mejson.e
25.07.10, 21:43
Urlop nad polskim morzem w pełni lata to fajna rzecz.
Ale ma poważne wady - trzeba dojechać, zaparkować i poruszać się w miejscowościach zaludnionych wtedy kilkukrotnie gęściej niż poza sezonem - tam gdzie rządzą piesi...
Dojechać zaś trzeba po drogach bardzo obciążonych i na dodatek w wielu miejscach remontowanych.
Jak to zrobić, by nie trafił nas szlag po kilkunastu godzinach jazdy?
Wybrałem w tym roku miejsce prawie najbardziej odległe od Warszawy - okolice Międzyzdrojów, ok. 570 km od domu.
Biorąc pod uwagę wyżej wymienione trudności wystartowałem o pierwszej w nocy z soboty na niedzielę i w większości wybierałem boczne drogi.
W efekcie jechałem w dwóch rzutach - 3:40 i 3:00 rozdzielonych dwudziestominutową przerwą.
Razem siedem godzin więc całkiem nieźle.
Odpocząłem doskonale - świetna pogoda, czyste i ciepłe morze, duża plaża i mało ludzi na plaży - samochód odpoczywał prawie cały czas poza dwoma wycieczkami.
Wracałem tą samą trasę wyruszając w piątek w południe i jechałem ... jedenaście godzin.
Omijałem główne drogi, choć czasami nie dało się ich uniknąć - wtedy z reguły utykałem w powolnych kolumnach albo wręcz w korkach - najdłuższy zabrał mi ponad pół godziny.
To jeszcze nie jest raj dla wypoczywających ludzi...