Dodaj do ulubionych

strach przed jazdą - porada

06.07.11, 13:30
Od pewnego czasu jestem zmuszona jeździć samodzielnie do pracy, około 20 km dziennie w jedną stronę. Prawo jazdy mam od ponad roku, zdałam za pierwszym razem. Kurs był dla mnie przyjemny, egzamin to oczywiście stres, ale nie było problemu. Nie mam własnego samochodu, dlatego od tamtej pory jeździłam tylko z chłopakiem (najczęściej byłam po prostu zmuszana, bo z własnej inicjatywy nie wsiadłabym "za kółko").
W tym momencie jeżdżę sama i jest to dla mnie dramat. Każda jazda to godzina stresu przed, mdłości, duszności, płacz i po prostu stres do kwadratu. W trakcie jazdy się uspokajam, może dlatego, że gdybym się tak trzęsła jak zanim wsiądę do auta to nie ujechałabym 20 metrów. Mam wrażenie, że stanowię ogromne zagrożenie na drodze, chociaż jeżdżę niezwykle ostrożnie, tylko prawym pasem i obklejona zielonymi listkami. Gdyby jechała przede mną furmanka to pewnie jechałabym za nią całe 20 km... Ale zdarza mi się robić durne rzeczy, zapomnieć o światłach (raz), włączyć długie przez przypadek (też raz), wyjechać przy skręcie w prawo za bardzo na przeciwny pas itd. Każda taka sytuacja jest kolejnym powodem do przerażenia i stresu, jak tylko coś się dzieje na drodze nieprzewidywalnego (korek, zmiana organizacji ruchu, nowa trasa itd.) to stres się jeszcze bardziej potęguje, przeżywam potem takie sytuacje po wyjściu z auta i utwierdzam się w przekonaniu, że więcej do niego nie wsiądę. Całe życie spędzone jako pasażer z mężczyznami-kierowcami nasłuchałam się ich biadolenia, wyklinania i złoszczenia się na innych kierowców (najczęściej „baby”), teraz przy każdym problemie na drodze słyszę w głowie tych wszystkich kierowców za mną i przede mną jak k***ują na mnie. Nikt mnie nie strąbił jeszcze - raz Pan zatrąbił bo na wąskiej drodze musiałam wycofać, żeby mógł przejechać dużym dostawczym autem i prawie bym zjechała ze skarpy gdyby nie zatrąbił – dziękuję :)

Co mam zrobić? Brak czynnego prawa jazdy to kalectwo w dzisiejszych czasach, ale żeby jeździć dobrze, trzeba jeździć dużo – więc jak się mam przemóc? Każdy popełnia błędy, ale dla mnie to jest prawdziwa tragedia. Może po prostu nigdy nie będę jeździć samodzielnie autem? Boję się np. zmiany pasa, nie potrafię dobrze ocenić odległości i szybkości auta w lusterku itd. A jeżdżąc trzeba się liczyć z taką koniecznością. Mam wrażenie, że to jest kwadratura koła i już zawsze jazda będzie dla mnie ogromnym stresem.
Obserwuj wątek
    • edek40 Re: strach przed jazdą - porada 06.07.11, 13:37
      Trenuj wtedy, gdy jest mniejsze zageszczenie ruchu.
    • switonemsi Jak się boisz - nie jedź! 06.07.11, 13:42
      Naprawdę nie ma na tej trasie żadnego pociągu albo autobusu?
      Nikt inny nie pokonuje podobnej trasy?

      Co do samego strachu, to się nie dziwię. Choć mam prawo jazdy od 10 lat, to bardzo nie lubię jeździć po Polsce. Chamstwo i wieśniackie cwaniactwo naszych kierowców mnie dobija. W codziennych dojazdach korzystam z pociągów a na mniejsze odległości z roweru. Samochód mam, ale jadę tylko wtedy, gdy nie ma innej możliwości. Jeśli jedzie się grzecznie, to inni to wykorzystują, a jeździć jak nabuzowany byk nie mam zamiaru. Chyba zbyt długo przebywałem za granicą, tam kultura jazdy jest o niebo wyższa. I to nie kwestia dróg.

