balbina_alexandra
23.09.03, 22:05
Cześć dziewczyny
nie jestem z wawy ale się wtracę - jestem lektorką, przygotowuję ludzi do
CAE
i CPE. W tym wszystkim co piszecie jest duzo prawdy - CPE już nie jest takim
kosmicznym egzaminem jak kiedyś, po zmianach jakie zaszły w 2002 jest moim
zdaniem dużo prostszy. Wreszcie formuła wszystkich egzaminów się nieco
ujednoliciła... wadą jest to ze trzeba się było zaopatrzyć w masę nowych -
pierońsko drogich, a jak - testów. Absolutnie podpisuję się pod tym iż
trudniej jest przeskoczyć z FCE do CAE - tu jest duży szok i sporo roboty, z
CAE na CPE prościej. Jednym słowem - nie ma się co martwić i uszka do góry,
będę za was trzymać kciuki.
Pierwszym certyfikatem jaki zdawałam było właśnei Proficiency, rzecz jasna
wieki temu :))) nie chodziłam na żadne kursy, poszłam na egzamin z marszu bo
zdawałam w grudniu a decyzje podjęłam w pażdzierniku, oprócz tego studia,
praca... oczywiście niewiele sama robiłam do egzaminu bo nie mając bata...
wiadomo jak to jest :) pamiętam ze nie zrobiłam żadnego listeningu :) no ale
studiowałam juz wtedy anglistykę i z formułą egzamniu byłam obeznana, zatem
nie był dla mnie jakis specjalnie trudny.
Teraz myślę że zeby samemu się przygotować trzeba jednak miec dużo
samodyscypliny... i faktycznie wierze w to, że native mógł oblać CPE bo to
jak
każdy test, trzeba się nauczyć obsługiwać. Dobry lektor czasem się przydaje,
wyłapie takie rzeczy o którym można nie miec pojęcia, wskazówki odnośnie
pisaniny - to się naprawdę przydaje, z doświadczenia wiem że kandydaci mają
z
tym często ogromne problemy. No i ktoś zmusza do robienia tych testów w
miarę
regularnie...
Co do rekruatcji w każdej szkole wyglada to inaczej - w mojej duzy nacisk
kładzie się na to, jest test - który jak dla mnie nie jest miarodajny, ale
potem zawsze następuje rozmowa z lektorem (męczący dla nas trochę ten
wrzesień...), jest straszny problem np z maturzystami, którzy przychodza z
ulicy, test na poziom intermediate a on musi w grudniu FCE zdawać... ech...
a
szkoły chcą trego uniknąc bo dziko ze soba rywalizują i kazdej zalezy zeby w
rankingu pisać "u nas jest 100% zdawalność"... samo zycie :(((
Są osoby które test nawet napiszą ale mają takie problemy z komunikacją że
nie
nadrobią tego w przeciągu kilku miesięcy...
Różnie bywa naprawdę. Ale na poziomie CPE zawsze się tworzą grupy... staje
sie
on dość popularny, u mnie są nawet dwa poziomy, jeden takie bardziej pre
cpe,
a drugi już normalny.
A co do native speakerów... hmmm... róznie... spotkałam i takich którzy byli
znakomitymi metodykami, wykształconymi, pełnymi inwencji - pracowałam kiedys
w
takiej szkole. Ale to jak dla mnie wyjatek. Miałam kiedys podjąc prace w
Berlitzu... ludzie z którymi byłam na training, to szeroki przekrój - od
sprzedawcy po sekretarkę, nie będę komentować, filozofia jest taka że można
byc fryzjerem a dwa tygodnie szkolenia wystarczą...
Teraz pracuję w wielkiej potężnej szkole. Są i native speakerzy. Ale CPE
uczę
ja, skromna absolwentka anglistyki...
To daje do myślenia :)))
Pozdrawiam was dziewczyny, będzie dobrze! Nie jest to jakiś specjalnie
kosmiczny egzamin, bede za was trzymać kciuki!