Gość: smutno mi
IP: *.centertel.pl
22.06.06, 13:09
Delikatna sprawa.
Masz ukochaną żonę / męża. Ty też umiesz jeździć - może nawet dużo lepiej.
Nie z racji płci a stażu i podejścia. Nie ważne.
Sytuacja:
Jedziecie rano, pośpieszenie do pkt. X. Okazuje sie że pozmieniali drogę,
poodwracane ulice jednokierunkowe Was zaskakują i mijacie konieczny zakręt, a
dalej coraz bardziej wąsko i zielono po obu stronach. Szukamy miejsca do
zawracania - jest. Ale źle wymierzony odstęp od nadjeżdżającego wozu powoduje
gwałtowne wbicie gazu w celu przyspieszenia manewru (wiem że durne),
następuje poślizg po trawce i krzakach, utrata przyczepności pojazdu,
gwałtowny wypad na jezdnię - na czołówkę niemal i zjechanie na właściwy tor
jazdy - uspokojienie prowadzenia (bo nie samopoczucia wszystkich którzy to
wiedzieli). Po ok. 1 godzinnej przerwie i załatwieniu co trzeba w drodze
powrotnej efekt jest taki: 2 razy przejechane światła na czerwonym zamiast
żółtego (nie będziemy z wizgiem hamować, prędkość ok 70 km/h) oraz
obrtąbienie "L" że nie startuje na zielonym świetle. "L" staje i wygraża
pięściami (i słusznie), ja każę sie uspokoić kierowcy i mówię że nie ma raci
więc niech dziobem nie kłapie. Ogólnie awantura bo nerwy puścily i protestuję
przeciwko przelatywaniu na czerwonym.
Po całości mam rozstrój nerwowy i stracha czy jak pojedzie dalej po
odwiezieniu mnie to nie rozwali się przy I okazji.
Ja nie prowadzę bo po wypadku sportowym mam połamany kręgosłup i metalowy
gorset na parę miechów...stąd funkcja kierowcy mojej połowy.
Poza tym to najukochańszy dla mnie człowiek pod słońcem z wielkim sercem i
niezłą głową i nie zamienię go na inny model, o nie.
Gdzie szukać ratunku - wykopać na jazdy doszkalające? Gdzie w Wawie?
Zupełnie serio pytam, bo dobrze wiecie że najgorzej przyjmuje się krytykę od
najbliższych.
Acha - bardzo uprzejmie proszę o wepchnięcie sobie z powrotem do buzi
komentarzy na temat konieczności rozwodu, zabrania kluczyków samochodowych i
innych kąśliwości.
Przy okazji przesyłam mnóstwo "zgryźliwości" instruktorom jazdy którzy uczą /
uczyli kierowców 14 godzin zamiast 20 i nienawidzę fuksów, które pozwalają po
czymś takim zdać egzamin z prawa jazdy na drodze. Bo teraz mam taki FUKS w
domu i boję się o życie.... nie tylko nasze :-(