      Jeśli się boisz, powinnaś zrezygnować, póki nie zrobisz krzywdy sobie albo komuś. Samochód nie jest dla każdego. Prawo jazdy łatwo zdać, wklepać przepisy, opanować kilka prostych manewrów. Nie kłopot. Egzamin odbywa się praktycznie w sterylnych warunkach. Ludzie o słabych nerwach, trudności z koncentracją nie powinni jeździć. Szkoda, że badania lekarskie i psychologiczne to fikcja.
      • edek40 Re: Jak się boisz - nie jedź! 06.07.11, 13:50
        > Naprawdę nie ma na tej trasie żadnego pociągu albo autobusu?
        > Nikt inny nie pokonuje podobnej trasy?

        Zapominasz o obowiazkach sluzbowych nakladanych przez pracodawce. A nie kazdy ma luksus wieloletniego przebierania w ofertach pracy.
        • switonemsi Re: Jak się boisz - nie jedź! 07.07.11, 10:56
          > Zapominasz o obowiazkach sluzbowych nakladanych przez pracodawce. A nie kazdy m
          > a luksus wieloletniego przebierania w ofertach pracy.

          Co to ma do rzeczy.
          Zawsze można inaczej się dostać lub pojechać z kimś. Chyba, że ktoś pracuje na środku pustyni.
          • tymon99 Re: Jak się boisz - nie jedź! 07.07.11, 18:24
            zabierzów trudno uznać za pustynię.
      • pissedoff Re: Jak się boisz - nie jedź! 06.07.11, 13:50
        Trasa jest niestety taka, że publiczym transportem zajęłoby to około 2h, a autem 30 minut :( Boję się i nie chcę jeździć, ale z drugiej strony wiem, że po drogach jeździ dużo gorszych ode mnie kierowców, nie chcę do końca życia być uzależniona od innych ludzi. Poza tym wszyscy mnie zmuszają do jazdy, szantażują emocjonalnie i wjeżdżają na ambicję (rodzice i chłopak złożyli się kurs i egzamin po połowie) :(
        • duchess85 Re: Jak się boisz - nie jedź! 06.07.11, 14:55
          miałam dokładnie tak jak Ty - 20 km do pracy, autem 30 minut, PKP prawie 2h. Na początku miałam permanentny rozstrój żołądka, cały czas myślałam tylko o tym, że muszę wsiąść do auta. Minęło mi po 4 miesiącach. Ale na początku jeździłam tylko tą trasą, zero nowości, jak raz zrobili objazd, to myślałam że umrę:) Teraz jeżdżę już normalnie, a przełom nastąpił po pierwsze trasie poza miasto. Wtedy się jakoś postawiłam na nogi. Powodzenia:)
        • switonemsi Re: Jak się boisz - nie jedź! 07.07.11, 10:57
          pissedoff napisała:

          > Trasa jest niestety taka, że publiczym transportem zajęłoby to około 2h, a aute
          > m 30 minut :( Boję się i nie chcę jeździć, ale z drugiej strony wiem, że po dro
          > gach jeździ dużo gorszych ode mnie kierowców, nie chcę do końca życia być uzale
          > żniona od innych ludzi. Poza tym wszyscy mnie zmuszają do jazdy, szantażują emo
          > cjonalnie i wjeżdżają na ambicję (rodzice i chłopak złożyli się kurs i egzamin
          > po połowie) :(

          To chore z ich strony. Naprawdę nie każdy nadaje się do jazdy. Byłoby bezpieczniej, gdyby ludzie potrafili sobie to uświadomić.
          • tbernard Re: Jak się boisz - nie jedź! 07.07.11, 12:47
            > To chore z ich strony. Naprawdę nie każdy nadaje się do jazdy. Byłoby bezpieczn
            > iej, gdyby ludzie potrafili sobie to uświadomić.

