Dodaj do ulubionych

Moje 20 lat wolności: Życie nie jest gdzie indz...

28.04.09, 10:04
Dziękuję za ten wspaniały list. Jestem rówieśniczką Autorki. Tak było w
większości domach, w naszych rodzinach. Kiedy teraz słucham, różnych
"dziwnych" osób nie mogę zrozumieć dlaczego chcą coś - co było dla nas nieomal
świętością - niszczyć. Tą świętością była wolność. Nasza, własna wolność. Nikt
nam jej nie dał - sami ją zdobyliśmy i naszym obowiązkiem jest tę zdobycz
kochać, szanować, dbać o nią i robić wszystko by nie przepadła. Trzeba
pamiętać, że nic nie jest dane na zawsze. Pozdrawiam Autorkę bardzo
serdecznie. Życzę wielu sukcesów, radości, zdrowia.
Obserwuj wątek
    • Gość: optymistka Moje 20 lat wolności: Życie nie jest gdzie indz.. IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 28.04.09, 12:05
      Co prawda 9 lat później urodzona, ale przeżywałam podobne wzloty i upadki
      patriotyczno-emocjonalne, choć może bez stałego refrenu "nic się nie zmieni", a
      bardziej "jak długo jeszcze trzeba czekać na zmianę". Szlachecko-inteligenckie
      pochodzenie nie zamknęło nas w kokonie historii, ale też nigdy nie pozwoliło na
      przykład na, odbierane jako upodlenie, zarabianie za granicą. Podobnie jak
      autorka, nauczycielka,niosłam swój kaganek coraz bardziej oswojonymi z wolnością
      młodym ludziom, którzy jednak zaskakująco inaczej ją rozumieli. Teraz przeżycia
      tamtych lat dają poczucie wolności i niezależności od prób przeinaczania i
      przywłaszczania historii oraz podważania wiarygodności ludzi tamtych czasów,
      choć wywołują irytację. Jedziemy wtedy z mężem na Żoliborz, gdzie w latach
      1980-1989 chodziliśmy w marszach wolności.
      • Gość: gość Re: Moje 20 lat IP: *.chello.pl 29.04.09, 08:47
        Mam spojrzenie bardziej krytyczne.
        Zarówno w 1980 jak i 1989 roku cieszyłem się wolnością.
        Tak samo cieszę się, iż mój syn z narzeczoną Sylwestra mógł spędzić
        w Nowym Yorku a ostatni weekend w Londynie.
        W "nowej" Polsce z optymizmem "brałem swoje życie we własne ręce".
        I po tych łapach dostawałem - nie tylko ja. W latach 90-tych
        założyłem naukowe stowarzyszenie. Ponieważ nie było szans na
        dotacje - uruchomiliśmy działalność gospodarczą. Był wtedy
        tzw. "popiwek" - podatek od dodatkowych wynagrodzeń. Ponieważ
        mieliśmy na początku "aż" jednego specjalistę od takiej
        działalności - podatek zeżarł całą naszą pracę.
        Jakiegoś wieczora zadzwonił kolega, doradca w urzędzie celnym, czy
        wiem, że od północy wprowadzane jest zawieszenie importu alkoholi,
        łącznie z piwem. Z ciekawości zajrzałem rano do stosownego
        ministerstwa - widziałem płaczącego biznesmena, mówiącego iż na
        granicy zatrzymano mu dwa pociągi z szampanem na Sylwestra - a jego
        kolega jakoś wiedział, iż ma 3 godziny wcześniej odprawę zrobić.
        Za "komuny" nigdy nie miałem z wymiarem prawa do czynienia. Gdy "za
        demokracji" próbowałem na siebie i innych zarobić - spadkobiercy
        dzierżawionego obiektu zajęli mi majątek warty ponad milion złotych,
        wartość kilku lat pracy dniami i nocami, mojej, żony, pracowników.
        Wtedy po raz pierwszy zagladałem w lufę pistoletu. Pani prokurator
        oświadczyła, iż w pierwszym postanowieniu faktycznie pomyliła się -
        nie było "agencji ochrony" mnie wyrzucającej, lecz "przyjaciele i
        koledzy spadkobiercy z Pruszkowa i Łomianek". Prokuratura Apelacyjna
        w postępowaniu tej "damy" /używając nazewnictwa p. Kaczyńskiego/
        stwierdziła iż pani prokurator dopuściła się rażącego naruszenia
        prawa, lecz nie ma powodu, by innej osobie, prokuraturze sprawę
        przekazać.
        Dla Afryki obrazą jest, by takie przykłady biznesu i "prawa" z tym
        kontynentem Polskę porównywać...
        Dziś jestem nie tylko bezrobotny, ale i biedny, bardzo chory.
        Lekarz specjalista rok temu mi powiedział, iz ma w d... że
        nastepnego dnia będą wyniki badań mojego kręgosłupa, bo dyżur ma raz
        na tydzień - i długi urlop zaczyna.
        Więc cichutko sobie nocami wyję z bólu...
        Ubezpieczony przez moją żonę, która próbuje dalej działalność
        gospodarczą skromnie prowadzić.
        Moje dzieci na zmianie ustrojowej korzystają, mnie potraktowano
        jak "kundelka", mierzwę historii
        Ale też moje dzieci nie rozumieją, jak "legalnie" ich rodziców
        w "lepszej Polsce" można było okraść do naga. Jeśli moja firma parę
        lat płaciła duże pieniądze na Fundusz Gwarantowanych Świadczeń
        Pracowniczych - a mnie latami ściga się o kilkaset złotych do zwrotu
        Funduszowi, bo pani zamiast pracować, rozmanżała się a ja byłem taki
        nieuważny, iż jako pierwszy stałą umowę o pracę z nią podpisałem?
        Z odsetkami to więcej niż moje przychody z ostatnich 3 lat...
        W jednym z tomów "Przygodów Tomka..." Alfred Szklarski pisał o
        południowoamerykańskim ptaszku, prawie po ludzku mówiącym. Dźwięki
        które wydawał, jedni rozumieli "widzę cię" - zaś inni "mam cię w
        d..."

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka