cardemon
21.06.03, 17:33
Jest to historia ponoc autentyczna. Zdarzyło sie to dawno temu, a wygladało
to tak:
Nieopodal wsi Wymioty, przebiegała linia kolejowa, po ktorej z regularnością
szwajcarskiego zegarka odbywały się transporty spirytusu rektyfikowanego.
Alkohol był transportowany z gorzelni do zakładu przemysłowego i zawsze
przejeżdżał linią kolejową koło wsi Wymioty, gdzie nota bene znajdował się
semafor sterujący ruchem na tej linii. Transport odbywał się w cysternie,
ktorej budowa w dużym uproszczeniu podobna była do dwoch nałożonych na siebie
wanien. W gorzelni wlewano spirytus bardzo grubą rurą przez właz znajdujący
się na wierzchu cysterny, nastepnie właz zamykano i plombowano. Przed
odjazdem cysterny plombowano rownież podobny do kranu wylew, ktory znajdował
się na samym spodzie cysterny (tak jak wylew w wannie). Cysterna dojeżdżała
do zakładu przemysłowego zawsze z nienaruszonymi plombami, gdzie ją
odplombywano i wylewano "do sucha" znajdujący się w niej alkohol. Pomimo
tych "środkow bezpieczenstwa" zauważono, że we wsi Wymioty wszyscy chodzą
pijani.
Czy ktos ma jakiś pomysł na to, jakim cudem alkohol "wyparowywal" z cysterny
i Wymioty były ciągle pijane?
Zyczę powodzenia z tą zagadką i jednocześnie nadmieniam, ze alkohol pity z
umiarem nie szkodzi nawet w dużych ilosciach. :) :)
CdM