            Od tego są egzaminatorzy. A takie opinie, zalatują mi postawą: chcę mieć więcej dróg zawłaszczonych dla siebie.
    • emes-nju Re: strach przed jazdą - porada 06.07.11, 13:44
      pissedoff napisała:

      > żeby jeździć dobrze, trzeba jeździć dużo

      Juz jezdzisz duzo, a wiec problem minie szybciej niz sie spodziewasz ;)
    • bimota Re: strach przed jazdą - porada 06.07.11, 13:50
      To ciebie wyprzedzal ten TIR, ktory zabil babe w ciazy ?
      To ciebie wczoraj strabilem, bo skrecalas w prawo dokladnie tak jak opisalas ? Chyba nie, bo tamta caly czas klepala przez tel. i nawet nie wiem czy uslyszala to trabniecie...

      Ktoz to cie tak zmusza... ?
      • pissedoff Re: strach przed jazdą - porada 06.07.11, 13:55
        Uważasz, że w opisanym wypadku winę ponosi wyprzedzany a nie TIR? Gratuluję. Rozmowa przez telefon w trakcie jazdy jest niezgodna z przepisami.
      • pissedoff Re: strach przed jazdą - porada 06.07.11, 13:57
        A szczerze mówiąc jestem ciekawa jak każdy z takich wioskowych mędrków jak Ty jeździł w swoich pierwszych chwilach za kółkiem. Chyba, że się urodziłeś z tą zdolnością, to wybacz.
        • bimota Re: strach przed jazdą - porada 06.07.11, 15:08
          "Uważasz, że w opisanym wypadku winę ponosi wyprzedzany"

          Czwesciowo

          "a nie TIR?"

          Nie

          "Gratuluję."

          Dziekuje

          "Rozmowa przez telefon w trakcie jazdy jest niezgodna z przepisami."

          Co z tego... ?

          Ja jezdzilem az za pewnie, kilka stluczek spowodowalem, ale jazda sprawiala mi radosc. Teraz stresy przezywam przez takie ciapy, jak ty, ale stluczek nie powoduje (w kazdym razie - rzadko :P)...
          • tbernard Re: strach przed jazdą - porada 06.07.11, 15:22
            > Ja jezdzilem az za pewnie, kilka stluczek spowodowalem, ale jazda sprawiala mi
            > radosc. Teraz stresy przezywam przez takie ciapy, jak ty, ...

            i do głowy nie może ci przyjść, że ktoś inny do wprawy woli dojść bez powodowania stłuczek?
            Gratuluję otrzaskania.
            • bimota Re: strach przed jazdą - porada 06.07.11, 15:57
              Co to ma do rzeczy ?
      • sokolasty Re: strach przed jazdą - porada 06.07.11, 14:55
        bimota napisał:

        > To ciebie wyprzedzal ten TIR, ktory zabil babe w ciazy ?
        > To ciebie wczoraj strabilem, bo skrecalas w prawo dokladnie tak jak opisalas ?
        > Chyba nie, bo tamta caly czas klepala przez tel. i nawet nie wiem czy uslyszala
        > to trabniecie...
        >
        > Ktoz to cie tak zmusza... ?



        No gratulacje bimota. Oczywiście Ty od razu po otrzymaniu prawka jeździłeś, jak kierowca z dziesięcioletnim stażem, tzn. pewnie, spokojnie i przewidywalnie.
        • tbernard Re: strach przed jazdą - porada 06.07.11, 15:22
          On się otrzaskał w sensie dosłownym.
    • elfkabezhaltera Emes-nju ... 06.07.11, 14:15
      ... krnyicą mądrości. Jeździsz? To nabierzesz wprawy. "Głupie" błedy o jakich wspomniałaś - moim zdaniem trafiały się olbrzymiej większości, gdy zaczynali. A i starym kierowcom się zdarzy a to świateł nie zapalić, a to na ręcznym pojechać ...
      Pewien pozion pewności siebie za kólkiem przychodzi po wielu godzinach jazdy. Nawet nie zauważysz gdy pewne rzeczy które dziś wykonujesz z rozmysłem, zaczniesz wykonywać automatycznie, na progu uwagi. A uwagę skupisz na tym, co się dzieje na drodze.
      Rozumiem, że zostałaś zmuszona do PJ. Ale szukaj powodów, aby nie jeździć. Jazda samochodem to dość fajna sprawa.

