Gość: Jola
IP: *.chello.pl
17.08.03, 00:13
Parys kombinuje, jak nie oddać kasy
"Super Express" kontynuuje sprawę Jana Parysa, byłego wiceprezesa Fundacji
Polsko-Niemieckie Pojednanie, który nie zamierza oddać 100 tysięcy złotych
bezprawnej nagrody. "Stosuje kruczki prawne, by opóźnić proces o zwrot
pieniędzy. Teraz wpadł na nowy pomysł, jak go odwlec" - pisze dziennik.
Jan Parys dostał 105 002,28 zł. Do oddania ich może go zmusić wyłącznie
wyrok sądu. Po wielu perypetiach pozew Fundacji Polsko-Niemieckie Pojednanie
przeciwko Parysowi znalazł się w XII Wydziale Pracy Sądu Okręgowego w
Warszawie. Po wakacjach sąd obiecał wyznaczyć pierwszą rozprawę. Na proces
czekają z niecierpliwością poszkodowani przez III Rzeszę. Jednak Parys
niedawno odebrał w sądzie pozew o zwrot nagrody. Miał odnieść się do
zawartych w nim zarzutów Fundacji. Tymczasem złożył wniosek o zawieszenie
sprawy.
W listopadzie ubiegłego roku sprawa bulwersujących nagród trafiła do I
Wydziału Cywilnego Sądu Okręgowego w Warszawie. Sąd badał, czy uchwały, na
podstawie których członkowie zarządu przyznawali sobie nagrody, są
legalne. "Przyznawanie nagród członkom zarządu nie miało podstaw prawnych" -
orzekł wówczas sąd i uchylił uchwały dotyczące premii. Fundacja Poslko-
Niemieckie Pojednanie wystąpiła więc m.in. przeciwko Parysowi do sądu o
zwrot pieniędzy.
Teraz Parys chce wykorzystać tamtą sprawę, by odwlec obecną. Chce, żeby
proces o zwrot premii zawieszono, bo - jak argumentuje - złożył niedawno w
sądzie wniosek o wznowienie tamtego postępowania. Twierdzi, że sąd nie
powiadomił go o procesie dotyczącym uchwał, czym naruszył jego prawo.
Sąd cywilny nie zdecydował jeszcze, czy ponownie zajmie się sprawą
uchwał. "Nawet gdyby to zrobił, finał byłby pewnie taki sam - sąd uznałby,
że uchwały były nielegalne" - pisze "Super Express".