polsce nawet
po wejściu do
Unii Europejskiej. Jeżeli bowiem taka formuła miała kiedykolwiek
sens, to
jedynie wówczas, gdy miała posłużyć do sfinansowania budowy
dwóch nowoczesnych
nitek gazociągu jamalskiego - jako swoista gwarancja, że
realizacja tak
drogiego przedsięwzięcia będzie wiązać się z pewnymi przychodami
w przyszłości.
Rurociągu nie ma, restrykcyjna klauzula powinna więc być
zniesiona.
Zdaniem Kazimierza Adamczyka, prezesa EuRoPol Gazu, przy braku
drugiej nitki
gazociągu jamalskiego pozwoliłoby to PGNiG na wstrzymanie
odbioru rosyjskiego
gazu (powyżej 2,88 mld m sześc.) z przyczyn technicznych. Bez
ryzyka narażenia
się na sankcje finansowe. Tymczasem zgadzając się na odbiór
rosyjskiego gazu,
mimo braku drugiej nitki, Marek Pol godzi się na niewywiązanie
się Rosjan z
oryginalnej umowy, uzyskując przy tym nieporównywalnie małe
ustępstwa.
W załączniku do porozumienia można przeczytać, że strony
przewidują stały
odbiór zaledwie 2,88 mld metrów sześciennych gazu w Kondratkach,
czyli właśnie
z gazociągu jamalskiego. Reszta gazu - przewidziana pierwotnie
dla
nieistniejącej drugiej nitki - będzie odbierana w dwóch
innych "starych"
punktach styku z rosyjską siecią gazową. W rezultacie druga
nitka gazociągu
może nigdy nie powstać i może być zastąpiona planowanym przez
Rosjan
gazociągiem bałtyckim, a i tak będziemy kupować tyle gazu, ile
Gazprom będzie
chciał nam sprzedać. Co najważniejsze - nowe porozumienie
pierwszy raz tak
poważnie urealniło klauzulę "take or pay" i spowodowało, że może
być ona
wymagalna nawet w sytuacji, gdy nie ma gazociągu, z myślą o
którym ją
planowano.
Ograniczenie wpływów z tranzytu
Podpisując porozumienie z Rosjanami rząd rezygnuje z
potencjalnych wpływów,
jakie wiązałyby się ze zwiększonym transferem rosyjskiego gazu
przez polskie
terytorium. Od 2014 roku za tranzyt rosyjskiego gazu przez
Polskę będziemy
pobierać znacznie niższe opłaty, niż obecnie w Europie
Zachodniej. Stawka ta
będzie wynosić prawie 3 razy mniej niż teraz. Szacunkowo można
obliczyć, że w
okresie obwiązywania umowy w latach 2003 - 2019 straty
spowodowane
uszczupleniem wpływów do budżetu państwa z podatku dochodowego,
podatku od
wypłacanej dywidendy i VAT wyniosą 1,4 mld dolarów. Z kolei
przychody
zarządzającego gazociągiem jamalskim EuRoPol Gazu zmniejszą się
o 3,55 mld
dolarów.
Przyjmując średnią stawkę szacunkową na poziomie 2,5 dolara za
100 km (obecnie
jest to 2,74 dolara), należy przyjąć, że z Gazpromu wpłynie do
kasy EuRoPol
Gazu o 3,2 mld dolarów mniej! Warto podkreślić, że dziś nie
jesteśmy nawet w
stanie przewidzieć skutków podpisania takiego porozumienia,
ponieważ ceny
tranzytu gazu mogą dodatkowo wzrosnąć wskutek zmian na scenie
geopolitycznej i
wejścia Polski do UE. Tymczasem Polska już dziś rezygnuje z
wpływów na niemal
dwie dekady. Rząd zgodził się na stopniowe redukowanie stawek za
przesył
rosyjskiego gazu przez Polskę: doprowadzi to do sytuacji, w
której pomimo
zwiększenia tranzytu przez pierwszą nitkę gazociągu,
wynikającego z budowy
nowych tłoczni gazu, przychody EuRoPol Gazu będą się zmniejszać.
Gazprom dostarcza łącznie ponad dwie trzecie wykorzystywanego w
Polsce gazu. Za
ten surowiec płacimy bardzo drogo. Wysokie ceny gazu nie tylko
powodują, że nie
jest on w kraju w pełni wykorzystywany (zużycie jest 10 razy
mniejsze niż w
Niemczech), lecz także obniżają konkurencyjność różnych branż,
np. zakładów