    • apodemus Re: strach przed jazdą - porada 06.07.11, 14:37
      Moim zdanie, dopóki nie jest to strach paraliżujący tak, że sztywniejesz w 100% bez zdolności do jakiegokolwiek ruchu, to warto spróbować się przełamywać. Może to nawet dobrze, że trochę (trochę!) będziesz się "bać" - zdradliwa byłoby poczucie własnej "wielkości" na drodze. A może niebawem (czego Ci życzę) poczujesz się pewniej? Wtedy zaczniesz też psioczyć na "baby" za kółkiem (moim zdaniem "baba" za kierownicą nie oznacza kobiety, tylko pewien zespół zachowań). Chyba każdy myślący człowiek na początku się boi. Może masz kogoś zaufanego, z kim mogłabyś pojeździć tak, aby ten ktoś był pasażerem i wspierał cię słowem? Oczywiście, nerwus jest wykluczony :-)
    • sokolasty Re: strach przed jazdą - porada 06.07.11, 14:53
      Nie łam się światłami, czy to niezałączonymi, czy długimi, to są przypadkowe rzeczy, shit happens. Jeżeli jednak by Cię to męczyło, to można za parę złotych założyć piskacze przypominające o światłach. Piszczą tak długo, aż nie załączysz tychże. Martwisz się, że za szeroko pojechałaś? Trudno, znów shit happens, o ile nie zbliżyłaś się za blisko do innej fury/pieszego/roweru itp. Często ścinam łuki. Czasami jadę środkiem drogi, jeżeli ta jest wąska. Dopóki nikomu nie przeszkadzam, to się nie łamię bzdetami. Samo nieutrzymanie się między liniami nie jest powodem do smutku.
      • bimota Re: strach przed jazdą - porada 06.07.11, 15:21
        Martwisz się, że za szeroko pojechałaś? Trudno, znów shit happens, o i
        > le nie zbliżyłaś się za blisko do innej fury/pieszego/roweru itp

        Trudno, o ile... a jesli jednak... ? Tez trudno...Samo nieutrzymanie się między liniami nie
        > jest powodem do smutku.

        Bez jaj... Rozumeim, ze mozna nie opanowac przy 100 km/h, bo na kursie jezdzi sie max. 60, ale jak mozna nie utrzymac sie na pasie przy malej predkosci ??!!
        • pissedoff Re: strach przed jazdą - porada 06.07.11, 15:51
          Nie będę się tłumaczyć, że na kursie łuk wychodził mi od pierwszego razu, ale powiem Ci dlaczego - bo stresuję się, żeby szybko i sprawnie wyjechać bo tacy jak Ty stoją za mną i się denerwują, że zmieściłabym się już pięć razy. Dlatego za dużo gazu i zbyt nerwowy manewr.
    • fleshless Re: strach przed jazdą - porada 06.07.11, 15:06
      zastanów się nad psychologiem.
      Piszę to bez złośliwości.
      • simr1979 Re: strach przed jazdą - porada 06.07.11, 15:11
        fleshless napisał:

        > zastanów się nad psychologiem.

