oran89
12.06.12, 12:28
Nie dawno odwoziłem dwie osoby, na małej aczkolwiek bardzo ruchliwej drodze wiejskiej. Jezdnia była dwu kierunkowa (po jednym pasie w każdą stronę) betonowa po lewej stronie jeszcze koło 4 metrowy pas poboczy gdzie parkowały auta, teren zabudowany. Jechałem przepisowo koło 50km/h, lekko mżyło. Zapobiegawczo koło 100-150 włączyłem kierunkowskaz LEWY i zacząłem zwalniać gdyż wjazd na moją posesje jest mało widoczny ze względu na parkujące w pobliżu niego auta. Dojeżdżałem już do miejsca skrętu , w środkowym lusterku widziałem jadące za mną ale będące w znacznej odległości auto, przepuściłem jeszcze auto jadące z naprzeciwka - z przeciwnego pasa ruchu (dojeżdżałem już "na luzie" do tego miejsca miałem ledwie kilka km/h na liczniku) i 1-2 po tym zacząłem skręcać W LEWO. Opuściłem już swój pas przednimi kołami, już byłem na tym 4 metrowym poboczu PRZEDNIMI KOŁAMI na wprost wjazdu do mojej posesji. W tym momencie w lewym oknie widzę jak pędzi na mnie SUW uderza mnie w lewe drzwi. Zdążyłem tylko odkręcić kierownice w prawo ( to uratowało mnie że nie uderzyłem w zaparkowane auta) odwróciło mnie o 90 stopni w prawo i wylądowałem jakieś 50 m dalej. On otarł się jeszcze o drzewo i uderzył w zaparkowane auto przesuwając je o około 0,5m . Nikomu się nic nie stało. Ja w moim małym autku mam wgniecione drzwi kierowcy do środka aż do lini kierownicy, on kant auta z reflektorem, a to zaparkowane auto obydwoje drzwi z jednej strony. Później się dowiedziałem że kierowcy suwa się spieszyło i w pewnym momencie zaczął mnie wyprzedzać z lewej strony (kiedy ja już zwalniałem do skrętu w lewo wcześniej to sygnalizując) widząc że nie wyhamuje zaczął uciekać na pobocze (MAJĄC CAŁY PAS PRAWY WOLNY PO KTÓRYM WCZEŚNIEJ JECHALIŚMY) i wtedy uderzył mi w przednie drzwi. Wezwałem policje będąc przekonanym o swojej niewinności, policja orzekła inaczej. Dla nich było ważne ze przednie drzwi maiłem tylko zniszczone a nie tylnie (znaczyło to że ja dopiero rozpoczynałem manewr a on był w trakcie). nie przekonywało to ich to że szyba z moich drzwi jest rozrzucona po poboczu czyli tam nastąpiło uderzenie - kiedy ja już kończyłem manewr, ani to ze że ten człowiek jechał z nadmierną prędkością (moje autko na którym wytracił prędkość ważyło o koło 1t a auto zaparkowane które przesuną o ok 0,5 metra około 1,5 t). Ani równierz to że dwóch moich pasażerów potwierdzało że dostatecznie wcześniej zwalnielm i dawałem sygnał skrętu.
Odniosłem takie wraznie iż dużo miała w tym przypadku "do powiedzenia" data wydania mojego prawa jazdy i miejsce zdarzenia. Gdyż otrzymałem je dwa tygodnie przed zdarzeniem (co wytkną mi jeden z policjantów uważając że powinienm sie na kurs wrucić) a wypadek zdarzył się w małej wsi gdzie się wszyscy znają z mieszkańcem tej wsi.
Pomóżcie odwołałem się od mandatu gdyż uważam że jestem nie winny ten człowiek jechał jak wariat a taka decyzja policji tylko promuje ludzi jeżdżących jak wariaci. Jak mam się bronic w sądzie. Pomożcie proszę o jakąś rade