Logistyka wypoczynku

25.07.10, 21:43
Urlop nad polskim morzem w pełni lata to fajna rzecz.

Ale ma poważne wady - trzeba dojechać, zaparkować i poruszać się w miejscowościach zaludnionych wtedy kilkukrotnie gęściej niż poza sezonem - tam gdzie rządzą piesi...
Dojechać zaś trzeba po drogach bardzo obciążonych i na dodatek w wielu miejscach remontowanych.

Jak to zrobić, by nie trafił nas szlag po kilkunastu godzinach jazdy?

Wybrałem w tym roku miejsce prawie najbardziej odległe od Warszawy - okolice Międzyzdrojów, ok. 570 km od domu.
Biorąc pod uwagę wyżej wymienione trudności wystartowałem o pierwszej w nocy z soboty na niedzielę i w większości wybierałem boczne drogi.
W efekcie jechałem w dwóch rzutach - 3:40 i 3:00 rozdzielonych dwudziestominutową przerwą.
Razem siedem godzin więc całkiem nieźle.

Odpocząłem doskonale - świetna pogoda, czyste i ciepłe morze, duża plaża i mało ludzi na plaży - samochód odpoczywał prawie cały czas poza dwoma wycieczkami.

Wracałem tą samą trasę wyruszając w piątek w południe i jechałem ... jedenaście godzin.

Omijałem główne drogi, choć czasami nie dało się ich uniknąć - wtedy z reguły utykałem w powolnych kolumnach albo wręcz w korkach - najdłuższy zabrał mi ponad pół godziny.

To jeszcze nie jest raj dla wypoczywających ludzi...
    • jorn Re: Logistyka wypoczynku 25.07.10, 23:59
      Może mam nieaktualne informacje, ale wydaje mi się, że startując w nocy z soboty
      na niedzielę spokojnie mogłeś pojechać DK10 i DK3.

      Pozdrawiam
      • mejson.e Re: Logistyka wypoczynku 26.07.10, 08:24
        jorn napisał:

        > Może mam nieaktualne informacje, ale wydaje mi się, że startując w nocy z sobot
        > y
        > na niedzielę spokojnie mogłeś pojechać DK10 i DK3.

        Ruch już od drugiej w nocy był na głównych drogach bardzo intensywny i burzył
        moje tempo.
        DK10 dojechałem tylko do Sierpca,
    • edek40 Re: Logistyka wypoczynku 26.07.10, 11:00
      > To jeszcze nie jest raj dla wypoczywających ludzi...

      Nie jest.

      Kilka lat temu wracalem sobie z Hiszpanii. Najpierw wynajetym automobilem okolo
      1,5 godziny (120 km). Potem oddanie auta, oczekiwanie na odprawe oraz
      oczekiwanie na spozniajacy sie samolot, ktory stal przy rekawie. Potem lot do
      Zurychu ze swiadomoscia, ze moj samolot do Warszawy wlasnie odlatuje.
      Oczekiwanie na kolejny lot do Warszawy, przelot i wreszcie do domu. W sumie
      podroz zaczalem okolo 9.00, a skonczylem okolo 21.00. Wychodzi wiec na to, ze
      Hiszpania jest jeszcze gorszym miejscem do wypoczynku :)
      • nazimno Dobrze, ze wulkan na Islandii nie dal czadu. 26.07.10, 11:26
        Wracalbys 2 tygodnie samolotami.
        • edek40 Re: Dobrze, ze wulkan na Islandii nie dal czadu. 26.07.10, 11:35
          > Wracalbys 2 tygodnie samolotami.

          Mi tak zadna Islandia nie byla straszna w Zurychu, gdy jakas germanska
          szwajcarka zaproponowala przebukowanie biletow do Monachium, a dalej, prosze
          herrrrra, to sie zobaczy w Monachium. Na szczescie dysponuje niemieckobrzmiacym
          nazwiskiem, ktore znakomicie brzmi z przedimkiem her, a nawet von. To zalatwilo
          lot bezposredni i to jakies 2 godziny wczensiej niz proponowany do Monachium.
Inne wątki na temat:
Pełna wersja