        Eee tam - przecież ten wątek to prowokacja: czysta, oczywista... ;-)
        • pissedoff Re: strach przed jazdą - porada 06.07.11, 15:48
          Przyjdź i sprawdź, to naprawdę jest dla mnie problem i przykro mi, że tak uważasz. Mieszkam pod Krakowem, pracuję w Zabierzowie. Co w moim poście było takie podejrzane??? Nie wierzysz, że można mieć taki problem??? Proszę Cię odezwij się na priv, pojeździmy razem a potem będziesz mógł/mogła się podzielić wrażeniami na forum :/
          • tymon99 Re: strach przed jazdą - porada 07.07.11, 18:22
            jako znający okolice krakowa nie daję wiary podanym przez ciebie czasom dojazdu samochodem i pociągiem.
            • pissedoff Re: strach przed jazdą - porada 11.07.11, 08:29
              znasz dobrze Kraków? wiesz gdzie jest ulica Tyniecka? Mam tam najbliższy przystanek autobusowy, do którego idę 4 km z domu. Jedzie albo do Tyńca (skąd nie mam żadnego połączenia do Zab.) albo do centrum. No to: 4 km na przystanek na autobus jeżdżący 2 razy na godzinę, potem 25-30 minut do Grunwaldzkiego, potem tramwajem na dworzec i pociągiem do pracy... Gratuluję wyobraźni!!!!!!!
              • tymon99 Re: strach przed jazdą - porada 12.07.11, 23:55
                a ze skotnik nic nie jeździ?
          • kozak-na-koniu Re: strach przed jazdą - porada 08.07.11, 09:27
            pissedoff napisała:

            > Przyjdź i sprawdź, to naprawdę jest dla mnie problem i przykro mi, że tak uważa
            > sz. Mieszkam pod Krakowem, pracuję w Zabierzowie.

            Nie warto... Jak już mu udowodnisz, że do Zabierzowa pociągi nie dojeżdżają, zacznie Cię przekonywać że powinnaś dojeżdżać rowerem.:DDD
            • tymon99 Re: strach przed jazdą - porada 08.07.11, 20:39
              kozak-na-koniu napisał:

              > udowodnisz, że do Zabierzowa pociągi nie dojeżdżają

              od 1847 roku to zadanie stało się dość karkołomne.
    • rysiekk111 z "zagrożeniem" obtrąbieniem to akurat proste 06.07.11, 17:58
      Miej świadomosć że ulice pełne są szybkich i wściekłych insektów, którzy na domiar złego maja za duzo kasy na paliwo. Jeżeli, jak sama twierdzisz , jeżdzisz ostrożnie i spokojnie, to jezdzij tak dalej z baaaaardzo przyjemnym poczuciem, że to Ty masz rację i należysz, póki co do tej lepszej cześci społeczeństwa, dającej przykład hołocie.
      i niech hasło "wku..nie szybkiego i wściekłego- bezcenne " poprawia odtad Twe samopoczucie jeszcze bardziej
      • bimota Re: z "zagrożeniem" obtrąbieniem to akurat prost 06.07.11, 21:53
        " jezdzij tak dalej z baaaaardzo przyjemnym poczuciem, że to Ty masz rację"

        Wjezdzajac na przeciwlegly pas lub spychajac nan innych...
        • tbernard Re: z "zagrożeniem" obtrąbieniem to akurat prost 07.07.11, 12:29
          > Wjezdzajac na przeciwlegly pas lub spychajac nan innych...

          Sam przyznałeś, że spowodowałeś parę stłuczek aż stałeś się otrzaskałeś. Chcesz powiedzieć, że jeżdżąc prawidłowo? Czep się lepiej płota zamiast wyżywać się na kimś kto nie ma jeszcze doświadczenia.
          • bimota Re: z "zagrożeniem" obtrąbieniem to akurat prost 07.07.11, 12:38
            Tylko, ze ja wjezdzalem w kufer, bo przede mna ktos hamowal gdy, wg mnie, mozna bylo jechac, ona nie miesci sie w zakretach przy predkosci 20 km/h... Mi jazda sprawiala radosc, dla niej jest trauma... Drobna roznica... ;)

            I w ktorym momencie sie wyzywalem... ??
            • tbernard Re: z "zagrożeniem" obtrąbieniem to akurat prost 07.07.11, 13:06
              > Tylko, ze ja wjezdzalem w kufer, bo przede mna ktos hamowal gdy, wg mnie, mozna
              > bylo jechac, ...

              Całe szczęście, że nie było drugiego pasa do jazdy w tym samym kierunku, bo pewnie zamiast puknąć w kufer zabił byś puszczanego pieszego uznając, że hamowanie jest bezzasadne. Siedząc komuś tak blisko na ogonie, nie miałeś możliwości aż tak dobrej obserwacji. Bardzo często obserwuje się takich miszczów. Zapewne im taka jazda sprawia wiele radości.
              • bimota Re: z "zagrożeniem" obtrąbieniem to akurat prost 08.07.11, 12:42
                Ty, oczywiscie, wszystko wiesz najlepiej...

                Nawet jesli przyjac, ze masz racje, to ja powodowalem zagrozenie nie bedac zawalidroga, a wy - jedno i drugie...
                • tbernard Re: z "zagrożeniem" obtrąbieniem to akurat prost 08.07.11, 14:08
                  > Nawet jesli przyjac, ze masz racje, to ja powodowalem zagrozenie nie bedac zawa
                  > lidroga, a wy - jedno i drugie...

                  Aż mi dech zaparło z podziwu MISZCZU. Zapewne temu pukniętemu humor to mocno poprawiało, że walnął go ktoś, kto w swoim mniemaniu świetnie prowadzi i nie jest zawalidrogą. Zapewne też ci z tyłu, których ruch został przyblokowany też patrzyli na wszystko z wyrozumiałością, że to nie zawalidroga spowodował zator.
                  • bimota Re: z "zagrożeniem" obtrąbieniem to akurat prost 08.07.11, 20:44
                    Ty, oczywiicie, po byle stluczce stoisz na srodku i blokujesz droge... No ale wyovraz sobie, ze nie wszyscy tak maja..
                    • kozak-na-koniu Re: z "zagrożeniem" obtrąbieniem to akurat prost 08.07.11, 20:58
                      A ja ostatnią stłuczkę miałem 9 lat temu (nie liczę ostatniego wpadnięcia do rowu w śnieżycy w grudniu ubiegłego roku), choć corocznie przejeżdżam około 30 tysięcy kilometrów - nie tyle co dawniej, bo kiedyś bywało nawet ponad 100 tysięcy rocznie...:P
          • kozak-na-koniu Re: z "zagrożeniem" obtrąbieniem to akurat prost 07.07.11, 13:01
            Doświadczenie zdobywa się latami i nie wcześniej (oczywiście, z dużą dozą ostrożności traktując liczby, bo każdy osobnik funkcjonuje indywidualnie), jak po przejechaniu 100-200 tysięcy kilometrów w możliwie różnych warunkach i okolicznościach... To wcale nie początkujący kierowcy są niebezpieczni - niebezpieczni są kierowcy stosunkowo świeży, którzy w podstawowym stopniu otrzaskali się już z prowadzeniem pojazdu, mają już wyrobione podstawowe odruchy, nabrali jakże złudnego poczucia pewności siebie i w przeciętnych warunkach radzą sobie poprawnie... Tacy właśnie powodują najwięcej wypadków, bo tacy właśnie najłatwiej dają się zaskakiwać i w konsekwencji, w niestandardowych sytuacjach popełniają tragiczne w skutkach błędy. Natomiast osoby dające "porady" w stylu:
            "Miej świadomosć że ulice pełne są szybkich i wściekłych insektów, /.../ to Ty masz rację i należysz, póki co do tej lepszej cześci społeczeństwa, dającej przykład hołocie.i niech hasło "wku..nie szybkiego i wściekłego- bezcenne " poprawia odtad Twe samopoczucie jeszcze bardziej"
            same sobie wystawiają najlepsze świadectwo i same siebie dyskwalifikują jako poważnych, wiarygodnych i rzeczowych doradców. Moja rada: "robić swoje" i nie przejmować się psychopatami w żadnej wersji...;)
            • tbernard Re: z "zagrożeniem" obtrąbieniem to akurat prost 07.07.11, 13:11
              > Moja rada: "robić swoje" i nie przejmować się psychopatami w żadnej wersji...;)

              W zasadzie do tego można wszystkie porady w tym wątku sprowadzić.
            • rysiekk111 to powiedz Pani wprost, że ma czasem ulegać 07.07.11, 18:09
              Przekaz do początkujących kierowców żyjących w dzikim i agresywnym otoczeniu musi utwierdzac ich w słuszności spokojnej jazdy. Musi byc jednoznaczny. Mój był więc jeżeli go sabotujesz to jasno określ się po której stronie w tej WOJNIE jesteś

              kozak-na-koniu napisał:

              Natomiast osoby dające "porady" w stylu:
              > "Miej świadomosć że ulice pełne są szybkich i wściekłych insektów, /.../ to
              > Ty masz rację i należysz, póki co do tej lepszej cześci społeczeństwa, dającej
              > przykład hołocie.i niech hasło "wku..nie szybkiego i wściekłego- bezcenne " pop
              > rawia odtad Twe samopoczucie jeszcze bardziej"

              > same sobie wystawiają najlepsze świadectwo i same siebie dyskwalifikują jako po
              > ważnych, wiarygodnych i rzeczowych doradców. Moja rada: "robić swoje" i nie prz
              > ejmować się psychopatami w żadnej wersji...;)

              rzecz w tym że gdy psychopatą jest poganiacz, to sprowadza sie właśnie do tego co ja napisałem
              • kozak-na-koniu Re: to powiedz Pani wprost, że ma czasem ulegać 07.07.11, 21:53
                rysiekk111 napisał:

                > Przekaz do początkujących kierowców żyjących w dzikim i agresywnym otoczeniu mu
                > si utwierdzac ich w słuszności spokojnej jazdy. Musi byc jednoznaczny. Mój był
                > więc jeżeli go sabotujesz to jasno określ się po której stronie w tej WOJNIE je
                > steś

                Ja tam na żadnej wojnie nie jestem, a skoro ty jesteś, to se pierdzielnij piwko marki "Wojak" albo dwa albo trzy - i do boju!:D
                Bez odbioru...:P
                • rysiekk111 jeżeli nie widzisz że jest wojna na drogach 07.07.11, 23:24
                  to znaczy że jesteś kolejnym na tym forum oderwanym od rzeczywistości

                  pojęcie wojny dotyczy nie tylko dróg, ale całokształtu zmagań lepszej części społeczenstwa z gorszą, która zawsze była jest i będzie, tyle że w krajach o wyższej cywilizacji ta gorsza jest mocno trzymana pod butem, zaś w PL nie i co gorsza często publicznie szczeka, wiec oprócz wojny fizycznej mamy wciąż propagandową.
                  • kozak-na-koniu Tak tak, oczywiście... 08.07.11, 09:28
                    ...A co na to lekarze - specjaliści?:DDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDD
                    • rysiekk111 lekarze juz dawno zdiagnozowali masę obywatelską 08.07.11, 09:56
                      wniosek na całym świecie jest taki sam: wielu niby spokojnych obywateli po siąściu za kółkiem zmienia sie w SZ. i Wść
                      • kozak-na-koniu Re: lekarze juz dawno zdiagnozowali masę obywatel 08.07.11, 11:32
                        Rzeczywiście. Również wielu, wydawałoby się normalnych obywateli po "siąściu" przed kompem przemienia się w psycholi i totalnych poyebów - co widać, słychać i czuć.:DDDDDDDDDDDD
    • czerwonobrody Re: strach przed jazdą - porada 07.07.11, 10:22
      Hej,

      chyba znam Twój przypadek :) jakbym widział moją żonę z okresu tuż po uzyskaniu prawa jazdy :) U niej dodatkowo stres potęgowało -przesadne - poczucie odpowiedzialności "co będzie gdyby".
      Ale dzisiaj jeździ całkiem nieźle i ma z tego frajdę.

      Tak jak pisali wcześniej - jedyna rada to jeździć, jeździć i jeździć.
      Nie przejmuj się, że popełniasz błędy - nie ma kierowców, którzy ich nie popełniają (choć wielu uważa że są doskonali). Fajnie że wiesz, że robisz błędy - pierwszy krok żeby je wyeliminować.

      Spróbuj pojeździć spokojnymi trasami (bez wielu skrzyżowań, bez dużego natężenia ruchu - może w niedzielę rano?), tak żeby oswoić się krok po kroku z prowadzeniem. 40 km dziennie to całkiem sporo, jak na początkującego kierowcę - więc powinno pójść w miarę szybko.

      I nie stresuj się innymi, że trąbią itd., przynajmniej dopóki nie robisz czegoś niebezpiecznego.

      A co do uwag innych kierowców; moja żona, która uważała komentowanie jazdy innych za głupie, sama dzisiaj to robi :)

      Powodzenia
    • ab_extra Najgorsze jest tylko pierwsze 100 000 km :) 07.07.11, 12:41
      A mówiąc serio, to: 1. Każdy to ma; 2; Nie ma innego sposobu, by się tego pozbyć, jak doświadczenie.

      Ktoś juz słusznie zauważył, że najmniej istotne jest w tym wszystkim, co "szybcy i wściekli" o tobie pomyslą. Naprawdę, nic od tego nie zależy. Przyznam się, że sam nie raz sklnę pod nosa jakiegoś "...." (nie do zacytowania), ale tylko ja to słyszę, więc co od tego zależy? :)))) Po prostu rób swoje, nawet jeżeli przesadnie ostrożnie. Świat jakoś to przeżyje, a Ty w końcu zdobędziesz doświadczenie :) Bo jeżeli nie tak, to jak???
      • bakali Re: Najgorsze jest tylko pierwsze 100 000 km :) 08.07.11, 12:12
        pissedoff, ja zaczęłam jeździć 4 lata po zrobieniu kursu i dla mnie tez był to stres nie do opisania.
        Spokojnie, na początku zawsze jest trudno, zobaczysz, ze za pól roku będziesz już wsiadać za kierownicę bez strachu, po roku będzie to dla Ciebie całkiem naturalne, a za 2 lata nie będziesz sobie mogła przypomnieć jak żyło się bez samochodu.
        Daj sobie trochę czasu, niczym się nie martw i nie przejmuj się złośliwymi komentarzami. Powodzenia!
        • bimota Re: Najgorsze jest tylko pierwsze 100 000 km :) 08.07.11, 12:49
          Najwyzej kogos skasujesz np. wjezdzajac na jego pas...

          Pissedoffo, a jak bys dojezdzala gdyby rodzina i chlopak cie nie zmusili do robienia prawka ?
    • bystry_1 Re: strach przed jazdą - porada 12.07.11, 21:32
      Mam podobnie. Dużo podróżuję, a więc niekiedy zmuszony jestem wsiąść sam za kółko. Nie wiem czemu ogarnia mnie wtedy stres i lęk, że spowoduje wypadek itp. Dlatego staram się unikać jazdy samochodem. Podróżuje głównie pociągami i jestem zadowolony. Uważam, że to najbezpieczniejszy środek transportu.
      • white_mouse Re: strach przed jazdą - porada 13.07.11, 12:08
        Ja mam podobnie:) Chociaż jeszcze bardziej niż samochodem boje się jeździć busem, bo kierowcy mało sobie robią z przepisów.A pociągi - bywają z nimi problemy, ale i tak są najwygodniejsze i najbezpieczniejsze.
        • kozak-na-koniu Re: strach przed jazdą - porada 13.07.11, 12:15
          A mnie raz w pociągu okradli a w samochodzie nigdy.:P
      • amadeus123 Re: strach przed jazdą - porada 31.07.11, 19:16
        ok, zgadzam się że pociąg to najbezpiecznieszy środek transportu, ba nawet tanszy od samochodu, ale skąd u ciebie ten stres przed jazdą samochodem? jakiś wypadek?
Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka